COP24 w Katowicach, więc sprawdzam stan gry w walce z globalnym ociepleniem. Czy rzeczywiście świat ma przerąbane? I jak bardzo jesteśmy temu winni?

Szczyt klimatyczny COP24 to najważniejsze wydarzenie polityczno-gospodarcze organizowane w tym roku w Polsce. Przez dwa tygodnie Katowice będą centrum sztabu, który naradza się jak walczyć z globalnym ociepleniem. Nad czym oni tam radzą i  czy to, co uradzą może zmienić nasze życie? Sprawdzam stan gry w globalnym ociepleniu. Czy naprawdę mamy przerąbane?

W Szczycie Klimatycznym pod egidą ONZ uczestniczą nie tylko delegaci rządowi (196 państw), ale także właściciele i prezesi firm, menedżerowie, celebryci. Oglądamy m.in. obrazki z Arnoldem Schwarzeneggerem, byłym gubernatorem Kalifornii, który przyznał, że ma co prawda kilka terenowych hummerów, ale jeden jest hybrydowy, drugi na wodór, a trzeci elektryczny.

Czy COP24 wpłynie na losy nas, przeciętnych Kowalskich, Nowaków, Sudaków, czy Samcików? I czy powinniśmy trzymać kciuki, żeby oni tam coś sensownego uradzili czy też zająć się bardziej interesującymi rzeczami?

Czytaj też: COP24 – czy ekologiczne spółki dają zarobić? Sprawdziliśmy, w co inwestować

Czytaj też: Finansowe perypetie z ekologią w tle. Jak dostać kredyt na 1% rocznie? Najpierw musisz… mieć pieniądze na ten kredyt. I na kaucję

Pierwszy COP odbył się w 1992 r. Kraje przez wiele lat nie mogły dojść do porozumienia, czy coś w ogóle robić z tym ociepleniem, a jeśli już tak – to co konkretnie i kto ma za to płacić. Od tamtej pory konferencja odbywa się co roku – w Polsce po raz czwarty. Przed szczytem w Katowicach stawiane są dwa główne zadania:

  • Ustalenie szczegółowych zasad wdrażania Porozumienia Paryskiego zawartego w 2015 r. (o czym to jest – zaraz napiszę)
  • Podsumowanie skuteczności dotychczas podejmowanych działań na rzecz ochrony klimatu

Uff jak gorąco, a robi się coraz cieplej. Kiedy się usmażymy?

Porozumienie paryskie sprzed trzech lat zostało uznane ze przełomowe. Wyznaczono wtedy górną granicę wzrostu średniej temperatury Ziemi w stosunku czasów przedindustrialnych (czyli zanim zaczęliśmy mieć fabryki): między 1,5 a 2 stopnie Celsujsza. Dziś szacunki mówią, że jeśli ludzkość będzie działać tak, jak dotychczas, to klimat ociepli się o ponad 3 stopnie Celsjusza. Mała różnica? Niby tak, ale to oznacza topnienie lodowców, podniesienie się poziomu wody, zalanie dużych połaci ziemi i zamianę w pustynię innych.

Żeby tego uniknąć świat powinien przechodzić na gospodarkę niskoemisyjną, a najlepiej neutralną emisyjnie. Co to znaczy? Ano nawet jeśli jakieś CO2 trafi z naszego powodu do atmosfery, to ma być go na tyle mało, żeby mogło być pochłonięte np. przez lasy, ewentualnie w ramach podziemnego składowania.

To trudne, bo – jak ktoś policzył – jeśli jeździsz codziennie do pracy samochodem na klasyczne paliwo, to emitujesz tyle CO2, że musiałbyś posadzić 365 drzew, żeby to zrekompensować. A przecież – umówmy się – nikt z nas nie jest Elektrownią Bełchatów.

W Paryżu ustalono, że powstanie Zielony Fundusz Klimatyczny wart 100.000.000.000 dolarów rocznie (!), na który będą się zrzucać państwa bogate, by pomóc państwom biednym w przestawianiu zwrotnicy. Polska jest w gronie tych bogatych, ale w jakiej części się dorzucimy – to jeszcze podlega negocjacjom. Jak można się domyślić – gdy trzeba płacić, to wszystko idzie jak po grudzie.

Żywotnie zainteresowane ograniczeniem emisji są kraje wyspiarskie, którym grozi to, że w wyniku globalnego ocieplenia znajdą się pod wodą, bo w niespotykanym tempie topnieją lodowce. Maruderami są Chiny i Indie, które szybko się rozwijają dzięki truciu środowiska. .

Dlaczego emisja CO2 nie spada? Spada, ale nie wtedy, gdy trzeba!

Ograniczanie emisji CO2 jest możliwe, o ile przestaniemy spalać paliwa kopalne – nie tylko węgiel, ale też ropę naftową. Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze osiągnęło najwyższy poziom w historii ludzkości i wciąż rośnie. Najbardziej przyczyniły się do tego Chiny, „reszta świata” i Europy (głównie Niemcy).

Emisję ograniczają za to USA, ale za kulisami tego sukcesu stoi nie jakieś drastyczne odejście od węgla, ale rewolucja gazu łupkowego, którego spalanie emituję o ponad połowę mniej CO2 niż węgla.

Co takiego się stało, że choć się tyle mówi, a niewiele robi? Wystarczy spojrzeć na koniunkturę: światowa gospodarki nabrała takiego rozpędu, że przemysł pracuje pełną parą, rośnie zapotrzebowanie na prąd, na stal, cement, w związku z tym rośnie emisja. Do tej pory, w czasach uprzemysłowionych, emisja CO2 nieustannie rośnie. Wyjątkiem były trzy okresy: kryzys paliwowy z końca lat 70., rozpad ZSRR i światowa recesja 2009 r.

Doskonale to widać na przykładzie Polski, która faktycznie może się pochwalić ograniczeniem emisji o 30%. To fakt, ale ma on drugie dno – jest to spadek liczony od 1998 do 2012 r. czyli przed największym wstrząsem wywołanym gospodarczą terapią szokową roku 1989 r. kiedy urealnił się (spadł) popyt na produkcję z fabryk. Wystarczy za punkt wyjścia wybrać rok 1990, a spadek emisji to już nie 30%, ale 15%.

Dziś Polska odpowiada za ok. 0,8% światowych emisji, jesteśmy na początku drugiej dziesiątki największych globalnych trucicieli (czyli wyżej, niż wskazywałby ranking największych gospodarek świata). Emitujemy rocznie ok. 300 mln ton CO2 rocznie. To głównie przez to, że naszym surowcem strategicznym jest węgiel. Jak powiedział prezydent Andrzej Duda, mamy go jeszcze na 200 lat. Nie dodał, że nie cały ten zasób da się wydobyć i spalić (może to i lepiej). Oto rekordziści wśród trucicieli:

  • Chiny – 10,6 mld ton Co2 29% światowych emisji
  • USA – 5,2 mld ton CO2 14% światowych emisji
  • Indie – 2,5 mld ton CO2 7 % światowych emisji
  • Rosja – 1,8 mld ton CO2 4,9% światowych emisji

Zalesianie Zalesia, czyli co się rozstrzygnie (albo i nie) na COP24?

Od szczytu COP24 w Katowicach zależy, czy Porozumienie Paryskie, ratyfikowane już przez 184 kraje faktycznie zacznie działać od 2020 r. Czyli: najpierw było porozumienie, a teraz „porozumienie jak wdrażać to porozumienie”. Szczyt w Katowicach ma na celu właśnie ustalenie zasad wdrożenia (rulebook) tego, co zostało zadeklarowane. Miarą sukcesu COP24 będzie to, czy w 2020 r. wejdą w życie ustalenia paryskiego szczytu.

 Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), organu ONZ, poziomy gazów cieplarnianych w atmosferze „pobiły kolejny rekord”. WMO ostrzega także, że na razie nic nie wskazuje na odwrócenie tego trendu. Czyli politycy sobie gadają, a paliwożerne gospodarki światowe robią swoje.

Czytaj też: Znów przegramy wojnę ze smogiem? Politycy boją się, że wyborcy przeklną ich za wyższe rachunki za opał, więc… Zły pomysł

Przeciętnego Kowalskiego wyniki tych negocjacji mogą interesować o tyle, że mogą z niego wyniknąć jakieś ustalenia, które zostaną potem przekute w ustawy, programy, rozporządzenia. Polska „od siebie” chce zaprezentować programy dotyczące:

  • Poprawy jakości powietrza (czyli, że Polacy będą spalać mniej śmieci w swoich starych piecach)
  • Elektromobilności i czystych technologii (czyli, że będziemy lubili samochody elektryczne)
  • Adaptacji do zmian klimatu (czyli, że będziemy sadzić więcej lasów po tym jak przestaliśmy wycinać jedną puszczę)

Nota bene lasy muszą już sadzić nawet linie lotnicze, by kompensować emisję CO2 swojej floty. Pierwsze klony, platany i robinie zasadzone w ramach programu pochłaniania CO2 rosną już w pobliżu siedziby naszego LOT-u. Jeden platan wiosny nie czyni, bo jeden Boeing 747 w ciągu doby emituje tyle CO2, ile 250 aut przez rok. Jeden pasażer lecący „tam” i „z powrotem” odpowiada za emisję 5-8 ton dwutlenku węgla. Osiem ton!!!

Dla porównania – hektar lasu sosnowego, najpopularniejszego typu lasu w Polsce, jest w stanie wchłonąć 20–30 ton CO2 na rok. A hektar to mniej więcej 300-600 dorosłych drzew (trzeba ich posadzić więcej, ale potem wycina się słabsze „egzemplarze”). Czyli dwa razy w roku przelecisz się tu i ówdzie i powinieneś kupić hektar ziemi w celu zalesienia.

Nie wiadomo czy ktoś nam uwierzy w dobre intencje  w sprawie zalesiania czegokolwiek po tym jak doradca prezydenta Andrzej Zybertowicz publicznie powątpiewał w to, czy ocieplenie klimatu w ogóle ma związek z działalnością człowieka, a prezydent Andrzej Duda pochwalił się, że mamy węgla na 200 lat i że jego spalanie zapewnia nam suwerenność. Ale jest też faktem, że losy ziemi bardziej zależą od tego czy w czoło pukną się np. Chińczycy, Rosjanie i inne kraje z listy największych trucicieli.

Jeśli nasze dzieci za 20-30 lat będą musiały racjonować wodę, to będzie to w największym stopniu zasługa tych krajów. To czy będziemy budować jedną więcej elektrownię węglową, oczywiście ma znaczenie, ale nie takie jak to, że Chiny budują takich elektrowni kilkadziesiąt.

Czytaj też: Rusza „Czyste Powietrze”, nowy program walki ze smogiem. Dostaniesz kasę na wymianę pieca, drzwi, okien i ocieplenie domu. Pomagamy się do niej dobrać!

Co ja mogę zrobić dla klimatu?

Czy od tych negocjacji zależeć będzie ile zapłacimy za prąd? Albo za benzynę?  Bezpośrednio – nie. Nie takie są cele szczytów klimatycznych. Za to pośrednio, i owszem – chodzi o tempo transformacji energetycznej i odejście od paliw kopalnych: węgla, ropy i gazu. A ceny energii są zawarte we wszystkim co kupujemy, w towarach i usługach. 

Co nie oznacza, że będzie drożej, bo może być taniej – świadczą o tym wyniki ostatniej aukcji URE na dotacje do produkcji energii – okazało się, że elektrownie węglowe żeby być rentowne potrzebują większych dopłat niż wiatraki na lądzie!

Decyzje każdego z nas mają wpływ na to w jakim środowisku żyjemy i jakie to środowisko pozostawimy po sobie naszym dzieciom i wnukom. Nie można się zasłaniać alibi, że Polska to tylko ułamek procenta światowej emisji CO2. Co możemy zrobić żeby ograniczyć emisję? Arnold Schwarzenegger powykręcał w domu żarówki, póki dzieci nie nauczyły się gasić światło. My możemy zmienić je na LED-y. Choć będzie nam łyso, bo przecież nawet prezydent Andrzej Duda tęskni za „zwykłymi” żarówkami.

Przy wymianie sprzętu możemy kupować ten energooszczędny (wyższe klasy „A”), wymienić samochód na ekologiczny (hybrydę, a jak kogoś stać i ma w pobliżu stację ładowania – to na elektryka), a najlepiej wybierać transport zbiorowy – i to elektryczną kolej zamiast spalinowych autobusów.

Możemy też komepnsować zużycie CO2 i np. dopłacać za zielony prąd w gniazdku (takie oferty ma np.Fortum, czy Innogy) albo płacić opłaty antyemisyjne, które oferują przewoźnicy, np. Flixbus. Naprawdę warto. Ja już dziś współczuję następnym pokoleniom, bo wygląda na to, że ludzie za kilkadziesiąt lat będa się czuli na ziemi jak w mikrofalówce. I może Elon Musk dobrze kombinuje planując zasiedlanie Marsa?

źródło zdjęcia: cop24.gov.pl

 

9
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
PrzemekanonymousSaukAntekMaciej Samcik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Artur
Gość
Artur

Przykre ale prawdziwe.
Osobiscie jakis czas temu zamienilem diesla na rower elektryczny przez ponad 250 dni w roku. Co ciekawe po Warszawie tak jest szybciej i taniej.

Przemek
Gość
Przemek

Krótkie podsumowanie.
Emitujemy rocznie ok. 300 mln ton CO2 rocznie.
Hektar lasu jest w stanie wchłonąć 20–30 ton CO2 na rok.
Czyli potrzebujemy 10mln hektarów czyli 100tys km^2 czyli 1/3 powierzchni Polski pokryć lasami…
Będzie na prawdę zielono 😀

Maciej Samcik
Admin

Dokładnie.

Sauk
Gość
Sauk

Za strona Polskie Lasy:
„W Polsce lasów wciąż przybywa. Lesistość kraju została zwiększona z 21 proc. w roku 1945 do 29,6 proc. obecnie (według danych Głównego Urzędu Statystycznego z grudnia 2017 r.). Od roku 1990 do 2017 powierzchnia lasów w Polsce wzrosła o 548 tys. ha, w tym w 2017 roku o 12 tys. ha.”

Dobijamy więc do 30%, a więc do 1/3 brakuje bardzo niewiele.

Maciej Samcik
Admin

A kol. Szyszko nie wyciął 1/3 z tej 1/3? ;-)))

Przemek
Gość
Przemek

Nie przyszło mi do głowy sprawdzić tego. Dzięki! Jest bardziej optymistyczne niż myślałem 🙂

Antek
Gość

Te 200-letnie zasoby węgla w Polsce to bujda… przepraszam, mit. Jeśli przyjąć że wydobywamy węgiel tylko w obecnie istniejących obiektach (no bo kto chciałby mieć obok siebie budowę nowej kopalni) to węgla kamiennego starczy nam na kilkanaście lat (i to raczej 11 niż 19) http://oweglu.pl/bogate-zasoby-wegla-w-polsce-to-mit/

Maciej Samcik
Admin

A resztę się sprowadzi z Rosji w ramach niezależności energetycznej ;-)))

anonymous
Gość
anonymous

Artykuł dobry ale brzmi jak bajka o ekologii. Gorąco polecam zainteresować się tym co teraz dzieje się w Katowicach. W centrum miasta wytyczono obszar, uwaga: eksterytorialny! Czyli w miejscu gdzie się obywają te konferencje państwo polskie faktycznie przestało istnieć! Natomiast dostęp do obszaru jest niemożliwy. Teren wokoło jest obstawiony przez tysiące uzbrojonych po zęby policjantów. Na ulicach betonowe zasieki, nad miastem od połowy listopada latają helikoptery i drony, zazwyczaj w kółko i bez celu. Znajomy mieszkający od urodzenia w centrum miasta twierdzi że tak źle nie było nawet w stanie wojennym. Co jakiś czas syreny policyjne, policja w kolumnach po… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij