Orlen, nasz narodowy koncern paliwowy, w swoim raporcie kwartalnym wyliczył, jak bardzo „wycisnął” akcjonariuszy przejętej przez siebie firmy Energa. I to przy pełnej aprobacie Skarbu Państwa, który wcześniej tych ludzi w posiadanie akcji Energi „ubrał”. A może nic się nie stało i Orlen po prostu zastosował starą giełdową zasadę, która nakazuje korzystać z okazji i kupować aktywa po okazyjnej cenie?
Paliwowy potentat opublikował właśnie swoje wyniki finansowe za pierwsze półrocze, czyli obejmujące już w pełnej krasie okres pandemii. Z raportu dowiadujemy się m.in. jak bardzo spadł w czasie lockdownu popyt na paliwa, które przerabia i które sprzedaje nam Orlen na stacjach benzynowych.
- Mieć fundusze na całe życie, na całym świecie. Jak najłatwiej zainwestować na globalnych rynkach, by gromadzić pieniądze na potem? [POWERED BY SAXO BANK]
- Banki zapowiadają bój o zamożnych klientów. Ale dziś niewiele banków ma dla nich wystarczająco szeroką ofertę. Czego brakuje? [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Jak zdobyć motywację do systematycznego inwestowania? Oto dwa niemieckie sposoby: niech będzie za darmo i niech nam dopłacą [POWERED BY TRADE REPUBLIC]
W przypadku oleju napędowego w drugim kwartale w całym kraju sprzedaż spadła o 10%, zaś w przypadku benzyny – o 22%. Mogło być gorzej. Po tych statystykach widać, że o ile niektóre dziedziny gospodarki zostały kompletnie i totalnie sparaliżowane, to transport jakoś-tam działał. Spadek popytu Orlen „zawdzięcza” głównie mniejszej ochocie Polaków do podróżowania.

W swoich statystykach firma pokazuje spadki porównywalne z rynkowymi: łącznie sprzedaż wiosną spadła o 23% w stosunku do analogicznego okresu rok temu, w tym benzyna o 20%, olej napędowy o 15%, LPG o 14% oraz paliwo lotnicze JET o 86%.
Jak „okazyjny” zakup Energi ratuje wyniki finansowe Orlenu
Najwięcej Orlen stracił (lub raczej „nie zarobił”) nie na sprzedawaniu nam gotowych paliw. W tej dziedzinie jego zyski w drugim kwartale spadły o 133 mln zł. Jeszcze większe ubytki w zyskowności koncern zanotował po stronie przetwarzania ropy naftowej (w części rafineryjnej i petrochemicznej – łącznie 700 mln zł).
Spadek sprzedaży Orlen próbował częściowo zrekompensować wzrostem marży paliwowej – zarobił na „spreadzie” łącznie o jakieś 70 mln zł więcej, niż w zeszłym roku. Globalnie przychody koncernu w pierwszym półroczu spadły z 54,4 mld zł do 39 mld zł, czyli o ponad jedną czwartą.


Gdyby nie machinacje księgowe, to Orlen po pierwszym półroczu byłby głęboko pod wodą. W pierwszym kwartale firma miała 2,2 mld zł straty netto, a w drugim – nie uwzględniając „czarów”, o których za chwilę – miałaby symboliczny zysk, nie przekraczający 300 mln zł.
Co się stało, że Orlen może się pochwalić prawie 4 mld zł zysku w drugim kwartale i ponad 1,7 mld zł zysku od początku roku? Owszem, to w dalszym ciągu znacznie mniej, niż 2,5 mld zł zysku, który firma miała w pierwszej połowie zeszłego roku. Ale realnie powinna być 2 mld zł pod kreską.
Owe machinacje księgowe dotyczą transakcji, która wkurzała nas na „Subiektywnie o finansach” już od dawna – zakupu przez Orlen kontrolnego pakietu akcji spółki Energa. Zarówno Orlen, jak i Energa to spółki kontrolowane przez rząd i notowane na giełdzie. Tymczasem rząd zgodził się, by Orlen przejął Energę po „okazyjnej” cenie. Czyli ze stratą dla akcjonariuszy tej ostatniej firmy.
Orlen przyznał to w swoim raporcie kwartalnym, dopisując sobie do zysku netto 3,6 mld zł z tytułu wyższej wartości przejmowanego majątku, niż to, co wynikałoby z zapłaconej przez koncern ceny.
A więc: to samo państwo, które zachęcało inwestorów do kupowania akcji Energi, jako porządnego, dywidendowego koncernu energetycznego, teraz dopuściło do tego, żeby inna państwowa firma „wycisnęła” ich, przejęła akcje po nędznej cenie i teraz cieszyła się „okazyjnym” zyskiem.
Energa: od zera do milionera i z powrotem
Przypomnę pokrótce jak było. Akcje Energi z trójmiasta kupiło w IPO (pierwszej ofercie publicznej) aż 72.000 inwestorów indywidualnych. Zainteresowanie było na tyle duże, że konieczna była redukcja zapisów o ponad połowę. Skarb Państwa sprzedał w sumie akcje za 2,4 mld zł, które zasiliły budżet.
Dziś, po sześciu i pół latach od debiutu, akcje Energi kosztują już tylko nieco ponad 8 zł. Po przejęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę Energa miała ośmiu prezesów w ciągu 4 lat. Jednym z prezesów był obecny szef PKN Orlen Daniel Obajtek. I to właśnie on jest akuszerem przejęcia Energi przez Orlen.
Za akcje Energi o nominalnej wartości 10,9 zł za sztukę Orlen oferował początkowo… 7 zł. Tydzień przed zakończeniem giełdowego wezwania Orlen podniósł tę cenę do 8,35 zł, czyli niemal o 20%. Wydawało się, że to była nie najgorsza oferta. Na zakup akcji Energi Orlen wydał łącznie ponad 2,8 mld zł. A dziś kontroluje 80% akcji Energi i komunikuje inwestorom, że kupił je „okazyjnie”.
Ile powinni dostać prywatni udziałowcy Energi, gdyby Orlen kupił akcje po „sprawiedliwej” cenie, nie zaś „okazyjnie”? Sądząc po skali finansowego zapisu księgowego, ubogacającego mizerne zyski Orlenu – powinni dostać co najmniej dwa razy więcej i jeszcze trochę – pewnie z 18-19 zł za akcję, a nie 8,35 zł.
Czy można się oburzać? Przecież na tym polega zarabianie na rynku kapitałowym – że kupuje się „okazyjnie”
Oczywiście: trudno oczekiwać od jednej spółki giełdowej, by kupowała akcje innej spółki giełdowej po cenie przekraczającej dwukrotnie jej obecną wartość rynkową. Na tym w końcu polega „okazyjność” zakupów na rynku, że znajduje się spółki relatywnie nisko wyceniane i kupuje się je, licząc na wzrost wartości rynkowej w przyszłości.

Tutaj jednak ten typowy dla rynku kapitałowego mechanizm ma wyjątkowo gorzki posmak. To Skarb Państwa bierze odpowiedzialność za to, że Energa była zarządzana przez ostatnie lata w taki sposób, że jej wartość rynkowa drastycznie spadła. A potem państwo przyszło do akcjonariuszy Energi i poprosiło: „sprzedajcie nam swoje akcje za pół ceny”. Po sfinalizowaniu transakcji to samo państwo (w innej „odsłonie korporacyjnej”) pochwaliło się: „jest super, kupiliśmy aktywa za pół ceny”.
Choć oczywiście możliwy jest też inny scenariusz: że dziś Orlen przeszacowuje majątek przejmowanej Energi, żeby księgowo ratować wyniki finansowe, ale kiedy przyjdzie audytor i będzie trzeba wytłumaczyć podstawy zastosowania tak wysokiej wyceny – pojawią się odpisy. No, ale to będzie dopiero za kilka kwartałów, a poza tym do tego czasu może da się już uciec do przodu, połknąć PGNiG, albo coś…
Czy tylko mi tu coś nie pasuje? I czy tylko ja zastanawiam się jak w tym kontekście można ufać jakimkolwiek spółkom, które biorą od inwestorów pieniądze posiłkując się autorytetem państwa?

