Trudna miłość do Uber Eats (i innych aplikacji do zamawiania jedzenia). Manipulacje cenami, pomyłki, nieterminowość… Jak korzystać, żeby się nie naciąć?

Trudna miłość do Uber Eats (i innych aplikacji do zamawiania jedzenia). Manipulacje cenami, pomyłki, nieterminowość… Jak korzystać, żeby się nie naciąć?

Za każdym razem jest tak samo: kurier się spóźnia, jedzenie przyjeżdża zimne, a ja obiecuję sobie, że ostatni raz wydałem pieniądze na jedzenie „z aplikacji”. A potem i tak się z nią muszę pogodzić. Co gorsza, kilka razy aplikacja tak mnie zmyliła, że nieświadomie przepłaciłem za zamówienie. Też tak macie? Czy w ramach patriotyzmu gospodarczego nie powinniśmy zamawiać bezpośrednio u restauratorów, oszczędzając im drakońskich prowizji od zamówień? A jeśli już zamawiamy, to na co uważać, żeby nie przepłacić? Prześwietlamy aplikacje do zamawiania jedzenia

Rowerzyści z wielkimi logo Uber Eats, Pyszne.pl, Glovo, czy Bolt na plecakach opanowali ulice polskich miast. Są dni, gdy na ulicach prawie nie ma innego ruchu, niż dostawców jedzenia. Aplikacje do zamawiania jedzenia to nowa gałąź gospodarki, która prężnie się rozwija (choć szczegółowych danych na ten temat nie ma). Zamawianie jedzenia przez aplikację urosło do rangi sztuki – to wcale nie jest ani proste, ani tanie. Nauczony doświadczeniem własnym i czytelników zebrałem kilka uniwersalnych rad. Jak sprawić, żeby aplikacje do zamawiania jedzenia aż tak nas nie wkurzały?

Zobacz również:

Czy kurierzy rozwożący jedzenie zarabiają kokosy?

Kiedyś symbolem prostej i niskopłatnej pracy dla niewykwalifikowanych pracowników, była robota w sieci fast-food. Dziś – odnoszę wrażenie – na tle rynku to praca premium. Dogodne grafiki, etat, regulaminy i możliwość awansu… Nową tzw. McPracą są dowozy.

Żeby zacząć, wystarczy trochę zdrowia, siła własnych mięśni i rower. Zarobki? Niektórzy mówią, że można wyciągnąć 15 zł za godzinę, inni, że nawet 25 zł godzinę. Do tego dopłaty za kapryśną pogodę, albo mnożnik stawki podstawowej, gdy popyt rośnie. Wydaje się, że w skali miesiąca przy pracy na pełen etat, czyli 8 godzin dziennie przez 20 dni, nie będzie problemu z uzbieraniem równowartości płacy minimalnej netto, czyli ok. 2.100 zł.  Na forach niektórzy deklarują, że są w stanie wykręcić trzy razy tyle. Ile jest w tym prawdy?

Sądząc po liczbie dostawców obecnych na ulicach, ta robota musi im się opłacać. Wiadomo, że spora część to pracownicy zza granicy, w tym spoza Unii Europejskiej. A Polska wydaje najwięcej w Europie pozwoleń na pracę dla osób spoza wspólnoty – w ostatnich dwóch latach było to po 600.000-700.000 osób rocznie – w większości z Ukrainy, ale też z Bangladeszu, Nepalu, Filipin, czy Malezji.

Tylko jedna firma, która pośredniczy w zatrudnianiu pracowników, Personel Service, ściągała do Polski kilkadziesiąt tysięcy pracowników z Azji w ciągu pół roku. Zakładając, że tylko 5% z tych 700.000 będzie pracować jako dostawcy jedzenia, robi się ogromny tłum kilkudziesięciu tysięcy pracowników.

Dziś największe aplikacje do zamawiania jedzenia (pod względem obsługiwanej liczby miast i liczby restauracji) to Pyszne.pl, a za nią Uber Eats. Pozostałe – Volt, Bolt, czy Glovo – stanowią peleton goniący tę „ucieczkę”.

Aplikacje do zamawiania jedzenia wciąż… tracą pieniądze?

Czy dowozy jedzenia, to jest coś, na czym właściciele takich aplikacji mogą zarobić? Jeszcze nie, ale biznes rośnie jak na drożdżach. W IV kwartale 2021 r. firma Uber zanotowała spadek przychodów z usług taksówkarskich o połowę, za to rynek dowozów wzrósł o 224%. Jeśli przewozy nie odbiły w pierwszym kwartale tego roku (a zapewne nie), to firma może mieć już więcej przychodów z dostawy pizzy i hamburgerów, niż z wożenia ludzi.

Gorzej jest, jeśli chodzi o zyski, bo netto Uber Technologies stracił w ubiegłym roku 6,8 mld dol. Za to EBITDA, czyli zysk operacyjny nieobrośnięty kosztami kredytów, czy podatków, jest dodatni, ale tylko jeśli chodzi o rozwożenie ludzi – wożenie jedzenia przyniosło stratę 873 mln dol.

 

Czytaj też: Koronawirus sparaliżował branżę taksówkową. Uber Lex miało od dziś zmienić reguły gry i życie klientów taksówek. Ale… nie zmieniło

Czytaj też: „40 zł za 6-kilometrowy kurs. To chyba jakieś jaja?”. Czy to pierwsze efekty Uber Lex? Czas zacząć uważać, zamawiając taksówkę z aplikacji

Zamawianie jedzenia „fair trade”. Czy to możliwe?

W trudnej sytuacji są też restauratorzy – dla wielu z nich aplikacje do zamawiania jedzenia są jedyną opcją, by utrzymać skalę sprzedaży i wyjść choć na minimalny plus w trakcie pandemii i zamknięcia lokali stacjonarnych. Z drugiej strony restauratorzy narzekają, że aplikacje tną ich na prowizjach, np. przy zamówieniu 100 zł trzeba oddać 30-40 zł. Tak zdzierają aplikacje do zamawiania jedzenia. Zastanawialiśmy się nawet, czy chciwość technologicznych aplikacji nie zabije restauracji.

Co zrobić, żeby aplikacje do zamawiania jedzenia znalazły się pod presją? W grę wchodzi rozwinięcie dowozów własnych (ale to drogie), skłonienie klientów, żeby zamawiali jedzenie tradycyjnie, przez telefon albo stworzenie własnej aplikacji przez kilka zaprzyjaźnionych restauracji. Spróbowała tego sieć warszawskich knajp należąca do Artura Jarczyńskiego. To znany warszawski restaurator, który jest właścicielem takich lokali jak Der Elefant, Otto Pompieri, St Antonio, U Szwejka, czy Jeff`s.

Jarczyński znany jest też z tego, że dokładnie ogląda złotówkę z każdej strony – dopiero od kilku lat zaczął przyjmować płatności kartą (wcześniej nie godził się na wysokie prowizje interchange), a jego knajp nie ma w aplikacjach do zamawiania jedzenia. Zamiast tego stworzył własną: Delidelivery. „Dostawy jedzenia na wynos wydają się obecnie jedną z form prowadzenia restauracyjnego biznesu i funkcjonowania branży” –  mówił portalowi Wiadomości Handlowe Artur Jarczyński.

Według firmy doradczej Deloitte dzięki aplikacjom do zamawiania jedzenia jeszcze przed pandemią, w 2019 r. warszawskie restauracje zanotowały wzrost przychodów o 110 mln zł. Deloitte niestety – zapewne przez zwykłe niedopatrzenie – nie policzył wartości prowizji, które restauracje musiały zapłacić, „wynajmując” aplikacje do zamawiania jedzenia. Z prognoz wynika, że rynek dostaw jedzenia w Europie do 2023 r. ma być wart 25 mld dol. W rzeczywistości może być więcej, bo to prognozy sprzed pandemii.

Jak jeszcze można zamawiać jedzenie, by było to „fair trade”?  Była apka Zentrale  coś na kształt spółdzielni kurierów – ale we wrześniu zakończyła działalność. Jest wywodząca się z Poznania ZIO APP, czyli lokalna aplikacja „zamów i odbierz”, ale bardzo małą liczbę restauracji w ofercie.

Jest też Stava, czyli polska firma, która pracę z restauracjami zaczyna od audytu – jaki mógłby być zasięg dostaw i ceny. To nie jest aplikacja do zamawiania, raczej opcja biznesowa dla restauracji, którym Stava pomaga wejść w usługę dowozów i zachęca: „Nasi kurierzy nie wracają “na pusto” po dostawie, mają większe możliwości łączenia dostaw w tym samym kierunku, a ponadto, kiedy u Ciebie akurat nie ma zamówień – bardzo często mają co wozić z innych restauracji (…)”. Z usług Stava korzysta Pizza Hut, Burger King, McDonald’s, czy sklep sportowy Decathlon.

Czytaj też: Uber mrozi krew w żyłach. Licencja na przewóz osób tylko po zdanym egzaminie z umiejętności jazdy i znajomości znaków drogowych?

Czytaj też: Problem Polaka-patrioty, gdy chce tanio pojechać. Wybrać Uber czy Bolt? Która firma jest mniej-nie-polska?

Aplikacje do zamawiania jedzenia: jak korzystać z nich rozsądnie?

Po pierwsze: jesteś głodny jak wilk? Ugotuj sobie coś sam. Albo zadzwoń sam. Jeśli dopadł cię głód i zjadłbyś konia z kopytami, to pod żadnym pozorem nie sięgaj do aplikacji. Czas oczekiwania zwykle jest dłuższy, niż ten podawany. Ów minimalny czas oczekiwania (który i tak zwykle przekracza godzinę) to wróżenie z fusów przez twórców aplikacji. Z trzech powodów.

Po pierwsze, mam wrażenie (nie podparte dowodami), że zamówienia z aplikacji trafiają na koniec kolejki kucharza. Knajpa, do której mogę zadzwonić i w ciągu 30 minut zawsze dowoziła ciepłe jedzenie, w ramach Uber Eats (i pokrewnych aplikacji) nie mieści się w tym czasie. Skąd te opóźnienia? Zapewne lojalni klienci, dzwoniący bezpośrednio do restauracji, obsługiwani są jako pierwsi.

Po drugie, kierowcy  i rowerzyści mają problemy z topografią miasta. Za każdym razem z zaciekawieniem, a potem z niedowierzaniem obserwuję, którędy prowadzą drogi kuriera od restauracji do mojego domu. Jeśli myślicie, że niedoświadczeni taksówkarze błądzą po mieście, to kierowcy dostaw biją ich na głowę.

Po drugie: chcesz mieć szybko dostawę, to wybierz opcję „odbiór na zewnątrz”. Praca na rowerze, czy skuterze jest ciężka i do przyjemnych nie należy. Żeby ułatwić życie kurierowi i sobie, w przypadku zamawiania jedzenia z aplikacji zawsze wybieram opcję odbioru na zewnątrz – to jedna z najwygodniejszych opcji aplikacji. Za takim wyborem przemawia nie tylko wygoda dostarczających, ale też czysty pragmatyzm. Czekanie na zamówienie „pod drzwi” wiąże się z dodatkowymi minutami, szczególnie jeśli osiedle jest duże – czasami krócej trwa dojazd, niż błądzenie po klatce schodowej. Poza tym, czasami zdarza się, że w ramach dostawy bezkontaktowej kurierzy zostawiają jedzenie pod drzwiami – tyle, że o tym nie informują, ale czym prędzej oddalają się z miejsca zdarzenia, nie zapukawszy do drzwi.

Czytaj też: Porównuję pięć fajnych aplikacji, którymi zamówisz jedzenie!

Po trzecie: nie ufaj bezgranicznie sugestiom podsuwanym przez aplikacje. Szkoda czasu. Trudno zrozumieć, czym kierują się aplikacje, wyświetlając mi sugerowane restauracje. Nie ufam sugestiom, nie rozumiem, dlaczego proponuje mi się akurat tę, a nie inną restauracje. Podobno odpowiada za to algorytm, który premiuje określony knajpy na podstawie ich dotychczasowych ocen, czasu realizacji zamówienia i innych niesprecyzowanych kryteriów. Jeśli tak – to algorytmy wymagają jeszcze dużo pracy. Dlaczego? Dajmy na to, że chcę wyszukać opcję bezglutenową, np. pizzę. Pierwszy wynik rzeczywiście jest zgodny z moimi preferencjami, ale już drugi to pizza na tradycyjnym pszenicznym cieście. Albo w ramach kuchni meksykańskiej dostaje propozycję zamówienia czegoś tajskiego.

Czytaj też: Kupujesz bilety na FlixBus lub jedzenie na Pyszne.pl? Asystent Google pomoże! Wystarczy mówić do smartfona, żeby kupić i zapłacić. Jak to działa? Testuję!

Po czwarte: uważaj na manipulacje cenowe. Nie czuję się wykluczony cyfrowo, ale zarówno ja, jak i moi znajomi mieli problemy z prostym zamówieniem jedzenia. Polegało to na tym, że aplikacje do zamawiania jedzenia zaakceptowały jedno zamówienie, a ja nieświadomy tego, zamówiłem kolejną porcję. Anulować się tego nie dało i w ciągu godziny miałem wizyty dwóch kurierów i jedzenia tyle, którym mógłbym wyżywić pułk wojska. Niedawno spotkała mnie kolejna taka sytuacja. Dostałem od Uber Eats na zachętę niebagatelny, bo 60% rabat. Dopiero potem okazało się, że rabat nie nalicza się od całości kwoty, ale tylko od kosztów jedzenia (bez dostawy i nowej, niezidentyfikowanej opłaty oznaczonej  „koszty usługi”).

Gorzej, bo kod trzeba było wpisać na samym początku składania zamówienia, a nie – jak podpowiadało mi doświadczenie – życiowe na końcu. Efekt? Pilny telefon do restauracji i ręczne odwołanie zamówienia. W rzeczywistości rabat wynosił więc 10 zł, a nie 30 zł (koszty dostawy i koszty obsługi opiewały na niecałe 20 zł).

To nie koniec – każda restauracja decyduje o cenach swoich pozycji w menu. Ceny i oferta restauracji w aplikacji mogą różnić się od cen i oferty restauracji podczas wizyty w lokalu. Gdyby weszła w życie proponowana przez NBP ustawa, takie różnicowanie cen, byłoby zakazane. Rada? Warto dokładnie wszystko przeliczyć, sprawdzić zamówienie i ostrożnie korzystać z kodów rabatowych. Zwykle ich działanie może być ograniczone do niektórych rodzajów restauracji, miast, czy rodzajów opłat. Aplikacje mają być proste i szybko działać – czasami to może być zgubne i sprowadzić na nas dodatkowe koszty.

Jesteśmy skazani na dowozy?

Patriotyzm gospodarczy nakazywałby zamawianie jedzenia bezpośrednio w restauracji. Wtedy jej załoga nie musiałaby się dzielić olbrzymią prowizją z operatorem aplikacji. Lewica chciała jesienią przeforsować w Sejmie przepisy, które ograniczyły wysokość tych opłat. Niestety, zamawiania bezpośrednie i staroświeckim stylu przez telefon, nie zawsze jest to możliwe.

Po pierwsze dlatego, że dana knajpa nie ma własnych kurierów. Po drugie, bo nie przyjmuje płatności kartą. Rozwiązaniem byłoby, gdyby dana restauracja miała na swojej stronie internetowej opcję zamawiania z bramką do realizacji płatności, np. BLIK-iem lub przelewem. To jednak rzadkość – widocznie bardziej opłaca się podpisać cyrograf i układać się z diabelskimi aplikacjami, które zdzierają duże prowizje, niż szukać własnych alternatyw – być może jednak aplikacje pozwalają zwiększyć skalę działalność i trafić do nowych klientów.

Trudno o coś bardziej wygodnego i prostego niż zamawianie i płacenie za jedzenie przez aplikację. Okazuje się, że jednak najsłabszym ogniwem jest dowóz, a nie technologia. Jednym słowem – zarówno restauracje jak i klienci są skazani na dostawców jedzenia, którzy pewnie zadomowią się u nas na dłużej, niż tylko do końca pandemii i otwarcia gastronomii. Trzymajmy więc z nich kciuki, żeby nauczyli się topografii miast, a posiłki przyjeżdżały w końcu ciepłe, bo cóż z tego, jeśli danie jest pyszne, jeśli sami musimy je odgrzewać?

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
17 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Jarek
1 rok temu

Na terenie Warszawy największy problem jest z Uber Eats. Ze względu na mnogość aplikacji, przynajmniej w dzielnicach bliżej centrum, polecam zrezygnować z tej firmy. Najlepiej, wg mnie, sprawdzają się Bolt Food, Wolt i Pyszne. Od kilku tygodni nie zanotowałem tam poważniejszych wpadek.
Najgorsze (w tej kolejności): Uber Eats i Glovo.

Olek
1 rok temu

W Uberze nie rozumiem, podobnie jak autor, ostatnio wprowadzonej opłaty za usługę. Knajpa w miarę blisko mojego miejsca zamieszkania, pewnie niecały kilometr. Uber za dostawę chciał łącznie 17 zł. Zamówiłem telefonicznie.

Aplikacje są dość wygodnym rozwiązaniem, ale bez kodów rabatowych dużo się przepłaca.

chennault
1 rok temu

Nie korzystam z żadnych serwisów z „Uber” w nazwie ani ich klonów, opierających swój model biznesowy na eksploatacji usługodawców i prekariatu. I zasypiam z czystym sumieniem 🙂

BdB
1 rok temu

Jedni, drudzy i trzeci żyją z wyzysku tych Hindusów i Białorusinów będących dostawcami. Była nawet seria artykułów w GW o tym, dziennikarz zatrudnił się jako dostawca i opisał jak wygląda ten wyzysk od środka.

Aleksander
1 rok temu
Reply to  BdB

Tak jest. Oni są tak wyzyskiwani, że za każdym z nich jeździ zawsze agent i pilnuje, by przypadkiem nie uciekli do Bangladeszu czy na Białoruś.

pioTREK
1 rok temu

Co do opłat za korzystanie z usług dowozu to nie mam pojęcia kto ile zabiera i zarabia ale jeżeli chodzi o kurierów to wrzuciłeś wszystkich do jednego worka. Nie wiem gdzie zamawiasz ze znajomymi jedzenie ale uważam że wyolbrzymiasz problem. Jeżdżę na Uber’ze Silesia rowerem. U klientów jestem zawsze przed sugerowanym czasem. A napiwki świadczą o zadowolonym kliencie. Aplikacja tzn nawigacja dla kuriera jest wystarczająco czytelna by trafić do klienta. Proponowałbym na przyszłość bardziej zagłębić się w temacie albo postawić w innej roli tzn z drugiej strony i wtedy ocenić sytuację i coś napisać sensownie i obiektywnie. Pozdrawiam

Iza
1 rok temu

Polecam przeczytac reportaż „Zatyrani” gdzie autor sam zatrudnia się w Amazonie, później w Uberze i z apteczną dokładnością pokazuje, co tam się wyprawia. Serdecznie wspolczuje kierowcom/ kurierom Ubera, Ci ludzie są wykorzystywani do cna pozbawieni podstawowych praw pracowniczych. Czasem po prostu nie maja wyjścia, zeby pracować w lepszych warunkach. Bardzo wciagajacy dokument o współczesnym niewolnictwie.

Last edited 1 rok temu by Iza
Admin
1 rok temu
Reply to  Iza

Tak, dlatego albo nie korzystam z tego typu firm albo płacę wysokie napiwki, żeby nieco zrekompesować tym ludziom ich kiepską sytuację pracowniczą

Adam S.
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Pochwała 🙂

Damian
1 rok temu

Jeśli knajpy chcą, żebym zamawiał bezpośrednio od nich to niech udostępnią możliwość zamówienia online z płatnością online. Za drogo? No trudno, to zamówię przez pyszne/uber eats. Często tez przy zamawianiu bezpośrednio kwota minimalna jest wyższa i dostawa droższa niż w apkach.

Marek
1 rok temu
Reply to  Damian

Ciekawi mnie jak to jest, ponieważ są restauracje gdzie można zamówić z różnych aplikacji a można i bezpośrednio. Z kolei z rozmowy z niektórymi knajpami wiem, że wg nich to Pyszne.pl itp. potrafią wymuszać w umowach zapisy, że restauracja: 1. Albo nie może mieć dostawy we własnym zakresie poza pyszne.pl 2. Nie może mieć cen niższych we własnej dostawie niż przez pyszne.pl Nie wiem czy te umowy są dość indywidualne, czy starają się wymusić jakieś zapisy na które poszczególne knajpy – świadomie bądź nie, nie czytając dokładnie umowy – się godzą czy to po prostu wygodna wymówka dla takiej knajpy… Czytaj więcej »

Piotr
1 rok temu

W moim przypadku, a chciałem kierować się lokalnym patriotyzmem, zamówienie w lokalu kosztowało o prawie 23% więcej niż płacę w pyszne. Wybierając między patriotyzmem, a własnym portfelem, wybieram wspieranie osobistego budżetu. Najczęściej zamawiam burgera dla siebie, który kosztuje 30zł, z odbiorem osobistym. Zamawiając w pyszne dostaję od tego rabat 5%. Pomyślałem, czasy ciężkie, zamówię bezpośrednio w restauracji, rabat mnie nie zbawi. Do zamówienia została doliczona torba papierowa i opakowanie, taki box tekturowy, łącznie 5zł. Razem 35zł. 35-28,5=6,5zł. Tyle przepłaciłem. W pyszne wszystko to mam w cenie. Gdy zamawiam więcej kwota oszczędności rośnie. Ja niestety podziękuję za zamówienia poza aplikacją.

Last edited 1 rok temu by Piotr
Marek
1 rok temu
Reply to  Piotr

Prawdopodobnie umowa z pyszne.pl nie zezwala im na to, aby ceny poza ich aplikacją były niższe niż w niej. Poprzez pyszne.pl ma być najtaniej dla klienta, po to aby z niej korzystał, chociaż w tej sytuacji restauracja dostaje najmniej (bo pyszne.pl zgarnia pokaźny procent).

Jacek
1 rok temu

(…)Patriotyzm gospodarczy nakazywałby zamawianie jedzenia bezpośrednio w restauracji.(…)
A ja wolę patriotyzm wg Pattona… (…)Nie chodzi o to, żebyśmy nie wydawali u nich tylko o to, żeby o oni wydawali u nas(…), bo inaczej takie akcję za promowanie bylejakości.

Monika
1 rok temu

Polecam E-Waiter mam co prawda w hotelu do zamawiania do pokoju ale na dowóz sprawdza się super prowizja tylko kilka procent. Fajnie bo dali panel z racji tego że w hotelu mamy ruchome nemu i często zmieniamy nie musimy drukować kart tylko robimy zdjęcie i wrzucamy do apki. 😉

Maciek
1 rok temu

Ja zamawiam przez aplikację Wolt i bardzo rzadko są z nimi problemy. Kurierzy z reguły są na czas, aplikacja jest przejrzysta i mają super support który odpowiada na wiadomość w czasie rzeczywistym. Restauracje i kurierzy to żywe organizmy dlatego czasami owszem zdarzy się jakiś fuck up ale zawsze pomaga rozwiązać każdy problem ich support który serio działa bardzo szybko i sprawnie. Warto spróbować i przetestować na własnej skórze.

Mier
1 rok temu

Co podbijania cen to nieprawda (przynajmniej nie wszędzie) bo jest gwarancja cenowa. Takie firmy są najczęściej mediatorem między restauracją a klientem i często ponoszą konsekwencje za restauracje żeby nie zniechęcić klienta do zamawiania (rabaty itp.). Na fb restauracji raczej nie zobaczycie negatywnych opinii bo będą usuwane, na tych portalach jest się czym sugerować (i nie, nie da się za bardzo kłamać tak samo jak na booksy itp.). I nie kojarzcie tych portali z kurierem bo większość restauracji ma własny dowóz.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!