24 lutego 2020

Czy inflacja w Polsce może wymknąć się spod kontroli NBP? A może to się… już dzieje? Jakie mogą być konsekwencje? Zmiany w mózgu

Czy inflacja w Polsce może wymknąć się spod kontroli NBP? A może to się… już dzieje? Jakie mogą być konsekwencje? Zmiany w mózgu

Jaki gruby błąd może zrobić bank centralny? Przespać moment, w którym trzeba dostosować stopy procentowe do inflacji. Inaczej oczekiwania inflacyjne „wdrukują” nam się do głów i zrobi się naprawdę niewesoło. Tymczasem wygląda na to, że Narodowy Bank Polski bagatelizuje zagrożenie. „Musimy pogodzić się z tym, że w bieżącym roku roczny wskaźnik inflacji będzie istotnie wyższy od celu banku centralnego” – napisał ostatnio w „Rzeczpospolitej”. Naprawdę, musimy?

Wzrost cen jest czasem zwany „podatkiem inflacyjnym”. Wyższa inflacja oznacza bowiem, że z jednej strony nasze wynagrodzenia tracą realną wartość (za nominalnie te same pieniądze możemy kupić mniej), a z drugiej strony – tracą ją nasze oszczędności (trzymanie pieniędzy w banku opłaca się mniej, niż ich natychmiastowe wydanie).

Zobacz również:

Inflacja, czyli kara za pracowitość i zapobiegliwość

W obu przypadkach inflacja jest „karą” płaconą przez tych, którzy są pracowici (zarabiają) i przez tych, którzy są zapobiegliwi (oszczędzają). Zarabia na tym rząd, bo zbiera nominalnie wyższe podatki i wypłaca realnie mniej warte świadczenia.

Aby chronić pracowitych i zapobiegliwych istnieje bank centralny, który formalnie powinien być niezależny od rządu. Jego głównym zadaniem jest właśnie ochrona wartości pieniądza. Bo wiarygodny, dobrze trzymający wartość pieniądz to silnik dla gospodarki i gwarant suwerenności każdego kraju.

Najgorszym scenariuszem dla banku centralnego jest ten, w którym „zarządzany” przez niego pieniądz przestaje mieć wartość, a ludzie zaczynają rozliczać się w jakimś innym pieniądzu, który uznają za bardziej wiarygodny.

Najczęściej ten tragiczny scenariusz jest realizowany właśnie w powiązaniu z rosnącą inflacją. A czarnym snem każdego bankowca jest ten, w którym inflacja w ogóle wymyka się spod kontroli, niczym samochód w poślizgu, na który kierowca przestaje mieć wpływ.

Dlaczego rośnie inflacja…

Dlaczego o tym piszę? Bo niewykluczone, że jesteśmy w Polsce bardzo blisko takiej sytuacji. I że jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest kontrowersyjna polityka realizowana przez władze Narodowego Banku Polskiego.

Według najnowszych danych inflacja w styczniu wyniosła 4,4% w stosunku do tego samego momentu w poprzednim roku. Powodów tego wystrzału inflacji jest kilka.

Za niektóre odpowiada rząd, jak za wzrost płacy minimalnej (niepowiązany ze wzrostem wydajności pracy), czy wzrost podatków (głównie tych ukrytych, które firmy wrzucają w ceny towarów) powiązany ze wzrostem transferów socjalnych (drugie 500+, trzynasta dla emerytów…). Za inne – dobra koniunktura gospodarcza (jeśli coraz więcej sprzedajemy, to coraz więcej produkujemy i coraz więcej zarabiamy). Za jeszcze inne – bank centralny.

Ten ostatni ma różne instrumenty, by chronić wartość waluty narodowej. Jednym z tych instrumentów są stopy procentowe. Nie wchodząc w szczegóły wpływania stóp procentowych banku centralnego na oprocentowanie pieniądza na rynku, trzeba tylko wiedzieć, że generalnie im wyższe stopy procentowe, tym droższe są kredyty i tym wyżej oprocentowane są lokaty.

Czytaj też: Inflacja nie odpuszcza? Oto nasze strategie depozytowe. Ile można zarobić wybierając lokaty najlepsze z możliwych?

…i co ma z tym wspólnego Narodowy Bank Polski?

„Normalny” bank centralny, widząc wzrost inflacji, stara się dostosować do niej stopy procentowe. Tak, jak kierowca, który naciska hamulec widząc, że zbliża się do zakrętu. Bank centralny ma nawet lepiej, niż kierowca, bo w jego „samochodzie” jest wypasiona „nawigacja”, czyli moce analityczne, które potrafią przewidzieć co się wydarzy w gospodarce za kilka miesięcy. Może więc reagować z wyprzedzeniem.

Podwyżka stóp procentowych to utrudnienie ludziom i firmom dostępu do kredytu i podwyższenie opłacalności trzymania pieniędzy w bankach (oszczędzanie staje się bardziej atrakcyjne). To, jak ludzie zareagują zależy od relacji inflacji do stóp procentowych. Jeśli inflacja wynosi 2%, a oprocentowanie depozytów 3%, to oszczędzanie się opłaca. Jeśli jest odwrotnie – się nie opłaca.

I taką sytuację właśnie teraz mamy. Inflacja jest najwyższa od wielu lat (4,4%), a oprocentowanie depozytów – najniższe w historii (1,21%). Doprowadziła do tego m.in. polityka utrzymywania w „zamrożeniu” stóp procentowych mimo nadejścia najpierw sygnałów, a potem realnej inflacji.

Czytaj też: Oprocentowanie lokat najniższe w historii. Średnio płacą tylko… 1,21%. Jak to tłumaczą? To dopiero jest kabaret!

Nawiasem mówiąc Polska – jeśli chodzi o rozbujanie inflacji – nie jest wstydliwym wyjątkiem. Ostatnie dane z Rumunii mówią o wzroście inflacji do 3,7%, na Węgrzech – do 4,7%, w Czechach jest 3,6% (i wzrost stóp procentowych), w Chinach ceny poszły w górę aż o 5,4%. Tyle, że jest bardzo niewiele krajów, w których różnica między oprocentowaniem depozytów, a inflacją, jest tak duża, jak w Polsce. Zgrabnie pokazał to Expander porównując efektywność oszczędzania w Polsce i… Szwajcarii. Okazuje się, że nawet tam – mimo ujemnych stóp procentowych – posiadacze depozytów nie są w tak złej sytuacji, jak u nas.

———————

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

———————

Ujemne realne stopy procentowe: czym to grozi?

Co dzieje się, gdy bank centralny utrzymuje niższe stopy procentowe, niż te, które wynikałyby z konieczności ich dopasowania do poziomu inflacji (realnej lub oczekiwanej)? Na pierwszy rzut oka nic złego, przynajmniej patrząc z perspektywy krótkoterminowej.

Ot, ludziom przestaje opłacać się oszczędzać w bankach, wolą kupić lodówkę albo telewizor (co napędza konsumpcję i pomaga też gospodarce). Co więcej, chętniej pójdą po kredyt na tę lodówkę i telewizor (jest tańszy, a banki pożyczają chętniej).

Owszem, ci „frajerzy”, którzy myślą nie tylko o dniu dzisiejszym, ale też oszczędzają pieniądze, płacą „podatek inflacyjny”. Jednak kto by się takimi trutniami przejmował? Z reguły ludzi żyjących dniem dzisiejszym jest więcej, niż tych przewidujących.

Kłopot pojawia się wtedy, gdy jest… za dobrze. Jeśli wzrost cen się rozpędza, to pracownicy zaczynają żądać podwyżek. Trzeba zapłacić im więcej. Wyższe koszty pensji firmy wliczają w coraz wyższe ceny. One z kolei powodują, że ludzie znów przychodzą po podwyżki. I spirala się napędza.

Na domiar złego w takich warunkach krajowa waluta z reguły traci na wartości w stosunku do walut zagranicznych – co oznacza, że drożeją wyceniane w dolarach i euro smartfony, samochody i wszystko to, co kupujemy do domu z zagranicy. Ludzie zaczynają narzekać na drożyznę, a firmy gospodarka przestaje rosnąć, dławiona wzrostem cen.

Przeczytaj też: Są trzy rzeczy, przez które tracimy grube miliardy, trzymając oszczędności w bankach. Banki czekają zwłaszcza na ten twój błąd

Przeczytaj też: Rekord w sprzedaży obligacji skarbowych! Czy oferta „rządowych lokat” może zagrozić bankowym depozytom? Coś się dzieje!

Dlaczego jest ważne, żeby NBP nie „zaspał”?

Dlatego tak ważne jest, by NBP nie „przespał” momentu, w którym trzeba dostosować stopy procentowe do inflacji. Nawet jeśli jest to niekorzystne dla rządu, bo ludzie będą wydawali mniej pieniędzy na pralki i telewizory.

Ale prezes NBP Adam Glapiński od wielu miesięcy powtarza, jak mantrę, że podwyżki stóp procentowych nie przewiduje, a wzrost inflacji jest chwilowy. Zaś kilka dni temu członkini Rady Polityki Pieniężnej Grażyna Ancyparowicz powiedziała, że kolejne decyzje w sprawie stóp procentowych to powinny być raczej ich… obniżki.

Prezes Adam Glapiński opublikował tuż przed weekendem artykuł w „Rzeczpospolitej”, w którym przekonuje, że sytuacja jest pod kontrolą, a przyczyny rosnącej inflacji leżą poza Polską. A skoro tak, to nie ma powodu, by wykonywać nerwowe ruchy, tylko trzeba odczekać kilka kwartałów, aż owe zewnętrzne czynniki wywołujące inflację zostaną wygaszone.

„Musimy pogodzić się z tym, że w bieżącym roku roczny wskaźnik inflacji będzie istotnie wyższy od celu banku centralnego, co wynika z oddziaływania czynników niezależnych od krajowej polityki pieniężnej. Wyższa inflacja ma jednak charakter przejściowy. W dłuższej perspektywie stabilność cen i trwale niska inflacja nie jest zagrożona. Gdyby jednak takie zagrożenie miało się kiedyś pojawić, wówczas bank centralny podejmie odpowiednie działanie”

– tak brzmi konkluzja jego wywodu. Może koniunktura gospodarcza w otoczeniu Polski się pogorszy, spadnie popyt na produkty naszych firm i inflacja sama „się uspokoi”. A może nie? Bank centralny tańczy na cienkiej linie, lecz jeśli coś pójdzie nie tak – w przepaść możemy spaść wszyscy. Upadek wiarygodności krajowej waluty nie jest scenariuszem, który zdarza się tylko bankrutom. W Turcji inflacja wynosi teraz 20% rocznie, a walutą rozliczeniową w tym kraju jest generalnie dolar, a nie lokalna lira.

NBP mógłby zareagować „na wszelki wypadek”, podnosząc stopy procentowe i dając sygnał oszczędzającym, że nie dopuści do realnego spadku ich oszczędności. Ale byłby skutek uboczny – wolniej kręcąca się gospodarka, mniejszy wzrost wpływów podatkowych i ból głowy dla premiera, który staje na głowie, żeby zrównoważyć budżet. Prezes Glapiński robi wrażenie, że woli ryzykować, że coś pójdzie nie tak, niż zrobić przykrość Zjednoczonej Prawicy. To przykre.

—————————-

Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać:

>>>  Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

—————————-

Tak może wyglądać inflacyjna spirala

Niedopasowanie stóp procentowych do inflacji jest już faktem. Pytanie brzmi: czy NBP jeszcze może mieć jakikolwiek wpływ na sytuację. Bo kluczowym momentem na tym zakręcie jest przeniesienie się inflacji z rzeczywistych cyferek do oczekiwań w naszych głowach.

Ważniejsze od tego, ile dziś wynosi inflacja jest to, co Polacy myślą o wzroście cen w przyszłości. Jeśli uwierzą, że ceny w najbliższym czasie mogą iść tylko w górę, to zrobią dwie rzeczy: zaczną gwałtownie żądać podwyżek płac (napędzając spiralę wzrostu cen) oraz wycofywać pieniądze z banków, zamieniając je na inne, bardziej wiarygodne – ich zdaniem – pieniądze (np. dolary).

To mogłoby spowodować spadek wartości złotego. A wśród końcowych konsekwencji tego stanu gry mamy sytuację, w której ceny wielu dóbr i usług są po prostu wyrażone (nieoficjalnie, bo oficjalnie tego zrobić nie można) w jakiejś innej walucie, niż w złotym. Mieliśmy już kiedyś sytuację, w której za wszystkie drogie rzeczy de facto płaciło się w dolarach.

To scenariusz skrajny, ale nie nierealny. Nigdy nie wiadomo, kiedy rosnąca inflacja na papierze zacznie wywoływać groźne skutki w głowach Polaków (rozbudzanie oczekiwań inflacyjnych).

Przeczytaj też: Szulernia i kasyno, czy dość pewny interes? Kto zamiast w banku trzyma pieniądze w udziałach najlepszych polskich firm, dostał 4,6% „odsetek”

—————————-

POSŁUCHAJ NOWEGO PODCASTU „SUBIEKTYWNIE O FINANSACH”

—————————–

Czy NBP może wywołać nam zmiany w głowach?

Dlatego groźne jest nie tyle trzymanie stóp procentowych na tak głęboko realnie ujemnym poziomie, ale przede wszystkim opowiadanie przez szefów NBP o tym, że przez kilka najbliższych lat nie przewiduje się zmiany stóp procentowych w Polsce, zaś kredyt będzie rekordowo tani.  To nawet nie chodzi o to, że szef banku centralnego nie powinien tak ostentacyjnie się wypowiadać o przyszłych decyzjach (bo sam sobie strzela w kolano). Chodzi o to, że może stymulować w ten sposób te zmiany w głowach Polaków, które opisałem powyżej.

To tak, jakby kierowca – jadąc w deszczu samochodem i zbliżając się do ostrego zakrętu zdjął nogę z hamulca i mówił: „dasz radę”. Może i się uda, ale dla bezpieczeństwa powinien trochę zahamować. Zwłaszcza, jeśli wiezie ze sobą rodzinę. A szefowie NBP wiozą swoim „autkiem” całkiem dużą, wielomilionową „rodzinę”, czyli nas wszystkich.

 

Subscribe
Powiadom o
59 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kredytowicz
9 miesięcy temu

I dobrze że stopy trzymają tak nisko, w przyszłym roku biorę kredyt ze stałym oprocentowaniem więc niech jeszcze potrzymają do października 2021 🙂

Pibloq
9 miesięcy temu
Reply to  Kredytowicz

Pamietaj, ze zaden bank nie da Ci kredytu ze stalym oprocentowaniem na caly okres kredytowania. Co najwyzej po 5 lat A potem albo przyjmiesz wskaznik na kolejne 5 lat, albo przejdziesz na zmienne oprocentowanie z dużo gorszą marżą. Banku nie przechytrzysz…

Kredytobiorca
9 miesięcy temu
Reply to  Pibloq

W 5 lat spłace 80% kredytu kolego.

Pibloq
9 miesięcy temu
Reply to  Kredytobiorca

No widzisz, tego Kolego nie napisales wczesniej. Wiekszosc kredytow udzielanych na 20-30 lat i tak jest splacanych. Powiem tak: dopóki Glapinski bedzie szefem NBP, jestem prawie pewny, ze nie ruszy stóp procentowych. A Glapinski bedzie dopóki bedzie rzadzil PIS (czyli jeszcze kilka lat). Glapinski wie doskonale, ze to irracjonalne utrzymywać niskie stopy przy takiej inflacji. Ale… Niskie stopy to latwo dostepny kredyt dla ludzi, ktorych nie stać na wlasne M za gotówkę. A więc w duzej mierze trafia w elektorat. Z drugiej strony sztucznie utrzymywane niskie stopy % to słabe warunki dla lokat kapitału. I to uderza w krezusow, ktorych… Czytaj więcej »

Kredytobiorca
9 miesięcy temu
Reply to  Pibloq

Zmieniłem koncepcję, bo mając 300 000 na koncie wyciskam na lokatach 3-3,5%, ale kończy się eldorado, inflacja 4,4% więc trzeba kupić własne M3 i widząc, że większość ludzi jest zakredytowana po uszy to nawet lepiej że stopy są niskie. Przez 4 lata byłem zwolennikiem oszczędzania i unikania kredytu, ale jak widzę ceny mieszkań i aktualną inflację postanawiam spierdzielać w nieruchy, nawet jak kupię na górce to chociaż będę spał spokojniej i będę miał trwałą wartość w postaci mieszkania… Teraz, byle do października 2021 i będę miał spokój na 5 lat.

Arek
9 miesięcy temu
Reply to  Kredytowicz

Banki podniosą również stałe oprocentowanie . A wzrost inflacji to 2 pewniaki dla Ciebie – wyższa cena mieszkań czyli wyższy kredyt musisz wziąć i wyższe oprocentowanie będziesz mieć czyli tracisz 2 razy. Dodatkowo w/w obniży Ci zdolność kredytową – w skrajnym przypadku nie kupisz wiec wymarzonej nieruchomości.

Kredytobiorca
9 miesięcy temu
Reply to  Arek

Arku, tu Cię zaskoczę bo: 1) mieszkanie już zakupione i pierwsza transza z mojej gotówki za chwilę rusza na rachunek powierniczy, wobec czego mieszkanie już i tak cholernie drogie bo ponad 10k PLN za metr, ale nie wzrośnie (a widzę że w tej samej inwestycji już chcą o 5% więcej niż kiedy ja kupowałem), mam na kilka takich transz, w październiku 2021 muszę dobrać kredyt. 2) zdolność kredytową mam na 800 000 na 30 lat, a biorę na krótszy okres i znacznie mniejszą kwotę więc z tym nie będzie problemu. p.s Dlatego liczę na utrzymanie stóp do tego czasu, bo… Czytaj więcej »

Dawid
9 miesięcy temu
Reply to  Kredytobiorca

Jak dla mnie to trzymać więcej niż 30k w PLN jest oznaką braku głowy na karku. To już lepiej samochód kupić, mniej traci na wartości niż złotówki. 😉

Don Q.
9 miesięcy temu
Reply to  Dawid

Wódkę. Wódkę lepiej, bo mniej na wartości traci.

Albo półprodukt, cukier, jak za PRL.

Przy okazji przypomnę (a nuż ta wiedza jeszcze się przyda), że wtedy oprócz cukru inwestowano w przeróżne dobra, byle tylko nie stracić na inflacji. Niektórzy myślą, że wtedy tak dużo książek czytano, bo wielkie nakłady rozchodziły się na pniu. Tymczasem książki były po prostu świetną trwałą i odporną na inflację lokatą kapitału. Mieć 50 egzemplarzy „Ulissesa” było nawet lepiej, niż złotą monetę, bo w razie potrzeby można było np. po jednym egzemplarzu bez problemu sprzedawać (w gospodarce niedoboru zawsze można było kupca znaleźć).

Dawid
9 miesięcy temu
Reply to  Don Q.

Specjalnie dałem emotikonę, aby łatwiej było załapać, że to żart, no ale chyba się nie udało.

Ale gratuluję wszystkim trzymającym oszczędności w złotówkach zamiast zdywersyfikowania ich w różne waluty i aktywa dobrego samopoczucia. 🙂 No bo co może pójść nie tak? 🙂

Pibloq
9 miesięcy temu
Reply to  Don Q.

@Don Q.: Dobre, ten tekst wyjątkowo Ci się udał 🙂
Wszyscy eksperci myślą, jak tu uciec od inflacji nie nie stracić na lokatach kilkunastu stówek w skali roku (no może niektórzy kilku tysiecy) po czym jadą na weekend do Sopotu i lekką ręką rozwalają kilka tysi na clubbingu…

E.G
9 miesięcy temu

Niestety realizuje się scenariusz z czasów Gierka. Rusza inflacja , następuje nacisk na podwyżki płac , inflacja rozpędza się , ludzie pędzą do sklepów kupić cokolwiek co ma wartość. Sklepy pustoszeją , ustawiają się kolejki, pieniądz traci jeszcze więcej i mamy dojrzały KRACH ! Starsi to pamiętają , młodzi niech wezmą to pod uwagę przy wyborach. Tu już nie chodzi o ośmiorniczki tylko o przyszłość naszą i naszych dzieci . „Rząd się sam wyżywi” na posadach w UE i w lukratywnych spółkach skarbu państwa. To gospodarcze szaleństwo rządzących trzeba zatrzymać.

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  E.G

Rozróżniaj rynek USŁUG (przy niskim bezrobociu o ograniczonej podaży) a NIEOGRANICZONY w globalnej ekonomii rynek PRODUKTÓW to po pierwsze. Po drugie nie porównuj gospodarki kapitalistycznej na wspólnym rynku UE z jakimś PRL, w którym brakowało papieru toaletowego a zysk czy rentowności każdy zakład czy pracownik miał gdzieś 🙂

Bartek
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

Nie wiem kto minusuje ale ciekawie to wygląda w kontekscie tego bloga.
Proszę o wypunktowanie gdzie przedmowca nie ma racji 🙂

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Bartek

Jeżeli to ja mam punktować mojego przedmówcę, to nie wiem czy to jest miejsce na to, skoro większość nie rozumie o czym piszę i zamiast zadać pytanie stawia minus 🙂 Ciekawa społeczność na tym blogu o finansach. Raczej będę unikał w przyszłości 🙂

Artur
9 miesięcy temu

Dobrze, że ten blog nazwa się SUBIEKTYWNYM, bo z OBIEKTYWNOŚCIĄ na pewno ma niewiele wspólnego. Tezy tu przyjęte to jakiś wykład o inflacji w gospodarkach sprzed 100 lat. Nie wiem czy to jest zerżnięte z jakiegoś profesora nie ogarniającego współczesnej ekonomii a przede wszystkim skomplikowanych powiązań ekonomiczno-społecznych wewnątrz Unii Europejskiej czy to myśli autora. Jeżeli myśli autora i naprawdę w to wierzy i nie ma sobie nic do zarzucenia to proponuję uaktualnić tę wiedzę. Jeżeli miał to być natomiast jakiś zabieg polityczny to mogę pogratulować. NICE TRY 🙂 Panie Samcik po pierwsze to cała wschodnia czy też nowa UE postanowiła… Czytaj więcej »

Melon
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

Parafrazując, chciałeś napisać, że Twoja racja, której nie wyłożyłeś jest najtwojsza, a kto myśli inaczej ten z UE lub z winy Tuska? Cóż za obiektywizm!

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Melon

Pan Panie Melon liczył, że napiszę cały artykuł tak? Co by Pan z niego zrozumiał, skoro w mojej wypowiedzi dostrzegł jakieś winy Tuska? W PE partia EPP w ramach tzw. Social Economy rozważa Basic Income od lat. Na jej czele obecnie stoi Donald Tusk a PO/KO są jej członkami. To są FAKTY. Liczyłem, że autor (do którego adresowałem posta) zrozumie zależności między inflacją a wynagrodzeniami w sektorze usług, przy niskim bezrobociu oraz swobodzie przepływu kapitału, usług i ludzi. I zapewne rozumie. Pan już niekoniecznie. Może Pan Maciej Samcik rozwinie ten temat w przyszłości. Proszę go pytać i motywować. Ja swoją… Czytaj więcej »

Joanna
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

Tyle tu bredni, że nie wiadomo, do czego się odnieść. Basic income nie sprawdził się nawet w Finlandii, więc o czym mowa. To raz. Dwa – 90% osób nie powinno inwestować w ogóle. W nic. Bo zawsze, kiedy przy spowolnieniu, są gadki, że trzeba przenieść oszczędności, wyrastają różne Amber Goldy i Das Coiny, i innej piramidy finansowe. Przeciętny człowiek nie wytrzyma nerwowo wahań na rynku akcji i wyjdzie ze stratą, na czym zarobią głownie TFI i doradcy. Rynek USA przewartościowany. Sztuka? Megamarże i spread. Dzisiaj wejdziesz za 10 tys., w razie „wu”, jesteś stratny od razu nawet 15%. Surowce? Trzeba… Czytaj więcej »

Bartek
9 miesięcy temu
Reply to  Joanna

Racja ale to nie zmienia faktu że on też ją ma. Czasy ze pieniądz leżą zarabia będą wracać na krótko i tylko wyłącznie w czasie kryzysu.
Co i tak bedzie oznaczać straty dla wszystkich…
Kryzys to wyłącznie szansa dla tych co nie mają nic….

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Joanna

No na pewno nie była to mowa o Basic Income to raz. Trzeba rozumieć korelację pomiędzy inflacją w sektorze usług (oddzielając od produktów) a wzrostem wynagrodzeń na wspólnym rynku pracy w różnych gospodarkach krajów członkowskich UE. Pani tego nie zrozumiała. Narzędzi inwestycyjnych jest mnóstwo i też trzeba rozumieć wybrane 2 przykłady, które podałem działające odwrotnie proporcjonalnie do inflacji przy dynamicznym wzroście gospodarczym i niskich stopach procentowych. Znów Pani nie zrozumiała. Basic Income jest badany od wielu lat, można znaleźć ciekaw raporty z kolejnych modyfikacji takich programów na Świecie. Tylko trzeba się tym interesować i biegle znać j. angielski. Pani się… Czytaj więcej »

Joanna
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

Taki mądraliński był tu na razie tylko Don Q. Czyżby jakiś urażony pracownik TFI? 😉 Czym się według pana nie interesuję? Basic Income? Racja, nie interesuję się, bo uważam to za skrajny przykład głupoty, który właściwie przez kogo ma być finansowany? Tak samo jak wszelkie emerytury obywatelskie, bo nie widzę powodu, by sponsorować nierobów. Ale co do giełdy i inwestycji, to interesuję się, aczkolwiek wciąż się jeszcze uczę i na pewno popełnię jeszcze masę błędów, ale właśnie dlatego serdecznie i szczerze odradzam inwestowanie przeciętnym ludziom, wskazując na przyczyny. Inaczej, bo wyraziłam się zbyt ogólnie – 90% nie powinno zabierać się… Czytaj więcej »

Robert
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

Oto prawdziwa analiza sygnowana dogłebnymi przemyśleniami, podlana sosem teorii spiskowej i oczywiście „winą Tuska”. Radzę zmienić źródła wiedzy bo nauka bedzid bolesna…

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Robert

Pan Panie Robercik liczył, że cały artykuł napiszę tak? Co by Pan z niego zrozumiał, skoro w mojej wypowiedzi dostrzegł jakieś winy Tuska? Basic Income jest rozważany od dawna w różnych think tankach. W PE partia EPP w ramach tzw. Social Economy także rozważa ten instrument od lat. Na jej czele obecnie stoi Donald Tusk a PO/KO są jej członkami. To są FAKTY. Zatem zabawnie będzie, gdy EPP da prikaz do inicjatyw ustawodawczych nt. Basic Income a KO robi(ło) tyle krzyku o 500+. Gdzie tu Pan dostrzegł spiski i winy? A zresztą, proszę nie odpowiadać. Raczej nieprędko tu wrócę 🙂… Czytaj więcej »

Maciu
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

A co to jest współczesna ekonomia? I jak się ją ogarnia?

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Pytającemu mnie Maciowi nie odpowiem ale Panu Maciejowi – autorowi mogę polecić lekturę „jakiegoś tam” The Economist, który może nieco rzuci światła na to o czym pisałem. Mógłbym zalinkować całą biblioteczkę o tzw. „new economy” ale być może sam link już wzbudzi ciekawość by na własną rękę poszukać więcej.

„(…) the old arrangement no longer works. The institutions that steer the economy must be remade for today’s strange new world. ■
This article appeared in the Leaders section of the print edition under the headline „The world economy’s strange new rules”

Cały artykuł (płatny) tutaj: https://www.economist.com/special-report/2019/10/10/inflation-is-losing-its-meaning-as-an-economic-indicator

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Maciu

Nie marnuj na to czasu Maciu, bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę.

E.G
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

Bełkot pana Arka skwitowany dziesiątkami minusów. Nie było czasu szkoda ?

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Cieszy mnie to Panie Macieju, że chociaż sam autor zrozumiał o czym napisałem 🙂 Nie zaglądam tu często ale po tym co widzę w sekcji komentarzy, to chyba już rozumiem te wybiórcze traktowanie tematu inflacji 🙂 Mimo to, mam nadzieję, że w przyszłości opisze Pan także kilka zalet inflacji np. presji na inwestycje lub redukcja długu publicznego przy zrównoważonym budżecie.

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  E.G

Jak Pan Panie E.G. ma problem z przeczytaniem poprawnie imienia swego adwersarza, to nie ma co się dziwić skąd się biorą minusy w tym „zacnym” gronie „ekonomistów”.

Bartek
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

Być może w przypadku artykułów też obowiązuje prawo popytu i podaży ;-).

Niestet mam wrażenie że wielu czytelników zapomniało dlaczego ich dochody i ogólnie standard zycia wzrasta 😉 . I maja jakieś specyficzne, wybiórcze pojmowanie ekonomii.
No i to znajduje odzwierciedlenie w treści artykułów.

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Bartek

@Bartek – Cieszy mnie, że w tym wesołym kółku wzajemnej adoracji znalazł się ktoś, kto zrozumiał o czym napisałem 🙂 Być może to prawo popytu i podaży a być może celowo selektywna analiza o podłożu politycznym. Nie wiem, nie zaglądam tu często i chyba dobrze robię 😉

Don Q.
9 miesięcy temu
Reply to  Bartek

„wielu czytelników zapomniało dlaczego ich dochody i ogólnie standard zycia wzrasta”

Co Ty pleciesz?!

Standard życia wzrasta?
No to jeden prosty przykład z mojego życia: przez długi czas obiadek z dostawą zamawiałem za 16 zł. Teraz najtańszy kosztuje 23,50 zł. Czyli dysponując na to budżetem 80 zł na tydzień kiedyś mogłem jedzenie zamówić 5 razy na tydzień, a teraz tylko 3. Jedzenie ciepłego dania podczas przerwy w pracy 3 dni w tygodniu zamiast codziennie to wyraźne obniżenie standardu życia.

A moje dochody wzrosły kilka lat temu i doskonale pamiętam dlaczego — dlatego, że podniosłem swoje kwalifikacje i zmieniłem pracę.

lol
9 miesięcy temu
Reply to  Artur

cyt: „cała wschodnia czy też nowa UE postanowiła podnieść w końcu ceny i jest to pewnego rodzaju zmowa.” ….. bez kometarza trolliku

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  lol

@lol – Bez komentarza a jednak na coś się wysiliłeś. Grupa V4 od dawna lobbuje za rozwiązaniami zmierzającym do zniwelowania różnic w płacach. M.in za pomocą płacy minimalnej. Jakby Ci Panie LOL’u umknęło, to właśnie w PE omawiany jest projekt płacy minimalnej w całej UE. Wg niego ma to być 60% przeciętnego wynagrodzenia w danym kraju członkowskim.

„(…) Ursula von der Leyen, the new European Commission president, pledged in July to introduce a “framework” for minimum wages in the EU (…)”

https://www.ft.com/content/48a97ab4-231b-11ea-b8a1-584213ee7b2b

anonymous
9 miesięcy temu

Czy opłaca się teraz zlikwidowac depozyty i wejść w inwestycję dającą prawdziwe 3-4% czy lepiej poczekać bo za pół roku-rok w bankach pojawią się lokaty na 4-5%? Żeby na tym nie wyjść jak Zabłocki na mydle.

Wojciech
9 miesięcy temu
Reply to  anonymous

“ Pisze Pan także o spadającej rentowności oszczędności na lokatach, zjadanych przez inflację a kompletnie ignoruje alternatywny rynek papierów wartościowych lub inwestycji np. w nieruchomości czy sztukę, które stają się w takim czasie bardziej rentowne” Panie Arturze proponuje Pan masowe inwestycje w sztukę? klasa średnia rozumiem zamiast do banków po lokaty ma się udać do domów aukcyjnych i antykwariatów? Odjechał Pan i to mocno! niestety klasa średnia i inwestorzy nie maja ani zapału ani determinacji „górniczej” i dlatego raczej nie staną na Placu Powstańców Warszawy z traktorami, widłami, nie wysypią Glapińskiemu pod drzwiami węgla ani zboża na tory. Może szkoda..… Czytaj więcej »

Artur
9 miesięcy temu
Reply to  Wojciech

Ja czytelnikom nic nie proponowałem. Mój post dotyczył braków w artykule informacji o zjawiskach inicjowanych inflacją, niskimi stopami, niskim bezrobociem i wysokim wzrostem gospodarczym. Świat nie kończy się na lokatach 🙂

Robert
9 miesięcy temu

Można się zastanawiać nad faktyczną niezależnością RPP a także nad poziomem fachowości pracujących tam niby „specjalistów”.

E.G
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Oczywiście że tak, doskonale wiedzą co robią. Taki jest plan , Glapiński postanowił kupić głosy wyborców płacąc oszczędnościami ciężko pracujących Polaków .Nie odda płaszcza i co mu zrobicie ?

adre
9 miesięcy temu

Tekst – jak to się tu niestety zdarza – zupełnie niepotrzebnie upolityzowany, więc i scenariusze mało prawdopodobne.
Ale i tak śmieszniejsze są te nawiedzone komentarze pod tekstem (że będzie jak za Gierka), nieodparcie przywodzące wspomnienie śmiałych „proroctw” Ryszarda Petru z czasów szczytu jego kariery politycznej.
Co nie zmienia faktu, że na ten moment na pewno potrzebna jest „interwencja werbalna” RPP aby schłodzić oczekiwania.
No i poczekać co dalej, bo może się okazać (oby nie) że to jednak nie wystarczy.

adre
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Moim zdaniem jest. Dla porządku – kwestia ujemnych stóp wymagałaby uzupełnienia o przymiotnik „realnie”, bo nominalnie jak wiemy są dodatnie – ale to pomijalny i oczywisty szczegół. Co do okresu ciągłego utrzymywania tych realnie ujemnych stóp, to spójrzmy na realia – do listopada ub.r. CPI r/r była w okolicach celu inflacyjnego NBP. No i chyba nie muszę dowodzić, że imputowane w tekście (i powyższym komentarzu) motywacje ich utrzymania przez tych kilka miesięcy od wzrostu wskaźnika, to jednak (upolityzowane czy nie, ale jednak) spekulacje, a nie fakt. Proszę też zauważyć, że „przez ostatnie dwa lata” (kiedy to prezes NBP opowiadał to… Czytaj więcej »

adre
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Argument z autorytetu „większości analityków” możemy spokojnie pominąć – wiemy przecież świetnie, co „większość analityków” opowiadała na pięć minut przed upadkiem Lehman Brothers.
Nadzieje i oczekiwania względem RPP mamy wspólne, co cieszy – również pozdrawiam mając nadzieję że nic złego się nie zdarzy.

Wojciech
9 miesięcy temu
Reply to  adre

fakt jest taki, ze w czasach bardzo dobrej koniunktury gospodarczej rząd zafundował dodatkowo ponadprzeciętna stymulację fiskalna.. a co było przyczyną jej zastosowania w takim momencie? (ekonomicznie zupełnie nieuzasadniony moment na takie działanie) przyczyna była chęć wygrania wyborów czyli czynnik polityczny. błędy wizerunkowe, na polu komunikacji z rynkiem rzucają się w oczy. za mniejsze skandale niż Glapiński i jego dwie „asystentki” szefowie banków centralnych tracili stanowiska i zaufanie. druga sprawa, Glapiński to zarozumialec a komunikacja banku z rynkiem wymaga niuansów i precyzji a nie bezmyślnych oświadczeń, wręcz prowokacyjnych, bo tak można odebrać to, co wygłaszał Glapiński na temat podwyżek stop procentowych… Czytaj więcej »

Ekaterina
9 miesięcy temu
Reply to  adre

Ale, przynajmniej moim zdaniem, cel inflacyjny nie ma tu nic do rzeczy. Żaden kraj, którego gospodarka opiera się na długu, nie podniesie teraz stóp. Oznaczałoby to większy dług, większe koszty obsługi długu… itd. A ponieważ kraje nie lubią ogłaszać bankructwa, może poza Wenezuelą, to sztucznie zaniżają swój dług, za co po kieszeni dostają po raz enty przedstawiciele klasy średniej posiadający oszczędności.

Wojciech
9 miesięcy temu
Reply to  Ekaterina

Pani Ekaterino to nie jest kwestia podnoszenia stop w lutym czy marcu tylko odpowiedzialnej polityki pieniężnej długoterminowej. przykład odpowiedzialnej polityki pieniężnej długoterminowej CNB. jaka komunikacja z rynkiem i jaka ochrona wartości pieniądza. wystarczy zerknąć na wykres długoterminowy PLNCZK. profesjonalnie założyli cep na koronie i profesjonalnie go zdjęli. trzeba mieć jaja żeby taką operacje przeprowadzić wiarygodnie i profesjonalnie – taki bank nawet szwajcarski mógłby się od Czechów uczyć jak się komunikować z rynkami. w odpowiednim momencie wyszli z polityki osłabiania korony (a moment wcale nie było taki oczywisty stad warto docenić ich analityków), następnie zaczęli podwyższać stopy i walczyć z drożyzna… Czytaj więcej »

Bartek
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Pytanie do eksperta.
Jaki wpływ na stopy procentowe ma przesycenie rynku gotówką?

Tak na chłopski rozum jak czegoś jest dużo to i znajduje to odzwierciedlenie w cenie.

Bartek
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Dziękuję, pytanie nr dwa. Jeśli oprocentowanie depozytów jest niskie, zaś sensowne, alternatywne formy lokowania oszczędności są poza zasięgiem typowego obywatela, to co się dzieje z nadmiarem tych środków?
Czy może się to przekładać na konsumpcje? Także na rynku usług?
Czy ciągły deficyt fachowców, przy ciągłym wzroście popytu może skutkować kolejny wzrostem cen? Tym samy rośnie siła nabywcza kolejnej grupy itd.
Jak to wszystko ostatecznie przekłada się na inflację?

Ppp
9 miesięcy temu

Akurat wczoraj czytałem artykuł na „Obiektywnych finansach”, że trzeba było dodrukować 4-letnich obligacji skarbowych, bo ich zabrakło. A i tutaj były już artykuły o rosnącej ich popularności – za rok a najdalej dwa rząd mocno „beknie” za nieudolność RPP.
Pozdrawiam.

Stokropek
8 miesięcy temu

czyli zostają tylko obligacje skarbowe 4 i 10 letnie procentowane inflacją.

hatak
8 miesięcy temu

Co więc robić? Założyć konto walutowe i przewalutować oszczędności na dolary?

8 miesięcy temu

Niewiarygodne jest to że czlonkowie NBP pamiętają inflacje z 2001r. -10%, z 1990 – 600%, znają mechanizmy polityki monetarnej. Nie mogę uwierzyć w to co robią z ich pełną świadomością możliwych konsekwencji. W grudniu na posiedzeniu RPP, Pan Glapinski powiedział, że z żadnych prognoz ani ich raportów nie wynika jakoby inflacja w 2020 miała być powyżej 4%. Dodam, że wszystkie banki prognozowaly powyżej 4% – nawet państwowy PKO.

Czy naprawdę interes partyjny jest ważniejszy od interesu Polski ?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu