7 października 2021

Szalony manager piłkarski „na żywo”? KTS Weszło sprzedaje akcje, „Stano” obiecuje decyzyjność, a ludzie deklarują milionowe wpłaty. A ryzyko?

Szalony manager piłkarski „na żywo”? KTS Weszło sprzedaje akcje, „Stano” obiecuje decyzyjność, a ludzie deklarują milionowe wpłaty. A ryzyko?

Wkrótce rusza ciekawe przedsięwzięcie dla fanów inwestowania i piłki nożnej. W ramach crowdfundingu będzie można kupić akcje małego klubu KTS Weszło. Twórca – popularny dziennikarz-celebryta-skandalista Krzysztof Stanowski –  obiecuje, że inwestorzy będą mieli duży i realny wpływ na poczynania klubu. Czy zakup akcji klubu piłkarskiego może się opłacać? Jakie są największe biznesy piłkarskie? Jakie widzę szanse i zagrożenia dla naszego kapitału? Analizuję!

Zobacz również:

Piłka nożna ciągle jest jednym z najpopularniejszych sportów na świecie. Kluby piłkarskie funkcjonują jak przedsiębiorstwa, a do tego obracają ogromnymi kwotami. Czy kupując akcje drużyny piłkarskiej mamy jakieś szanse na zyski z inwestycji? No i najważniejsze pytanie – czy fakt, że emisja akcji KTS Weszło ma być inna niż wszystkie, bo oddaje się inwestorom bardzo dużo decyzyjności, to plus czy minus?

Emisja akcji KTS Weszło: o co tu w ogóle chodzi?

Wyobraźcie sobie, że kupujecie kilka akcji PKN Orlen. Część naszych czytelników prawdopodobnie ma takie akcje, szczególnie że ich odpowiednia liczba pozwala taniej zatankować samochód. Następnie pobieracie na swoje urządzenie mobilne aplikację dostępną tylko dla akcjonariuszy i głosujecie nad różnymi aspektami działalności spółki. Na przykład decydujecie o dzisiejszej cenie benzyny w Polsce. Jak to brzmi? Zabawnie? Abstrakcyjnie? A czymś takim ma być właśnie emisja akcji KTS Weszło.

Klub Towarzysko-Sportowy Weszło, który powstał na początku 2018 r., obecnie występuje w lidze okręgowej piłki nożnej, która jest szóstą w hierarchii ligą piłkarską mężczyzn w Polsce. Jej twórcy postanowili zarejestrować spółkę akcyjną i oddać część akcji w ręce inwestorów. Zapytacie: dlaczego nas to obchodzi?

Projekt jest dosyć unikalny. Założenie jest takie, że inwestorzy obejmą 49% akcji w kilku emisjach. Pierwsza ma ruszyć jeszcze w październiku (dokładnie 13 października o godzinie 18:15). Natomiast znacznie ciekawsza jest informacja, że akcjonariusze mają dostać do ręki bardzo dużą decyzyjność. Znacznie większą, niż mali udziałowcy jakiejś korporacji notowanej na giełdzie. Jak to ma działać?

Czytaj też: Rekordowa inflacja i rekordowo drogie akcje na GPW. Przez ostatnią dekadę średnio dały 7% zysku rocznie. Czy warto (jeszcze) lokować swoje pieniądze na giełdzie akcji?

KTS Weszło: inwestuj i… decyduj

Otóż powstanie platforma dla współwłaścicieli, na której będą podejmowane decyzje. Liczba posiadanych akcji będzie oczywiście miała wpływ na istotność głosów, ale to nie będzie tak, że inwestorzy mając 49% akcji będą mieli 49% głosów i nic nie będą mogli wdrożyć. W praktyce mają mieć niemal pełną decyzyjność.

Zgodnie z propozycjami mają na przykład wybierać członków zarządu, członków sztabu szkoleniowego, ludzi do pionu sportowego, decydować o transferach przychodzących i o trenerach. Inwestorzy będą też mieli wpływ na inwestycje oraz dostęp do wykazu wydatków, stanu konta, bieżących wydarzeń, a także możliwość składania swoich wniosków pod głosowanie.

To taki trochę piłkarski manager z gry komputerowej przeniesiony do realnego życia. Ograniczone ma być za to pozbywanie się kogokolwiek z klubu, aby pod wpływem emocji nie traktować ludzi przedmiotowo (co oczywiście nie oznacza, że nie będzie można zwolnić trenera, ale procedura będzie bardziej skomplikowana).

Jak to będzie wyglądać w praktyce? Na przykład jeśli szef skautingu zarekomenduje zatrudnienie konkretnego zawodnika, to inwestorzy w głosowaniu o tym zadecydują. Taka demokracja doskonała, bo każdy ma mieć wpływ na rezultat. Klub ma firmować Krzysztof Stanowski, dziennikarz i celebryta świata sportu (popularność zdobył jako twórca i główny autor Weszlo.com).

Akcje będą emitowane na platformie crowdfundingowej Emiteo. Tam możecie też poczytać o dalszych planach spółki. M.in. ma powstać centrum sportowo-edukacyjne, akademia piłkarska (w tym charytatywna dla najbiedniejszych dzieci). Mają też działać skauci za granicą itd. Koszt tych inwestycji nie jest mały, a ostateczne decyzje mają podejmować akcjonariusze.

Ile będą kosztować akcje? Pierwsza emisja akcji KTS Weszło odbywa się w momencie, gdy maksymalny limit zbiórek crowdfundingowych wynosi 1 mln euro (od listopada mają obowiązywać nowe regulacje). Czyli zbiórka (oczywiście jeżeli będą chętni) zakończy się kwotą ok. 4,5 mln złotych.

Zgodnie z projektem, ma zostać wyemitowanych 25 000 nowych akcji, które będą odpowiadać 20% własności klubu (obecnie akcji jest 100 000). To oznacza, że cena jednej akcji wyniesie około 180 zł. Jest rozważana także maksymalna kwota inwestycji, czyli jakiś odpowiednik giełdowej redukcji przy IPO. Ma to na celu sprawić, aby ta zabawa była bardziej ogólnodostępna. W zależności od liczby nabytych akcji można liczyć na dodatkowe przywileje (od szalika klubowego po wyjazd na mecz z Weszło Travel). W przyszłym tygodniu na platformie Emiteo pojawią się też dodatkowe szczegóły emisji.

Na razie chętni są, bo w zapisach wstępnych 12 342 osób zadeklarowało 24 mln zł (stan na 7 października). Tylko trzeba pamiętać, że w tym przypadku zapisy nie są w żaden sposób zobowiązujące, a więc chętnych w praktyce pewnie jest mniej. Do grupy na Facebooku dołączyło na razie około 6200 osób, to jest bardziej realna liczba potencjalnych inwestorów.

Czytaj też: Weekend dla dwojga na bogato lub po kosztach. W którym ze znanych miast najmniej wydamy na randkę? Ile może kosztować taki wypad?

Największe piłkarskie biznesy w Europie

Ile warte są największe kluby piłkarskie na świecie? Magazyn Forbes cyklicznie publikuje swoje zestawienie. Z najnowszej edycji (początek 2021 roku) dowiadujemy się, że najwyżej wyceniane są dwa hiszpańskie kluby: FC Barcelona (4,76 mld dolarów) oraz Real Madryt (4,75 mld dolarów).

Podium zamyka Bayern Monachium z wartością 4,21 mld dolarów. W czołowej dwudziestce najcenniejszych klubów piłkarskich świata znajdziemy łącznie 3 kluby z Hiszpanii, 2 kluby z Niemiec, 1 klub z Holandii, 1 klub z Francji, 4 kluby z Włoch i aż 9 zespołów z Anglii. Widać wyraźnie, że to w Premier League są obecnie największe pieniądze.

Co ciekawe, piłka nożna ciągle ma potencjał do rozwoju i to pomimo trwającej pandemii. Wg Forbesa średnia wartość 20 najlepszych klubów wzrosła o 30% w ciągu dwóch lat. Zaledwie 13 z nich jest wyceniana na więcej niż 1 mld dolarów. To dużo czy mało? W porównaniu do Apple, Microsoftu, Amazona czy Google – wygląda to blado. Na przykład kapitalizacja Apple to już około 2,5 bln dolarów.

W 2020 r. klubem z największymi przychodami była FC Barcelona, która zebrała aż 715,1 mln euro. Drugi jest Real Madryt (714,9 mln euro), a trzeci Bayern Monachium (634,1 mln euro). Poziom przychodów pokrywa się więc z wartością firmy. Przynajmniej na podium.

Łącznie 20 klubów piłkarskich w Europie (7 z Anglii, 4 z Niemiec, 3 z Hiszpanii, 3 z Włoch, 2 z Francji, 1 z Rosji) z największymi przychodami wygenerowało w 2020 r. 8,2 mld euro. W porównaniu do 2019 r. (9,3 mld euro) było to aż 12% mniej.

Widać wyraźnie, że największe kluby piłkarskie w Europie nie dały rady przejść przez pandemię suchą stopą. Z listy dwudziestu klubów z najwyższymi przychodami w 2020 r. aż 18 odnotowało spadek tych przychodów. Wzrost osiągnął tylko Everton (symboliczny) i Zenit Sankt Petersburg.

Efekt wpływu koronawirusa na rynek piłkarski będzie widoczny pewnie jeszcze przez wiele lat. Analitycy Deloitte zwracają uwagę, że w tym trudnym okresie kluby piłkarskie muszą umocnić swoją więź z kibicami. Szczególnie, że najbardziej widoczne są spadki przychodów z dnia meczowego oraz z transmisji telewizyjnej.

Deloitte publikuje też regularnie rankingi „Piłkarska liga finansowa”, które dotyczą polskich zespołów. Tutaj można zapoznać się z edycją 2020 za rok 2019. Jak wypadamy na tle Europy? Biednie. Bardzo biednie.

Lider rankingu – Legia Warszawa – w 2019 r. osiągnęła przychody w wysokości 124 mln zł (czyli jakieś 27,5 mln euro). Bardzo daleko jej nawet do dwudziestego miejsca w rankingu europejskim. Co więcej, Legia nie wypada wcale tak źle, gdy spojrzymy na resztę zespołów w naszej lidze. Druga Lechia Gdańsk osiągnęła przychody w wysokości 51,2 mln zł, a trzeci Lech Poznań w wysokości 46,1 mln zł.

Szesnasty w rankingu ŁKS Łódź to już przychody w wysokości 10,2 mln zł. Czyli jakieś dwa razy więcej niż planowana emisja akcji KTS Weszło, który – przypomnijmy – gra w szóstej w hierarchii lidze. Przykład Rakowa Częstochowa pokazuje, że w piłce przychody szybko można zwiększyć. Czternasty w powyższej tabeli z przychodem w wysokości 18,5 mln zł zdobył w zeszłym sezonie Puchar Polski, zajął trzecie miejsce w lidze, a z europejskich pucharów odpadł dopiero w ostatniej rundzie eliminacyjnej.

Czytaj też: Jak zmienia się kibicowanie w czasie pandemii? Wyślij krzyk przez aplikację, skacz jako hologram i posłuchaj… reżysera kibiców

A może kupić akcje słynnego klubu?

Emisja akcji KTS Weszło to nie jest pierwszy pomysł tego typu na świecie ani nawet w Polsce. Są kluby, które zdecydowały się na sprzedaż akcji (czy to na giełdzie, czy w ramach crowdfundingu). Tą drogą podążają zarówno duże światowe marki (Manchester United, Juventus Turyn), jak i mniejsi gracze (Ajax Amsterdam, Ruch Chorzów). Jak radzą sobie akcje klubów piłkarskich?

Manchester United podczas debiutu giełdowego zebrał mniejsza kwotę niż oczekiwano, ale cena akcji szybko wzrosła i ustabilizowała się w przedziale 14-18 zł. W 2018 r. nastąpiło krótkotrwałe wybicie, ale potem cena wróciła do trendu, nazwijmy go bocznego.

Akcje Juventusu Turyn najlepiej radziły sobie do końca 2019 r. Następnie przyszło spore załamanie, które zaczęło się jeszcze przed pandemią koronawirusa i zostało przez nią spotęgowane. Ciągle jednak akcje są wyceniane wyżej niż pod koniec 2017 r.

Wpływ na ceny akcji klubów piłkarskich mają różne czynniki. Wyceny akcji mogą wzrosnąć po transferze jakiegoś znanego piłkarza (np. Cristiano Ronaldo) lub po deklaracji przystąpienia do Superligi (chwilowo projektu nieaktualnego). Rzadziej ma to związek z wynikami sportowymi.

Wynika to z faktu, że kluby piłkarskie są specyficznym rodzajem biznesu. Dla kibiców zysk jest sprawą drugorzędną, a ważniejsze są trofea sportowe. Zarządzający znajdują się pod nieustanną presją kibiców i dziennikarzy. A to skutkuje podejmowaniem nie zawsze racjonalnych finansowo decyzji. Czasami zmiana trenera czy jakiś transfer podyktowane są tylko oczekiwaniami kibiców.

Dlatego między innymi panuje przyzwolenie na zadłużanie się. Na przykład dwanaście klubów, które próbowały założyć Superligę – wg informacji podanych przez sport1.de – jest łącznie zadłużonych na kwotę ponad 7,6 mld euro. Nie może dziwić, że zarządzające nimi osoby chciały zwiększyć przychody.

Chociaż oczywiście przyzwolenie na dług występuje do pewnych granic – co ewidentnie widać na przykładzie obecnej FC Barcelony, która – będąc najwyżej wycenianym klubem piłkarskim – nie była w stanie przedłużyć kontraktu z Leo Messim z powodów finansowych (i nie chodziło tutaj o żądania piłkarza, a o sprawy formalne). Ktoś przedobrzył i teraz ktoś inny musi posprzątać finanse.

Czytaj też: Pieniądze nie grają, ale… co mówi o naszej reprezentacji na Euro 2020 wartość rynkowa piłkarzy i ich trenera? Jakie jest nasze miejsce w szeregu?

Polskie biznesy piłkarskie. Złoty interes czy orka na ugorze?

W Polsce nastroje kibiców piłkarskich są chyba jeszcze bardziej wyraziste. Często klub na skraju upadku jest po prostu ratowany finansowo przez miasto, a więc płacimy za niego wszyscy w podatkach. Nawet wtedy, gdy nie przepadamy za oglądaniem piłki nożnej.

U nas kibice też wolą trofea niż zyski. W zeszłym roku Lech Poznań sprzedał piłkarzy za ponad 17 mln euro (głównie Jakub Moder, Kamil Jóźwiak i Robert Gumny). Budżet został więc solidnie zasilony, ale nie przełożyło się to na odpowiednie transfery do klubu i wyniki piłkarskie. W europejskich pucharach Poznaniacy nie wyszli z grupy, a sezon zakończyli na 11 miejscu w tabeli.

Porównując z finansami jest to specyficzny rodzaj biznesu. Inwestorom w ogóle nie przeszkadzałoby być udziałowcami spółki, która pod względem wolumenu sprzedaży zajmuje jedenaste miejsce w kraju, ale co roku przynosi zyski. Kibice nie są jednak zadowoleni i oczekują zmian. Większość z nich woli zamienić dobry stan klubowej kasy na puchary w gablotach.

W Polsce są też dwa kluby są notowane na NewConnect. Ruch Chorzów oraz GKS Katowice. Pomimo braku osiągnięć sportowych (GKS Katowice dopiero awansował do 1 ligi i zajmuje w niej niskie miejsce, a Ruch Chorzów jest w czołówce 2 ligi – czyli są odpowiednio w 2. i 3. lidze w hierarchii) ich akcje w ostatnim czasie nieco zyskały.

Cena akcji Ruchu Chorzów jest nawet najwyższa od początku 2013 r. (a wtedy klub grał w europejskich pucharach i kończył Ekstraklasę na podium), a w przypadku GKS-u Katowice jest to poziom z końca 2018 r. (chociaż w 2020 r. byli wyżej wyceniani).

Natomiast z crowdfundingu dwukrotnie zdecydowała się skorzystać Wisła Kraków. W 2019 i w 2020 r. Obie zbiórki zakończyły się bardzo dobrymi rezultatami. Za pierwszym razem 9122 osoby kupiły akcje za kwotę 4 mln zł, a więc udało się zebrać całkowitą kwotę zbiórki. Rok później 8885 osób wydało niewiele ponad 3 mln zł, a więc zebrano jakieś 72% planowanego kapitału.

Szczególnie pierwsza emisja była sukcesem. Pobiła rekord platformy zarówno kwotowo, jak i liczbą inwestorów. Wtedy był to jednak klub na skraju bankructwa, po przejściach ze zmianami właścicielskimi. Dlatego była to bardziej akcja ratunkowa przeprowadzona przez kibiców niż inwestycja.

Podczas drugiej emisji zachęcano też osoby, które nie są kibicami klubu i zapewniono, że – w przypadku osiągnięcia trwałej rentowności – planowane jest dobrowolne odkupywanie akcji (w ciągu 3-5 lat, na życzenie inwestora) z zyskiem WIBOR 1R + 2%.

Taki zysk dobrze wygląda, ale inwestorów zachęcano do inwestycji również dodatkowymi nagrodami zależnymi od zainwestowanej kwoty. Były to chociażby portfel, szalik, notes, wyjazd na mecz Wisły itd. Ewidentnie takie gadżety miały zachęcić do udziału kibiców Wisły Kraków, ale jednocześnie mogły zniechęcić inwestorów innych klubów.

Kwota zebrana przez Wisłę Kraków była rekordowa, ale crowdfunding częściej dotyczy mniejszych, lokalnych organizacji. Celem może być poprawa rentowności lub jakaś inwestycja. Rzadko pojawia się możliwość zysku dla inwestorów. Tutaj przykład klubu KS Kabel, który w podobnej akcji (na nieporównywalnie mniejsza skalę) zebrał 5390 zł od ponad 50 osób.

Coraz częściej kluby piłkarskie emitują nie akcje, lecz… tokeny kryptowalutowe. Co więcej, część wynagrodzenia piłkarzy też jest wypłacana w tego typu „monetach”. Ale nie ma to wiele wspólnego z byciem współwłaścicielem klubu. To raczej rodzaj wejściówki do programu lojalnościowego dla fanów, za który to udział jeszcze trzeba zapłacić.

Przypadek KTS Weszło jest inny. Klub istnieje krótko, nie ma kibiców kształtowanych od dziecka, nie ma problemów finansowych i dosyć dobrze sobie radzi sportowo. Tutaj celem jest stworzenie klubu piłkarskiego zarządzanego przez kibiców oraz pomoc w i przyspieszenie rozwoju klubu. Inwestorzy natomiast będą motywowani ewentualnym zyskiem i/lub dobrą zabawą, a nie akcją ratunkową.

Czytaj też: Piłkarska rewolucja, czyli „projekt Superliga”. To może być potwór, który wydrenuje nasze kibicowskie kieszenie przez internet. Ale czy może skończyć się inaczej?

Emisja akcji KTS Weszło: jakie są szanse i ryzyka?

Każda inwestycja, nazwijmy ją alternatywna, jest obarczona większym ryzykiem, niż zwykła. Z jednej strony, wchodząc do gry na początkowym etapie rozwoju firmy możemy osiągnąć naprawdę satysfakcjonujące zyski w przypadku sukcesu. Nie mamy jednak żadnej gwarancji, że taki sukces nadejdzie, a do tego ponosimy wyższe ryzyko, że wszystko się posypie. Jak będzie w tym przypadku?

Jakie widzę szanse tego projektu?

Po pierwsze, organizator i pomysłodawca. Krzysztof Stanowski, który jest takim trochę Wojciechem Sobierajem dziennikarstwa sportowego w Polsce. Założył z niczego strony internetowe, radio i telewizję internetową, które okazały się sukcesem, a więc ma potrzebne umiejętności do zarządzania oraz odpowiednie znajomości w branży. Jeżeli komuś taki projekt miałby wyjść, to właśnie jemu (chociaż nie ma gwarancji, że wyjdzie).

Po drugie, potencjał marketingowy. Klub KTS Weszło na pewno ma odpowiednie narzędzia, aby nagłośnić swoją działalność (wspomniane wyżej radio, internet, telewizja) i przyciągnąć nowych sponsorów oraz kibiców. Zresztą już w A-klasie (niższa liga piłkarska w Polsce) na trybunach pojawił się chociażby Zbigniew Boniek. W wyższych ligach ten potencjał tylko wzrośnie.

Po trzecie, szansa na złoty strzał. W piłce nożnej ciągle obecna jest wielomilionowa gotówka. Jeden dobry piłkarz, którego udałoby się wychwycić lub wychować od juniora może zostać sprzedany za ogromną kwotę. A ta następnie może zostać podzielona częściowo pomiędzy inwestorów. Szeroka sieć udziałowców i skauci zagraniczni tylko zwiększają szanse na taki scenariusz.

Po czwarte, są pieniądze, jest zabawa. W klasycznych inwestycjach możemy tylko patrzeć na wykres (i ewentualnie się modlić). Tutaj, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będziemy mieli wpływ na sytuację. Mały wpływ, ale zawsze – taki manager piłkarski na żywo. A biorąc pod uwagę, że gry komputerowe są coraz droższe, to zakup kilku udziałów można potraktować jako zakup gry komputerowej (z opcją zwrotu kosztów).

Po piąte, modne dobro rzadkie. Na ten moment chętnych jest bardzo dużo. Oczywiście finalnie pieniądze wpłaci mniej osób, ale i tak prawdopodobnie nie wszyscy chętni zdążą się załapać. A to oznacza, że udziały będzie dosyć szybko można odsprzedać z zyskiem. Kolejne emisje mają się też rozpoczynać z wyższej ceny. Możemy więc przystąpić do projektu, licząc na szybki zysk.

Po szóste, klub nie zaczyna od zera. Zespół KTS Weszło istnieje już ponad 3 lata i na razie osiąga niezłe wyniki. Nie jest to więc inwestycja zupełnie w ciemno, bo ludzie nim zarządzający pokazali już, że coś potrafią (chociaż oczywiście im wyżej w hierarchii, tym będzie trudniej).

Widzę też pewne zagrożenia takiej inwestycji

Moją pierwszą obawą jest niepewność przyszłości klubu, bo tak naprawdę wszystko będzie zabezpieczone słowem (a może i pismem – jeszcze nie wiemy, jak będzie to formalnie rozwiązane) głównego akcjonariusza – Krzysztofa Stanowskiego, który zapowiedział, że sobie zostawi 51% udziałów. Kto nam zagwarantuje, że kiedyś mu się ta zabawa nie znudzi, nie sprzeda akcji lub nie ograniczy naszej decyzyjności?

Po drugie osoby z większa liczbą udziałów – niekoniecznie mądre – będą miały więcej do powiedzenia. To oczywiście jest naturalne, ale nie zawsze będą one miały większą wiedzę piłkarską. No i nasuwa się pytanie, czy mając pojedyncze udziały będziemy mieli możliwość, by sprzeciwić się głupim pomysłom?

Po trzecie: klub sportowy i demokracja – to się może nie udać.  Jest też inne pytanie, jeszcze poważniejsze: czy klub zarządzany „demokratycznie” może się udać w kraju, w którym gdzie dwóch Polaków, tam trzy różne zdania, a gdzie trzy różne zdania, tam zaraz krwawa jatka? Jest i drugi scenariusz: że demokracja będzie fikcyjna, a tam naprawdę będzie Stano-demokratura. W sumie nie wiadomo czy to dobrze, ale jest to czynnik ryzyka.

Po czwarte, konkurencja i ryzyko wrogich działań. Niski próg wejścia w inwestycję oznacza, że bardzo łatwo pojedyncze udziały będzie mogła kupić konkurencja piłkarska. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby takie udziały kupił chociażby Dariusz Mioduski z Legii Warszawa (z którym Krzysztofowi Stanowskiemu chyba nie po drodze) tylko po to, żeby kłaść kłody pod nogi.

Po piąte, brak dywidendy i płynności. Nie będzie to, przynajmniej na razie, spółka dywidendowa. W najbliższych latach dywidenda nie jest planowana, a potencjalne zyski będą przeznaczane na rozwój infrastruktury klubowej. Naszym zyskiem może być tylko wzrost wartości naszych udziałów. Wyjątkiem może być opisana wyżej sytuacja ze złotym strzałem transferowym. Inna sprawa to kwestia płynności – dopóki KTS Weszło nie jest notowane na żadnej giełdzie, ewentualna odsprzedaż udziałów będzie możliwa tylko w ramach indywidualnej umowy między inwestorami. Nie będzie też wyznaczana żadna cena rynkowa akcji.

Po szóste, nikt ciągle nie wygrywa, a koszty wzrosną. Nawet najlepsze drużyny piłkarskie w historii się rozpadały i przegrywały. Pytanie, co się stanie z projektem, gdy przyjdą pierwsze niepowodzenia, porażki, a może nawet spadek z ligi? Plany mogą się szybko zmienić, może się pojawić zniechęcenie pomysłodawcy lub inwestorów.

Po siódme: corporate governance: to nie jest korporacja, w której są procedury, nadzór wewnętrzny i zewnętrzny, a nad wszystkim czuwa nadzór państwowy, czyli KNF. Kto myśli, że to będzie udział w spółce o takiej jakości zarządzania, jaką mogą się poszczycić największe i najlepsze koncerny – może się rozczarować.

Czyta też: Pieniądze na Euro 2020. Ile naprawdę płacimy za oglądanie piłki nożnej? Czy telewizja na tym zarabia? Ile płacą sponsorzy, a ile wyniesie „składka” każdego kibica?

Niezależnie od tego, czy ten projekt okaże się sukcesem komercyjnym, to będzie on w pewnym sensie unikatowy. Pojedyncze akcje będzie można kupić stosunkowo tanio, a następnie będziemy w jakiejś części decydować o działaniach klubu. Będzie to też prawdopodobnie jeden z najgłośniejszych projektów pro

Zdjęcie główne: DS-Foto / pixabay oraz Weszło

Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
jsc
20 dni temu

(…)po deklaracji przystąpienia do Superligi (chwilowo projektu nieaktualnego).(…)
Przy tej okazji kibole dali kilka pokazów siły, zatem to może być fatalny pomysł… a trzeba wspomnieć, że obecna hegemonia lig zachodnioeuropejskich zaczęła się od naprawienia wizerunku związanej z uporaniem się z kibolstwem po tym głośnym zawaleniu się trybuny na Hillsborough.

Marek
20 dni temu

Takie nasze polskie socios.

Marek
19 dni temu

Ciekawa analiza. Gratuluję.

Łukasz
19 dni temu

To nie jest emisja akcji tylko crowdfunding.

Admin
19 dni temu
Reply to  Łukasz

W crowdfundingu udziałowym też sprzedaje się akcje, tyle że niedopuszczone do publicznego obrotu

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!