20 września 2020

Czy pieniądze faktycznie leżą na ulicy? Zaglądamy do portfela ulicznego artysty. Ile wynosi jego miesięczna „pensja”? I czy to się opłaca?

Czy pieniądze faktycznie leżą na ulicy? Zaglądamy do portfela ulicznego artysty. Ile wynosi jego miesięczna „pensja”? I czy to się opłaca?
Współautor: Marcin Jurka
5

Czy pieniądze leżą na ulicy? Jeśli podczas wakacyjnych wojaży spotkaliście na ulicy iluzjonistę, mima, śpiewaka lub „grajka” i rzuciliście mu parę groszy do przysłowiowego kapelusza, to zasililiście całkiem prężną, choć w Polsce niestety sezonową, branżę ulicznych artystów. Ile zarabiają i czy kończący się sezon był dla nich udany?

Gdy widzimy na ulicach miast barwne postaci prezentujące nam swoje umiejętności, to zakładamy, że jest to dla nich zajęcie dodatkowe, hobby. Ale dla większości z tych ludzi to nie zabawa, tylko pełnoprawne zajęcie, rodzaj „kariery zawodowej”.

Zobacz również:

Specjalności? Najróżniejsze. Mamy do czynienia z ulicznymi muzykami, iluzjonistami, klaunami, mimami, malarzami, rzeźbiarzami a czasem nawet ludźmi przebranymi za żywe pomniki. Ta barwna społeczność ma nawet swoje fora, na których wymienia opinie i porady dotyczące tego, gdzie i jak występować. Ma też swoje festiwale (np. BuskerBus we Wrocławiu).

Potocznie nazywa się ich właśnie buskersami. W Wielkiej Brytanii to określenie funkcjonuje już od 1860 r. We Francji mieliśmy w przeszłości minstreli (śpiewaków i recytatorów poezji) z XIV w. W Polsce w tamtych czasach mieliśmy rybałtów, a np. w Niemczech minnesingerów.

Dusza artystyczna w zetknięciu z realiami współczesnych miast

W niektórych miastach, aby móc legalnie prezentować się publicznie, trzeba przejść egzamin na artystę ulicznego. Przeprowadza go specjalna komisja administracyjna, która składa się ze specjalistów w różnych branżach m.in. z plastyka miasta i inżyniera ruchu, który opiniuje czy występy np. akrobatów nie utrudnią ruchu mieszkańcom i turystom.

W zasadzie każde miasto w Polsce i na świecie ma w tym zakresie oddzielne regulacje i nie ma tu jednego podejścia. Niektóre miasta pobierają za taką działalność opłaty, inne wskazują strefy w których można się prezentować nieodpłatnie.

Np. w Gdańsku możliwość zaprezentowania swoich umiejętności kosztuje 5 zł za metr kwadratowy zajęcia pasa drogowego dziennie. Brak zezwolenia skutkuje mandatem w wysokości dziesięciokrotność powyższej kwoty.

Za granicą nie jest łatwiej np. w Belgradzie obowiązują przepisy wymuszające na artystach poddanie się weryfikacji. W niektórych niemieckim miastach panuje zasada, że w jednym miejscu artysta może występować nie dłużej niż 30 minut. W przeciwnym wypadku otrzyma mandat.

A więc nie ma tu miejsca na spontan i jazdę po bandzie. Chcesz zarabiać na ulicy, to musisz poddać się regulacjom.

Czytaj też: Czy muzyka z platform streamingowych rozjedzie płyty CD i winyle?

Ile można na tym zarobić, czyli moneta na bruku tłoczona.

Nikt z imienia i nazwiska nie chce udostępnić danych o tym, ile można zarobić na prezentowaniu swoich umiejętności na ulicy, licząc na „co łaska” od oglądających. Dysponujemy jedynie szacunkami, które jednak pozwalają na stworzenie obrazu dochodów ludzi zajmujących się tą profesją.

Powód jest banalnie prosty – zawód ten, jak każdy inny, podlega opodatkowaniu. Jeśli dochód ma mieć charakter stały, to artysta powinien założyć działalność gospodarczą. Jeśli dochód jest okazjonalny będzie podlegać kryterium działalności wykonywanej osobiście. Należałoby więc do 20-go dnia każdego miesiąca obliczyć dochód (uwzględniając 20% kosztów uzyskania przychodów) oraz odprowadzić zaliczkę na podatek dochodowy w wysokości 18%.

Życie artysty ulicznego pisze jednak różne scenariusze. Jak w każdym zawodzie nasze zarobki są pochodną dwóch czynników: naszych umiejętności i czasu, jaki na to poświęcamy. Wiele zależy od szczodrości i zamożności publiki, a więc i od lokalizacji, w jakiej się występuje. A jej pochodną jest konkurencja.

Na ogół ludzie wrzucają monety, czasem tylko banknoty. Biorąc ten fakt pod uwagę niektórzy artyści wyjeżdżają za granicę, bo tam występy nagradzane są w monetach np. euro i bywają co najmniej trzy- lub czterokrotnie bardziej opłacalne. Tak do końca nie jest, ponieważ trzeba wziąć pod uwagę dodatkowy koszt noclegu i wyżywienia za granicą.

Podobno najlepiej zarabiają iluzjoniści, którzy odbywają od trzech do sześciu występów dziennie. Za każdy z występów zgarniają od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Przyzwoite dochody osiągają też uliczni muzycy. Ich zarobki uzależnione są od czasu pracy. Na ogół jeden występ trwa 90-120 minut, można go jednak po krótkiej przerwie powtórzyć. Zakładając że gra się przez cztery godziny dziennie, można zarobić 120-150 zł.

Dość popularną profesją uliczno-artystyczną są mimowie, którzy udają różne postaci historyczne. To ciężka praca, całodzienna i wymagająca ogromnego skupienia przez cały czas, ale dobry mim, który jest w stanie gromadzić przez cały czas kilkunasto-, kilkudziesięcioosobową publikę, jest w stanie dziennie zarobić ok. 200 zł.

Portal Europa.eu jakiś czas temu opisywał artystkę grającą na ukulele, która podróżowała po Europie autostopem. Podczas podróży najwięcej udało się zarobić w Słowenii, a konkretnie w Ljubljanie. Było to 100 euro za 4,5 godziny gry. Całkiem dobrze poszło też w Pradze, gdzie zarobiła 50–60 euro. W Berlinie, a konkretnie na Alexander Platz, wpadło 40 euro za dwie godziny grania.

Najsłabiej w tym towarzystwie wypada nasza rodzima Warszawa, gdzie udało się zebrać w przeliczeniu 27 euro, czyli około 120 zł za dwie godziny występu. Jest to zbieżne z wcześniej przytaczanymi przykładowymi dochodami naszych krajowych artystów.

Zakładając te 150-200 zł dziennie – i przyjmując, że nie da się grać każdego dnia, bo czasem przeszkadza pogoda – wygląda na to, że dochód znacznie przekraczający pensję minimalną da się wycisnąć, oczywiście o ile jesteśmy artystą z wyższej półki i robimy to naprawdę dobrze. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w takim klimacie, jak polski, sezon trwa najwyżej pół roku. Później uliczni artyści migrują do „ciepłych krajów”, albo próbują zarobić na występach pod dachem.

Czytaj też: Ktoś wydał 200.000 zł na wędki w grze na smartfona. Czy to już szaleństwo? Leczyć to, czy szanować?

Czytaj też: Dobrze radzić sobie za życia to tylko połowa sukcesu. Ile zarabiają artyści… po śmierci?

Ile wynosi „pensja” ulicznego artysty? Czy pieniądze naprawdę leżą na ulicy?

Konfucjusz powiedział: „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w swoim życiu”. Tak jest właśnie z artystami. Nie rozpatrują oni tego zajęcia tylko w kategorii zarobku. Dla nich pieniądze leżą na ulicy tylko o tyle, o ile pozwalają się utrzymać.

Gdyby podejść do tego merytorycznie i założyć, że pracuje się jak w biurze – 8 godzin dziennie, 40 godzin w tygodniu i 160 godzin w miesiącu – to przy średniej stawce 30 zł za godzinę (przyjmując wspomniane 120 zł za cztery godziny występu) otrzymalibyśmy miesięcznie 4.800 zł.

Tyle, że sztuka to nie fabryka, a fortuna kołem się toczy i nie codziennie zdarzają się regularne zarobki w tej samej wysokości. Niemniej jednak, jeśli by do tematu zabrać się metodycznie, to widać wyraźnie, że jest to zajęcie, z którego można się utrzymać. Przy okazji zwiedza się ciekawe miejsca i poznaje się różnych ludzi.

Z całą pewnością nie jest to zajęcie dla każdego i nie sprzyja stabilizacji życiowej. Jednak na szczęście nie wszyscy muszą być ulepieni pod korporacyjny szablon. Artyści upiększają szary beton miejski. My zawsze sięgamy do portfela, widząc utalentowanego artystę, bo wiemy, że prawdopodobnie nie jest to wyłącznie jego hobby, ale być może podstawowe źródło utrzymania. I jeśli nie dostanie pieniędzy z tego źródła, to będzie musiał pójść do pracy w korporacji.

_________________

POSŁUCHAJ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”

W najnowszym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” rozmawiamy o omyłkowych przelewach obłożonych wysokimi prowizjami, których mogłoby nie być, gdyby bankowcy chcieli ruszyć palcem w bucie, o wysypie reklam inwestycji w nieruchomości z „gwarantowanym zyskiem” i o tym co w nich jest „gwarantowane”, o tym dlaczego fintechy nawet nie spróbowały zniszczyć banków, chociaż dostały do ręki młotek oraz o tym jak nasi południowi sąsiedzi radzą sobie z pandemią. Zapraszamy do odsłuchania!

Rozpiska odcinka:

00:57 – Dlaczego banki nie chronią klientów przed pomyłkami przy zlecaniu przelewów?
12:08 – Inwestycje w nieruchomości z gwarantowanym zyskiem. Dlaczego trzeba na nie uważać?
23:10 – Bilet komunikacji miejskiej zaszyty w karcie płatniczej. Super sprawa, tylko dlaczego system nie działa?
31:02 – Z otwartą bankowością żyjemy już rok. Kto wykorzystał tę szansę, a kto ją przespał?
42:10 – Wyznania podróżnika, czyli jak Czesi radzą sobie z pandemią, czy mają lepszą niż my infrastrukturę drogową i płatniczą?

Aby odsłuchać podcast kliknij tutaj lub w poniższy baner:

_________________

SKORZYSTAJ Z NAJLEPSZYCH BANKOWYCH OKAZJI:

Obawiasz się inflacji? Sprawdź też „Okazjomat Samcikowy” – aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać:

>>> Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

_________________

PRZYGOTUJ SWOJE OSZCZĘDNOŚCI NA INFLACJĘ:

>>> Tutaj dwa słowa o antyinflacyjnych obligacjach skarbowych i o tym, które teraz najlepiej wybrać. A do wzięcia jest nawet 4-5% rocznie na długoterminowych obligacjach i 1% na tych względnie krótkoterminowych

>>> Warto też wiedzieć, że w niektórych bankach pozwalają kupować covidowe obligacje BGK z poziomu zwykłego konta osobistego. Potencjalny dochód może sięgnąć 1,7-1,8% w skali roku

>>> A tutaj trzy w miarę bezpieczne sposoby lokowania oszczędności nie będące depozytami, pozwalające chronić pieniądze przed inflacją

>>> Tutaj macie trzy przykładowe strategie lokowania oszczędności na dłużej, oparte na funduszach inwestycyjnych

>>> Tutaj dwa słowa o możliwościach lokowania oszczędności w największe firmy na świecie za pośrednictwem „automatycznych funduszy”, czyli ETF-ów, żeby uniezależnić się od szaleństwa polskich polityków

I jeszcze dwie zniżki przygotowane specjalnie dla czytelników „Subiektywnie o finansach”:

>>> W ramach mojej współpracy z AXA TFI możesz dostać dwa razy po 200 zł, wpłacając pieniądze na konta IKZE oraz IKE – czyli inwestując w ramach „opakowania emerytalnego” związanego z gwarantowaną przez polski rząd ulgą podatkową Szczegóły tej promocji znajdziesz pod tym linkiem. Warto wpisać przy rejestracji kod promocyjny „msamcik2020” (działa zarówno przy promocji 200 za 2000 przy wpłatach do IKE, jak i do IKZE).

>>> W ramach współpracy edukacyjnej z F-Trust mam dla Ciebie kupon umożliwiający inwestowanie pieniędzy bez opłaty manipulacyjnej na internetowej platformie, na której znajdziesz setki funduszy inwestycyjnych. Należy kliknąć ten link, a potem wpisać kod promocyjny ULTSMA. Zapłacisz tylko wliczaną w wartość jednostek uczestnictwa opłatę za zarządzanie wybranym funduszem lub funduszami (jej ominąć się, niestety, nie da). Ale żadnych innych opłat nie będzie.

_________________

SUBSKRYBUJ KANAŁ WIDEO „SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” I ZOBACZ NAJNOWSZE SZKOLENIA:

Na kanale YouTube „Subiektywnie o finansach” znajdziesz mnóstwo wideoporadników dotyczących lokowania oszczędności, inwestowania, rozsądnego zarządzania domowym budżetem, nowoczesnych form płatności oraz innych ważnych rzeczy dla Twojego portfela. Subskrybuj i oglądaj.

zdjęcie tytułowe: Pexels

Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
lwqkrewrkjwh
1 miesiąc temu

20% kosztów? To jest przedmiot prawa autorskiego, nie powinno być 50%? Możecie to sprawdzić?

fajny
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Prawa autorskie dotyczą tworzenia utworów, a nie ich wykonywania. Jeżeli ktoś śpiewa piosenki, a nie je pisze, to jest objęty prawami pokrewnymi.

Don Q.
1 miesiąc temu
Reply to  lwqkrewrkjwh

@lwqkrewrkjwh, a czy nie jest tak, że 50-procentowy koszt uzyskania przychodu można zastosować tylko przy przeniesieniu (w uproszczeniu) praw autorskich? Czyli nawet, gdy grajek lub mim prezentuje autorski program, to on dalej jest jego (a nie widzów czy słuchaczy), więc zasady mogą być standardowe…
A jak to jest z profesjonalnymi muzykami (np. w przypadku recitalu w domu kultury na umowę o dzieło)?

Jacek
28 dni temu

Osobiście zawsze wrzucam coś do kapelusza ulicznych artystów! Trzeba doceniać wkład jaki wnoszą w upiększanie szarych miast. Pomijając brak gwarancji zarobków i sezonowość pracy, to np. dla studentów jest to całkiem dobry zarobek.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu