20 marca 2022

Wojna w Ukrainie zmieni porządek świata? Xi Jinping ma problem z Putinem. My mamy problem z Chinami. Czas się odzwyczajać od kupowania chińskich produktów?

Wojna w Ukrainie zmieni porządek świata? Xi Jinping ma problem z Putinem. My mamy problem z Chinami. Czas się odzwyczajać od kupowania chińskich produktów?
Współautor: Maciej Samcik

Już wiadomo, że wojna w Ukrainie to nie lokalne starcie wojsk – to wojna Rosji z Zachodem, z całym NATO. Nie brakuje opinii, że najbardziej skorzystają na nim… Chiny, które uzależnią od siebie Rosję i będą „tankować” od niej tanie surowce. Kłopot w tym, że współpraca Chińczyków z Rosją może rozjuszyć Europę. A to druga część planu Chin: handlować z Europą, wycisnąć z niej pieniądze i iść na wojnę o dominację nad światem z USA. Czy chiński szef partii komunistycznej – i główny sojusznik Rosji – Xi Jinping nas przechytrzy? A może my możemy przechytrzyć jego?

Na naszych oczach zmienia się układ sił światowych mocarstw. O swoją pozycję postanowiła zawalczyć Rosja. Zaatakowała Ukrainę, ale tak naprawdę sprawdza, na ile sobie może pozwolić w walce o dominację nad Europą. Putin liczył, że USA się wycofają i zostawią rozbrojoną oraz rozmemłaną Europę na jego pastwę. Ale się przeliczył.

Zobacz również:

Europa się zjednoczyła (nie wiadomo na jak długo), a USA pośpieszyła na odsiecz. I Putin ma problem. Nie tylko on. Chiński przywódca Xi Jinping chętnie przyjąłby wzmocnienie się Rosji w Europie, bo to sojusznicze dyktatury. Wówczas obaj chuligani – Putin i Xi Jinping – zrobiliby z Europy swoją gospodarczą kolonię (Rosja wykorzystałaby uzależnienie surowcowe, a Chiny – technologiczne). A potem Chińczycy (z pomocą Rosji) poszliby na wojnę z USA o dominację nad światem. Wcześniej juan stałby się walutą handlową dla połowy świata.

Rosja chce rzucić na kolana Europę. Ale coś poszło nie tak. Xi Jinping ma problem

xi jinping
Xi Jinping, przywódca Chin

Ale coś poszło nie tak. Xi Jinping dostał zjednoczoną przeciwko Rosji Europę. Jeśli Stary Kontynent wytrwa w postanowieniu, by się unowocześnić, zacieśnić współpracę między państwami (oraz z USA), być najbardziej energetycznie efektywnym, drugim pod względem zamożności kawałkiem świata – Chińczycy mogą zapomnieć o planie wykorzystaniu Europy, „wyssaniu” jej.

Xi Jinping zapewnia, że nie chce wojny w Ukrainie i że nie wspiera Rosji. Właśnie rozmawiał przez dwie godziny ze swoim śmiertelnym wrogiem – prezydentem USA Joe Bidenem. Z jednej strony Państwo Środka nie potępia Rosji, a być może nawet dało Moskwie zielone światło do inwazji. Z drugiej – widać, że Pekin nie chce ręczyć za Putina i być kojarzonym z jego działaniami. Nie chce dać Europie pretekstu do rozszerzenia sankcji gospodarczych na Chiny.

„Chiny staną przed wyborem, jakiego nie chcą dokonywać. Zejść z góry i wesprzeć Rosję, pomóc jej ekonomicznie, ale narazić się na sankcje wtórne Zachodu (a więc stracić gospodarczo, zostać pogryzionym przez zachodnie tygrysy). Albo pozostać na górze (czyli po cichu przyłączyć się do sankcji zachodnich), obserwując, jak rosyjski tygrys jest powoli zagryzany. Tak źle i tak niedobrze”

mówi prof. Michał Lubina z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeśli Rosja to wielka stacja benzynowa, to Chiny są wielką fabryką dóbr pierwszej potrzeby: butów, mebli, telewizorów, smartfonów, fotowoltaiki… Jednak – choć Pekin chce górować gospodarczo nad światem – to Xi Jinping jeszcze się musi postarać. Chiny nie są samowystarczalne żywnościowo ani niezależne energetycznie. A ich waluta juan stanowi zaledwie kilka procent światowego handlu. Dominuje dolar (więcej na ten temat piszemy tutaj), a sankcje na Rosję dowiodły jak straszną bronią może być waluta rozliczeniowa świata.

Od wybuchu wojny Pekin wyrósł na reasekuratora poczynań Rosji: udostępnił rosyjskim bankom systemy kartowe UnionPay, pomaga transferować twardą walutę, a być może nawet broń – ostrzega CIA (Amerykanie mają interes w tym, żeby „szczuć” na Chiny, bo chcieliby, żeby Europa nałożyła na reżim Xi Jinpinga sankcje). Rosja żywi i zaopatruje Chiny w ropę i gaz. Nikt tego nie chce teraz głośno powiedzieć, ale wisi nad nad nami groźba, że Chiny ostatecznie opowiedzą się po stronie Moskwy. Co wtedy zrobi Zachód? Odpowie sankcjami? To dopiero będzie bolesne! Dla Chin oczywiście też, ale dla nas również.

Xi Jinping i Władimir Putin, otwarcie zimowych igrzysk w Pekinie
Xi Jinping i Władimir Putin, otwarcie zimowych igrzysk w Pekinie

Ale może nie mamy innego wyjścia i musimy przestać żywić chińskiego smoka? Może musimy być nie tylko energetycznie, ale i technologicznie samowystarczalni? Czy to jest w ogóle wykonalne? Jak bardzo świat uzależnił się od Chin i czy może przeciąć tę gospodarczą pępowinę? Niektórzy pewnie już myślą, że chińskie produkty są następnymi w kolejce do bojkotu konsumenckiego. Tylko czy to nie jest o jeden most za daleko?

Wojna w Ukrainie, Chiny i handel – Trump chciał dobrze, a Xi Jinping?

Jak to się stało, że tak uzależniliśmy się od Chin? Kiedy w 1968 r. do kin wchodziła „Odyseja Kosmiczna 2001”, a w 1969 r. Neil Armstrong spacerował po księżycu, chińscy czerwonogwardziści palili książki (Chiny wówczas straciły 1/3 księgozbioru), niszczyli zabytki, zakazali kręcenia filmów i doprowadzili gospodarkę do zapaści (a przy okazji starli się zbrojnie z ZSRR).

Dziś, po wielkim skoku gospodarczym, Chiny doganiają Stany Zjednoczone pod względem PKB. I nie chcemy widzieć, że Chiny owijają świat wokół palca. W 2001 r., m.in. za wstawiennictwem prezydenta Billa Clintona, USA wpuściły Chiny do Światowej Organizacji Handlu. Donald Trump ma wiele wad, ale połapał się, w co grają Chińczycy i próbował ich nieco na forum WTO poskromić.

Jego działania zyskały ponadpartyjne poparcie w Kongresie. USA chciały przede wszystkim walczyć z chińską nadwyżką w handlu z Zachodem. Ale Chiny zazdrośnie strzegą swojego rynku wewnętrznego i wpuszczają do siebie tylko to, czego nie są w stanie zastąpić krajową produkcją, głownie europejskie towary i marki luksusowe.

Obecny prezydent Xi Jinping sprawuje tę funkcję od 2013 r. i wcale nie ma czystszych rąk niż Putin. Za swoich rządów scentralizował władzę w i tak autorytarnym kraju, zepchnął przeciwników politycznych w niebyt, ograniczył autonomię Hong Kongu, a milion Ujgurów (muzułmańskiej mniejszości etnicznej) – zamknął w obozach „reedukacyjnych”, w których zmuszani są do niewolniczej pracy i torturowani (amerykańska administracja oficjalnie nazwała te działania zbrodnią przeciw ludzkości).

Teraz, gdy istnieje największe po II Wojnie Światowej ryzyko wybuchu konfliktu atomowego, Joe Biden przez dwie godziny rozmawiał z chińskim przywódcą, co samo w sobie jest dużym wydarzeniem. Xi Jinping to jego największy wróg, ale być może USA chciałyby uzyskać gwarancję neutralności Chin, gdyby trzeba było „unieszkodliwić” szalonego Putina?

Xi Jinping rozmawia z Joe Bidenem
Xi Jinping rozmawia z Joe Bidenem

Chiny są krajem autorytarnym, ale też krajem, bez którego zachodnie społeczeństwo nie może obyć, no bo skąd weźmie te wszystkie T-shirty, smartfony i inne produkty? Ale czy rzeczywiście? Co by się stało, gdyby trzeba było wprowadzić sankcje na handel z Chinami?

Czytaj też: Rosja zbankrutowała czy nie? Jedno jest pewne: Putin musi żyć bez długów. Ale czy przeżyją to rosyjskie firmy? W kogo uderzy fala tsunami warta ćwierć biliona dolarów?

Czytaj też: Podwyżki cen paliw drenują nam portfele. Czy tradycyjnie tanie stacje przy marketach i z mniej znanych sieci są wciąż ratunkiem? Huzar i Auchan kontra Orlen, Circle K i BP

Chiński market, czyli półtora miliarda smartfonów (rocznie) jedzie w świat

Chiny są jak wielki odkurzacz, który zasysa światowe surowce. Co dokładnie? Państwo Środka jest największym na świecie importerem m.in. ropy (513 mln ton rocznie), żelaza (1,1 mld ton), mikroprocesorów (635 mld sztuk i to akurat dobra wiadomość, że ktoś inny niż Chiny chipy produkuje), miedzi (23,4 mln ton), węgla (323 mln ton).

Wszystkie te towary nie znikają jednak, ale są przetwarzane na dobra eksportowe. A pracy jest mnóstwo, bo świat potrzebuje chińskiej produkcji w ogromnej skali. Co dokładnie trafia na statki i płynie w świat? Smartfony i telefony za 223 mld dol. Ile to będzie w przeliczeniu na sztuki? Według portalu Statista w Chinach wyprodukowano w 2020 r. około 1,5 mld takich urządzeń.

Drugim hitem eksportowym są komputery, potem układy scalone, oświetlenie (lampy, żarówki, LED-y), zabawki, części samochodowe, telewizory… W sumie Chiny w ubiegłym roku wyeksportowały towary za 3,3 bln dol., a nadwyżka handlowa wyniosła 676 mld dol.

Przed 2004 r. saldo handlowe Chin było raczej zrównoważone. Dopiero po dołączeniu do WTO światowy popyt na chińskie produkty zaczął się nakręcać. Panowanie Chin w międzynarodowej wymianie towarów wydaje się dzisiaj oczywiste, ale tak naprawdę jest czymś relatywnie nowym.

Do kogo te wszystkie produkty trafiają? Właściwie do wszystkich dużych gospodarek. Oczywiste jest, że im bogatszy region, tym więcej pieniędzy ma na kupowanie od Chin. Dlatego największymi odbiorcami są Ameryka, Unia Europejska i kraje Azji Południowo-Wschodniej. Rozbijając to na państwa, liderują Stany Zjednoczone (import z Chin to 576 mld dol.), a za nimi Japonia (166 mld dol.) i Korea Południowa (149 mld dol.). UE jako cały blok importuje z Chin towary o wartości 518 mld dol. rocznie, zaś najwięcej, bo 115 mld dol., trafia do Niemiec (maszyny i samochody).

Jak na tym tle wygląda Rosja? Pod względem wartości jest hen, daleko w tyle – import z Chin wynosi 68 mld dol., a eksport 79 mld dol. Wartość wymiany handlowej rośnie w tempie 30-40% rocznie. I – tak jak wspomniałem – ważniejsze od tego „za ile”, jest „co”. Rosja sprzedaje Chinom surowce, w tym ropę i żywność, a w drugą stronę jedzie głównie elektronika.

Jak ważne są dla Chin relacje handlowe z Moskwą? Rosja jest trzecim największym dostawcą gazu, a dostawy z tego kierunku odpowiadają za 5% tego, co Chiny zużywają. Błękitnego paliwa ma płynąć więcej, bo w planach jest rozbudowa gazociągu „Power of Siberia”.

Gdzie plasuje się Polska? My Chinom nie mamy wiele do zaoferowania: maszyny, urządzenia, metale (miedź), drewno, trochę czarnej porzeczki, wiśni i odrobina jabłek. My im wysyłamy towary o wartości 13 mld dol. Oni nam – za 45 mld dolarów.

Xi Jinping marzy, żeby juan był tak popularny jak dolar. To możliwe?

Chiny uzależniają więc świat od swoich produktów i bogacą się, dzięki czemu – zarówno pod względem militarnym, jak i gospodarczym – powoli przygotowują się do przejęcia władzy nad światem. Prawdopodobnie będą to czyniły nie na drodze wojny (choć np. w ten sposób zapewne spróbują przejąć bogaty Tajwan), lecz na drodze przejmowania kontroli nad gospodarkami. W ten sposób połowa Afryki stała się de facto chińskimi koloniami (chińskie inwestycje za pożyczone od Chin pieniądze obezwładniają te kraje, a Chiny drenują Afrykę z pracy i surowców).

Jest jeszcze jeden front, na którym Ameryka obawia się oddać pola Chinom. Dominacja walutowa. Ja mierzyć globalną siłę waluty? Można udziałem w światowych rezerwach walutowych. Tutaj juan odpowiada za 2% – to zupełnie nie odzwierciedla pozycji Chin w handlu międzynarodowym, a przede wszystkim ich aspiracji. Państwo Środka jest nuworyszem, który dorobił się szybko w ostatnich latach, ale to nie wystarczy, by świat uznał jego walutę za bezpieczne schronienie.

Wspinanie się po tej drabinie może Chinom zająć dekady. Znacznie szybsze efekty mogą jednak osiągnąć, gdyby udało się wyprzeć dolara z rynku… ropy. Od lat 70. XX wieku handel ropą rozliczany jest w dolarach. To konsekwencja porozumień między USA a Arabią Saudyjską po kryzysie naftowym.

Przez lata USA zmniejszały swój import z Bliskiego Wschodu. Na pozycję głównego odbiorcy „czarnego złota” z Arabii wskoczyły Chiny. A informacje o tym, że Saudowie byliby skłonni przyjmować w rozliczeniu juany, a nie dolary – mogą solidnie wstrząsnąć decydentami z Waszyngtonu. Czy świat jest gotów na petrojuany? Tej walki USA łatwo nie odpuszczą.

Na razie to jest raczej nowinka. Arabowie będą mieli tylko problemy z przyjętymi za ropę juanami, bo nie będą mieli co z nimi zrobić – żeby coś kupić i tak będzie trzeba je zamienić na jakąś bardziej uniwersalną walutę. Ale to pierwszy krok Chin, by handlowanie w juanach stało się tak naturalne, jak w dolarach.

Pytanie brzmi: czy juan kiedykolwiek może stać się walutą tak pewną i twardą jak dolar w sytuacji, gdy jej emitent – Chiny pod rządami Xi Jinpinga – to kraj niedemokratyczny, który w każdej chwili może znacjonalizować dowolną firmę działającą na jej terenie i zabrać jej wszystko. Czy kraj, w którym o wszystkim decyduje partia komunistyczna, może mieć walutę, która będzie honorowana na całym świecie? Wątpliwe.

Chyba że dolar zniszczy się sam. Albo że nastąpi technologiczna rewolucja i powszechnie akceptowane staną się CBDC – pieniądze banków centralnych. W tej dziedzinie to Chiny są na pierwszym miejscu w wyścigu. Zdelegalizowały Bitcoina i same próbują stworzyć cyfrowy pieniądz.

Czytaj też: Rosyjska ropa w naszych bakach: czy musi tam być? Orlen zapewnia: zwiększamy zamówienia innej ropy. Czy da się oznaczać tę „nieruską”, żeby kierowcy mieli wybór?

Czytaj też: Makau to Chiny czy tylko takie trochę-Chiny? Przez tę zagwozdkę pan Patryk stracił ponad 500 zł i wkurzył się na sieć Plus

Trzy pomysły na bojkot chińskich produktów. Albo chociaż próbę bojkotu

W zasadzie Europejczycy – którzy właśnie przekonali się, jak wysoką cenę płaci Ukraina za to, że oni karmili przez lata rosyjskiego niedźwiedzia – powinni pójść po rozum do głowy i już dziś przestać karmić chińską pandę. To może miś przyjemniej wyglądający, ale – co widać na przykładzie Afryki – również śmiertelnie niebezpieczny.

Czy dalibyśmy radę bez chińskich towarów? Patrząc na dane o eksporcie Chin i rozglądając się na towary, którymi jesteśmy otoczeni, wydaje się, że to niemożliwe. Ale do niedawna wydawało się, że Europa nie da rady bez surowców z Rosji, a jednak są symulacje, którą pokazują, że to możliwe. Podobnie może być z Chinami.

Zapytacie – po co mamy teraz bojkotować chińskie produkty? Prawa człowieka władze w Pekinie łamią nie od dzisiaj. A w sprawie rosyjskiej napaści na Ukrainę na razie lawirują. A im dłużej bohaterscy Ukraińcy się bronią, w im głębszej recesji pogrąża się gospodarka największego kraju świata, tym mniej prawdopodobne, by Chiny jawnie poparły wojnę Putina.

Odpowiadam. Nierównowaga handlowa w relacjach z Chinami – zarówno Polski, jak i Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych – jest groźna dla światowej gospodarki. Jeśli chcemy przywrócić właściwe proporcje, trzeba zacząć myśleć o rozwiązaniach już teraz. Po to, żeby nie robić tego jak cepem, bo tego próbował już Donald Trump. Jakie stoją przed nami dylematy?

>>> Bojkotować produkty z Chin, składane z chińskich części czy chińskie marki? Towary chińskich firm czy towary amerykańskie i europejskie „made in China” – to pole do dyskusji. Produkty z Chin rozpoznamy po kodzie kreskowym zaczynającym się od liczb między 690 a 699. Problem w tym, że trudno rozróżnić towary rodzime od tych, które są na miejscu tylko składane z części wysłanych z innych krajów.

Łatwiej jest rozpoznać chińskie marki. A tych przybywa. To już nie tylko Huawei i Xiaomi, ale też smartfony Oppo, Vivo, telewizory TCL, komputery Lenovo (dawniej IBM) czy urządzenia firmy Heier (to obecnie największy na świecie producent AGD, który przejął słynną włoską markę Candy).

>>> Przeniesienie zamówień produkcyjnych do innych krajów w Azji? To nie będzie proste, ale Chiny nie są jakiś wyjątkowym krajem na mapie świata. Swoje ambicje zgłaszają także Indie, kraj o wielkim potencjale i ludności (ponad miliard ludzi). Już teraz na potęgę produkuje się w mniejszych krajach Azji Południowo-Wschodniej. Korea Południowa, Tajwan, Malezja, Wietnam czy Bangladesz raz po raz odbierają Chinom kawałki gospodarczego tortu.

Problemy mielibyśmy nie tylko z elektroniką. Chiny to jedna trzecia światowego eksportu odzieży. W 2020 r. ich udział w rynku sięgnął 30,2%, natomiast Polska była na 11. miejscu.

>>> Produkowanie na miejscu, czyli odwrót od globalizacji? Przenieśliśmy produkcję do Chin, bo chcieliśmy kupować tanio i dużo. Chyba jednak ten model na dłuższą metę się nie sprawdza. Na początku pandemii Zachód obudził się z ręką w nocniku, gdy okazało się, że cała produkcja maseczek i kombinezonów dla lekarzy znajduje się w Chinach. A granice są zamknięte…

Trzeba wrócić do pomysłu produkowania lokalnie i konsumowania lokalnie. Nie tylko w zakresie wyrobów o strategicznym znaczeniu. Transport odpowiada za znaczną część emisji CO2 – skrócenie łańcuchów dostaw pomogłoby w realizacji celów klimatycznych. Owszem, produkcja na miejscu jest droższa, ale z kolei oszczędzamy na frachcie.

Chiny wcale już nie są tak tanim krajem, jak przyzwyczailiśmy się sądzić, choć to nadal stawki niższe o 75% niż na zachodzie Europy. Alternatywą jest robotyzacja produkcji i automatyzacja procesów. Rośnie wówczas produktywność, a firmy inwestują w rozwój technologii, a nie kolejnych pracowników przy taśmie produkcyjnej.

Czy to ostatni moment na ratunek przed chińską dominacją? Jak uciekać, to do przodu!

Od lat 80. ubiegłego wieku Chiny rosły i budowały potęgę gospodarczą, zamieniając się wielką i tanią fabrykę. Pod wieloma względami Chiny nie tylko dogoniły, ale też wyprzedziły państwa zachodnie (choć wciąż nie są w stanie zbudować dużego samolotu pasażerskiego, który byliby skłonni kupować klienci na całym świecie czy jakościowych półprzewodników – liderem, który dostarcza maszyny do ich produkcji jest holenderska firma ASML).

Ale Chiny szybko się uczą i za kilkanaście lat będą największą gospodarką świata z coraz większymi aspiracjami politycznymi. I co wtedy? Wtedy będzie już za późno. Dlatego o tym, co robić, żeby nas chiński smok nie pożarł, trzeba myśleć już teraz. Pomyślcie o tym, zanim wydacie w sklepie swoje pieniądze.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
88 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
stef
4 lat temu

Teoretyzuje oby do tej sytuacji nie doszło. 1. Konflikt zamienia się w Afgański czyli wieloletnia, wojna na wyniszczenie, połączona z okupacją kilku dużych miast. 1a. Rosja jest coraz bardziej obłożona sankcjami ale Chiny mają je w nosie grają va banque( Korei Płn też pomagają). Co wtedy może zrobić świat zachodni? Sankcje na Chiny? buahaha. Znawcy tematu powiedzą wam, że bez Chin nie ma dużej ilości komponentów do produkcji leków, i wielu towarów których fabryk nawet w 2 lata nie da się przenieść do Europy. Zresztą sankcje na Rosję też są śmieszne nie dotyczą 2 banków bo musimy im płacić za… Czytaj więcej »

Admin
4 lat temu
Reply to  stef

Fakt, jedyne co możemy zrobić to powoli uniezależniać się od Wschodu (nie tylko Rosji, ale też Chin). Tylko czy to jest jeszcze możliwe? Tego nie wiem

Hieronim
4 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Redaktorze, wystarczy, że jedna rakieta ulegnie awarii i zboczy z kursu i wtedy będziemy musieli odzwyczaić się od rosyjskich surowców natychmiast…
Rozsądny rząd myśli o 2-3 kroki do przodu, prawda?

Admin
4 lat temu
Reply to  Hieronim

Oczywiście, istnieje takie ryzyko i mam nadzieję, że rząd je bierze pod uwagę. Choć nie są to ziomki, które miałyby umiejętność myślenia o tym co będzie za tydzień, a co dopiero budowania rozbudowanych strategii

Wasz pan
<