„CPN” czy „PKN”? Trwa polityczny spór dotyczący tego, co zrobić, żeby paliwo, które lejemy do naszych baków, było tańsze. Prezydent przesłał do Sejmu swój projekt obniżenia ceny paliwa (o kryptonimie „PKN”), a rząd i premier przekonują, że sami wprowadzą obniżki podatków zawartych w cenie paliw (o kryptonimie „CPN”), jeśli prezydent podpisze ustawę o dodatkowym podatku dla firm paliwowych (o kryptonimie „windfall tax”). A ja tymczasem sprawdzam, który pomysł jest… głupszy
W zeszłym tygodniu przez moment mieliśmy najwyższe w historii nominalne ceny paliw – tak było przynajmniej na części polskich stacji benzynowych. Na większości jeszcze trzymają się ceny poniżej psychologicznych granic: Pb95 jest po 7,99 zł, zaś diesel po 8,99 zł. Ale w pierwszej części minionego tygodnia Orlen mocno podniósł ceny w hurcie i wtedy niektóre stacje paliw „pękły”. Przez dzień-dwa mieliśmy tam benzynę Pb95 powyżej 8 zł i diesla powyżej 9 zł.
- Kupić, wynająć, wyleasingować? Samochód coraz częściej jest usługą, a nie własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Polak z bankiem na wakacjach. Czego oczekujemy od banku w czasie wypoczynku, jaka może być rola AI w planowaniu wyjazdów? [POWERED BY VISA]
- Dwa nowe ETF-y śledzące polski rynek obligacji, czyli trzecia droga dla posiadaczy kapitału inwestujących w polski dług. Komu to się opłaci i ile można zarobić? [POWERED BY PZU]
Raczej nie można się spodziewać szybkiego powrotu do niskich cen na stacjach – czyli do lania benzyny i diesla do baków w cenie ok. 6 zł za litr. Nic więc dziwnego, że obie główne grupy polityczne (ta skupiona wobec rządu i ta prawicowa) próbują przekonać kierowców-wyborców, że robią co się da, żeby na stacjach było taniej.
Windfall tax czy ekstra-dywidenda z Orlenu?
Rząd proponuje podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych i importerów paliw. Miałby być naliczany od nadwyżki w stosunku do ich „normalnej” rentowności. Pomysł nie jest wzięty z kosmosu, kilka lat temu był stosowany w kilku krajach Europy Zachodniej. Prezydent się na tę ustawę nie zgadza, bo wprowadza ona naliczanie podatku wstecz (od marca). Weto prezydenta (jedno już było, drugie chyba jest przesądzone) to dla rządu powód, by obwiniać go odpowiedzialnością za brak programów obniżających ceny paliw na stacjach.
Prawda jest taka, że nawet pomimo weta prezydenta rząd teoretycznie możliwości obniżenia podatków w cenach benzyny by miał. Brak podatku od nadzwyczajnych zysków oznacza bowiem tylko tyle, że zysk firm paliwowych będzie większy. Tak się składa, że 70-80% tego rynku kontroluje Orlen, którego 50-procentowym udziałowcem jest państwo. Orlen prawdopodobnie zarobi w tym roku ok. 30 mld zł (po dwóch kwartałach ma prawie 16 mld zł zysku). Z tego zysku wypłaci dywidendę. O wysokości tej dywidendy de facto decyduje rząd. Może zabrać firmie większą niż zwykle część zysku, traktując ją jako „nadzwyczajną”.
Zysk z działalności operacyjnej Orlenu – czyli przed uwzględnieniem działalności finansowej i podatków – po dwóch kwartałach wynosi już 22,2 mld zł, a więc grubo ponad dwa razy tyle, ile firma wygenerowała o tej samej porze w 2025 roku (wtedy było 9,8 mld zł). Jeśli chodzi o samo przerabianie ropy i hurtową sprzedaż paliw, to mówimy o wzroście zysku operacyjnego z 2,8 mld zł w pierwszym półroczu 2025 r. do astronomicznych 9 mld zł obecnie. A więc trzykrotnym. Czyli w skali roku – po opodatkowaniu – będzie jakieś 8-9 mld zł dodatkowego zysku, który można wypłacić w ramach dywidendy.
Przy tym dywidenda z zysku jest bardziej sprawiedliwym rozwiązaniem, niż tzw. windfall tax od nadzwyczajnych zysków. Ten ekstra-podatek brałoby bowiem tylko państwo, więc de facto byłoby to ograbianie z pieniędzy pozostałych udziałowców (w tym funduszy emerytalnych, czy funduszy PPK, w których mają pieniądze miliony Polaków). W kraju, w którym właśnie wprowadza się specjalne konto zachęcające do inwestowania w polskie aktywa (OKI) takie „ograbianie” udziałowców największej spółki nie byłoby dobrą opcją.
CZYTAJ TEŻ:
Prezydent przedstawił „PKN”. Da się obniżyć ceny paliw?
Tak czy owak: to nie jest do końca tak, że rząd nie może obniżyć ceny paliwa, bo prezydent czegoś nie podpisał. Niezależnie od przyruchów prezydenta, z Orlenu może „wjechać” w połowie przyszłego roku znacznie wyższa niż zwykle dywidenda, która mogłaby zrefundować wydatki na programy osłonowe. Inna sprawa, że ten ekstra-zysk z Orlenu to nie będzie więcej niż 8 mld zł, a rząd już wydał na program „CPN” ponad 5,5 mld zł, więc za dużo „potencjału” nie zostało. A jeszcze inna sprawa to fakt, że w kraju naprawdę jest kilka pilniejszych potrzeb, niż obniżanie cen paliwa właścicielom Ferrari i Bentleyów.
I tu trzeba przejść do pomysłu prezydenta, który proponuje w swoim projekcie ustawy, żeby za każdym razem, gdy cena ropy naftowej będzie o 20% wyższa, niż rok wcześniej, włączał się „automat osłonowy”. I żeby się włączał na miesiąc, a jeśli przesłanki nie ustaną – to na kolejny. I tak maksymalnie przez rok. „Automat osłonowy” miałby polegać na ustaleniu ustawowego (kwotowego) limitu marży rafineryjnej (z przerabiania ropy na paliwo), importowej (ze sprowadzania gotowych paliw z zagranicy) oraz hurtowej (ze sprzedaży paliwa przez rafinerię do stacji).
Miałby być też wtedy zniesiony tzw. podatek handlowy (który płacą sieci handlowe mające wysokie przychody, państwo ma z tego 5 mld zł rocznie), mógłby być też zniesiony VAT w cenach paliwa oraz akcyza paliwowa. Ludzie prezydenta przekonują, że ubytek w kasie państwa będzie z tego niewielki, bo podatki będą płynąć (tylko od niższych cen, bo bez „napompowanych” marż). A jak ludzie dostaną do ręki te pieniądze, których nie wydadzą na paliwo, to i tak pójdą do sklepu i sobie coś kupią (więc na koniec VAT do kasy państwa wpłynie).
Pomysł zgłoszony przez prezydenta – lansowany skrótem „PKN”, czyli „Paliwo Kosztuje Normalnie” (niektórzy rozszyfrowują to jako Paliwo Karola Nawrockiego) – jest durny na kilku poziomach. Po pierwsze: uzależnianie „włączenia” programu od zmiany cen ropy naftowej jest oderwane od logiki rynku paliwowego. To, że na giełdzie cena ropy naftowej wynosi 100 dolarów, a rok temu wynosiła 80 dolarów, nie oznacza, że koncern naftowy kupuje surowiec po tej cenie oraz że paliwo o tyle podrożało. Ceny paliw mogą rosnąć szybciej lub wolniej, niż ceny ropy naftowej, a poza tym te relacje mogą się zmieniać z przesunięciem czasowym.
Po drugie: sytuacja, w której marża firmy sprowadzającej paliwo np. jest cięta o połowę w danym miesiącu powoduje, że ta firma wstrzymuje import, albo bunkruje paliwo w magazynach do czasu, jak nie będzie mogła sprzedać je z rynkową marżą. Biorąc pod uwagę, że 15% benzyny i 25% diesla importujemy, pomysł ludzi prezydenta gwarantuje tylko jedno – kolejki po paliwo, jak w PRL-u. Można Orlenowi – jako kontrolowanej przez państwo firmie – „kazać” zarabiać mniej (chociaż niby po co, skoro i tak bierzemy z niej dywidendę?), ale nie można „kazać” prywatnemu importerowi, żeby sprzedawał paliwo taniej, niż by mógł.
CZYTAJ TEŻ:
„CPN”, „PKN”, windfall tax? Nie dajmy robić sobie wody z mózgu
Po trzecie i najważniejsze: cena to podstawowe narzędzie zapewaniające dostępność towaru. Jeśli zastanawiacie się, dlaczego nie możecie kupić biletu na pociąg z dnia na dzień (tylko musicie kupić na tydzień wcześniej albo stać na korytarzu) to właśnie dlatego, że nikt nie wprowadził na kolei cen dynamicznych, tylko dużą część biletów sprzedaje „za tanio”, a część „za drogo”. Efekt jest taki, że o godz. 15.00 odjeżdża wypełniony po brzegi pociąg, na który maksymalna cena biletu to 60 zł, a o godz. 15.15 w tym samym kierunku jedzie prawie pusty pociąg z biletami po 150 zł.
Gdyby na ten tani ostatnie bilety były po 100 zł, a na ten drogi w ostatniej chwili można by kupić je też po 100 zł, to popyt i podaż by się wyrównały. I z benzyną jest podobnie. Wprowadzenie centralnego mechanizmu na rynku, na którym popyt jest większy niż krajowa podaż, to proszenie się o kłopoty. Cały PRL poległ właśnie dlatego, że ceny na „deficytowych” rynkach były centralnie sterowane i nie było możliwości, by popyt (za duży) zrównał się z podażą (za małą). Stąd brały się puste półki.
Dopóki na rynkach globalnych benzyna będzie droga (bo brakuje ropy lub mocy produkcyjnych rafinerii), a my nie jesteśmy Wenezuelą i nie umiemy zaspokoić „wewnętrznie” 100% naszego zapotrzebowania na paliwo – musimy uważać z interwencjonizmem. Możemy zrobić jakiś bon paliwowy dla wykluczonych transportowo, najuboższych, potrzebujących dużych ilości paliwa do działania firm, ale nie masową, uruchamianą automatycznie, zaprogramowaną nawet na rok interwencję.
Na koniec krótkie przypomnienie. Polska rocznie wydaje 900 mld zł (z tego 150 mld zł na transfery społeczne). Z podatków zbiera 600 mld zł rocznie. Z tego 80 mld zł z podatków od paliw. Więc jeśli komuś przychodzi do pustego łba postulat polityczny, żeby paliwo było po 3 zł za litr, to niech najpierw: a) przekona ludzi do konieczności obcięcia 80% etatów w administracji (600 000 ludzi, z reguły dobrze opłacanych), b) przekona ludzi do zagłosowania za „normalnym” ZUS-em dla rolników (950 000 osób) i likwidacją ryczałtu podatkowego (2,6 mln osób), c) zbierze głosy za wprowadzeniem współpłacenia za ochronę zdrowia i szkoły, d) uzyska poparcie dla wprowadzenia podatku katastralnego (od wartości nieruchomości).
Robienie ludziom wody z mózgu i wmawianie im, że coś, co jest drogie na całym świecie – i co sprowadzamy z zagranicy – mogłoby być tanie w Polsce (gdyby prezydent coś podpisał albo gdyby Sejm przyjął jakiś durny projekt „ustawy o niskich cenach”) to zło. Mam nadzieję, że ludzie jednak są mądrzejsi, niż niektórym politykom się wydaje.
———————————
CZYTAJ WIĘCEJ:

———————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
———————————
zdjęcie tytułowe: Pixabay







