Bohaterem dzisiejszej opowiastki ku przestrodze będzie Creotech Instruments, spółka z modnej ostatnio branży kosmicznej, która chce pozyskać 100 mln euro z emisji akcji. Spółkę najwyraźniej czujność opuściła, gdyż styl, w jakim chce pozyskać kapitał, jest wzorem, jak nie należy postępować, jeśli właściwie się rozumie, czym są relacje inwestorskie. To wyjątkowo przykre, gdy mówimy o jednej z najlepszych polskich spółek technologicznych i pupilku polskich inwestorów
Creotech Instruments to jedna z kluczowych polskich spółek technologicznych działających w sektorze kosmicznym. Firma specjalizuje się w projektowaniu, produkcji i integracji systemów satelitarnych, a jej chlubą jest autorska platforma mikrosatelitarna HyperSat, wykorzystywana w misjach kosmicznych. Spółka rozwija również technologie związane z danymi satelitarnymi do wykorzystania m.in. przez drony.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Creotech jest obecnie największym polskim dostawcą technologii kosmicznych na rynki międzynarodowe. A co ważne – każdy może być udziałowcem tej spółki, bo od końca 2021 r. jest notowana na warszawskiej giełdzie. Przez pierwsze trzy lata bytności na parkiecie niewielu się nią interesowało, a kurs akcji krążył wokół 100-200 zł. Ale od półtora roku inwestorzy bardzo ją doceniają. Cena wzrosła w okolice 700 zł, a spółka jest notowana przy wskaźniku C/Z na szalonym poziomie 140.
No, ale mówimy o firmie, której sukces komercyjny ma charakter globalny, a więc i perspektywy wzrostu zysków są w zasadzie nieodgadnione. Jej urządzenia brały udział w 26 projektach kosmicznych, w tym w 10 misjach kosmicznych (w tym tych realizowanych dla Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a więc najbardziej prestiżowych.
Jak wiadomo, wielkie wizje potrzebują pieniędzy. Dlatego idzie się na giełdę, sprzedaje się akcje i ma się akcjonariuszy – dawców kapitału. Creotech zapowiedział właśnie, że będzie potrzebował tych pieniędzy kolejną dawkę. I opublikował ostatnio projekty uchwał, które mają zostać poddane pod głosowanie na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, zwołanym na 3 czerwca br.
Zarząd firmy zaproponował podwyższenie kapitału w drodze emisji do 650 000 akcji serii M z… wyłączeniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. A więc nie będą oni mogli „automatycznie” dorzucić się do kapitału proporcjonalnie do już posiadanych udziałów. Skutkiem oferty miałoby być pozyskanie ok. 100 mln euro na inwestycje. Spółka nie jest nowicjuszem na giełdzie, co nakazywałoby przyjąć, że otrzaskała się z oczekiwaniami inwestorów.
Creotech Instruments idzie po pieniądze. Brzydko idzie
Obowiązkiem zarządu spółki jest przedstawienie uzasadnienia powodów wyłączenia prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy przy emisji kolejnych akcji, bo jest to decyzja dla nich niekorzystna. Tak właśnie uczyniło kierownictwo Creotech, które wyjaśniło, że wyłączenie prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy spółki w odniesieniu do akcji serii M pozwoli firmie na pozyskanie w efektywny sposób pieniędzy na realizację przyjętej przez zarząd 7 maja 2026 r. strategii na lata 2026-2029.
Emisja akcji ma odbyć się w drodze subskrypcji prywatnej, skierowanej do inwestorów, którzy obejmować będą akcje o wartości co najmniej 100 000 euro, dzięki czemu spółka uniknie sporządzania prospektu emisyjnego i zatwierdzania go w Komisji Nadzoru Finansowego. W rzeczywistości próg wejścia będzie wyższy, a niektórzy udziałowcy zostaną mimo wszystko dopuszczeni do emisji. Jak to możliwe?
Otóż zarząd Creotech chce przyznać wybranym dotychczasowym akcjonariuszom, posiadającym co najmniej 14.272 akcji (które uprawniają do ok. 0,5% głosów w spółce) prawa pierwszeństwa w objęciu akcji serii M. To oznacza, że jeśli ktoś ma akcje za 9,3 mln zł, to zostanie dopuszczony do emisji. Ta bariera oczywiście uniemożliwia inwestorom detalicznym wzięcie udziału w ofercie akcji serii M.
Byli oni – inwestorzy detaliczni – potrzebni spółce w 2021 r., gdy uplasowała wśród nich ok. 4,8% akcji serii H po cenie 61 zł (spółka wówczas sprzedawała 185 000 walorów). I dopisali tłumnie, gdyż ich zapisy zostały zredukowane wówczas o 96%. A to oznacza, że byli gotowi kupić ponad 217 000 akcji, czyli zabezpieczyć z górką całkowite ówczesne potrzeby kapitałowe Creotech Instruments. Teraz najwyraźniej maluczcy przestali się liczyć. Dlaczego tak się stało? Światło na to rzuca wyjaśnienie zamieszczone w uzasadnieniu uchwały o pozbawienia prawa poboru w nowej emisji.
Zarząd twierdzi, że tryb subskrypcji prywatnej pozwoli uniknąć konieczności sporządzenia prospektu emisyjnego i jest sposobem najbardziej optymalnym z perspektywy czasu (szybkości procesu) oraz kosztu pozyskania kapitału. Zatrzymajmy się na razie przy tym drugim czynniku. Sporządzenie prospektu emisyjnego kosztowałoby nie więcej niż milion złotych. Przy możliwych do pozyskania 424 mln zł, to raptem 0,2% wartości subskrypcji.
Główną składową kosztu emisji akcji nie jest zresztą sporządzenie prospektu emisyjnego, lecz prowizje, jakie trzeba zapłacić firmom inwestycyjnym sprzedającym akcje i pozostałym doradcom. Za zbliżającą się ofertą akcji serii M Creotech Instruments stoją m. in. UniCredit Bank, Kepler Cheuvreux, Trigon DM i BM PKO BP. Tym podmiotom trzeba będzie zapłacić kilkuprocentową success fee i pewnie jakąś opłatę stałą. Tego się nie uniknie, bez względu na to, czy spółka wyszłaby na rynek z prospektem czy bez niego.
Spółka argumentuje, że pójście z subskrypcją prywatną będzie szybsze niż klasyczna prospektowa oferta publiczna. To tak oczywiste jak twierdzenie, że prędzej dotrę do punktu A z punktu B samochodem niż pieszo. W realiach polskiego rynku kapitałowego można przyjąć, że sprzedaż bezprospektowa powinna zakończyć się w ciągu kilku tygodni, a prospektowa, zwłaszcza ze względu na staż giełdowy firmy, mniej więcej w kilkanaście tygodni. To nie jest fundamentalna różnica.
Być może w argumentacji Creotech Instruments kryje się jakaś głębia, której nie potrafię pojąć. Bywają sytuacje, gdy na horyzoncie pojawia się „okazja życia”, która przejdzie koło nosa, gdy nie posiada się wystarczających zasobów kapitału. Zwykle dotyczy to fuzji i przejęć – firma może kupić „promocyjnie” ciekawe aktywa, ale musi mieć na koncie pieniądze. To jestem w stanie zrozumieć, ale zdarza się rzadko.
Spółka nie potrzebuje gotówki na gwałt, gdyż przy środkach pieniężnych na koncie rzędu 130 mln zł na koniec 2025 r., powiększonych o lewar kredytowy, spokojnie sfinansuje ewentualne planowane akwizycje bez oglądania się na rezultaty nadchodzącej sprzedaży akcji. Kapitał z emisji akcji serii M ma posłużyć do sfinansowania strategii na lata 2026-2009 – ze szczegółami pomysłów biznesowych firmy zapoznasz się tutaj [CIĄG DALSZY TEKSTU PONIŻEJ].
CZYTAJ TEŻ O GERALDINE WEISS:
CZYTAJ O GRZECHU LENISTWA W NBP:
Kosmiczna ściema. Polska giełda jak salon gier hazardowych?
Tymczasem firma chce nas przekonać, że dla realizacji trzyletniego programu strategicznego potrzebuje szybko kapitału za pomocą emisji przeprowadzanej bez prospektu i z wyłączeniem prawa poboru. Strategia została zaprezentowana na początku maja, a przy pomyślnych wiatrach subskrypcja prywatna zakończy się w czerwcu. Skąd to impulsowe działanie? To wszystko tak zgrzyta na poziomie logiki biznesowej, że aż bolą zęby. Według mnie to drwina ze zdrowego rozsądku.
Zresztą Creotech nie jest pionierem szybkich subskrypcji prywatnych, w których zaszczytu uczestnictwa mogą dostąpić majętni, z reguły inwestorzy instytucjonalni. To zaraza, która trawi polski rynek akcji od dawna, a jest przejawem braku poszanowania praw wszystkich akcjonariuszy. To takie „deale klubowe”, które wyglądają jak pokątna wymiana dziwnych towarów w toalecie na lotnisku w Rio de Janeiro. A później słychać marudzenie, że Polacy nie chcą inwestować na giełdzie. Po co mają to robić, jak co chwilę czują się jak w salonie gier hazardowych?
Efekt tego jest taki, że wypaczone zostały dokumentnie dwie podstawowe zasady zdrowego rynku akcji. Emisje publiczne mają królować, a nie prywatne. Do tego wyłączenie prawa poboru nie powinno być zasadą, tylko wyjątkiem, który trzeba dobrze uzasadnić, a nie rzucać nieprzystającymi frazesami, które kpią w żywe oczy z logiki.
Skutkiem preferencji majętnych instytucji jest to, że rozwodnieniu ulega partycypacja w kapitale spółki inwestorów detalicznych, a hurtowi kapitałodawcy nie tylko nie rozwadniają się, lecz „dowadniają”, gdyż dzięki uprzywilejowaniu w nabywaniu akcji serii M rośnie ich udział w spółce. Cytat z uzasadnienia pozbawienia prawa poboru jest totalnie niespójny z tym, co prezes zarządu Creotech głosi w informacji prasowej.
„Historycznie bazę akcjonariuszy poszerzaliśmy w kluczowych dla naszego rozwoju momentach, a pozyskany kapitał był wykorzystywany do zrealizowania możliwości pojawiających się na rynku. […] Liczymy przy tym na zaangażowanie ze strony inwestorów zagranicznych, którzy mogą odegrać istotną rolę w dalszym rozwoju naszej obecności na rynkach międzynarodowych. W tej chwili musimy biec do przodu, aby nadążyć za oczekiwaniami szybko zwiększającego się rynku. Rozwój czysto organiczny byłby dla nas stratą czasu”
– wyjaśnił Grzegorz Brona, prezes zarządu spółki. To w końcu jak to jest? Spółka chce zabezpieczyć interesy posiadaczy znaczących pakietów akcji czy wprowadzić do akcjonariatu nowych inwestorów? Nie rozumiem tego, bo nowi inwestorzy nieuchronnie rozwadniają starych akcjonariuszy. To rodzi pytanie o jakość polityki komunikacyjnej.
W cytacie z wypowiedzi szefa firmy wybrzmiewa jeszcze jedna rzecz – mowa o ostatnim zdaniu, które dotyczy rozwoju czysto organicznego. Sugerowałoby ono możliwość dokonania przejęć za pozyskane pieniądze. I tak jest w istocie. 20-30% pieniędzy z emisji akcji serii M ma zostać przeznaczone na akwizycje, partnerstwa strategiczne, ekspansję zagraniczną i sfinansowanie kosztów działalności, choć nie ma jasności, w jakich proporcjach [CIĄG DALSZY TEKSTU PONIŻEJ].
CZYTAJ TEŻ O EMISJI SPACEX:
CZYTAJ O DRONOWEJ HOSSIE:
Prawo poboru kosztuje ma wartość. Creotech ją odbiera?
Creotech Instruments ma niespełna 2 mld zł kapitalizacji giełdowej. To sprawia, że można tę spółkę zakwalifikować na siłę do grona średnich spółek w swoim segmencie, choć z wartością rynkową rzędu 500 mln dolarów to raczej maluch. Daleko mu do najmożniejszych pod tym kątem, czyli na przykład RocketLab, AST SpaceMobile, Intuitive Machines, Redwire czy BlueSky Technology. Takich gabarytów spółka raczej czyni przejęcia rzędu kilku milionów euro. Nie wykluczam zresztą, że Creotech ciepło myśli o krajowym Liftero, z którym nawiązał współpracę biznesową w kwietniu 2026 roku.
Ten pośpiech, żeby jak najszybciej przeprowadzić subskrypcję nowych akcji może być na tyle zastanawiający, że części inwestorów przyjdzie do głowy refleksja, czy przypadkiem spółka nie chce kupić akcji SpaceX, które planuje ofertę publiczną w czerwcu. Ufam, że tego typu myśl nikomu w firmie nie zakiełkowała w umyśle.
W tej całej sprawie związanej z emisją akcji serii M Creotech Investments niepomijalne zdaje się również to, że prawo poboru jest prawem majątkowym. A jak to bywa z prawem majątkowym, ma swoją wartość – jak wyliczać teoretyczną wartość prawa poboru dowiesz się tutaj.
Przy założeniu kursu giełdowego w okolicach 660 zł, szacowanej ceny emisyjnej na poziomie nieco ponad 650 zł i założeniu, że 4,39 akcji starych emisji daje prawo do jednej akcji nowej emisji, otrzymuje się teoretyczną wartość jednostkowego prawa poboru na poziomie 1,8 zł, a łącznie prawie 8 zł. Niby niewiele, ale jak to się przemnoży przez kapitał zakładowy spółki (2,85 mln sztuk), to nagle się robią miliony, które powinny należeć do starych akcjonariuszy, a nie być oddane lekką ręką nowym akcjonariuszom.
To do starych akcjonariuszy powinna należeć decyzja, czy nabędą akcje nowej emisji, czy też pozbędą się prawa poboru w obrocie giełdowym. Jeśli zarządowi tak zależy, żeby poszerzyć bazę inwestorów, to wystarczy im wskazać kierunek – parkiet giełdowy, gdzie mogą się zaopatrzyć w pożądane akcje. Nie będzie to wymagać wielkiego zachodu, ponieważ średni dzienny wolumen obrotu akcjami Creotech w ostatnich 20 sesjach (odpowiednik miesiąca kalendarzowego) to 15 100 szt., a dla ostatnich 60 sesji nawet 17 300 akcji. Sprawnie operujący trader jest to w stanie „zdjąć” z rynku bez wielkiego podbijania kursu w ciągu kilku dni.
Zadaniem każdego zarządu spółki giełdowej jest maksymalizacja wartości dla wszystkich akcjonariuszy, a nie wyłącznie „swojaków” – jak rozumiał to popularyzator tego pojęcia Alfred Rappaport odsyłam zainteresowanych do jego ikonicznej książki z 1986 r. „Creating Shareholder Value”. W przeciwnym razie powstają obawy, w czyim interesie właściwie działa zarząd spółki [CIĄG DALSZY TEKSTU PONIŻEJ].
CZYTAJ TEŻ:
CZYTAJ TEŻ:
CZYTAJ TEŻ O WYPOCZYNKU W KOSMOSIE:
Paluszek i główka to dobra wymówka. Winna także giełda?
W moich oczach Creotech Instruments dokonał właśnie „samospalenia” swojej wiarygodności. Rakieta, którą wybrała się spółka na podbój kosmosu, nie dotarła nawet do niskiej orbity okołoziemskiej. Systemy sterowania zawiodły, a latadło nie stawiło dzielnie czoła zagęszczającej się atmosferze.
Jakkolwiek biznes spółki może być uznany za ciekawy (pomijam wycenę rynkową, gdyż mam wielkie wątpliwości czy spółka jest tyle warta, ile dziś kosztują jej akcje), ale sposób sięgnięcia do „bankomatu” za pomocą subskrypcji prywatnej skłania mnie ku założeniu, że spółka nie rozumie, na czym polegają dobre obyczaje w związku z obecnością na rynku publicznym, nie szanując zasady równego traktowania akcjonariuszy.
Chętnie zobaczę strukturę akcjonariatu po przeprowadzeniu oferty, bo wówczas dostrzegę, jacy inwestorzy instytucjonalni wzięli w niej udział, o czym chętnie poinformuję czytelników „Subiektywnie o Finansach”. Pozwoli to przekonać się, komu są obojętne reguły cywilizowanej gry rynkowej. Zakładam, że skoro te „orły” nie mają problemu wziąć udziału w tak „wykoślawionej” emisji, to pewnie też mają w nosie zasady uczciwego inwestowania. Zwłaszcza, że wielu inwestorów instytucjonalnych reklamuje się hasłami, jak to bliskie im są zasady ESG.
Dzień po opublikowaniu strategii przez spółkę zrecenzował ją Krzysztof Radojewski, analityk Noble Securities. Ekspert obniżył rekomendację dla Creotech z „akumuluj” do „trzymaj”, uważając, że akcje są warte 667 zł (poprzednio wyceniał je na 390 zł). Pytanie czy spółka de facto ograbiająca swoich drobnych akcjonariuszy nie powinna mieć dodatkowego dyskonta w wycenie, załóżmy że 25%. Jeżeli przyjmie się takie dyskonto ze względu na całokształt inwencji twórczej zarządzających firmą, to otrzymamy docelową wartość akcji 534 zł.
„Umiemy wysyłać w kosmos systemy, których potrzebuje Europa” – chwali się w prezentacji strategii na lata 2026-2029 spółka. Cieszy mnie to niezmiernie, ale gdybym jeszcze usłyszał, że „umiemy zadbać o interesy wszystkich naszych akcjonariuszy”… Na razie Creotech Instruments jest dla mnie mocnym kandydatem do tytułu „Fuszerka Roku”. Choć być może spółka jednocześnie jest też ofiarą zbiurokratozowanych regulacji obowiązujących na polskiej giełdzie.
Może gdyby procedury były tańsze, a przepisy mniej kłopotliwe, to spółki nie byłyby motywowane do takiego zachowania? Szefowie polskiej giełdy, zamiast brylować na konferencjach, mogliby się zająć przeglądem procedur biurokratycznych sprawiających, że z polskiej giełdy coraz częściej spółki chcą uciekać, niż na nią wchodzić.
Raimondo Eggink dla czytelników „Subiektywnie o Finansach”
Raimondo Eggink jest weteranem polskiego rynku kapitałowego. Obecnie działa jako inwestor aktywistyczny. W swojej karierze zawodowej pełnił funkcje menedżerskie w ING Groep i ABN Amro Polska. Absolwent matematyki teoretycznej Uniwersytetu Jagielońskiego, na którym w tej dziedzinie uzyskał stopień doktora. Licencjonowany doradca inwestycyjny i posiadacz międzynarodowego tytułu Chartered Financial Analyst (CFA). Seryjny członek rad nadzorczych spółek publicznych, który zasiadał w tych gremiach w 21 firmach.
Marcin Kuchciak: Pewnie wiesz o planowanej subskrypcji prywatnej, jaką zamierza – na kwotę ponad 400 mln zł – przeprowadzić Creotech. Mam spore obiekcje wobec niej, gdyż prowadzi do nierównego traktowania wszystkich akcjonariuszy, a argumenty za pozbawieniem prawa poboru po prostu mi „się nie kleją”. Mam rację czy przesadzam?
Raimondo Eggink: Spółki akcyjne są ustawowo zobowiązane traktować swoich akcjonariuszy jednakowo w takich samych okolicznościach, co nie do końca znaczy, że muszą ich traktować „równo”. Przepisy dotyczące publicznego oferowania papierów wartościowych nakładają daleko idące ograniczenia na emitentów. Ich skutkiem są nie tylko potencjalnie wysokie koszty prawne i transakcyjne, ale również opóźnienia czasowe, które w dodatku mogą być nieprzewidywalne.
Zwracam też uwagę na pewną złośliwość rynku – jeśli wszyscy wiedzą, że będzie można kupić akcje w nowej emisji z jakimś dyskontem do kursu giełdowego, to ten kurs zaczyna opadać, aż do momentu emisji. To nie jest w interesie akcjonariuszy, niezależnie od tego, czy wezmą udział w emisji. Zatem subskrypcja prywatna oprócz wad ma też zalety.
Osobiście jako inwestor w takich sytuacjach zawsze nalegam na takie zorganizowanie zasad przeprowadzenia emisji, aby spółka osiągnęła możliwie najwyższą cenę emisyjną. To z kolei wymaga dopuszczenia do procesu jak największej liczby inwestorów, na co jest kilka sposobów. W kilku spółkach udawało mi się wynegocjować prawo pierwszeństwa dla wszystkich akcjonariuszy uczestniczących w walnym zgromadzeniu, które podejmowało uchwałę o emisji, bo było ich znacznie mniej niż limit 149. Tak czy siak, jeśli dyskonto w cenie emisyjnej jest niewielkie, wtedy też wartość utraconego prawa poboru jest mała.
Masz perspektywę zagraniczną, w tym europejską. Jak wygląda tam kwestia pozyskiwania pieniędzy przez spółki, których akcje notuje się na giełdach? Znasz dobrze realia niderlandzkie, a tam funkcjonuje wielu mocnych globalnych graczy w swoich segmentach – za takich uznaję na przykład ASML, Prosus, Airbus, Nebius, Heineken, Universal Music, Adyen, Philips, Wolters Kluwer czy AkzoNobel.
Jestem akcjonariuszem wielu międzynarodowych spółek, nie tylko holenderskich i zawsze, kiedy jest to technicznie możliwe na odległość, wykonuję swoje prawo głosu. W wielu z tych spółek standardem jest to, że akcjonariusze co roku podejmują uchwałę upoważniającą zarządy do emitowania akcji na wypadek, gdyby zdarzyła się potrzeba lub okazja. To taki odpowiednik kapitału docelowego w Polsce.
Emisje bez prawa poboru zdarzają się tam częściej niż emisje z prawem poboru. Jednak od razu dodam, że te jurysdykcje wymagają i egzekwują od zarządów działanie w najlepszym interesie spółki, co obejmuje też obowiązek starania się o jak najwyższą cenę emisyjną. Taki wymóg teoretycznie w Polsce też istnieje, natomiast z jego egzekwowaniem jest bardzo słabo.
Na początku historii polskiego rynku kapitałowego rządziły oferty pozyskania kapitału z zachowaniem prawa poboru. Teraz praktycznie nie istnieją. Z czego to w Twojej opinii wynika?
Przede wszystkim wynika to ze znaczącego zaostrzenia przepisów o oferowaniu papierów wartościowych. Ale też struktura rynku bardzo się zmieniła. W latach dziewięćdziesiątych polskie spółki pozyskiwały kapitał od tysięcy drobnych inwestorów indywidualnych. Obecnie w emisjach akcji uczestniczą wielkie międzynarodowe fundusze.
Myślę, że inwestorzy detaliczni zasługują na lepsze traktowanie przez wiele spółek publicznych. Przypadek Creotech Instruments dowodzi, że byli oni potrzebni spółce na początku, a później najwyraźniej stali się zbędni. Tymczasem najmniej zamożni dawcy kapitału mogą w swojej masie stanowić interesujące uzupełnienie akcjonariatu firm publicznych, co zyskuje na znaczeniu, gdy szukamy stabilnego, „wiernego” kapitału, który może inwestować w wartościowe podmioty na przykład na cele emerytalne za pomocą IKE, IKZE czy projektowanego OKI. Czy spółki giełdowe swoim postępowaniem, które cechuje pomijanie interesów wszystkich akcjonariuszy, nie przyczyniają się do tego, że ludzie szukają ciekawych pomysłów na inwestycje emerytalne za granicą?
Ja myślę, że inwestor detaliczny, który kupił akcje Creotechu na początku jego drogi giełdowej i dotąd ich nie sprzedał, nie ma powodu do żalu (kurs zamknięcia na sesji debiutu na GPW wyniósł ok. 61 zł, a obecnie kosztują one blisko 670 zł, przy czym to nie uwzględnia jeszcze dodatkowych zysków z powodu przyznania nieodpłatnego akcji Creotech Quantum w ramach spin-offu, które rynek teraz wycenia na ponad 240 zł – przyp. mój). Poza tym drobni inwestorzy mogą się zrzeszyć w ramach wielkiego funduszu inwestycyjnego, który już zostanie dopuszczony do udziału w emisji. Niestety taki jest cały świat, duży zawsze może więcej. Natomiast trzeba upominać się o swoje.
Załóżmy, że projektowana przez zarząd Creotech Instruments uchwała w sprawie emisji prywatnej akcji serii M zostaje przyjęta przez czerwcowe walne zgromadzenie. Co podpowiada Twoje doświadczenie w tej sprawie? W jaki sposób mogą zareagować inwestorzy detaliczni, którzy poczują się pokrzywdzeni?
Czy ktokolwiek zostanie pokrzywdzony to się okaże dopiero kiedy poznamy wielkość ewentualnego dyskonta w cenie emisyjnej. Jeśli nie ma istotnego dyskonta, wtedy każdy inwestor może na giełdzie dokupić akcji po cenie zbliżonej do emisyjnej. Przede wszystkim jednak, zamiast czekać na ewentualne pokrzywdzenie, zawsze rekomenduję akcjonariuszom aktywny udział w walnym zgromadzeniu. Póki uchwała nie zostanie podjęta można przecież spróbować oddziaływać na jej treść.
Czy w swojej wieloletniej karierze zawodowej spotkałeś się z jakimiś przypadkami, że odpowiednia reakcja inwestorów, w tym detalicznych, co do emisji akcji, spowodowała, że spółka dokonała korekty planów? Jeśli tak, to jak to wyglądało?
Zdecydowanie tak, osobiście wielokrotnie podejmowałem takie interwencje. Mechanizm jest bardzo prosty: zwracam uwagę na słabe strony opublikowanych projektów uchwał i proponuję rozwiązanie typu „wilk syty i owca cała”. Po drugiej stronie stołu najczęściej siedzą ludzie dobrej woli, którzy chcą robić biznes i nie spierać się ze mną.
Dziękuję za rozmowę.
———————
CZYTAJ WIĘCEJ O GPW:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
——————————
ZOBACZ NASZE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Co wtorek „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy z ciekawymi ludźmi o pieniądzach, wideokomentarze i felietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube. A co ostatnio ukazało się w subiektywnym kanale na Youtubie?
——————————
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedinie jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTubie subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!
———————————
zdjęcie tytułowe: Creotech












