31 lipca 2019

Chciałbyś zacząć oszczędzać i inwestować, ale nie wiesz jak się za to zabrać? Oto plan gry. I to koniec wymówek

Gromadzenie oszczędności nie jest szczególnie spektakularnym działaniem, ale mimo wszystko warto to robić. Najtrudniej wykonać pierwszy krok, zwłaszcza jeśli oznacza on przeskok między oszczędzaniem, a inwestowaniem pieniędzy, gdy pojawia się już możliwość straty. Jak zacząć oszczędzać i inwestować, żeby nie bolało?

Dlaczego właściwie trzeba mieć oszczędności? Bo oszczędności to niezależność. Im więcej mam pieniędzy, tym więcej wolności podejmowania decyzji. Brak pieniędzy krępuje ruchy, ogranicza możliwości, zmniejsza jakość życia. Ile razy w życiu zadajecie sobie pytanie: „czy naprawdę muszę to robić?”. Posiadanie oszczędności pozwala – przynajmniej czasami – odpowiedzieć „nie”.

Jak skutecznie gromadzić oszczędności?

Gromadzenie oszczędności nie jest spektakularną czynnością. Nie wymaga ani wiedzy, ani skupienia – po prostu trzeba co miesiąc „schować przed sobą” część wynagrodzenia i gdzieś ulokować, żeby procentowało. Ot, cała tajemnica. Zdefiniować stały przelew na konto oszczędnościowe w dniu wypłaty i gotowe.

Mam też inne patenty na gromadzenie zaskórniaków. W niektórych bankach są programy oszczędzania na końcówkach transakcji kartowych. Od każdej transakcji określona kwota (lub procent) jest automatycznie przekazywana na konto oszczędnościowe. A gdy dostaję dodatkowe pieniądze, to – jak dobry menedżer – wypłacam sobie 25% „prowizji” na konto oszczędnościowe.

No dobra, ale czy wtedy – gdy już te „automaty” będą włączone – wystarczy pieniędzy na życie? Jeśli nie wystarcza, to trzeba zrobić przegląd wydatków. Przeciętnie 5-10% pieniędzy w domowym budżecie idzie na zbędne rachunki, marnowanie jedzenia, kupowanie rzeczy niepotrzebnych. Wystarczy trochę uważniej monitorować wydatki.

Pytacie mnie czasem: jak mam oszczędzać, skoro mało zarabiam i ledwo starcza mi na życie? Oczywiście: jest pewien poziom dochodów, który ogranicza możliwość gromadzenia oszczędności. Ale tu chodzi głównie o zasadę. Nawet jeśli dziś zaoszczędzisz miesięcznie tylko 5 zł, to kiedyś twoje dochody wzrosną. Chodzi o to, żeby ten mechanizm już wtedy działał.

Czytaj: Planujemy fundusz spełniania marzeń. Ile musisz odkładać, żeby później już nic nie musieć?

Najpierw oszczędzanie, a później inwestowanie

Oszczędzanie to tylko pierwszy krok w gromadzeniu oszczędności. Oszczędzanie nie wiąże się z ryzykiem, bo ma na celu wyłącznie utrzymanie realnej wartości zgromadzonych pieniędzy. One nie mają się mnożyć jak norki – mogą być trzymane na depozytach bankowych, kontach oszczędnościowych, w obligacjach rządowych, najbezpieczniejszych odmianach funduszy inwestycyjnych (tzw. funduszach pieniężnych). Tam, gdzie ryzyko straty nie występuje bądź jest minimalne.

Efektem oszczędzania ma być zgromadzenie wystarczająco grubej „poduszki finansowej”, by w razie potknięcia życiowego upaść na miękkie. Niektórzy uważają, że tych, bezpiecznie przechowywanych pieniędzy powinno być tyle, ile przez rok zarabiamy. Inni mówią, że wystarczy równowartość półrocznych dochodów. Nieważne. Jeśli już przejdziemy przez ten pierwszy check-point, to i do drugiego, prędzej czy później, dojdziemy.

Mając już poduszkę finansową z oszczędności (albo znaczącą jej część) możemy wykonać krok właściwy, czyli zacząć inwestowanie.

Inwestowanie ma na celu spowodowanie, żeby już zgromadzone pieniądze się rozmnożyły. Jeśli „tylko” oszczędzam, to jestem zadowolony jeśli z moich 10.000 zł za dziesięć lat zrobi się np. 12.000 zł. Tyle można uciułać z bankowych odsetek bez ryzyka. A ponieważ mamy inflację, to te 12.000 zł będzie za dziesięć lat warte mniej więcej tyle, ile dziś 10.000 zł.

Jeśli jednak inwestuję, moim celem powinno być pokonanie inflacji, czyli np. spowodowanie, żeby z tych 10.000 zł po dekadzie zrobiło się np. 20.000 zł (to możliwe jeśli rocznie będą rosły o 7%).

„Dopalaczem” jest tu procent składany, czyli odsetki od odsetek. Ten efekt kuli śniegowej sprawia, że bogaci stają się coraz bogatsi. Jeśli np. przez 30 lat będę inwestował po 200 zł z zyskiem 1% rocznie – na koniec dostanę 84.000 zł. A jeśli te same 200 zł zainwestuję z zyskiem 7% rocznie – będę miał 245.000 zł. Ten sam pieniądz i trzy razy większy kapitał na koniec.

Czytaj też: A jak będą działały fundusze tworzone w ramach programu PPK? Ile pieniędzy zarobią?

Czym – tak naprawdę – różni się inwestowanie od oszczędzania?

Z inwestowaniem jest tak, że – w odróżnieniu od oszczędzania – nie ma gwarancji, że się nie straci. Oczywiście: w większości przypadków się zarabia – ja inwestuję swoje prywatne oszczędności od ponad 20 lat i jakoś do tej pory nie zbankrutowałem – ale trzeba brać pod uwagę ryzyko, że coś pójdzie nie tak.

Dlaczego oszczędzanie nie wiąże się z ryzykiem, a inwestowanie już tak? Jeśli wkładam pieniądze do banku, to on płaci mi 1-2% gwarantowanych odsetek i sam zajmuje się ich inwestowaniem. Zarabia na udzielaniu kredytów, finansowaniu firm, najczęściej ma z tego kilkanaście procent w skali roku. Bierze na siebie całe ryzyko z tego tytułu i inkasuje większość zysków. Klientom wypłaca tylko gwarantowany „ochłap”.

Czytaj więcej: Dlaczego nie warto trzymać pieniędzy tylko w  banku? Jeden, ale za to miażdżący argument

Jeśli inwestuję pieniądze, to ja ponoszę ryzyko, że coś pójdzie nie tak, ale i do mnie płyną zyski. Kupuję obligacje najlepszych firm wierząc, że oddadzą pieniądze z odsetkami. Albo lokuję (samodzielnie lub poprzez fundusze inwestycyjne) w największe korporacje licząc na wzrost ich zysków, wartości rynkowej oraz na to, że wypłacą mi część swoich zysków w formie dywidendy.

W ciągu ostatnich 200 lat średni dochód z inwestowania pieniędzy wynosił 6-7% w skali roku. Oczywiście: po drodze zdarzały się okresy złej sytuacji w gospodarce, gdy zyski firm spadają, spada ich wartość i dochody udziałowców z dywidendy. Wtedy na inwestowaniu można nawet stracić. W najgorszym roku mojego inwestowania straciłem 25% zainwestowanych pieniędzy. Ale za to w najlepszym inwestycje przyrosły o 30%.

Tutaj: Sporo ciekawych danych o tym dlaczego inwestowanie w długim terminie się opłaca

Nie kieruję na inwestowanie wszystkich pieniędzy, część mam w bezpiecznych oszczędnościach. W poprzednim artykule pokazywałem dane, z których wynika, że im dłużej się inwestuje, tym mniejsze jest ryzyko straty. Ono zawsze jest, ale zmierza w kierunku zera.

Jak zacząć inwestowanie? Mój prosty sposób

Stosuję od lat zasadę, że inwestuję tylko te pieniądze, których brak nie spowoduje zagrożenia dla mojego budżetu i długoterminowej przyszłości. A więc jeśli mam już kilkadziesiąt tysięcy złotych ulokowanych bezpiecznie, to kolejne kilka tysięcy złotych kieruję na inwestowanie. Nawet gdyby z tych pieniędzy zostało okrągłe zero (co się raczej nie stanie, ale zawsze warto brać pod uwagę najgorszy scenariusz), to los mój i mojej rodziny nie będzie zagrożony.

Jak zacząć inwestowanie? Ja zacząłem od sytematycznego kupowania – co kwartał za 1000 zł – udziałów w dwóch funduszach inwestycyjnych. Jeden skupiał się na lokowaniu pieniędzy w akcje największych polskich koncernów, a drugi – inwestował globalnie w akcje na całym świecie).

Dzięki systematycznemu nabywaniu jednostek uczestnictwa uśredniałem cenę i zmniejszałem ryzyko wejścia na rynek w złym momencie. Potem zacząłem kupować także fundusze lokujące w obligacje firm, a także w te, które inwestują pieniądze w Azji i na innych rynkach wschodzących.

Dziś mam udziały w ponad 20 funduszach inwestycyjnych oraz ETF-ach (czyli „funduszach” indeksowych) – polskich i zagranicznych. Polecam samcikową zasadę czterech ćwiartek, o której więcej pisałem w tym artykule.

Gdy zaczynałem, nie było jeszcze programu PPK (najtańszego sposobu inwestowania, jaki występuje nad Wisłą), ani kont IKZE (które daje możliwości oszczędzania na podatkach). Dziś możliwości są większe i inwestowanie może przynieść lepsze wyniki. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tych „wynalazkach” – zajrzyj na stronę akcji „Wyciskanie emerytury”.

Cztery strachy początkującego inwestora

A na koniec dwa słowa o czterech myślach, które tłoczą się w głowie każdego początkującego inwestora. Tak naprawdę tych myśli tłoczy się znacznie więcej, ale cztery są kluczowe. Po kolei się z nimi zderzmy:

  1. Boję się, że stracę wszystko

Każdy z nas ma w rodzinie lub wśród przyjaciół ludzi, którzy uwierzyli różnej maści naganiaczom. Wierzyli, że inwestują w maszynkę do zarabiania pieniędzy, a okazało się, że ponieśli bolesne straty. Miał byś zysk bez ryzyka, kolorowy świat wielkich pieniędzy, a jest dupa zbita. Spotkałem na swojej drodze dziennikarza i blogera finansowego więcej takich ludzi, niż ktokolwiek. Każdemu mówiłem to samo: to nie inwestowanie jest złe, tylko sposób na to, który ci, nieszczęśniku, zarekomendowano.

Można włożyć wszystkie pieniądze w Amber Gold, albo w fundusz inwestycyjny, który straci 99% pieniędzy. To żadna sztuka. Na rynku jest wiele takich możliwości. Ale jeśli inwestuje się rozsądnie, stopniowo, rozpraszając ryzyko, to nawet ewentualna pomyłka nie jest nieszczęściem. Rozwadnia się w serii dobrych decyzji.

To tak, jak z jeżdżeniem samochodem. Można jeździć bezpiecznie albo rozbić się na pierwszym słupie. Mam na koncie inwestycję, w której straciłem połowę pieniędzy, ale mam też takie, w których pomnożyłem pieniądze wielokrotnie. Inwestowanie można połączyć ze spokojnym snem jeśli nie jedzie się na jednym koniu i nie inwestuje się pieniędzy, od których zależy los rodziny. I jeśli nie myśli się o tym, żeby zarobić jak najwięcej za wszelką cenę.

  1. Boję się, że nie umiem, zjedzą mnie

To nie jest rocket science. W USA robi to większość obywateli, a – umówmy się – nie jest to naród składający się z samych geniuszy. Są w inwestowaniu rzeczy bardziej i mniej skomplikowane. Można rzucić się na te najtrudniejsze albo zacząć od łatwych.

Ja używam głównie prostych instrumentów i mechanizmów. Nie dlatego, że nie znam się na tych skomplikowanych. Owszem, inwestuję lub inwestowałem w produkty struktuyzowane, opcje na wieprzowinę, na foreksie. Czasem nieźle mi to wychodziło, czasem gorzej. Teraz po prostu mam za mało czasu, żeby samodzielnie podejmować decyzje inwestycyjne. Zlecam to ludziom, którzy się tym zajmują zawodowo.

  1. Boję się, że mam za mało pieniędzy

Inwestowanie można zacząć już od 100 zł. Albo od 1000 zł. Wiadomo, że pieniądz ładniej rośnie jeśli zainwestuje się 100.000 zł, ale tu nie chodzi o zyski, tylko o nawyk. Większość z Was kiedyś będzie bardzo dobrze zarabiała, osiągnie sukces finansowy. Dla jednego to będzie pensja rzędu trzech średnich krajowych, a dla innego posada prezesa banku. Chodzi o to, żeby w tym momencie życia mieć wbudowane w mózgu mechanizmy oszczędzania i inwestowania, które pozwolą uczynić z tych pieniędzy dobry użytek.

Wiecie, że są na warszawskiej giełdzie spółki, w które można było 20 lat temu włożyć 10.000 zł i dziś ma się ponad milion? Nigdy nie wiesz ile w długim terminie przyniesie twoja inwestycja. Ale jeśli nie masz tych inwestycji kilku, kilkunastu, to na pewno nigdy się tego nie dowiesz.

  1. Boję się, że nie starczy mi cierpliwości, nie umiem oszczędzać

Większość z nas nie lubi oszczędzać. Ja też uwielbiam wydawanie pieniędzy (choć miałem też czas, w którym musiałem żyć z partnerką za 12 zł dziennie i też potrafiłem trzymać się tych limitów z żelazną konsekwencją). To naturalne, że wolimy wydawać niż oszczędzać. Ale istnieją mechanizmy, które powodują, że oszczędzanie jest bezbolesne. Że go w ogóle nie widzisz i że w ogóle nie boli.

Warto czytać teksty ukazujące się w ramach cyklu „Wyciskanie emerytury”. W USA za wiedzę w nich zawartą musielibyście zapłacić setki albo tysiące dolarów. Tutaj – m.in. dzięki wsparciu partnera akcji – macie to gratis.

———————————————

ZAPROSZENIE: Jedną z kilku polskich firm finansowych, które oferują system do wygodnego gromadzenia oszczędności jest AXA. Polecam fundusze inwestycyjne tej firmy, bo mają niezwykle niskie – jak na polskie warunki – opłaty i przez lata pokazały dobrą jakość zarządzania pieniędzmi. Trzymam w nich część moich oszczędności.

Klikając ten link założysz – nie ruszając się z fotela – konto IKZE i wpłacisz na nie pierwsze pieniądze (wpłatę możesz odliczyć od podatku PIT za 2019 r., czyli nagroda nadejdzie wiosną 2020 r.).

Klikając ten link  założysz – równie wygodnie – konto IKE, na którym możesz gromadzić pieniądze na emeryturę z gwarancją, że przy wypłacie nie zapłacisz żadnego podatku (ani dochodowego, ani od zysków kapitałowych).

Pamiętaj, by wpisać kod promocyjny „msamcik2019”, dzięki temu zasłużysz na sowitą nagrodę. Wpłacając na IKZE co najmniej 2000 zł dostaniesz w dwóch ratach 200 zł. Wpłacając na IKE co najmniej 2000 zł – również zasłużysz na 200 zł w dwóch ratach. Nagrody zostaną wypłacone w jednostkach uczestnictwa funduszy inwestycyjnych.

Tutaj regulaminy: Promocja IKE Subiektywnie (kliknij ten LINK) oraz Promocja IKZE Subiektywnie (kliknij ten LINK)

——————————————————–

Partnerem cyklu „Wyciskanie emerytury” są fundusze inwestycyjne AXA.

źródło zdjęcia tytułowego: Olichel/Pixabay

 

Advertisement

29
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
18 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
AdrianGrzegorzfloridianRomanjan Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adam
Gość
Adam

Z tego co mi wiadomo to koncepcja procentu składanego ma się nijak do inwestycji na giełdach. Jest to tylko pewien chwyt marketingowy polegający na policzeniu stopy zwrotu za długi okres np. kilkudziesięciu lat i potem bez większych ku temu podstaw oblicza się średnioroczną stopę zwrotu której prawie nigdy w praktyce nie było.
W internecie jest masa artykułów próbujących w przystępny sposób obalić mit giełdowego procentu składanego np. tutaj
https://realinvestmentadvice.com/everything-you-are-being-told-about-saving-investing-is-wrong-part-2/

floridian
Gość
floridian

Może tak jest, ale my inwestujemy od 30 lat i tego raczej tego nie doświadczyłem. Przy systematycznym oszczędzaniu w dobry fundusz (indeks rynkowy S&P 500 bije 80% funduszy akcyjnych) średnią zwrotu można pobić. Inwestując stałą sumę pieniędzy każdego miesiąca kupujemy więcej akcji kiedy rynek jest w dole i mniej kiedy jest w górze. My staramy się dokładać wiecej kiedy jest w dole trzymając 10% rezerwy gotówkowej ulokowanej w funduszach pieniężnych (2-3% oprocentowania). Kiedy indeks zarobi rocznie 9% nasz zwrot może być wtedy 11-12%. Natomiast w sytuacji kiedy kupisz akcje po kursie maksymalnym w danym roku i potem nic nie dołożysz… Czytaj więcej »

Joanna
Gość
Joanna

Jesli chodzi o Axa to ja przez 11 lat „oszczedzania” w funduszach stracilam 25% wplaconych srodkow. Przez te 11 lat nie bylo wlasciwie momentu, kiedy mialam jakas „gorke”. Jednoczesnie co miesiac z konta schodzilo mi ok 40-50 zl na oplaty, w tym za ryzyko, ktore w przypadku Axa bylo zerowe. Po 11 latach zrezygnowalam z uslug tej firmy i trudno by mi bylo ja komukolwiek polecic.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Mam to samo co Pani. Dwa lata temu zainwestowalem w fundusz Ipopema. Nie liczac pierwszych trzech miesiecy caly czas na minusie. Obecnie prawie trzy tysiace. To jeden wielki przekret.
Pozdrawiam

erdwa
Gość
erdwa

Jakoś nie przemawia do mnie idea uśredniania cen w funduszach inwestycyjnych. No może teraz, gdy wszystko stanęło na głowie i indeksy odklejone sa od twardych danych to juz lepiej nie patrzeć na dane makro tylo uśredniać, ale w klasycznym cyklu koniunkturalnym to raczej nietrudno przechodzić od obligacji do akcji i tak dalej. CHyba to jest skuteczniejszy model inwestowania. Uśrednianie to bardzo dobra strategia inwestycyjna. Dla właścicieli TFI którzy nie musza martwić się o przychody. Co do funduszy to skoro pisał pan ze zaczynał od funduszu dużych spółek i zagrancznego to podejrzewam że ten zagraniczny to był ING Spółek Dywidendowych a… Czytaj więcej »

Adam
Gość
Adam

„Sam bym z chęcią kupił jakiś dobry fundusz polsko-dywidendowy ale po prostu nie widzę.”

tutaj jest więcej na ten temat http://stockbroker.pl/fundusze-dywidendowe-kamil-cisowski-di-xelion/

ciekawy wywiad, dobrze podsumowuje go cytat
„Jak wspominałem, uważam, że na polskim rynku trudno mówić w ogóle o inwestowaniu w spółki dywidendowe jako o strategii, którą warto przyjąć i kurczowo się jej trzymać. W obecnym stanie GPW zwyczajnie na to nie pozwala.”

Don Q.
Gość
Don Q.

„ Polskie akcje to jedyny walor wartu jeszcze kupna”
— z ciekawości — jakie akcje masz na myśli?
Duże spółki z dużym udziałem skarbu państwa? Inne duże spółki? A może małe i średnie przedsiębiorstwa?

erdwa
Gość
erdwa

Myślą przewodnią inwestorów w dzisiejszych czasach jest ‚kupuj to co przynosi jeszcze jakąkolwiek rentowność’. Innymi słowy kupuj to co tanie i daje choć cień złudzeń co do przyszłych zysków i tych firm i twoich. Obligacje sa na kosmicznych rentownościach i dalej spadają co pokazała dzisiejsza aukcja bundów. oczywiście w ślad za tym lecą rentownosci polskiego długu – kraju w przededniu spowolnienia które w Niemczech już jest, które ma słabą walutę i przestarzałą gospodarkę. Czytałem ostatnio że zarządzajacy z zachodnich funduszy zamierzają wywalać eurowe obligacje z portfeli krajów Europy Środkowej gdyż ujemne rentownosci tych obligacji stoją w sprzecznosci ze zdrowym rozumem.… Czytaj więcej »

erdwa
Gość
erdwa

post scriptum.
Po wczorajszym posiedzeniu FED wszystko już stanęło na głowie. Wyranie jawi się scenariusz w którym FED nie poluzuje zanim nie będzie przekonany że idziemy ku recesji. I tak mamy przewartosciowane obligacje, przewartosciowane akcje , drogiego (w PLN) dolara i nieciekawe perspektywy dla GPW. Perfect combo for global disaster.
Prawdopodobnie należałoby kupić teraz dolara na jakiś czas po prostu, ale jest już i tak drogi.

Wiesław
Gość
Wiesław

„Większość z Was kiedyś będzie bardzo dobrze zarabiała, osiągnie sukces finansowy. Dla jednego to będzie pensja rzędu trzech średnich krajowych, a dla innego posada prezesa banku”

W Polsce jest nas 38,41 mln. „Większość z nas” oznacza liczbę przewyższającą 19,2 mln. Z tego wynika, że mamy w kraju około 20 milionów przeszych, obecnych i przyszłych prezesów banków? 😀

Don Q.
Gość
Don Q.

1. Może Pan Redaktor uważa,że my, jego czytelnicy, osiągniemy ponadprzeciętny sukces finansowy? ☺

2. Zacytowane zdanie wyraźnie mówi, że nie każdy z tej większości będzie prezesem banku…

Piotrek
Gość
Piotrek

Redaktorowi zdaje się chodziło o czytelników bloga, a nie o ogół populacji.

gege
Gość
gege

Fajnie napisane.
A dla wszystkich „płaczących” , że w bankach marne odsetki – polecam starą rzymską maksymę – „kto ma ryzyko ten ma zysk”

PiotrS
Gość
PiotrS

Zgadzam się z Szanownym Autorem – oszczędzanie – jak najbardziej TAK! Poduszka jest ważna na tzw. czarną godzinę – jakieś kilka / kilkanaście tysięcy do wybrania „od ręki” w razie potrzeby. ALE!!! Trzeba też pamiętać o kredytach, które mamy. Mając kredyt gotówkowy oprocentowany na np. 10%, hipoteczny na 4% nie zastanawiałbym się czy inwestować na 1,2 czy nawet 7% rocznie, tylko KAŻDĄ nadwyżkę finansową przekazał na spłatę w pierwszej kolejności najdroższego kredytu, w następnej kolejności tańszego i dopiero jak spłacę wszystkie kredyty – myśleć o inwestowaniu!! Z inwestycji na 7% część zje nam inflacja, podatek od zysków kapitałowych, opłata za… Czytaj więcej »

Paradoks
Gość
Paradoks

Może nie absolutnie każdą nadwyżkę, bo część tych nadwyżek ma służyć jako zabezpieczenie płynności na nieprzewidziane życiowe sytuacje i w jakiejś formie taką poduszkę warto mieć, ale co do zasady to bardzo dobra rada – pozbycie się kredytu na 10% zmiennej stopy to bardzo dobra inwestycja jest. 🙂

floridian
Gość
floridian

Alternatywną metodą pozbycia się długów jest tzw kula śniegowa proponowana przez Dave Ramsey’a. Robimy ich zestawienie od najmniejszego do największego (z pominięciem hipoteki) i spłacamy ten najmniejszy który jest najłatwiejszy do spłacenia. Wygospodarowane w ten sposób środki przeznaczamy na zaatakowanie drugiego z rzędu, potem następnego, aż spłacimy wszystkie. Gdy mamy do czynienia z długami o podobnej wielkości spłacamy wpierw ten wyżej oprocentowany. Jest to podejście nieszablonowe i na pierwszy rzut oka sprzeciwiające się zdrowemu rozsądkowi, ale obliczone na osiągnięcie jak najszybszych rezultatów poprzez nabieranie rozpędu (zanim zaczniemy biec musimy wpierw zrobić pierwszy krok). Ja osobiście nie jestem jej 100% zwolennikiem,… Czytaj więcej »

Paradoks
Gość
Paradoks

„Oszczędzanie jest wolne od ryzyka” – polemizowałbym tutaj, współczesne oszczędzanie dla większości ludzi oznacza zazwyczaj odkładanie gdzieś na bok waluty fiat, która z samej swojej inflacyjnej natury do tezauryzacji się kompletnie nie nadaje. W erze ZIRP czy raczej nawet NIRP nie pozostał tutaj nawet pozór zachowania siły nabywczej w długim okresie.

Pomijamy oczywiście ryzyko ustrukturyzowanej upadłości banku, kiedy oszczędności zostaną zamienione na akcje bankruta, czy innych tego rodzaju rozrywek, bo takie rzeczy się przecież na pewno nigdy nie zdarzą… 🙂

floridian
Gość
floridian

Doskonały artykuł. Chciałbym jeszcze dodać, że proces budowania oszczędności i tym samym niezależności finansowej składa się z czterech elementów. 1. Budżet – chodzi o to żebyśmy utrzymywali stopę na jaką nas stać po to żeby w przyszłości osiągnąć stopę życiową o której marzymy. Badania gospodarstw domowych w USA wykazuje że 78% z nich żyje od wypłaty do wypłaty niezależnie od dochodu. 2/3 gospodarstw nie ma żadnych oszczędności tak, że wysupłanie 500-1000 dol na nieprzewidziane wypadki (popsuta lodówka, pralka, lub samochód) jest poważnym problemem. 2. Oszczędzanie – kiedy zrobimy nasz domowy budżet musi znaleźć miejsce na oszczędności. Możemy zacząć jak pisze… Czytaj więcej »

Adrian
Gość
Adrian

Kupiłbym tego Vanguarda, ale jak to zrobić w Polsce i nie narażać się na wysokie opłaty? Przez jakiś czas eksperymentowałem z akcjami w USD i z samymi akcjami nie mam problemu, ale zarządzanie dodatkowo ryzykiem kursowym to juz trochę za dużo zamieszania..

Don Q.
Gość
Don Q.

@Adrian, ale czy na pewno potrzebujesz zabezpieczenia walutowego? Jeśli w taki fundusz chcesz zainwestować dużą część portfela, to pewnie tak, ale np. ja w walutach obcych i bazujących na nich instrumentach (jak ETF Vanguarda, ale też polskie TFI) mam tylko kilkanaście procent i właśnie tę część („niezabezpieczoną”) traktuję jako pewnego rodzaju zabezpieczenie większej części oszczędności trzymanych w PLN… A jak chodzi o wysokie opłaty (te dystrybucyjne, a nie związane z np. opcjami), to procentowo często są znośne, większym problemem jest prowizja minimalna, np. w BOSSA (gdzie ja kupowałem ETF od Vanguard) najkorzystniej unikać transakcji na mniej, niż 13,1 kzł/3,1 k€/3,4… Czytaj więcej »

jan
Gość
jan

panie redaktorza, co uwazasz za najlepsze dla osoby okolo 30 lat co ma hipoteke na 20 lat (wlasne m ) i poduszke bezpieczenstwa:jezeli generuje nadwyzki co msc np. 500 zl: inwestowac dlugoterminowo na gieldzie (fundusze indeksowe),nadplacac kredyty hipoteczny czy brac za jakos czas kawalerke na wynajem na kredyt?celem jest jakiees zabezpieczenie finansowe za te 20-30 lat( nie wolnoac finansowa ) Kawalerka wydaje mi sie najbardziej dochodowa po 20 latach ale i najbardziej pracowita w tym wszystkoch (wiadomo trzeba na start miec tez troche pieniedzy przynajmnoej 10%wartosci nieruchomosci i remontu ewentualnego). Najlatwiejsza nadplata hipoteka. Fundusze indeksowe (pewnie inpzu na ten moment… Czytaj więcej »

floridian
Gość
floridian

Przepraszam, że wtracam swoje trzy grosze, ale jako kamienicznik mam trochę doświadczenia z lokatorami i wynajmem domów i mieszkań. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby rozpocząć inwestowanie majac tylko do spłaty kredyt hipoteczny za mieszkanie. Natomiast ładowanie się w DRUGI kredyt na kawalerkę kiedy masz niespłacony kredyt podstawowy i ograniczone możliwości finansowe może się źle skończyć (kosztowny remont, problem z wynajmem, lokator może przestać płacić i w dodatku zdemolować mieszkanie, eksmisja… itp), a poza zamrożonym kapitałem do spłaty będziesz miał dwa kredyty zamiast jednego. Pozdrawiam.

Roman
Gość
Roman

Może ciekawy byłby cykl artykułów opisujących jak się „żyje” zwykłym oszczędzającym w innych krajach. Jakie mają opcje, jak się zmieniały ich przyzwyczajenia co do oszczędzania i inwestowania wraz ze zmianami sytuacji ekonomicznej w ich krajach.

floridian
Gość
floridian

Obok miesięcznego budżetu, który powinien być podstawą budowania oszczędności warto też co jakis czas zrobić bilans naszych zasobów finansowych. Zapisujemy aktywa takie jak środki płynne (konto czekowe, oszczędnościowe, lokaty, fundusze, akcje, obligacje, itp), nieruchomości (wartość rynkowa domu, mieszkania, wynajmowanego lokalu, działki). Możemy też zapisać przybliżoną wartość innych zasobów takich jak pojazdy których jesteśmy właścicielami, meble (jeśli sa wartościowe), kolekcję broni lub znaczków pocztowych, biżuterię żony, lub wartość gotówkową polisy na życie gdyśmy chcieli ją dziś spieniężyć. Po stronie pasywów zapisujemy długi takie jak hipoteka, pożyczka na samochód, i inne długookresowe długi które spłacamy miesięcznie. Jeśli kartę kredytową płacimy w całości… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss