Na naszych oczach – a nierzadko z udziałem naszych portfeli – trwa wyścig o to kto przejmie pieniądze, które wydajemy na e-zakupach. Na razie jeszcze handel internetowy nie stanowi więcej, niż 5-6% wartości sprzedaży w sklepach, ale nie ma wątpliwości, że będzie rósł – już połowa internautów przynajmniej od czasu do czasu kupuje w sieci. To oznacza, że do wzięcia będą grube miliardy prowizji od tego handlu.

Do tej pory było dość oczywiste, że sieci handlowe raczej muszą pilnować tego na czym się znają – biznesu „stacjonarnego”. Zaś na e-handlu będą zarabiały platformy technologiczne, które mają know-how oraz maksymalnie dostosowaną do potrzeb internautów obsługę klienta. Allegro, wchodzący podobno do Polski AliExpress i jeszcze na dokładkę Amazon – to oni zgarniają śmietankę z rosnącej sprzedaży w e-sklepach.

Czytaj też: AliExpress zaczyna walkę o polskiego klienta. Na początek ubezpieczenie elektroniki od Allianza

Czytaj też: Internauci wściekli na Allegro. Wymusza podawanie przez klientów loginów do banków?

To zresztą nie jest specyfika wyłącznie tej branży. W hotelarstwie też lwią część rynku przejęli internetowi pośrednicy, którzy zdołali wbić się pomiędzy recepcję hotelową i klienta szukającego noclegu. Branża hotelarska dopiero teraz zaczyna się bronić, tworząc własne platformy rezerwacyjne, na które przyjmują także hotele „niezrzeszone”. Taką platformę uruchomił np. francuski Accor, największa sieć hotelowa w Polsce (właściciel Orbisu).

Czytaj też: Rezerwujesz hotele na platformach typu Booking.com? I myślisz, że to najtańsze pokoje? Przeczytaj to

Wojna o e-handel dopiero się zaczyna?

Na razie w Polsce nie ma zbyt wiele platform agregujących e-handel. Według raportu „Marketplace across Europe” (bvoh.de) mamy takich platform 13, gdy w Niemczech jest ich ponad 50, zaś we Francji – 30. Ale np. w znacznie większej niż Polska Hiszpanii jest ich raptem 18 i ta liczba już zbyt szybko nie rośnie.

Czy właściciele sieci supermarketów będą w stanie powalczyć z gigantami e-handlu i ocalić w internecie choćby część wpływów, które mają w „realu”? Pierwszym śmiałkiem, który postanowił spróbować jest Carrefour. To bodaj najbardziej technologicznie rozwinięta sieć marketów. Niedawno opisywałem jej niektóre pomysły – usługę przypominającą „zakupowego Ubera” oraz „kasę w smartfonie”, która ma maksymalnie przyspieszyć robienie zakupów i płacenie za nie.

Czytaj też: Carrefour jak Uber, czyli za dychę zrób zakupy dla sąsiada

W piątek Carrefour uruchomił wersję beta usługi marketplace, czyli platformy, na której swoje produkty może wystawić każdy sprzedawca (oczywiście o ile przejdzie „audyt” wiarygodności). Carrefour już od kilku dobrych lat ma swój sklep internetowy, ale marketplace to coś więcej. Francuska sieć marzy o tym, żeby klient, który robi dziś zakupy w jej sklepach, jutro kojarzył z marką Carrefour wszystkie możliwe e-zakupy. Jeśli więc chcę coś kupić przez internet moją pierwszą myślą jest Carrefour.pl, a nie jakieś tam Allegro.

Carrefour i jego „ryneczek”. Czym zachęci klientów?

Ambitne, nie powiem. Choć przecież dobre kilka milionów ludzi robi zakupy w sklepach Carrefour, a więc można dość łatwo złapać ich w marketingowe sieci i zaproponować wypróbowanie pod tym samym dachem e-zakupów. Jeśli ceny będą dobre, oferta szeroka, a proces zakupu bardzo łatwy – być może jest szansa na sukces. Zresztą Francuzi nie są jedyną globalną siecią marketów, która próbuje odbić rynek sprzedaży online. Dokładnie to samo robi np. Wal-Mart, który idzie na zwarcie z Amazonem.

Carrefour, promując swoją platformę zakupową, chce mocno grać atutem wiarygodności. O ile na Allegro lub jakiejkolwiek innej platformie e-commerce można stać się ofiarą oszustów lub złodziei (albo po prostu nierzetelnych e-sklepów), o tyle wszystko co jest wystawione na platformie Carrefoura ma być wiarygodne i sprawdzone. To jest jakiś argument.

Dziś – tuż po starcie – na platformie znajdują się towary 100 dostawców zewnętrznych, m.in. takich e-sklepów jak Dekoria.pl (wyposażenie wnętrz), Cyfrowe.pl (elektronika), czy TagoMago.pl (uroda). W sumie – 60.000 towarów w pięciu kategoriach (poza wymienionymi jeszcze zdrowie oraz zabawki i gry).

W niedalekiej przyszłości Carrefour chce wprowadzić usługę „zamów przez internet, odbierz w sklepie”. I tym samym wykorzystać potencjał tkwiący w dużej sieci stacjonarnych „punktów obsługi”. Dość często odbiór osobisty jest najszybszą formą dobrania się do zakupionego w sieci towaru. Małe e-sklepy tych punktów odbioru nie mają dużo i może im się opłacić wejście w alians z Carrefourem.

Czytaj też: Era subskrypcji, czyli nowy sposób, byśmy kupowali więcej

Polska jest czwartym krajem – poza rodzimą Francją, Hiszpanią oraz Brazylią – w którym Carrefour zamierza powalczyć o e-handel w szerszym kontekście, niż tylko poprzez własny sklep internetowy. Jaka jest szansa na sukces? Gwarantowanie własną marką wiarygodności całego oferowanego towaru (przy zakupie nawet nie pokazuje się informacja z jakiego e-sklepu pochodzi towar, widać to dopiero po przejściu do koszyka) i w przyszłości możliwość odbioru towaru w sieci sklepów stacjonalnych – to mogą być duże atuty. Ale czy decydujące? Zobaczymy.

Wygra ten to wymyśli „płacenie bez płacenia”?

Nie tylko sieci sklepów detalicznych myślą o ofensywie na e-handel. Podobne plany mają banki. W Banku Millennium mają aplikację z rabatami Goodie.pl (na razie to tylko słup ogłoszeniowy, ale sądzę, że wkrótce będzie to pełnokrwista platforma zakupowa), a w Raiffeisenie urzeźbili sklep internetowy zintegrowany z bankowością internetową. Dla bankowców e-handel nigdy nie będzie core-businessem, ale oni mają inny atut – mogą maksymalnie uprościć płatność. Jeśli mogę kupić coś jednym klikiem, bez zakładania konta w e-sklepie, wpisywania PIN-ów, loginów i haseł (bo już zostałem zidentyfikowany przez bank) to lubię taki sklep.

Czytaj też: Bankowy e-sklep. Tutaj zakupy zrobisz naprawdę jednym klikięciem

Czytaj też: Słup ogłoszeniowy, czyli po co bankowi Goodie?

To jest druga część walki o przejęcie jak największej części e-handlu: maksymalne uproszczenie płatności i zaoferowanie klientowi płatnościowych bonusów. Ostatnio PayU, jedna z największych firm rozliczających transakcje w sieci, uruchomiła możliwość zakupu towarów w e-sklepach z płatnością odroczoną na 30 dni. Mieć dostęp do milionów klientów (i skutecznie przekierować ich do swojej e-platformy), żyrować wiarygodność zakupów i oferować szybki odbiór zakupów to jedno, ale do wygrania tej bitwy potrzebne jest jeszcze doprowadzenie finansowej strony transakcji jak najbliżej ideału pt. „płacenie bez płacenia”.

Czytaj też: Kupowanie bez kupowania? W PayU testują odroczoną płatność za e-zakupy. To będzie przełom?

Czytaj też: Bank Pekao wprowadza aplikację mobilną, w której płacenie za e-zakupy jest naprawdę szybkie

Czytaj też: Tak w XXI wieku płacą za lojalność. Po prostu pochwal się zakupem na Facebooku. I do kasy

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany