OKI, czyli Osobiste Konto Inwestycyjne, które umożliwi lokowanie oszczędności bez podatku Belki, wystartuje już od początku przyszłego roku (o ile ustawę, która jest na etapie poprawek w Senacie, podpisze prezydent). Gdzie przeczekać tych sześć miesięcy, żeby zarobić jak najwięcej, a nie mieć problemu z „przesiadką” do OKI? Przegląd opcji „parkingowych” na pół roku!
- Bank dopłaci do wakacji 2400 zł, a Lewandowski pomoże. Rusza nietypowa promocja: Urlopowicze będą porzucać inne banki? Analizuję! [POWERED BY BANK PEKAO]
- Trwa walka banków o portfele urlopowiczów. Czy podróżnik pokona piłkarza? 700 zł w prezencie, dobra lokata na rok, wiecznie darmowa karta bezspreadowa [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Razem czy osobno? Wspólne konto do inwestowania to w Polsce wciąż niezbyt popularne rozwiązanie. A daje poczucie bezpieczeństwa [POWERED BY SAXO BANK]
Sejm przegłosował Ustawę o osobistych kontach inwestycyjnych (tzw. OKI). Teraz ustawa trafi do senatu i na biurko prezydenta, ale – patrząc na skalę poparcia tego pomysłu w Sejmie – raczej trzeba liczyć się z tym, że ustawa – w tej czy podobnej formie – wejdzie w życie od przyszłego roku. Tutaj możecie śledzić proces legislacyjny i zapoznać się z ustawą. Część z Was już nie może się doczekać, choć inni są sceptyczni.
Ten, kto poważnie bierze pod uwagę możliwość oszczędzania w OKI – nawet większych pieniędzy, niż 25 000 zł w przypadku bezpiecznych lokat i obligacji oraz 100 000 zł w przypadku inwestycji na rynku kapitałowym – ma przed sobą spory dylemat. Gdzie przeczekać z kapitałem te pół roku, żeby wejść do OKI bezboleśnie i nie musieć w tym celu zrywać długoterminowych inwestycji, tracić odsetek i ponosić innych kosztów „przesiadkowych”. Ta analiza jest dla tych z Was, którzy już się nad tym zastanawiają.
Nowy dylemat: oszczędności a Osobiste Konto Inwestycyjne
Wyobraźmy sobie dwie osoby z oszczędnościami w wysokości 10 000 zł. Osoba A kupuje obligacje EDO z aktualnej, lipcowej oferty (5,35% w pierwszym roku, marża ponad inflację 2% w kolejnych latach). Osoba B czeka na Osobiste Konto Inwestycyjne i przechowuje te 10 000 zł na nieoprocentowanym rachunku oszczędnościowym. Później, w styczniu 2027 roku kupuje obligacje EDO, ale… już w ramach OKI (pomijam zmiany oprocentowania obligacji).
Powiedźmy, że inflacja średnio wynosi 4% w skali roku. W lipcu 2031 roku okazuje się, że pieniądze są pilnie potrzebne i trzeba je wypłacić. Obie osoby płacą opłatę za wcześniejszy wykup w wysokości 3 zł od sztuki. Jakim zyskiem mogą pochwalić się inwestorzy? Osoba A otrzyma przelew w wysokości 12 430,16 zł (po potrąceniu podatku Belki), a osoba B w wysokości 12 623,77 zł.
Jak widzicie, Osobiste Konto Inwestycyjne powinno się opłacać nawet wtedy, jeśli przez te pół roku – które prawdopodobnie pozostało do wdrożenia programu – pieniądze będą leżały bez oprocentowania. Szczególnie jeżeli inwestycja ma być długoterminowa i ograniczycie się do limitów zwolnienia z podatku od aktywów (chociaż nie tylko, co liczył Maciek Samcik tutaj). Ale oczywiście nie zawsze opłaci się trzymać pieniędzy bez oprocentowania przez pół roku, żeby doczekać z nimi do startu OKI.
Problem jest taki, że najprawdopodobniej nie będzie można przenosić żadnych inwestycji z dotychczasowych rachunków na OKI. To oznacza, że aby skorzystać z dobrodziejstw nowego konta trzeba będzie albo sprzedać posiadane aktywa i kupić je na nowo, albo wygospodarować nowe pieniądze. Jest też opcja pośrednia: można spróbować przygotować swój portfel do OKI i gromadzić tzw. płynność. Czyli czekać z wolnymi pieniędzmi aż OKI wystartują i będzie można je tam wpłacić. Bo wpłacić je tam może się opłacić.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
W rezultacie część z Was w najbliższym czasie będzie mieć poważny dylemat – co począć z pieniędzmi przez najbliższe pół roku? Inwestycja w długoterminowe instrumenty finansowe może nam opóźnić lub uniemożliwić otwarcie OKI. Albo sprawić, że OKI będzie znacznie mniej opłacalne.
Postanowiłem sprawdzić, w jaki sposób najlepiej zabezpieczyć kapitał „pod” osobiste konto inwestycyjne. Pod uwagę wziąłem dwa gospodarstwa domowe – pierwsze z kapitałem w wysokości 25 000 zł i drugie z wolną kwotą 100 000 zł. Kwoty nie są przypadkowe – to progi zwolnienia na OKI z podatku Belki odpowiednio dla bezpiecznych inwestycji i tych bardziej ryzykownych. Przyjąłem też sześciomiesięczny okres inwestycji, bo mniej więcej za pół roku będziemy zakładać pierwsze OKI. A więc wówczas będziemy potrzebowali pieniędzy.
Czekasz na osobiste konto inwestycyjne? Znajdź bank, który płaci najwięcej
Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że polscy konsumenci zgromadzili w bankach około 1,4 biliona złotych. Część umieściliśmy na lokatach terminowych (około 400 mld zł), ale wciąż ogromna część tej kwoty spoczywa na rachunkach bieżących (z których większość jest prawdopodobnie nieoprocentowana lub mizernie oprocentowana).
A przecież nie jest tak, że w bankach nie ma możliwości zapewnienia sobie wyższego oprocentowania. Są banki, które płacą naprawdę przyzwoite odsetki (szczegóły w moim lipcowym rankingu depozytów). A każdy dodatkowy 1% oprocentowania po pół roku przyniesie nam 101,25 zł z ulokowanych 25 000 zł i już dodatkowe 405 zł z każdych ulokowanych 100 000 zł.
CZYTAJ O TYM:
Najlepiej oprocentowane sześciomiesięczne lokaty oferuje obecnie Nest Bank (6,1% do 25 000 zł), VeloBank (6% do 50 000 zł), Inbank (4,5% do 50 000 zł) oraz Erste Bank (4,5% do 50 000 zł). Są to oferty dla nowych klientów, którzy będą aktywnie bankować. Zwróćcie też uwagę na kwotę maksymalną – nie wystarczy, aby ulokować 100 000 zł.
Jeżeli chodzi o lokaty „dla wszystkich”, to najwyżej oprocentowane lokaty oferuje Toyota Bank (4,3% do 1 mln zł), BFF Banking Group (4,25% do 12 mln zł) i Volkswagen Bank (4,2% do 2 mln zł). Te trzy banki pozwolą nam też ulokować znacznie większe oszczędności, niż wynosi limit zwolnienia z podatku od aktywów na OKI.
Alternatywnie możemy spróbować połączyć dwie oferty lokat trzymiesięcznych – z pierwszej korzystamy teraz, z drugiej w połowie października. Jeżeli założymy, że oprocentowanie niewiele się zmieni do jesieni, to możemy dwukrotnie złapać oprocentowanie w okolicach 5%. To zapewni nam jakieś 508,81 zł odsetek (dla kwoty 25 000 zł).
Jeżeli chodzi o lokaty dla bardziej majętnych klientów, to kwotę 100 000 zł na sześć miesięcy ulokujemy jeszcze w Raiffeisen Digital Banku (4,2% do 150 000 zł – oferta dla nowych klientów) i w Inbanku (4,05% do 1 mln zł – oferta dla wszystkich). Kilka banków ma natomiast oprocentowanie w okolicach 3-3,5% (ewentualna lokata na 3% zakończy się zyskiem w wysokości 1215 zł).
Najbardziej elastyczne rozwiązanie? Konta oszczędnościowe!
Jeszcze lepszym rozwiązaniem mogą być konta oszczędnościowe. Korzystając z takich rachunków, w ogóle nie mrozimy pieniędzy na określony czas, bo są to super płynne produkty. Ich płynność w zasadzie jest równa płynności środków zgromadzonych na zwykłych ROR-ach. W dowolnym momencie można zlecić wypłatę bez utraty odsetek (chociaż niektóre banki za taki transfer mogą pobrać opłatę). Plusem takiego przechowywania kapitału jest też kapitalizacja odsetek co miesiąc (najczęściej) i to, że inwestycja nie zakończy się równo za pół roku, a w dogodnym dla nas momencie (a nie wiemy jeszcze, kiedy dokładnie banki wystartują z OKI).
Obecnie najwyższe oprocentowanie standardowych (a więc bez konieczności bycia nowym klientem czy deponowania nowych środków)kont oszczędnościowych oferują niemiecki neobank Trade Republic (6% do odwołania bez kwoty maksymalnej), Volkswagen Bank (4% do odwołania bez kwoty maksymalnej) i Toyota Bank (WIBOR 3M – obecnie 3,85% – do 400 000 zł).
Pierwsze dwa konta są bezwarunkowo darmowe. Natomiast Indeksowane Konto Oszczędnościowe w Toyota Banku kosztuje 30 zł, jeżeli zlecimy jakąś wypłatę w danym miesiącu. Drugi i każdy kolejny przelew wychodzący w Volkswagen Banku kosztuje 2 zł. Zakładając brak zmian w ofercie i w wysokości stawki WIBOR3M, wpłacając na te konta 25 000, zarobimy po pół roku 613,68 zł w Trade Republic, 407,74 zł w Volkswagen Banku lub 392,35 zł w Toyota Banku. Dla kwoty 100 000 zł odsetki wyniosą odpowiednio: 2454,74 zł, 1630,97 zł i 1569,42 zł.
Jak widzicie, najwięcej można zarobić w oddziałach banków zagranicznych lub w bankach „samochodowych”. Jeżeli powyższe banki Was nie satysfakcjonują, to można jeszcze spróbować skorzystać z promocji bankowych. Jest kilka dużych banków, które dadzą przyzwoitą stawkę (powyżej 5%) na 3 miesiące w promocji dla nowych klientów lub nowych środków.
Jeżeli uda Wam się złapać dwie takie promocje ze stawką 5%, to łącznie, po pół roku, z zainwestowanych 25 000 zł uzyskacie jakieś 510,54 zł, a ze 100 000 zł 2042,16 zł odsetek. A jeżeli w ogóle nie chce Wam się bawić w takie rzeczy, to sprawdźcie chociaż, ile wynosi oprocentowanie u Was w banku. Każdy 1% oprocentowania da po pół roku około 101,42 zł z 25 000 zł lub 405,68 zł ze 100 000 zł.
Czy w oczekiwaniu na OKI obligacje będą OK?
A może skorzystać z propozycji Ministerstwa Finansów? Problem w tym, że w ofercie nie ma w tym momencie sześciomiesięcznych obligacji oszczędnościowych. To oznacza, że jeżeli chcemy zamrozić pieniądze na pół roku w oczekiwaniu na osobiste konto inwestycyjne, to musimy albo nabyć dwukrotnie obligacje trzymiesięczne, albo skusić się na obligacje o dłuższym horyzoncie i je wcześniej wykupić.
Jeżeli wybierzemy pierwszą opcję, to sprawa jest prosta. 25 000 zł zainwestowane w obligacje OTS przyniesie za pół roku około 202,91 zł odsetek. Natomiast inwestycja w kwocie 100 000 zł wypłaci 811,64 zł odsetek. Zakładam oczywiście, że oferta obligacji OTS (obecnie 2% w skali roku) nie pogorszy się do października.
A dłuższe obligacje? W tym wypadku trzeba liczyć się z opłatą za wcześniejszy wykup, która zależy od typu obligacji i wynosi od 0,50 zł do nawet 3 zł od sztuki. Policzyłem, ile odsetek otrzymamy z różnych typów obligacji. Zakładam brak zmian w stopie referencyjnej NBP.
Po sześciu miesiącach obligacje ROR wypłacą nam łącznie około 273,75 zł za każde zainwestowane 25 000 zł (nie ma górnego limitu zakupów obligacji, więc analiza jest identyczna dla obu kwot). W przypadku obligacji DOR będzie to 239,53 zł (wyższe oprocentowanie nie rekompensuje wyższej opłaty za wcześniejszy wykup). Zakładam też, że nie reinwestujemy odsetek, które w przypadku ROR i DOR są wypłacane co miesiąc.
Trzyletnie obligacje TOS zapłacą nam po pół roku jakieś 243 zł. Czteroletnie obligacje COI jakieś 75,94 zł, a dziesięcioletnie obligacje EDO… 0 zł. Dlaczego? Po prostu obligacje z dłuższym terminem wiążą się ze zbyt wysoką opłatą za wcześniejsze zakończenie oszczędzania, aby wkładać tam środki, których będziemy potrzebować za pół roku.
Jak widzicie, obligacje oszczędnościowe przynoszą teoretycznie mniej odsetek niż lokaty i rachunki oszczędnościowe w bankach, ale diabeł tkwi w szczegółach i wszystko zależy od oferty konkretnego banku. Jeżeli chcecie przechować w obligacjach oszczędności, które za pół roku będą Wam potrzebne, aby otworzyć osobiste konto inwestycyjne, to zdecydowanie obligacje ROR wydają się najlepszym wyborem. Ze względu na stosunkowo niską opłatę za wcześniejsze zakończenie inwestycji.
Jeśli jesteście zaznajomieni z inwestowaniem na rynku kapitałowym, to możecie też wziąć pod uwagę „zaparkowanie” pieniędzy w jednym z bardzo bezpiecznych ETF-ów, które są uznawane za „parkingi” dla wolnych pieniędzy czekających na okazję do zainwestowania. Takie ETF-y lokują w krótkoterminowe obligacje i przynoszą dochód porównywalny z ceną pieniądza na rynku międzybankowym (minus opłata za zarządzanie pobierana przez ETF i ewentualnie opłaty transakcyjne).
Takie ETF-y mają tę przewagę nad lokatami bankowymi, że można z nich wypłacić pieniądze w każdym momencie bez utraty odsetek. A więc idealnie nadają się do realizowania strategii stopniowego gromadzenia pieniędzy z myślą o ich zainwestowanie w OKI. Jeśli niedługo kończą Wam się jakieś lokaty, albo długoterminowe obligacje – może warto, zamiast je rolować (czyli przedłużać) po prostu kupić za tę kasę udziały takiego właśnie ETF-u? Najpoważniejszą opcją dla polskiego inwestora jest ETFBCASH (czyli ETF inwestujący w krótkoterminowe obligacje). W ostatnich dwóch latach przyniósł 10,2% stopy zwrotu.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Dla polskich ciułaczy są też dostępne bezpieczne fundusze inwestycyjne, które lokują pieniądze mniej więcej tak, jak wyżej wspomniane ETF-y. Różnią się od nich tym, że o ile ETF inwestuje w indeks obligacji, o tyle fundusz inwestycyjny wybiera takie obligacje, które pozwalają najwięcej zarobić. Fundusz pobiera nieco wyższą opłatę za zarządzanie (przeważnie, ale nie zawsze) i również w każdej chwili można się z niego wycofać. A więc też świetnie nadaje się na półroczny „parking” dla pieniędzy.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
A może złoto, waluty, ETF-y?
Niektórym z Was prawdopodobnie przyjdą do głowy jeszcze inne sposoby na ulokowanie takiego kapitału. Może złoto, może waluty obce, może jakiś ETF, może nieruchomości czy fundusze inwestycyjne. W przypadku długoterminowej inwestycji dywersyfikacja jest jak najbardziej wskazana.
Weźcie jednak pod uwagę, że nie mówimy o długoterminowej inwestycji. Osobiste konto inwestycyjne będziecie zakładać (prawdopodobnie) za jakieś pół roku. Nie ma żadnej gwarancji, że za sześć miesięcy złoto, waluty czy akcje będą wyceniane wyżej niż dzisiaj. Nie ma też gwarancji, że chociaż utrzymają obecną wycenę. Nie znam aktywa, które wyłącznie rośnie, a jeżeli ktoś Wam mówi, że zna, to bierzcie nogi za pas!
Muszę więc Was rozczarować. Jeżeli mówimy o oszczędnościach, których będziemy potrzebować w przewidywalnej przyszłości, to najlepszym rozwiązaniem jest ograniczenie się do najbezpieczniejszych i najbardziej płynnych form oszczędzania, a więc do lokat bankowych, kont oszczędnościowych i obligacji skarbowych. I tak właśnie jest z kapitałem gromadzonym pod ewentualność OKI – będzie potrzebny za około 6 miesięcy.
Jeżeli planujecie wykorzystać w pełni osobiste konto inwestycyjne, a więc inwestować na nim również w bardziej ryzykowne instrumenty do kwoty 100 000 zł, to teoretycznie jakimś rozwiązaniem mógłby być zakup tych samych aktywów, w które będziecie chcieli inwestować za pośrednictwem OKI. Wtedy, po wejściu w życie ustawy, po prostu wszystko sprzedacie i od razu kupicie to samo w ramach OKI.
Widzę jednak słabe punkty takiej strategii. Po pierwsze, nastąpi przesunięcie czasowe między sprzedażą, transferem środków a zakupem instrumentów. Jeżeli będziecie mieć pecha, to podczas takiego przesunięcia mogą nastąpić znaczne spadki. Po drugie, większość transakcji wiąże się z opłatami, które przy tak krótkim okresie będą rzutować na wynik.
Spójrzcie na to w ten sposób – jeżeli wycena spadnie lub będzie porównywalna, to stracicie na tym eksperymencie. Jeżeli ceny wzrosną, to będziecie musieli zapłacić podatek i opłaty, co ostatecznie nie musi przebić wyniku osiągniętego na lokacie (musiałby być znaczny wzrost, a mamy tylko 6 miesięcy). Wydaje mi się więc, że horyzont czasowy rzędu pół roku to zdecydowanie zbyt krótko, aby narażać pieniądze na ryzyko.
Osobiste Konto Oszczędnościowe: czy na pewno już za pół roku?
Na koniec kilka ważnych informacji. Po pierwsze, nie traktujcie proszę 1 stycznia jako jakiejś granicznej daty, po której pojawią się legendarne możliwości inwestowania bez podatku. Prace nad ustawą trwają – nie możemy być pewni chociażby tego, czy prezydent ją podpisze. A jeżeli podpisze, to nie wiemy, które instytucje finansowe, kiedy i na jakich warunkach wdrożą OKI.
Nie mamy pewności ani jaka będzie oferta, ani jakie będą opłaty. Niektóre instytucje pewnie wykorzystają osobiste konto inwestycyjne i zaproponują dobre warunki, aby przyciągnąć do siebie majętnych klientów. Inne prawdopodobnie spróbują zgarnąć część podatku Belki dla siebie i dadzą gorszą ofertę, niż mają w standardzie. Jeszcze inne w ogóle zleją temat i dadzą mikroskopijne oprocentowanie. Znając życie, będzie dużo promocyjnych ofert na trzy miesiące, a konto OKI Obligacje pojawi się tylko w ofercie PKO BP.
Po drugie, zawsze powinniście się starać, aby Wasze oszczędności „pracowały”. Nie ma znaczenia wysokość inflacji, Wasze przyszłe cele ani to, że akurat rząd zapowiada jakieś zmiany. Będzie więc kiepskim pomysłem trzymanie pieniędzy na zwykłym, nieoprocentowanym ROR-ze w oczekiwaniu na OKI.
Po trzecie, wygląda na to, że osobiste konto inwestycyjne będzie się opłacać. Jeżeli planowaliście zainwestować teraz większą kwotę, to dobrym pomysłem może być przeczekanie kilku miesięcy na jakimś krótkoterminowym, ale jednak oprocentowanym produkcie.
Po czwarte, weźcie pod uwagę Wasze przyszłe zarobki. Nie trzeba z dnia na dzień mrozić wszystkich wcześniejszych planów inwestycyjnych, bo może banki dadzą niezłą ofertę na OKI. Jeżeli odkładacie, dajmy na to, 2000 zł miesięcznie, to do stycznia zaoszczędzicie jeszcze jakieś 12 000 zł
Pamiętajcie też, że nie rozwiązujecie testu jednokrotnego wyboru. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać możliwości, jakie dają różne instrumenty. Przykładowo za obecne oszczędności zakładacie 6-miesieczną lokatę, a bieżące dochody spływające z każdym kolejnym miesiącem umieszczacie na rachunku oszczędnościowym.
Zdjęcie główne: wygenerowane w Gemini





