17 kwietnia 2019

To coraz modniejszy sposób płacenia za zakupy. Nie tylko bez gotówki, ale też bez karty i smartfona. Wygoda czy szpan? Testuję!

Kiedyś można było płacić tylko gotówką. Potem doszła możliwość używania plastikowych kart płatniczych. Dziś tradycyjne karty próbują zastąpić ich cyfrowe odpowiedniki zaszyte w smartfonach. Ale płatność mobilna to nie tylko telefon. Klienci kilku banków mogą już płacić inteligentnymi zegarkami albo opaskami. Jak to działa?

Możliwość zapłacenia smartwatchem, czyli inteligentnym zegarkiem, pojawiła się w Polsce mniej więcej rok temu. Ale to nie pierwsza próba wprowadzenia w naszym kraju płatności zegarkami. Pierwsze płacące zegarki pojawiły się ponad 10 lat temu! Nie wierzycie? Sam miałem przyjemność nosić taki zegarek na ręku. Wyciągnąłem go dla Was z szuflady, oto i on:

Funkcje? Trzy: wskazywanie godziny, daty (dzień miesiąca) i możliwość zapłacenia. Jak to działało? Zegarek ma kieszeń na mikroprocesor, dokładnie taki sam, jaki umieszczony jest w kartach płatniczych. Zegarek pełnił po prostu funkcję karty prepaid. Żeby zapłacić zegarkiem (można było tylko zbliżeniowo), wcześniej należało zasilić konto karty.

Dlaczego tamte zegarki czy bransoletki z chipem w środku się nie przyjęły? Bankowcy, z którymi rozmawiałem, zrzucają częściowo winę na zmianę regulacji. Od kilku lat nie można już wydawać anonimowych kart przedpłaconych. Karta musi być przypisana do konkretnej osoby. Ich zdaniem związany z tym brak wygody, ze względu na konieczność rejestracji karty, powstrzymał upowszechnienie się płacących gadżetów.

Nadchodzi era smartwatcha

Teraz płacące zegarki wracają, ale w zupełnie innym stylu. Chodzi o tzw. smartwatche. Wszystkie łączy to, że… wskazują datę i godzinę. Dodatkowe funkcje? To już zależy od wyobraźni projektantów i speców od IT. Są zegarki dla dzieci, sportowców, kierowców… Zegarek może mierzyć tętno, „jakość” snu, być drogową nawigacją, odtwarzaczem muzyki. Są specjalne zegarki dla pilotów, nurków, a nawet dla golfistów, które ułatwiają poruszanie się po polu golfowym.

Największe wzięcie smartwatche mają wśród osób uprawiających sport. Programy do treningów, które do tej pory zaszyte były w smartfonach, teraz można zmieścić w zegarku (kiedyś trzeba było biegać z telefonem).

Dodatkowe możliwości daje zegarek sparowany ze smartfonem. Wyświetli np. przychodzącego SMS-a i powiadomienia z portali społecznościowych, np. Facebooka. Jeśli ktoś do nas dzwoni, a nie możemy lub nie chcemy rozmawiać, za pośrednictwem zegarka możemy dyskretnie odrzucić rozmowę.

Przeczytaj też: Niewykluczone, że w 2019 r. zapłacimy kartą bez PIN-u za większe zakupy. Czy to bezpieczne? Sprawdzamy jak banki zabezpieczają zbliżenia

Umowa z operatorem i odpowiedni zegarek

Było do przewidzenia, że prędzej czy później inteligentne zegarki „nauczą się” też płacić. Obecnie w Polsce takie możliwości oferuje dwóch producentów zegarków – firmy Garmin i Fitbit. Zegarkiem można też płacić dzięki usłudze Google Pay, Apple Pay. Do wejścia na polski rynek z podobną usługą szykował się też Samsung, ale ostatecznie postawił na inne rynki.

Przeczytaj też: Masz iPhone’a? Twoje życie od dziś będzie łatwiejsze. W Polsce ruszył Apple Pay! Zapłacisz zbliżeniowo, a zamiast PIN-u – odcisk palca

Żeby zapłacić zegarkiem, muszą być spełnione dwa główne warunki. Pierwszy to umowa banku z operatorem płatności, np. z Garmin Pay czy Google Pay. Tego typu płatności działają na zasadzie tokenizacji. De facto płacimy kartą bankową, ale dane karty zastępowane są losowo wygenerowaną liczbą, czyli nie są zapisywane w zegarku, tylko są zamieniane na specjalny token. W pewnym sensie zegarek udaje więc kartę płatniczą, a transakcje przetwarzane są bez ryzyka ujawnienia wrażliwych danych karty.

Drugi warunek to odpowiedni model smartzegarka – musi on być wyposażony w odpowiedni system operacyjny oraz moduł NFC, potrzebny do komunikacji zegarka z terminalem płatniczym w sklepie.

Jak podpiąć kartę do zegarka i jak nim potem płacić? Przetestowałem to na zegarku firmy Garmin (vivoactive 3), choć podpinanie kart i płacenie wygląda bardzo podobnie w innych dostępnych w Polsce systemach.

Zacznijmy od tego, że nie każdym zegarkiem da się zapłacić. W przypadku Garmin, opcja płatności dostępna jest jedynie w modelach vivoactive 3/Music, Forerunner 645/Music oraz w seriach zegarków fenix 5 Plus i D2 Delta (to specjalistyczne zegarki dedykowane pilotom). Dlaczego tylko na tych, wyjaśnia Aleksandra Jarosz, reprezentująca firmę Garmin w Polsce.

„Usługa Garmin Pay została wprowadzona wraz z premierą smartwatcha vivoactive 3 pod koniec sierpnia 2017 r., a w Polsce Garmin Pay zadebiutowało w marcu 2018 r. w BZ WBK. Od tamtej pory Garmin Pay pojawił się też w nowych wersjach zegarków z pozostałych linii produktowych Garmin, czyli w zegarku dla biegaczy Forerunner 645 i odświeżonej linii multisportowych zegarków fenix. Można się spodziewać, że wraz z premierami następnych modeli, Garmin Pay będzie dostępne w większej liczbie zegarków.”

Jednak wybór odpowiedniego (płacącego) modelu to dopiero początek. Żeby móc płacić, trzeba podłączyć jeszcze źródło pieniądza, czyli kartę płatniczą. W przypadku zegarków Garmin taką usługę oferują obecnie tylko cztery banki (Santander Bank, PKO BP, Getin Bank i Nest Bank).

Przeczytaj też: Już w tym roku będzie można kupić pierwszą na świecie biżuterię z funkcją płatniczą. Początek nowej rewolucji?

Jak sparować kartę bankową z zegarkiem?

Trzeba zacząć od pobrania na telefon aplikacji Garmin Connect Mobile, a następnie połączyć zegarek z aplikacją w telefonie. Uprzedzam, że chwilę to może zająć. Następnie w aplikacji wybieramy opcję Garmin Pay. Będziemy musieli utworzyć czterocyfrowy PIN, który będzie strażnikiem naszego cyfrowego portfela.

Kolejny krok to dodanie do aplikacji karty płatniczej (lub kilku kart). W tym celu trzeba podać dane zapisane na karcie: numer, datę ważności oraz kod CVV znajdujący się na odwrocie karty. Warunkiem korzystania z usługi jest akceptacja regulaminu. Sparowanie karty z aplikacją Garmin musi jeszcze potwierdzić bank – wydawca karty. Mój bank przesłał mi SMS-em kod, którym autoryzowałem połączenie karty z aplikacją.

Wszystko to – od momentu uruchomienia aplikacji Garmin Connect Mobile do sparowania karty debetowej – zajęło mi jakieś pół godziny (licząc z przejrzeniem regulaminu).

Kiedy karta jest już dodana do aplikacji i widzi ją mój zegarek, mogę iść na zakupy. Na „cyferblacie”, czyli ekranie zegarka wybieram ikonę „portfela”, a następnie – jeśli do portfela dodałem więcej niż jedną – kartę, którą chcę zapłacić. Zegarek powinien poprosić mnie o podanie wcześniej ustalonego kodu PIN. Ale nie jest tak, że za każdym razem PIN jest wymagany. Ponoć jeśli nie zdejmę zegarka z ręki i nie wyłączę opcji monitorowania tętna, PIN powinien być aktywny przez 24 godziny.

Poszedłem do sklepu… Działa!

Smartwatch złodziejem życia?

Smartwatchem bawiłem się tylko chwilę, a testowałem głównie płatności. Trzeba trochę cierpliwości, żeby okiełznać sam zegarek, a potem połączyć go z aplikacją i kartą płatniczą. Ale gdy mamy to już za sobą, sama płatność przebiega tak szybko, jak dokonywana kartą zbliżeniową. A nawet szybciej, bo nie muszę sięgać do portfela, tylko przykładam nadgarstek do terminala płatniczego.

Ale czy to wystarczający powód, żeby zafundować sobie takie cacko? Na taki zegarek trzeba wyłożyć co najmniej 1000 zł, te ze średniej półki kosztują już w granicach 3000 zł. Trzeba też pamiętać, że aby płacić, nie wystarczy samo posiadanie zegarka. Trzeba mieć kartę w banku, który wszedł w zegarkowe płatności.

Przeczytaj też: Mapa dłużników live, czyli apka w smartfonie ostrzeże, że podchodzi do ciebie nierzetelny płatnik. Co dalej? Aż strach: scoring społeczny

I chyba trzeba polubić nie tylko płacenie zegarkiem, a przede wszystkim inne funkcje, jakie  oferuje smartwatch. Bo – mam wrażenie – inteligentne zegarki jeszcze bardziej przywiązują nas do smartfonów. Telefon czasem udaje nam się odłożyć i choć na chwilę możemy o nim zapomnieć. Zegarek na ręku to prosta droga do symbiozy człowieka z telefonem „24h”. Ale może przesadzam.

Czy smartwatch zmienia życie? Posłuchajcie tych, którzy zaryzykowali

Jak smartwach może zmienić codzienne życie? W czym pomaga, a co nam zabiera? O podzielenie się swoimi doświadczeniami poprosiłem Kubę Wątora i Pawła Hekmana, którzy mają dłuższy staż ze smartwatchem na ręku (Kuba jest szefem działu „tech” w Wirtualnej Polsce, a Paweł dziennikarzem działu technologie w „Gazecie Wyborczej”). Oto ich refleksje:

Kuba, blisko miesiąc ze smartwatchem na ręku

Odkąd niecały miesiąc temu założyłem na rękę smartwatcha – Huawei Watch GT – właściwie wcale go z niej nie zdejmuję. Choć w dużej mierze traktuję go jako zabawny gadżet, to jest kilka funkcji przydających się na co dzień.

Do tej pory miewałem sytuacje, w których nie słyszałem dzwonka telefonu lub nie czułem wibracji. Smartwatch absolutnie to wyeliminował – wyświetla nie tylko połączenia, ale i wiadomości tekstowe. Nie da się przez niego rozmawiać, ale nie brakuje mi tej funkcji. Chyba dziwnie wyglądałbym, mówiąc do zegarka.

Z kolei dla zapominalskich zapewne pomocna będzie opcja „przywoływania telefonu”. Gdy go gdzieś zapodziejemy, możemy smartwatchem wezwać go, by zaczął dzwonić.

W połączeniu z aplikacją w smartfonie, najciekawsze są funkcje dotyczące zdrowia. Smartwatch cały czas bada akcję serca i alarmuje, gdy tętno jest zbyt wysokie. Podejrzeć można również swój sen, co jest bardzo pomocne w jego regulowaniu. Widać, kiedy użytkownik zasnął, kiedy w jakich fazach snu był i kiedy się przebudził. Dodatkowo w aplikacji znajduje się masa wskazówek, jak powinniśmy spać.

Smartwatch ma też cały zestaw funkcji pomocnych przy ćwiczeniach fizycznych. Można w nim monitorować różne rodzaje biegania (przełajowe, w terenie, na bieżni etc.), wspinaczkę, jazdę na rowerze czy pływanie. Tych opcji jeszcze nie testowałem, ale jeden z moich redakcyjnych kolegów już od kilku tygodni publikuje w social mediach swe postępy w trenowaniu. Więcej biega, mniej waży, ma lepszą wydolność. I zapewnia, że wszystko to sprawił jego smartwatch. A więc chyba warto.

Paweł Hekman nosi smartwatcha już blisko pół roku

Smartwatch idealnie sprawdza się chociażby podczas spotkań biznesowych, gdzie wyjmowanie telefonu w trakcie rozmowy nie jest mile widziane. Z zegarkiem takiego problemu nie ma – szybkie zerknięcie wystarczy, by sprawdzić czy wibracja oznacza ważnego maila, który właśnie przyszedł czy liczby lajków na Facebooku.

Urządzenie świetnie sprawdza się w roli monitora sprawności fizycznej. Za długo siedzimy przy biurku? Smartwatch zaproponuje proste ćwiczenia. Z kolei krokomierz i wyznaczone przez nas lub producenta minimum dzienne, zachęci do ruszenia na spacer. Jeżeli mamy ochotę na większy wysiłek, zaproponuje również inną aktywność fizyczną: bieganie, jazdę na rowerze, itd. Przy okazji pokazując nasze statystyki.

Dodatkowym atutem jest prosta funkcja dla zapominalskich. Zapomnieliśmy, gdzie wylądował telefon? Zegarek pozwoli na jego zlokalizowanie, uruchamiając bardzo głośny dzwonek, nawet jeśli smartfon nie był wcześniej wybudzony.

Nie wszystko jest jednak w smartwatchu idealne. Niezbędne jest połączenie bluetooth, które nie pozostaje bez wpływu na baterię telefonu. Sam zegarek też nie posiada największych zasobów mocy i w zależności od częstotliwości i sposobu użytkowania, trzeba go ładować codziennie lub co dwa dni.

Osobną kwestią jest też uwaga, którą bezustannie przykuwa. Każda wibracja sprawia, że zerkam i sprawdzam, jakie powiadomienie wyskoczyło mi tym razem. Oczywiście notyfikacje można odpowiednio spersonalizować, ale i tak jest to fakt wart odnotowania.

Początkowo fascynowały mnie możliwości monitorowania snu oraz pomiar tętna, ale obie funkcje znudziły mnie po jakimś czasie.

Czy zatem smartwatch zmienił moje życie? Odrobinę tak. Tym bardziej, że od lat nie nosiłem żadnego zegarka. Ważnym elementem jest też wygląd smartwatcha, który często przypada mi gustu bardziej niż tradycyjny zegarek. Nie zostałem jednak wielkim fanem i nie wyczekuję kolejnych premier tych urządzeń. Ale nie wykluczam, że przy wzroście funkcji i możliwości smartwatcha może to się zmienić.

Na koniec dodam, że według mnie smartwatche to obecnie gadżety, opcjonalnie – przedłużenie smartfona. Tylko i aż. Ich możliwości z roku na rok rosną, ale cały czas nie proponują niczego nadzwyczajnego. Sam korzystam z zegarka Galaxy Watch 2, który mam sparowany z telefonem tego samego producenta. Nie wiem niestety jak wygląda współpraca z innymi markami.

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

——————————————-

Artykuł jest częścią cyklu edukacyjnego „O wygodnym płaceniu, czyli niezbędnik nowoczesnego konsumenta”, którego partnerem merytorycznym jest organizacja płatnicza

Zdjęcie tytułowe: Pixabay.com

 

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
SlavekkGrzegorz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grzegorz
Gość
Grzegorz

No cóż, jedynie garmin oferuje coś więcej niż bycie trendy, bo jest zegarkiem sportowym z czego użytkownicy mają jakiś pożytek.

Slavekk
Gość
Slavekk

Dwie uwagi:
1. Od niedawna Revolut pozwala płacić usługą Fitbit Pay, a wcześniej uruchomił też Garmin Pay.
To powoduje, że nie jesteśmy skazani na to co udostępnią polskie banki, ale poprzez Revoluta możemy płacić zegarkiem używając środków… dowolnego polskiego banku.
2. To nieprawda, że trzeba mieć „gadżet” za ponad tysiąc złotych. Można mieć:
a) taniego „nonejma” z usługą Google Pay
b) najtańsze smartwatche Garmin i Fitbit są już poniżej 200 euro
c) smartband Fitbit Charge 3 Special Edition też pozwala na Fitbit Pay, a kosztuje w oficjalnym sklepie 660 złotych

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss