Niemiecka gospodarka zaczyna wysyłać sygnały, na które Europa czekała od lat. PKB tego kraju rośnie trzeci kwartał z rzędu, eksport znów pomaga gospodarce, a prognozy wzrostu są wyraźnie wyższe i to pomimo wojny na Bliskim Wschodzie. Prezes Bundesbanku Joachim Nagel ocenia, że gospodarka Niemiec może w tym roku urosnąć o 1%. Czy największa gospodarka Europy rzeczywiście wychodzi z wieloletniej stagnacji? I co to oznacza dla Polski? Cieszyć się czy martwić?
Przez ostatnie trzy lata niemiecka gospodarka była jednym ze słabszych ogniw europejskiej koniunktury. To wciąż wielki światowy eksporter, ale w latach 2023 i 2024 niemiecki PKB praktycznie stał w miejscu, a problemy przemysłu, wysokie ceny energii, konkurencja z Chin i słaby popyt zagraniczny podważały model gospodarczy, który przez dekady zapewniał Niemcom wysoką konkurencyjność. Teraz pojawiają się jednak sygnały, że najgorsza faza tego kryzysu minęła i Niemcy mogą wyjść na prostą.
- Kupić, wynająć, wyleasingować? Samochód coraz częściej jest usługą, a nie własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Polak z bankiem na wakacjach. Czego oczekujemy od banku w czasie wypoczynku, jaka może być rola AI w planowaniu wyjazdów? [POWERED BY VISA]
- Dwa nowe ETF-y śledzące polski rynek obligacji, czyli trzecia droga dla posiadaczy kapitału inwestujących w polski dług. Komu to się opłaci i ile można zarobić? [POWERED BY PZU]
Kolejne kwartały przynoszą wzrost gospodarki, eksport ponownie rośnie, a prognozy ekonomistów są coraz bardziej optymistyczne. Jeszcze w czerwcu tego roku Bundesbank zakładał, że niemiecka gospodarka urośnie w tym roku o zaledwie 0,5%. Teraz prezes banku centralnego Joachim Nagel mówi już o około 1%.
Nie oznacza to oczywiście, że Niemcy nagle odzyskały dawną dynamikę. Wzrost na poziomie 1% trudno uznać za spektakularny, a problemy, które doprowadziły do wieloletniej stagnacji, nie zniknęły. Wysokie koszty energii, presja ze strony chińskiego przemysłu, słabość części niemieckiego przemysłu i niedostateczne inwestycje prywatne wciąż są wyzwaniem. Jednak po latach złych wiadomości pojawiają się wreszcie argumenty, że niemiecka gospodarka może zacząć wychodzić z dołka.
Niemiecka gospodarka przestała się kurczyć. Wreszcie
Jeszcze kilka miesięcy temu łatwiej było znaleźć argumenty za tezą, że niemiecka gospodarka utknęła w stagnacji. Ekonomiści i dziennikarze już się do takiej opinii mocno przywiązali. Tymczasem teraz obraz zaczyna się zmieniać. W pierwszym kwartale 2026 roku PKB Niemiec wzrósł o 0,4% (w porównaniu do poprzedniego kwartału), a w drugim kwartale – o kolejne 0,3%. Niemiecki urząd statystyczny Destatis podkreśla, że dynamika wzrostu z początku roku się utrzymuje. Niemiecka gospodarka powoli zaczyna piąć się w górę.

Według najnowszych danych niemiecka gospodarka rosła przez trzy kolejne kwartały: o 0,3% w ostatnim kwartale zeszłego roku, 0,4% w pierwszym kwartale 2026 roku i 0,3% w drugim kwartale. W ujęciu rocznym dynamika wzrostu PKB w drugim kwartale wyniosła już bardzo przyzwoite 1%. Ten kierunek ma się utrzymać.
Jeszcze ciekawsza jest struktura tego odbicia. Destatis pokazuje, że głównym wsparciem dla wzrostu jest eksport, czyli typowe dla niemieckiej gospodarki koło zamachowe koniunktury. W drugim kwartale eksport towarów i usług zwiększył się realnie o 3,7% w skali roku, a eksport towarów o 5%. Jednocześnie nie wszystkie elementy gospodarki ruszyły równie mocno — inwestycje pozostają słabe, a przedsiębiorstwa w wielu sektorach przemysłu nadal zachowują ostrożność.
To właśnie dlatego najnowszych danych nie należy jeszcze traktować jako dowodu, że niemiecki model gospodarczy został naprawiony. Są jednak mocnym argumentem za czymś bardziej podstawowym: niemiecka gospodarka mogła wreszcie przejść z fazy wieloletniej stagnacji do fazy umiarkowanego ożywienia. Czy są dowody, na to, że odbicie gospodarki będzie trwałe?
Bundesbank zmienia zdanie, podwaja prognozy wzrostu
W czerwcu tego roku Bundesbank zakładał, że niemiecka gospodarka urośnie w 2026 roku o 0,5%. Wydaje się niewiele, ale w przypadku gospodarki ocierającej się o zerowy wzrost to całkiem nieźle. Jednak już na początku września prezes Joachim Nagel podwoił stawkę i teraz mówi o wzroście rzędu 1%. Najnowsze szacunki przedstawił w wywiadzie dla dziennika „Le Monde”, który można przeczytać na stronie Bundesbanku.
Co więcej, Bundesbank nie jest już w swoich prognozach wyjątkiem. We wrześniu oczekiwania wzrostu podniosły też najważniejsze niemieckie instytuty ekonomiczne. Najbardziej optymistyczny jest ośrodek Ifo, który oczekuje obecnie 1,4% wzrostu PKB w 2026 roku, DIW uważa, że niemiecka gospodarka urośnie o 1,2%, a instytuty RWI i IfW prognozują dynamikę na poziomie 1,3%. Jeszcze kilka miesięcy temu wszystkie te instytucje zakładały znacznie słabszy wynik.
Skąd tak duża zmiana? Ekonomiści dostali kilka argumentów, których wcześniej wyraźnie brakowało. To lepszy od oczekiwań początek roku, mocniejszy eksport, poprawa zamówień w przemyśle i coraz mocniejszy impuls ze strony wydatków publicznych. Niemiecki plan wielkich wydatków infrastrukturalnych sprzed dwóch lat może zacząć przynosić efekty wzrostowe.
Bundesbank wskazuje na eksport i ekspansywną politykę fiskalną jako dwa ważne źródła obecnego ożywienia. Ifo szacuje, że same dodatkowe wydatki na infrastrukturę, ochronę klimatu i obronność dadzą gospodarce w tym roku impuls wart niemal 40 mld euro, czyli około 0,8% PKB. W prognozie z początku września Ifo uważa, że ekonomiczne bodźce ze strony polityki fiskalnej i z zagranicy będą silniejsze, podczas gdy tłumiące gospodarkę skutki szoku cenowego energii będą słabsze.
Eksport wraca do gry. Przemysł łapie drugi oddech
Niemcy mogą mieć powód do ostrożnego optymizmu także dlatego, że po długim okresie słabości ponownie ożywił się eksport, a to jest tradycyjnie najważniejszy czynnik w niemieckiej koniunkturze. W pierwszym półroczu 2026 roku firmy sprzedały za granicę towary o wartości 817,8 mld euro, czyli o 3,9% więcej niż rok wcześniej. Najnowsze wstępne dane Destatis pokazują, że w lipcu 2026 roku w porównaniu z lipcem 2025 roku niemiecki eksport wzrósł o 6,1%, a import wzrósł o 3%.

Poprawa jest widoczna również w przemyśle. W drugim kwartale jego wartość dodana wzrosła o 0,9% wobec poprzednich trzech miesięcy, a w ujęciu rocznym była już o 1,1% wyższa. To pierwszy roczny wzrost w niemieckim przemyśle od początku 2023 roku. Szczególnie dobrze radziły sobie m.in. przemysł chemiczny oraz producenci urządzeń elektrycznych. Jednocześnie producenci samochodów nadal notowali spadki, co pokazuje, że odbicie nie obejmuje jeszcze całego przemysłu.
To ważne, bo przez ostatnie lata właśnie przemysł był największym problemem niemieckiej gospodarki. Tymczasem Bundesbank ocenia, że zamówienia zagraniczne w drugim kwartale wyraźnie wzrosły, a popyt na dobra inwestycyjne i konsumpcyjne się poprawił. Bank centralny zwraca też uwagę, że może to oznaczać przejście od jednorazowych impulsów związanych z sytuacją geopolityczną do szerszego i bardziej stabilnego ożywienia aktywności gospodarczej w wielu sektorach.
Nie należy jednak jeszcze ogłaszać powrotu niemieckiego eksportowego modelu gospodarki. Najnowsze dane pokazują, że sytuacja pozostaje wciąż bardzo zmienna. W lipcu eksport spadł o 0,8% w stosunku do lipca, a sprzedaż do Chin zmniejszyła się aż o 9,5%. Jednocześnie eksport do USA wzrósł o 19,1% w stosunku do lipca i aż o 28,3% w skali roku. To pokazuje zarówno siłę niemieckich firm, jak i ich dużą ekspozycję na zmiany światowego handlu.
Na razie najważniejsze jest jednak to, że niemiecki przemysł przestał być wyłącznie hamulcem gospodarki. Jeśli wzrost zamówień zagranicznych okaże się trwały, eksport może stać się jednym z filarów obecnego ożywienia. Pytanie brzmi, czy wystarczy on do odbudowania konkurencyjności niemieckiego przemysłu — szczególnie w starciu z naporem importu z Chin.
Niemiecka gospodarka rośnie dzięki zbrojeniom?
Przez lata jednym z problemów niemieckiej gospodarki były zbyt niskie inwestycje publiczne. Sytuacja zaczyna się jednak odwracać. Rząd zwiększa wydatki na infrastrukturę i obronność, korzystając m.in. ze specjalnego funduszu infrastrukturalnego o wartości 500 mld euro oraz z poluzowanych reguł zadłużenia dla wydatków obronnych.
Skala impulsu jest już widoczna w prognozach makroekonomicznych wzrostu, ale i w realnych zamówieniach. W lipcu niemal cały wzrost zamówień przemysłu wynikał z ogromnego skoku zamówień w kategorii: samoloty, statki, pociągi i pojazdy wojskowe. Po wyłączeniu dużych pojedynczych kontraktów publicznych zamówienia spadły o 1,4%, co pokazuje, że nie cały przemysł przeżywa boom. Ale krajowe zamówienia na produkcję przemysłu – w tym państwowe – wzrosły o 9,1%.
To prowadzi do ważnej zmiany w niemieckim modelu gospodarczym. Przez większość ostatnich dekad niemiecki wzrost był oparty na eksporcie, przemyśle i prywatnych inwestycjach. Teraz coraz większą rolę zaczyna odgrywać państwo. Niemiecka walka o lepszą koniunkturę to w obecnych warunkach w dużym stopniu próba kupienia wzrostu za wpompowane w gospodarkę pieniądze z długu. Berlin ponownie inwestuje wielkie środki w drogi, kolej, energetykę, cyfryzację i przemysł obronny.
Problem polega na tym, że taki model ma swoją cenę. Większe wydatki oznaczają również większe zadłużenie państwa. Niemiecki minister finansów Lars Klingbeil broni decyzji o zwiększaniu długu, argumentując, że bez nowych pożyczek Niemcy nie będą w stanie sfinansować potrzeb obronnych i infrastrukturalnych. Według przedstawionego projektu budżetu w latach 2027–2030 rząd chce pożyczyć łącznie 838,2 mld euro. Tegoroczne wydatki budżetu niemieckiego to 524,5 mld euro.
W efekcie mocno ekspansywnej polityki finansowej rządu Niemcy będą musiały zejść ze swoich ambicji przestrzegania dyscypliny finansowej, którą Niemcy tak często chlubią się na forum europejskim. Ekspansywna polityka fiskalna spowoduje silny wzrost deficytu w budżecie Niemiec. Ośrodek Ino oczekuje, że deficyt budżetowy wzrośnie z 3% PKB w 2025 roku do 4,6% w 2028 roku (w Polsce w przyszłym roku ma być 7,2% PKB), a dług publiczny wzrośnie z poziomu 62,7% w 2025 roku do 67,9% PKB w tym roku.
Niemcy znalazły więc nowy sposób na pobudzenie gospodarki. Pytanie brzmi, czy państwowe pieniądze uruchomią trwały prywatny wzrost inwestycji, czyli efekty mnożnikowe dla gospodarki, czy tylko zamaskują problemy, z którymi niemiecki przemysł zmaga się od lat.
Volkswagen tnie etaty. To zła czy dobra wiadomość dla Niemiec?
Przykładem kłopotów strukturalnych niemieckiej gospodarki jest jeden z największych niemieckich koncernów przemysłowych i największy producent samochodów w Europie – Volkswagen. Koncern podtrzymał na początku września swoje plany przeprowadzenia głębokich zmian i restrukturyzacji. Wygaszona ma zostać produkcja niektórych modeli aut, a pracę w koncernie Volkswagen ma stracić nie 50 000 pracowników, jak zarząd firmy zakładał jeszcze kilka miesięcy temu, ale nawet 100 000 osób.
Na pierwszy rzut oka trudno uznać to za dobrą wiadomość. Jednak decyzja Volkswagena może być jednym z ważniejszych elementów procesu uzdrawiania niemieckiego przemysłu, a bolesna dla pracowników restrukturyzacja może być zapowiedzią pozytywnych zmian w przyszłości. Koncern zmaga się z nadmiarem mocy produkcyjnych, wysokimi kosztami, amerykańskimi taryfami oraz przede wszystkim rosnącą konkurencją ze strony chińskich producentów.
Dotkliwa jest utrata pozycji na rynku chińskim, który przez lata był jednym z najważniejszych źródeł zysków niemieckich koncernów. Marża operacyjna Volkswagena spadła w pierwszym półroczu 2026 roku do 3,8%, z poziomu 7,9% w 2022 roku. W zmianach nie chodzi tylko o cięcie kosztów. Volkswagen chce zmniejszyć nadmiarowe moce produkcyjne, a przyszłość czterech niemieckich zakładów – w Emden, Zwickau, Hanowerze i Neckarsulm – jest niepewna, bo trudno będzie zagwarantować dla nich konkurencyjną produkcję.
Jednak paradoksalnie restrukturyzacja flagowego koncernu może być dobrą wiadomością dla gospodarki w dłuższym terminie. Jednym z problemów Niemiec było dotąd utrzymywanie struktur, które przestały być wystarczająco konkurencyjne. Teraz największe firmy są zmuszone do przeprowadzenia zmian. Jeśli dzięki temu Volkswagen obniży koszty, zwiększy produktywność i odzyska część środków na inwestycje w nowe technologie, redukcja zatrudnienia może być elementem odbudowy konkurencyjności, a nie tylko symbolem upadku niemieckiego przemysłu.
CZYTAJ O TYM:
Bolesne restrukturyzacje to może być częstszy widok towarzyszący niemieckiemu odbiciu koniunktury. Gospodarka może wychodzić z koniunkturalnego dołka, podczas gdy część przemysłu będzie przechodzić trudne zmiany. Najnowsze analizy ifo pokazują zresztą, że skłonność niemieckich firm do inwestowania pozostaje jeszcze słaba, szczególnie w tradycyjnych gałęziach, takich jak motoryzacja i budowa maszyn.
Można więc spytać, czy Niemcy odbijają dzięki eksportowi i wydatkom państwa, czy rzeczywiście zaczynają odbudowywać swoją konkurencyjność? Bo dopiero odpowiedź na to pytanie pozwoli rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z krótkim ożywieniem, czy początkiem końca niemieckiej stagnacji.
Kanclerz Merz robi reformy. Ale ma coraz mniej czasu
Rząd kanclerza Friedricha Merza próbuje wykorzystać poprawę koniunktury do przeprowadzenia zmian, które mają zwiększyć konkurencyjność niemieckiej gospodarki. W lipcu koalicja CDU/CSU i SPD przedstawiła pakiet 34 działań obejmujących m.in. podatki, rynek pracy, emerytury, ograniczenie biurokracji i poprawę warunków prowadzenia biznesu. Celem ma być jednocześnie pobudzenie wzrostu, zwiększenie zatrudnienia i ograniczenie kosztów państwa.
To ważne, ponieważ obecna poprawa wskaźników gospodarczych nie rozwiązuje problemów, które narastały w Niemczech przez poprzednią dekadę. OECD wskazuje na słaby wzrost produktywności, niedostateczne inwestycje publiczne i prywatne, mniejszą dynamikę przedsiębiorczości oraz rosnący niedobór wykwalifikowanych pracowników. Do tego dochodzą wysokie koszty energii, obciążenia regulacyjne i biurokracja.
CZYTAJ TEŻ:
Dlatego sama poprawa w dynamice PKB w kolejnych kwartałach nie wystarczy. Niemcy potrzebują wzrostu produktywności, a nie tylko większych wydatków państwa. Ifo wskazuje wśród najważniejszych barier wysokie ceny energii, rosnące podatki i składki, zapóźnienie technologiczne, szczególnie w cyfryzacji i sztucznej inteligencji, oraz nadmiar regulacji.
Problem w tym, że polityczna przestrzeń do przeprowadzenia niepopularnych reform właśnie się skurczyła. Sukces skrajnie prawicowej partii AfD w wyborach lokalnych w Saksonii-Anhalt i uzyskany przez tę partię rekordowy wynik niemal 44% głosów, mocno osłabił rządzącą koalicję i samego Merza. SPD zaczęła domagać się ponownego przeanalizowania części reform dotyczących m.in. emerytur, rynku pracy i podatków, podczas gdy kanclerz zapowiada kontynuowanie kursu zmian.
Co prawda więc gospodarka zaczyna dawać rządowi trochę więcej czasu na zmiany, ale bieżąca polityka może ten czas szybko odebrać. Jeśli Merz wykorzysta poprawę koniunktury do przeprowadzenia reform, obecne odbicie może stać się początkiem trwalszej poprawy. Jeśli jednak presja społeczna i polityczna wymusi na nim złagodzenie zmian, Niemcy mogą pozostać gospodarką, która rośnie co prawda szybciej niż wcześniej, ale wciąż nie rozwiązuje swoich podstawowych problemów
Niemiecka gospodarka rośnie, ale stare problemy nie zniknęły
Największym powodem do ostrożności jest to, że obecne przyspieszenie niemieckiej gospodarki w dużej mierze wynika z czynników, które nie muszą utrzymać się przez wiele lat. Wydatki publiczne na infrastrukturę i obronność dają gospodarce silny impuls, a poprawa eksportu pomaga przemysłowi. Ifo szacuje, że sam tegoroczny impuls fiskalny sięgnie niemal 40 mld euro, co pomoże w osiągnięciu tempa wzrostu 1,4% PKB. Jednak w 2027 roku ma być to już wzrost o 1,2%, a w 2028 roku tylko o 0,8% PKB.

Problem widać też w inwestycjach prywatnych. Niemieckie firmy wciąż nie inwestują w takim tempie, jakiego potrzebowałaby gospodarka, aby odzyskać trwałą konkurencyjność. Bundesbank zwraca uwagę, że przedsiębiorstwa nadal powstrzymują się od inwestycji, a IfW ostrzega, że słaba konkurencyjność będzie prowadziła do dalszej utraty udziałów niemieckich firm w światowych rynkach. To oznacza, że obecne odbicie może być silniejsze niż potencjał niemieckiej gospodarki w długim okresie.
Niemcy muszą jednocześnie zmierzyć się z wysokimi kosztami energii, konkurencją chińskich producentów, biurokracją, niedoborem pracowników i zapóźnieniami w inwestycjach. Bundesbank szacował jeszcze w swojej czerwcowej prognozie, że potencjalny wzrost niemieckiej gospodarki wynosi zaledwie 0,3–0,4% rocznie. Jeśli więc PKB rośnie dziś znacznie szybciej, dzieje się to przede wszystkim dzięki dodatkowym impulsom, a nie dlatego, że nagle gwałtownie wzrosła produktywność niemieckiej gospodarki.
W dodatku ożywieniu nie towarzyszy jeszcze wyraźna poprawa na rynku pracy. Ifo prognozuje, że liczba pracujących w Niemczech w 2026 r. ponownie spadnie i zacznie rosnąć dopiero od 2027 roku. Jednocześnie inflacja ma wynieść w tym roku 2,8%, a w przyszłym roku nawet 3%. To oznacza, że część korzyści z szybszego wzrostu może zostać zjedzona przez wyższą dynamikę cen i słabszą siłę nabywczą gospodarstw domowych.
Czy można więc pisać o odwróceniu trendu i wychodzeniu Niemiec na prostą? Może bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że Niemcy przeszły z fazy stagnacji do fazy ożywienia. Ale nie jest to jeszcze prawdopodobnie moment, w którym można mówić o odbudowie inwestycji prywatnych, produktywności firm i konkurencyjności przemysłu. Jeśli niemiecka gospodarka nie przejdzie do tego etapu, to po zakończeniu fiskalnego dopalacza może ponownie zwolnić.
Niemieckie przedsiębiorstwa właśnie teraz powinny wykorzystać moment do tego, żeby zacząć więcej inwestować, a niemiecki przemysł powinien walczyć o odzyskanie konkurencyjności wobec Chin i innych globalnych rywali. Jeśli to się uda, wzrost rzędu 1–1,5% może stać się nową normalnością. Jeśli nie, obecne odbicie pozostanie epizodem, przede wszystkim efektem państwowego impulsu i lepszej koniunktury za granicą.

Warto obserwować niemieckie ożywienie z bardzo praktycznego powodu: jego skutki szybko docierają do Polski. Niemcy są największym odbiorcą polskiego eksportu. Według danych GUS, w I półroczu 2026 roku trafiło tam 26,5% całej polskiej sprzedaży zagranicznej, a jej wartość wzrosła o 1,9%, do 215,1 mld zł. Ożywienie niemieckiego przemysłu i inwestycji może więc oznaczać więcej zamówień dla polskich firm, szczególnie tych uczestniczących w niemieckich łańcuchach dostaw.
Z drugiej strony, jeśli niemieckie odbicie okaże się krótkotrwałe, Polska szybko odczuje jego skutki. Pytanie o kondycję Niemiec jest dla Polski w dużej mierze pytaniem o nasz własny wzrost gospodarczy.
——————————
ZOBACZ TEŻ INNE NASZE ROZMOWY:
——————————
CZYTAJ TEŻ O NIEMCZECH:
——————————
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
Źródło zdjęcia: Stanislav Rozhkov/Unsplash





