8 stycznia 2022

Kto odpowiada za najwyższą od 21 lat inflację w Polsce? „Winnych” jest aż sześciu. Które z „silników” inflacji w 2022 r. będą wciąż działały i nas męczyły?

Kto odpowiada za najwyższą od 21 lat inflację w Polsce? „Winnych” jest aż sześciu. Które z „silników” inflacji w 2022 r. będą wciąż działały i nas męczyły?

Inflacja w Polsce wynosi 8,6%. To najwięcej od 21 lat. I pewnie jeszcze urośnie. Kto za to odpowiada? Jest aż sześciu winnych. Które z przyczyn wysokiej inflacji będą nas męczyły też w 2022 r., a które mogą wygasnąć?

W piątek GUS podał, że inflacja w Polsce wynosi 8,6%. Inflacja w Polsce jest mniej więcej o 3 punkty procentowe wyższa niż w większości krajów europejskich. A prawdziwe jej podwyżki dopiero przed nami, bo w grudniu prąd, gaz były tańsze niż teraz, w styczniu. To tylko przypomina, że dane ważne przede wszystkim z tego powodu, że de facto wyznaczają poziom inflacji w całym 2021 r. – najwyższy od 21 lat.

Zobacz również:

Polski Instytut Ekonomiczny „wypomniał” krytykom rządu, że nikt nie był w stanie przewidzieć aż tak wysokiej inflacji. Nie tylko prezes NBP, ale i armia ekonomistów. Pomylili się m.in. analitycy ankietowani przez „Parkiet”, którzy sądzili, że średnia inflacja w 2021 r. wyniesie 2,5%, a maksymalnie 3,6%, mylił się Międzynarodowy Fundusz Walutowy (oceniał, że średniorocznie inflacja wyniesie w 2021 r. tylko 2,3%). W rzeczywistości inflacja w Polsce wynosi ok. 5,1% według danych średniorocznych.

Inflacja w Polsce wynosi już 8,6%
Inflacja w Polsce wynosi już 8,6%

Inflacja w Polsce wynosi 8,6% – to fakt niezbity. Ale kto za to odpowiada? Jest aż sześcioro „winnych” tego, że ceny rosną w Polsce najszybciej od 21 lat. Ale najważniejsze pytanie brzmi – czy w 2022 r. te przyczyny nadal będą nas męczyły? A może niektóre znikną? Od odpowiedzi na to pytanie zależy poziom inflacji w 2022 r. No to sprawdźmy.

Po pierwsze: droższa energia. Wina Tuska, Szydło czy Morawieckiego?

Wzrost kosztów nośników energii jest jednym z głównych „silników” inflacji. I niestety, nic nie zapowiada, żeby wzrosty miały zahamować. Według ostatnich dostępnych szczegółowych danych z listopada, energia elektryczna dla konsumentów podrożała w skali roku o 9,5%, a gaz o 17,5% (PGNiG do tego czasu trzy razy podniosło cenę gazu w ciągu roku). A z danych grudniowych wynika, że w sumie nośniki energii zdrożały o 14,5% w skali roku.

Dlaczego nośniki energii drożeją? Mniej więcej od września mamy kryzys energetyczny. Tak jak zima zaskakuje drogowców, tak ożywienie gospodarcze po pandemii zaskoczyło świat. Zużycie energii miało długo się nie odbudować po lockdownie. Ożywienie spowodowało wzrost popytu najpierw na ropę naftową, potem gaz, a kiedy gazu zaczęło brakować, to również i na węgiel. Ruszyła lawina, na końcu której był też wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Jak policzył Polski Komitet Energii Elektrycznej, 60% wzrostu cen energii w Polsce wynika ze wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 (prąd w Polsce produkujemy z węgla).

Polska miała i czas, i pieniądze, żeby się na to przygotować. W ostatnich latach polski budżet zarabiał po kilka-kilkanaście (a w tym roku nawet ponad 20 mld zł) na sprzedaży darmowych uprawnień do emisji CO2. Pieniądze rozpłynęły się w budżetowym worku, choć powinny zostać wydane na zielone inwestycje. Bo to nie jest tak, że Bruksela zostawiła nas samych z problemem elektrowni węglowych.

Scenariusz na 2022 r. jest zły, bo dopiero weszliśmy w duże podwyżki – prądu o 24%, gazu o 54%. A te firmy i instytucje, które nie są chronione państwowymi taryfami, zapłacą nawet 1000% więcej. Tarcza Antyinflacyjna zaproponowana przez polski rząd to ulga krótkotrwała i, licząc w wartościach bezwzględnych, nieduża – do kilkuset złotych na konsumenta w trakcie całego okresu jej życia, czyli do końca marca.

Drogie nośniki energii to też drogi transport i podróżowanie (koszty transportu, a więc i biletów na pociągi, autobusy, samoloty oraz koszty przejazdów taksówkami, wzrosły w ciągu roku o jedną czwartą). No i bądźmy szczerzy… To że inflacja w Polsce wynosi 8,6% i jest najwyższa od 21 lat nie oznacza, że w 2022 r. nie będzie jeszcze wyższa.

Po drugie: błędy Niemiec i polityka Gazpromu

Ale wysokie ceny CO2 nie tłumaczą podwyżek cen gazu, którego ceny nominalne, bez kosztów CO2, wzrosły w ciągu roku (w zależności od terminu dostawy) od 150% do 600%. Gaz drożeje na całym świecie i jest to również związane z ożywieniem gospodarczym. Ale w Europie drożeje najbardziej, bo Rosja majstruje przy gazowych kurkach – nie „rezerwuje” mocy przesyłowych w gazociągu Jamalskim, naciska na szybkie uruchomienie Nord Stream 2.

Angela Merkel, do niedawna kanclerz Niemiec, naiwnie wierzyła, że z Rosjanami w sprawie dostaw gazu można się dogadać. Przekonała amerykańskiego prezydenta Joe Bidena, by nie „karał” Rosji nowymi sankcjami. I od dawna realizuje plan, według którego to rosyjski gaz ma być w Europie paliwem przejściowym pomiędzy węglem a OZE lub atomem.

Uzależnienie od rosyjskiego gazu w Europie rośnie, a kryzys energetyczny jeszcze to spotęgował. Rosja uznała całą sytuację za przejaw słabości Zachodu. Efekt widzimy na tym wykresie. Spektakularne wzrosty cen gazu widać tylko w Europie.

inflacja w Polsce wynosi 8,6%. Wina Gazpromu
inflacja w Polsce wynosi 8,6%. Wina Gazpromu

Przez lata przyzwyczailiśmy się do taniego gazu, wiele osób używa go do ogrzewania domów. Podwyżki o kilkaset procent dla gospodarstw domowych czy szpitali są bulwersujące. Rząd zapowiada rekompensaty, wypłacane oczywiście z budżetu, czyli przez nas, podatników. Czyli na koniec dnia rachunek i tak dostaniemy my, np. nauczyciele nie dostaną podwyżki albo samorząd dostanie mniejszą dotację i nie wybuduje nowej szkoły.

Premier Mateusz Morawiecki, na krótko przed podaniem danych o inflacji zapowiedział, że rząd obniży VAT na paliwa z 23% do 8%, co przełoży się nawet na 70 gr. obniżki na stacjach paliw. Pod warunkiem, że sieci o tyle obniżą ceny detaliczne. Będzie musiała zadziałać konkurencja, bo nikt firmom nie może zabronić zwiększenia marży o wysokość obniżonego VAT-u.

Paliwa w skali roku podrożały o prawie 33%. Tak duże wzrosty prawdopodobnie już się nie powtórzą. Trzeba jednak pamiętać, że czarny scenariusz w paliwach jeszcze się nie zmaterializował. Mimo że średnie ceny benzyny w Polsce przekraczały 6 zł i były historycznie rekordowe, to cenom baryłki daleko było do rekordowych wartości. W ostatnich tygodniach cena ropy osiągnęła 85 dol. za baryłkę. W latach 2011-2014 nie schodziła poniżej 100 dol. Teraz płaciliśmy za paliwo więcej z powodu słabszego złotego i wyższych podatków (np. opłaty emisyjnej).

Czytaj też: Bon paliwowy dla wielodzietnych kierowców? Inflacyjny cashback od rządu? A może „głosowanie bakiem”? Oto dowód, że właściciele stacji obawiają się „szóstki z przodu”

Czytaj też: E.ON, sprzedający prąd mieszkańcom stolicy, pokazał skalę podwyżek cen energii. O ile więcej zapłacą Warszawiacy? Kiedy firma przyśle nowe faktury? Zakładajcie rezerwy!

Po trzecie: drukowanie pieniędzy przez banki centralne

Podwyższona inflacja jest prawie na całym świecie (choć w Polsce jest wyższa niż w większości krajów rozwiniętych). W wysokiej inflacji przyszło nam zapłacić „podatek” od wydrukowanych globalnie i w Polsce pieniędzy przeznaczonych na walkę ze skutkami pandemii. Nad Wisłą było to 200 mld zł w ramach – nie zawsze dobrze celowanej – pomocy.

To była świadoma decyzja – powtarza prezes NBP, czy szef PFR Paweł Borys, którzy mówili, że lepiej wychodzić z pandemii z podwyższoną inflacją niż z dużym bezrobociem.

Jak policzyli analitycy Pekao, od lutego 2020 r. do lipca 2021 r. podaż pieniądza M3 wzrosła w USA o prawie 33%, w strefie euro o 11%, a w Polsce o 14%. Podaż pieniądza rośnie dużo szybciej niż gospodarka (PKB Polski w tym roku ma urosnąć o 5,3%), a to znaczy, że pieniądz traci realnie na wartości.

Problem w tym, że pieniądze z tarcz antykryzysowych zostały „przejedzone”. Nie posłużyły zwiększaniu konkurencyjności polskiej gospodarki, poprawieniu jej innowacyjności. Ciągle jesteśmy w tym samym miejscu, co przed pandemią, czyli głównie jako dostarczyciel tanich i prostych produktów dla niemieckiego przemysłu.

Czy ten trend można zatrzymać? Raz wpuszczony w obieg pieniądz trudno „wyłowić”. W Polsce się na to nie zanosi, a tarcza antyinflacyjna, jest raczej proinflacyjna. Rząd chce wypłacać dodatki nauczycielom, rekompensować obniżki emerytur wywołane Polskim (nie)Ładem, dosypuje pieniędzy gdzie popadnie.

Ostatnio wprowadził 14. emeryturę (gospodarstwa emeryckie mają statystycznie większy dochód rozporządzalny niż małe firmy), chce wypłacać pieniądze na urodzenie drugiego dziecka (na pokrycie wkładu własnego), a już istniejącym 1-3 latkom sfinansuje drugie 500+.

Po czwarte: promowanie przez rząd konsumowania zamiast inwestowania

Polski rząd przez ostatnie lata promował taki model gospodarczy, który jest oparty o stymulowanie konsumpcji – transferowanie pieniędzy do konsumentów, żeby poszli do sklepów i robili zakupy. Mało kto pamięta o „strategii Morawieckiego”, która miała nas wyrwać z pułapki średniego wzrostu i pomóc stworzyć firmy rozpoznawalne globalnie. Zamiast tego mamy rekordowe programy redystrybucyjne (roczny koszt 500+ to 41 mld zł), których adresaci pomocy finansowej nie zawsze potrzebują.

W rekordowym tempie rosła też płaca minimalna. W tym roku wynosi 3010 zł brutto, czyli rośnie o 7,5%. To pierwszy przypadek od wielu lat, kiedy wzrost wynagrodzeń będzie mniejszy niż inflacja. Poziom inwestycji w Polsce jest najmniejszy od wielu lat.

Drukowanie pieniędzy na walkę z kryzysem finansowym było sprawdzonym pomysłem, który zaprocentował (częściowo) po 2008 r. Wtedy efekt był taki, że drożały surowce i wyceny akcji firm. Teraz masa gotówki popłynęła praktycznie do każdej gałęzi gospodarki. Pieniądz stał się tani, ludzie mają go w kieszeni za dużo i traci na wartości.

Czytaj też: Stopy procentowe znowu w górę, oprocentowanie kredytów też. Czy kredyty z ery „taniego pieniądza” to tykająca bomba zegarowa? Kto nie udźwignie wzrostu stawki WIBOR?

Czytaj też: Drżysz przed inflacją? Po jaką podwyżkę powinieneś pójść, by wyrównać sobie wzrost cen? Zajrzałem do statystyk, policzyłem i znam odpowiedź!

Po piąte: „zerwane” globalne łańcuchy dostaw

Według PIE skokowe wzrosty paliw, energii oraz żywności odpowiadają za ponad 65% obecnego wzrostu cen. W ciągu roku nawozy podrożały nawet o 150% z powodu skokowego wzrostu cen gazu oraz ograniczenia eksportu przez Chiny oraz Rosję. A koszt frachtu morskiego wzrósł nawet 7-krotnie z powodu zamknięcia przez COVID chińskich portów.

Na to nałożyła się zwiększona konsumpcja, która była odłożona w czasie lockdownu. Widać to w danych na temat światowej wymiany handlowej. W największej gospodarce świata, czyli w USA, zakupy trwałych dóbr konsumpcyjnych wzrosły od początku 2020 r. do grudnia 2021 o ogromne 34%. To – w połączeniu z restrykcjami w różnych krajach świata – doprowadziło do zerwania łańcuchów dostaw. Jak twierdzi PIE, wolumen światowej wymiany towarowej był najwyższy w historii w kwietniu 2021 r.

Przez drożejące nośniki energii i zwiększony popyt drożeją też metale (żeby wytopić stal czy aluminium potrzebny jest węgiel albo gaz). Takich przykładów jest dużo, bo drożeje zarówno drewno, jak i półprzewodniki (czyli po prostu mikroprocesory). Niedobory półprzewodników, szczególnie dotkliwe dla branży motoryzacyjnej, doprowadziły w 2021 r. do przestoju fabryk m.in. w Polsce. Gdy klienci nie mogą kupić nowego samochodu albo każe im się czekać na niego pół roku, albo idą do komisów. Efekt? Wyraźnie drożeją. I to się nie skończy.

Najbogatsze kraje świata, widząc nadwerężone łańcuchy dostaw, zmieniają strategię i przenoszą produkcję lekarstw, czipów oraz innych strategicznych artykułów do swoich krajów. Kończy się era optymalizacji, czyli przenoszenia produkcji tam, gdzie jest najtaniej – nawet jeśli jest to na drugim końcu świata. Za tzw. reshoring zapłacimy w wyższych cenach. Produkcja kluczowych komponentów będzie prowadzona bliżej, ale i drożej.

Po szóste: spóźnione podwyżki stóp procentowych

Prezes NBP mówił do niedawna, że nie będzie podwyższał stóp procentowych, bo inflacja przyszła do nas z zewnątrz. Czyli trzymając się tej logiki, podwyżki stóp procentowych są niepotrzebne.

To, co może zrobić NBP, to obniżyć inflację bazową, czyli inflację z wyłączeniem cen żywności i energii. Można to zrobić schładzając gospodarkę, utrudniając zaciągnięcie kredytu i podwyższając jego koszt, zachęcić ludzi do oszczędzania zamiast do wydawania pieniędzy. Na to akurat Rada Polityki Pieniężnej ma wpływ poprzez ustalanie stóp procentowych. Niestety, spóźniła się z decyzjami. W grudniu inflacja bazowa wzrosła do 5,3%. A w październiku wynosiła ona „tylko” 3,9%.

Lawina ruszyła, a podwyżki stóp procentowych nieprędko schłodzą inflację. Powód? Efekt drugiej rundy. W wyniku wysokiej inflacji pracownicy idą do pracodawców po podwyżki, a to jeszcze bardziej napędza inflację. Pracodawcy z kolei przerzucą na konsumentów podwyżki pensji swoich pracowników.

Do tej pory średnie wynagrodzenie w Polsce rosło w tempie 8-10%. Gdy inflacja wynosi 8-9%, a ktoś nie dostanie podwyżki (i to przyzwoitej), to znaczy, że jego realne dochody spadną. Efekty ostatnich podwyżek stóp procentowych dostrzeżemy dopiero pod koniec 2022 r.

Inflacja w Polsce wynosi 8,6%. Ile jej „silników” może przestać działać w 2022 r.?

Wśród sześciu „silników” inflacji kilka może w 2022 r. się „popsuć”. Być może zadziałają podwyżki stóp procentowych, być może spadną ceny paliw i gazu. Może bankom centralnym uda się „zessać” z rynku trochę nadmiaru pieniądza. Ale wygląda na to, że ani polityka polskiego rządu (rozpędzająca inflację, choć tarcze antyinflacyjne częściowo ten trend hamują), ani ceny energii, ani nadwerężone łańcuchy dostaw nie zostaną w tym roku „naprawione”.

————-

Posłuchaj noworocznego odcinka podcastu „Finansowe sensacje tygodnia”

W pierwszym w 2022 r. odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” zastanawiamy się jaka część kredytobiorców hipotecznych może nie wytrzymać wyższego WIBOR-u po czwartej z rzędu (i nieuchronnych kolejnych) wzrostach stóp procentowych. Zastanawiamy się też nad tym, jaki sens mają bankowe reklamy promocyjnych depozytów i – dzięki danym NBP – demaskujemy ich bezsens (choć w ekipie „Subiektywnie o Finansach” nie ma zgody co do tego, czy to rzeczywiście jest całkiem całkowity bezsens czy tylko troszkę). Przedstawiamy też nasze szokujące prognozy na 2022 r. Na szczęście tylko trzy, ale za to mocno odjechane. A może wcale nie? Zapraszamy do posłuchania!

źródło zdjęcia: Sigmund/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
35 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Marcin
7 miesięcy temu

przeczytalem wczoraj rowniez art. o zmianie sposobu liczenia ceny gazu z rosji z kilkumiesiecznej sredniej na ceny biezace – zapisanej w kontrakcie jamalskim – a wylobbowanej przez obecnych rzadzacy…

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Kontrakt jamalski niestety nie jet jawny i krążą na jego temat różne plotki. Ale taka zmiana rzeczywiście byłaby dla nas bardzo niekorzystna

Stef
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Plan był taki:
Jak ceny na spocie były niskie to pis wystąpił o arbitraż(aby płacić wg cen rynkowych) , wygrał, dostał odszkodowanie od gaspromu.
Teraz ceny rynkowe wystrzeliły i jest problem, drobny bo tylko 50-700% podwyżki.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Stef

To prawda, na renegocjacji tego kontraktu tak za bardzo nie wygraliśmy

Mario
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jak to jest, że jedne wspólnoty mieszkaniowe płacą za gaz 200% więcej a inne nawet 1000%?
Patrząc na notowania cen gazu ziemnego nie widać aż takiego skoku. w 2020 trzeba było zapłacić na giełdzie ok. 2000$ za kontrakt, na początku 2021 – ok. 3000$, we IX-X. 2021 już ok. 6000$, ale teraz to ok. 4000$.
Czy cen nie windują pośrednicy rozprowadząjący te gaz od PGNiG?

Dan
7 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Podobnie czytał na Twitterze artykuł o cenach gazu i co PiS podobno zepsuł a wszystko teraz zwalają na Tuska.
Wkładam link do analizy
Może redaktor odniesie się w swoim artykule do przedstawionego.
Bo jak to ostatnio jest Pan premier i TVP szczują. A rządy PO-PSL a prawda jak zawsze jest jedna.

https://twitter.com/TomaszUrbas/status/1479346313854656514?t=RAGqqRNVkejopVk9ib3k7Q&s=19
Polecam i proponuję zapoznać się

ŁUKASZ
7 miesięcy temu

Nie rozumiem trochę społeczeństwa. LEX TVN – wychodzą na ulice i strajkują, aborcja – wychodzą na ulicę i strajkują, imigranci – wychodzą na ulicę i strajkują, państwo ich okrada, zabiera pieniądze i rozdaje na prawo i lewo nierobom – nic z tym nie robią i godzą się na to.

Jarek
7 miesięcy temu
Reply to  ŁUKASZ

To proste. Pewne siły grają na destabilizację państwa i wzmacnianie podziałów w społeczeństwie. Tematy typu Lex TVN, aborcja czy imigranci trzeba sztucznie nakręcać, natomiast z powodu szalejących podwyżej ludzie wkurzają się sami i nie trzeba ich podburzać.

Tobiasz
7 miesięcy temu

Cena gazu spadnie jak zostanie uruchomiony NS2 o co walczy Putin. Cena ropy może niestety pójść znacznie do góry, jeśli OPEC przestraszyłby się wizji masowych lockdownów z powodu Omicrona i ograniczył podaż (mało prawdopodobne, ale ryzyko istnieje). Jeśli chodzi o prąd to jest wyłączna wina PiS – u. Raz, że nie było inwestycji w OZE (a nawet wywalenie kasy w błoto w blok węglowy w Ostrołęce). Dwa, że rok temu Morawiecki zgodził się na te nierealne unijne bzdury dotyczące ograniczenia emisji, które najbardziej w nas uderzają . Te tzw. tarcze poza czasową obniżką podatków na paliwo nie wprowadzają żadnych mechanizmów… Czytaj więcej »

Mario
7 miesięcy temu

Nie jestem ekonomistą, ale z tego co wiem z inflacją mamy do czynienia, gdy na rynku jest nadmiar pieniądza. Rząd chce walczyć z inflacją drukując pieniądz i rozdając go biedniejszym, a zatem znów zwiększy jego ilość na rynku. Rząd chyba wpadł we własną pułapkę. Postawił na elektorat ludzi najbiedniejszych i skusił ich pieniędzmi rozdawanymi z budżetu państwa, a więc z naszych podatków. Cześć tej kasy dodrukował, cześć pożyczył, a część zdobył poprzez dodatkowe podatki/daniny. Zatem przyczynił się tym znacznie do inflacji. Na inflacji najbardziej cierpią najbiedniejsi, bo to oni wydają procentowo najwięcej ze swego budżetu na bieżące utrzymanie się. Zatem… Czytaj więcej »

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Mario

Pańska diagnoza jest zasadniczo słuszna. Pewne działania osłonowe są konieczne, ale powinny dotyczyć tylko naprawdę najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących

Stef
7 miesięcy temu
Reply to  Mario

Jakby dystrybutorzy energii(PGE, tauron, Energa) nie musieli dopłacać do kopalni, mieliby kasę na odnowę sieci. Wtedy panele fotowoltaiczne nie stanowiłyby dla niej obciążenia.

Niestety koncerny dopłacają do kopalni/polskiego węgla, nie modernizują sieci, panele a raczej nierównomierna produkcja energii ją destabilizują.

Podobnie z prawem do emisji zamiast rząd je sprzedać powinien przekazać spółkom energetycznym albo zyski że przedazy przeznaczyć na remont sieci.

Podobnie z gazem trzeba było trzymać się cen kontraktowych.

Tobiasz
7 miesięcy temu
Reply to  Mario

Niestety szykuje się, że walka z inflacją będzie się odbywać poprzez rozszerzanie programów społecznych – czyli dawanie jeszcze więcej kasy. Niestety także rosną koszty prowadzenia działalności gospodarczej w tym zwłaszcza surowców, energii itd. I niestety bez solidnych inwestycji w OZE nie obniżymy już cen energii.

Matt
7 miesięcy temu

Szykujmy się na spory strzał na wiosnę, zaprzyjaźniony plantator nowalijek i upraw szklarniowych (sałaty, kapusty, rzodkiewki, ogórki, pomidory) już mówi, że podwyżki warzyw na straganach będą o 100% i więcej względem ubiegłego roku. Winnym głównie ceny ogrzewania wczesnowiosennego, nawożenia, wycofanych środków ochrony roślin i koszty robocizny – nikt nie chce pracować, bo każdy ma plusy w te i tamte, więc dup. nie ruszy nawet za 4k/miesiąc, a ww uprawy wymagają rąk do pracy, maszyny wszystko nie zrobią.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Matt

Oh, fuck…

Tobiasz
7 miesięcy temu
Reply to  Matt

Gdyby warzywa podrożały o 100% rok do roku to elektorat wyborczy rozniesie Morawieckiego w pył 😉

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Dlatego pojawiają się te debilne pomysły z cenami urzędowymi. Zaraz wymyślą kartki na warzywa ;-).
Głupia, krótkowzroczna, nastawiona na napędzanie konsumpcji (kosztem inwestycji w innowacyjność i budowanie wartości dodanej w gospodarce) polityka zawsze kiedyś kiepsko się kończy. Przeważnie przychodzi jakiś „czarny łabędź”, który jest jak odpływ – pokazuje kto pływał bez majtek. Porządnie zrobiona, innowacyjna, zrównoważona gospodarka poradzi sobie z przejściowym kryzysem np. dotyczącym cen energii. A taka, w której jest tylko power-point i malowanie trawy na zielono wyłoży się przy pierwszym kryzysie.

Tobiasz
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To był jednorazowy wyskok, bo potem poseł Smoliński został naprostowany przez partię – przyznał, że to był jego autorski pomysł. Niemniej mina redaktora z Polsatu i gości w studio była bezcenna 😉

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Czyli jeszcze poczekamy na PiS-owskie kartki na warzywa 😉

Tobiasz
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Co do cen regulowanych ciekawa byłaby reakcja rolników, gdyby musieli sprzedawać swoje towary po ostro zaniżonej cenie 😀 Niemniej PiS powoli umiera w bolesnych konwulsjach, co z pewnością cieszy. Dziś np. Radio Zet zasugerowało, że Kaczyński chce wyrzucić Ziobrę z rządu. Ale średnio chce mi się w to wierzyć. Oznaczałoby to już koniec rządu PiS w tej kadencji i dalszy spadek poparcia 😉

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Wczoraj RMF podawał, że chce wyrzucić Morawieckiego, to wygląda już na jakieś konwulsje intelektualne wodza 😉

Karaluszek
7 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Właśnie. Pis umiera w konwulsjach, a inflacja to jest najniższa cena, jaką musimy zapłacić, szczególnie że na razie tylko 3% wyższa od krajów europejskich. A niech będzie i jeszcze 5% wyższa od krajów europejskich, ale to jest cena, którą ja z radością zapłacę, żeby ci dyletanci i intelektualne wyskrobki zostali całkowicie zmarginalizowani i osądzeni i skazani na długie lata więzienia. Nie przypuszczałem, że to będzie kiedykolwiek możliwe, ale jednak będzie – bo łaska suwerena na pstrym koniu jeździ, a nie uda się wszystkim wszystkiego zrekompensować i wina jest rzeczywiście po stronie pisu, bo przegiął pałę na każdym z gospodarczych frontów:… Czytaj więcej »

Mariusz
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jak wiemy z historii próba regulowania cen i płac skończy się niedoborami i tylko nieliczni kupią po cenach urzędowych, reszta będzie zmuszona kupować po cenach czarnorynkowych. Nie rozwiąże to problemu tylko zapewne będzie dodatkowa kiełbasą wyborczą dla suwerena. Moim zdaniem regulacja cen to już pierwszy krok do wprowadzenia kontyngentu tak jak za dawnych czasów drugiej światowej, gdzie żywność trzeba było odstawić do punktu, albo władza przychodziła i rekwirowali. Władzy brakuje do kolekcji posiadanie dużej państwowej sieci handlowej tylko dla jej sympatyków, gdzie będzie można kupić żywność zarekwirowana rolnikom.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

Bardziej mnie interesuje co trzeba mieć w mózgu, żeby – znając (?) historię PRL – na tak debilny pomysł wpaść?

Karaluszek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Już to zostało wyjaśnione – tzn. są pewne domysły. Smoliński zobaczył tweeta od Suskiego, że będą ceny regulowane. Jeśli zna się rolę, jaką pełni Suski, to się wie, że Suski słów na wiatr nie rzuca, mimo że ma opinię wsiowego głupka, ale to tylko zasłona. Suski również rozsyła przekazy dnia, więc mogło się pomylić. Tu widać siłę przekazów dnia – jak one działają na pisowców… są przekazywane bez zająknienia i bez żadnej refleksji, za to z pełnym entuzjazmem – i tak było podczas tego programu. Problem w tym, że to konto Suskiego to było konto fejkowe, a Smoliński po fejku… Czytaj więcej »

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Karaluszek

Piękne wyjaśnienie – niestety chyba prawdziwe

anonymous
7 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Ekektorat raczej nieśmiało zawnioskuje o waloryzację pińcetplusa, trzynastej emerytury i karanie spekulantów.

Mariusz
7 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Elektorat wierny Zjednoczonej prawicy wie, że to wina Tuska. 🙂

Radek
7 miesięcy temu
Reply to  Matt

Netto?

Mariusz
7 miesięcy temu

Z analizy banku Pekao wynika, że wysoka inflacja utrzyma się jeszcze przez kolejne 2 lata i tak wygląda 'przejsciowy’ jej charakter. Oznacza to, że skumulowana inflacja w okresie od grudnia 2020 do 2023 wyniesie średnio 30%!! Także bez wyciśnięcia z oszczędności więcej niż 10% rocznie o tyle mniej więcej stracą one siły nabywczej.

E.G
7 miesięcy temu

Ci dojrzali wiekiem którzy już to raz przeszli , wiedzą że po regulowanych cenach zaczną się braki w sklepach a potem to już prosta droga do kartek i papier toaletowy ponownie odzyska rangę papieru wartościowego.

Klimas
6 miesięcy temu

jeden maly szczegol. moze i m3 wzroslo „tylko 33%” w usa ale papierowych dolarow w ciagu roku przybylo ponad 2x! republika bananowa soon? to ich wina, spawdzcie nasze m3 – przyrost 9% a srednia z 20 lat to kolo 8%. w 2020 polecieli z fantazja za to na poczatku korony.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Klimas

Ale Fed już zapowiedział „zsysanie bagsów z rynku” 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!