Joker-Gowin „ograł” VATmana Morawieckiego? „Budżet bez deficytu” to dziś brzmi już jak żart. Liczę, ile budżetowi może zabraknąć kasy

Jednym z pierwszych zadań nowego rządu będzie przygotowanie nowego budżetu państwa. Miał być bez deficytu, ale monolit skruszył Jarosław Gowin, który z gracją filmowego Jokera, powiedział premierowi Mateuszowi Morawieckiemu vel VATman, że jego partia nie poprze wzrostu składek ZUS dla najlepiej zarabiających. Do tego trzeba dodać „trzynastkę” dla emerytów i „piątkę na 100 dni”. Ile kasy może zabraknąć VATmanowi na pomaganie światu?

Pod koniec wakacji premier Morawiecki ogłosił, że po raz pierwszy w historii polski budżet będzie zbilansowany – wydatki i przychody mają wynieść w 2020 r. 429,5 mld zł.  To epokowe, biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich czterech lat rząd „rozdał” obywatelom 160 mld zł w postaci 500+, Mama+, Wyprawka+, Emerytura+. I że będą kolejne – m.in. 13. i 14. emerytura.

Ale napompowane przedwyborczo ciśnienie powoli opada, a rząd nie musi już malować trawy na zielono. A to oznacza, że budżet bez deficytu zostanie tylko w excelu i power-poincie, tak jak kilka innych pomysłów rządzących (milion mieszkań, milion samochodów elektrycznych…). Budżet jeszcze w tym roku trzeba będzie nowelizować z dwóch powodów: bo zmieniła się sytuacja polityczna i Jarosław Gowin rzucił się na pomoc dobrze zarabiającym i  nie wpisano weń wszystkich obietnic wyborczych. Po trzecie idzie spowolnienie i założenia mogą być nadto optymistyczne, a wpływy za małe. Ale to się okaże dopiero w trakcie roku. To jaki będzie ten budżet? Policzmy.

Czytaj też: Nie jesteś wśród 8 mln wyborców Zjednoczonej Prawicy. Czas na wyrzuty sumienia? Podliczamy wartość twej niewdzięczności

Czytaj też: Co może oznaczać wynik wyborów dla twojego portfela? Siedem trendów, które trudno będzie przegapić. I cztery ważne pytania

Po pierwsze: wyższych składek do ZUS nie będzie

Już wiadomo, że rządzący najprawdopodobniej wycofają się z rezygnacji zniesienia limitu wynagrodzenia, który uprawnia do niepłacenia składek na ZUS (30-krotność średniej krajowej). To był rzeczywiście głupi pomysł, bo oznaczałby, że dobrze zarabiający płaciliby wysokie składki, ale też potem trzeba by im wypłacać kilkudziesięciotysięczne emerytury (lub też ich okraść i ich nie wypłacić).

Jarosław Gowin tuż po wyborach wyskoczył z pudełka z gracją godną Jokera i oświadczył VAT-manowi i całemu Narodowi, że jego partia nie zagłosuje za zniesieniem „30-krotności”. Laury spłynęły na Gowina, który pokazał, że tym razem nie tylko się nie cieszy, gdy za czymś głosuje, ale potrafi też nie zagłosować i się ucieszyć.

Ten scenariusz potwierdził we wtorek rzecznik prezydenta, który powiedział: Większość parlamentarna wycofała się ze zniesienia limitu 30-krotności. Oko puszcza też rzecznik rządu Piotr Muller: budżet w 2020 r.  będzie prawdopodobnie z niewielkim deficytem.

Możemy więc i my się cieszyć, a w następnej kolejności z czystym sumieniem odpisać od dochodów państwa zaplanowane na przyszły rok dochody z tego tytułu – 5,1 mld zł.

Czytaj też: Podnieścisław urealnia 500+ i każe pracować w tyradle. Ale gdzie jest Inflacjosław? Prześwietlamy i prosimy „Siarę” o dokrętkę

Czytaj też: „Piątka” Kowalskiego, Nowaka i Iksińskiego. Wybory, czyli pięć rzeczy ważnych dla naszych portfeli, o których wspólnie zdecydujemy

Po drugie: emeryci będą kosztowali znacznie więcej…

W tym roku emeryci dostali w okolicach „majówki” po 1100 zł brutto, czyli 940 zł netto tzw. „trzynastej emerytury”. Początkowo nie było wiadomo, czy to taki jednorazowy prezent, czy rodzaj nowego świadczenia. Koszt wyniósł w tym roku 10,7 mld zł (emerytów i rencistów jest w Polsce aż 9,7 mln). PiS obiecał przed wyborami, że w tym roku też będzie „trzynastka”. A na horyzoncie jest już 14. emerytura, która ma być wypłacona w 2021 r. Wtedy roczny koszt wspomagania emerytów wyniesie 20 mld zł (dla porównania: 500+ na wszystkie dzieci to koszt 40 mld zł).

Ale w „budżecie bez deficytu” nie ma „trzynastki”. W tegorocznym też nie było, bonusy udało się sfinansować większymi wpływami do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (czyli po prostu „kradnąc” pieniądze przyszłym emerytom). Czy tak będzie i tym razem? Mało wiary ma agencja Moody’s, która – choć szukała – „trzynastek” i „czternastek” nie mogła się doszukać w projekcie budżetu. Być może, że pieniądze są już „znaczone” i zarezerwowane w dość dużej kwocie dotacji budżetowej do FUS, która ma wynieść prawie 50 mld zł (w tym roku wynosiła tylko 36 mld zł).

Po trzecie: piątka na pierwsze sto dni

Mniej więcej tydzień przed wyborami rząd PiS ogłosił pięć priorytetowych zadań na pierwsze 100 dni po zaprzysiężeniu.  Na stole leżą następujące obietnice:

  1. „Mały ZUS” dla firm
  2. 13. i 14. emerytura
  3. Pakiet kontrolnych badań profilaktycznych dla osób po 40. roku życia
  4. Program budowy 100 obwodnic wokół małych i średnich miast
  5. Plan na rzecz równych dopłat dla rolników

Zdajemy sobie sprawę, że żaden, nawet najbardziej sprawny rząd, nie da rady w ciągu 100 dni przebadać wszystkich Polaków, ani tym bardziej wybudować 100 obwodnic. Takiego tempa nie mają nawet Chińczycy ze swoimi megaprojektami. Ale problem w tym, że koszty tych obietnicy nie zostały uwzględnione w budżecie, na co zwracała już uwagę agencja Moody’s.  A może analitycy byli nadgorliwi?

„W ciągu pierwszych 100 dni prac nowego parlamentu może nie udać się wdrożyć zapowiadanych pięciu kluczowych rządowych projektów” – powiedział po wyborach w Radiu ZET szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk. Być może po to, żeby nie dociążać budżetu.

Ile mogą wynieść koszty tych obietnic?  Zrównanie dopłat dla rolników – szczęśliwie, to już nie jest zadanie dla naszego budżetu, ale reszta? Koszty emerytur już policzyliśmy. Co dalej?

ZUS dla najmniejszych firm i dla samozatrudnionych polega na tym, że przedsiębiorcy zapłacą przez 3 lata niższe o około 500 złotych składki jeśli spełnią dwa warunki: przychody nie przekroczą 10 tysięcy złotych miesięcznie, a dochody – 6 tysięcy złotych. Koszt? Premier Morawiecki mówił, że uszczupleniu wpływów budżetu (tfu, Funduszu Ubezpieczeń Społecznych) to maksymalnie 1 mld zł.

Badania profilaktyczne – jedyne co wiadomo, to fakt, że mają być realizowane w ramach medycyny pracy. Jeśli to jednorazowy strzał, to mam obawy, że to działanie „pod publiczkę”. Profilaktyka, z natury rzeczy, wymaga konsekwencji i okresowych, regularnych badań, a nie jednorazowego zrywu.

Poza tym nie wiadomo jakie by było źródło finansowania – możliwe, że z naszych składek, które płacimy na NFZ, ale to by była wiadomość najgorsza z możliwych, bo oznacza, że jeśli w jednym miejscu służby zdrowia dosypujemy kasy, to z innego trzeba zabrać. Koszt podstawowych badań w ramach medycyny pracy (w tej formule mają się zawierać badania profilaktycznego to – w zależności od regionu – 50-100 zł.

Koszt pełnego pakietu badań jest w zasadzie nieograniczony, ale zakładając, że będzie to 80 zł na wstępie + badania krwi, mammografia, cytologia dla kobiet, USG, prostata… koszt może wynieść nawet 1000 zł. Według danych GUS, osób po 40. roku życia będzie w przyszłym roku aż 19,6 mln (51,5% populacji). To o 2 mln więcej niż 10 lat temu.

Załóżmy, z duuużą rezerwą, że na każdego koszt badań to będzie 500 zł, oznaczałoby to byłby wydatek 9,8 mld zł. Ale może to będą raczej badania za 100 zł, niż za 500 zł? I może będą dotyczyły tylko osób w wieku 40 lat i okolicach, a tych starszych już nie? A może po prostu profilaktyka będzie bezkosztowa i będzie polegać na dodatkowym wywiadzie lekarskim  i ewentualnie na skierowaniu na badania delikwentów, którzy w wyniku rozmowy z lekarzem na to „zasłużą”?

Budowa 100 obwodnic małych i średnich miast. Jeśli obwodnice będą budowane w ciągu dróg lokalnych, to możliwe, że sfinansuje je rząd z dotacji powołanego w ubiegłym roku Funduszu Dróg Lokalnych. Jego budżet wynosi na ten rok 5,6 mld zł. Według ustawy budżetowej w przyszłym roku ma wynieść 3,2 mld zł.

To kropla w morzu potrzeb, bo np. budowa 9-kilometrowej obwodnicy Góry Kalwarii pod Warszawą to 420 mln zł (choć finansuje ją GDDKiA). Przy tych kosztach pieniędzy starczyłoby na 6 obwodnic. Dlatego w tym przypadku, podobnie jak z obietnicą dotyczącą badań profilaktycznych, trudno stwierdzić „co poeta miał na myśli”.

…a po czwarte z podatków rząd ściągnie mniej

To jednak nie koniec ryzyk budżetowych. Oprócz tych powyborczych, są związane z pogarszającą się koniunkturą. Wpływy podatkowe są ściśle skorelowane ze wzrostem PKB. Do tej pory dopisywał wzrost gospodarczy na czym pasł się też budżet uszczelniany dodatkowo przez skarbówkę.

Największym źródeł dochodów jest VAT. W tym roku rząd planuje wzrost dochodów z VAT o 20 mld zł (do 180 mld zł), a w przyszłym – w słynnym „budżecie bez deficytu” – o kolejne 20 mld zł. Ale… PKB będzie już spadać, według prognoz wzrost gospodarczy ma w tym roku wynieść 4-4,3%, a w 2020 r. już „tylko” 3,7%. Czyli spada dynamika wzrostu PKB, a mają wzrosnąć wpływy z VAT. A przecież możliwe, że hamowanie gospodarki i głównego silnika napędowego – popytu wewnętrznego – będzie większe. I co wtedy?

O ile w ubiegłym roku sprawy szły zgodnie z teorią ekonomii, czyli wpływy z VAT rosły szybciej niż PKB, to w 2019 r. wpływy z VAT zaczynają maleć. Tych wszystkich ryzyk w projekcie „budżetu bez deficytu” nie widać.  Biorąc pod uwagę widoczne już spowolnienie koniunktury – liczby obrazujące dochody państwa wydają się być bujaniem w obłokach. Jeśli uda się ograniczyć „deficyt VAT” – czyli zmniejszenie wpływów w stosunku do planów na papierze – o 10-15 mld zł, to już będzie dobrze.

A to tylko VAT! Poza tym mogą być też kłopoty z PIT-em, który – po obniżce stawki podstawowej z 18% do 17% – przynieść może o kilka miliardów złotych mniej, niż zwykle przynosił.

Dochody planowanego „budżetu bez deficytu”  na 2020 r. wyglądają tak:

Nie tylko my mamy wątpliwości. „Naszym zdaniem ustawa budżetowa w ostatecznym kształcie nie będzie zakładać zerowego deficytu, z uwagi na uwzględnienie wypłat 13. emerytury oraz możliwą rewizję ambitnych celów dochodowych” – napisali analitycy mBanku. Ile będzie wynosiło manko? Czy będzie to „symboliczne” 10 mld zł? A może 5 mld zł? Bardzo trudno to oszacować.

Biorąc maksymalne wartości wszystkich powyższych punktów, zakładając brak możliwości ich umieszczenia w już zaplanowanych wydatkach oraz brak możliwości zwiększenia wpływów w innych miejscach – wyszłoby może i nawet 60 mld zł. Ale rząd ma ogromne możliwości „schowania” dużej części wydatków, więc na pewno skończy się na liczbie dużo mniejszej. Szykuje się więc zwiększanie już i tak wynoszącego 1 bln zł zadłużenia.

Jak rząd sfinansuje deficyt?

Czyżby więc szykował się kolejny wzrost zadłużenia Polski? Koszty zadłużania się za na rekordowo niskim poziomie. Rentowności 10-letnich obligacji nie przekraczają 2%. Na miejscu ministra finansów zorganizowałbym na cito jakąś dużą aukcję długu, która pozwoliłaby sfinansować potrzeby pożyczkowe państwa, zanim będzie drożej.

 

Ale jest też inny ratunek. Można wprowadzić nowe podatki, albo reaktywować te odłożone na półkę. Pierwszy z brzegu: podatek od handlu. Miał obowiązywać już w 2016 r., ale sprawa trafiła do Komisji Europejskiej. Sąd UE uznał, że Polska może sobie wprowadzić taki podatek uzależniony od obrotów: 0,8 % dla dochodów od 17 do 170 mln miesięcznie i 1,4% przy dochodach powyżej 170 mln miesięcznie, ale KE się odwołała i sprawa trafiła do sądu TSUE.

Wyrok spodziewany jest w przyszłym roku, czyli nowy podatek – przy założeniu pomyślnego dla rządu rozstrzygnięcia – mógłby zacząć obowiązywać dopiero od 2021 r. Wpływy mają być zresztą niewysokie – ok. 1,2 mld zł rocznie.

Na stole leży liczona w miliardach złotych opłata przekształceniowa. W maju rząd ogłosił, że część pieniędzy zgromadzonych w OFE (a jest ich circa 165 mld zł) będą mogły trafić na specjalne, prywatne konta emerytalne. Przestaną być wtedy „środkami publicznymi”, ale i tak nie będziemy mogli ich wypłacić przed emeryturą. Dlaczego tylko część? Bo za całą operację rząd pobierze ową opłatę przekształceniową w wysokości 15%. Będzie to jakieś 24 mld zł.

Według założeń kasa ma być pobrana w dwóch ratach rok po roku, czyli po mniej więcej 10-12 mld zł (bo pieniądze z OFE szybko się już rozchodzą na wypłatę emerytur). Tak czy siak, pieniądze w budżecie się przydadzą.

Przed wyborami pomysł jakoś przygasł, jeśli chcecie sobie odświeżyć pamięć, zachęcamy do lektury tekstu: „Pieniądze, które zgromadziliśmy na OFE jednak staną się „nasze”! Ale jedynym, który naprawdę na tym zarobi będzie… rząd. Sprytne!”. Będzie oczywiście wybór – albo przeniesiemy całą do ZUS, albo część na nowe konta emerytalne, po potrąceniu 15% prowizji. Tutaj policzyliśmy, co będzie się bardziej opłacać.

Czekamy też na ostateczną decyzję co z podatkiem od zysków kapitałowych. Według zapowiedzi miał on zostać ograniczony do 9%, ale dokument, w który ma potwierdzać te założenia, czyli strategia rynku kapitałowego, choć już zatwierdzona, to jak dowiedzieliśmy się w Ministerstwie Finansów nie jest opublikowana – ciągle trwa „redakcja”.

źródło zdjęcia: YouTube kanał Warner Bros. Pictures/Prawo i Sprawiedliwość

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
qweAnnaEffAndrzej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Gość
Andrzej

„W tym roku emeryci dostali w okolicach „majówki” po 1100 zł brutto, czyli 940 zł netto tzw. „trzynastej emerytury”. Początkowo nie było wiadomo, czy to taki jednorazowy prezent, czy rodzaj nowego świadczenia. Koszt wyniósł w tym roku 10,7 mld zł (emerytów i rencistów jest w Polsce aż 9,7 mln). ”

Koszt 10,7 mld został obliczony jako 9,7 mln * 1100 zł, ale skoro na rękę ta trzynasta emerytura wynosi 940 zł, bo reszta to podatki, które wracają do państwa, to realny koszt to chyba jednak 9,7 mln * 940 zł, a więc 9,2 mld zł?

Eff
Gość
Eff

Haha extra kwestie poruszyłes. No właśnie nie.

Realny koszt to rzeczywiście netto. Jednak, w budżecie widać brutto jako koszt, a różnica między brutto i netto to… przychód, czyli większe wpływy z podatków.. 🙂

I tak jest ze wszystkim! Biorą stąd i wkładają tam.

Anna
Gość
Anna

Ale rząd chwali się ile emerytom d a ł – im więcej, tym lepiej to brzmi:bo to takie kolejne piarowe małe świństewko. Choć 10-11 miliardów,to nawet całkiem spore 😉

Anna
Gość
Anna

W dzisiejszych czasach kiedy budżety „żyją” na deficycie -który, co najwyżej, może być trzymany w ryzach – termin „budżet bez deficytu” to zwykły oksymoron. A w zestawieniu za skalą zapowiadanych wydarków (zostawię ten lapsus manus) =wydatków to zwykły blef. Nie pierwszy to i nie ostatni program z power pointa w tym wydaniu – ileż to razy dyskutowaliśmy tu podobne i liczne inne obietnice.A wszystkie nazywane programami rządu. Zawsze utyskiwaliśmy, że to z naszych podatków i że „ciemny lud” to kupuje. I to pomimo takich „kwiatków”,jak ten z argumentem przeciwko badaniom profilaktycznym seniorów: „bo odkryją jakieś schorzenia i wydłużą kolejki do… Czytaj więcej »

qwe
Gość
qwe

„najprawdopodobniej wycofają się z rezygnacji zniesienia limitu wynagrodzenia, który uprawnia do niepłacenia składek na ZUS (30-krotność średniej krajowej).” – chyba właśnie nie wycofają się z rezygnacji. 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss