Tak, jak centra handlowe próbują w coraz większym stopniu stawać się miejscami rozrywki (żeby ludzie wpadali tam częściej i przy okazji wydawali pieniądze), tak sklepy spożywcze chciałyby być miejscami relaksu. Oczywiście: są wśród nas zakupoholicy, którym do relaksu wystarczy dowolny sklep i duży limit na karcie płatniczej, ale… przeciętny obywatel do sklepu spożywczego chodzi raczej z konieczności, niż dla przyjemności. I to jest problem, bo taki przeciętny obywatel chce jak najszybciej iść do domu, co sklepowi oczywiście nie jest na rękę.

Kiedyś właściciele supermarketów stosowali proste triki: przytrzymywali klientów kolejkami przy kasach (to, że w sklepach czynnych było zawsze mniej kas, niż trzeba, niekoniecznie jest czystym przypadkiem). Potem zaczęły się gierki układem alejek, muzyką, a nawet zapachami, które – sztucznie rozpylane – przyciągały klientów np. do stoisk ze świeżym pieczywem.

Branża handlowa nigdy jednak nie ma dość, więc ten wyścig o zatrzymanie klienta w sklepie wciąż trwa. Jedna z największych w Europie sieci handlowych Carrefour pokazała właśnie w Warszawie swój najnowocześniejszy „wynalazek” – supermarket nowej generacji. Podobno nigdzie na świecie jeszcze czegoś takiego nie urzeźbili, co skusiło mnie, by tam zajrzeć i zobaczyć jakież to wodotryski można wymyślić żeby mnie zatrzymać w sklepie spożywczym.

Ów ultranowoczesny supermarket (dla tych z Was, którzy mieszkają w Warszawie informacja techniczna: mieści się to-to w centrum handlowym Promenada) już na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie, bowiem przy wejściu nie ma w ogóle tej linii kas, która zwykle wyznacza wejście i wyjście z każdego marketu. Wejście jest umowne i szerokie jak diabli. W zasadzie przypomina takie, jakie są w sklepach z odzieżą, czy zabawkami. Nawet te bramki z czujnikami, które piszczą, gdy wychodzę z towarem bez płacenia, są przezroczyste.

Mogę więc w kilku krokach znaleźć się przy stoisku ze zdrową żywnością, pieczywem lub owocami, czy alkoholem, bo skoro nie ma wejścia-wąskiego gardła to duża część stoisk „tematycznych” jest tuż za umownym wejściem. Kasy są – jak w sklepach odzieżowych – w głębi. Podobno shop ów jest na tyle dobrze monitorowany, że nie ma obaw, że ktoś wyjdzie bez płacenia. Zaś Carrefour skupił się na tym, żeby ten ktoś najpierw chętnie wszedł :-).

A jak już wejdzie to na samym środku sklepu przyjemniaczki z Carrefoura wrzucili… regularną restaurację. Nazywa się to-to „Wyspa Smaków” i jest de facto wolnostojącą jadlodajnią. Można zamówić np. jajko sadzone na śniadanie, albo rybę smażoną na obiad. Jest karta dań, są kucharze. Wszystko jest urzeźbione w kwadracie, a wokół niego są wysokie krzesła barowe. Jest kilka stolików dla tych, którzy chcieliby zasiąść na dłużej. Poza ciepłymi daniami dają kanapki, soki i talerze owoców.

Widziałem już stoiska z jedzeniem przy sklepach (to nic nadzwyczajnego, w Ikei to standard od wielu lat), ale nigdy w samym środku supermarketu spożywczego. Dobry pomysł na przytrzymanie głodnego klienta na dłużej, zarabianie na „konsumpcji na miejscu”, a przede wszystkim na włożenie klientowi do głowy, że zakupy w sklepie spożywczym nie muszą być tylko przykrym obowiązkiem.

Czytaj też: Amazon Key, czyli kurier dostarczy ci do lodówki zakupy nawet wtedy, gdy… nie ma cię w domu

Czytaj też: Oto pierwsza na świecie restauracja, w której zapłacisz… twarzą

Czytaj też: Burger King do każdego whoppera dodaje kryptowalutę. Po co? Mają w tym chytry plan 

W tym koncepcyjnym sklepie jest też 19 ekranów dotykowych, na których można… zrobić zakupy zdalnie. Po jaką cholerę ktoś, kto przyszedł do sklepu na zakupy, miałby robić te zakupy zdalnie? Ludzie z Carrefoura twierdzą, że powody mogą być dwa: po pierwsze na tych ekranach towarów do wyboru jest więcej, niż na półkach w sklepie (czyli jeśli czegoś nie znajdę na półce to mogę poszukać na ekranie), a po drugie klient może nie mieć ochoty dźwigać ciężkich zakupów. Może więc na ekranie zamówić te ciężkie i nieporęczne, a z półek własnoręcznie wziąć te, które są mu natychmiast potrzebne i nie są niewygodne.

Żeby zrobić zakupy via ekran trzeba mieć w smartfonie aplikację „Mój Carrefour”. A te ekrany dotykowe są po prostu „przedłużeniem” tej apki. Każdy wybrany przez klienta produkt ma QR kod, który pokazuje się na ekranie dotykowym i trzeba go zeskanować telefonem. Po zakończeniu zakupów wybiera się sposób dostawy i płaci.

Powyżej 120 zł sklep nie dolicza żadnych opłat manipulacyjnych. Towar można zamówić do domu albo do Coolomatu, który znajduje się przed centrum handlowym. Działa to-to jak zwykły paczkomat, ale ma funkcję lodówki, więc można włożyć tam produkty spożywcze, nawet te szybko się psujące. Dla wszystkich zakupów zrobionych na ekranie dotykowym Carrefour gwarantuje dostawę do domu lub Coolomatu jeszcze tego samego dnia. I to jest coś. Do sklepu spożywczego można wreszcie przyjść tylko na śniadanie ;-).

Poza tymi 19 ekranami „zakupowymi” w sklepie jest kilka dużych ekranów plazmowych, na których pokazują się reklamy rzeczy, których nie można kupić w sklepie, a jedynie online. W najbliższych dniach Carrefour będzie podsuwał klientom głównie reklamy zabawek. Zarówno te ekrany z reklamami, jak i wtopione przy półkach ekrany do kupowania służą także temu, żeby klient oswoił się z zakupami przez internet. Dziś kupi na ekranie w sklepie, a następnym razem „odpali” aplikację sklepu już spontanicznie, w domu.

Czytaj też: Iście napoleońska strategia? Carrefour chce być jak… Allegro

Czytaj też: Carrefour chce być jak Uber. Zanieś zakupy sąsiadowi za dychę

W sumie dość przyjemny ten sklepik, chociaż trudno mi sobie wyobrazić, by w każdym Carrefourze dalo się zainstalować taką masę elektroniki oraz uskuteczniać live-cooking ;-). To raczej rodzaj „pokazówki” jak mogą wyglądać zakupy w wersji deluxe. Jeśli dodać do tego inny carrefourowy koncept, czyli możliwość posiadania kasy sklepowej w swoim smartfonie (po prostu chodzisz po sklepie, zdejmujesz towary z półek, skanujesz ich kody kreskowe i na koniec zatwierdzasz płatność w aplikacji) – robi się całkiem przyjemnie.

Nie łudźcie się jednak, że szybko zobaczycie te wszystkie wodotryski w swoim osiedlowym Carrefourku. Przynajmniej dopóki nie będziemy w stanie płacić za towary na półkach sklepowych w euro ;-).

Czytaj też: Platforma zakupowa jakiej jeszcze nie było. Kupuj z nimi, a zapłacą twój rachunek za prąd. Albo za telefon

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany