22 lipca 2025

Protesty przeciw imigrantom? A Polska ostatnio jest „mistrzem Niemiec” w zarządzaniu imigracją! Te liczby pokazują, co powinniśmy dalej robić

Protesty przeciw imigrantom? A Polska ostatnio jest „mistrzem Niemiec” w zarządzaniu imigracją! Te liczby pokazują, co powinniśmy dalej robić

W Polsce mieliśmy niedawno protesty przeciwko imigracji. Ale nie tylko u nas narastają obawy wobec przybyszów z zagranicy. Nawet Niemcy – najbardziej „imigrancki” kraj w Europie – zamykają się dziś na nielegalną i niekontrolowaną migrację. A przecież to na imigrantach zbudowali swoją gospodarczą potęgę. Okazuje się, że w ostatnich latach Polska zdecydowanie prześcignęła Niemcy w „wyciskaniu” korzyści z imigracji. Niemieckie doświadczenia – te dobre i te złe – pokazują, że imigracji nie tyle powinniśmy się bać, ile mądrze nią sterować. Mądrze, czyli jak? Oto liczby, które jasno i wyraźnie pokazują, co powinniśmy robić 

Niemcy od dawna są krajem imigrantów. I to znacznie bardziej niż pozostałe kraje Zachodniej Europy. To nie jest tak, że imigranci zaczęli zjeżdżać do Niemiec w ciągu ostatnich kilku lat po zaproszeniu ich przez Angelę Merkel w 2021 r. W całym okresie powojennym, po roku 1950, kiedy utrwaliły się powojenne granice i ustały związane z tym migracje, do Niemiec zjeżdżali masowo imigranci zarobkowi i uchodźcy. Czy otwartość na imigrację ostatecznie Niemcom się opłaciła? Czego możemy się od nich nauczyć?

Zobacz również:

W Polsce, jeśli chodzi o niemieckie „przygody” z imigrantami, najbardziej pamiętamy kulminację imigracji przemieszanej z przyjmowaniem uchodźców z Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki w latach 2021–2024. Powody znamy. Kanclerz Angeli Merkel chodziło o dostarczenie gospodarce nowych zasobów siły roboczej, które zapewniłyby firmom nieprzerwany dopływ pracowników. Jak wiele projektów w historii również ten nie do końca się powiódł. A przysporzył problemów z przestępczością. Rynek pracy nie za bardzo z kolei skorzystał.

Dziś niemieckie władze starają się ograniczyć skalę nielegalnej imigracji. To widzimy na co dzień w wiadomościach z granicy. Ale czy całościowy bilans opłacalności imigracji dla naszych sąsiadów zza Odry – na przestrzeni co najmniej kilku ostatnich dekad – był równie zły? A może tylko ten ostatni epizod z przyjmowaniem imigrantów z Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki się nie udał?

Czytaj też: Czy migranci zabierają nam pracę? Szwajcarzy znaleźli sposób na przyjmowanie „obcych”. Czy Polska też powinna wykorzystać ich patent?

Imigranci w Niemczech. Ilu ich jest? Ogrom!

Według poświęconego kwestii imigracji spisu ludności Federalnego Urzędu Statystycznego Destatis w 2021 r. w Niemczech mieszkało 14,2 miliona osób, które przybyły do tego kraju po 1950 r. Imigranci stanowili w tym czasie, jeszcze przed falą dużej imigracji w wyniku otwarcia granic Niemiec na przybyszy z południa, aż 17,3% populacji.

Destatis opublikował wówczas takie zbiorowe dane po raz pierwszy. Po raz pierwszy też zdefiniował pojęcie imigrantów (pierwszego pokolenia) i ich bezpośrednich potomków (drugiego pokolenia). Ta druga kategoria jest ważna, bo kolejne 4,7 miliona osób (5,7%) to bezpośredni potomkowie imigrantów. Osoby te urodziły się w Niemczech, ale oboje ich rodzice imigrowali do Niemiec po 1950 r. W sumie więc można oszacować liczbę imigrantów w 2021 r. na niemal 19 mln osób, a ich udział w ogólnej liczbie mieszkańców na ok. 22%.

Sprawa nie jest jednak aż tak prosta, bo pojawia się jeszcze jedna kategoria, czyli osoby, których jeden z rodziców jest imigrantem po 1950 r. To dotyczy ok. 3,7 mln osób (4,5%) urodzonych już w Niemczech. Jednak takie osoby nie są już uwzględniane w populacji z historią imigracyjną. W sumie w całych Niemczech, które wtedy liczyły 82,3 mln osób, ok. 59,7 mln osób (72,5%) ani nie imigrowało, ani nie miało rodzica, który imigrował do Niemiec po 1950 r. Pokazuje to grafika Destatis poniżej:

Mimo że często jako o kraju wyjątkowo imigracyjnym mówi się o Francji, to w świetle tych danych to raczej w Niemczech liczba imigrantów dużo bardziej przekracza średnią w Unii Europejskiej. Średnia dla wszystkich 27 państw członkowskich to według Eurostatu tylko 10,6%.

Gdzie jest najwięcej imigrantów? Najwyższy odsetek jest: na Malcie (22,3%), Cyprze (22,1%) i w Szwecji (21,9%). Z kolei kraje o najniższym odsetku to: Bułgaria, Rumunia (po 0,2%) i Polska (ok. 0,5%). Ponieważ dane ze spisu niemieckiego i porównywalne dane europejskie odnoszą się do 2021 r., nie pokazują jeszcze skutków migracji Ukraińców po inwazji Rosji w 2022 r. Według różnych szacunków wojna spowodowała wyjazd z Ukrainy nawet ok. 10 mln osób. Część nich została w Polsce, część przyjechała również do Niemiec i innych krajów UE.

Dane europejskie i niemieckie sprzed wojny za naszą wschodnią granicą pokazują efekty tych trendów, które panowały w zakresie imigracji przez wiele powojennych dekad, głównie w krajach Zachodniej Europy:

Czytaj też: Co ósmy mieszkaniec Warszawy nie jest Polakiem. Co czwarty paryżanin to imigrant. Jak pochodzenie mieszkańców wpływa na zamożność miast?

Imigranci jadą do Niemiec szczególnie z Ukrainy

Stabilne saldo przyjazdów imigracyjnych do Niemiec i wyjazdów z Niemiec, które corocznie wynosiło 200 000 osób, zmieniło się gwałtownie w 2022 r., kiedy po agresji Rosji zaczęli tam zjeżdżać tłumnie Ukraińcy. Niknie w tym kontekście efekt zwiększonej fali imigracji po zaproszeniu uchodźców przez Angelę Merkel w 2021 r. Saldo migracji w tym czasie osiągnęło swoją kulminację w październiku 2021 r. na poziomie 55 000 osób. Niby dużo, ale…

Po wybuchu wojny i najeździe Rosji na Ukrainę w marcu 2022 r. do Niemiec przybyło… rekordowe 479 000 osób. Potem utrzymywało się na podwyższonym poziomie i powróciło do stanu sprzed inwazji rosyjskiej na Ukrainę dopiero na początku 2024 r. W 2025 r. jest to już znacznie mniej – w marcu saldo przyjazdów imigrantów i wyjazdów z Niemiec spadło do 23 000 osób. Grafika poniżej pokazuje te trendy – linia czerwona to imigracja, przyjazdy, a niebieska to wyjazdy imigrantów, natomiast czarne słupki to miesięczne wskaźniki salda migracji.

W wyniku masowych przyjazdów, które rozpoczęły się natychmiast po wybuchu wojny, liczba Ukraińców mieszkających w Niemczech gwałtownie wzrosła. Na koniec 2024 r. w Niemczech mieszkało 1,26 mln obywateli Ukrainy, czyli ponad osiem razy więcej niż na koniec lutego 2022 r. Liczba obywateli Rosji wzrosła w tym samym okresie stosunkowo nieznacznie, osiągając na koniec listopada 268 484 osób. W wyniku wojny w Niemczech mieszkało znacznie więcej Ukraińców niż Rosjan, czyli zmieniły się dotychczasowe proporcje.

Skalę przyjazdów Ukraińców pokazuje poniższa grafika. Widać tu nie tylko liczbę migrantów, ale też typową strukturę, która była widoczna w początkowym okresie po inwazji również w Polsce. W tej wielkiej fali imigracyjno-uchodźczej dużo więcej było kobiet niż mężczyzn, dodatkowo nadreprezentowane były liczba dzieci i młodzież.

Liczba Ukraińców wzrosła tak gwałtownie, że zdobyła sobie trwałą pozycję w pejzażu imigracyjnym Niemiec. Ukraińcy stanowią obecnie ok. 11% ludności zagranicznej i są drugą co do wielkości grupą po imigrantach z Turcji, którzy zjeżdżali przecież do Niemiec za pracą przez wiele dekad w II połowie XX w. W sumie można oszacować, że w Niemczech mieszka obecnie ponad 20 mln imigrantów, którzy stanowią w tej chwili nawet ok. 25% mieszkańców. Jak ta grupa wpływa na rynek pracy?

Czytaj też: Warszawa to najdroższy rynek mieszkaniowy w Polsce. Ale mieszkania w Berlinie (mieście nie bogatszym) są jeszcze droższe. Jak nie popełnić tych błędów?

Imigranci z Ukrainy w Polsce pracują, a w Niemczech… nie chcą

Z punktu widzenia humanitarnego czy politycznego przyjmowanie imigrantów, szczególnie w sytuacjach wojennych, kiedy są oni właściwie uchodźcami z terenów zagrożonych bombardowaniem, zniszczeniem czy prześladowaniami, jest zrozumiałe. Nie wymaga wyjaśnień. Jednak państwo, które przyjmuje przybyszy, często spodziewa się, że imigranci wejdą na rynek pracy i wniosą wkład w rozwój gospodarczy.

W przypadku imigracji z Turcji w latach 50.–70. XX w. celem przyjazdów było od razu wejście na rynek pracy i to do konkretnych sektorów niemieckiej gospodarki, które potrzebowały siły roboczej w okresie boomu gospodarczego, wspieranego środkami z Planu Marshalla. Przyjeżdżało wtedy początkowo więcej mężczyzn, do pracy w sektorach przemysłowych. A dopiero potem, w ramach łączenia rodzin, dołączały do nich kobiety i dzieci. Podobnie wyglądała w tym okresie imigracja z Jugosławii, Włoch i Portugalii z pracownikami określanymi jako gastarbeiterzy.

W przypadku Ukraińców sytuacja jest odwrotna. W większości w początkowym okresie wojny przyjechały kobiety, bardzo duży był też w tym czasie, i to pozostało do dziś, udział dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia, a więc w wieku szkolnym. Ze statystyk wynika jednak, że obecnie na terenie Niemiec mieszka na stałe również ok. pół miliona ukraińskich mężczyzn, więc jest to spora grupa, która potencjalnie powinna być aktywna na niemieckim rynku pracy. Czy tak rzeczywiście jest i jak Ukraińcy dokładają się do niemieckiego PKB?

Co na ten temat ma do powiedzenia Instytut Badań nad Zatrudnieniem (IAB) w wynikach badania przeprowadzonego w 2024 r.? 28% respondentów z urzędów pracy uważa, że uchodźcy mają duże szanse na znalezienie pracy w branży, w której już pracowali w swoim kraju. Połowa ankietowanych urzędów pracy zgadza się z tym stwierdzeniem tylko częściowo. Zdaniem niemieckich ekspertów rynku pracy pewną barierą może być ukraiński model szkolenia zawodowego, które jest „bardziej teoretyczne, uniwersyteckie”, a Niemcy potrzebują „konkretnych zawodowych kwalifikacji” w popularnych na rynku pracy zawodach.

Ostatecznie dane wskazują, że pod koniec 2023 r., czyli niemal w dwa lata od pierwszej wielkiej fali przyjazdów, w niemieckiej gospodarce pracowało tylko 214 000 Ukraińców z ponad miliona osób, które w tym czasie znalazły się w Niemczech. Jak można przeczytać w podsumowaniu agencji Deutsche Welle, część niemieckiej opinii publicznej uważa, że wielu ukraińskich uchodźców nie szuka pracy ze względu na otrzymywaną pomoc finansową. Wynosiła ona ostatnio rocznie ok. 5,5-6 miliarda euro w postaci świadczeń socjalnych.

Ukraińscy uchodźcy wojenni mają prawo do świadczeń socjalnych. To tzw. „Bürgergeld” (dochód obywatelski), który zapewnia podstawowe bezpieczeństwo bezrobotnym. Jest on wyższy niż wsparcie otrzymywane przez innych uchodźców i osoby ubiegające się o azyl. Osoba samotna ma prawo do 563 euro miesięcznie na wydatki. Pary mogą otrzymać 506 euro na osobę, a zasiłek na dzieci wynosi od 357 do 471 euro miesięcznie, w zależności od wieku. Dodatkowe wsparcie zapewniają kraje związkowe, które pokrywają również koszty ubezpieczenia zdrowotnego i zakwaterowania uprawnionych osób.

Według danych agencji ONZ ds. uchodźców UNHCR w Niemczech świadczenia były od początku na wyższym poziomie niż w innych krajach przyjmujących Ukraińców, np. w Polsce. Ma to przełożenie na aktywność tych osób na rynku pracy. Według danych ONZ w Polsce ok. dwóch trzecich ukraińskich uchodźców obecnie pracuje.

Jakie są powody? Niemieccy eksperci rynku pracy wskazują na uproszczenie procedur administracyjnych w Polsce (a także w krajach skandynawskich, Holandii i Wielkiej Brytanii), łatwiejszy jest dostęp do zajęć lekarskich, pielęgniarskich i nauczycielskich. Kraje niemieckojęzyczne – Niemcy, Austria i Szwajcaria – przyjęły system z wieloma ograniczeniami i barierami dostępu. Weryfikacja i uznawanie kwalifikacji zawodowych jest skomplikowane i długotrwałe.

Według socjologa Dietricha Thränhardta większość ukraińskich uchodźców wykonuje w Niemczech słabo płatną pracę, zazwyczaj „w nisko płatnych zawodach, w hotelach i restauracjach, w prostych usługach, w rolnictwie, agencjach pracy tymczasowej”. Ale proporcje pracujących i niepracujących Ukraińców w Europie są bardzo różne. W Polsce to bardzo wysoki udział, co można tłumaczyć tym, że już przed pełnoskalową wojną Ukraińcy byli bardzo aktywni w polskiej gospodarce.

Czytaj też: Awantura o imigrantów. Są już dla Europy kłopotem? Francja, której potęga gospodarcza wyrosła na „obcych” pracownikach, zaostrza właśnie prawo imigracyjne

Imigranci chętniej idą do pracy, gdy nauczą się języka „gospodarzy”

Statystyki dotyczące Ukraińców na niemieckim rynku pracy są wciąż trudno do interpretacji, ponieważ ta imigracja nie jest stabilna. Dużo osób wyjeżdża z Niemiec, dużo podróżuje między krajami UE, część uchodźców wraca do rodzin w swoim kraju. Nie wszyscy uczą się języka niemieckiego, a to właśnie dobra znajomość języka może być kluczowa nie tylko do otrzymania pracy, ale do utrzymania się w niej, awansowania czy udziału w programach szkoleniowych.

Niski udział w rynku pracy Ukraińców nie oznacza, że jest to cecha wspólna dla imigrantów w Niemczech. Ukraińcy dopiero co przyjechali, ale miliony imigrantów mieszkają w Niemczech od wielu dekad i czują się pełnoprawnymi obywatelami, nawet jeśli tu się nie urodzili. Znają już język, miejscowe przepisy i zwyczaje, kończą kursy i szkolenia.

To powoduje, że znacznie lepiej funkcjonują w systemie zatrudnienia. Wskaźnik zatrudnienia imigrantów w wieku 20–64 lat, którzy nie urodzili się w Niemczech, wyniósł w 2014 r. 69,3%. Był on tylko o około 10 pkt proc. niższy niż wskaźnik zatrudnienia ludności w tym samym wieku urodzonych w Niemczech (79,6%). Okazuje się, że stosunkowo najwięcej zależy od znajomości języka.

Na podstawie wyników dodatkowego mikrospisu z 2014 r. Federalny Urząd Statystyczny Destatis podaje też, że w tym okresie pracowało jedynie 52,3% imigrantów z podstawową znajomością języka niemieckiego i aż 77,3% imigrantów biegle władających językiem niemieckim. Czyli znajomość języka zapewniła poziom zatrudnienia o około jedną trzecią wyższy i niemal równy ogólnemu wskaźnikowi zatrudnienia w Niemczech.

Z kolei według Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych (DIW) imigranci w Niemczech charakteryzują się nawet wyższym wskaźnikiem aktywności na rynku pracy i przedsiębiorczości w porównaniu z rdzennymi mieszkańcami. Widać to szczególnie w branżach takich jak technologia, innowacje i startupy, zwłaszcza w metropoliach takich jak Berlin i Monachium. Z tym że dotyczy to imigracji osób o wysokim poziomie wykształcenia i kompetencji.

Ciekawe dla nas Polaków może być to, że w innym badaniu DIW dotyczącym nabywania kompetencji językowych porównano też efektywność nauki języka niemieckiego wśród czterech grup imigrantów: z Turcji, Włoch, Polski i Syrii. Badanie wykazało, że przybysze z Syrii mają przeciętnie lepszą motywację do nauki i szybciej osiągają dobrą znajomość języka niż imigranci z pozostałych trzech krajów. Procentuje to potem na rynku pracy:

„Syryjczycy doświadczają szybszej krzywej uczenia się niż przedstawiciele innych grup imigrantów. […] Syryjscy uchodźcy odnoszą z nauki języka większe korzyści niż inni nowo przybyli, np. poprzez częstsze uczestnictwo w kursach językowych, kontynuowanie nauki lub aktywność na rynku pracy.”

Efektywność nauki języka pokazują grafiki poniżej. Każda linia reprezentuje pojedynczego imigranta. Jej początek wskazuje poziom znajomości języka w momencie przyjazdu danej osoby do Niemiec; koniec linii wskazuje poziom znajomości języka w momencie przeprowadzenia wywiadu. Osoby w badaniu imigrowały między lipcem 2015 r. a lutym 2019 r., więc linie mogą zaczynać się w dowolnym miejscu. Punkty końcowe koncentrują się w 2019 r., kiedy przeprowadzono wywiady. Ogólny trend zmiany płynności języka został zaznaczony linią czerwoną.

Okazuje się, że prawie wszyscy z czasem zdobywają biegłość, jednak wśród Syryjczyków linia trendu i wiele leżących u jej podstaw pojedynczych linii są bardziej strome niż w przypadku innych grup. Powodem może być fakt, że Syryjczycy znacznie częściej przyjeżdżali do Niemiec bez znajomości języka niemieckiego, podczas gdy imigranci z Włoch, Polski i Turcji częściej opanowali już trochę język niemiecki przed migracją. Zazwyczaj, ucząc się nowego języka od podstaw, dokonuje się szybkich postępów, a krzywa uczenia się jest bardziej stroma.

Czytaj też: Epickie! Polacy w Wielkiej Brytanii zaczęli właśnie zarabiać… więcej niż rodowici Brytyjczycy! Jak to możliwe, jak to się robi? Co potrafią Polacy w UK?

Na czym polega wkład ekonomiczny imigrantów do gospodarki?

Według wielu badań wkład ekonomiczny wykwalifikowanych migrantów wykracza poza ich bezpośredni wpływ na rynek pracy. Wykwalifikowani pracownicy są zazwyczaj dobrze wynagradzani i w rezultacie znacząco przyczyniają się do dochodów podatkowych i systemów ubezpieczeń społecznych. To z kolei pomaga utrzymać wysoką jakość usług publicznych, opieki zdrowotnej i edukacji.

Przez dekady gospodarka niemiecka była dla imigrantów atrakcyjna, ponieważ zatrudniała imigrantów z kwalifikacjami w potrzebnych zawodach technicznych w sektorach produkcyjnych. Były to zajęcia lepiej płatne niż te w sektorach usługowych, hotelarsko-gastronomicznych, porządkowych i w opiece społecznej. Ci, którzy przyjeżdżali do Niemiec wcześniej, byli tego w pełni świadomi – dlatego właśnie przyjeżdżali do Niemiec, że tam ich praca była dużo wyżej wynagradzana niż w ich krajach macierzystych. Ostatnie fale niekontrolowanej imigracji nie są już tak nastawione na udział w rynku pracy.

W przyszłości niemiecka gospodarka może znów potrzebować dużo wyższych kompetencji, już nie tylko w sferze produkcyjnej, ale w zakresie najnowszych technologii i sztucznej inteligencji. To wyzwanie dla polityki imigracyjnej. Temu tematowi poświęcony został specjalny raport OECD z 2024 r.

Według OECD, bez imigracji populacja Niemiec w wieku produkcyjnym może zmniejszyć się nawet o 10% do 2035 r. Jednocześnie badania OECD pokazują, że akurat Niemcy radzą sobie nieźle z aktywizacją stałych imigrantów na swoim rynku pracy. Pokazuje to grafika poniżej – linia pomarańczowa to dane dotyczące zatrudnienia rdzennych mieszkańców Niemiec, linia niebieska ciągła to trend udziału w rynku pracy imigrantów w Niemczech, a linia przerywana to trend zatrudnienia imigrantów przeciętnie w innych krajach UE:

Na pewno niemieckie państwo będzie się starało doprowadzić do znacznego zmniejszenia fali nielegalnej i niekontrolowanej imigracji na korzyść ukierunkowanej, czyli na przyjazdy fachowców, którzy wiedzą, że przyjechali do pracy, żeby dobrze zarobić. Sposoby mogą być różne – czy to wizy pracownicze, czy zachęty dla wykwalifikowanych pracowników.

Naukowcy z Uniwersytetu w Hamburgu przeanalizowali wyniki badań nad imigracją z wielu krajów zachodnich i wyszło im, że polityka imigracyjna, która przyciąga wykształconych i wykwalifikowanych imigrantów, zwiększa kapitał ludzki kraju przyjmującego, prowadząc do wzrostu produktywności i wzrostu gospodarczego. Ale równie ważni są mniej wykształceni imigranci. Dlaczego? Gospodarka to różne segmenty rynku pracy, a imigranci często zajmują te miejsca pracy, które są konieczne dla gospodarki, ale mniej innowacyjne i mniej płatne.

Czyli najlepiej przyjmować imigrantów na wielu poziomach przygotowania do pracy zawodowej, ale podstawą oczywiście jest zamiar podjęcia pracy i nauki języka. Część imigrantów zapewnia podstawy działania gospodarki, co było widoczne przez dekady II połowy XX w. w przypadku gastarbeiterów, inni mogą wpływać na postęp technologiczny.

Czytaj też: Niemieckie firmy utrudnią polskie plany wielkiego skoku inwestycji? Analitycy zza Odry zapowiadają wielkie „ssanie” na pracowników z Polski

Ulga dla napiętych finansów publicznych?

Dodatkowo imigranci dokładają się do finansów publicznych. Naukowcy z Centrum Europejskich Badań Ekonomicznych ZEW w swoim badaniu z 2014 r. oszacowali, że 6,6 miliona imigrantów zapłaciło o niemal 150 mld euro więcej podatków i składek na ubezpieczenia społeczne, niż otrzymają w ramach transferów socjalnych w pozostałym okresie życia. To badanie pokazało, że obecna i przyszła imigracja może zmniejszyć obciążenie podatkowe obywateli.

Suma podatków i składek płaconych przez starzejących się imigrantów w pozostałym okresie życia przekroczy sumę transferów socjalnych na jednego imigranta o ponad 22 000 euro. Gdyby co drugi imigrant wykazywał takie same cechy wykształcenia, kwalifikacji zawodowych, dostępu do rynku pracy i płaconych podatków jak średnia dla rdzennych mieszkańców Niemiec, to skumulowana wpłata netto od pracowników imigrantów do budżetu państwa w pozostałym okresie życia byłaby około czterokrotnie wyższa.

„Roczna imigracja netto na poziomie 200 000 osób nie wystarczy, aby zniwelować lukę w stabilności finansów publicznych Niemiec. Cel ten można osiągnąć jedynie w nierealistycznym scenariuszu, w którym wszyscy przyszli imigranci będą posiadać wykształcenie wyższe. […] Niemcy mają jednak duże szanse na osiągnięcie zauważalnej ulgi fiskalnej dla swojej populacji dzięki polityce imigracyjnej zorientowanej na kapitał ludzki, która ma na celu przyciągnięcie migrantów ekonomicznych, którzy mają duże szanse na wchłonięcie przez prosperujący rynek pracy.”

W Polsce nie mieliśmy nigdy takiej skali imigracji jak mieli Niemcy przez wiele powojennych dekad. To raczej Polacy emigrowali za pracą przez lata, a pozytywnym efektem były transfery ich dochodów w dolarach, markach, euro do Polski. Ze zjawiskiem masowej imigracji na rynek pracy zetknęliśmy się dopiero od ok. roku 2015, kiedy do Polski zaczęli napływać Ukraińcy, którzy podejmowali u nas pracę w rolnictwie, budownictwie, przemyśle, także w usługach.

Ponad milion Ukraińców w Polsce pracuje i płaci podatki i składki

To zjawisko było już kilkakrotnie w Polsce badane, a ciekawe podsumowanie można przeczytać w syntezie opracowanej w tym roku przez Departament Badań i Analiz Banku Gospodarstwa Krajowego. Ukraińcy przez wiele lat wnosili spory wkład do polskiej dynamiki wzrostu gospodarczego, pracowali w sektorach, w których zarobki nie były wysokie, ale które były niezbędne dla funkcjonowania naszej gospodarki. Jednocześnie pracujący imigranci płacą podatki i składki na ubezpieczenia społeczne, co było dodatkowym wkładem do naszych finansów publicznych. Warto o tym pamiętać.

Ważne by było, żeby kolejne fale imigracji napływały zgodnie z tym, jak polskie państwo widzi rolę i znacznie imigracji w dłuższej perspektywie. Kluczowe są potrzeby rynku pracy. A nawet imigracja z powodów humanitarnych, jak widać na przykładzie imigrantów z Ukrainy w Polsce od roku 2022, może mieć duże pozytywne znaczenie dla gospodarki. Ponad milion Ukraińców pracuje i jednocześnie płaci podatki i składki. Zmniejsza się dzięki temu luka w naszych finansach publicznych, nie mówiąc o pozytywnym wpływie demograficznym.

Pod względem stopnia „uaktywniania” uchodźców z Ukrainy wyraźnie prześcignęliśmy Niemców, czyli kraj dużo bardziej doświadczony w „zarządzaniu” imigracją. Ale warto z niemieckich doświadczeń wyciągać wnioski. A więc stawiać na imigrantów, którzy przyjeżdżają z intencją podjęcia pracy, są pracownikami wykwalifikowanymi (a więc z perspektywą przyzwoitych zarobków), a przede wszystkim chcącymi uczyć się języka polskiego. Być może od tego ostatniego parametru powinna być uzależniona możliwość pozostania przybysza na dłużej.

Czytaj też: Kobiety są mniej skłonne do negocjacji zarobków, ale jeśli już się za to wezmą… Co decyduje o tym, że umiesz wytargować wyższą pensję?

Czytaj też: Pracodawcy wolą zatrudniać mężczyzn. A kobiety dają firmom wyższe zyski. Japoński badacz ustalił, co trzeba zrobić, by domknąć lukę płacową

CZYTAJ INNE CIEKAWE TEKSTY POŚWIĘCONE MIGRACJI:

imigracja

pochodzenie mieszkańców

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————-

ZOBACZ NASZE NOWE WIDEOCASTY:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube

——————————-

Źródło zdjęcia: Luis Graterol/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
37 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
RafałX
10 miesięcy temu

Jeśli chcemy(musimy) ściągać emigrantowbto uważam, że tylko rodziny z dziećmi (najlepiej małymi). Oczywiscie unikamy krajów islamskich, bo oni niechca się asymilować i nie jest to żaden rasizm z mojej strony oni robią dokładnie to samo i siebie.

Stef
10 miesięcy temu

Dogłębna analiza ale to nie jest takie proste. 1. Do tej pory przyjmowaliśmy głównie bliskich nam kulturowo Ukraincow I Białorusinów. Spokojnych Wietnamczyków. Niemcy? Wszystkich jak leci. 2. Nasi migranci to migranci ekonomiczni- chcą pracować. Ci Niemieccy to migranci zasilkowi. Nie pamiętam ale jakiś niemiecki Urząd podał że po 3 latach tylko 30% migrantów pracuje. W Polsce pracują odrazu. 3. Skala tez jest inna tzn. Powiedzmy że my startowaliśmy z 0 migrantów (upraszczam) i przyjęliśmy 2 mln czyli jakieś 5% ogółu ludności. Niemcy juz maja sporo migranci i sporo przyjmują. Ps Szkoda ze te raporty nie podają jakie zawody wykonują dane… Czytaj więcej »

Last edited 10 miesięcy temu by Stef
Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Stef

To zdecydowanie nie jest proste. Jak widać z obserwacji zachodniej Europy problemy pojawiają się w drugim i trzecim pokoleniu emigrantów. O ile sami emigranci zazwyczaj pamiętają że sami podjęli decyzję o emigracji i z reguły mają lepsze warunki życia niż w swoich ojczystych krajach, nawet jeśli w nowym kraju lądują na „dole drabiny” i mają słabo płatne stanowisko pracy. Kolejne pokolenia nie mają już tej „pamięci” i nie chcą być na dole tej drabiny. A znacznie trudniej im uzyskać wykształcenie, dobrze płatną pracę itp. jeśli rodzina nie jest dobrze zasymilowana. A im większa różnica kulturowa tym trudniej o taką asymilację… Czytaj więcej »

Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Stef

Nie pamiętam ale jakiś niemiecki Urząd podał że po 3 latach tylko 30% migrantów pracuje ale przeczytałeś artykuł? Bo tam jest o 65-70% pracujących. Trzeba rozróżnić migrantów od azylantów. Procedura azylu jest długotrwała i potrafi ciągnąć się latami i w tym czasie nie można podejmować pracy (to jest już od wielu lat, bo nawet w latach 80 teściowie nie mogli podjąć pracy przez ponad pół roku w obozie dla uchodźców) Np chętnie sie dowiem gdzie pracują kolumbijczycy nieznający języka polskiego? Latynosi chyba dość chętnie uczą się polskiego. Sam uczę się hiszpańskiego przez apkę i tam jest zasada wzajemnego sprawdzania zadań.… Czytaj więcej »

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Piotr

No właśnie, najpierw czytamy, potem komentujemy. Nigdy na odwrót!

TomR
10 miesięcy temu

Pytanie czy jest moralne i korzystne dla świata sprowadzanie uzdolnionych osób z miejsc, gdzie jest dobra demografia, gdzie prawdopodobnie mieliby duże potomstwo do miejsc takich jak Europa, które z powodu swojej organizacji charakteryzują się obniżoną demografią. To docelowo może doprowadzić do wyginięcia zdolnych ludzi, przez przeniesienie się ich do czarnych dziur demograficznych. A jeżeli Europa rozwiąże swój problem organizacyjny skutkujący niskim rozmnażaniem się, to może się okazać, że będzie przepełnienie nowymi dużymi populacjami dzieci natywnych i przyjezdnych i w konsekwencji konflikt. Kolejna sprawa – EU postawiła sobie za cel globalne zmniejszenie emisji CO2 – a każdy nowy imigrant z krajów… Czytaj więcej »

kamel
10 miesięcy temu
Reply to  TomR

Niska dzietność w krajach rozwiniętych (przy dobrobycie) to nie jest jakiś „problem organizacyjny” ani nawet aberracja, tylko naturalna kolej rzeczy. Wynika to z wielu czynników: wysokiej przeżywalności dzieci (zatem można mieć jedno), wysokiego progu wejścia na rynek (długi okres edukacji i rozwoju, czyli koszty), wysokiego bezpieczeństwa osobistego (gwarantowane emerytury, socjal i służba zdrowia, nie trzeba polegać na dzieciach), wysokie gwarancje prawne i kapitałowe (nie trzeba fizycznie się bić o swoje), wysoki poziom wykształcenia kobiet (mogą się realizować w inne sposoby, niż wychowując dzieci), zachwianie instytucji małżeństwa itp. przy jednoczesnym braku zachęt systemowych. Co systemowo mogłoby pomóc: wiek emerytalny kobiet zrównany… Czytaj więcej »

Aleks
10 miesięcy temu

Ale nadal nie ma przyczyny potrzeb imigracji zarobkowej:
– przenosiny uciążliwej produkcji do krajów osciennych jak Polska czy Rumunia…w Danii chlewow nie ma,za to sa w Polsce duńskie prosiaczki…tu sa tuczone…tu sa zabijane i półprodukt wraca do Danii – cała uciążliwa produkcja jest ulokowa w Polsce,tu właśnie do takiej produkcji na eksport potrzeba pracownikow z dalekich krajów, taka produkcja nie generuje żadnej wartości dodanej,a tylko problemy dla panstwa i lokalnej społeczności -> dlatego Dania ma bardzo restrykcyjna politykę imigracyjna.

Monika
10 miesięcy temu

Nie scedowaliśmy tylko sprzedaliśmy za złotówkę i zostały zaorane. Pisze to mieszkanka Śląska i była pracownica Huty Katowice, która oranie widziała. Tak, wiem że ta huta jeszcze stoi, za to Sendzimir posprzątany.

Michał
10 miesięcy temu

Nie wiem czego mamy się uczyć od Niemców. W książce Kaput jest o tym jak Niemcy zniechęcają biurokracja itp. imigrację wykwalifikowanych specjalistów. A na kanale Geoekononia były ostatnio badania o niskiej aktywności zawodowej imigrantów w Niemczech w porównaniu z USA i innymi krajami. Nawet Jacek Dejmek wrócił z Berlina do Polski i powie o Niemczech kilka gorzkich słów

Stef
10 miesięcy temu
Reply to  Michał

Przestrzegania przepisów.

Jacus
10 miesięcy temu

Afryka ma obecnie 1,5 mld ludzi a w 2100 roku będzie miała 4 mld. Wiekszosc młodych ludzi Marzy o tym żeby się dostać europy. A Europa nie jest w stanie obronić swoich granic. Ogladam blog chłopaka jadącego przez Afrykę. To dzieciaki nonstop wyciągają do niego rękę żeby coś im dał, albo proszą żeby skombinował im wyjazd do europy. Największym mało omawianym problemem jest legalny proceder pod płaszczykiem pracy. Zakładasz spółkę i ściągasz migrantów w nieograniczonych ilościach. Musisz spełnić banalne warunki. W Afryce za grube siano oferujesz legalny przyjazd do pracy. Do pracy której nie musisz podjąć, bo celem jest 6… Czytaj więcej »

Monika
10 miesięcy temu

Sposób jest banalny i stary jak świat – nie rabotajesz, nie kuszajesz.

Anna
10 miesięcy temu
Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Anna

Pani Anno, ja takie grupki całkiem polskich imprezowiczów widzę nad Wisłą codziennie i to w znacznie większych ilościach. Niestety są hałaśliwi i czasem zostawiają po sobie bałagan. Może więc czas na hasło „Polska bez Polaków?” 😉

Jacek
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie byłoby potrzeby ściągania migrantów do pracy, gdyby polscy januszowie biznesu płacili porządnie rodakom – wiadomo powszechnie, o co chodzi: na umowę o pracę, z ubezpieczeniem ZUS i bez płacenia pod stołem. Migranci pracują z reguły po 10 – 12 godzin, za najniższą krajową, albo i poniżej. Po co Orlen ściągał tysiące migrantów do budowy Olefin? Bo od razu było zalożenie – jako plan biznesowy – że skoszarowani, zastraszeni migranci będą wydajniejszymi pracownikami niz Polacy. Wiadomo, że Polacy nie chcieliby pracować po 12 godzin, piątek, świątek i niedziela, z różbymi nielegalnymi potrąceniami, bez żadnych normalnych umów. PIP udawał, że tam… Czytaj więcej »

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Nie sądzę, żeby Pan miał rację. W Polsce nie ma chętnych do pracy w wielu zawodach (może wyższe płace by pomogły, ale trzeba by je przerzucić na klientów albo – jak Pan pisze – obniżyć marże), a za to jest zbyt wielu w stosunku do potrzeb ludzi chętnych do pracy „inteektualnej” (nie mamy jakiej jakości miejsc pracy)

Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Janusze biznesu to jest tylko jedna strona medalu. Druga strona to specyfika niektórych zawodów. Może to dowód anegdotyczny ale wczoraj kopali obok mojego domu światłowód. Ekipa to byli sami Ukraińcy + 1 Polak brygadzista. Czy w tej branży źle płacą? Nie sądzę. Raczej stawiam na brak chętnych dlatego, że taka ekipa dojeżdża codziennie do pracy 100-150 km lub śpi po jakiś hotelach pracowniczych przez 6 dni w tygodniu. To samo z kierowcami ciężarówek. Gwałtowny wzrost płacy minimalnej spłaszczył nieco strukturę płacową, więc pewne wyrzeczenia związane z niektórymi zawodami są na ten moment niewarte poświęcenia. Czasami lepiej zarobić o te 2-3… Czytaj więcej »

Anna
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Widok kojarzy mi się raczej z okolicami rzymskiego Koloseum, paryskich wiaduktów i znanego berlińskiego lotniska niż z hałaśliwą grupą Polaków nad Wisłą. Może warto wdrożyć mądrą politykę niż czekać, że problem sam się rozwiąże. W mojej okolicy widać „organizatorów” tego zjawska.Jest to sposób na szybki zarobek.

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Anna

Zgadzam się, tylko najpierw musimy wiedzieć co chcemy zrobić z naszą gospodarką i jakich ludzi do tego potrzebujemy. Potem nakierować na te cele szkolnictwo i politykę migracyjną, a na koniec mieć pomysł na tych, którzy mimo wszystko chcą tu wejść, a my nie bardzo ich potrzebujemy. I tutaj niemieckie doświadczenia bardzo się mogą przydać

Anna
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Niemiecki Ordnung jest już dawno nieaktualny. W 2015 r. kiedy zaproszono migrantów w Niemczech działy się cuda;
plądrowali sklepy w biały dzień, powszechne były napady i bójki między nowo przybyłymi, okradano skrzynki pocztowe o „uczestnictwie” w imprezach, typu Sylwester, nie wspomnę. Ale w mediach niemieckich nie pisano, ani nie mówiono na ten temat, czasami jak „sprawa była na grubo” to pojawiał się jakiś news. Nie wiem czy branie przykładu z Niemiec jest dobrym pomysłem.

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Anna

Myślę o uczeniu się na ich błędach. Ściągnięcie imigrantów nieskłonnych do uczenia się języka i do pracy bez pomysłu na to jak zmienić te ich preferencje spowodowało tam komplikacje. Ale wcześniejsze tury ściągania imigrantów dawały duże korzyści tamtejszej gospodarce

Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Anna

Kolejna osoba z obrazem Koloseum, Paryża i Berlina z filmików konfiarskich. Byłem pod Koloseum, pod wieżą Eiffela, pod bramą Brandenburską i co najwyżej pod wieżą było paru migrantów z kocami nielegalnie sprzedającymi pamiątki. Owszem w każdej stolicy lub dużej aglomeracji jest nadwyżka migrantów, którzy utknęli w bezdomności ale to nie ma nic wspólnego z ogólnym obrazem bezpieczeństwa. Przestańcie siać panikę.

Piotr
10 miesięcy temu

Zdarzyło mi się nocować w okolicy podparyskiego St-Germain – miasteczka prawie całkowicie zamieszkanego przez muzułmanów. Ze względu na późny przylot musieliśmy szukać jedzenia praktycznie w nocy. I co? I nic, żarcie smaczne, ludzie normalni, zajęci swoimi sprawami. Tymczasem w Berlinie w miasteczkach świątecznych (zwłaszcza lokalnych/dzielnicowych) Muzułmanie bawili się tak samo dobrze jak reszta. Też kupowali grzane wino (czy inne napoje), ozdoby świąteczne i smakołyki. Ci którzy są tam dłużej i udało im się wspiąć kilka szczebli po drabinie społecznej są już przesiąknięci kulturą zachodnią. Problemem są ci ze bieżących fali. Proces adaptacji trwa wiele lat. Nie ma zbyt wielu systemowych… Czytaj więcej »

Anna
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

A może warto wziąć przykład z Austrii, sposób już przetestowany i myślę że skuteczny a nie udawać że nie ma problemu.

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Anna

A nie znam polityki austriackiej. Mogłaby Pani przybliżyć jej założenia? Problem jest, ale nie zniknie jak się wybuduje mur, bo trzeba by tym murem ogrodzić całą Unię Europejską i to szczelnie. A to niewykonalne

Anna
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Władze Austrii wprowadziły obowiązek pracy dla migrantów, a osoby, które odmówią jej podjęcia, otrzymają niższe wsparcie finansowe. Wstrzymano program łączenia rodzin. Nie widziałam w Austrii koczujących migrantów, ale widziałam pracujących zarówno w Wiedniu jak i Salzburgu.

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Anna

Dobry plan. Też widziałem w Wiedniu wiele osób z innych krajów, ale rzeczywiście raczej przy pracy

Anna
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Czytam „W 2022 roku więcej osób wyjechało z Niemiec niż się do nich sprowadziło, co jest spowodowane głównie emigracją obywateli niemieckich.” Więc hasło „Polska bez Polaków” , biorąc pod uwagę demografię i niekontrolowane ruchy migracyjne może się okazać hasłem nie całkiem utopijnym w perspektywie kilkudziesięciu lat.

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Anna

W rzeczy samej, słuszne spostrzeżenie 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu