Najwyższa od 20–30 lat rentowność obligacji. A jeśli szczyt już blisko? Ile można by zarobić na… odwróceniu trendu? On policzył: krocie!

Najwyższa od 20–30 lat rentowność obligacji. A jeśli szczyt już blisko? Ile można by zarobić na… odwróceniu trendu? On policzył: krocie!

Inwestorzy żądają coraz wyższych odsetek za ryzyko inwestowania w długoterminowe obligacje. Kupując 30-letnie obligacje amerykańskiego rządu, oczekują 5,25% zysku w skali roku, najwięcej od ponad 20 lat. Gdy kupują 30-letnie obligacje brytyjskie, żądają nawet 5,8% w skali roku, najwięcej od prawie 30 lat. Jednak każdy trend kiedyś się kończy. Niektórzy analitycy zwracają uwagę, że im wyższa rentowność obligacji, tym większy zysk będzie do wzięcia, gdy sytuacja na rynku z jakichś przyczyn się odwróci. I tym bardziej wyostrza się dysproporcja między skalą ryzyka i potencjalnym zyskiem

O tym, że na rynku obligacji panuje coraz większy „ścisk”, piszemy w „Subiektywnie o Finansach” ostatnio dość często. Z jednej strony coraz większe potrzeby pożyczkowe rządów, z drugiej ogromny popyt na kapitał zgłaszany przez prywatne firmy technologiczne. A z trzeciej strony obawy przed tym, że światowe zadłużenie rządy państw będą chciały spłacić poprzez dewaluację własnych walut, czyli po prostu przed inflację.

Zobacz również:

Inwestorzy lokujący w długoterminowe obligacje reagują na to w dość oczywisty sposób: zwiększając oczekiwania dotyczące oprocentowania obligacji, którym do wykupu zostało jeszcze dużo czasu (czyli swojego wynagrodzenia za ryzyko). Jeszcze w 2023 r. obligacje z terminem wykupu za 30 lat były wyceniane na 3,5%. Dziś już na 5,25%, co oznacza z jednej strony ogromny wzrost kosztów obsługi zadłużenia (w USA osiągnęło 40 bilionów dolarów), a z drugiej – zwiększa obawy przed przyszłą inflacją i kółko się zamyka.

Fundusze obligacji długoterminowych: 5% strat w trzy miesiące

Długoterminowe obligacje są zwykle emitowane na stały procent (np. 4% rocznie), więc w przypadku obligacji już wyemitowanych i notowanych na giełdzie rosnącą rentowność można „wygenerować” tylko w jeden sposób – poprzez spadek ceny. Kupując za 90% wartości nominalnej 10-letnią obligację ze stałym oprocentowaniem 4% rocznie zapewniam sobie 5% stałego zysku rocznie. Część pochodzi z oprocentowania, a część z dyskonta przy zakupie.

To niekorzystne zjawisko dla funduszy inwestujących w tego typu obligacje – im wyżej pnie się rynkowa rentowność, tym posiadane przez nie obligacje są mniej warte. I fundusz – choć przecież lokuje pieniądze w bezpieczne papiery dłużne – zamiast zysków może pokazać inwestorowi stratę (gdy spadek ceny rynkowej jest większy, niż wypłacane z obligacji roczne oprocentowanie).

Sytuacja na rynku obligacji może interesować dużą część z 2,9 mln Polaków posiadających udziały w funduszach inwestycyjnych. Ponad połowa aktywów funduszy inwestycyjnych (jeśli odejmiemy fundusze aktywów niepublicznych) stanowią fundusze inwestujące w obligacje – zarówno skarbowe, jak i korporacyjne. W większości są to fundusze obligacji krótkoterminowych, a więc mniej wahliwych i mniej podatnych na efekty zmian rynkowych rentowności.

Ale mimo wszystko z łącznej kwoty 225 mld zł – zgromadzonej we wszystkich funduszach obligacji – jakieś 55-65 mld zł (czyli mniej więcej jedna czwarta) jest ulokowane w funduszach mających mniejszy lub większy udział długoterminowych obligacji o stałym oprocentowaniu. Czyli tych, których rynkowe ceny ostatnio spadają ze względu na to, że inwestorzy żądają wyższej opłacalności (a więc kupują obligacje stałoprocentowe z coraz większym dyskontem).

Większość z tych funduszy jest aktywnie zarządzanych, więc mogą zmniejszać tzw. duration portfela (czyli skracać okres zapadalności obligacji w portfelu i wymieniać obligacje długoterminowe o stałym oprocentowaniu na krótkoterminowe o zmiennym), ale po wynikach widać, że część zarządzających utknęła w obligacjach długoterminowych. A część po prostu ma taką strategię, że głównie w te obligacje inwestuje (na dobre i na złe).

Np. fundusz VIG/C-QUARDAT Obligacji Uniwersalny w ciągu zaledwie dwóch miesięcy przyniósł inwestorom 5% straty wynikającej głównie z przeceny rynkowej posiadanych obligacji (znacznie więcej, niż wynosi średnia rynkowa, czyli 3,6%). Jego trzyletnia stopa zwrotu wciąż jest na plusie (ok. 12%), ale w ciągu kilku tygodni wyparowała jedna trzecia tego urobku.

Rentowność obligacji tak wysoka, że… warto zaryzykować?

Co z tym fantem powinni zrobić posiadacze tych właśnie funduszy, mających w nazwie obligacje „uniwersalne” albo „długoterminowe”? Coraz więcej analityków namawia do zachowania spokoju, bo łatwo dać się złapać w pułapkę. Dość popularny jest pogląd, iż – przy założeniu, że nie mamy jeszcze do czynienia z początkiem kryzysu zadłużenia – rentowności obligacji są już wyśrubowane i mają znacznie więcej „miejsca” do spadku, niż do dalszego wzrostu.

Chodzi nawet nie tyle o to, że nagle przestaną działać czynniki, które do tej pory napędzały wzrost rentowności obligacji. Raczej chodzi o to, że posiadacze wyemitowanych wcześniej obligacji w pewnym momencie dojdą do wniosku, że nie ma sensu realizować potężnych strat wynikających ze sprzedawania papierów poniżej wartości nominalnej. Zwłaszcza, jeśli dojdą do wniosku, że nic strasznego w światowej gospodarce się nie dzieje.

Przy takim założeniu posiadacze funduszy inwestujących w obligacje długoterminowe powinni zachować spokój i wypatrywać rychłego odwrócenia trendu (niewykluczone, że jego początek już widzimy). A ci, którzy mają ochotę na odrobinę ryzyka związanego z próbą obstawiania przyszłości i zarabiania na nieoczywistych scenariuszach – mogą rozważyć wręcz przesunięcie pieniędzy z funduszy obligacji krótkoterminowych do tych długoterminowych.

W związku z tą hipotezą rzucił mi się w oczy wykres wrzucony kilka dni temu na platformę społecznościową LinkedIn przez Piotra Siegiedę, szefa komunikacji inwestycyjnej w Millennium TFI, jednym z większych towarzystw funduszy na polskim rynku. Polecam śledzić ten profil, bo są na nim celne spostrzeżenia.

„Argumenty przeciwko obligacjom są pod wieloma względami uzasadnione i trudno z nimi polemizować. Zanim jednak wyrzucisz je z portfela, weź pod uwagę, że jeśli ryzyka są wszystkim doskonale widoczne – to znaczy, że w znacznej mierze są już one wycenione. Największe problemy w inwestowaniu zwykle wynikają z ryzyk, których nikt nie widzi. W krótkim terminie nie można wykluczyć dalszego wzrostu rentowności. W dłuższym jednak każdy wzrost rentowności poprawia relację zysku do ryzyka”

napisał Siegieda. Co ma na myśli? Przy rentowności 10-letnich obligacji skarbowych amerykańskich, wynoszącej 4,8% każdy spadek o punkt procentowy oznacza szacunkową stopę zwrotu ponad 12% (o tyle zwykle w takich okolicznościach rosną ceny obligacji). Przy analogicznym spadku rentowności obligacji 30-letnich (czyli o punkt procentowy) mówimy o dodatkowym zysku na poziomie… 22%. Oczywiście, nie ma żadnej pewności, że ten spadek nastąpi, ale biorąc pod uwagę to, jak wysoko rentowności zaszły…

Dla porównania: przy obecnych warunkach rynkowych (m.in. poziomie stóp procentowych) każdy kolejny wzrost rentowności o punkt procentowy oznacza w przypadku obligacji 10-letnich (oraz funduszu inwestycyjnego mającego tzw. duration na zbliżonym poziomie) stratę na poziomie już tylko 2,2%.

Szacunkowe stopy zwrotu z obligacji, wyliczenia Piotra Siegidy
Szacunkowe stopy zwrotu z obligacji, wyliczenia Piotra Siegidy

Innymi słowy – mamy ogromną asymetrię zysku w stosunku do ryzyka. Jeśli trend trwający już dość długo się odwróci (a odwrócić się może) i nastąpi spadek ceny rynkowej pieniądza o punkt procentowy – posiadacz funduszu napełnionego 10-letnimi obligacjami amerykańskimi zarobi aż 12%. Przy takim samym wzroście ceny pieniądza – ryzykuje spadkiem wartości inwestycji tylko o 2,2%.

I to jest zasada, która prawdopodobnie spowoduje, że posiadacze obligacji długoterminowych nie będą już chcieli ich tak chętnie sprzedawać (mają coraz mniej do stracenia), a najodważniejsi inwestorzy będą gotowi je kupować choćby tylko dlatego, że potencjał zysku w porównaniu z możliwą stratą jest sześciokrotnie wyższy.

Jak przyjąć zakład o zmianę sytuacji na rynku obligacji?

Jak można przyłączyć się do tego obozu? Cóż, najbardziej popularnym funduszem ETF, który może w tym przypadku przynieść wysokie zyski, jest ten inwestujący w ponad 20-letnie obligacje amerykańskiego rządu – iShares $ Treasury Bond 20+yr UCITS ETF USD. W Europie występuje pod skróconą nazwą DTLA. W ciągu ostatniego półrocza zanotował 4,8% straty, a w ciągu ostatnich pięciu lat stracił jedną trzecią wartości. Głównie przez globalny wzrost ceny pieniądza, który wywindował rentowności obligacji do poziomów najwyższych od 20-30 lat.

Na naszym krajowym podwórku ciekawym funduszem tego typu może być Allianz Obligacji Ultra Długoterminowych, który w ciągu ostatniego roku zanotował 3% strat, zaś w ciągu ostatniego półrocza zmniejszył wartość pieniędzy inwestorów o drastyczne 9%. Jego wykres wygląda kiepsko nawet w porównaniu z indeksem polskich obligacji stałoprocentowych TBSP, na którym opiera się większość polskich funduszy obligacji długoterminowych.

Czy taki „zakład” o zmianę sytuacji na rynku obligacji – czyli o to, że rentowność obligacji przestanie rosnąć – może się powieść? To zależy od tego, jak bardzo będą przestraszeni inwestorzy. Jeśli zajrzy im w oczy widmo kryzysu zadłużenia albo wysokiej inflacji – być może nadal będą sprzedawali obligacje, topiąc notowania funduszy długoterminowych papierów dłużnych.

Ale jeśli posiadacze obligacji pozbierają nerwy do kupy i podliczą, ile jest do stracenia, a ile do zyskania – wzrośnie prawdopodobieństwo dwucyfrowych zysków do wzięcia w funduszach długoterminowych obligacji i to zapewne w ciągu zaledwie kilku kolejnych miesięcy. Inna sprawa, że takie momenty, gdy wydawało się, że rentowność obligacji musi odbić się od szklanego sufitu, już w poprzednich latach widzieliśmy. A potem okazywało się, że może być jeszcze większa.

——————————

CZYTAJ TEŻ:

kozacki zakład o inflację

obligacje podnoszą poprzeczkę

hiperskalerzy zatopią rynek obligacji

840 mld zł w obligacjach

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.   Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

zdjęcie tytułowe: Pexels/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu