4 kwietnia 2019

Kupujesz bilety na FlixBus lub jedzenie na Pyszne.pl? Asystent Google pomoże! Wystarczy mówić do smartfona, żeby kupić i zapłacić. Jak to działa? Testuję!

Kupujesz bilety na FlixBus lub jedzenie na Pyszne.pl? Asystent Google pomoże! Wystarczy mówić do smartfona, żeby kupić i zapłacić. Jak to działa? Testuję!

Historia zatacza koło – zakupy zaczęły się od osobistych asystentów w domach towarowych Harrods, czy paryskich galeriach LaFayette. Teraz osobistych, ale wirtualnych asystentów może zaoferować swoim klientom każda duża firma. Na początek rozmawiając z automatycznym asystentem można kupić bilety autobusowe FlixBus i jedzenie na Pyszne.pl. Pomoże… Asystent Google. Jak to działa? Właśnie wróciłem z zakupów

Nie lubię kontaktów z botami. Coraz częściej żeby połączyć się z konsultantem muszę pogadać z komputerem. Gadam więc w poczuciu zażenowania do martwego telefonu, będąc na łasce i niełasce bezdusznego robota. A gdy mówię, że chce rozmawiać z człowiekiem, maszyna żąda ode mnie weryfikacji tożsamości. Rola Łowcy Androidów wybitnie mi nie odpowiada i – o ile się orientuję – nie jestem jedynym konsumentem, który nie przepada za komunikacją z botami.

Zobacz również:

Pewnie chodzi o to, że mamy wewnętrzne przekonanie, iż taki bot nie załatwi za nas żadnej poważnej sprawy. Na koniec i tak muszę wyłuszczyć problem człowiekowi. Ale teraz coś się zmienia. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji od Google automatyka wkracza na wyższy poziom kontaktów z klientem. Ma być sprawniej, błyskotliwiej, miło, mniej robotycznie i do tego szybko. Forpocztą zmian jest FlixBus i Pyszne.pl. Czy warto dać się zagłaskać wirtualnemu sprzedawcy?

Czytaj też: To będzie kolejne pole bitwy na rynku płatności. Twój samochód wkrótce nauczy się płacić sam

Czytaj też: Co się musi stać, byśmy w ogóle przestali używać gotówki? Tylko trzy małe rzeczy

Google Asystent nie tylko od pogody i teledysków Ariany Grande

Zaczęło się od tego, że byłem na konferencji, na której dwie wspomniane firmy pochwaliły się, że zaangażowały Asystenta Google do sprzedaży swoich usług – odpowiednio biletów i jedzenia.

Każdy asystent z natury rzeczy ma to do siebie, że chce służyć nam pomocą. Nie inaczej jest z asystentem wirtualnym – to nowa gałąź technologicznych usług. Swojego wirtualnego pomocnika/pomocniczkę ma Amazon (Alexa), Apple (Siri) i właśnie Google.

Asystenci umożliwiają komunikację ze światem za pomocą głosu – mówimy czego chcemy, a komputer, telefon, czy głośnik z wbudowaną opcją nam odpowiada – na ekranie, albo słownie.  Polska jest na peryferiach takich usług i tylko Google wprowadził do nas polskojęzycznego asystenta, w dodatku na razie tylko w wersji na telefon – nie ma go jeszcze w domowych urządzeniach audio, czy lodówkach.

Za to można z niego korzystać również w iPhone’ach, a nie tylko na Androidzie. Asystenci najczęściej służą do sprawdzania pogody („Ok, Google, jaka jutro będzie pogoda w Warszawie?”) i do wyszukiwania teledysków niejakiej Ariany Grande – wczoraj według aplikacji było to jedno z najczęstszych zapytań.

Ale Google zaproponował współpracę firmom. Oferta brzmi tak: „za darmo nauczmy asystenta sprzedaży waszych produktów. Co z tego wyszło?

Czytaj też: FlixBus wprowadził dodatkowe opłaty. Kto chce pomóc Matce Ziemi, dopłaca za przejazd. Na co idą „zielone” pieniądze?

Czytaj też: Nie tylko PizzaPortal i Pyszne.pl. Porównuję pięć fajnych aplikacji, którymi zamówisz jedzenie!

I znowu Polska wychodzi przed szereg. FlixBus i Pyszne.pl w awangardzie

Efekt jest taki, że kupując coś przez smartfona wracamy do korzeni, czyli do rozmowy ze sprzedawcą. Czyli zupełnie tak jak było w domu handlowym Braci Jabłkowskich, londyńskim Harrodsie, czy paryskich galeriach Lafayette. Klient czuł się dowartościowany i zaopiekowany. Ale to było bardzo miłe, ale też drogie – wiadomo jak trudno o dobrego sprzedawcę. Firmy chciały ścinać koszty więc solidnych subiektów jest już jak na lekarstwo.

Potem przyszły czasy call centers, czatów, botów, aż historia zatoczyła koło i wracamy do osobistych relacji ze sprzedawcą. Tyle, że w żyłach tego sprzedawców nie płynie krew, ale ciąg zer i jedynek. Założenie jest takie, że niskim kosztem, bez opłacanie pracownika, korporacja dostaje do ręki narzędzie przy pomocy, którego może zaoferować klientom rozmowę z doradcą.

Zalety? Zamiast wybierać opcje na ekranie smartfona mam swobodę w korzystaniu z usług, mogę po prostu powiedzieć o co mi chodzi, zamiast grzebać w menu. To jak rozmowa z botem, ale na wyższym poziomie – mogę używać pełnych zdań, a nie tylko haseł, a asystent ma okazję wykazać się sztuczną, ale jednak inteligencją.

Jako pierwsze w Polsce na takie „haj waj” zdecydowały się firmy FlixBus i Pyszne.pl. Mimo, że działają w wielu krajach, ich szefostwo uznało, że Polska posłuży za poligon doświadczalny. Bo to miejsce na Ziemi, w którym nowinki technologiczne adaptują się szybciej, niż w większości innych krajów.

Czytaj też: Zagraniczny sklep internetowy, w którym możesz zapłacić tylko w… złotych? Czy Paypal nabija nas w przymusowy spread?

Czytaj też: Twisto, rewolu(t)cyjna platforma do prostego kupowania w internecie, znów chce wszystkich przechytrzyć. Co będzie jeśli jej się uda?

Podróż do Jeleniej Góry jak koniec świata

Dzięki asystentowi Google możemy zamawiać bilety i jedzenie. OK, ale czy faktycznie to tak działa? Z asystentem Google trzeba się nauczyć rozmawiać. Trudno powiedzieć, że intelektem dorównuje laureatom nagrody Nobla, na pewne zwroty reaguje celniej, inne zupełnie do niego nie przemawiają. Przykład rozmowy?

(ja) Ok, Google. Szukam połączenia z Warszawy do Jeleniej Góry na 5 maja.

(asystent) Dokąd chcesz pojechać?

(ja) Do Jeleniej Góry

(on) Dokąd chcesz pojechać?

(ja) Do Jeleniej Góry

(on) Dokąd chcesz pojechać?

(ja) Do Jeleniej Góry

I tak w kółko. Po którejś odpowiedzi asystent strzelił focha i opuścił rozmowę. A przecież ta Jelenia Góra to żadna podpucha – nie wiem czy FlixBus tam dociera, ale nawet jeśli nie, to taki asystent powinien mnie o tym poinformować. Spróbowałem czegoś prostszego:

(ja) Ok, Google. Szukam połączenia z Warszawy do Krakowa na 5 maja.

(asystent) Co powiesz na następujące połączenie bezpośrednie FlixBus: odjazd z Warszawa Centrum do Kraków MDA w niedziela, 5 maja godzina 12:00, cena 25,99 zł, czas przejazdu 4 godziny 55 minut? Czy ta opcja Ci odpowiada?

Zapytałem czy mogę wybrać miejsca, ale niestety, asystent nie podołał z odpowiedzią. Zapytał za to o podróż powrotną. Przytaknąłem i poznałem cenę i miejsce odjazdu. Okej, w tym miejscu przyznaję się, rzadko podróżuję autobusami i zaintrygowało mnie co to jest to Kraków MDA. Zapytałem się więc, a asystent mi odpowiedział i pokazał mapę z zaznaczonym Miejskim Dworcem Autobusowym.

Czytaj też: Te marki mają największą moc wyciągania nam pieniędzy z portfela. Nie tylko Apple, Google i Facebook…

Czytaj też: Kupujesz przez internet? Używając tej formy płatności nie bądź zbyt marudny, bo… odetną cię od pieniędzy na pół roku. Bez odwołania

Czy ludzie to kupią?

Aha – byłbym zapomniał o płatności, a to dlatego, że jest tak prosta. Płacimy z poziomu asystenta dzięki podpiętej do konta Google karcie płatniczej, bez potrzeby logowania się do aplikacji bankowych i konieczności przepisywania kodów SMS. Autoryzacja? Odcisk palca, albo zdefiniowany kod.

Nieco trudniej było w przypadku Pyszne.pl – trudno byłoby składać przez asystenta zamówienia do jednej spośród kilku tysięcy restauracji i wybrać jedną z kilkunastu pozycji w menu, dlatego najpierw musimy zdefiniować nasze ulubione zestawy i spośród nich składać zamówienie. Polecam zabawy z Asystentem – jest cierpliwy, ale gdy trzeba, potrafi być uszczypliwy i wyczuwa kiedy zaczynamy się z niego nabijać.

Czytaj też: W Banku Millennium zlecisz już przelew rozmawiając z botem w aplikacji mobilnej. Milla rozumie po polsku, nawet jeśli mówisz „gwarą”. Ale nie lubi gwaru

Dlatego wirtualny asystent zakupowy nie jest w stanie zastąpić tradycyjnego interfejsu i chyba nie taka jego rola. W założeniu ma uprościć, przyspieszyć i – jakby to paradoksalnie nie zabrzmiało – na nowo zhumanizować zakupy internetowe, a w rzeczy samej mobilne. Docelowo, będzie mógł też zastąpić po części całe sztaby pracowników call-center, ale na to przyjdzie nam chyba jeszcze chwilę poczekać.

Zapowiada się fascynująca konfrontacja. Ciekawe na ile firmy będą skłonne oddać część obsługi klienta w ręce asystenta Google. A może stwierdzą, że jednak ten „Wielki Brat” zaczyna ich w jakiś sposób uzależniać i „zjadać”, dostając wgląd w problemy, produkty, tajemnice i niuanse oferty firm i wyborów ich klientów.

 

Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Anna
3 lat temu

No,to okazuje się ,że musimy nauczyć się mówić „Kali kochać” zastępując przypadki zależne jednym,jedynym mianownikiem – może to będzie ich likwidację znaczyło i ulgę dla uczniaków 😉 ?
Same tu paradoksy boć te – uznane przez „świat”- innowacje tenże świat wprowadza w kraju, gdzie królem i królową syn i jego matka zamiast rozumu ale za to – to już chyba nie paradoks – może właśnie liczy się , że owi duchowi patroni uchronią użytkowników od oczu „wielkiego brata” i jego niecnych działań…

Łukasz
3 lat temu
Reply to  Anna

Anno, asystent Google umie deklinację, nie trzeba do niego mówić „Mianownikami”. Polecam spróbować.

Antoni
3 lat temu

„Usługa Pyszne.pl nie odpowiada. Spróbuj ponownie później”. Nawet się nie przygotowali, a już robią reklamę w subiektywnieofinansach.pl

Admin
3 lat temu
Reply to  Antoni

Pewnie asystent się zmęczył i poszedł spać 😉

Regnard
3 lat temu

Sam się zacząłem zastanawiać co znaczy „M” w nazwie wspomnianego dworca bo zawsze jest to wyjaśniane jakoś tak półgębkiem: „Dworzec MDA”. Ale chyba jednak bardziej „Małopolski”, od nazwy operatora 😉 http://www.mda.malopolska.pl/pl.dworzec_mda_w_krakowie.html

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!