22 kwietnia 2019

Po raz pierwszy więcej kupiliśmy bez gotówki, niż płacąc banknotami. Czy to przełom? A może bezgotówkowa rewolucja dochodzi do ściany?

Comiesięczne rachunki regulowane przelewami cyklicznymi lub poprzez skanowanie faktur? Zamiast banknotów przechodzących z ręki do ręki przekazy z telefonu na telefon? Płatności w sklepach wyłącznie telefonem, zegarkiem, a może czipem wszczepionym pod skórą? Moim zdaniem jeszcze bardzo długo poczekamy na realizację takiego scenariusza. Gotówka jest na tyle wszechobecna w portfelach, niezawodna i niezależna od systemów elektronicznych, a przy tym zapewniająca prywatność przy codziennych transakcjach, że w najbliższych latach pola nie odda

Niedawno NBP opublikował dane na temat płatności kartami pod koniec 2018 r. Po raz pierwszy w historii kwartalna wartość płatności kartami (87 mld zł) była wyższa niż łączna kwota wypłat z bankomatów (85 mld zł). Czy to epokowe wydarzenie? Nie wydaje mi się.

Z bankomatów wypłacamy z grubsza tyle samo, co zawsze, rośnie za to (w skali roku o 22%) wartość płatności kartami w sklepach. Jednak w podobnej skali wzrosła dostępność terminali płatniczych w punktach handlowych, więc po prostu fani kart mają teraz większy wybór. Ale niekoniecznie rośnie ich liczba.

Należę do tych kilku milionów Polaków, którzy pokochali płatności mobilne. Na codzienne zakupy nie tylko przestałem zabierać portfel, ale nie mam też karty płatniczej. Jedynym przedmiotem, którego potrzebuję, jest smartfon z aplikacją typu Apple Pay, czy Google Pay.
Smartfonem płacę za zakupy i wyciągam pieniądze z bankomatu, za pomocą tego samego smartfona (a konkretnie systemu BLIK) wypłacam kieszonkowe synowi i przesyłam pieniądze rodzinie.

W smartfonie planuję przelewy i za pośrednictwem smartfona digitalizuję comiesięczne rachunki (poprzez ich skanowanie w aplikacji mobilnej). Bilety na autobus, opłaty za parkowanie – wszystko mam w aplikacjach mobilnych.

Czytaj też: Niektórzy są jeszcze bardziej nowocześni i płacą zegarkiem. Testujemy!

Gotówka rządzi w portfelu bezgotówkowego Samcika. Nonsens? Niekoniecznie

Ale czy to oznacza, że Samcik jest cashless? O nie, wręcz przeciwnie. Owszem, są w moim życiu konsumenta „bańki bezgotówkowe”, w których mogę sobie pozwolić na noszenie przy sobie tylko smartfona, ale są też „bańki gotówkowe”, które w ostatnich latach raczej nie zmniejszyły swojej wielkości.

Po prostu ludzie, którzy mnie otaczają, z jakichś przyczyn nie chcą lub po prostu nie umieją być cashless. Więc i ja nie mogę. Pani w zakładzie fryzjerskim potrzebuje gotówki, bo w ten sposób sama opłaca czynsz i swoich dostawców. Hydraulik, którego proszę o naprawę kranu żąda gotówki. W klubie tenisowym i narciarskim – trenerom płaci się w gotówce.

Za kort albo sprzęt mogę zapłacić kartą, za trenera – już nie. Lekarz, gdy przychodzi prywatnie zobaczyć moje gardło – przyjmuje pieniądze wyłącznie w gotówce. Fotograf w przydomowym pasażu? Cash only („przyjmowanie kart mi się nie opłaca„). Składki na komitet rodzicielski w szkole – w pieniądzu tradycyjnym.

Z fotografem stoczyłem długą dyskusję o programie „Polska Bezgotówkowa”, ale powiedział – i to był argument nie do zbicia – że „po co mi terminal za darmo na rok, skoro potem będzie musiał za niego płacić, a ludzie się przyzwyczają, że nie muszą mieć gotówki i będzie kłopot„. Prywatny lekarz, gdy zaproponowałem mu zapłatę BLIK-iem – chciał mi wystawić receptę, bo uznał, że „mam chyba coś z głową”.

Na bazarku osiedlowym już co prawda połowa sklepów z warzywami przyjmuje płatności kartowe (rok temu był tylko jeden), ale mało kto płaci bez gotówki, bo – jak mówi sprzedawczyni – „ludzie się przyzwyczaili, że idąc na bazarek wyciąga się pieniądze z bankomatu„. W sumie racja – skoro w połowie sklepów można zapłacić kartą, a we wszystkich gotówką, to rozsądek nakazuje wybrać formę bardziej niezawodną.

Czasem w moich rozmowach z osobami łaknącymi mojej gotówki, a nie karty pojawia się wątek podatkowy. Dopóki nie trzeba każdej transakcji ewidencjonować pod karą 25 lat więzienia, to ten i ów woli przyjąć pieniądze w gotówce. „Pan będzie miał taniej, bo nie doliczę VAT-u, ja będę miał lepiej, bo nie zapłacę podatku dochodowego”. Płacenie gotówką oznacza, że transakcja może być nieopodatkowana (o ile nie ma zastosowania kasa fiskalna i paragon).

No i jeszcze jedno. Gotówka nie tylko powszechnie akceptowana, ale i… anonimowa. Kupując bułki w sklepie nie mam problemu z tym, że ktoś w banku, organizacji płatniczej, firmie rozliczającej transakcję oraz w sklepie (te wszystkie ogniwa zapewniają płynny przepływ pieniądza bezgotówkowego) miał wiedzę o tym fakcie. Ale kupując np. lekarstwo narażam się już na potencjalne kłopoty. Oczywiście: na potwierdzeniach transakcji nie ma nazwy leku, lecz już sam fakt, że wydaję sporo na leki może być dla branży finansowej cenną informacją.

To moje prywatne doświadczenia, ale dość dobrze pokrywają się one z badaniami, statystykami, ankietami i danymi na temat preferowanych przez nas sposobów płacenia. Co prawda co trzeci Polak deklaruje, że nie nosi przy sobie gotówki, ale co drugi… używa jej codziennie. Choć karty płatnicze i płatności mobilne zyskują na popularności, to wciąż większości transakcji płatniczych dokonujemy gotówką.

Czytaj też: Który sposób płacenia cenimy za szybkość? Który za niezawodność? Który jest najwygodniejszy? Niektóre odpowiedzi zaskakują

Czytaj też: Życie bez gotówki? W Szwecji już to prawie mają. I… narzekają

Czytaj więcej: Czy w Polsce możliwy jest wariant szwedzki? Nieprędko, skoro połowa Polaków mówi: „To cóż, że ze Szwecji?”

Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz

Czy to się może szybko zmienić? Nie liczyłbym na oddolną inicjatywę. Z badań AT Kearney wynika, że przeciętnie na każdego Europejczyka rocznie przypada 800 transakcji. Z tych 800 transakcji jakieś…

>>> 80 transakcji to te dokonywane w urzędach i w ramach różnych biznesów (płacenie faktur, rozliczenia z kontrahentami, podatki itp.)

>>> 140 transakcji rocznie to comiesięczne, stałe rachunki (prąd, gaz, firma telekomunikacyjna, czynsz, rata kredytu, abonament za kablówkę)

>>> 30 transakcji rocznie to zakupy w sklepach internetowych

>>>100 transakcji to zdalne przekazywanie pieniędzy między osobami (pożyczki, składki na wspólne imprezy, przekazywanie rodzinie pieniędzy, gdy pracujemy w innym mieście itp. – różnego rodzaju przelewy, przekazy pieniężne) 

>>> 450 to transakcje, w których fizycznie widzimy przed sobą osobę, której płacimy (przeważnie sklepy, ale też inne płatności za usługi)

Transakcje w urzędach i comiesięczne rachunki są w dużej części bezgotówkowe (karta, przelew), zakupy w sklepach internetowych też (choć przecież można też płacić za zaliczeniem pocztowym). W tych segmentach rynku można regulacyjnie przykręcać śrubę i po prostu utrudniać przyjmowanie gotówki (mniej kas gotówkowych w urzędach, mniej POK-ów usługodawców w mieście, wyższe opłaty za wpłaty gotówki na państwowej poczcie). Przekazywanie zdalnie pieniędzy członkom rodziny – z definicji jest cashless.

Natomiast pozostała ponad połowa transakcji przeciętnego obywatela w dużej mierze może być gotówkowa lub bezgotówkowa, w zależności od preferencji stron. A te preferencje – jak wynika z moich osobistych doświadczeń – stosunkowo rzadko są w obu przypadkach „bezgotówkowe”. Jeśli choć jedna ze stron transakcji preferuje gotówkę – „pieniądzem transakcji” musi być gotówka.

Czytaj więcej: Bezgotówkowa bida z nędzą, czyli połowa sklepów bez terminala, 10 km do bankomatu. Polska jeszcze długo nie będzie cashless

Przyzwyczajenie, możliwość uniknięcia zapłaty podatku, anonimowość, 100-procentowa pewność akceptacji transakcji – to powody, które stoją za tym, że dla większości transakcji „walutą” jest pieniądz gotówkowy. Bo stosunkowo rzadko obie strony transakcji są skłonne zaryzykować wszystkie te cechy i rozliczyć się bezgotówkowo.

Bywa tak np. w zetknięciu konsumenta z dużą siecią handlową (jej bardziej opłaca się być cashless, a konsument będąc w „bezgotówkowej bańce” czuje się bezpiecznie). Ale już niekoniecznie na linii konsument-prywatny usługodawca. To podstawowy powód, dla którego uważam, że gotówka jeszcze długo: a) będzie rządziła w portfelach połowy Polaków, b) nie będzie można się jej pozbyć będąc w tej jednej czwartej, która mogłaby sobie na to pozwolić, gdyby bezgotówkowość nie była obecna tylko „w bańkach”.

Więcej na ten temat, czyli o gotówkowości i bezgotówkowości widzianej przez pryzmat badań i statystyk – napisałem w portalu AleBank.pl. Zapraszam do lektury

zdjęcie tytułowe: Arcaion/Pixabay

 

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Maciej Samciklwi Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
lwi
Gość
lwi

Różnie może być i z prognozami lepiej uważać. Proszę pamiętać, że mamy precedens w postaci WeChat i rynku chińskiego.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss