Fintechowa aplikacja ZEN – mająca ambicje ścigać się z Revolutem o rząd młodych polskich dusz – od niedawna umożliwia zamówienie karty co-brandowej z wizerunkiem partnera. To oznacza, że w ZEN chyba znaleźli sposób na przeniesienie kosztu karty płatniczej z instytucji finansowej i klienta na… sklep. Czy to ma sens? Ile kosztują takie gadżety? Czy korzyści z zamówienia takiej karty są realne? Ten pomysł ma kilka niedociągnięć. Jak go „dociągnąć”?
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Regularnie omawiamy dla Was sytuację większych fintechów. Tutaj Jakub Samcik sprawdził, co nam mówią wyniki Revoluta za zeszły rok. Z kolei w tym miejscu Marcin Kuchciak przeanalizował wycenę Klarny. To rynkowi potentaci z milionami klientów, ale mniejsi gracze też próbują przetrwać i rozpychają się na rynku. Jednym z nich jest aplikacja ZEN, która działa już na 32 rynkach w Europie i w Azji. Obecnie raportuje 1,5 mln aktywnych klientów indywidualnych i 10 000 firm. ZEN udaje się wypracować też dodatnią rentowność (od 2023 roku spółka raportuje zysk). To ważne, bo właśnie zbyt mała skala działalności jest „kilerem” wielu fintechów.
Aplikacja ZEN wprowadza karty co-brandowe
Jeżeli przyłożyć ucho tu i tam, to można usłyszeć, że program lojalnościowy ZEN jest jednym z lepszych. Klienci, regularnie płacący kartą płatniczą, w żadnej innej instytucji finansowej (lub pozafinansowej jak np. Payback) nie są w stanie osiągnąć porównywalnych zwrotów.
Nie da się ukryć, że korzyści z regularnego płacenia kartami ZEN są jedne z lepszych na rynku. Z kilku powodów: po pierwsze w wielu sklepach można uzyskać natychmiastowy cashback (a nie np. odroczony o 90 dni jak u konkurencji). Po drugie za każdy zakup kartą ZEN Pro można zbierać „odłamki” i „kamienie”, co w dłuższym okresie daje dodatkowy zwrot (szerzej opisałem to w tym miejscu).
Po trzecie aplikacja ZEN umożliwia rejestracje kart płatniczych w programie „Bezcenne Chwile”, który zapewnia nam dodatkowy zwrot (programy łączą się). Po czwarte ZEN dorzuca w pakiecie dodatkowe korzyści, takie jak przedłużona gwarancja na elektronikę czy ochrona zakupów.
Jasne – zawsze można zmaksymalizować korzyści i do każdej transakcji dobierać inny program lojalnościowy. Znam osoby, które tak robią i bardzo dobrze na tym wychodzą. Problem w tym, że takie indywidualne podejście zajmuje kupę czasu. Jeżeli jednak ktoś chce po prostu założyć konto, zapomnieć o wszystkim i korzystać z karty (i aplikacji), to – moim zdaniem – trudno znaleźć wyższe zwroty niż za pośrednictwem ZEN.
W marcu aplikacja ZEN została wzbogacona o kolejną nowinkę – o tzw. karty co-brandowe. Są to normalne karty płatnicze, ale z wizerunkiem partnera albo, jak ja wolę to nazywać, sponsora. Korzystanie z nich ma zapewniać użytkownikom dodatkowe benefity. Co ciekawe, karty z wizerunkiem są także dostępne w formie karty wirtualnej. Pierwszym z takich partnerów została Kuchnia Vikinga, a karty wyglądają tak:

W komunikacie prasowym ZEN poinformowano, że współpraca z Kuchnią Vikinga to dopiero początek, a kart z wizerunkiem partnerów ma być więcej. Podobno są już finalizowane wdrożenia z kolejnymi firmami. Uruchomiono też specjalną podstronę, na której zainteresowani mogą zgłaszać się do współpracy.
Karty z logo sponsora: niewykorzystana szansa czy projekt z góry skazany na porażkę?
Karty płatnicze z jakimś wizerunkiem nie są niczym nowym. Banki od dawna umożliwiają wybór personalizowanych tematycznie kart. Były już karty z nawiązaniem do sztuki, ekologii, naszego kraju i tak dalej. Są karty ze zwierzętami, grami komputerowymi, sportem i tak dalej. Szczególnie młodsi konsumenci doceniają „prestiż” płacenia takimi kartami. Są też karty, które możemy sami zaprojektować. Tutaj przykład karty Visa Foto od mBanku, do której możemy wybrać wizerunek:

Aplikacja ZEN idzie jednak o krok dalej. Nie tylko umożliwia zamówienie karty z wizerunkiem jakiegoś sklepu (partnera, sponsora – jak zwał, tak zwał), ale również obiecuje korzyści za korzystanie z właśnie tej konkretnej karty. Mając ją w portfelu, mamy widzieć różnice w płaceniu. Niestety widzę kilka wad tego pomysłu.
Po pierwsze już teraz niektóre osoby, które lepiej optymalizują swoje zakupy, mają w portfelu kilka kart płatniczych. Jeżeli karty co-brandowe by się rozpowszechniły, to takie osoby musiałyby mieć… kilka kart z każdej instytucji finansowej. Po drugie pożądane programy lojalnościowe to takie, które łączą, a nie dzielą. Jeżeli aplikacja ZEN wdroży kolejne karty partnerskie, to okaże się, że nie wystarczy już analiza, z którego programu lojalnościowego skorzystać przed zakupem. Teraz trzeba będzie jeszcze pomyśleć, której karty danego wystawcy użyć. Chyba nie o to chodzi.
Dużo trudniej będzie też zarządzać tymi kartami. Pamiętajcie, że każdy chce, aby jego zakupy były szybkie i wygodne. Między innymi dlatego największe serwisy internetowe umożliwiają zachowanie danych naszych kart. Teraz w różnych serwisach będziemy mieć… zachowane różne karty. Przydatną umiejętnością stanie się zapamiętywanie ostatnich czterech cyfr karty.
Po trzecie na razie korzyści z zamówienia takiej karty są, delikatnie pisząc, mizerne. Mamy otrzymać cashbackiem za zakupy u partnera, którego wizerunek widnieje na karcie, bez konieczności wcześniejszego korzystania z dedykowanego linku. Z tego, co dopytałem, cashback wynosi 1% i może być okresowo zwiększany.
Raz w miesiącu otrzymuje się też zwrot za wydatki na tzw. zdrowie. Za każde wydane 500 zł (możemy otrzymać trzy takie nagrody w miesiącu) można otrzymać 30 odłamków (jakieś 3,70 zł) i 1000 pkt doświadczenia. Oprócz tego mają być jakieś tajemnicze dedykowane promocje, ale… skoro nie ma ich na starcie, to chyba nie będą powalające.
Po czwarte zastanawiam się, czy ewentualne korzyści w ogóle przeważą nad kosztami. W planie Gold (opłata 4 zł miesięcznie) bezpłatne jest wydanie jednej karty fizycznej i jednej wirtualnej. W planie PRO (9,99 zł miesięcznie) bezpłatne są dwie karty fizyczne i trzy wirtualne. Kolejne karty fizyczne kosztują 45 zł, a wirtualne 22 zł. Gdy pojawi się więcej partnerów do wyboru, to… może być różnie.
Po piąte jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której wydajemy więcej tylko po to, aby osiągnąć jakąś korzyść. Gdybyśmy płacili zwykłą kartą płatniczą, to nasz wydatek mógłby być mniejszy (lub nawet zerowy). W rezultacie opłacalność takiej karty realnie spadnie.
Czy naprawdę potrzebujemy kilku kart zamiast jednej?
W teorii pomysł na karty co-brandowe brzmi dobrze. W ZEN pewnie wymyślili sobie, że stworzą kilka kart dla różnych grup odbiorców. Kartę z logo Kuchni Vikinga dla osób lubiących zdrowy tryb życia, inną (jeszcze nie wiadomo, kto zostanie sponsorem) dla studentów, jeszcze inną dla podróżników, następną dla łowców okazji internetowych, kolejną dla graczy i tak dalej.
Każda z nich miałaby dawać określone korzyści dla danej grupy. Problem w tym, że ja przecież mogę być jednocześnie graczem, podróżnikiem i zdrowo się odżywiać. To bardzo prawdopodobne. Mam wtedy zamówić kilka kart? I jeszcze pamiętać, której kiedy użyć? Brzmi średnio.
Jak można to było zrobić lepiej? Wydaje mi się, że powinna być jakaś forma symbiozy między kartami z różnymi wizerunkami. Mogłoby być tak, że wybieramy jedną z dostępnych kart co-brandowych, ale korzyści mamy wspólne dla wszystkich kart z wizerunkiem sponsora. Na razie aplikacja ZEN dorzuca w pakiecie tylko swoje „ZENefity”.
Po drugie korzyści z płacenia daną kartą powinny być zauważalne. Twórcy z ZEN mają rację, że reklama w portfelu jest innowacyjna, ale warto też pamiętać, że reklama, z której nie ma żadnych realnych benefitów, potencjalnie staje się frustrująca. Może wzbudzać negatywne skojarzenia, co odbije się także i na partnerze, którego wizerunek znalazł się na karcie.
Oczywiście w tej kwestii aplikacja ZEN nie ponosi całej winy. Tak naprawdę piłka jest po stronie partnera (Kuchni Vikinga i innych w przyszłości), który ustala dedykowane korzyści dla karty ze swoim wizerunkiem. Wydaję mi się jednak, że – podczas negocjacji ze sponsorami – ZEN powinien wymuszać jakiś minimalny poziom benefitów dla użytkowników kart. Mam szczerą nadzieję, że nie będą akceptować każdego, kto się zgłosi.
Podsumowując, aplikacja ZEN znalazła sposób, który de facto przenosi opłatę za korzystanie z karty na odbiorcę płatności. W zamian ten ostatni otrzyma dostęp do puli klientów ZEN i będzie mógł zareklamować się w ich portfelach. Niestety na razie realizacja tego pomysłu nie jest zbyt udana i nie wróżę zbyt wielu użytkowników takich kart.
Chociaż, gdybym był właścicielem dużej firmy, żyjącej ze sprzedaży detalicznej, to oczywiście myślałbym o tym, aby zlojalizować klientów. Tylko do tego trzeba czegoś więcej niż pozornych korzyści. Zobaczymy, w jakim kierunku to będzie zmierzać. Będę obserwował dalszy rozwój aplikacji ZEN i jej funkcjonalności.
Zdjęcie główne: Freepik

