24 września 2026

Berlin „uspołeczni” 200 000 mieszkań? Lewica wygrała wybory, a Berlińczycy tego chcą. Czy tym razem dojdzie do „wywłaszczenia landlordów”?

Berlin „uspołeczni” 200 000 mieszkań? Lewica wygrała wybory, a Berlińczycy tego chcą. Czy tym razem dojdzie do „wywłaszczenia landlordów”?

To może być jeden z największych eksperymentów mieszkaniowych w Europie. Berlińska Lewica (Die Linke) wygrała lokalne wybory i chce zrealizować pomysł, za którym mieszkańcy niemieckiej stolicy opowiedzieli się już pięć lat temu w referendum. Chodzi o to, by przejąć od największych firm nieruchomościowych 200 000 mieszkań i przenieść je do sektora publicznego. Do tej pory wynik referendum z 2021 roku można było uznać za abstrakcję. Teraz Berlin będzie rządzony przez partię, która uspołecznienie mieszkań wywiesiła wysoko na swoich sztandarach

Stolica Niemiec ma już za sobą kilka prób ujarzmienia rynku mieszkaniowego i uczynienia go bardziej dostępnym dla zwykłych ludzi. Był słynny Mietendeckel, czyli zamrożenie czynszów, ale został zakwestionowany przez Federalny Trybunał Konstytucyjny. Jest Mietpreisbremse, czyli „hamulec czynszowy”. Są mieszkania komunalne, rozbudowane prawa najemców i kolejne ograniczenia dla właścicieli. Mimo to mieszkania w Berlinie są trudno dostępne, a czynsze w ciągu ostatniej dekady wzrosły nawet o 75%.

Zobacz również:

Teraz Berlin może pójść znacznie dalej. Zamiast mówić prywatnym właścicielom, za ile wolno wynajmować mieszkania, może… zmienić ich właściciela. Plan zakłada objęcie uspołecznieniem największych firm posiadających tysiące berlińskich mieszkań. Tyle że taka operacja oznacza odszkodowania liczone w miliardach euro, spór o konstytucję i wieloletnie batalie sądowe. Do tego dochodzi podstawowe pytanie, czy przejęcie istniejących mieszkań sprawi, że mieszkań w Berlinie rzeczywiście będzie więcej i będą bardziej dostępne.

To pytanie jest ciekawe też z polskiej perspektywy. Dyskutujemy zazwyczaj o tańszych kredytach i budownictwie społecznym, ale pomysł przejęcia przez państwo lub samorząd dziesiątek tysięcy prywatnych mieszkań chyba nikomu nie przyszedłby do głowy. Berlin może stać się laboratorium, które pokaże, czy można obniżyć koszt mieszkania przez zmianę właściciela dużej części rynku.

Berlińczycy już raz powiedzieli: uspołecznić mieszkania!

Pomysł przejęcia mieszkań nie pojawił się podczas tegorocznej kampanii wyborczej. Berlińczycy zagłosowali w tej sprawie już w 2021 roku. Chodziło o uspołecznienie zasobów należących do największych prywatnych właścicieli – firm posiadających ponad 3000 mieszkań w mieście. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się wówczas 59,1% głosujących. Referendum nie prowadziło automatycznie do przejęcia mieszkań. Politycy dostali sygnał, a potem zaczęło się wieloletnie ustalanie, czy i jak można to zrobić.

Ówczesne władze Berlina powołały komisję ekspertów, która miała odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, czy takie uspołecznienie jest w ogóle zgodne z niemiecką konstytucją. W 2023 roku komisja uznała, że co do zasady jest to możliwe. Nie oznaczało to jednak rozpoczęcia przejmowania mieszkań. Kolejna koalicja rządząca Berlinem – CDU i SPD – nie przygotowała ustawy uruchamiającej cały proces. Powstały natomiast ramy prawne ewentualnego uspołecznienia. To właśnie ten okres opisywałem w „Subiektywnie o Finansach”.

Czytaj też: Warszawa to najdroższy rynek mieszkaniowy w Polsce. Ale mieszkania w Berlinie (mieście niebogatszym) są jeszcze droższe. Jak nie popełnić tych błędów?

Co zmieni się po wyborach z 20 września tego roku? Die Linke po raz pierwszy wygrywa wybory do berlińskiej Izby Deputowanych, zdobywając około jednej czwartej głosów i ponad dwukrotnie poprawiając wynik z 2023 roku. Jej kandydatka na burmistrza Elif Eralp uczyniła z realizacji wyniku referendum jeden z głównych punktów kampanii. Według Reutersa plan dotyczyłby około 220 000 mieszkań należących m.in. do dużych właścicieli takich jak Deutsche Wohnen i Vonovia.

Na razie jednak Die Linke musi znaleźć partnerów do stworzenia większości rządzącej. W grę wchodzą przede wszystkim SPD i Zieloni, a właśnie stosunek do uspołecznienia mieszkań może być jednym z istotnych punktów rozmów. Eralp zapowiada, że nie chce z tego postulatu rezygnować. Po pięciu latach od referendum sytuacja polityczna dla pomysłu jest korzystniejsza, ale wciąż nie wiadomo, czy powstanie większość polityczna, która rzeczywiście spróbuje to zrobić. Czy pojawią się inne przeszkody?

Na drodze do realizacji szczytnego społecznego pomysłu może stanąć rząd federalny, w którym główną rolę odgrywają liberalne partie CDU/CSU. Na początku lipca kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że rząd uchwali ustawę „zakazującą wywłaszczenia stowarzyszeń mieszkaniowych”. Jednak minister sprawiedliwości Stefanie Hubig uznała, że całkowity zakaz byłby niemożliwy, a cytowany przez AFP konstytucjonalista Joachim Wieland uważa, że „upaństwowienia są co do zasady dopuszczalne na mocy art. 15 Ustawy Zasadniczej”.

Co to właściwie znaczy „uspołecznić” 200 000 mieszkań?

„Wywłaszczenie” brzmi dosyć rewolucyjnie, „uspołecznienie” efektownie. Co może wydarzyć się w Berlinie? Niemieckie prawo rozróżnia klasyczne wywłaszczenie (Enteignung) od uspołecznienia (Vergesellschaftung). W tym drugim przypadku nie chodzi o odebranie konkretnej nieruchomości np. pod budowę drogi, lecz o przeniesienie majątku z własności prywatnej do własności publicznej albo innej formy gospodarki wspólnotowej.

Uspołecznienie jest zapisane w niemieckiej konstytucji, której artykuł 15 przewiduje możliwość przeniesienia ziemi i środków produkcji do własności wspólnej lub innych form gospodarki publicznej. Musi to nastąpić na podstawie odrębnej ustawy, która określiłaby również zasady odszkodowania. Jednak ten przepis nie był dotychczas nigdy stosowany, więc Berlin wkroczyłby na zupełnie nowy grunt prawny. Berlińska komisja ekspertów uznała jednak, że uspołecznienie dużych zasobów mieszkaniowych jest co do zasady konstytucyjnie możliwe.

Ważna jest jeszcze skala zastosowania takiego przepisu. Pytanie w referendum obejmowało prywatne firmy posiadające ponad 3000 mieszkań. Wyłączone miały być przedsiębiorstwa publiczne oraz kolektywna własność najemców. Przejęte mieszkania miały trafić do instytucji prawa publicznego, działać na zasadach niekomercyjnych i nie mogłyby zostać sprywatyzowane. Według obecnych szacunków plan może dotyczyć około 220 000 mieszkań należących do dużych prywatnych właścicieli.

Berlin przygotował już część podstawy prawnej pod taką operację. W marcu 2026 roku uchwalono ustawę ramową dotyczącą stosowania artykułu 15. Zapisano w niej, że każda konkretna operacja uspołecznienia musi mieć określony cel publiczny i nie może trwale poważnie ograniczać możliwości finansowych budżetu Berlina. Ustawa wymaga wypłacenia odpowiedniego odszkodowania, a punktem wyjścia przy jego ustalaniu ma być wartość rynkowa majątku. Koszt byłby niemały, liczony w miliardach euro.

Zwolennicy uspołecznienia od dawna przekonują natomiast, że odszkodowanie nie musi odpowiadać pełnej cenie rynkowej. Taki model zakładała również inicjatywa referendalna z 2021 roku. Ostateczna wysokość odszkodowań byłaby więc jednym z najważniejszych elementów całej operacji i prawdopodobnym przedmiotem sporów prawnych. Przy niepełnym odszkodowaniu właściciele mieszkań pójdą do sądów, a sprawy ugrzęzną w procesach odszkodowawczych.

Otwarte pozostaje pytanie, skąd stolica Niemiec miałaby wziąć środki na przejęcie tysięcy mieszkań, które w dodatku mogą jeszcze potem wymagać dodatkowych remontów i obciążą budżet miasta kosztami utrzymania. Berliński budżet na lata 2026 i 2027 wynosi odpowiednio 43,8 i 44,6 mld euro, przy czym co roku władze miasta zaciągają dług na poziomie około 5 mld euro na sfinansowanie rosnących potrzeb funkcjonowania metropolii, która liczy już ponad 3,9 miliona mieszkańców.

Według szacunków berlińskiego Senatu liczba Berlińczyków do 2040 roku przekroczy 4 miliony, do czego walnie przyczyni się fala wysokiej imigracji z zagranicy. Berlin od lat pozostaje jednym z głównych w całych Niemczech celów imigracyjnych. Rośnie liczba jednoosobowych gospodarstw domowych, a rodziny z dziećmi często przenoszą się do sąsiedniej Brandenburgii, gdzie łatwiej o większe mieszkanie czy dom. Ale to powoduje konieczność zwiększenia liczby mieszkań w mieście dla singli.

20 miliardów euro za zmianę właściciela. Czy Berlin na to stać?

Ile kosztowałaby największa operacja uspołecznienia mieszkań we współczesnych Niemczech? Najczęściej pojawia się dziś kwota około 20 mld euro. Taki koszt przywołuje SPD w dyskusji o planach Die Linke. Ale tak naprawdę nikt jeszcze nie wie, ile Berlin musiałby zapłacić. I właśnie wysokość odszkodowania może zdecydować, czy cały projekt będzie finansowo wykonalny.

Rozrzut wyliczeń jest spory. Przed referendum inicjatywa „Deutsche Wohnen & Co enteignen” szacowała, że przejęcie około 200 000 mieszkań kosztowałoby 7,3–13,7 mld euro. Oficjalne wyliczenia władz Berlina były wyższe: dla około 243 000 mieszkań mówiły o 28,8–36 mld euro odszkodowań, do których dochodziłyby jeszcze koszty związane z samym przeprowadzeniem operacji. Różnica w szacunkach wynika m.in. z tego, że przez lata ceny mieszkań mocno wzrosły, ale nie jest to jedyny powód.

Zwolennicy uspołecznienia zakładają, że odszkodowanie będzie niższe niż wartość rynkowa. Im bliżej wyceny rynkowej, tym rachunek robi się większy. Berliński Trybunał Obrachunkowy zwracał uwagę, że przy braku precedensów i odpowiedniego orzecznictwa nie da się jednoznacznie określić wysokości należnego odszkodowania. W jego analizach pojawiały się scenariusze od 8 mld do 36 mld euro, a przy ekstrapolacji wartości bilansowych nieruchomości Vonovii nawet około 42 mld euro.

Nie musi to jednak oznaczać, że Berlin powinien wyciągnąć kilkadziesiąt miliardów euro z budżetu i przelać je dotychczasowym właścicielom. Jednym z analizowanych modeli jest utworzenie publicznej instytucji, która przejęłaby mieszkania i sfinansowała odszkodowania długiem. Kredyty byłyby następnie spłacane z czynszów płaconych przez mieszkańców. Ekspercka komisja Berlina analizowała również możliwość emisji obligacji oraz gwarancji udzielonych przez kraj związkowy.

Tu jednak pojawia się ryzyko. Im wyższe odszkodowania i koszt finansowania, tym większą część wpływów z czynszów trzeba będzie przeznaczyć na obsługę zadłużenia. A przecież jednym z głównych celów całej operacji ma być właśnie utrzymywanie czynszów na przystępnym poziomie. Berlin musiałby więc jednocześnie tanio wynajmować mieszkania, utrzymywać i remontować ogromny zasób oraz spłacać miliardy euro długu zaciągniętego na jego przejęcie.

Ważne jest jeszcze jedno. Przejęcie 220 000 mieszkań nie zwiększy zasobu Berlina nawet o jedno mieszkanie. Zmieni się właściciel i sposób ustalania czynszów, ale liczba lokali się nie zmieni. Tymczasem w 2024 roku w Berlinie oddano do użytku 15 362 lokale, a w 2025 roku wydano pozwolenia na budowę 14 079 kolejnych. Miasto wciąż potrzebuje więc również nowych mieszkań. W dwa razy mniejszej Warszawie co roku trafia na rynek 18 000 – 19 000 nowych mieszkań.

I dlatego prawdziwy ekonomiczny wybór może polegać na tym, na co najlepiej byłoby przeznaczyć pieniądze. Czy, zamiast kupować istniejące mieszkania od firm mieszkaniowych, nie lepiej byłoby za te pieniądze zbudować nowe?

Ani jednego nowego mieszkania? Co więc Berlin może zyskać?

Najmocniejszy argument przeciwko berlińskiemu pomysłowi wydaje się oczywisty: od zmiany właściciela nie przybędzie mieszkań. W Berlinie brakuje lokali, a miasto szacuje, że do 2040 roku będzie potrzebowało kolejnych 211 000 nowych. Czynsze ofertowe niemal podwoiły się od 2014 roku, więc gwałtownie spada dostępność cenowa. Jeżeli głównym problemem jest niedostateczna podaż, najbardziej oczywistym lekarstwem wydaje się budowanie, a nie wykupywanie istniejących mieszkań.

Tak właśnie argumentują przeciwnicy uspołecznienia. W czerwcu tego roku Berliner Sparkasse, Berliner Volksbank, DKB i publiczny Investitionsbank Berlin przedstawiły analizy przygotowane przez ekonomistów z IW Köln i Empirica. Ich wniosek był jednoznaczny: zmiana struktury własnościowej nie zwiększa podaży, a niepewność dotycząca własności i przyszłych regulacji może ograniczyć inwestycje w budowę, remonty i modernizację mieszkań. Od lat popyt na lokale przewyższa podaż.

Na grafice think tanku IW widać, jak rosły czynsze ofertowe w Berlinie. Średni czynsz bazowy za metr kwadratowy wzrósł z 7,40 euro na początku 2012 roku do 16,75 euro na początku 2026 roku. Odpowiada to wzrostowi o około 226,4%. Jednocześnie spada liczba ofert, a szczególnie gwałtowny spadek nastąpił po wprowadzeniu limitu czynszów w lutym 2020 roku. Zdaniem IW, pogorszyły się wtedy warunki dla osób poszukujących mieszkań i wynika to bezpośrednio z nadmiernych ingerencji w wolny rynek.

Zwolennicy uspołecznienia odpowiadają jednak, że celem tej operacji nie jest zwiększenie liczby mieszkań. Chodzi o coś innego: żeby duża część istniejącego zasobu przestała funkcjonować według zasady maksymalizacji zwrotu dla prywatnego właściciela. Władze publiczne mogłyby inaczej ustalać czynsze, ograniczać ich wzrost i pozostawić lokale na stałe w sektorze publicznym lub niekomercyjnym. Berlin nie kupowałby więc nowych metrów kwadratowych, tylko kontrolę nad ceną wynajmu dużej części już istniejących metrów.

Jeśli uspołecznienie objęłoby około 220 000 mieszkań, jak podawano po wyborach, byłaby to liczba większa niż dwukrotność całego berlińskiego zasobu mieszkań objętych obecnie ograniczeniami czynszowymi lub zasadami przydziału mieszkalnictwa subsydiowanego. Ten ostatni liczył w 2024 roku około 97 000 lokali. Zmiana właściciela tak dużej liczby mieszkań mogłaby mieć znaczenie dla setek tysięcy obecnych i przyszłych najemców, nawet jeśli nie rozwiązałaby problemu niedoboru w całym mieście.

Jest jednak jeszcze jeden problem. Kto skorzysta na takiej operacji? W lokalach wielkich firm mieszkają nie tylko ludzie o niskich dochodach. Think tank IW, krytyczny wobec idei uspołecznienia, szacuje, że 40% gospodarstw domowych mieszkających w takich zasobach osiąga dochody powyżej berlińskiej mediany. Jeśli więc miasto wyda miliardy euro na przejęcie mieszkań i utrzymywanie w nich niższych czynszów, część korzyści przypadnie osobom, które nie należą do najuboższych.

Uspołecznienie może rozwiązywać więc jeden problem, a nie rozwiązuje wielu innych. Może ograniczyć wzrost czynszów w przejętych mieszkaniach i zwiększyć bezpieczeństwo ich najemców, ale samo nie zwiększy podaży. Budowanie nowych mieszkań zwiększa podaż, ale przy wysokich cenach gruntów i rosnących kosztach budowy nowe lokale będą coraz droższe. W Berlinie nowe mieszkania są zresztą wyraźnie droższe od już istniejących zasobów, co pokazują dane IBB.

Być może więc pytanie „uspołeczniać czy budować?” jest źle postawione. Berlin potrzebuje jednego i drugiego, jeśli chce jednocześnie zwiększać liczbę mieszkań i chronić część najemców przed szybkim wzrostem czynszów. Problem w tym, że oba rozwiązania kosztują ogromne pieniądze. A każde euro przeznaczone na wykup istniejącego mieszkania to jednocześnie euro, którego nie można w tym samym czasie przeznaczyć na inną politykę mieszkaniową.

Berlin uspołeczni? Zurych kupuje, Nowy Jork reguluje. Która droga działa?

Berlin nie jest jedynym bogatym miastem, które doszło do wniosku, że rynek mieszkaniowy pozostawiony sam sobie nie zapewnia mieszkań dostępnych cenowo dla dużej części mieszkańców. Z podobnym problemem zmagają się Zurych, Nowy Jork czy Amsterdam. Tyle że każde z tych miast próbuje innego lekarstwa. Porównanie tych metod pokazuje, jak wyjątkowo daleko mógłby pójść Berlin, jeśli Lewica rzeczywiście zacznie realizować swój program.

Najbliższy berlińskiemu pomysłowi jest chyba Zurych, o którym niedawno pisałem w „Subiektywnie o Finansach”. Szwajcarskie miasto również chce zwiększać udział mieszkań działających poza czysto komercyjnym rynkiem, ale robi to zupełnie inaczej: nie odbiera mieszkań prywatnym właścicielom, tylko je od nich kupuje. Miasto wraz z organizacjami non-profit i agencjami mieszkaniowymi może korzystać ze specjalnego funduszu w wysokości 300 mln franków rocznie.

Cel jest ambitny: do 2050 roku jedna trzecia wszystkich nieruchomości na wynajem w Zurychu ma mieć charakter non-profit. Problem w tym, że miasto kupuje nieruchomości na takich samych zasadach jak prywatni inwestorzy i czasami przegrywa z wysokimi cenami, których samo nie jest w stanie zapłacić.

Inną drogą idzie Nowy Jork kierowany przez ultralewicowego burmistrza Zohrana Mamdaniego. Jednym z pomysłów jest stopniowe przesuwanie części zasobu mieszkaniowego w stronę sektora non-profit, ale nie poprzez przymusowe przejęcie. Przyjęta przez Radę Miasta ustawa COPA ma dać uprawnionym organizacjom non-profit pierwszeństwo w składaniu ofert na niektóre prywatne budynki wielorodzinne wystawiane na sprzedaż.

Właściciel nadal sprzedaje nieruchomość, ale przez określony czas pierwszeństwo otrzymują podmioty, których celem ma być utrzymanie mieszkań dostępnych cenowo. Nowy Jork sięga jednocześnie po inne instrumenty – od regulacji czynszów po podatki wymierzone w najdroższe nieruchomości. W tym roku pojawiła się m.in. propozycja dodatkowego opodatkowania luksusowych drugich domów wartych co najmniej 5 mln dolarów.

Ale jest też przykład pokazujący, że ingerencja w rynek może przynieść skutki inne od oczekiwanych. Holandia w 2024 roku rozszerzyła kontrolę czynszów na znacznie większą część mieszkań na wynajem. Część właścicieli odpowiedziała wycofywaniem lokali z rynku najmu i ich sprzedażą. W rezultacie holenderskie władze zaczęły przygotowywać złagodzenie części regulacji od 2027 roku. Obniżenie lub ograniczenie czynszu w istniejącym mieszkaniu może pomóc jego obecnemu lokatorowi, ale jeżeli jednocześnie zmniejsza się liczba mieszkań oferowanych na wynajem, może być trudniej znaleźć lokal kolejnemu najemcy.

Berlin może natomiast zrobić coś, czego żadne z tych miast na podobną skalę jeszcze nie próbowało: przymusowo przenieść ponad 200 000 mieszkań z wielkich prywatnych portfeli do sektora publicznego lub społecznego. Tyle że Berlin musiałby jeszcze przekonać do swojego planu rząd federalny. W negatywnym scenariuszu może być tak, że o przyszłości ponad 200 000 berlińskich mieszkań ostatecznie będą decydować w długoletnich sporach nie wyborcy czy politycy, lecz sędziowie. Co myślicie o pomyśle uspołecznienia mieszkań? Czy Berlin wskazuje drogę innym stolicom?

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

zurych pomysł na za drogie mieszkania

CZYTAJ O TYM, JAK WALCZĄ O MIESZKANIA:


mamdani podatek od mieszkań

podatek od wartości nieruchomości

Czy mieszkania w Berlinie staną się bardziej dostępne?

Berliński eksperyment warto obserwować, choć wiele razy pisałem, że polski rynek mieszkaniowy rządzi się zupełnie innymi prawami i największym problemem jest u nas dostępność tanich kredytów, bo Polacy zazwyczaj chcą kupować mieszkania. Z kolei lokale wynajmowane to domena indywidualnych właścicieli mieszkań, a nie wielkich firm mieszkaniowych.

Sytuacja za Odrą jest jednak dla nas ciekawa, bo po pierwsze w Berlinie mieszka sporo Polaków, a po drugie pokazuje problem mieszkaniowy z innej strony. Wydaje się, że w Berlinie nie chodzi o to, żeby zbudować więcej mieszkań, obniżyć koszty budowy lub zachęcić inwestorów do zwiększenia podaży. Stolica Niemiec idzie bardziej w kierunku ustalania, kto posiada mieszkania i według jakich zasad ustala czynsze.

Dopiero po kilku latach będzie można ocenić, czy zmiana rzeczywiście poprawi dostępność mieszkań, czy przede wszystkim poprawi sytuację najemców, którzy już w nich mieszkają. Wtedy okaże się, czy miliardy euro, które musiałyby zostać wydane na zmianę właściciela, przyniosły większy efekt niż te same pieniądze przeznaczone na budowę nowych mieszkań.

Nasze spory mieszkaniowe kręcą się wokół kredytów, dopłat, podatków, mieszkań komunalnych i tego, jak zwiększyć podaż lokali. Berlin pyta, jak duża część rynku mieszkaniowego powinna być przez państwo lub samorząd pozostawiona mechanizmom rynkowym, a jak duża powinna być zależna od urzędników. Kto ma rację?

—————————

CZYTAJ TEŻ:

warszawa mieszkania ceny mieszkań

murapol wyniki finansowe nie obędzie się bez oddania części marży

ceny na rynku nieruchomości

wyniki finansowe atal - dużej firmy deweloperskiej

dom development wyniki

sprzedać dużo mieszkań

Źródło zdjęcia: Fionn Große/Nikolai Kolosov/Unsplash/ Pixabay

Subscribe
Powiadom o
38 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Miguel
1 dzień temu

”Teraz Berlin będzie rządzony przez partię, która uspołecznienie mieszkań wywiesiła wysoko na swoich sztandarach” – nie jest wcale przesądzone, że Linke (czyli prorosyjscy komuniści) znajdą się w koalicji rządzącej Berlinem

Admin
1 dzień temu
Reply to  Miguel

Nie muszą, ale wybory wygrali

Alicja
1 dzień temu

Polacy zazwyczaj chcą kupować mieszkania, dlatego że u nas niestety nie ma dostępnych mieszkań z tanim czynszem. Ja chętnie wynajmowałabym zamiast kupować, ale załapanie się na mieszkanie, np. z TBS, jest praktycznie niemożliwe. Polacy wolą kupować mieszkania, bo inaczej są dymani przez czynszojadów. Ja szczęśliwie miałam zdolność kredytową i teraz za własne mieszkanie (opłaty + rata) płacę tyle, co na rynku płaciłabym za wynajem o połowę mniejszej klitki. Twierdzenie, że »Polacy chcą kupować mieszkania«, wynika bezpośrednio z patologii rynku nieruchomości. Fajnie, że Berlin próbuje jakoś z tą patologią walczyć.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Alicja

Na pewno sytuacja, w której wynajem jest droższy od spłacania kredytu na własne mieszkanie, wpływa na decyzje ludzi

Piotr
1 dzień temu
Reply to  Alicja

Akurat TBS to nie jest chyba cud, miód i orzeszki – gdzieś mi się obiło o uszy, że te czynsze nie są wcale takie atrakcyjne, a na początek trzeba jednak całkiem spory wkład. Na pewno widziałem wiele ogłoszeń „sprzedaży” mieszkań z TBS z drugiej ręki. A informacja o tym że za własne mieszkanie płacisz tyle co czynsz najmu za połowę mniejszą klitkę to chyba trochę jak z tymi mercedesami co je rozdają na placu czerwonym. Albo ta klitka jest w dużo droższej lokalizacji, albo porównujesz ratę kredytu ze sporym wkładem własnym. Albo jeszcze jakiś inny detal nieco inaczej wygląda. Żeby… Czytaj więcej »

Admin
7 godzin temu
Reply to  Piotr

Trochę może rzecz zaburzać szybki wzrost wartości rynkowej nieruchomości w przeszłości oraz dopłaty do kredytów, które różne rządy oferowały w przyszłości. To jest pewien rodzaj dziedzictwa. Jeśli weźmiemy bieżące relacje, ze stabilnymi cenami mieszkań i bez dopłat – jest bardziej „normalnie”

Alicja
6 godzin temu
Reply to  Piotr

Odniosę się do mojego własnego osiedla w Łodzi. 54 m², czynsz 670 PLN + 1880 PLN (rata) + 300 PLN (prąd, internet etc.) = 2850 PLN. Mieszkania na wynajem w takim samym standardzie w mojej okolicy zaczynają się od 2200 PLN + czynsz (zazwyczaj około 350 PLN) za kawalerkę 28 m². Dodajmy internet i media, i wychodzi około 2600-2700 PLN. Dokładam 150-250 PLN i mam 3 pokoje zamiast 1. Można się przyczepić, że 28×2 to 56, a nie 54 🙂 W mojej wypowiedzi „o połowę mniejsza klitka” było pewnym uproszczeniem.

Admin
4 godzin temu
Reply to  Alicja

Fajne wyliczenia, dzięki w imieniu Społeczności!

Zuzia
14 godzin temu
Reply to  Alicja

Fajnie ze cos robi???? Czyli fajnie, ze komuna comes back? Czyli skoro kupiles mieszkanie to chcialbys byc z niego wywlaszczony? Ta cala lewicowa zaraza przyszla wlasnie z Berlina, ktory teraz sam sie pograza w coraz wiekszym odmecie przestepccosci, syfu i chaosu a ty piszesz, ze fajnie??? Zejdz na ziemie

Alicja
6 godzin temu
Reply to  Zuzia

W Berlinie nikt nie chce wywłaszczać pojedynczych ludzi.
Chodzi o fundusze skupujące mieszkania: https://theleftberlin.com/the-referendum-for-expropriation-in-berlin/

Jurek
8 godzin temu
Reply to  Alicja

Wynajmuję innym ludziom mieszkanie „po babci” i mógłbym książkę napisać, jak najemcy traktują nieswoją własność. Więc część patologii to niestety wina najemców.

Rob
1 dzień temu

Naprawdę ktoś wierzy że to się może udać… Scenariusz będzie taki. Wykup mieszkań za pieniądze podatników, przydział miejsc dla przyjaciół królika, powolna degradacja majątku bo nie będzie pieniędzy na remont i utrzymanie, potem reprywatyzacja i uwłaszczeni się przez wybranych. Zawsze to tak działa zwłaszcza u tych co na sztandarach mają równość najbardziej lubią dobrać się do cudzych pieniędzy.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Rob

To prawda, jest ryzyko, że ten majątek nie będzie efektywnie zarządzany

Grzegorz
8 godzin temu
Reply to  Maciej Samcik

To nie jest do końca tak, że budynki w „prywatnych” rękach są utrzymywane w super standardzie a wszelkie naprawy wykonywane od ręki.

Admin
7 godzin temu
Reply to  Grzegorz

Też prawda. Aczkolwiek przy takim rynku, jak teraz (czyli bardzo duża oferta mieszkań na wynajem) właściciel ma motywację, żeby mieszkanie było w dobrym stanie, łatwo stracić najemcę i trudno pozyskać nowego

Stef
20 godzin temu
Reply to  Rob

Polowa tych powodów miala wpływna to ze miasto Berlin spezedalo mieszkania funduszowi.

Pieczony jeż
1 dzień temu

„Mają rozmach s..syny”,bo ostatnio mojemu sąsiadowi elektorat Berlina uspołecznił tylko portfel.

Piotr
1 dzień temu

Socjalizm nie kończy się dobrze. Nigdy. Od tego nie przybędzie mieszkań. Może i niewidzialna ręka rynku nie zawsze działa skutecznie, ale to się nie skończy dobrze (o ile to ma szansę na realizację).
Od tego nie przybędzie mieszkań i może i wzrost czynszów zostałby nieco ograniczony, ale młodym byłoby jeszcze trudniej znaleźć lokum dla siebie. Przecież my to przerabialiśmy. Jak ktoś nie pamięta już czasów słusznie minionych to niech zapyta ojca/matkę …
A wydawało się że w NRD – może na mniejsza skalę – ale mieli podobne problemy jak my w PRL, ceny regulowane i gospodarkę niedoborów.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Piotr

Mam wrażenie, że w tych ultralewicowych partiach są ludzie, którzy są zbyt młodzi i po prostu nie pamiętają jak wyglądała gospodarka niedoboru centralnie zarządzana. A ponieważ mrożenie cen prądu, mrożenie cen gazu, mrożenie cen paliwa jest takie fajne, to chcieliby więcej.

Piotr
1 dzień temu
Reply to  Maciej Samcik

Po prostu za młodu się wierzy w utopie. Idealizm i tak dalej. Więc albo utralewicowość, albo libertarianizm. A rzeczywistość okazuje się bardziej złożona i piękne idee ładnie wyglądają tylko na papierze …

Admin
7 godzin temu
Reply to  Piotr

Oczywiście, ja za młodu głosowałem na Korwina ;-). A potem na szczęście znormalniałem 😉

Grzegorz
8 godzin temu
Reply to  Maciej Samcik

Za to młodzi widzą, jak działa widzialna ręka rynku wyciskająca ich jak cytrynę, łącznie z przerzucaniem całkowitej odpowiedzialności na jednostkę: zyski nasze, straty publiczne, zwolnienia podatkowe dla wielkich a dla Klausa czy Zdzisława stara śpiewka, żeby odkładał ze swojej pensji na emeryturę bo g…o zobaczy po 65 roku życia. Państwo wykształci i wyleczy takiego Mauera czy Kowalskiego potem odda go do magazynu Amazona czy fabryki Boscha na 45 lat. Tam dowie się, że jest „kosztem pracy”, że trzeba „optymalizować zasoby”, że jego miejsce może w każdej chwili zająć ktoś tańszy, a jego „przyszłość zawodowa jest zagrożona”. Oczywiście nikt nie wspomni… Czytaj więcej »

Admin
7 godzin temu
Reply to  Grzegorz

A jak by Pan liczyć „udział” pracownika w sukcesie firmy? Bez pracownika trudno wypracować zysk, ale z drugiej strony – to nie on pozyskał kapitał, nie on ma pomysł, nie on „przyniósł” klientów, nie on realizuje strategię. Dostaje pensję, w większości firm koszty pracowników to połowa lub więcej wszystkich kosztów. Ale pracownik nie jest udziałowcem, więc nie ma udziału w zyskach „kapitalisty”. Być może akcjonariat pracowniczy byłby dobrym rozwiązaniem? W Polsce w niektórych firmach występuje, ale z przykładów, które znam – pracownicy natychmiast pozbywają się swoich akcji na rzecz… kapitalisty. Więc nie chcą być udziałowcami, chcą być pracownikami. A nie… Czytaj więcej »

Grzegorz
3 godzin temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie zgodzę się. Pracownik to nie tylko ktoś, kto przez osiem godzin „przykręca koło do samochodu”. To często właśnie pracownik przynosi klientów, generuje pomysły, rozwiązuje problemy, tworzy produkty i usługi, podejmuje decyzje i buduje relacje, dzięki którym firma zarabia. Za to właśnie mu się płaci: za jego pracę, wiedzę, doświadczenie i czas. Gdyby nie był potrzebny do wypracowania przychodu czy zysku, firma po prostu nie zatrudniałaby go. Oczywiście można mierzyć wydajność pracy człowieka. Firmy robią to od dawna: przychody, sprzedaż, liczba obsłużonych klientów, produktywność, realizacja celów, jakość, czas pracy czy wartość wytworzonych produktów i usług. W wielu przypadkach można też… Czytaj więcej »

Last edited 3 godzin temu by Grzegorz
Admin
3 godzin temu
Reply to  Grzegorz

No to musiałby Pan podać przykład takiego pracownika, który „przynosi klientów, generuje pomysły, rozwiązuje problemy, tworzy produkty i usługi, podejmuje decyzje i buduje relacje”. Moim zdaniem takie cechy spełnia nie więcej niż 10% pracowników. Sporo jest takich, którzy snują się po biurze, plotkują, próbują udawać, że coś robią, wyrabiają „dupogodziny” na zebraniach i odliczają czas do końca dniówki. Co oczywiście w sporej części jest wynikiem złej organizacji pracy w firmie lub przerostu struktury w organizacji, ale tak czy owak – taki pracownik raczej nie wnosi wartości. Zgadzam się, że nakreślony przez Pana typ pracownika powinien mieć udział w zyskach, ale… Czytaj więcej »

dizzy
7 godzin temu
Reply to  Maciej Samcik

Ludzie wszędzie, nawet Ci teoretycznie wykształcenie, są w wielu przypadkach ekonomicznymi analfabetami. Nawet wiek nie ma tu wiele do rzeczy. Pieniądze na inwestycje, dotacje czy funkcjonowanie państwa zawsze pochodzą z „rządu”, mitycznego budżetu czy kieszeni „prezesa” więc nie mogą się skończyć. Deficyt to w praktyce takie trudne słowo, które coś tam ma wspólnego z podatkami i inflacją ale w sumie to nieważne, przecież zawsze był i jakoś nic się nie stało… Ludzie radośnie biegną w stronę przepaści bo jeszcze nigdy nie byli na jej dnie a ich wyobraźnia tak daleko nie sięga.

Admin
7 godzin temu
Reply to  dizzy

Tak, ekonomiczny analfabetyzm to coś, na czym żerują politycy i co jest powszechne

Stef
20 godzin temu

Uspoleczni ukradnie znacjonalizuje.
Ps
Maja też obciąc o 30 % srodki na Policje.
Berlińczykom proponuje kupić kolczugę.

Stef
20 godzin temu

1. W Berlinie są czynsze regulowane. Sa one niższe niż rynkowe.
2. Dlatego nie buduje sie mieszkań na wynajem bo sie to nie opłaca.
3. Rośnie więc astronomicznie popyt a spada podaż.
4. W mieszkaniach nue regulowanych czynsze sa kosmiczne a na kasting przychodzi po 30 osób.
….

Admin
7 godzin temu
Reply to  Stef

Zgadza się, pisaliśmy o tym. Tam są dwa równoległe rynki (z czynszami regulowanymi i nieregulowanymi) oraz totalnie zaburzona opłacalność budowy mieszkań na wynajem. Koszty budowy są rynkowe, a czynsze – regulowane i poniżej rynku

Grzegorz
3 godzin temu
Reply to  Stef

Się nie opłaca, bo akcjonarjusze czy właściciele często oczekują szybkiego zwrotu z inwestycji. Stąd takie a nie inne czynsze czy to w wielkich firmach dysponujących tysiącami mieszkań czy w przypadkach gdzie wynajmujący ma 1 mieszkanie. Każdy chce wygrać z rynkiem i zyskać nie kilka ale kilkanaście czy dziesiąt procent w roku.

RafałX
20 godzin temu

Byc może Niemcy wyciągnęli lekcje z nazizmu, ale z komunizmu już nie. Dramat

Admin
7 godzin temu
Reply to  RafałX

A dokładniej: Berlińczycy 😉

Max
18 godzin temu

Jako były akcjonariusz spółki Vonovia jestem oczywiście oburzony, to były kiedyś dobre akcje. Co za wstrętne czasy. W Polsce też trwają próby skubania akcjonariuszy, na szczęście jeszcze nieśmiałe (podatki od nadzwyczajnych zysków, czy jak to zwał). Prawdę mówiąc, jako wieloletni inwestor i spekulant giełdowy, dzisiaj bardziej niż wybuchu wojny, obawiam się właśnie populistycznych polityków i głupiego społeczeństwa, ulegającego populistycznym hasłom i obietnicom. Co gorsza, nawet nie ma przed tym gdzie uciec, bo populizm i ryzyko polityczne są wszędzie. Nawet w takich krajach, jak w USA i w Szwajcarii. Jedynie nieruchów w Polsce nikt nie rusza, nomen omen. Dopóki politycy nie… Czytaj więcej »

Admin
7 godzin temu
Reply to  Max

Fakt, postulaty polityczne są kierowane tam, gdzie mogą przynieść więcej głosów, a nie więcej korzyści ogółowi. I potem się krzaczą takie pomysły jak podatki od niezrealizowanych zysków itp.

Max
6 godzin temu
Reply to  Maciej Samcik

Podatek od niezrealizowanych zysków to takie samo wywłaszczenie, jak „uspołecznienie” mieszkań. Tylko że po kawałku i rozciągnięte w czasie. I bez odszkodowania.

Łukasz
5 godzin temu

Jeśli Berlin przejmie te mieszkania to zafunduje sobie dodatkowy ukryty koszt termomodernizacji budynków. Ja tego kompletnie nie widzę. Oprocz kosztów odsetek miasto musiałoby wyłożyc pare mld Euro na przyszłą termomodernizację.

Admin
4 godzin temu
Reply to  Łukasz

Tak, słuszna uwaga 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu