6 sierpnia 2019

Dobra zmiana? Ubezpieczyciele rezygnują z kłopotliwych wyłączeń: dopuszczą niedbalstwo, zapominalstwo, brak przeglądu i… alkohol

W polisach ubezpieczeniowych od zawsze roiło się od wyłączeń. Ale teraz – przynajmniej w niektórych firmach ubezpieczeniowych – klientom „wolno” więcej. Na przykłąd napić się na wakacjach lampki wina, narobić szkód poruszając się hulajnogą… Czasem można dostać odszkodowanie nawet jeśli sami doprowadziliśmy do szkody!

Polacy niechętnie kupują polisy ubezpieczeniowe. A jeśli już, to głównie te komunikacyjne (bo trzeba), nieruchomości (bo w mieszkaniu jest dorobek życia) i turystyczne (bo tanie, a leczenie za granicą kosztuje). Wiele osób wzdryga się na myśl o zakupie innego ubezpieczenia żyjąc w przekonaniu, że „gdyby coś” firma ubezpieczeniowa znajdzie w OWU kruczek, który da podstawę do niewypłacenia odszkodowania (albo przynajmniej do znacznego ograniczenia).

Ale to się powoli zmienia. Ostatnio zauważyłem, że niektóre firmy ubezpieczeniowe stają się bardziej „wyrozumiałe” dla swoich klientów, a objawia się to nie jednostkowymi przypadkami okazywania miłosierdzia, lecz zmianą polityki, czyli zapisów OWU. Których? Zidentyfikowałem trzy takie obszary.

Czytaj też: Dojeżdżasz do pracy elektryczną hulajnogą? Narażasz się na ryzyko zapłaty dużych odszkodowań. Czy można się ubezpieczyć od jazdy na czymś takim?

Czytaj też: Startuje innogy GO!, czyli prawdziwe auta na minuty, bez opłaty za kilometr. Można jeździć bus-pasem! Sprawdzamy ceny i warunki

Wypadek na hulajnodze? Nie daj Boże, państwo nie pomoże!

Pierwszym obszarem, w którym widać zmiany, jest jeżdżenie hulajnogą. Firmy ubezpieczeniowe przestały uważać użytkowników tych urządzeń jako osoby z definicji nieubezpieczone.

W Warszawie jest ponad ok. 4.000 hulajnóg, a kolejne miasta przygotowują się na przyjęcie tych pojazdów, które mają być uzupełnieniem rowerów miejskich i alternatywą dla komunikacji miejskiej oraz car-sharingu. Amerykański operator czarno-białych hulajnóg o nazwie Bird właśnie wjechał do Poznania.

Przybywa tych, którzy wypożyczają hulajnogi na minuty, ale coraz częściej widzę, że ludzie śmigają na własnym sprzęcie, kupionym w elektromarkecie. Jeśli jeździmy wyjątkowo dużo, to zakup własnej hulajnogi, nawet takiej za ponad 2.000 zł, może się zwrócić już po pół roku.

Wraz z rosnącą liczbą użytkowników hulajnóg przybywa tzw. zdarzeń drogowych. Wystarczy wpisać frazę „hulajnoga wypadek” w Google i okaże się, że nie ma tygodnia i dnia, by media nie donosiły o jakimś mniejszym lub większym wypadku z udziałem hulajnogi. Ostatnio użytkownik hulajnogi staranował 9-letniego Olgierda z Gdańska. Efekt? Złamana noga i zmarnowane wakacje.

Zapytałem policji ile jest wypadków na hulajnogach, ale okazało się, że stróże prawa tego nie liczą, bo nie muszą. Hulajnogi nie są opisane żadnymi przepisami dotyczącymi ruchu na drodze, więc kto by prowadził statystki? Ustawa, która definiowałaby czym jest „Urządzenie Transportu Osobistego”, choć ma nadany druk sejmowy i leży gotowa do uchwalenia, została chwilowo odłożona na półkę i nic nie wskazuje na to, by przepisy weszły w życie w tym sezonie „hulajnogowym”.

Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, takich jak w Warszawie, gdzie potrącona przez hulajnogę piesza turystka dostała mandat, bo… zbyt gwałtowanie się odwróciła. Zdaniem policji człowiek na hulajnodze jest pieszym, a skoro jest pieszym, to nie może poruszać się po ulicy. Poruszanie się tym urządzeniem po drodze publicznej, strefie zamieszkania lub strefie ruchu, może rodzić odpowiedzialność. Ale sąd w Lublinie orzekł już trzy lata temu, że człowiek na hulajnodze to nie pieszy, tylko kierowca motoroweru, więc powinien poruszać się po jezdni.

W tej sytuacji użytkownicy hulajnóg powinni dla własnego spokoju pomyśleć nad ubezpieczeniem. Branża ubezpieczeniowa porozumiała się co do tego, że do czasu nowelizacji prawa drogowego będzie obejmować jazdę na hulajnogach ubezpieczeniem OC w życiu prywatnym, niezależnie od tego gdzie na elektrycznej hulajnodze jechaliśmy – po chodniku, czy po ścieżce rowerowej.

Niektórzy ubezpieczyciele idą o krok dalej. Ochroną użytkowników hulajnóg objęła firma DAS, która specjalizuje się w ubezpieczeniach prawnych. Polisa tego typu pozwala sfinansować wsparcie prawne i koszty sprawy sądowej, w tym honorarium adwokata, opłaty, powołania biegłych, a w razie przegranej – także zasądzone koszty.

Co ciekawe, ubezpieczenie prawne chroni użytkownika hulajnogi w wariancie zarówno jeśli jest „pieszym”, jak i „kierowcą”. Czyli: jesteśmy zabezpieczeni na dwie różne wersje wydarzeń, niezależnie od tego, jak użytkowników hulajnóg kwalifikują przepisy.

Czytaj też: Ubezpieczenie na życie ma być jak zupa Knorra: błyskawiczne. Hestia wręczyła swoim agentom nową broń. Ubezpieczą ci w kilka minut życie, zdrowie i dzieci

Czytaj też: Kupujesz polisę turystyczną w biurze podróży? Uważaj na haczyki w umowach! Na co zwrócić uwagę przed podpisaniem papierów?

W ubezpieczeniach, jak w piosence: „wszystko się może zdarzyć”

Z kolei firma AXA poinformowała, że znacząco rozszerza zakres polisy mieszkaniowej „Twoje Miejsce”. Od 26 lipca pojawiły się w OWU nowe rodzaje ryzyka związane „ze zmianami stylu życia” (w domyśle – rosnącą popularnością hulajnóg). To ubezpieczenie nieruchomości z komponentem ochrony od odpowiedzialności cywilnej.

Po pierwsze – klient będzie miał pewność, że polisa bierze go w ochronę w razie szkód, jakie wyrządził mknąc po mieście – niezależnie od tego czy był to rower, rower elektryczny, hulajnoga (w tym elektryczna), deskorolka czy inne cuda, takie jak  hoverboard czy monowheel (na zdjęciach). Czyli: jeśli zarysowałem lakier zaparkowanego auta, to nie muszę bać się konsekwencji finansowych.

Po drugie firma bierze odpowiedzialność za szkody, które wyrządzimy wypożyczonym sprzętem sportowym – chociażby kajakiem.

I najważniejsze – jeśli chodzi o samo ubezpieczenie mieszkania: firma będzie odpowiadać do 10.000 zł za nasze rażące niedbalstwo! Czyli to, co do tej pory było podstawowym wyłączeniem niemal w każdej polisie ubezpieczeniowej, teraz jest chronione. Chodzi o sytuację, w której przyczyniliśmy się do powstania szkody.  Rażące niedbalstwo ma swoją definicję – to niezachowanie minimalnych (elementarnych) zasad prawidłowego zachowania się w danej sytuacji. AXA cytuje nieświadomie słynną piosenkę zespołu Varius Manx – wierzymy, że klienci robią wiele, aby dbać o bezpieczeństwo swojego mienia, ale „wszystko się może zdarzyć”.

Jak sprawdziłem w OWU ubezpieczenie chroni nas (do wspomnianej wyżej kwoty) jeśli my lub któryś z domowników zostawi włączone żelazko, czy grzejnik elektryczny. Czyli coś dla szczególnie roztargnionych. Nie polecamy testować, bo szkody w takich sytuacjach są zwykle większe, niż 10.000 zł (limit odpowiedzialności firmy).

Kilka dni wcześniej także firma Generali pochwaliła się, że akceptuje w polisach mieszkaniowych fakt, iż klient może dopuścić się rażącego niedbalstwa.

Czytaj też: Jeździsz hulajnogami Lime? Radzę uważać. Dla nich „włączone” i „wyłączone” to to samo. Przepraszają za błąd, ale… co z moją „stówą”?

Generali i polisa dla tych, którzy nie zamknęli drzwi i przegapili przegląd

Teraz Generali znów przeciera szlak i w ofercie rozszerzonego pakietu  ubezpieczenia „Z myślą o domu” zabezpiecza przed skutkami takich wydarzeń jak np. pozostawione okno dachowe, gdy doszło do zalania mieszkania. Jeśli w pośpiechu zapomnieliśmy zamknąć na zasuwę drzwi i zostaniemy okradzeni, to polisa również zadziała! Ale uwaga. Tak, jak w AXA, nasza beztroska jest jednak limitowana odpowiedzialnością ubezpieczyciela do 10.000 zł. 

A to nie koniec – polisa obejmie również szkody, które powstaną w efekcie przegapienia terminu okresowego przeglądu budynku. Oznacza to, że jeśli brak przeglądu kominiarskiego, instalacji elektrycznej lub gazowej doprowadzi do pożaru, Generali i tak wypłaci ubezpieczonemu odszkodowanie. Limit odpowiedzialności wyniesie w takim przypadku 50.000 zł.

Czytaj też: Jak ubezpieczyć mieszkanie przez internet? Bądź jak ubezpieczeniowy Adam Słodowy

Czytaj więcej: Ubezpieczasz mieszkanie przed wyjzadem na wakacje? Oto zapisy, na które musisz zwrócić szczególną uwagę

Czytaj też: Kupowanie ubezpieczeń w internecie: czym różnią się polisy online od „tradycyjnych”? Które polisy warto „łowić” w sieci?

Na finał – lampka wina przy basenie

Na koniec podsumowania nie sposób nie wspomnieć o klauzulach alkoholowych w polisach turystycznych. Temat jest akurat „na topie”, bo jesteśmy na półmetku wakacji i wiele osób będzie wykupować polisy turystyczne.

Do tej pory w większości firm jest tak, że na wakacjach musimy zachować 100% abstynencji, bo jeśli poślizgniemy się na śliskich płytkach na basenie, a byliśmy po kieliszku wina, polisa nie zadziała. Ryzyko wypadku po alkoholu można zawrzeć w niektórych polisach, ale za specjalną dopłatą.

Ale – jak sprawdził portal rezerwacyjny Travelplanet.pl – tylko 4 na 10 turystów dokupuje ubezpieczenie z tzw. klauzulą alkoholową i z wyższymi kosztami leczenia niż standardowe 10.000 euro.  Od kilku lat kolejne firmy łagodzą ten zapis – klauzulę alkoholową w cenie oferują m.in. Generali i Link4. W innych firmach czasami trzeba dopłacić, by być chronionym. Są i warianty pośrednie – w AXA jesteśmy chronieni w sytuacji ograniczonego upojenia  – do zawartości alkoholu we krwi do 0,5 promila. 

Czytaj też: W piżamie albo bez. W sobotę przed północą albo w niedzielę po sumie. W kapciach lub w hamaku. Tak często kupuję ubezpieczenia

źródło zdjęcia: PixaBay

 

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Maciej SamcikRyszard Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ryszard
Gość
Ryszard

Panie Macieju, czyż to nie jest typowa walka o rynek? Proszę zwrócić uwagę, jakie podmioty oferują owe „luzowanie wyłączeń”. Wszak każdy z ubezpieczycieli zatrudnia sztab fachowców i buduje zaawansowane modele analityczne – by znaleźć „złoty środek”. Jeżeli z analiz wynika, że poluzowanie klauzulom da zwiększenie kosztu o „X” ale przychodu z polis o „Y” i oczywiście planujemy że „Y”>”X” to naturalne że idą w tymi kierunku. A jak będzie z ograniczeniami – to juz inna para kaloszy. Więcej kombinatoryki po stronie mecenasów w spornych sprawach…

Maciej Samcik
Admin

Zapewne ma Pan rację, im lepsze systemy oceny ryzyka, tym łatwiej o „luzowanie”. Ale liczy się efekt, który jest per saldo korzystny dla klientów (miejmy nadzieję, bo w ubezpieczeniach zawsze najlepiej wnioskować po fakcie, czyli po szkodzie, a nie po zapłacie składki)

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss