Koniec eldorado polskich funduszy obligacji? Nie ma przerwy w cierpieniu tych, którzy obstawili „kozacki zakład o inflację”. Stracili połowę pieniędzy!

Koniec eldorado polskich funduszy obligacji? Nie ma przerwy w cierpieniu tych, którzy obstawili „kozacki zakład o inflację”. Stracili połowę pieniędzy!

To miał być czwarty dobry rok dla funduszy obligacji, ale to, co dzieje się z rentownością polskiego długu, sprawia, iż realizacja marzeń o kolejnych 8–9% rocznych zysków jest coraz mniej prawdopodobna. Ale spodziewane mniejsze dochody polskich funduszy obligacji to pikuś w porównaniu z rzezią tych, którzy obstawili zakład o spadek inflacji i kupili ETF, który miał na tym zarobić. Kozacki zakład o inflację w pięć lat zniszczył połowę zainwestowanych w obligacje pieniędzy

Sytuacja na rynku obligacji robi się coraz mniej oczywista. Przedłużająca się wojna na Bliskim Wschodzie (czyli droga ropa naftowa) oraz ogromne potrzeby związane z finansowaniem boomu AI sprawiły, że inwestorzy żądają coraz wyższej rentowności kupowanych obligacji. Na im dłużej je kupują, tym większych odsetek żądają. To zła wiadomość dla funduszy inwestujących w obligacje, zwłaszcza jeśli mają w portfelach wyemitowane wcześniej obligacje o niższym oprocentowaniu, które dla inwestorów stają się mniej „cenne”.

Zobacz również:

To drastycznie inna sytuacja od tej, z którą mieliśmy do czynienia przez poprzednie trzy lata. Wtedy stopy procentowe spadały, inflacja się obniżała, a obligacje o stałym oprocentowaniu, które miały w portfelach fundusze dłużne, zyskiwały na wartości. Ich klienci brali zyski z dwóch źródeł – z kuponu, czyli oprocentowania oraz ze wzrostu wartości rynkowej obligacji. Teraz ten drugi silnik został „wyłączony”. Pytanie: czy całkiem i ewentualnie na jak długo.

Koniec eldorado funduszy obligacji czy tylko przerwa?

Odzwierciedlający sytuację na rynku polskich obligacji długoterminowych o stałym oprocentowaniu indeks TBSP przez trzy ostatnie lata „wykręcił” 28% zysku, podobnie jak duża część funduszy obligacji. Zarabiało się na funduszach inwestujących w bezpieczne obligacje po 8-9% rocznie, a więc znacznie więcej, niż w banku. I więcej, niż na detalicznych obligacjach Skarbu Państwa (które płaciły 6-7%). Nic dziwnego, że w tego rodzaju funduszach umieściliśmy grubo ponad 200 mld zł.

W tym roku indeks TBSP idzie w górę już znacznie wolniej. 12-miesięczna stopa zwrotu nie przekracza 3%, a licząc od początku tego roku – zysków nie ma już wcale. Mimo, że obligacje, które są w portfelach tych funduszy, wciąż wypłacają dość wysokie odsetki, rzędu 5% w skali roku. Całe zyski z odsetek są „zjadane” przez spadek giełdowej wartości obligacji. Inwestorzy nie chcą ich kupować, bo wierzą, że nowo emitowane papiery będą oferowały wyższe stałe oprocentowanie.

Jeśli masz pieniądze w funduszu inwestującym w obligacje długoterminowe, to czas dać na tacę w intencji powrotu do trendu spadku stóp procentowych. Pytanie czy to się może wydarzyć. Ryzyko utrzymania się inflacji na obecnym poziomie (3-3,5%) lub wyższym jest spore, a „ssanie” pieniędzy na międzynarodowych rynkach kapitałowych może nie pozwolić spaść rentownościom obligacji. W tej sytuacji trzeba się spodziewać, że fundusze obligacji długoterminowych dadzą w tym roku minimalny zysk, a nie 8-9%, jak w ostatnich trzech latach.

Na szczęście większość pieniędzy polskich klientów funduszy obligacji jest ulokowana w funduszach o nieco innym profilu – takich, które przynajmniej część pieniędzy zainwestowały w obligacje o zmiennym oprocentowaniu. Takie obligacje mniej się „opłacały” w poprzednich latach (bo ich oprocentowanie nie było „zablokowane” na wysokim poziomie), ale teraz – gdy rentowności obligacji na rynku rosną – dają większą szansę, że ich odsetki pójdą w górę razem z całym rynkiem.

Indeks odzwierciedlający notowania tych obligacji, czyli notowany na warszawskiej giełdzie GPW-BBWZ, w ciągu trzech ostatnich lat też zwiększył wartość o 28%, ale – w odróżnieniu od indeksu TBSP – wciąż zyskuje na wartości, choć nieco wolniej. Jego stopa zwrotu za ostatnich 12 miesięcy to 4,8%, zaś zysk wypracowany od początku roku – 2,8%. Tak czy siak, nie jest to już takie eldorado, jak w poprzednich latach. Do wzięcia będzie raczej 4-5% w skali roku, niż 8-9%.

Klienci funduszy obligacji – w zależności od tego, czy zarządzający kupili więcej obligacji stałoprocentowych, czy zmiennoprocentowych – mogą więc liczyć w tym roku na zyski w zakresie od zera do 5% minus opłaty za zarządzanie, które w funduszach obligacji zwykle „zjadają” 1 punkt procentowy rocznie. W tym kontekście ważny będzie poziom inflacji. Jeśli utrzyma się na poziomie 3-3,5%, to większość funduszy obligacji być może z trudem obroni wartość pieniędzy.

Część analityków twierdzi, że mimo tych wszystkich strachów związanych z wojną i „ssaniem” pieniędzy na rynkach międzynarodowych, w przyszłym roku inflacja spadnie, ceny paliw się obniżą i wrócimy do obniżek stóp procentowych, które mogą spaść z obecnych 3,75% do 3,25%. To by dało gwarancję jeszcze jednego naprawdę dobrego roku dla funduszy obligacji. Sęk w tym, że najpierw trzeba będzie przełknąć niższe zyski w 2026 roku.

Kozacki zakład o inflację zniszczył prawie połowę pieniędzy

Ale problemy polskich klientów funduszy obligacji to pikuś w porównaniu z rzezią, która przydarzyła się tym, którzy poszli na całość i obstawili kozacki zakład o inflację, a w zasadzie o spadek inflacji. A więc ulokowali pieniądze w ETF-ie, który śledzi zachowanie giełdowe obligacji o stałym oprocentowaniu i okresie ponad 20 lat do wykupu. A więc takich, które w największym stopniu reagują na zmiany cen pieniądza i prognozy inflacyjne. Kupując obligacje na 20 lat i spodziewając się wysokiej ceny pieniądza, żąda się za obligacje dużego, czasem kosmicznego dyskonta.

Widać to doskonale na przykładzie niektórych polskich obligacji. Np. wyemitowane w 2020 r. przez Bank Gospodarstwa Krajowego (w imieniu polskiego Skarbu Państwa) obligacje o stałym oprocentowaniu 2,25%, których „życie” kończy się dopiero w 2033 r. (czyli za siedem lat) są dziś notowane za 80% swojej wartości nominalnej. Czyli można je sprzedać, ale tracąc 20% tego, co nominalnie są warte. Kupujący przez siedem lat będzie inkasował po 2,25% odsetek, a więc łącznie zarobi 36% (licząc dyskonto i odsetki). W skali roku wychodzi ponad 5,1%.

ETF, który inwestuje w stałoprocentowe obligacje amerykańskie o terminie wykupu ponad 20 lat ma w portfelu obligacje wyceniane dużo taniej – bo im dłuższy okres do wykupu, tym większe musi być dyskonto w sytuacji, gdy zagwarantowane oprocentowanie jest niższe od przyszłej ceny pieniądza. ETF o symbolu TLT, który ma taką politykę inwestycyjną (w Europie występuje pod skrótem DTLA) w tym roku stracił na wartości 6%, zaś w ciągu pięciu ostatnich lat jego przecena zbliża się do… 50%. Kozacki zakład o inflację okazał się czymś porównywalnym do wizyty w kasynie…

Europejski odpowiednik tego ETF-u ma mniejsze straty, bo dolar w tym czasie się osłabił. Ale stracić w pięć lat 35% swojego kapitału inwestując w „bezpieczne” obligacje najpotężniejszego kraju świata – to jest horror. No, ale inwestowanie w stałoprocentowe, długoterminowe obligacje nigdy nie jest i nigdy nie było bezpieczną „zabawą”. Warto o tym pamiętać, gdy inwestujemy na rynku obligacji. Bezpieczne są tylko te, które mają zmienne oprocentowanie i niewiele czasu zostało im do końca „życia”.

Jeśli ktoś ma chęć zrobienia dziś czegoś szalonego, to jedną z dostępnych opcji jest właśnie taki fundusz. Analitycy Franklina Templetona nie dalej, jak kilkadziesiąt godzin temu wystosowali komunikat, w którym zwracają klientom uwagę, iż to może być okazja inwestycyjna.

„Dostrzegamy coraz więcej oznak sugerujących, że inwestorzy powinni rozważyć odejście od preferencji dla instrumentów o krótkim okresie zapadalności na rzecz portfeli obligacji typu „core”. Wynika to w dużej mierze z faktu, że wyceny instrumentów o stałym dochodzie stały się bardziej atrakcyjne. Naszym punktem odniesienia pozostają rentowności 10-letnich obligacji skarbowych utrzymujące się w pobliżu górnej granicy przedziału wahań w ostatnim czasie”.

Pisząc po ludzku, Franklin Templeton uważa, że rentowności obligacji długoterminowych zbliżają się do „sufitu”, którego nie powinny przebić, a mogą się od niego odbić. To z kolei oznacza, że właśnie teraz być może dyskonto w cenach obligacji stałoprocentowych jest największe. A kozacki zakład o inflację może być zakładem o zmianę trendu. I taki ETF, jak TLT vel DTLA może najbardziej skorzystać na odwróceniu tego trendu, gdyż najbardziej cierpiał z powodu jego nabrzmiewania. To co, wchodzicie czy wychodzicie?

CZYTAJ TEŻ:

obligacje podnoszą poprzeczkę

hiperskalerzy zatopią rynek obligacji

CZYTAJ WIĘCEJ:

obligacje lipiec 2026

czy inwestowanie w długoterminowe obligacje jest bezpieczne

polska w pułapce długu

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.   Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

zdjęcie tytułowe: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu