Jak dużo miejsc pracy zależy w Polsce od władzy? Ile stanowisk można obsadzić „swoimi” ludźmi, gdy wygra się w Polsce wybory? Spróbowaliśmy sprawdzić i…

Jak dużo miejsc pracy zależy w Polsce od władzy? Ile stanowisk można obsadzić „swoimi” ludźmi, gdy wygra się w Polsce wybory? Spróbowaliśmy sprawdzić i…

To normalne, że każda nowa władza po wygranych wyborach sięga po łupy, czyli stanowiska, które następnie rozdziela według politycznego klucza. Zmienia się premier, ministrowie, wiceministrowie czy szefowie departamentów w poszczególnych resortach. Chwilę po wyborach mamy też zwykle nowych prezesów i nowych członków rad nadzorczych w tłustych spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej… Sprawdzamy, ile miejsc pracy w Polsce zależy – bardziej, mniej lub odrobinkę – od władzy

Niedawno media obiegła informacja o tym, że żona wiceministra cyfryzacji została szefową Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu. Szybko pojawiły się oskarżenia o nepotyzm. Sama zainteresowana temu zaprzeczała, a nawet zagroziła pozwami osobom, które będą sugerować, że tę fuchę dostała dzięki pozycji męża. Ostatecznie zrezygnowała z szefowania Fundacji ARP.

Zobacz również:

Chwilę później media pisały o lukratywnej posadzie (stołek w radzie nadzorczej PKP Cargo) dla wujka prezydenta Andrzeja Dudy. A skoro mówimy o prezydencie, to niedawno mianował swoją córkę na stanowisko społecznego doradcy. Nepotyzm? Cóż, Kinga Duda – jako społeczna a nie „zawodowa” doradczyni – nie dostanie za to ani grosza, przekonywali przedstawiciele Kancelarii Prezydenta.

Zawsze będą „złośliwi”, którzy tego typu awanse czy nominacje nazywać będą nepotyzmem czy kumoterstwem, zaś ci, którzy te stołki dostają, będą przekonywać, że dostali je bez żadnego politycznego wsparcia, słowem: zasłużyli na nie dzięki swoim umiejętnościom i doświadczeniu, albo przynajmniej się starali. Postanowiłem sprawdzić, ile miejsc pracy jest w Polsce bezpośrednio lub pośrednio zależnych od władzy.

Każdy, kto choć trochę interesuje się polityką, wie, że „stołki” są ważnym elementem sprawowania władzy, niezależnie od jej politycznego koloru. W ten sposób nagradza się wiernych działaczy i kupuje ich lojalność. Nie pamiętam jednak, by w przeszłości o rozdzielaniu politycznych łupów w postaci etatów czy miejscach w radach nadzorczych politycy mówili aż tak wprost, bez cienia zażenowania.

Przeczytaj też: Państwowe spółki na giełdzie szorują po dnie, ale Jacek Sasin mówi, że jest super. Kto ma rację? Minister ściemnia, a może inwestorzy się nie znają?

Przeczytaj też: Orlen pokazał jak bardzo uderzył go lockdown. I jak bardzo „wycisnął” udziałowców przejętej Energi. Czy państwo w tej sprawie zagrało z nami fair?

Minister, wiceminister, ale co dalej? Jak wpływowe jest państwo?

Jak duże jest królestwo stanowisk, posad, etatów, na które wpływ ma ten, kto akurat rządzi? Zażenowany ostatnią awanturą o wpływy w Zjednoczonej Prawicy postanowiłem to oszacować. Zadanie nie jest łatwe, jeśli w ogóle wykonalne.

Możemy podejść do tematu „globalnie”. Podam przykład ministerstwa. Po wyborach (jeśli do władzy dochodzi nowa formacja polityczna, albo wcześniej będąca w opozycji) jego kierownictwo obsadzane jest z politycznego klucza. Chodzi o ministra i jego zastępców (sekretarzy i podsekretarzy stanu). Stołki zwykle tracą dyrektorzy departamentów. To są stanowiska bezpośrednio zależne od polityki. Ale nowy dyrektor może przeprowadzić czystki kadrowe w podległym sobie departamencie, a więc na niższych szczeblach hierarchii.

Jeśli w ministerstwie zatrudnionych jest np. 500 osób, to teoretycznie wszystkie te etaty uzależnione są od władzy, ale w praktyce nie da się zwolnić wszystkich pracowników i zastąpić „swoimi”. Nawet najbardziej pazerna na stołki władza musi zachować ciągłość pracy urzędu czy instytucji i zostawić na stanowiskach ludzi z doświadczeniem i umiejętnościami, nawet jeśli ci ludzi nie podzielają sympatii politycznych. Wszystkich zwolnić się nie da, ale te etaty wrażliwe są na „czynnik polityczny”. Ktoś może wylecieć i w to miejsce wskoczy osoba „polecona”.

Licząc w ten sposób, problem dotyczy właściwie wszystkich pracujących w sektorze publicznym, czyli w budżetówce. Jak duży to sektor? Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na koniec marca 2020 r. w „administracji publicznej, obronie narodowej oraz obowiązkowych ubezpieczeniach społecznych” pracowało nieco ponad 700.000 osób. GUS postanowił połączyć akurat te trzy kategorie, natomiast w Unii Europejskiej obowiązują różne definicje sektora publicznego. W niektórych krajach zalicza się do niego również pracowników służby zdrowia i edukacji publicznej, a w innych nie.

Polski GUS tego nie robi. Dlatego do wspomnianej grupy 700.000 osób, należy dodać zatrudnionych w edukacji. Dlaczego? Dyrektor szkoły, choć powoływany w drodze konkursu przez samorząd, musi mieć akceptację „rządowego” kuratora oświaty, a więc też w pewnym sensie jest na stanowisku „wrażliwym politycznie”. A gdy już zostanie dyrektorem, może kształtować politykę kadrową w szkole. GUS podaje, że w edukacji pracuje ok. 1,2 mln osób. Ale to bardzo szeroka kategoria, bo uwzględnia stanowiska w szkolnictwie powszechnym (przedszkola, szkoły, uczelnie wyższe), ale też w szkołach prywatnych.

Kolejna grupa zawodowa, która może być „zależna politycznie”, to osoby zatrudnione w służbie zdrowia – według GUS to ok. 700.000 osób. Na czym ta zależność polega? Publiczne placówki służby zdrowia powoływane są i nadzorowane m.in. przez ministra czy wojewodę (przedłużenie władzy rządu w terenie), którzy mają też wpływ na politykę kadrową kierownictwa tych placówek. Łącznie mówimy więc o ok. 2,6 mln stanowisk, choć – po uwzględnieniu pracujących w prywatnych szkołach czy placówkach medycznych – ten wynik należy nieco uszczuplić.

Zaglądam do innych wskaźników, a więc udziału sektora publicznego w ogóle pracujących. W Polsce pracuje obecnie ok. 16 mln osób. Z nieco przykurzonych danych Eurostatu (to unijny odpowiednik naszego GUS-u) wynika, że w 2016 r. w Polsce w sektorze publicznym zatrudnionych było ok. 17% ogółu zatrudnionych. Przy założeniu, że ten wskaźnik nie zmienił się znacząco w ciągu ostatnich kilku lat, okaże się, że 2,7 mln Polaków zawodowo związanych jest z sektorem publicznym.

To dużo czy mało? Z 17-proc. udziałem mieścimy się w europejskiej średniej, choć rzeczywisty obraz może być zaburzony przez stosowanie różnych definicji sektora publicznego, o czym wspomniałem wcześniej. Kilka lat temu największy udział „pracowników państwowych” odnotowano w Szwecji (29% ogółu pracujących), w Danii (28%), Finlandii (25%), Estonii (23%), a na Litwie, we Francji i na Węgrzech po 22%. Z kolei najniższy odsetek odnotowano w Niemczech (10%), Luksemburgu (12%) i Holandii (13%).

Przeczytaj też: Co łączy Fundusz Sprawiedliwości z cukrem, smartfonem i abonamentem RTV? To wszystko są ukryte podatki. Na co idą pieniądze, które rząd w ten sposób z nas ściąga?

Przeczytaj też: Ile tracimy przez spadającą realną wartość naszych oszczędności w bankach? Postanowiłem oszacować. To astronomiczne kwoty!

Minister nadzoruje agencję, agencja spółkę, spółka spółki…

Ale znacznie ciekawiej się robi, jeśli zajrzymy tam, gdzie wpływ polityków na obsadę stanowisk staje się niemal bezpośredni, a więc na spółki kontrolowane przez państwo, fundacje czy instytuty badawcze podległe rządowi. Ile ich jest? Pewnie mi nie uwierzycie, ale tego… nie wiadomo. Liczyłem na to, że w jednym miejscu znajdę informacje o pełnym „stanie posiadania państwa”, ale takiego wykazu nie ma i nawet eksperci załamują ręce. Skarb Państwa jest najwyraźniej nie do ogarnięcia.

Pod dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości nadzór nad spółkami rozdzielono między poszczególne resorty, ale w ubiegłym roku powołano kierowane przez Jacka Sasina Ministerstwo Aktywów Państwowych, które teoretycznie ten stan posiadania miało uporządkować. I policzyć ile skarbów ma Skarb Państwa. Okazuje się jednak, że chaos jest jeszcze większy. Trudno dociec, według jakiego klucza część firm włączono pod nadzór ministra aktywów państwowych, a pozostałe nadal nadzorują inne ministerstwa, czy podległe im inne podmioty.

Przyjrzyjmy się bliżej „królestwu” Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP). Na stronie znajduje się sekcja pod nazwą: podmioty podległe, nadzorowane i objęte nadzorem właścicielskim ministra. MAP nadzoruje Prezesa Wyższego Urzędu Górniczego, Główny Instytut Górnictwa, Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla, Instytut Nafty i Gazu – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut Techniki Górniczej KOMAG oraz „Poltegor – Instytut” Instytut Górnictwa Odkrywkowego.

Kolejną kategorią pod skrzydłami ministra Sasina są spółki objęte nadzorem właścicielskim. Według stanu na 1 czerwca 2020 r. jest to lista 213 spółek, z czego w blisko 50 Skarb Państwa ma 100% udziałów. Naliczyłem też ok. 20 spółek, w których udział państwa nie przekracza 1%, a w kilku przypadkach jest on dosłownie śladowy (np. 0,01%). Po co je trzymać w portfelu?

Nie jest to jednak pełny stan posiadania Skarbu Państwa. Zaglądam do innej bazy, dostępnej na portalu Otwarte Dane. To wykaz spółek z udziałem Skarbu Państwa (stan na 30 czerwca 2020 r.). Ta lista liczy 407 spółek. Nie znajdziemy w niej – jak w zestawieniu MAP – udziału, jaki w tych firmach ma Skarb Państwa. Pojawia się za to informacja, jaki organ reprezentujący Skarb Państwa nadzoruje daną spółkę.

Przeczytaj też: Czy premier Morawiecki będzie jak Margaret Thatcher: zlikwiduje górnictwo? Znów rozgorzał wielki spór o węgiel. Czy powinniśmy szybko ograniczyć jego wydobycie?

Przeczytaj też: Odszkodowania za lockdown? W Polsce firmy procesują się z państwem, a w Wielkiej Brytanii… 370.000 małych firm już wywalczyło odszkodowania

Na liście jest 205 spółek nadzorowanych przez MAP, czyli o 8 mniej niż w wykazie na stronie resortu aktywów państwowych. Pozostałe nadzorowane są przez różnego rodzaju agencje, które z kolei podlegają innym ministerstwom. Np. pięć spółek nadzoruje Agencja Mienia Wojskowego, która z kolei podlega Ministerstwu Obrony Narodowej. 93 spółki nadzorowane są przez Agencję Rozwoju Przemysłu, a sama ARP podlega bezpośrednio premierowi.

Podległy resortowi środowiska Dyrektor Generalny Lasów Państwowych ma pod swoimi skrzydłami 9 firm, a Krajowemu Ośrodkowi Wsparcia Rolnictwa podlega 37 spółek. Sam KOWR to jedna z kilkudziesięciu jednostek organizacyjnych podległych Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej bezpośrednio kontroluje 21 firm, tyle samo Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, m.in. Telewizję Polską i lokalne rozgłośnie radiowe.

Skarb Państwa w konspiracji, czyli ukryte państwowe spółki

Ale nadal dalecy jesteśmy od ustalenia faktycznego stanu posiadania. W wykazie blisko 400 spółek są małe „firemki”, ale też „grube koty”, do których z kolei należą w całości lub części kolejne podmioty. Podam przykład. Znacie zapewne firmę Link4. Od 2016 r. niejaka Patrycja Kotecka była szefową marketingu i sprzedaży, a kilka miesięcy temu awansowała do zarządu firmy. Jej mężem jest minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, jeden z liderów Zjednoczonej Prawicy.

Kilka lat temu Link4 został przejęty przez PZU. Samo PZU znajdziemy na liście spółek Skarbu Państwa. Firma obecnie podlega resortowi Jacka Sasina, a państwo ma w nim 34% udziałów. Ale próżno w wykazach spółek „państwowych” szukać spółki Link4.  Żeby mieć pełniejszy obraz, należałoby prześwietlić każdą dużą firmę „państwową” i następnie sprawdzić jej stan posiadania. Np. w sprawozdaniu finansowym PZU na liście „jednostek grupy PZU oraz jednostek stowarzyszonych” znajduje się aż blisko 100 podmiotów.

Przeczytaj też: Setki tysięcy Polaków mogą nie dostać w tym miesiącu wynagrodzenia. Kto jest najbardziej zagrożony? Oto lista grozy. I kwoty strat

Przeczytaj też: Jaka część banków nie wyjdzie już z pandemicznych strat? O ile spadną ceny nieruchomości? Czy będziemy bardziej cashless (bo wciąż nie jesteśmy)? Ciekawe dane

A to i tak nie ostatni krok przybliżający nas do prawdy. Trzeba też sprawdzić, ilu pracowników zatrudniają te firmy. Dopiero wtedy przybliżymy się do jakiejś liczby, pokazującej, ile miejsc pracy w Polsce może być zależnych od „czynnika politycznego”. A są przecież jeszcze samorządy i urzędy im podlegające. Tam, gdzie partia rządząca ma władzę w terenie, ma też wpływ na obsadę stanowisk. A tam, gdzie rządzi opozycja (np. w niektórych dużych miastach) to ona rozdaje karty w spółkach samorządowych.

Media z reguły skupiają się na głośnych przypadkach nepotyzmu czy kumoterstwa, np. gdy znany polityk dostaje stołek w zarządzie dużej firmy z wielomilionową pensją. Nie znalazłem opracowań, które opisałyby ten problem szerzej. Gdzieś przeczytałem, że faktyczna liczba spółek kontrolowanych przez państwo sięga 700, czyli o 300 więcej niż w oficjalnych danych. W innym miejscu ktoś podał, że politycy mają bezpośredni wpływ na obsadę ok. 200.000 stanowisk. Ale te liczby nie zostały poparte żadnymi źródłami, więc podaję je tylko w ramach ciekawostki.

O obsadzie stanowisk z klucza politycznego rozmawiałem ze znanym socjologiem, który jakiś czas temu przymierzał się do naukowego zbadania tego zjawiska. Jego zdaniem, da się to zrobić, ale wymaga wielu miesięcy analiz i nadawałoby się raczej na rozprawę doktorską. Z mojego krótkiego „reaserchu” wyłania się mętny stan tego, co Skarb Państwa faktycznie posiada. A może właśnie o to chodzi, bo w mętnej wodzie mniej widać? To uwaga do wszystkich ekip rządzących Polską, bo żadna z nich nie podjęła decyzji, by Skarb Państwa zewidencjonować i poddać realnej kontroli… państwa. Czyli naszej, proszę państwa.

——————

POSŁUCHAJ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”

W najnowszym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” zastanawiamy się co skłoniło Idea Bank, by zaoferować taaaaką lokatę, mówimy o kontrowersyjnym pomyśle pocztowców, załamujemy ręce nad niską moralnością Polaków (gdyby tu chodziło o seks to pół biedy, ale chodzi o pieniądze), zastanawiamy się co zrobić z hulajnogowymi łamaczami szyfrów oraz na tym czy jakiś bank kiedyś wreszcie zaproponuje porządny kredyt o stałym oprocentowaniu na całe „życie”. Cieszymy się też z tego, że coś wreszcie zaczyna się dziać na giełdzie polskich akcji.

Rozpiska odcinka:

00:49 – 2,9% na lokacie do miliona złotych! Czy Idea Bank w ten sposób broni się przed odpływem depozytów?
07:42 – Listonosz przyniesie list i… wciśnie kredycik, czyli o nowym pomyśle Banku Pocztowego.
14:53 – Polak przykładem finansowej uczciwości? Te badania pokazują coś wręcz przeciwnego
20:04 – Włamali się do olsztyńskiego systemu hulajnogowego? Trzeba ich ukarać? A może nagrodzić?
23:51 – Kredyty ze stałym oprocentowaniem już wkrótce w ofercie wszystkich banków. Czy warto z nich skorzystać?
30:33 – Był czas posuchy, ale oferty publiczne znanych firm wracają na warszawską giełdę. Szykować gotówkę?

Do odsłuchania pod tym linkiem albo po kliknięciu w poniższy baner.

 

Subscribe
Powiadom o
13 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Sosna
2 miesięcy temu

„To normalne, że każda nowa władza po wygranych wyborach sięga po łupy”
Nie. To nie jest normalne.

Radek
2 miesięcy temu
Reply to  Sosna

Niestety jest to normalne.

dizzy
1 miesiąc temu
Reply to  Radek

Cóż, jest to „normalne” w znaczeniu powszechności występowania zjawiska. Natomiast z całą pewnością nie uważam tego za moralne.

Radek
1 miesiąc temu
Reply to  dizzy

pełna zgoda

Jacek
2 miesięcy temu

(…)Cóż, Kinga Duda – jako społeczna a nie „zawodowa” doradczyni – nie dostanie za to ani grosza, przekonywali przedstawiciele Kancelarii Prezydenta.(…)
Zarabia czy nie to dostaje coś cenniejszego od pieniędzy… klucze do archiwum i kancelarii.

Jacek12
1 miesiąc temu
Reply to  Jacek

Będzie miała wpis w CV – „President’s Advisor”, dopisze kilka projektów którymi się „zajmowała” i w UK dostanie robotę za 20k PLN/miesięcznie, a potem otworzy własną kancelarię.

Całkiem prawdopodobna jest również opcja iż Kinga wystartuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego i myslę, że ma gwarantowaną posadę.

Nie martwcie się, nie znam jej, być może jest „normalna” i też jej nie po drodze że tatuś jest tak eksponowaną personą, a do tego personą hejtowaną przez większość Polaków (szkoda, że ta większość nie chodzi na wybory). Niemniej jednak Kinga wyciśnie tę okoliczność jak świeżą cytrynę by utworzyć podwaliny kariery.

E.G
2 miesięcy temu

Bardzo ciekawe. Jeśli dodać jeszcze resztę rodziny, kochanki i kumpli to wyjdzie że dojna zmiana jest całkiem liczna. Prawdopodobnie z tej tzw. ” pracującej” grupy wylicza się średnią zarobków dla GUS i dlatego mediana ma się nijak do GUS-u

Mieczysław
2 miesięcy temu

Bardzo dobry, dogłębny artykuł, pokazujący zagmatwanie stanu posiadania SP. Z drugiej strony nasuwa się pytanie, dlaczego praca i ” fuchy” w budżetówce są tak cenne dla wielu. Ano dlatego, że wymagania są tam nieporównywalnie mniejsze, niż w prywatnej działalności. Weźmy np. szkolnictwo. Nauczyciele w wielu prywatnych szkołach zarabiają dużo mniej od tych pracujących w szkołach państwowych. A wiadomo jaka jest różnica w poziomie nauczania w szkołach. Oczywiście na korzyść szkół prywatnych.

Pan Krzysztof
2 miesięcy temu

Ciekaw jestem ile % z tych 2,7mln głosuje na Konfederację 😁

anonymous
2 miesięcy temu

Artykuł na czasie tym bardziej że szeregowy poseł kaczyński już nie będzie szeregowy bo dostał stołek wicepremiera. O stanowisku dla kota nic nie wiadomo…

Stanisław Mączyński
1 miesiąc temu

Panie Macieju, jednak pan nic nie policzył…. U mnie circa about mam 200 PiSowców na 3000 pracowników. Oczywiście PiS to kadra kierownicza, ale kilku głównych speców też się znajdzie, głównie dzieciaki znajomych partyjniaków.

Jerzy
1 miesiąc temu

Tu mamy odpowiedź dlaczego 1 partia potrafi się utrzymać tak długo przy władzy. Do tego trzeba dodać pozyskanie pracy z „polecenia” i tak lekko może wyjść, że przed wyborami około 2-3 mln głosów jest już na koncie 1 partii. Kto będzie podcinał swoje drzewo, kiedy kasa leci. zawsze mnie interesowało dlaczego nikt z „dziennikarzy śledczych” nie podjął się wysiłku policzenia. Wystarczy pojechać na „prowincję” , a okaże się że całe rodziny pracują w budżetówce. Mamy „demokrację” wszystko jest „jawne”. Nie szkoda mi głupich ludzi, jeżeli mają klapki na oczach, szkoda mi Polski, bo miało być tak cudownie (druga Japonia). Ale… Czytaj więcej »

Radek
1 miesiąc temu
Reply to  Jerzy

Polska to kraj, naród to Polacy

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu