23 września 2018

A jeśli załamie się pieniądz oparty tylko na zaufaniu? Są pomysły, żeby każdy sam stworzył sobie „standard złota” w portfelu

Złoto od zawsze pobudza zmysły. Wielu właśnie w kruszcu pokłada nadzieje, że jak już cały współczesny system finansowy się rozleci, to nie zostaną na lodzie. Pojawiły się pomysły, by każdy konsument zrobił sobie „prywatny standard złota”. Czyli generalnie trzymał pieniądze w kruszcu, a na „współczesne pieniądze” wymieniał tylko tyle, ile potrzebuje na bieżące wydatki. Przesada?

Zwolennicy tezy mówiącej, że generalnie pieniądze trzeba trzymać w złocie, posługują się jednym, koronym argumentem – że przez 99,2% historii ludzkości pieniądze miały pokrycie w złocie. I tylko przez ostatnie 47 lat świat w dużej mierze odsunął się od standardu złota, drukując pieniądze bez pokrycia w kruszcu.

Złoto dziś nie jest w cenie, bo gospodarka światowa jest w sztucznie „pompowanym” przez banki centralne rozkwicie. Ale nie brakuje analityków, którzy sugerują, żeby gromadzić złoto w oczekiwaniu na kryzys, który prędzej czy później wybuchnie.

Czytaj też: Dziesięć lat od upadku Lehman Brothers. Cztery argumenty, że tamten kryzys się… jeszcze nie skończył

Ale dziś nie chcę pisać o tych „mięczakach”, którzy trzymają w złocie 20% swoich oszczędności. Dziś będzie o tych, którzy poszukują rozwiązania znacznie bardziej radykalnego, pozwalającego trzymać cały majątek w złocie i wymieniać na „współczesne” pieniądze tylko tyle, ile jest niezbędne, by przeżyć. Bo skoro Wielki Wybuch, czy raczej wielki krach pieniądza bez pokrycia, może nastąpić w każdej chwili, to trzeba na bieżąco utrzymywać „prywatny standard złota”.

Czytaj też: W skarpecie, skarbcu, pod poduchą, w ogródku? Jak bezpiecznie przechować złoto i kosztowności?

Czytaj też: Marzena Hofrichter nie ma wątpliwości, że nadchodzi dobry czas na inwestowaie w złoto

Trzymasz złoto w skarbcu i pożyczasz pod jego zastaw „zwykłe” pieniądze?

W zagranicznych blogach poświęconych czarnym wizjom przyszłości systemu finansowego jest sporo porad dotyczących zabezpieczenia się przed nadchodzącym pandemonium. Głównym problemem czarnowidzów jest to, że złoto w sztabkach jest kiepsko podzielne, a poza tym ich zamiana na „nowoczesny” pieniądz wymagałaby częstych wizyt w skarbcu. Niefajnie, zwłaszcza gdy skarbiec, ze względów bezpieczeństwa, musi być na drugim końcu świata.

Podobno są już – m.in. w Singapurze – skarbce, w których możesz przechowywać złoto z opcją otrzymania pożyczki pod zastaw tego złota. A więc: deponujesz w takim Singapurze swoje sztabki, a właściciel skarbca przelewa ci jakieś dolary czy euro jako pożyczkę, którą albo spłacisz z bieżących dochodów, albo złotem, które w tym momencie jest zastawem.

Co ciekawe, są już pomysły, w których taki skarbiec jest „operatorem” pożyczek peer-to-peer. A więc ja mam sztabki, a chcę mieć dolary, więc zgłaszam na rynku zapotrzebowanie, zaś posiadacze gotówki udostępniają mi ją na niski procent (bo pożyczki denominowane do złota raczej nie są podatne na inflację ;-)) w zamian za udziały w moim złocie. Kruszec leży sobie w skarbcu, a po świecie krążą de facto weksle, dla których złoto jest „podkładką”.

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

Więcej o tych pomysłach: czytaj w Zerohedge

Polacy i… płacenie złotem

Jedną z takich platform próbują urzeźbić w Polsce. Pomysł nazywa się SwissWallet i jest trakcie zbierania pieniędzy na start. Ma to być oparty na technologii blockchain elektroniczny portfel, za pomocą którego można będzie kupować, sprzedawać i transferować fizyczne złoto, srebro, platynę oraz pallad.

Pomysłodawcy zakładają, że dzięki technologii blockchain klient będzie mógł płacić metalami szlachetnymi i zamieniać je na papierową gotówkę w bankomacie. Sztabki, będące zabezpieczeniem transakcji, mają być przechowywane przez niezależną firmę, a dostęp do każdego miligrama będzie przypisywany w oparciu o łańcuchy bloków.

Jeśli dobrze rozumiem ten pomysł, to de facto będzie to wymienna na „normalne” pieniądze kryptowaluta z pokryciem w złocie, którego jednak uczestnicy systemu nigdy fizycznie nie zobaczą. A więc: mam złoto, których zabezpieczeniem są „cyfrowe weksle” oparte na technologii blockchain i pozwalające kupować i sprzedawać jednostki odzwiedciedlające miligramom złota. Tylko kto uwierzy, że na koniec nie wyjdzie z tego Amber Gold II? ;-).

Czytaj też: Niepatriotyczne? Część mojego funduszu spełniania marzeń powstaje za granicą. Dlaczego? Mam powody. Wy też je macie

Czytaj też: Czy warto ulokować część pieniędzy w złoto? W jakiej cenie kupić sztabki lub monety, żeby nie przepłacić?

Która waluta zginie ostatnia?

A jeśli nie jesteś aż tak wielkim pesymistą, żeby mieć potrzebę w każdej chwili „siedzieć” w blisko 100% na złocie? Wiadomo, że wśród obecnie będących w obrocie walut są takie, które są bardziej i mniej narażone na skutki ewentualnego załamania zaufania do pieniądza nieopartego na niczym poza zaufaniem.

Niedawno czytałem analizę, w której sondowano banki inwestycyjne na okoliczność walut kryzysowych, które powinny w dobrym zdrowiu utrzymać wartość oszczędności w warunkach ciężkiego kryzysu finansowego. Nie jest to rozwiązanie na wypadek finansowego końca świata, lecz jedynie kryzysu w wersji light, po którym nie nastąpi reset zmuszający do zaczynania od zera.

Dwie waluty, które uzyskały najwyższe notowania jako „kryzysowe” to oczywiście frank szwajcarski (Szwajcarzy niedawno w referendum zastanawiali się czy ponownie nie związać franka z rezerwani złota w Szwajcarskim Banku Centralnym) oraz japoński jen. Te waluty upaść mają jako ostatnie.

Niektórzy zwolennicy tezy o nadchodzącym (finansowym) końcu świata rekomendują, żeby część oszczędności, których nie trzymamy w złocie, przechowywać dla większego bezpieczeństwa w kryptowalutach lub… dolarach Hong-Kongu. Podobno w Hong-Kongu bardzo łatwo konto w banku i depozyt może założyć obcokrajowiec, a ryzyko związane z tą walutą jest relatywnie niskie.

Z jednej bowiem strony od 1983 r. dolar hongkoński jest „powiązany” kursowo z dolarem amerykańskim i zmienia się prawie jota w jotę tak jak „zielony” z Ameryki. Mała wahliwość kursu oznacza bardzo niewielkie spready przy wymianie dolarów hogkońskich na „zwykłe” (i na odwrót).  Z drugiej zaś strony jeśli dolar amerykański zacznie z jakichś przyczyn tonąć, to władze Hong-Kongu mogą po prostu „odpiąć” kurs lokalnego dolara od „oryginalnego” i pozwolić dolarowi Hong-Kongu na umocnienie się. I zachować siłę nabywczą oszczędności posiadaczy tej waluty.

Czytaj też: Za kilka miesięcy Brexit. Co zrobić z funtami? W co włożyć funtowe oszczędności

Czytaj też: Co i jak mieć, gdy świat drży w posadach? 

Cztery pomysły na koniec wszystkiego

Z tych wszystkich pomysłów wyłania się dość niespotykany portfel dla czarnowidza: a) monety w podręcznym skarbcu domowym, b) sztabki przechowywane w skarbcu na drugim końcu świata, ale z opcją płacenia nim, wymiany na „normalny” pieniądz lub pożyczenia gotówki pod zastaw złota, c) najbardziej popularne i płynne kryptowaluty, d) dolar kongkoński, frank szwajcarski i jen japoński. No i parę groszy przy duszy na drobne wydatki 😉

źródło obrazka tytułowego: DeviantArt.com

 

8
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Paweł Nyczaj9370anonymousMaciej Samcikdoublew Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Władysław
Gość

Pieniądz ma wartość względną – jest wart tyle, ile ktoś powie, że jest wart. Czytałem również, że nawet diamenty nie mają takiej wartości, jak myślimy. Ceny diamentów są sztucznie naciągane, a ich wartość, koszt przechowywania, wydobycia i obróbki jest o wiele niższy, niż zakłada jego cena rynkowa.

doublew
Gość
doublew

A korona norweska? A dolar australijski? Przecież to są waluty krajów ktore stoją surowcami…

anonymous
Gość
anonymous

Kiedyś zostałem wyśmiany gdy użyłem określenia ‚hongkoński’. Czy to określenie jest prawidłowe gramatycznie?

9370
Gość
9370

Problem z tą teorią jest taki, że w razie faktycznego kryzysu niczego, co posiadamy wirtualnie raczej nie ujrzymy (czyt. bankructwo operatora/banku/giełdy/platformy; „zamrożenie” handlu itd.), więc liczyć się będą tylko dobra posiadane fizycznie.

Paweł Nyczaj
Gość
Paweł Nyczaj

W UK jest (lub była) firma Glint pozwalająca przechowywać wirtualne złoto i wymieniać je na gotówkę. Krótko testowałem jej apkę i kartę prepaid. Nie jest to opcja idealna, bo wymaga jeszcze smartfona i sprawnej sieci komórkowej. W razie jakiegoś „w” z tymi rzeczami może być problem. Choćby embargo nałożone przez USA na dotychczas nieobjęty restrykcjami kraj wyłączy możliwość aktualizacji aplikacji i jej reinstalacji po przywróceniu telefonu do ustawień fabrycznych

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss