Jakie są najważniejsze wyzwania dla globalnej gospodarki w nadchodzących latach? Prof. Dani Rodrik, ekonomista z Uniwersytetu Harvarda, w trzech krokach definiuje nasz świat. I wskazuje megatrendy, które trzeba obserwować, bo to w nich będzie się działo najwięcej. Wygląda na to, że stoimy u progu nowej transformacji gospodarczej. Taką tezę wyczytałem z wykładu wygłoszonego na otwarcie XI Kongresu Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Poznaniu przez naukowca z Harvardu
Przyzwyczailiśmy się myśleć, że skutecznie przeszliśmy przez okres transformacji gospodarczej lat 90. XX wieku i obecnie możemy już spokojnie zmierzać prostą i jasno wytyczoną ścieżką gospodarki rynkowej do coraz większego dobrobytu. Ponieważ nad sukcesem transformacji gospodarczej pracowało kilka pokoleń Polaków, nie dziwi, że obecnie kolejne pokolenia chciałyby trochę odpocząć. Niestety świat pędzi do przodu i nie pozostawia złudzeń: czeka nas nowa transformacja.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Według prof. Daniego Rodrika świat stoi obecnie wobec trzech kluczowych wyzwań, które wymagają zupełnie nowej i przemyślanej w nowy sposób polityki przemysłowej. To wyzwanie wymagające zupełnie nowego paradygmatu myślenia o gospodarce. Sprawa dotyczy całego świata i jest zjawiskiem globalnym, bo nie ominie w nadchodzących latach żadnego zakątka naszego globu. Jakie to wyzwania i jak wobec nich powinna zachować się nasza gospodarka? I jak powinniśmy wobec nich układać nasze inwestycje?
Niekończąca się historia, czyli wyzwania transformacji
Według Daniego Rodrika transformacja gospodarcza, która nas – jak ludzkość – czeka, wymaga nowej polityki. Trzy globalne wyzwania przekraczają skalą możliwości rynku, który do pewnego stopnia może sam „zarządzać” transformacją. Jakie wyzwania ma na myśli ekonomista z Harvardu? Po pierwsze kryzys klimatyczny i konieczność szybkiej dekarbonizacji, po drugie zanik stabilnych miejsc pracy i osłabienie klasy średniej, a po trzecie spowolnienie wzrostu w krajach rozwijających się wynikające z wyczerpania tradycyjnego modelu industrializacji.
Jeśli ktoś pamięta nasz polski okres transformacji gospodarczej w latach 90. XX wieku, to na pewno przypomina sobie, jak ważne było to, żeby jak najszybciej poprawić efektywność sektora produkcyjnego. Chodziło o to, żeby szybko zaspokoić potrzeby konsumpcyjne w kraju, który cierpiał na chroniczny brak produktów przemysłowych w systemie socjalistycznym, a także zbudować bazę dla rozwoju sektorów eksportowych, które miały zapewnić Polsce stabilne przychody i wzrost gospodarczy oparty na konkurencyjności tanich i dobrych produktów.
Co się zmieniło w światowej gospodarce? Czy chodziłoby teraz tylko o poprawienie dotychczasowych mechanizmów, czy jednak o coś zupełnie nowego? W koncepcji prof. Rodrika celem polityki przemysłowej nie jest już wyłącznie rozwój produkcji, lecz przede wszystkim zwiększanie produktywności sektora usług, bo tam będzie powstawać większość zatrudnienia. Dodatkowo skuteczna polityka powinna być „elastyczna, eksperymentalna, zdecentralizowana i nastawiona na rozwiązywanie konkretnych problemów”, a nie na wybieranie sektorowych „zwycięzców”.

Dani Rodrik zastanawia się, jak podejść do tych wyzwań odpowiedzialnie i kto właściwie miałby być odpowiedzialny za to, żeby po takiej krótkiej diagnozie zakasać rękawy i wpłynąć na zmiany w odpowiednim kierunku. Po pierwsze kryzys klimatyczny wymusza gwałtowną i głęboką transformację energetyczną. Rynek nie jest w stanie samodzielnie zapewnić inwestycji, skali i tempa niezbędnych do szybkiej dekarbonizacji, dlatego państwo musi aktywnie wspierać rozwój zielonych technologii, redukcję kosztów ich wdrożenia oraz łagodzenie barier początkowych.
Drugim wyzwaniem jest erozja klasy średniej w krajach rozwiniętych. Skąd wzięło się to zjawisko i dlaczego jest takie istotne? Klasa średnia była przez dekady w XX wieku i na początku wieku XXI oparciem dla systemu kapitalistycznego, pracowała, zarabiała i konsumowała najwięcej. Obecnie widać stagnację jej dochodów, kurczenie się stabilnych miejsc pracy i rosnące koszty życia. To zwiększa poczucie niepewności, a wymiarze społecznym i politycznym sprzyja populizmowi, który odrzuca model oparty na systematycznym budowaniu produktywności gospodarki.
Trzecim wyzwaniem jest osłabienie dynamiki wzrostu w krajach rozwijających się wynikające z wyczerpywania się tradycyjnego modelu industrializacji opartego na eksporcie i taniej sile roboczej. Ten punkt, mimo tego że ostatnio głośno jest o naszym kraju jako o 20. największej gospodarce świata, dotyczy jak najbardziej naszego dotychczasowego modelu rozwoju. Na tym zbudowaliśmy nasz wzrost PKB w ostatnich 30 latach. Obecnie digitalizacja i automatyzacja zmniejszają przewagi, które kiedyś umożliwiały nam szybkie doganianie krajów bogatych.
W obliczu tych procesów tradycyjne podejście do polityki przemysłowej jest niewystarczające. Kluczowe jest skoncentrowanie się nie tylko na przemyśle, lecz również — a często przede wszystkim — na sektorze usług, który jest dziś głównym źródłem zatrudnienia i będzie nim w przyszłości. Wzrost produktywności usług jest niezbędny, aby odbudować klasę średnią, podnieść efektywność gospodarki i zapobiec dalszej polaryzacji społecznej. Ten wzrost jest możliwy, a produktywność rośnie szybciej w sektorach pozaprodukcyjnych.

Nie produkcja, tylko usługi podstawą zmian
Produkcja kontra usługi – to wielki dylemat ostatnich lat w wielu krajach, w tym tych najwyżej rozwiniętych. Co powinno być podstawą polityki i na czym powinien opierać się wzrost w kolejnych dekadach? Polityka przemysłowa tradycyjnie koncentrowała się na produkcji. Jednak ekonomiczne przesłanki polityki przemysłowej nie dotyczą, zdaniem ekonomisty z Harvardu, wyłącznie przemysłu wytwórczego. Znaczenie produkcji w gospodarce zmalało we wszystkich krajach rozwiniętych – to również wnioski z wcześniejszych badań Daniego Rodrika.
Dezindustrializacja zatrudnienia była bardzo wyraźna w Stanach Zjednoczonych, w których udział produkcji w zatrudnieniu wynosi obecnie poniżej 10%. Ta cecha jest wspólna dla wszystkich gospodarek rozwiniętych, nawet takich jak Niemcy, Korea Południowa czy Tajwan, które starają się utrzymać globalnie konkurencyjne sektory wytwórcze. Jednak również w Chinach, fabryce świata, spada zatrudnienie w produkcji. W wyniku globalnej konkurencyjności kraje o niższych dochodach mają trudności z rozwojem przemysłów wytwórczych i doświadczają przedwczesnej dezindustrializacji.

Jakie są tego konsekwencje? Jeśli państwa chcą zwiększać produktywność gospodarki, to muszą wspierać sektory pozaprodukcyjne. To konieczne, jeśli polityka gospodarcza ma wspierać dobre miejsca pracy, czyli takie, które stanowią drabinę kariery do klasy średniej. Większość takich miejsc pracy będzie musiała powstać w sektorze usług. Pojawia się zatem pytanie, czy polityka rozwoju produkcji, zazwyczaj stosowana w przemyśle wytwórczym, może być również odpowiednia dla sektorów takich jak handel detaliczny, hotelarstwo, edukacja, opieka zdrowotna lub opieka długoterminowa.
Rodrik uważa, że nie ma dużo dowodów na korzyści z dotychczasowej przemysłowej polityki „sektorowej” w tych nowych obszarach. Atutem jest to, że tego typu usługi są wspierane przez praktyki zawodowe, szkolenia specjalistyczne, technologie, które pomagają pracownikom i poprawiają organizację pracy, a to sposoby elastyczne i miękkie. Nowa polityka przemysłowa ma wyglądać zupełnie inaczej niż dotychczasowa i polegać na współpracy między rządem a firmami w dążeniu do „bardziej rozproszonego zestawu celów”.
Strukturę starego i nowego podejścia pokazuje poniższe zestawienie w tabeli, w której ekonomista podsumowuje różnice między tymi tradycyjnymi i nowoczesnymi koncepcjami polityki przemysłowej, a właściwie obecnie bardziej gospodarczej. Na czym polega dotychczasowa i nowa koncepcja? Głównie na zwiększeniu elastyczności i miękkim dostosowaniu do różnych firm i wielkości biznesu.
Przykładowe punkty? Badania i rozwój – dotychczas głównie prywatne i chaotyczne, w nowej polityce mają się zmienić w innowacje połączone z nakładami publicznymi. Sektory budujące gospodarkę to dotychczas branże produkcyjne, a w nowej polityce mają to być usługi plus produkcja. Firmy składające się na potencjał świata to dotychczas duże, globalne firmy, a w nowej polityce mają to być firmy różnych rozmiarów, w tym małe i średnie. Rola państwa – dotychczas śledząca niedoskonałości rynku ex ante, czyli z wyprzedzeniem, w nowej polityce – wiedza na temat problemów występujących na rynku ma być rozproszona.
Rodzaje zachęt ze strony rządu to dotychczas podatki i dotacje, a w nowej polityce – usługi biznesowe, marketing, zarządzanie, szkolenia dostosowane do potrzeb, pożyczki na technologie ukierunkowane. Stosowanie zachęt – dotychczas głównie dla dużych firm, a w nowej polityce – zachęty mają być dostosowane do potrzeb i do kontekstu biznesowego. Kryteria wyboru – z góry określone, a w nowej polityce – dobrowolne. Warunki działania – dotychczas sztywne kryteria, a w nowej polityce – kryteria miękkie i ewoluujące. Relacje z odbiorcami – dotychczas na zasadzie niezależności, a w nowej polityce – na zasadzie współpracy i aktywnym zarządzaniu projektami.

Wielki powrót państwa w gospodarce?
Autor wykładu jest przeciwny temu, żeby nowoczesna polityka gospodarcza planowała odgórne strategie sektorowe. Państwo ma identyfikować konkretne bariery technologiczne, finansowe lub organizacyjne, a potem tworzyć warunki do eksperymentowania, uczenia się, rozwoju kompetencji oraz inwestycji publiczno-prywatnych. Ktoś pomyśli, czy rosnąca rola państwa nie spowoduje, że gospodarki przestaną być wolnorynkowe i oparte na własności prywatnej?
W diagnozie Rodrika państwo jest ważnym graczem, bez którego nie udadzą się zmiany, bo są zbyt kosztowne. Ale czy państwo będzie się rzadziej mylić niż rynek? Nie. Rodrik zachęca jednak do akceptacji niepewności i uznania, że część interwencji państwa będzie nieudana. Tym bardziej kluczowe powinno być tempo zdobywania wiedzy i możliwość dostosowywania się do zmian w trakcie rozwoju gospodarki. Ekonomista przywołuje udane doświadczenia krajów, które skutecznie rozwijały np. zielone technologie, w tym energię słoneczną i wiatrową. Dlaczego odniosły sukces?
Powodzenie mogło wynikać nie tyle ze scentralizowanego planu, o jakim zazwyczaj myślimy w przypadku projektów firmowanych przez państwo, ile z konkurowania między sobą różnych jednostek decyzyjnych, lokalnych eksperymentów, a także ze stopniowego wdrażania rozwiązań wynikających z poprzednich projektów. Podstawą w takim systemie byłaby zdecentralizowana sieć podmiotów publicznych i prywatnych. Taki ekosystem ze wsparciem państwa pozwalałby na szybszą identyfikację pomysłów, które mogą zadziałać, oraz eliminowanie tych, które nie przyniosą efektów.
A do czego ostatecznie miałaby zmierzać polityka gospodarcza i co społeczeństwa miałyby z niej mieć? Przede wszystkim: „tworzenie miejsc pracy wysokiej jakości, podnoszenie kompetencji i produktywności pracowników oraz wspieranie usług kluczowych dla dobrostanu społecznego”. Jakie są te kluczowe usługi? To edukacja, ochrona zdrowia, opieka, handel detaliczny czy usługi lokalne. Całość tej drogi wymaga nie tylko nowoczesnych technologii, lecz także innowacji organizacyjnych i inwestycji w kapitał ludzki, nie tylko w automatyzację i robotyzację.
Nacisk na usługi nie oznacza porzucenia przemysłu. Chodzi o „redefinicję roli przemysłu”. Przemysł ma wspierać zieloną transformację, dostarczając zaawansowanych technologii, materiałów, infrastruktury i rozwiązań energetycznych, ale kluczowa część rozwoju gospodarczego przesuwa się w stronę szeroko rozumianego sektora usług. To zdecydowanie inna diagnoza niż ta postawiona przez prezydenta USA Donalda Trumpa, który upiera się, że ponowna industrializacja i lokalna produkcja powinna stanowić remedium na problemy gospodarcze Ameryki.
Nic nie może być ważniejsze w rozwoju gospodarczym niż nowe miejsca pracy. To one tworzą wzrost gospodarczy, ale też dla nich wzrost gospodarczy istnieje. Polityka gospodarcza pozostawiająca nieco na uboczu sektory czysto produkcyjne, chociaż nie chodzi o to, że mają być zupełnie zarzucone, tworzy miejsca pracy w usługach i to usługach publicznych. Ten publiczny charakter wielu miejsc pracy będzie dodatkowym dowodem na to, że rola państwa w kolejnych dekadach nie będzie maleć, tylko rosnąć.
A jakie zawody mają powstawać w USA w najbliższej dekadzie? Tu z pomocą przychodzi amerykański Departament Pracy LBS, który na bieżąco analizuje najbardziej wzrostowe zawody przyszłości. W obecnym zestawieniu jest 20 zawodów, w których mają znaleźć zatrudnienie setki tysięcy Amerykanów w perspektywie 2034 roku. Większość z tych zawodów związana jest z technologiami transformacji energetycznej, medycyną, opieką i edukacją, a także najnowszymi technologiami informatycznymi.

Elastyczność, uczenie się, decentralizacja decyzji. To zadecyduje o sukcesie zmian
Dani Rodrik uważa, że skuteczna polityka gospodarcza XXI wieku musi być elastyczna, oparta na zdolności do szybkiego uczenia się oraz decentralizacji decyzji. Jej celem powinno być nie tylko zwiększenie konkurencyjności i innowacyjności, lecz również odbudowa stabilnej klasy średniej i umożliwienie krajom rozwijającym się znalezienia nowej ścieżki wzrostu gospodarczego w świecie poprzemysłowej rewolucji eksportowej. Tylko takie podejście pozwoli jednocześnie ograniczać emisję CO2, wzmacniać odporność społeczną i zapewniać długofalowy dobrobyt.
Jak naukowiec podchodzi do historii polskiej transformacji sprzed ponad 30 lat? „Pierwszy raz, kiedy przyjechałem do Polski, to było w listopadzie 1990 roku, Polska była w stanie niewypłacalności i deprywacji” – wspominał ekonomista w Poznaniu. „Ale potem wzrost, którego doświadczyła Polska, był naprawdę niesamowity i wyjątkowy” – dodał. Jego zdaniem do gospodarczego sukcesu naszego kraju przyczyniło się to, że mieliśmy duży potencjał do stosunkowo łatwego wzrostu, oraz to, że mogliśmy włączyć się w ekosystem Unii Europejskiej w sąsiedztwie Niemiec.
Ekonomista porównał Polskę do Meksyku. Meksyk jest geograficznie w pozycji trochę podobnej do Polski. Polska jest w pobliżu Niemiec, Meksyk w pobliżu Stanów Zjednoczonych. A z powodu udziału w NAFTA Meksyk miał podobną pozycję jak Polska w UE. Ale Meksyk nie doświadczył wzrostu ekonomicznego, tylko spadek produktywności. To oznacza, że nic nie jest przesądzone i nawet dobre sąsiedztwo i udział w dobrych organizacjach nie zapewnia automatycznie sukcesu. Ale po tym sukcesie trzeba przygotować się na to, że wzrost w Polsce będzie już mniejszy.
„Silnik niemiecki się zaciął, to będzie trudniejszy czas dla Polski.”
Tyle szacowny profesor z Harvardu. Gdyby potraktować jego diagnozę dla świata jako zakład, to jakie strategie inwestycyjne powinien wdrożyć inwestor indywidualny, któremu zależy nie na szybkim pomnożeniu kasy, ale na długofalowym inwestowaniu w perspektywie dekad? Postanowiłem to sprawdzić na przykładzie kilku ścieżek inwestycyjnych.

Wyzwania transformacji dla Kowalskiego. Jak wybrać strategię?
Co oznaczają dla inwestora indywidualnego nieco abstrakcyjne diagnozy makroekonomiczne na kolejne dekady? Czy warto się nimi przejmować i śledzić wypowiedzi znanych profesorów z Harvardu, jeśli może tego typu opinie nie mają aż takiego przełożenia na realną gospodarkę i nasze życie w skali mikro? Ścieżki wyznaczone przez Daniego Rodrika prowadzą w stronę zwiększonych inwestycji w OZE, elektryfikację, magazyny energii, sieci przesyłowe, efektywność energetyczną i technologie redukujące emisję CO2. To megatrendy długookresowe.
Gdyby je przełożyć na strategie inwestycyjne, to powinniśmy iść w kierunku ETF-ów na sektor OZE i na spółki infrastrukturalne, zajmujące się budową sieci energetycznych, ETF-y surowcowe, związane z transformacją energetyczną (miedź, lit, nikiel, metale ziem rzadkich), technologie energooszczędne, magazyny energii i baterie. Strategią w tych zakresach może być akumulowanie aktywów powiązanych ze zmianami w energetyce w długim okresie. Tego typu inwestycje mają bardzo długofalowy charakter, więc oparte na nich inwestycje finansowe powinny mieć wydłużony okres trwania.
Na co warto uważać, kiedy interesujemy się tymi rynkami? Inwestycje trwają latami, zmieniają się technologie oraz regulacje. To może powodować wahania wyceny nawet w inwestycjach teoretycznie obliczonych na długie lata. W portfelu warto więc mieć aktywa o różnym stopniu bezpieczeństwa i ryzyka, żeby zachować równowagę. W przypadku sektora energetycznego bezpieczne będą zapewne inwestycje związane z infrastrukturą, która w mniejszym zakresie podlega wahaniom technologicznym i regulacyjnym, a te bardziej ryzykowne to innowacyjne technologie, np. oparte na wodorze.
Jeśli nowe miejsca pracy będą przybywać w sektorze usług, np. w edukacji, zdrowiu, logistyce, opiece, handlu detalicznym i usługach lokalnych, ciekawe mogą być branże digitalizacji usług (spółki zajmujące się automatyzacją i optymalizacją procesów biznesowych), wdrożenia sztucznej inteligencji w usługach (firmy wykorzystujące AI do podnoszenia produktywności m.in. w finansach, medycynie, edukacji), technologie medyczne i „opiekuńcze” związane ze starzejącym się społeczeństwem oraz ETF-y związane z automatyzacją i robotyzacją usług, cyberbezpieczeństwem, chmurą, data center, software, AI oraz te oparte na megatrendach demograficznych.
Na co warto uważać w tym zakresie inwestycji? Jesteśmy w okresie wyraźnego „wzmożenia” na rynkach finansowych. Wszystko, co związane z rozwojem AI rośnie, niektórzy analitycy uważają jednak, że może to być bańka i czekają nas spadki wycen takich aktywów. Ciekawe mogą być ETF-y na AI, iCloud, chipy, a także na robotykę i automatyzację procesów biznesowych, quantum computing. Inwestycjami wysokiego ryzyka byłyby na pewno startupy z ciekawymi potencjalnie wzrostowymi projektami biznesowymi. Jednak warto pamiętać, że samo koncentrowanie się na AI nie zapewnia biznesowego sukcesu, wiedzą o tym nawet startupy z Doliny Krzemowej jak OpenAI.
Jeśli globalna konkurencja przemysłowa będzie przesuwać się w stronę technologii niskoemisyjnych i „inteligentnych” łańcuchów dostaw, to zyskiwać będą sektory produkcji komponentów do OZE (panele, turbiny i baterie), logistyka i łańcuchy dostaw (reshoring, nearshoring), ETF-y rynków rozwiniętych (zamiast typowych wzrostowych emerging markets), a także aktywa z krajów stawiających na transformację zamiast taniej pracy. Zasadą powinno być inwestowanie tam, gdzie budują się nowe łańcuchy wartości energetycznej i technologicznej lub w bezpośrednim sąsiedztwie.
Na co warto uważać? Do gry, oprócz ryzyka technologicznego i regulacyjnego, jak w poprzednich zakresach, wchodzi ryzyko polityczne, które może stworzyć znacznie większy obszar niepewności, do tego dochodzi też ryzyko walutowe. Można spojrzeć na ETF-y związane z emerging markets, takimi jak Indie, Meksyk, kraje ASEAN, czyli na beneficjentów relokacji łańcuchów dostaw.
Jeśli już znamy podstawowe kierunki przyszłego rozwoju, najlepszą strategią długofalową są inwestycje tematyczne – thematic investing – oparte na megatrendach: dekarbonizacji, sztucznej inteligencji i automatyzacji usług, infrastrukturze energetycznej, transformacji łańcuchów dostaw. Dla inwestora indywidualnego najprostszą drogą będzie wybór ETF-ów tematycznych zamiast pojedynczych spółek, których będzie przybywać i w których trudno się będzie połapać.
———————-
CZYTAJ TEŻ:
————————–
CZYTAJ TEŻ:
>>> Gdzie schować pieniądze, żeby były naprawdę bezpieczne? Szukamy najbezpieczniejszych jurysdykcji w Europie. Nie tylko państwa neutralne
>>> Jak przechowywać, oszczędzać i inwestować pieniądze w bezpiecznych miejscach na świecie? Dywersyfikacja geograficzna: pierwsze kroki
>>> Myślisz o tym, by część oszczędności przechowywać w zagranicznym banku, poza Polską? Z jakimi dodatkowymi ryzykami to się wiąże? I jak to robić?
>>> Jak zostać globalnym inwestorem? Każdy powinien nim być, ale nie każdy o tym wie. I nie każdy zna trzy proste sposoby jak zacząć globalne lokowanie pieniędzy
>>> Jak kupić najbezpieczniejsze (podobno) papiery wartościowe świata, czyli obligacje amerykańskiego rządu? Polak też może je mieć
————————–
Źródło zdjęcia: Screen z wykładu prof. Daniego Rodrika na XI Kongresie PTE






