6 kwietnia 2018

„Biedronka”, świetny pomysł na sobotnie kupowanie i… wściekli klienci. Co poszło nie tak?

„Biedronka”, świetny pomysł na sobotnie kupowanie i… wściekli klienci. Co poszło nie tak?

Jakkolwiek największe sieci handlowe nie ujawniają skali spadku swoich obrotów po wprowadzeniu w życie ograniczeń dla zakupów w co drugą niedzielę, to… jakieś-tam straty pewnie są (na niedziele przypadało 7% przychodów sieci handlowych). Jedynym sposobem sieci handlowych na ich zniwelowanie jest nakłonienie konsumentów, by przyzwyczaili się do robienia zakupów na zapas w sobotę.

Kalkulacja jest prosta – jeśli nie ściągnie się klientów na zakupy bezpośrednio przed wolną niedzielą, to mogą pójść tam, gdzie w niedzielę zakupy są dozwolone (np. na dworzec albo na stację benzynową). Wtedy niedzielny tort zakupowy w całości zjedzą inni.

Zobacz również:

Czytaj też: Ile musisz zrobić zakupów w sobotę, żeby uratować skórę handlowcom? Liczę!

Czytaj też: Zakupy internetowe zamknięte w niedzielę? Tych innowacji nie da się ukatrupić żadną ustawą

Pomysły na sobotnie łowienie Polaków są coraz ciekawsze. Oczywiście podstawa to specjalne rabaty na popularne towary oferowane tylko w piątek i sobotę (słyszycie o nich w reklamach, więc nie będę rozwijał wątku) oraz obietnica, że w soboty nie będzie kolejek przy kasach. Ale – jak donieśli mi czytelnicy – największa sieć handlowa Biedronka rozpoczęła ostatnio akcję znacznie bardziej „celowaną”. Obiecała klientom bony, które będzie można wykorzystać… tylko w soboty. I to na raty.

Rzecz musiała rozpalić emocje. „Biedronka” ogłosiła, że można ukręcić 100% zniżki, co w branży handlu detalicznego jest nader szczodrą okazją. Promocja trwała tylko przez dwa dni (3-4 kwietnia) i dotyczyła zakupów towarów przemysłowych (ubrań, zabawek, elektroniki i artykułów AGD). Aby z niej skorzystać trzeba było być w miarę lojalnym klientem „Biedronki”, czyli mieć kartę lojalnościową „Moja Biedronka”.

Każdy zakup artykułów przemysłowych o wartości co najmniej 50 zł miał być premiowany pięcioma bonami po 10 zł każdy. A więc: kupuję bluzki za 50 zł i… dostaję bony na zakupy na 50 zł. Czyli bluzki mam gratis. Jedynym haczykiem był ten, że każdy 10-złotowy bon można zrealizować tylko w konkretną sobotę (co oznacza pięć sobotnich „kursów” do Biedronki).

Aby dostać 10 zł rabatu trzeba mieć „wkład własny” – zrobić zakupy za co najmniej 11 zł (czyli de facto przez pięć sobót wydać w „Biedronce” co najmniej 5 zł własnej kasy).

Czytaj też: Zrób zakupy w spożywczaku przez internet i zamów dostawę do… ulicznego „paczkomatu” na żywność. Czy to ma sens?

Czytaj też: Zakaz handlu w niedzielę. Gdzie pójść na spacer w niedzielę żeby nie zwariować?

Czytaj też: Zniżki na wyprzedażach to mało? Prześwietlam programy rabatowe organizacji płatniczych! Ile można wycisnąć z karty?

Pomysł „ratalnych” bonów do wykorzystania w sobotę jest genialny w swej prostocie. Za 50 zł „Biedronka” kupuje sobie pięć szans na „ubranie” konsumenta w jak największe zakupy w sobotę. Sądzę, że takie krótkie akcje, będące połączeniem „czyszczenia magazynów” z rozdawaniem klientom „biletów” na sobotnie zakupy, mogą być skutecznym pomysłem.

Sęk w tym, że przy okazji można sobie zrobić krzywdę, bowiem nie ma nic gorszego jak narobić konsumentowi apetytu, a potem go spławić. Wśród wielu z moich czytelników, który – oprócz rozsądnego korzystania z produktów finansowych – lubią też oszczędzać na codziennych zakupach, skusiło się na „przemysłowe” zakupy w ciągu dwóch dni objętych szybką promocją, by uzyskać 50 zł w sobotnich bonach. I… zrobiła się afera.

„Chciałabym zwrócić Pana uwagę na niefortunną promocję w „Biedronce” Chciałam skorzystać z tej oferty. Odwiedziłam w tym celu trzy różne sklepy „Biedronka” w Lublinie. W żadnym z tych sklepów promocja nie działała. W ostatnim sklepie kierowniczka powiedziała mi, że jest „błąd informatyczny”. W internecie znalazłam forum, gdzie internauci pisali, że promocja ta nie działa w całej Polsce. Szumnie ogłaszali w gazetkach i przez radiowęzeł w sklepie promocję, z której w ogóle nie dało się skorzystać”

– napisała mi jedna z moich czytelniczek w wiadomości na Facebooku. I nie tylko ona. Dostałem też informację od drugiego z czytelników, tym razem z południa Polski:

„Próbowałam kupić klocki Lego, które były na liście promocyjnych produktów. W kasie naliczyło mi jakąś inną promocję, od wyższej ceny, która nigdzie nie była podana. A kupony się nie wydrukowały. Po rozmowie z kierowniczką sklepu okazało się, że w ciągu całego dnia nie wydrukował im się ani jeden kupon”

W niektórych sklepach wywieszono kartkę o awarii, w innych kierownicy szli w zaparte, a infolinia odpowiadała wściekłym klientom, że według ich informacji promocja działa i ma się świetnie.

„Podsłuchałem rozmowę kierowniczki i klientki, która kupiła artykuły AGD, a nie dostała bonów. Kierowniczka zbyła ją stwierdzeniem, że kupiła niewłaściwe produkty. Nie wiem czy klientka je zwróciła”

– to jeszcze inny sygnał. Wiem, że na forach internetowych też było gorąco, ludzie przerzucali się przykładami z miast, w których próbowali „zasłużyć” na pięć bonów po 10 zł na sobotnie zakupy, ale zostali odprawieni z kwitkiem (a w zasadzie właśnie bez kwitka, bo owe bony to zwykłe wydruki z kasy).

„Subiektywnie o finansach” to nie jest miejsce, w którym często zajmuję się „Żabkami”, Biedronkami” i innymi „owadami spożywczymi”. Ale choć nie mówimy tu o produkcie finansowym, to chcą stanąć w obronie mnóstwa klientów, którzy wypełnili swoją część zobowiązania i zostali potraktowani per noga.

To kliniczny przykład na bardzo pomysłową promocję – wydaje mi się, że tego typu akcje wejdą wkrótce do kanonu promocji we wszystkich dużych sieciach handlowych – która została „zaorana” poprzez fatalną organizację oraz brak pomyślunku. Obsługa sklepów, zapewne nieprzygotowana na błędy z wydawaniem kuponów, zamiast prosić klientów, by zachowali paragony i przyszli po kupony w kolejnych dniach, tylko bezradnie rozkładała ręce.

Polska wciąż jest krajem, w którym za 50-złotowy prezent wielu klientów dałoby się pokroić. Zwłaszcza, w sytuacji, w której aby go otrzymać – i zamienić bon na żywą gotówkę – trzeba wydać tylko dwa razy po 50 zł w ramach „wkładu własnego”. Nie powinno być wielkim problemem dla potężnej sieci handlowej poproszenie rozczarowanych klientów, by „uzbrojeni” w paragony mogli zgłosić się po swoje bony w późniejszym terminie.

Awarie się zdarzają, ale można je zamienić w sukces i zwiększyć lojalność klientów zamiast strzelać sobie w kolano. Nawet jeśli się jest „Biedronką” i kolan ma się więcej niż inni.

zdjęcie tytułowe: Tomasz Chachorowski, „Nowości – Dziennik Toruński”, zapraszam do lektury!

 

Subscribe
Powiadom o
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Leszek
3 lat temu

No proszę, a ja się nabrać nie dałem. Na dodatek nie lubię biegać do sklepów w sobotę. Wolę poniedziałek 😉

Krzysztof A.
3 lat temu

Cytat:
I że aby dostać 10 zł rabatu trzeba mieć „wkład własny” – zrobić zakupy za co najmniej 21 zł (czyli de facto wydać w „Biedronce” co najmniej 50 zł własnej kasy przez kolejnych pięć sobót).

Chyba się tu wkradła drobna pomyłka – zakupy trzeba zrobić za 11zł przed rabatem, czyli na kolejnych zakupach trzeba wydać z własnej gotówki co najmniej 5 zł, nie 50zł 😉 Czy to ja źle rozumiem zasady promocji?

Marcin
3 lat temu

Wkradł się chyba mały błąd do tekstu, gdyż jeśli dobrze czytam warunki promocji to paragon musi mieć wartość 11 PLN przed rabatem a nie po. Wychodzi z tego, iż wkład własny to minimum 5 a nie 50 PLN

Fabian
3 lat temu

Mój zakup z karta Biedronki w wyznaczonym dniu to pieluchomajtki dziecięce + proszek do prania, kwotowo spełniający warunki promocji. Również żadne bony nie wydrukowały się. Kasjerka „ściemniała”, że taka promocja była na zakupy przed świętami (!).
Na moje pytanie wysłane e-mailem do BOK Biedronki, otrzymałem odpowiedź, że mój zakup to nie są artykuły przemysłowe.
Czym więc są, bo chyba nie art. spożywczymi, a tylko takie pospolite rozróżnienie artykułów w sklepach mi się kojarzy (popularny szyld małych sklepów w PRL: 'Artykuły spożywcze i przemysłowe').

eldorado
3 lat temu

„Obsługa sklepów, zapewne nieprzygotowana na błędy z wydawaniem kuponów, zamiast prosić klientów, by zachowali paragony i przyszli po kupony w kolejnych dniach, tylko bezradnie rozkładała ręce.” Jest Panie niezwykle „niestosowny” (bo wulgaryzmy Pan o sobie by moderował) w stosunku do personelu sklepów!!! Co sklep w sieciówce może? NIC!!! kto wymyśla pokręcone promocje – z lista towarów, które myśli Pan w 3sek. da się odnaleźć na magazynie??? – o ile je sklep ma, jakoś przemilcza Pan ile osób jest ma zmianie w sklepie… Gdyby choć pofatygował się Pan do KTOKOLWIEK decyzyjnego w tych sklepach, Pan wypytał… Najlepiej w centrali, trochę wypytał… Czytaj więcej »

Przemek
3 lat temu

Dziś robiłem zakupy i system wydrukował mi „zaległe” bony z wtorku 🙂

gege
3 lat temu

Większość naszych Rodaków za 1 zł rabatu potrafi gonić żabę kijem do Warszawy

Czytelniczka z Lublina
3 lat temu

Biedronka znowu zaskakuje bałaganem.

We wtorek i środę nie było zapowiadanej promocji, a dzisiaj zrobiłam normalne spożywcze zakupy w sklepie Biedronka najbliżej mojego domu za 64 zł i tu nagle niespodzianka: po okazaniu karty lojalnościowej Biedronki, zapłaceniu za zakupy i wydrukowaniu paragonu nagle wydrukowało się dla mnie pięć bonów po 10 zł do realizacji w kolejne soboty począwszy od 07.04.2017.
Kasjerka była bardzo zdziwiona: Co się dla Pani tak dużo bonów drukuje? Chyba coś źle nacisnęłam. 🙂

Andrzej
3 lat temu

Hasło z radia Zet

widziałem Naród
co bez celu się błąka
zamknięty LIDL
zamknięta BIEDRONKA

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!