Spadek zysków firm, wzrost cen kredytów, ubezpieczeń i podatków, krach nieruchomości. To Nostradamus? Nie, prognozy bankowców

Jeśli wierzyć ekspertom – jeszcze za życia większości z nas nastąpi skokowy wzrost kosztów kredytów, składek ubezpieczeniowych, spadek zyskowności firm, krach na rynku nieruchomości, podwyżka podatków i wzrost cen. Jak się zabezpieczyć przed tym kataklizmem? Niektóre instytucje finansowe już zaczęły to robić. A my, Kowalscy?   

Już jest ciepło, a będzie coraz goręcej – zmiany klimatu postępują, a społeczność międzynarodowa nie za bardzo chce podjąć realną walkę z tym zjawiskiem. Emisje CO2 do tej pory w historii spadały tylko i wyłącznie w okresach zapaści gospodarczej – ostatni raz w trakcie kryzysu finansowego na przełomie 2008 i 2009 r.

Nawet 16-letnia wojowniczka ze zmianami klimatu Greta Thunberg podczas niedawnej wizyty w parlamencie europejskim przyznała po spotkaniu z politykami, że „nie jest tak, że można nacisnąć jakiś guzik i coś się stanie”. Cóż, oby to zderzenie z rzeczywistością nie osłabiło jej młodzieńczego zapału. 

Nie ulega jednak wątpliwości, że jesteśmy wciąż na równi pochyłej. I na razie przybliżamy się do katastrofy, zamiast się od niej oddalać. Czas zacząć myśleć o tym, czego nam zabraknie lub stanie się bardzo drogie, gdy za bardzo „podgrzejemy” naszą planetę – zaczynając od dobrego piwa. Oraz od wody, która za nie tak długi czas może stać się dobrem reglamentowanym, na wagę złota

Czytaj też: My budujemy nowe elektrownie na węgiel, a oni testują… „energetyczną wyspę”. Simris, czyli wieś, która zasila się sama. Wiatrem i słońcem

Czytaj też: Czy wielkie inwestycje w energię z wiatru obronią nas przed podwyżkami cen prądu? Na Bałtyku stanie kilkaset „polskich” wiatraków

Uderza w nas Florence, Michael i Jebi. Wciąż i wciąż

Zmiany klimatu mają wpływ na pogodę i finanse – to fakt. Przykład pierwszy z brzegu: gigant ubezpieczeniowy Lloyds zanotował w ub.r. ponad 1 mld funtów straty z powodu wypłaty gigantycznych (w przeliczeniu ok. 100 mld zł) odszkodowań za szkody wyrządzone przez huragany Florence, Michael, tajfun Jebi, a także ogromne pożary w Kalifornii. To już nie są jednorazowe obrazki – tak się dzieje co roku.

W połowie kwietnia szef banku Anglii Mark Carney wraz ze swoim francuskim odpowiednikiem Villeroyem de Galhau napisali coś w rodzaju apelu do świata finansów, przepowiadając przykre skutki dla gospodarki, będące efektem zaniedbań wobec planety.

Apel sygnowany jest także przez organizację Central Banks and Supervisors Network for Greening the Financial System (NGFS). To taki zielony ekoklub zrzeszający 34 banki centralne i kilka instytucji międzynarodowych, które wspierają zmianę świata finansów na bardziej zieloną od Maroko, Węgry, EBC, Chiny aż po Nową Zelandię. W tym elitarnym gronie niestety zabrakło Narodowego Banku Polskiego.

Sygnatariusze piszą, że katastrofy naturalne niszczą nasze domy, ulice, infrastrukturę, majątek no i oczywiście zdrowie. Zamiany wywołają nową wędrówkę ludów, które zaczną szukać lepszego miejsca do życia, polityczne zawirowania, a na końcu konflikty.

Czytaj też: jak nie doprowadzić do wzrostu średniej temperatury ponad wyliczone przez naukowców dwa stopnie Celsjusza?

Czytaj też: A jeśli przez zmiany klimatu czeka nas wielka susza? Są już fundusze, które obiecują zyski z inwestycji w… wodę. Prześwietlamy!

Ubezpieczanie przestanie się opłacać, a kredyt podrożeje?

Faktem jest, że liczba zdarzeń ekstremalnych rośnie: susze, powodzie, nawałnice, gradobicia, itp. Od lat 80. liczba klęsk żywiołowych i zjawisk ekstremalnych potroiła się. Rocznie, koszty wynikające ze zmian w pogodzie to średnio równowartość 140 mld dolarów.

Mimo dużej straty Lloyd’sa i innych ubezpieczycieli rynek ubezpieczeniowy jeszcze jest w równowadze. Ale kataklizmów będzie coraz więcej, kwoty odszkodowań wzrosną, a w ślad z nimi nieuchronnie wzrosną też składki. W niektórych przypadkach w ogóle przestanie opłacać się ubezpieczać mienie w wybranych rejonach. Efekt? Ludzie po prostu przestaną się ubezpieczać – albo nie będą mieli takiej opcji albo ceny będą zaporowe.

Co się wtedy stanie? Za zerwane dachy, zburzone linie energetyczne, powybijane okna, zniszczone uprawy będą płacić ich właściciele, co uszczupli ich budżety (zarówno te domowe jak i firm). W bankach – bo część tego majątku będzie wybudowana za ich pieniądze – wzrośnie oprocentowanie kredytów, tak by były adekwatne do ponoszonego ryzyka.

Czytaj też: W polskich firmach energetycznych można spotkać oferty zakupu prądu wyłącznie ze źródeł odnawialnych. Czy to ekologiczny hit czy tylko marketingowy pic? Sprawdzamy!

Czytaj też: Jak zarobić na walce ze smogiem, węglem i globalnym ociepleniem? Szukamy „zielonych” inwestycji dostępnych dla drobnych inwestorów

Wzrosną podatki, spadną zyski firm? Będzie krach nieruchomości?

Czarny scenariusz przewiduje, że być może całe regiony geograficzne zostaną pozbawione finansowania inwestycji, bo bankom po prostu nie będzie się opłacało udzielanie kredytów, zaś firmom ubezpieczeniowym – ich ubezpieczanie. To oznacza, że w miejsce prywatnych firm finansowych będą musiały wejść rządy. A że rządy nie mają własnych pieniędzy, będą musiały podnieść podatki.

Poniższa infografika przedstawia sieć zależności i powiązań bezpośrednich i pośrednich między zmianami wynikającymi z ocieplenia, a finansami i realną gospodarką.

Gdy funkcjonowanie od jednej katastrofy naturalnej do kolejnej stanie się bardzo drogie, ucierpią przedsiębiorstwa – będą musiały wydawać na przywracanie majątku do stanu używalności wielokrotnie więcej, niż dziś. W efekcie spółki będą generować mniejsze zyski, spadną dochody ich akcjonariuszy, a efektem domina załamie się rynek nieruchomości.

Nie ma drugiego takiego ryzyka jak zmiana klimatu, które by dotykało każdej gałęzi gospodarki i każdego niemal człowieka, a także byłoby – co podkreślają autorzy wezwania – nieuchronne i nieodwracalne.

Czytaj też: Rząd zapowiada program Energia Plus. Pomoże nam zbudować… 5 milionów minielektrowni na dachach. Ile to kosztuje i kto za to zapłaci?

Czy świat finansów uratuje… resztę świata?

Jak wiadomo, pieniądze rządzą światem. Niektóre korporacje finansowe są potężniejsze, niż całe państwa. I to one tak naprawdę w wielu przypadkach decydują o kierunku, w którym idzie świat.

To instytucje finansowe, dawcy kapitału, mogą zdecydować o tym jakie inwestycje są wspierane przez prywatny kapitał. Czy takie, które pchają nas ku katastrofie, czy też takie, które zmniejszają emisję CO2 i przynajmniej spowalniają gotowanie się ziemi. Niektóre banki, ubezpieczyciele czy fundusze ogłaszają, że nie będą wchodzić w relacje z żadną korporacją, której podstawowa działalność wiąże się z węglem.

Taką deklarację wydał m.in. bank ING, mBank, czy ubezpieczyciele Axa, czy Uniqa. A np. norweski narodowy fundusz inwestycyjny ograniczył zakupy polskich obligacji skarbowych i akcji spółek energetycznych. Na razie to trend raczej mało zauważalny. Całkiem chętnie w węgiel inwestuje i sponsoruje go ciągle Japonia, pozbawiona swoich surowców i podchodząca z rezerwą do energetyki atomowej po katastrofie w Fukushimie z 2011 r., czy Australia.

Czytaj też: Masz kawałek dachu? To już ostatnie chwile, by zapewnić sobie tani prąd. Jak szybko zwróci się inwestycja w minielektrownię słoneczną? Liczę!

Jak się przygotować na finansowy huragan?

Zdaniem autorów listu Central Banks and Supervisors Network for Greening the Financial System (NGFS) jesteśmy w przededniu globalnej migracji kapitału od gospodarek i projektów opartych o kopaliny do tych opartch na zupełnie nowych, ekologicznych przedsięwzięciach. 

Żeby się do tego przygotować instytucje finansowe powinny tworzyć komitety klimatyczne, które będą nadzorowały jak zmienia się otoczenie, monitorować i stopniowo zmniejszać zaangażowanie finansowe w projekty szkodzące klimatowi, a banki centralne – wymieniać między sobą informacje na ten temat i być swego rodzaju bazą danych o tych procesach. 

To rady dla grubych ryb – szefów rządów, prezesów korporacji, szefów banków. A co mogą zrobić zwykli Kowalscy? Cóż, inwestowanie małych pieniędzy aż tak bardzo nie różni się od podejmowania decyzji inwestycyjnych wartych miliardy. Być może nadchodzi moment, by zacząć interesować się nie tylko zdrowym trybem życia, zdrowym odżywianiem, ale i… zdrowym odkładaniem pieniędzy.

W najbliższych latach niechybnie pojawią fundusze inwestycyjne, które poddadzą się kontroli swoich lokat pod kątem ich znaczenia dla ekologii. Fundusze etycznego inwestowania już występują w przyrodzie, ale nie są szczególnie popularne (może dlatego, że w tym świecie wciąż rządzi najwyższa stopa zwrotu, a tę wciąż gwarantują inwestycje nie mające wiele wspólnego z etyką).

Kto trzyma pieniądze w banku – może już dziś wybrać ten, który nie finansuje w ciężar depozytów nieekologicznych inwestycji. Kto kawałek portfela trzyma w akcjach spółek – też może zwrócić większą uwagę na te, które działają w „zieleni” (poniżej do tekstu o przykładach takich spółek z polskiego rynku – inwestorzy nie mają łatwo ;-))

Czytaj też: Jak zarobić na walce z węglem i globalnym ociepleniem? Szukamy „zielonych” inwestycji dostępnych dla drobnych inwestorów

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin