Jak skłonić nas do tego, byśmy chodzili na krótkiej smyczy i robili zakupy przede wszystkim tam, gdzie nam każą? Kto znajdzie prawidłową odpowiedź na to pytanie zarobi górę grosza. Konkurencja o nasze pieniądze jest duża, więc skierowanie strumienia wydatków w określoną stronę jest na wagę złota. A czy nastąpi to za pomocą reklamy, influencerów, mediów społecznościowych – to sprawa wtórna.

Programy lojalnościowe (oferujące punkty za zakupy albo rabaty przy kolejnych transakcjach) mają poszczególne sieci handlowe, organizacje płatnicze Visa i MasterCard, banki, a także zewnętrzni operatorzy programów lojalnościowych, jak np. Payback. Czy to działa? Na mnie osobiście – średnio. Zwykle wszystko rozbija się o brak możliwości wystarczająco silnego wpłynięcia na konsumenta, by dał się przekonać do robienia zakupów w określonych miejscach

Przekonać kogoś, by poszedł do Carrfeoura, gdy zawsze odwiedzał Auchan, albo by tankował na Shellu, gdy zawsze zajeżdżał na BP to w większości przypadków mission impossible. Albo rabaty są mało ponętne, albo przelicznik punktowy do niczego, albo po prostu zapominamy o tym, że w ogóle bierzemy udział w programie lojalnościowym (dlatego organizatorzy takich przedsięwzięć wchodzą nam do smartfonów, by móc o sobie przypominać jak tylko zbliżymy się do sklepu).

Czytaj też: Pieczątki i hologramy na śmietnik historii. Oto program lojalnościowy, do którego zapiszesz się w… terminalu płatniczym

Zamiast przyznawać punkty i rabaty zapłacą za nas rachunki

Ten impas chce przełamać nowe przedsięwzięcie – program o nazwie MAM, który właśnie ogłosił swoje istnienie. Rzecz, najogólniej pisząc, polega na tym, że jeśli skorzystamy z ofert proponowanych przez portal MAM i będziemy kupować w prezentowanych tam sklepach, to dostaniemy nagrodę. Ale nie punkty, ani rabaty na kolejne zakupy, lecz… obiżkę cen comiesięcznych rachunków.

Operator programu będzie partycypował w rachunkach, które płacimy za prąd, gaze, telefon i telewizję kablową. Im większą część ze swojego domowego budzetu przepuścimy przez sklepy proponowane przez MAM, tym większą część wskazanych rachunków będzie opłacała platforma.

Czy to jest przełom? Cóż, takiego programu lojalnościowego jeszcze w Polsce (a i chyba w całej Europie) nie było. Być może wizja tańszych rachunków za prąd i gaz będzie działała mocniej, niż punkty i rabaty przyznawane w konkurencyjnych programach, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem co do tego w pełni przekonany. Ciut porobny charakter ma program smartDOM oferowany przez konsorcjum firm Zygmunta Solorza.

Więcej o smartDOM: Zygmunt Solorz obiecuje 1000 zł oszczędności na rachunkach. Czy to nie ściema? Sprawdziłem i…

To program lojalnościowy? Nie, to coś dziwnego

Pomysłodawcy MAM buntują się, gdy nazywam ich projekt systemem lojalnościowym. Twierdzą bowiem, że nie o lojalność tu chodzi, lecz o budowanie społeczności. Na platformę może bowiem wejść każdy sklep lub punkt handlowy. Obok siebie mogą stać konkurencyjne sklepy, co wydatnie różni MAM od klasycznego programu lojalnościowego.

W zamian za dostęp do członków platformy MAM każdy sklep płaci prowizję liczoną od obrotu, zaś platforma dzieli się tą prowizją, przeznaczając jej część na wspomaganie członków w płaceniu comiesięcznych faktur za prąd i telefon.  To coś pomiędzy programem lojalnościowym (bo płaci za zakupy w określonych miejscach), programem antylojalnościowym (bo może wejść tam każdy sklep), zakupami grupowymi, portalem społecznościowym…

Niedawno opisywałem nieco podobny koncept, który operuje w branży bankowej – platformę Ybanking. W tym przypadku chodzi o zachęcanie swoich znajomych z tych samych rozwiązań finansowych, z których my korzystamy. Platforma otrzymuje prowizję od firm finansowych za przyprowadzenie klientów, a potem dzieli się nią ze swoimi członkami.

Więcej o Ybanking znajdziecie w mojej recenzji pod tym linkiem

Czym jest MAM, sprawdź sam: jest to-to pod adresem jamam.pl

Zapisałem się do MAM. I co z tego mam?

O sukcecie programu – każdego: lojalnościowego, zakupowego, czy platformy społecznościowej z funkcją zakupową – decydują trzy rzeczy. Pierwsza to łatwość zapisania się (dlaczego miałbym wypełniać kolejne skomplikowane formularze?), druga to łatwość i ergonomia korzystania z programu, a trzecia – atrakcyjność finansowa, a więc – najogólniej rzecz ujmując – czy opłaca się zmienić lub skorygować swoje przyzwyczajenia konsumenckie?

Jeśli chodzi o wchodzenie na pokład (tzw. onboarding w języku marketingowców), to MAM odrobił lekcję. Na początku podaję tylko adres e-mail i hasło. Potem klikam na podesłany link i podaję kilka innych danych – imię, nazwisko, płeć, wiek oraz numer telefonu (następuje weryfkacja SMS-owa). Potem zaczyna być ciekawie, bo pojawia się „plan wydatków”, w którym deklaruję ile pieniędzy zamierzam wydać w miesiącu na zakupy.

Co ciekawe, wśród kategorii nie ma „żywnościowej”. Jest elektronika i AGD, hobby i rozrywka, dom i ogród oraz sport i turystyka. Ile jest do wzięcia? Zadeklarowałem, że w tych czterech kategoriach zakupowych, które uwzgędnia MAM, wydam w listopadzie 1000 zł. Na tej podstawie system ustalił, że może mi w tym miesiącu dopłacić do wybranych rachunków oszałamiającą kwotę 15 zł. Mówimy więc o rodzaju „bezgotówkowego cash-backu” w wysokości 1,5% wydatków.

W każdej z kategorii kwota, którą mogę „zarobić”, jest inna. Np. wydając na elektronikę 150 zł dostanę 1,5 zł obniżki przy płatności wybranych comiesięcznych rachunków. Podobna kwota w kategorii hobby i rozrywka przekłada się już na 2,3 zł. rabatu w rachunkach. A w kategorii dom i ogród do wzięcia jest nawet 3,6 zł.

Gdzie powinienem kupować żeby zasłużyć? W kategorii RTV/AGD wybór jest duży, większość znanych marek już tu jest: MediaMarkt, MyCenter, czy Neo24 oraz OleOle to niektóre z nich. A w kategorii dom i ogród znalazłem m.in. sklep meblowy Agata, czy Abra. W branży rozrywkowo-podróżniczej j mamy Booking.com, TravelPlanet

Czytaj też: Kupiłeś coś? Pochwal się na Fejsie i odbierz prezent. Tak będzie wyglądała lojalność w XXI wieku?

Czytaj też: E-sklep, w którym nie trzeba się rejestrować żeby robić zakupy. A płacisz jednym klikiem. Uruchomił go… bank

Jakie rachunki zapłaci za mnie MAM?

Po drugiej stronie programu są dostawcy usług. Można zlecić współudział MAM w płatnosciach za pięć rodzajów usług – prąd, gaz, telefon, internet oraz telewizję kablową. W każdej z tych kategorii jest dostępnych większość dostawców.

Żeby MAM naliczał swój współudział w płatnościach za daną fakturę trzeba podać imię, nazwisko, PESEL i numer rachunku, na który płacimy co miesiąc rachunek. Nie jest to duża porcja danych, wypełnienie formatki dla usługi telekomunikacyjnej zajęło mi ok. minutę (ale musiałem się zalogować do swojego banku, by zgarnąć numer rachunku telekomu).

Nie wiem w jaki sposób będą obniżane rachunki – czy to ja mam obniżyć swoją płatność za telefon o wskazaną przez MAM kwotę, a program będzie dopłacał telekomowi brakującą część faktury, czy też będzie to klasyczny cash-back, czyli złotówki zgromadzone w programie, które będzie można przelać sobie na konto bankowe.

Czytaj też: Koniec ery money-backów? A mBank zapłaci za zakupy… punktami Payback. Czy to się opłaca?

Czytaj też: Ten bank chce być przy każdych zakupach. Dlatego uruchomił aplikację z rabatami Goodie

MAM dostępny tylko dla e-klientów

Wydaje mi się, że ten program ma dwa dość poważne mankamenty. Po pierwsze: nie jest skorelowany z kontem bankowym i płatnościami za rachunki. Gdyby zintegrować to-to z kartą płatniczą po jednej stronie i z płatnościami za rachunki z drugiej – to byłaby moc. Byłoby tak: robię zakupy kartą w sklepach partnerskich, co automatycznie „nabija” rabat, a w momencie płatności rachunku za prąd przelewem automatycznie jest on obniżony o „zarobioną” kwotę.

W obecnym modelu program MAM działa tylko w sklepach internetowych. A więc robię zakupy we wskazanych sklepach online (wchodzę do nich z linków podanych przez MAM), a chłopaki – na podstawie korzystania z tych linków afiliacyjnych – naliczają rabat. Nie jest to zły pomysł, ale pamiętajmy, że online wydajemy średnio tylko 5% pieniędzy.

Dopóki program nie zejdzie na „ziemię”, ciężko mu będzie podbić nasze portfele. A zejście „na ziemię” musiałoby się łączyć z wydaniem klientowi jakiejś osobnej karty płatniczej, przyłączeniem programu do jakiegoś banku, albo do programu lojalnościowego organizacji płatniczej. A może nie?

Ile można zyskać? Szału nie ma, ale…

Drugi problem jaki widzę to skala zniżek. Zakładam, że im większe wydatki, tym większy bonus (procentowo i oczywiście kwotowo), ale przy deklarowanych wydatkach na poziomie 1000 zł – to duża kwota, biorąc pod uwagę, że mówimy tylko o wydatkach na sport, rzeczy do domu, rozrywkę i RTV, pomijamy raty kredytów, wydatki na żywność i na czynsz – mogę „zarobić” tylko 15 zł.

Szału nie ma, zwłaszcza jeśli w zamian musiałbym kupować wyłącznie w internecie i wyłącznie we wskazanych miejscach (choć w przyszłości może się okazać, że w MAM będzie większość e-sklepów, w których i tak robię codzienne zakupy). Inna sprawa, że „cash-back” jest zróżnicowany. Za zakupy w jednym sklepie wyższy, w drugim niższy. Zawsze można kupować tam, gdzie „zwroty” są największe. Przy klkusetzłotowych zakupach można zwiększyć bonus do 5-7% ich wartości (patrz zdjęcie wyżej).

„Patrzę na swoje konto i widzę, że kasa zapisana na zapłatę części moich rachunków dzięki zakupom kosmetyków w różnych sklepach w ramach MAM wynosi obecnie 15 zł za 300 zł wydanych.  W kategorii hobby i rozrywka rozrzut zwrotów wynosi od 12 do 49 zł zniżki na rachunki za ok. 400 zł wydanych na zakupach. System bardzo konserwatywnie ustala kwotę, którą  MAM dopłaci do rachunków, bierze pod uwagę tylko najniższe oferty. Jeśli wybieram ofertę z większy bonusem, zwrot będzie większy, niż to, co wynika z prognozy”

– napisał mi jeden z przedstawicieli platformy, który twierdzi, że oceniam MAM zbyt surowo. I że comiesięczne rachunki są najszybciej rosnącą częścią naszych budżetów. Koszty utrzymania mieszkań od lat rosną szybciej, niż inflacja. Do rachunków za media są doliczane różne „parapodatki”, wojna cenowa na rynku telekomunikacyjnym też się chyba skończyła, więc taniej raczej nie będzie. Jeśli coś nas będzie w przyszłości bolało, to comiesięczne rachunki.

Czytaj też: To iście napoleońska strategia? Carrefour chce być jak Allegro. Uruchamia własny marketplace

Do czego MAM wykorzysta to, co o nas wie?

Jeśli pomysł na MAM się powiedzie, to obsypie twórców złotem. Z jednej bowiem strony MAM będzie dostawał pieniądze od sklepów, do których przekieruje popyt klientów. Z drugiej strony MAM będzie gromadził bezcenną wiedzę o tym gdzie poszczególni klienci płacą comiesięczne rachunki i w jakiej wysokości.

Prędzej czy później da się tę wiedzę wykorzystać jako argument w kampaniach pt. „zmień sprzedawcę prądu”, albo „jeśli masz w firmie X prąd, to miej tam również gaz i telewizję kablową”. Polacy są na tyle mało mobilni jeśli chodzi o zmianę dostawców usług (dotyczy to wszystkich usług poza telekomunikacyjnymi), że niejeden dostawca zapłaci dużą kasę za skuteczne pozyskanie klientów do usług (zwłaszcza pakietowych).

źródło zdjęcia tytułowego: Samo Trebizan/123RF

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany