Bitcoin przebija 100 000 dolarów. Czy niebo otwiera się przed kryptowalutami? Po tym jak Amerykanie wybrali na prezydenta zwolennika cyfrowego pieniądza i dodatkowo wprowadzili do Kongresu sporą grupę osób powiązanych z kryptowalutami, dla Bitcoina i jego braci nadeszła kolejna dobra wiadomość – szefem amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) ma zostać zwolennik deregulacji i fan krypto Paul Atkins. Bitcoin zareagował przebiciem kolejnego historycznego poziomu
Skąd ten entuzjazm? Dotychczasowy szef SEC Gary Gensler nie był, by ująć to delikatnie, największym zwolennikiem kryptowalut. Na przykład przez długi czas odrzucał wnioski o zatwierdzenie ETF-ów opartych na kryptowalutach i uległ dopiero po wyroku sądu, na dodatek odwlekając decyzję na ostatnią chwilę.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Z Atkinsem ma być bitcoinowi łatwiej. Jest postrzegany nie tylko jako zwolennik, ale wręcz popagator bitcoina. Dodatkowo jest zwolennikiem deregulacji rynku – na przykład krytykował niektóre z regulacji wprowadzonych po kryzysie z 2008 r., które miały zabezpieczyć rynek przed podobnymi załamaniami. Dodatkowo, jego firma Patomak Global Partners doradzała klientom z sektora finansowego jak reagować na politykę regulacyjną Waszyngtonu. Był również krytykiem wysokich kar narzucanych na firmy łamiące regulacje. Twierdził, że uderzają one przede wszystkim w akcjonariuszy.
Atkins „wierzy w obietnicę silnych, innowacyjnych rynków kapitałowych, które odpowiadają na potrzeby inwestorów i zapewniają kapitał, dzięki któremu nasza gospodarka jest najlepsza na świecie. Uważa również, że aktywa cyfrowe i inne innowacje są kluczowe dla uczynienia Ameryki większą niż kiedykolwiek wcześniej” – napisał prezydent elekt Donald Trump na Truth Social.
Bitcoin przebija 100 000 dolarów. Nie tylko Szef SEC
Nominacja Atkinsa, choć przyjęta entuzjastycznie przez rynek, nie jest wielkim zaskoczeniem – sam Trump dał się poznać w kampanii wyborczej jako zwolennik bitcoina i jego młodszych braci. Jeszcze w lipcu, w trakcie kampanii wyborczej, Trump zapowiedział stworzenie narodowej rezerwy bitcoina – pochodzącego na przykład z konfiskat majątku przestępców.
Plan ten wzburzył amerykańskich prokuratorów – oznaczałoby to wyłączenie bitcoina, często podstawowego składnika majątku przestępców, z finansowania rekompensat dla ofiar przestępstw – władze amerykańskie co do zasady spieniężają skonfiskowany majątek, by sfinansować takie rekompensaty i sfinansować działania organów ścigania.
Jednak z punktu widzenia rynku bitcoina plan Trumpa był korzystny – ograniczyłby podaż cyfrowej waluty, przesuwając wyceny wyżej. Ponadto Trump obiecał, że uczyni ze Stanów Zjednoczonych krypto-stolicę naszej planety i często w kampanii odwiedzał konferencje organizowane przez środowiska kryptowalutowe. Jego zespół rozważa również stworzenie roli specjalnego pełnomocnika do spraw krypto w Białym Domu.
To istotny kontrast w stosunku do Joe Bidena i jego administracji, którzy mieli dość wstrzemięźliwe podejście do kryptowalut i w dużej mierze pozostawili regulowanie tego rynku w rękach niechętnego walutom cyfrowym Gary’ego Genslera.
Trump nie jest jednak jedyną osobą przyjazną kryptowalutom, która pojawi się wkrótce w Waszyngtonie. Takich osób będzie sporo. Wynika to z faktu, że środowisko kryptowalut postanowiło umieścić w Kongresie sporą grupę swoich zwolenników. I dało im spore pieniądze na kampanię. Według danych Federalne Komisji Wyborczej, powiązane z kryptowalutami komitety polityczne wydały na kampanię wyborczą 245 mln dolarów. Była to niemal połowa wszystkich pieniędzy płynących od firm na kampanię wyborczą.
Z bardzo dobrym dla cyfrowych walut skutkiem. Niemal 300 kongresmenów – na 535 reprezentantów i senatorów – to osoby wspierane przez środowiska krypto. Wygląda więc na to, że biznes cyfrowego pieniądza kupił sobie przyjazny Kongres. Inwestycja zapewne się już zwróciła – od wyborów prezydenckich i parlamentarnych bitcoin wzrósł już o ponad 40%, by w środę przekroczyć 100 000 dolarów.
Wielkość jego rynku – w końcu niejedynej cyfrowej waluty – zbliżyła się do 2 bilionów dolarów. To wciąż mniej niż wartość jednej tylko giełdowej spółki w USA, takiej jak Apple, Nvidia czy Microsoft, z których każda warta jest ponad 3 biliony dolarów.
Co dalej dla kryptowalut? I dlaczego może oberwać złoto?
A dziś bitcoin przebija 100 000 dolarów. Przekroczenie bariery, od której bitcoin odbijał się od około dwóch tygodni, zapewne otworzy drogę do dalszych zwyżek. Fadi Aboualfa, główny analityk z Copper Technologies, wręcz sądzi, że przekroczenie 100 000 dolarów oznacza wkroczenie w kolejną fazę hossy, „która, jak się wydaje, jest odporna na wszystko z wyjątkiem szoków zewnętrznych”.
To dość optymistyczne założenie dla aktywa, które przechodziło głębokie górki i dołki od czasu swego powstania w 2009 r. Niemniej, przy przyjaźniejszym otoczeniu legislacyjno-regulacyjnym, następne cztery lata mogą być dla kryptowalut korzystniejsze niż prezydentura Joe Bidena. Trzeba jednak pamiętać, że dotychczasowe hossy bitcoina w każdym przypadku kończyły się korektą jego wartości o co najmniej 80%. A więc wchodzenie do gry blisko końca fali hossy bywało bardzo bolesne dla inwestujących w kryptowaluty.
Nie wszyscy są przekonani do bitcoina. Analitycy Citi już po wyborach pisali, że „złoto nadal ma wyraźną przewagę jako środek przechowywania wartości, mimo że oba aktywa charakteryzują się ograniczoną podażą i nie przynoszą odsetek”. Jak widać nie wszystkich przekonuje instrument finansowy, za którym nie stoi żadne realne aktywo. Przy kryptowalutach można mieć czasem wrażenie, że handluje się abstrakcją, powietrzem, czy też… megatonami CO2 wyprodukowanymi przy kopaniu bitcoina i jego „cyfrowych braci” (choć niektórzy mówią, że „wydobywanie” kryptowalut jest coraz bardziej ekologiczne).
Ostatnie wydarzenia pokazują jednak, że złoto może być istotnie gorszym aktywem, przynajmniej w najbliższym czasie. Kurs bitcoina i złota rozjechał się po wyborach, a złoty kruszec mogą czekać jeszcze gorsze chwile – w Senacie pojawił się projekt ustawy zobowiązującej Fed do sprzedaży części federalnego złota i zakup za pozyskane środki miliona bitcoinów, a więc około 5% wszystkich będących w obiegu. Przy obecnej cenie kryptowaluty ustawa, jeśli przeszłaby przez Kongres, oznaczałaby nowy popyt wielkości około 100 miliardów dolarów na rynku cyfrowego pieniądza – i podobnej wielkości podaż na rynku złota.
Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że niektóre inne kraje mogłyby pójść w ślady Stanów Zjednoczonych, to perspektywa pierwszego pieniądza cyfrowego wydają się świetlane. Gwarantowany popyt od państwa dodatkowo niewątpliwie spowoduje spekulacyjne zakupy na rynku jeszcze przed wejściem ustawy w życie.
Trochę mi się przypomina świetny humorystyczny artykuł z The Onion z czasów kryzysu finansowego w 2008 r., piszący w charakterystyczny dla tej satyrycznej publikacji sposób jak to przedstawiciele biznesu domagają się, by rząd zapewnił ekonomiczną bańkę, w którą można by zainwestować, bo jak tłumaczy (fikcyjna) postać „amerykańska gospodarka nie przetrwa na samych zdrowych inwestycjach”.
Artykuł ten, napisany rok przed powstaniem bitcoina, okazuje się proroczy. Jakieś półtora dekady później jesteśmy zapewne świadkami rozwoju bańki spekulacyjnej. Wspieranej przez prezydenta, kongres i prawdopodobnego regulatora. Gdy w USA władze schlebiają kryptowalutom, w Europie jest coraz więcej pomysłów o tym jak opodatkować posiadaczy kryptowalut. I to nawet wtedy, gdy jeszcze nie sprzedadzą posiadanych cyfrowych pieniędzy.
Każda hossa kiedyś się kończy. Kiedy skończy się ta?
Są zasadniczo cztery sposoby wyceny kryptowalut, ale żadna z nich nie obejmuje tradycyjnej analizy przepływów finansowych albo wyceny wartości „firmy”. Analitycy mają więc pełną wolność w prognozowaniu przyszłości. Geoffrey Kendrick, analityk dużego amerykańskiego banku Standard Chartered, prognozował kilka tygodni temu, że w styczniu 2025 r. bitcoin może osiągnąć 125 000 dolarów i to będzie szczyt tej fali spekulacyjnej hossy. Ciekawe czy nadal widzi koniec hossy już tak blisko, gdy bitcoin już teraz przebija 100 000 dolarów.
Dlaczego właśnie w styczniu? Bo wtedy w fotelu prezydenta USA zasiądzie Donald Trump i analitycy uważają, że – zgodnie z zasadą „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty” – wtedy zacznie się realizacja zysków związanych ze spekulacjami dotyczącymi przyszłych decyzji Trumpa. Podobnie było po poprzednich wyborach prezydenckich. Serwis CryptoRover przytacza statystyki, z których wynika, że bitcoin poprzednio osiągał najwyższe notowania po dwóch miesiącach od wyborów w USA.
Prawdopodobnie tym razem tak nie będzie, bo skoro jakiś scenariusz staje się popularny i ogólnie uznawany za najbardziej prawdopodobny, to inwestorzy będą próbowali go uprzedzić. Tym niemniej na razie na rynku kryptowalut panuje istne szaleństwo. Napędzają je m.in. nabywcy ETF-ów kupujących bitcoina. Największy z nich – należący do BlackRock (giełdowy symbol: IBIT) – kilka tygodni temu poinformował, że aktywa bitcoinowego ETF-u, utworzonego zaledwie rok temu, są już większe niż aktywa ETF-u kupującego złoto (33 mld dolarów).
Standard Chartered przewiduje, że deregulacja rynku kryptowalut – jeśli prezydent Trump wywiąże się ze swoich obietnic – spowoduje wzrost kapitalizacji rynku kryptowalut do 10 bilionów dolarów do końca 2026 r. (dziś kapitalizacja tego rynku wynosi – 3 biliony dolarów).
Firma zarządzająca aktywami Bernstein oszacowała kilka miesięcy temu, że cena bitcoina osiągnie milion dolarów w 2033 r., czyli mniej więcej za dekadę. Zdaniem Bernsteina trzeba się liczyć, że po drodze dojdzie do mocnych zawirował – szczyt obecnego cyklu będzie na poziomie ok. 200 000 dolarów i nastąpi mniej więcej w 2025 r. To by oznaczało, że w ciągu najbliższego roku, dwóch czeka nas jeszcze jedna fala wzrostu wartości bitcoina.
Analitycy Bernstein, Gautam Chhugani i Mahika Sapra, przypisują tę optymistyczną prognozę przewidywanemu wzrostowi popytu napędzanego przez fundusze ETF, które pozwalają inwestować bezpośrednio w bitcoina za pośrednictwem formy bezpiecznej instytucjonalnie, notowanej na „normalnych” giełdach, nadzorowanej przez państwowych urzędników.
Bernstein przewiduje, że aktywa pod zarządzaniem tych ETF-ów mogą wzrosnąć do ok. 190 mld dolarów (dziś jest to ok. 60 mld dolarów). To by oznaczało, że do 2025 r. ETF-y na bitcoin będą „kontrolowały” ok. 7% bitcoinów znajdujących się w obiegu, a do 2033 r. – mniej więcej 15%. Dziś jest to jakieś 4%.
Drugim czynnikiem wspierającym – zdaniem Bernstein – wzrost cen bitcoina jest jego ograniczona podaż, szczególnie po ostatnim halvingu w kwietniu, które zmniejszyło tzw. nagrody dla górników za „wykopywanie” kolejnych bitcoinów o połowę (z 6,25 BTC do 3,125 BTC). Halving zmniejszył dzienną nową podaż bitcoinów z 900 BTC do 450 BTC. Według Bernsteina, gdy pojawiają się nowe katalizatory popytu na bitcoina, doprowadzą do wykładniczych ruchów cen ze względu na ograniczoną podaż.
———
ZAPROSZENIE:
Jeśli myślisz o lokowaniu części pieniędzy na rynku kryptowalut, ale nie wiesz, jak się za to zabrać i gdzie kupić swoją pierwszą kryptowalutę, to możesz skorzystać z usług sieci kantorów Quark. To najstarsza sieć tego typu w kraju – w bezpieczny, wiarygodny sposób kupisz tam kryptowalutę i uzyskasz pomoc dotyczącą jej przechowywania. Zapraszam, sam korzystałem z usług sieci Quark i kupiłem odrobinę bitcoina z natychmiastową „dostawą” do aplikacji kryptowalutowej, z której korzystam. Więcej szczegółów na stronie Quark.
———
POSŁUCHAJ „FINANSOWYCH SENSACJI TYGODNIA”
>>> FST (242): JAK ZASPOKOIĆ GŁÓD MIESZKAŃ W POLSCE? Skoro dopłaty do kredytów nie działają, to jak w takim razie zwiększyć podaż mieszkań? Gdzie jest problem: w biurokracji, przepisach, braku rąk do pracy? Dlaczego od 30 lat nie umiemy poradzić sobie z deficytem mieszkań? Co myślą o tym przedsiębiorcy? Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, organizacji zrzeszającej przedsiębiorców, przedstawia swój plan na rozwiązanie tego problemu. Rozmawia Maciej Danielewicz. Zapraszam do posłuchania podcastu tutaj.
>>> FST (240): JAK DZIŚ WYGLĄDA INWESTOWANIE ESG-STYLE? Inwestowanie w ESG ostatnio jakby wychodziło z mody, bo trend ten zaczął być utożsamiany z wyłącznie ekologią albo z… ekościemą, czyli greenwashingiem. Ale teraz nadchodzi „oczyszczenie”. Odpowiedzialne inwestowanie zaczyna być postrzegane jako lokowanie w szeroki lifestyle, czyli takie życie, które nie wymaga wielkich poświęceń, ani ograniczeń, a jedynie wyłącza te aspekty, które drastycznie szkodzą nam i naszym dzieciom. Jak inwestują fundusze definiujące ESG w ten sposób? Rozmowa z Pawłem Mizerskim, szefem inwestycji i wiceprezesem w UNIQA TFI. Rozmawia Maciej Samcik. Zapraszam do posłuchania podcastu tutaj.
——————————-
ZOBACZ NAJNOWSZE WIDEO EKIPY SAMCIKA:
zdjęcie tytułowe: Copilot Designer/Unsplash

