SpaceX złożył do amerykańskiej komisji papierów wartościowych prospekt emisyjny, zapowiadający przeprowadzenie oferty publicznej akcji oraz wejście na giełdę Nasdaq. Oferta ma być rekordowa, gdyż jej wartość jest planowana na 75 mld dolarów, a spółka ma uzyskać wycenę rynkową 1,75 biliona dolarów. I automatycznie wskoczy do dziesiątki najcenniejszych firm świata. Czy polski inwestor będzie mógł kupić akcje SpaceX? Wyjaśniam!
Kolejna odsłona podboju kosmosu odbywa się dziś. Późnym wieczorem polskiego czasu wystartuje misja Artemis II, czyli pierwszy lot księżycowy (wokół jego orbity, nie z lądowaniem) od 53 lat, gdy największa światowa potęga ruszyła z eksploracją planety w ramach programu Apollo. To przymiarka do ponownego lądowania człowieka na Księżycu. Z całą pewnością zwiększy to zainteresowanie zarabianiem na inwestycjach kosmicznych. Będą okazje. I to jakie!
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Kosmos jest jednym z najgorętszych tematów inwestycyjnych ostatnich miesięcy. Widać to głównie na rynku prywatnym (czyli tam, gdzie inwestują fundusze venture capital). Według szacunków Generation Space inwestorzy wydali 12,4 mld dolarów na finansowanie technologii kosmicznych (dotychczasowy szczyt z 2021 r. wyniósł 10,9 mld dolarów). Za ok. 60% tych inwestycji odpowiadał kapitał amerykański.
Ożywienie da się zauważyć też na rynku giełdowym. W 2025 r. kapitał z publicznych emisji akcji pozyskały m.in. Firefly Aerospace, Voyager Technologies i Karman Holdings. Pierwsza z wymienionych spółek, której lądownik Blue Ghost pomyślnie wylądował na powierzchni Księżyca w marcu zeszłego roku, zebrała 868 mln dolarów przy dużym zainteresowaniu inwestorów (spółka podwyższała widełki cenowe).
Kosmos na giełdzie coraz bardziej w modzie
Poza rynkiem pierwotnym (czyli nowymi emisjami akcji) zainteresowanie spółkami kosmicznymi widać też, jeśli chodzi o wyceny spółek znajdujących się w obrocie giełdowym. S&P Kensho Global Space Index, czyli miernik koniunktury w tej branży gospodarki, zyskał w ciągu ostatniego roku na wartości 69,4%. A więc znacznie więcej niż ogólny indeks S&P500, obrazujący nastroje inwestorów.

Źródło: Generation Space
Wiele z firm działających na rynku eksploracji kosmosu zachowywało się dużo lepiej niż „kosmiczny” indeks. Polski Creotech Instruments (skrót CRI na poniższej grafice) zwyżkował w ostatnim roku o 212%. Pokaźne zyski zapewniły też najlepsze światowe firmy SpaceTech – Intuitive Machines (LUNR) poszedł w górę 120%, RocketLab (RKLB) zyskał na wartości 221%, zaś AST MobileSpace (ASTS) dał inwestorom stopę zwrotu 225%.
Wszystkich aspirujących do pozycji lidera pogodził Planet Labs (PL), którego akcje zyskały na wartości 725%. Z perspektywy S&P Kensho Global Space poprzedni rok okazał się najbardziej udany dla inwestorów w całej historii obliczania indeksu (niezbyt długiej), gdyż jego wartość podniosła się o 59% (poprzedni najbardziej owocny rok przyniósł 41% wzrostu).

Źródło: opracowanie własne na podstawie Standard & Poor’s i TradingView
To prawdopodobnie nie koniec apetytów emitentów z biznesu kosmicznego. Inwestorów już dziś elektryzuje oferta publiczna SpaceX, jednej z największych prywatnych spółek na świecie (i giganta kosmicznego). O takiej opcji wspominał nie raz Elon Musk, najbogatszy Ziemianin, który ma aspiracje kolonizacji Marsa. W grudniu 2025 roku o tym, że pomysł nabiera rumieńców, donosił „Wall Street Journal”.
W końcu SpaceX złożył prospekt emisyjny, co ostatecznie rozwiewa wątpliwości niedowiarków. Oferta publiczna galaktycznej spółki ma zostać przeprowadzona za kilka tygodni. Najprawdopodobniej jeszcze przed wakacjami, co niektórzy wiążą z tym, że 28 czerwca przypadają urodziny Elona Muska. Najlepszymi prezentami są te, które sami sobie wręczamy, gdyż wiemy, czego dokładnie chcemy.
Potwierdzeniem, że plany gigantycznej sprzedaży akcji i debiutu SpaceX na giełdzie zdają się materializować, może być najnowsza uchwała zarządu giełdy Nasdaq, który 30 marca br. złagodził kryteria kwalifikacyjne do indeksu Nasdaq 100. Wejdą one w życie 1 maja. Zwykle awans do tego najważniejszego miernika koniunktury w segmencie akcji technologicznych zabierał długie miesiące (trzeba było nabrać stażu w notowaniach). Po najnowszej zmianie wystarczy odpowiednia kapitalizacja rynkowa i handel tylko przez 15 sesji giełdowych.
To duży ukłon w kierunku debiutantów, którzy mogą pochwalić się krótką historią kwotowań. W podtekście oczywiście jasne jest, że władze parkietu technologicznego chętnie przyjmą w trybie ekspresowym takie spółki jak SpaceX, OpenAI czy Anthropic.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
SpaceX, czyli największa oferta publiczna wszech czasów za rogiem
Zapowiada się gigantyczna oferta publiczna akcji, ponieważ SpaceX zamierza uzyskać od inwestorów aż 75 mld dolarów. Gdyby ten plan powiódł się, o co raczej nie będzie trudno, jeśli nie nastąpi jakiś nieprzewidziany kataklizm rynkowy na wzór pandemii COVID-19 – to papiery kosmicznej korporacji zapewne będą sprzedawały się jak świeże bułeczki.
Ewentualny sukces tej oferty IPO doprowadzi do detronizacji Saudi Aramco, które dokonało największej sprzedaży akcji w grudniu 2019 r. Gigant naftowy pozyskał wówczas od inwestorów 25,6 mld dol. Detronizacja nastąpi z hukiem, ponieważ oferta SpaceX ma stanowić niemal trzykrotność rozmiaru kapitału zdobytego przez dotychczasowego lidera. Firma założona przez przedsiębiorcę, którego powszechnie kojarzy się z sukcesem Tesli, stanie się przy tym największym debiutantem na giełdzie Nasdaq (do tej pory była nim Meta, czyli poprzednio Facebook). Poniżej największe oferty publiczne w historii:

Źródło: opracowanie własne na podstawie Renaissance Capital
Zbliżające się IPO SpaceX budzi emocje wśród inwestorów. Szum ekscytacji dochodzi z platformy predykcyjnej Polymarket, za pomocą której inwestorzy obstawiają, jak będzie wyglądał ticker (skrót literowy), identyfikujący firmę. Zakładający się główkują, w jaki sposób zostaną oznaczone akcje SpaceX w obrocie giełdowym. Czy będzie to „X”, „SPCX”, a może jeszcze bardziej przyciągające uwagę „SEX” albo „MARS”?
Na razie przeważa pierwszy wariant – X. Wszak tak ma na imię jeden z synów najbogatszego przedsiębiorcy o korzeniach południowoafrykańskich. W rzeczywistości jego imię to X Æ A-12, a co za nim stoi, wystarczy poszukać w sieci, gdzie matka dziecka, piosenkarka Grimes, wyjaśnia mistykę tej nazwy. Musk ma słabość zresztą do tej litery, gdyż niemal natychmiast po przejęciu kontroli nad Twitterem przemianował go na „X”.
Na marginesie można dodać, że część rodziców, siląc się na oryginalność, bada nieodkryte, wydawałoby się, obszary dotyczące imion. W Szwecji w sporze sądowym z organami podatkowymi jest para, która nadała swojemu dziecku imię Metallica, co zakwestionował fiskus, twierdząc, że jest ono „nieodpowiednie”. Oryginalność nie pojawiła się nagle jako znak naszych czasów. Angielskie spisy ludności z XVIII i XIX wieku dowodzą wymyślnych popisów imieniotwórczych. Mnie z tej listy zapadło w pamięć imię „Cholera Plague”.
W sprawie SpaceX twardy orzech do zgryzienia mają też analitycy banków inwestycyjnych, ponieważ wygląda na to, że konieczna stanie się zmiana nazwy Mag7. Najprościej przemianować grupę, do której zalicza się obecnie Nvidię, Apple, Alphabet, Microsoft, Amazon, Meta Platforms i Teslę, na Mag8, ale to wydaje się zbyt banalne. Zwłaszcza że prawdopodobnie w najbliższych kwartałach zadebiutują też akcje OpenAI i Anthropica, co wywoła potrzebę kolejnej, nowej nazwy.

Źródło: opracowanie własne na podstawie CMC
O tym, że dokooptowanie SpaceX do Mag7 jest przesądzone, świadczy gigantyczna kapitalizacja giełdowa, jakiej spodziewają się analitycy. Kosmiczna firma wielokrotnie sięgała po rundy finansowania kapitałem udziałowym na rynku prywatnym. Każda kolejna seria emisji akcji wyceniała coraz wyżej wartość całego przedsiębiorstwa, a do tego ostatnio SpaceX przejęło xAI, firmę specjalizującą się w rozwiązaniach z zakresu sztucznej inteligencji.

Źródło: Payload
Całe SpaceX w ramach IPO ma być wycenione na 1,75 biliona dolarów, co oznaczałoby, że bezproblemowo spółka wskoczyłaby pod względem kapitalizacji rynkowej do czołowej dziesiątki globu – zajęłaby obecnie siódmą pozycję między Saudi Aramco a Taiwan Semiconductor (TSMC).
Konstrukcja oferty akcji SpaceX ma sprzyjać detalowi
Z informacji kuluarowych wynika, że oferta publiczna SpaceX ma zostać skrojona z uwzględnieniem potrzeb inwestorów detalicznych. Zadbać ma o to sam Elon Musk, który widzi w nich sojuszników. Tym bardziej że wielu z nich jest konsumentami produktów tworzonych przez spółki, na które znaczący wpływ ma ten słynny (i kontrowersyjny) przedsiębiorca. Bez oddanej społeczności skupionej wokół Tesli czy portalu X nie byłoby mowy o sukcesach tych firm. Musk ceni lojalność.
Doskonale pamięta zmagania z jesieni zeszłego roku, gdy ważyły się losy prawie bilionowego programu motywacyjnego Tesli, skierowanego do niego. Część inwestorów instytucjonalnych kręciła nosem na gigantyczne apanaże, które miały zostać przyznane biznesmenowi. Co innego inwestorzy detaliczni. Ci akurat dopisali i „nie marudzili”. Musk świetnie pamięta, że podczas głosowania na walnym zgromadzeniu nad olbrzymim programem motywacyjnym dla niego 90% „detalu” opowiedziała się za przyznaniem gratyfikacji.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Zresztą sam SpaceX ma w swojej historii epizod, gdy w 2022 r. spółka toczyła jedną z batalii regulacyjnych z Federalną Komisją Łączności, a wtedy przedsiębiorca poprosił abonentów sieci Starlink, by wysyłali pisma popierające stanowisko firmy w sporze z nadzorcą telekomunikacyjnym.
To jeden z powodów, dlaczego podczas oferty publicznej SpaceX chce uhonorować posiadaczy o mniejszych zasobach kapitałowych, którzy należą do fanklubu Muska. W warunkach amerykańskich zwykle przewiduje się 5–10% puli oferty publicznej dla „detalu”. Reszta przypada inwestorom instytucjonalnym. Tym razem ma być inaczej.
Elon Musk chce, aby do 30% oferty publicznej trafiło do inwestorów detalicznych, a może nawet nieco więcej. Ma to mieć swoje konsekwencje w podziale zadań poszczególnych banków inwestycyjnych, tworzących konsorcjum dystrybucyjne. W miejsce tradycyjnej rywalizacji ma wejść specjalizacja.
Bank of America został podobno wybrany przez Muska do obsługi krajowej dystrybucji detalicznej. A Morgan Stanley ma obsługiwać inwestorów z mniejszym kapitałem poprzez swoją platformę internetową – E*Trade, którą ten trzeci co do wielkości bank inwestycyjny świata przejął w 2020 r. Naturalnie na takie rozwiązanie krzywią się inni brokerzy detaliczni, z Robinhoodem i SoFi na czele.
Odmiennie ma wyglądać również marketing związany z ofertą. Zamiast klasycznego „kolędowania” po inwestorach w centrach finansowych największych aglomeracji Musk zaprasza wszystkich zainteresowanych do odwiedzin różnych placówek SpaceX. W grę oczywiście wchodzi przede wszystkim kalifornijska centrala. Do siedziby spółki nietrudno będzie trafić inwestorom. Wystarczy dotrzeć do Hawthorne i rzucić taksówkarzowi „Rakietowa 1”, a ten bezbłędnie zrozumie, dokąd zmierza pasażer.
Elon Musk najwyraźniej chce, by przyszli współwłaściciele biznesu, który stworzył w 2002 r., samodzielnie poczuli, jak on chodzi. Dlatego poza odwiedzinami w centrali zaprasza ich do wizyt w zakładach produkcyjnych, w tym w rozległym kompleksie w okolicach lotniska w Los Angeles, lub w lokalizacji startowej rakiet w pobliżu Cape Canaveral na Florydzie.
Być może dla części „starych” inwestorów pojawią się dodatkowe zachęty. Chodzi o preferencyjne traktowanie podmiotów, które kiedyś uwierzyły w Teslę, co podczas burzliwego walnego zgromadzenia debatującego nad blisko bilionowym programem motywacyjnym zapowiedział Musk.
Wydłużony ma zostać termin zakazu zbywania akcji (lock-up) nabytych przez menedżerów spółki przed IPO. W realiach amerykańskich lock-up zwykle wygasa po upływie sześciu miesięcy od debiutu giełdowego. Tym razem ma być termin wydłużony, co dotyczyć będzie wczesnych inwestorów oraz pracowników, choć szczegółów na jak długo brak.
CZYTAJ TEŻ O WYPOCZYNKU W KOSMOSIE:
Czy Polak będzie mógł zapisać się na akcje SpaceX?
Zapewne takie pytanie postawią sobie z miejsca polscy inwestorzy. Wiele będzie zależeć od zapisów prospektowych, które poznamy, gdy tylko dokument zostanie upubliczniony (na razie ma charakter poufny). Gigantyczny rozmiar oferty SpaceX nakazuje założyć, że będzie ona mieć charakter międzynarodowy. Problem inwestorów detalicznych polega na tym, że są oni w USA nieco inaczej traktowani niż na rodzimym rynku.
W Polsce wystarczy posiadać rachunek inwestycyjny i wpłacić na niego niewygórowaną kwotę, odpowiadającą iloczynowi ceny akcji w IPO i minimalnej liczby planowanych do kupna akcji, którą określa prospekt emisyjny. Z reguły maksymalnie kilka tysięcy złotych wystarcza, żeby stać się posiadaczem papierów przyszłego debiutanta. W Stanach Zjednoczonych jest inaczej. Przed inwestorem detalicznym pojawiają się schody w postaci dużo większych wymagań dla skutecznego złożenia Deklaracji Zainteresowania (ang. Indication of Interest – IOI).
Złożenie IOI nie gwarantuje przy tym otrzymania akcji – to duża różnica w porównaniu z Polską, gdzie w razie nadsubskrypcji zapisy są proporcjonalnie redukowane. W rodzimych realiach rynku kapitałowego jakąś liczbę akcji otrzyma się, natomiast w amerykańskich możemy zostać pominięci w alokacji. Wiele w tej materii zależy od brokera, u którego trzeba założyć rachunek inwestycyjny.
CZYTAJ O PODATKACH OD ZAGRANICZNYCH AKCJl:
Pierwszą barierą, którą można napotkać, jest rezydencja podatkowa. Brak pełnej rezydencji amerykańskiej dyskwalifikuje inwestora do otwarcia konta (tak postępuje na przykład E*Trade), choć niektórym brokerom wystarcza posiadanie wizy amerykańskiej przez aplikującego o konto.
Kolejną barierą mogą być minimalne wymogi kapitałowe, które trzeba wypełnić. W efekcie z inwestora detalicznego robi się już wcale nie taki detaliczny – potrzeba posiadania całkiem sporych aktywów, a dodatkowo z reguły chodzi o płynne (w co nie wlicza się choćby nieruchomości czy posiadanych biznesów). Dla przykładu Fidelity wymaga, aby w zależności od rodzaju IPO dysponować minimum 100 000 dolarów lub 500 000 dolarów aktywów, do czego nie zalicza się m.in. kapitału gromadzonego na rachunkach na potrzeby emerytalne.
Droga do nabycia akcji SpaceX w IPO wydaje się zatem wyboista. Przeznaczona jest raczej dla inwestorów detalicznych, którzy posiadają już niemały majątek. Jednocześnie oferta kosmicznej spółki zdaje się rozgrzewać inwestorów z całego świata, dlatego w miarę przybliżania się do niej, możemy poznać nowe ciekawe oferty brokerów, które jednak dadzą szerszy dostęp do papierów SpaceX. Na razie to wygląda to tak, że szczęśliwym posiadaczem akcji spółki przeciętny inwestor detaliczny może stać się dopiero z chwilą debiutu giełdowego.
————————-
CZYTAJ TEŻ:

——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
zdjęcie tytułowe: Arthur Ribeiro, SpaceX Imaginery/Pixabay






