18 listopada 2020

Skąd wziąć lekarzy do walki z pandemią? Posłanka PiS chce odebrać ich Niemcom, wojewodowie biorą medyków „w kamasze”. Oto pięć pomysłów

Skąd wziąć lekarzy do walki z pandemią? Posłanka PiS chce odebrać ich Niemcom, wojewodowie biorą medyków „w kamasze”. Oto pięć pomysłów

„Niech Niemcy oddadzą naszych lekarzy na czas pandemii” – apeluje posłanka PiS Joanna Lichocka. Wojewodowie rekrutują lekarzy siłą, a resort zdrowia chce ściągać medyków zza wschodniej granicy. Ale czy to dobre sposoby na powiększenie medycznych kadr i nadzieja dla chorych na Covid-19 wymagających hospitalizacji? Gdzie podziewają się „lekarze-rezerwiści”?

Jeszcze przed nadejściem pandemii polska służba zdrowia borykała się z niedoborem lekarzy. Na wizytę u specjalisty trzeba było czekać miesiącami. Pandemia tylko uwidoczniła, że sytuacja kadrowa jest katastrofalna. Pod koniec 2019 r. Naczelna Izba Lekarska szacowała, że nad Wisłą brakuje aż 68.000 lekarzy, przede wszystkim psychiatrów, onkologów i hematologów dziecięcych, anestezjologów, chirurgów onkologicznych i specjalistów z zakresu chorób płuc u dzieci.

Zobacz również:

Chorych na Covid-19 przybywa w lawinowym tempie, siłą rzeczy przybywa chorych wymagających hospitalizacji. Rząd próbuje ratować sytuację, budując szpitale polowe. Pierwszych pacjentów zaczął przyjmować szpital na Stadionie Narodowym, choć projekt jest dziś raczej obśmiewany, bo kierowane są do niego osoby z Covid-19, ale bez chorób współistniejących. Krytycy mówią, że hospitalizowane tam osoby równie dobrze mogłyby leżeć w domu.

Zadanie utworzenia szpitali tymczasowym powierzono też niektórym spółkom Skarbu Państwa, m.in. PKN Orlen. Firma organizuje szpital w Płocku, który już 20 listopada ma być gotowy do przyjęcia 100 chorych, a docelowo znajdzie się w nim 200 covidowych łóżek. Orlenowy szpital ma zatrudnić 52 lekarzy, 152 pielęgniarki i pielęgniarzy, 120 opiekunów medycznych, 34 ratowników medycznych, a także sekretarki, sekretarzy medycznych i kierowców.

Jak donosi Super Express, PKN Orlen poprosił o wsparcie w zabezpieczeniu personelu medycznego, pielęgniarskiego i ratowniczego na potrzeby szpitala tymczasowego w Płocku m.in. do Naczelną Izbę Lekarską, Naczelną Izbę Pielęgniarek, struktury Wojsk Obrony Terytorialnej i ZHR. Lekarze są potrzebni jak tlen.

Ilu jest w Polsce lekarzy? Statystyki kontra statystyki

No właśnie, poprosił. Ale czy znajdą się chętni i skąd ich brać? Z danych Eurostatu i OECD wynika, że Polska należy do krajów o najniższej liczbie lekarzy na 1000 mieszkańców. W Polsce wskaźnik „lekarze na tysiąc obywateli”, obliczany przez te instytucje, wynosi 2,4. Dla porównania, w Grecji wynosi 6,1, w Austrii 5,2, a na Litwie 4,5. Jeśli chodzi o Europę, niższy od Polski wskaźnik ma tylko Turcja i Albania.

Ale czy rzeczywiście jest tak źle? Z danych GUS wynika, że polska populacja to niespełna 38 mln osób. Z kolei z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika (stan na koniec września 2020 r.), że w Polsce jest nieco ponad 143.000 lekarzy aktywnych zawodowo oraz prawie 39.000 dentystów. Jeśli weźmiemy pod uwagę tylko lekarzy, okazuje się, że wskaźnik „lekarze na tysiąc mieszkańców” wynosi 3,6.

To wynik pokrywający się ze średnią dla krajów OECD. Jakiś czas temu były minister zdrowia Łukasz Szumowski tłumaczył, że te rozbieżności wynikają z „niedoszacowania danych”. Szumowski twierdził, że OECD uwzględnia przede wszystkim lekarzy zatrudnionych w szpitalnictwie publicznym, a pomija tych pracujących w przychodniach.

Nawet jeśli w rzeczywistości sytuacja jest lepsza, niż wynika ze statystyk, nie zmienia to faktu, że lekarze są „dobrem deficytowym”. Rząd być może poradzi sobie z dostawieniem nowych łóżek, ale lekarzy nie wyczaruje z kapelusza. Co możemy dziś realnie zrobić, żeby jak najwięcej „covidowców” wymagających hospitalizacji miało zapewnioną opiekę lekarza, a z drugiej strony, żeby pozostali pacjenci na tym nie ucierpieli? Dla nich lekarze też są potrzebni.

Pomysł nr 1: niech Niemcy oddadzą polskich lekarzy

Zacznę od najświeższego pomysłu. Kilka dni temu prezydent Niemiec za pośrednictwem polskiego prezydenta zaproponował naszemu krajowi pomoc w walce z koronawirusem. Nasze władze uznały, że takiej pomocy nie potrzebują. Innego zdania jest posłanka PiS, Joanna Lichocka, która podzieliła się swoim pomysłem z Faktem. Posłanka zaapelowała do niemieckich landów, żeby oddelegowali polskich lekarzy pracujących w niemieckiej służbie zdrowia do Polski na czas pandemii.

„Niemcy finansowaliby to, udzielając naszym rodakom, lekarzom, płatnych urlopów na ten czas. To byłaby bardzo wydatna i znacząca pomoc”

– uważa Lichocka. Nawet gdyby Niemcy odpowiedzieli na ten apel, to czy byłaby to realna pomoc? Nie znalazłem danych o tym, ilu polskich lekarzy osiedliło się i pracuje w niemieckiej służbie zdrowia. Ponoć w niemieckich szpitalach w pasie przygranicznym polska kadra stanowi nawet połowę personelu. Trudno jednak oczekiwać, by polscy medycy ochoczo wracali, bo lekarzy brakuje wszędzie.

Przeczytaj też: Kiedy zabraknie łóżek dla pacjentów chorujących na Covid-19? Czy sytuację uratują szpitale polowe? A może powinniśmy zacząć budować szpitale modułowe?

Pomysł nr 2: lekarze w kamasze

Drugi pomysł, a właściwie strategia, którą już realizuje polski rząd, to wysyłanie lekarzy „siłą” na odcinek covidowy. Rząd przekształca niektóre szpitale w placówki covidowe i tworzy szpitale polowe, ale ktoś tam musi pracować. Lekarze są więc „instalowani” z dobrodziejstwem inwentarza.

A jak ktoś nie chce, to zostanie zwerbowany siłą. Rząd sięgnął po art. 47 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, na mocy którego decyzją administracyjną może skierować lekarzy do pracy w placówkach zajmujących się chorymi na Covid-19. Jakiś czas temu minister Jacek Sasin wkurzył środowisko medyczne twierdząc, iż rząd świetnie radzi sobie z pandemią, ale hamulcowymi są lekarze, którzy nie stawiają się na wezwania wojewodów.

Poprosiłem Ministerstwo Zdrowia o informacje na temat tego, ile wezwań w tym trybie wysłano do lekarzy (czekam na odpowiedź). Ale zdaniem środowiska lekarskiego, rząd w tym zakresie działa po omacku i bez wyobraźni.

„Ze strony rządu brakuje elementarnej woli współpracy i słuchania argumentów środowiska lekarskiego. Mamy przez to taką sytuację, że wojewoda wysyła lekarzom wezwania do stawienia się do pracy przy chorych na covid-19, choć – naszym zdaniem – wezwania powinien uprzedzić wywiadem z dyrektorami szpitali na temat możliwości oddelegowania i dostępności personelu medycznego. Obecnie nie sprawdza się np., czy lekarz jest akurat na kwarantannie”

– mówi mi Rafał Hołubicki, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej. Hołubicki podkreśla, że wezwania często kierowane są do osób, które z mocy ustawy wyłączone są z tego obowiązku, np. do kobiet w ciąży. W mediach opisywano też przypadki wzywania do pracy nieżyjących lekarzy. Po czym przekazuje się narrację, że lekarze nie odpowiadają na wezwania wojewodów.

„Nie zaprzeczam, że zdarzają się przypadki, kiedy lekarze nie odpowiadają na wezwania, ale często wynika to z obawy, że nie wiedzą co ich czeka. Dziś pracują w swoim szpitalu, mają zaplanowane dyżury, zabiegi, konsultacje z pacjentami, a jutro muszą stawić się do pracy w innym miejscu, często do pracy, do której nie są przygotowani, bo są specjalistami z innej dziedziny medycyny. Co z dojazdem, wyżywieniem, zakwaterowaniem? Co z pacjentami, którzy są pod jego opieką? Do tej sprawy trzeba podejść po ludzku, z rozsądkiem i logiką, ale ze strony władz nie ma dialogu. Choć nie chciałbym generalizować – na szczęście są przykłady pozytywnej współpracy z niektórymi wojewodami”

– zaznacza mój rozmówca. Zgodnie z art. 47 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi do pracy przy zwalczaniu epidemii nie można skierować m.in. lekarzy po 60. roku życia, kobiet w ciąży, osób samotnie wychowujących dziecko w wieku do 18 lat lub wychowujących dziecko do 14 lat, dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności, czy lekarzy z orzeczonymi chorobami przewlekłymi, na których przebieg ma wpływ zakażenie lub zachorowanie na chorobę zakaźną będącą przyczyną epidemii

Przeczytaj też: Niektóre szpitale przestały przyjmować chorych na Covid-19. Ale nie z braku łóżek czy lekarzy. Coraz częściej brakuje podstawowego „lekarstwa” dla hospitalizowanych

Przeczytaj też: Aptekarz zaaplikuje szczepionkę. W domu zrobisz sobie testy diagnostyczne. Lekarz ustali twój stan zdrowia przez smartfona. Covid-19 wymusza zmiany w medycynie

Lekarze odmawiając „wzięcia w kamasze” mogą kierować się też motywami ekonomicznymi. Zachętą do pracy ma być tzw. „dodatek covidowy” czyli dodatkowe wynagrodzenie w wysokości 100% kwoty miesięcznego wynagrodzenia wynikającej z umowy. Choć zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej ta zapowiadana zachęta niesłusznie dyskryminuje część medyków.

W ocenie Naczelnej Rady Lekarskiej ten dodatek powinien przysługiwać nie tylko pracownikom medycznym, którzy zostali wezwani do pracy na podstawie wspomnianego art. 47, ale wszystkim uczestniczącym w leczeniu pacjentów, u których potwierdzono lub podejrzewano zakażenie wirusem SARS-CoV-2.

„Sytuacja epidemiczna w Polsce spowodowała, że pacjenci chorzy na COVID-19 są leczeni nie tylko w placówkach im dedykowanych, ale również w tych miejscach udzielania świadczeń zdrowotnych, w których przebywają pacjenci „niecovidowi”. W rezultacie ten sam personel medyczny zajmuje się zarówno pacjentami chorymi na COVID-19, jak i pacjentami z innymi schorzeniami. Personel ten jest więc w takim samym stopniu narażony na zakażenie SARS-CoV-2, podlega również podobnym obostrzeniom i wykonuje podobne obowiązki, jak osoby skierowane przez wojewodę do pracy przy zwalczaniu epidemii.”

Na forach lekarze przyznają się do swego rodzaju kalkulacji. Część z nich prowadzi np. prywatne gabinety, mają swoich stałych pacjentów. Niektórzy mogą uznać, że bardziej opłaci się im nie odpowiedzieć na wezwanie wojewody i zapłacić karę, niż porzucać swoich pacjentów. Lekarz, który nie stawi się na wezwanie wojewody, może zostać ukarany mandatem w wysokości od 5.000 do 30.000 zł.

To podobna sankcja jak za niestosowanie się do zasad izolacji czy kwarantanny. Jak często wojewoda może wzywać lekarza w trybie art. 47, a więc jak często może zostać ukarany „za to samo wykroczenie”? O te informacje również poprosiłem resort zdrowia i czekam na odpowiedź.

Pomysł nr 3: ściągnąć lekarzy spoza Unii Europejskiej

Kolejny pomysł na poszerzenie kadry medycznej polega na zatrudnieniu lekarzy spoza Unii Europejskiej. Głównie chodzi o medyków z Białorusi i Ukrainy. Niedawno o tym pomyśle mówił minister zdrowia Adam Niedzielski. Rafał Hołubicki uważa, że pomysł jest zły i naraża na niebezpieczeństwo życia i zdrowia pacjentów.

„Skąd mamy mieć pewność, że taki lekarz ma odpowiednie wykształcenie i kompetencje. Przykładowo, żeby uzyskać specjalizację kardiologiczną, w Polsce potrzeba 6 lat. W niektórych krajach to kwestia kilku miesięcy. W praktyce może wyglądać to tak, że polski lekarz zamiast zajmować się pacjentem, będzie musiał kontrolować innego lekarza. To wprowadzi jeszcze większy chaos. I czy chcemy doprowadzić do sytuacji, że w ramach jednego systemu, od jednych lekarzy wymagać się będzie więcej, a od innych mniej?”

Przepisy umożliwiające zatrudnianie lekarzy spoza UE chciano wprowadzić już w ubiegłym roku poprzez nowelizację ustawy o zawodzie lekarza, ale po krytyce tego pomysłu ze strony środowiska lekarskiego ostatecznie się z tego wycofano. Wygląda na to, że rząd chce do niego wrócić i przeforsować w ekspresowym tempie.

Przeczytaj też: Naukowcy wzięli pod lupę dane z telefonów komórkowych 100 mln ludzi i orzekli: wystarczy zamknąć 10% miejsc, by ograniczyć ekspansję Covid-19. I powiedzieli które 10%!

Przeczytaj też: Pfizer ogłasza: jest skuteczna szczepionka na Covid-19. Oto cztery dowody na to, że radość świata jest przedwczesna, a pandemia koronawirusa (niestety) jeszcze potrwa

Pomysł nr 4 i 5: zatrudnić studentów i medycznych asystentów

Naczelna Izba Lekarska popiera natomiast pomysł, by do walki z pandemią kierować lekarzy rezydentów, stażystów i studentów ostatnich lat medycyny. Apel do studentów, by zgłaszali się do pracy w szpitalach przy chorych na COVID-19, wystosował niedawno prof. Paweł Nauman, neurochirurg z Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach.

„Potrzebujemy wsparcia na pierwszej linii frontu. Dla studentów to najlepsza nauka medycyny, bo można się dzięki niej nauczyć empatii lekarskiej. Poza tym to świetne zajęcia z interny, intensywnej terapii. Sam wykładam na uczelni wyższej na wydziale pielęgniarstwa i widzę, że całe te dzisiejsze zajęcia online to o kant wiadomej części ciała można potłuc. Nie da się nauczyć medycyny przez internet. Biorąc pod uwagę bliskie zeru ryzyko ciężkich powikłań u młodych ludzi i zapewniając im stroje ochronne, myślę, że ich miejsce powinno być przy chorych”

– argumentował w wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej. A może sytuację kadrową w służbie zdrowia można poprawić bez zatrudniania nowych lekarzy czy ściągania ich zza granicy? Chodzi o biurokrację, która – zdaniem Rafała Hołubickiego z Naczelnej Izby Lekarskiej – może pochłaniać nawet 80% czasu lekarza.

„Skoro już rząd wysłał żołnierzy WOT do kontroli i liczenia łóżek, to niech ci żołnierze pomogą lekarzom odciążając ich od zadań biurokratycznych. Od lat apelujemy o to, by zwiększyć zatrudnienie personelu wspomagającego lekarzy”

Jak to jest z tą robotą papierkową? Zapytałem brata – lekarza pulmonologa – ile czasu pożera mu papierkowa robota i czy przydałby mu się asystent.

„To bardzo słuszny kierunek. Bywa, że połowę czasu zabiera mi wypełnianie papierów, wypisywanie recept, umawianie badań kontrolnych czy konsultacji dla moich pacjentów. Przykładowo, mój pacjent w normalnym trybie może liczyć na konsultację za pół roku, ale wiem, że to nie może czekać. Dzwonię, szukam, kombinuję, żeby tę wizytę przyspieszyć. Nie chodzi o to, żebym miał takiego asystenta tylko dla siebie. Taka osoba mogłaby obsługiwać kilku, na przykład pięciu lekarzy. Dzięki temu będziemy w stanie opiekować się większą liczbą pacjentów przy tym samym zasobie kadrowym. Mogę się założyć, że asystent medyczny ani przez chwilę nie będzie się nudzić”

Może więc warto wziąć ten pomysł na poważnie. To uwaga do rządzących. Bo nawet jeśli zwiększymy nakłady na służbę zdrowia, to pieniędzmi nie wyczarujemy nagle nowych zastępów lekarzy. Podstawowe studia medyczne to sześć lat, potem kilka lat rezydentury, stażu i specjalizacji. A gdyby tak utworzyć na studiach medycznych licencjacki kierunek „asystent medyczny” albo specjalne kursy kształcące w tym kierunku? Bo nie wyobrażam sobie, żeby lekarzowi asystował ktoś bez elementarnej wiedzy medycznej.

Bez takiego wsparcia, będzie tak jak w jednym szpitalu. Słyszałem, że grupa lekarzy dosłownie zrzuca się na „medycznego asystenta”. On zajmuje się papierkową robotą, oni leczą ludzi.

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz
16 dni temu

Ktoś się chyba nie przygotował do materiału.Jakie 100% dodatku dla lekarzy powołanych przez wojewodę? To obowiązywało na wiosnę, ale teraz NIE MA TEGO DODATKU. Jest 100% dla wszystkich lekarzy walczących z CV-19, ale jest to część ustawy, która został uchwalona, podpisana przez Dudusia, ale … nieopublikowana przez Mateuszka (bo tak). W tym momencie lekarze/pielęgniarki/ratownicy medyczni NIE DOSTAJĄ ŻADNEGO dodatku. Co więcej, jeżeli znowelizują tą nieopublikowaną ustawę tak by tylko powołany personel miał dodatki to jest tu super niesprawiedliwe. Spójrzmy np. na taki szpital Marynarki Wojennej w Gdańsku. Przed CV-19 był to zwykłe (niezakaźny) szpital, personel jest zatrudniony np. na ortopedii.… Czytaj więcej »

Wacław
15 dni temu

Coś tu nie gra z matematyka. Lekarzowi papierkowa robota zajmuje do 50% czasu pracy, ale asystent może już obsłużyć 5 lekarzy. Czyli ta sama praca zajmie mu tylko do 20% czasu pracy. Więc czas pracy lekarza to 3,6h na dzień, asystenta 8h albo lekarze za krótko studiują bo nie są wyuczeni papierkowej roboty. 😉

Jjjj
14 dni temu

Jaka k… pandemią dajcie spokój. Pandemią jest tylko w mediach a w realu absurd na absurdzie i jedna wielka manipulacja fałszywymi testami pcr.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu