1 maja 2026

Stary pomysł w nowej „technologicznej” odsłonie, czyli kradzież pieniędzy z karty „na przedłużacz”. Jak zrobić to naprawdę dobrze? Przeczytajcie

Stary pomysł w nowej „technologicznej” odsłonie, czyli kradzież pieniędzy z karty „na przedłużacz”. Jak zrobić to naprawdę dobrze? Przeczytajcie

Kradzież „na przedłużacz”. I to inteligentny! Pamiętacie, jak na samym początku funkcjonowania technologii zbliżeniowej wiele osób obawiało się „wysysania” danych z naszych kart płatniczych? Krążyły legendy o tym, jak to w autobusie lub tramwaju źli ludzie z czytnikami mogą inicjować transakcje i przekazywać dane na zasadzie „przedłużacza”. Niestety te czasy wróciły, tyle że „przedłużaczem” może być nasz własny smartfon. Przeróbkę starego pomysłu na kradzież pieniędzy z pomocą technologii zbliżeniowej nieomal „przetestował” ostatnio jeden z moich znajomych

Banki od kilku tygodni przed tym ostrzegają. Był też – mniej więcej miesiąc temu – komunikat CERT (czyli instytucji monitorującej internet w poszukiwaniu nowych oszustw) w tej sprawie. Zwykle czytamy takie komunikaty i ostrzeżenia z przekonaniem, że zagrożenie nas nie dotyczy, bo niby dlaczego ktoś miałby chcieć akurat nas okraść. Ale bolesna prawda jest taka, że dzięki automatyzacji ataków można w krótkim czasie „pomacać” dużą liczbę osób z nadzieją, że ktoś się nabierze.

Zobacz również:

Ale oczywiście większą szansę mają ataki „celowane”, wymierzone w konkretnego posiadacza większej gotówki na koncie lub wyższego limitu na karcie. Jeden z moich znajomych został tak właśnie zaatakowany. Na szczęście obyło się bez strat, ale, szczerze pisząc, wcale nie tak wiele brakowało, by dał się nabrać. Mimo że łatwowierny nie jest.

Kradzież „na przedłużacz”. Banki ostrzegają

„Rdzeniem” takiego ataku jest wyłudzenie danych karty pozwalających na zdalne wypłacenie pieniędzy z bankomatu. Niestety to, co stało się dla nas wielką wygodą, czyli technologia zbliżeniowa, może być też czynnikiem ryzyka. Kiedyś, chcąc ukraść komuś pieniądze z konta lub karty, trzeba było fizycznie mu tę kartę ukraść, ewentualnie „pożyczyć” i skopiować pasek magnetyczny. A potem (lub przedtem) podejrzeć PIN przy jakiejś transakcji. Teraz jest prościej – trzeba „tylko” nakłonić ofiarę do dwóch prostych rzeczy: podania PIN-u do karty w podsuniętej aplikacji i zbliżeniu karty do modułu NFC w smartfonie.

Z tego, co niedawno napisał CERT, to jeden z nowych „modeli” kradzieży pieniędzy z naszych kont i kart. Złodzieje wysyłają fałszywe informacje o konieczności odinstalowania aplikacji mobilnej banku i zainstalowania nowej wersji („by uniknąć kradzieży pieniędzy”). Link do nowej aplikacji jest wysyłany SMS-em. Po jej ściągnięciu klient jest prowadzony „za rączkę”, by podał jak najwięcej danych, w tym PIN do karty. A w finale klient tę kartę powinien zbliżyć do smartfonu z zainstalowaną aplikacją.

Złodzieje mają PIN i dzięki aplikacji przechwytują dane do przeprowadzenia transakcji zbliżeniowej przy bankomacie.
Bankomat (ani żaden inny terminal) nie „zobaczą”, że to złodziejska transakcja, bo z punktu widzenia operacyjnego jest to normalna transakcja – zgadza się PIN, a wygenerowane dane są zgodne z tymi, które zostały zdefiniowane na karcie płatniczej. Można więc ukraść pieniądze, nie mając karty fizycznej ani cyfrowej – wystarczy sprytny „przedłużacz”.

Bankowcy dają jedną, prostą radę: nie odinstalowujemy aplikacji mobilnej swojego banku na podstawie jakiejkolwiek zewnętrznej porady czy polecenia. Żaden bankowiec nigdy nie będzie oczekiwał od swojego klienta, żeby ten odinstalował aplikację. Jeśli dostaniecie takie polecenie, obojętnie jaką drogą, nie reagujcie albo zawiadomcie bank i policję. Jak to możliwe, że mój znajomy mimo wszystko prawie się dał nabrać?

Kradzież „na przedłużacz”: jak zrobić to dobrze?

Otóż to nie była „przypadkowa” komunikacja. Zadzwonił do niego ktoś podający się za pracownika banku. I to zadzwonił z numeru telefonu, z którego zwykle dzwoni bank. W ramach połączenia, zanim członek szajki złodziejskiej się odezwał, było słychać ten sam motyw muzyczny jak przy telefonie na infolinię. Przestępca przeprowadził fachową „autoryzację” klienta. Przedstawił się, zapytał, czy po drugiej stronie jest pan taki a taki, zamieszkały pod takim a takim adresem. A potem powiedział, że z przyczyn bezpieczeństwa musi poprosić o przeinstalowanie aplikacji do nowej wersji. I że takie telefony z działu cybersecurity dostają wszyscy klienci private bankingu.

Minutę po zakończeniu rozmowy przyszedł link do aplikacji (aktywny tylko przez pięć minut, a jakże). Aplikacja bardzo przypominała layoutem tę bankową. Klient miał podać swój numer oraz zdefiniować nowe hasło. A podanie PIN-u do karty i zbliżenie karty do telefonu miało być procedurą pozwalającą na ponowne „spięcie” karty z kontem klienta. I gdyby mój znajomy nie zauważył na jednym z ekranów czegoś podejrzanego (nie napiszę czego, żeby złodzieje nie mieli okazji tego naprawić), to by się dał nabrać. Fraud „na przedłużacz” mógł się udać.

Skąd złodzieje wiedzieli, w którym banku niedoszła ofiara ma konto? Skąd wiedzieli, że jest klientem private bankingu? Skąd znali numer telefonu i adres? Tego oczywiście nie wiemy, ale jest bardzo prawdopodobne, że po prostu włamali się do skrzynki e-mail ofiary i przez kilka tygodni monitorowali ją. A na tę skrzynkę przychodziły rachunki za prąd i telefon (niektóre niezahasłowane) z różnymi cennymi danymi, przyszedł też wyciąg z karty (klient go otworzył, podając kod, ale potem – już w wersji odkodowanej – przesyłał na swój inny e-mail).

Na podstawie tych danych złodzieje mogli opracować wiarygodny wzór ataku. Wiedzieli z którego „banku” mają zadzwonić (używając technologii, da się „podłożyć” fałszywy numer telefonu jako ten, z którego się dzwoni), jakich danych klienta użyć, żeby się uwiarygodnić w jego oczach, jakie dane powinny znajdować się w podesłanej podróbce aplikacji (private banking), PIN do karty, o jakiej nazwie klient powinien podać. Gdyby złodzieje nie zrobili pewnego drobnego błędu w layoucie fałszywej aplikacji, klient by się nie zorientował, co się dzieje.

Chcesz być bezpieczny? Nie możesz wierzyć nawet… własnej matce

Wniosek? Oczywiście nie reagujemy na żadne prośby, groźby i polecenia z zewnątrz (z banku, od firmy kurierskiej, od policjanta, prokuratora, urzędnika skarbowego), abyśmy coś kliknęli, coś ściągnęli, coś zainstalowali. W smartfonie robimy tylko rzeczy, które sami zainicjujemy. Nie ma innej szansy, by się obronić. Metoda „na przedłużacz” jest groźna. Ale niedługo zaczną się fraudy, w których będzie do nas dzwonić nasza własna matka i prosić o pieniądze. Nie ma żartów. Nie reagujemy nawet na prośby własnej matki. Chyba że to my do niej zadzwonimy.

A drugi wniosek? Zabezpieczajmy pocztę, najlepiej podwójnym uwierzytelnianiem. Wiadomo, to upierdliwe, każdorazowe zalogowanie się do poczty zajmuje więcej czasu. Nawet jeśli nie jesteśmy tak naiwni jak swego czasu Michał Dworczyk – typ przekazywał otwartą pocztą poufne dokumenty – to i tak z naszej poczty da się bardzo dużo wyczytać na nasz temat. I jeśli ktoś szykuje celowany atak, to właśnie od włamu na naszą skrzynkę e-mail zacznie przygotowania.

No i niestety trzeba się nauczyć nowej rzeczy: do tej pory byliśmy przekonani, że nikt nam nie ukradnie pieniędzy, jeśli mamy aplikację mobilną banku i uważnie czytamy treść SMS-ów autoryzacyjnych lub powiadomień push dotyczących transakcji. Nawet jeśli ktoś dostanie się na nasze konto (zna login i hasło), to żeby wyprowadzić nam pieniądze, musi nas „zbajerować” i doprowadzić do tego, że sami autoryzujemy przelew, który złodziej zlecił w naszym imieniu.

Niestety to już nieaktualne. Żeby ukraść nam pieniądze z konta (za pośrednictwem karty) metodą „na przedłużacz” wystarczy de facto tylko PIN od tej karty. Plus złodziejska aplikacja na naszym telefonie i karta w zasięgu modułu NFC. Oraz odpowiednio dobrze „sprzedana” klientowi historia.

————————-

CZYTAJ O INNYCH SPOSOBACH ZŁODZIEI:

dochód pasywny

to nie było rażące niedbalstwo

lista zasad bezpieczeństwa

aplikacja sama ostrzeże przed złodziejem - nowa funkcja bezpieczeństwa w revolut

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————-

WIĘCEJ O CYBERBEZPIECZEŃSTWIE:

podszywają się pod samcika

———————————

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

———————————

ZOBACZ SUBIEKTYWNY KANAŁ W YOUTUBIE:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy o Waszych pieniądzach z mądrymi ludźmi, komentarze i wideofelietony oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube.

zdjęcie tytułowe: Hansuan Fabregas/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
36 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Paweł Jarczyk
20 dni temu

Warto wspomnieć taką ciekawostkę dość istotną jakieś 8-9 miesięcy temu firma google wprowadziła bardzo radykalne ograniczenia w telefonach które są odblokowane tak zwane odblokowanie bootloadera. I każda aplikacja od MMA obywatela aplikacja bankowa oraz inne aplikacje na przykład do płacenia zbliżeniowego i tak dalej weryfikują odpowiednie certyfikaty i praktycznie nie ma możliwości bez bardzo grubej ingerencji w telefon i specjalistycznej wiedzy znaleźć choćby tymczasowe rozwiązanie aby taki telefon był używany do aplikacji związanych z pieniędzmi emol obywatela i innych. Ale to niestety ograniczyło możliwości użytkowania alternatywnych wersji systemu operacyjnego w telefonie bo pamiętam jeszcze rok dwa lata temu pierwsze co… Czytaj więcej »

Piotr
17 dni temu
Reply to  Paweł Jarczyk

Prawda. Z jednej strony niby chodzi o bezpieczeństwo, ale z drugiej telefon ze starym niełatanym systemem może używać płatności NFC podczas gdy jak wgram najnowszy system, ale oficjalnie niewspierany, to nie można. Smutne

Solomon Kane
20 dni temu

No…nie odbieram telefonów od banków. Sam czasem dzwonie z aplikacji. Apki instaluje ze sklepu Google

Marek
19 dni temu
Reply to  Solomon Kane

Choć może to brzmieć śmiesznie, takie zabezpieczenie jest o wiele skuteczniejsze niż silne hasło czy inne techniczne rozwiązania.

Najsłabszym ogniwem jest człowiek, praktycznie wszystkie historie oszustw bankowych zaczynają się od tego że ktoś odebrał połączenie i uwierzył osobie po drugiej stronie. Właściwie jedyna różnica pomiędzy nimi to jaka historia zostanie sprzedana.
Brak odebranego telefonu / rozmowy = brak problemu.

Яцек
20 dni temu

Nie używam żadnych (cr)appek bankowych, ani nie loguję się do banków na smartfonie.

Marcin Staly Czytelnik
20 dni temu

Alternatywna rada- trzymac wieksze pieniadze na koncie do ktorego nie ma karty. My tak z żoną robimy. Na tzw funkcyjne konto (jedyne z karta w dodatku w innym banku) przelewamy tylko to co planujemy wydac.

Mmmm
17 dni temu

Czy ostatecznie za takie oszustwa nie odpowiada bank? Ostatecznie to bank ustala zabezpieczenia a nie klient.

Piotr
17 dni temu

Lepsza rada – nie trzymać większych pieniędzy na koncie. Inwestować, kupić obligacje, itd.

Aleksander
20 dni temu

Naprawdę, jedyną rzeczą która wydała mu się podejrzana było coś z layoutem? Ile czasu nam banki tłumaczyły że PINu się nie podaje online? I jeszcze zbliżenie karty do telefonu… To są czerwone flagi.

Last edited 20 dni temu by Aleksander
Hieronim
20 dni temu
Reply to  Aleksander

> Ile czasu nam banki tłumaczyły że PINu się nie podaje online?

Akurat nieprawda, jeden z banków do zatwierdzania transakcji kartą w internecie wymagał podania jej PIN w ramach autoryzacji.

Piotr
17 dni temu
Reply to  Hieronim

Santander (o przepraszam Erste) dalej tak ma …

Rob
19 dni temu
Reply to  Aleksander

No, niestety, podaje się. Któryś z banków – bodajże Credit Agricole, ale nie wykluczam, że jest ich więcej – pyta o PIN do karty podczas autoryzowania płatności w internecie. A w każdym razie pytał, gdy miałem tam konto. Zbliżenie karty lub dowodu osobistego do telefonu też robi się całkiem zwyczajną procedurą podczas otwierania konta lub aktywacji karty – więc są to czynności, które delikwent mógł już wcześniej robić i nie są dla niego czymś nowym. W każdym razie ja już popadam w paranoję i NFC włączam tylko tuż przed płatnością, po czym od razu je wyłączam.

Marek
19 dni temu
Reply to  Aleksander

Santander przy autoryzacji płatności online 3D secure żąda PIN i kodu sms

Robert
19 dni temu

Zawsze dziwią mnie udane próby kradzieży pieniędzy. Szczególnie jeśli wynikają z bezgranicznego zaufania wobec rzeczy wypisywanych w internecie lub wydzwanianych przez kogokolwiek z oszustów. Dla mnie handlowiec, który nie mówi prawdy o korzyściach produktu to też oszust. Wracając do terminala w kieszeni i zbliżeniowego pobierania pieniędzy w tramwaju czy autobusie. Litości. Czy ktoś wie z kim są zawierane umowy na terminale płatnicze? Z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą. Spisuje się dane z dowodu, numer konta bankowego, NIP firmy, zdjęcie działającej firmy. Jak to można obejść? Zbliżę terminal firmy i przeleję na jego konto drobną kwotę. Bo większą szybko zauważy. A co… Czytaj więcej »

Mmmm
17 dni temu
Reply to  Robert

Dodałbym jeszcze, że pieniądze na konto przedsiębiorcy lądują nawet do kilku dni po transakcji. Więc jakby takich oszukańczuch transakcji w autobusie spróbował więcej to pewnie konto oszusta by było zablokowane wcześniej niż jakikolwiek przelew by dotarł. Dlatego to zostało teoretyczną opcją.

Grzegorz
19 dni temu

Trzeba mieć naprawdę wysoki limit na karcie, żeby stracić w ten sposób poważną sumę. Nie wiem jak wy, ale ja mam limit 2k i kiedy muszę zapłacić większą sumę, to ustawiam limit tymczasowy – o północy automatycznie resetuje się do tych 2k. Może trochę to uciążliwe, ale klasycznie – zwiększając wygodę zmniejszamy bezpieczeństwo, i na odwrót.

Marek
19 dni temu
Reply to  Grzegorz

W kartach kredytowych nie zawsze da się ustawić limit płatności (zwyczajnej, bo może dać się internetowej / wypłaty z bankomatu), może on po prostu wynosić tyle ile limit kredytowy, a na lepszych kartach (nawet niekoniecznie z PB) może wynosić on np. minimum 20-50 tysięcy. Ale nawet pomijając ten fakt, pomija się tu kluczowy element całego problemu – klient zostaje zmanipulowany do podjęcia niekorzystniej dla siebie decyzji. Więc jak ktoś nakłania kogoś do wymiany aplikacji, podawania PIN i innych rzeczy, to dlaczego akurat miałby nie nakłonić do zmiany limitu? Tak akurat się w wielu oszustwach działo, dlatego banki zaczęły wyświetlać dodatkowe… Czytaj więcej »

Marek
19 dni temu

>Skąd złodzieje wiedzieli, w którym banku niedoszła ofiara ma konto? Skąd wiedzieli, że jest klientem private bankingu? Skąd znali numer telefonu i adres zamieszkania? Tego oczywiście nie wiemy, ale jest bardzo prawdopodobne, że po prostu włamali się do skrzynki e-mail ofiary i przez kilka tygodni monitorowali ją. Na prawdę sądzicie, że ktoś opracowuje taki schemat oszustwa żeby go stosować na podstawie tego że uda się mu włamać do kilku skrzynek pocztowych na oślep (nie wiadomo czy dany mail osoby X to ten sam którego używa w banku)? Czy może po prostu skupują takie dane od swoich źródeł (np. w bankach… Czytaj więcej »

LESZEK
18 dni temu

Czasem bankowcy każą odinstalować aplikację. Na przykład Santander przy rebrandingu. Nie działała aktualizacja appki Santander, wpisanie Erste przy szukaniu w Google Store dawało appkę Erste ale niewłaściwą. Kazali usunąć aktualną wersję . I szukać w Google appki Santandera i ją instalować. Zaryzykowałem i zrobiłem jak kazał bankowiec. Działali bez uprzedzenia .Pytanie nasuwa się samo : jak postępować gdy jednak bank żąda odinstalowania

Mmmm
17 dni temu
Reply to  LESZEK

Ale mam nadzieję, że chociaż mieli to gdzieś na swojej stronie www (nie mam tam konta). I nikt tego przez telefon nie podawał…

klient Erste
16 dni temu
Reply to  LESZEK

Mam automatyczne aktualizacje w telefonie. Pewnego dnia po prostu w miejscu apki Santandera pojawiła się apka Erste. Nie wiem jak, nie wiem kiedy. Niczego ręcznie nie musiałem odinstalowywać ani instalować. Zero „friction” jak to mówimy w żargonie bankowym (tak, jestem pracownikiem konkurencji 😉

Mmmm
17 dni temu

To przypomina albański wirus honorowy z dawnych lat. Potęga socjologii jest wielka. Chyba zabezpieczenia techniczne są już tak dobre, że praktycznie przestępcy nie próbują ich łamać. Zostaje tylko człowiek…

Piotr
16 dni temu

Akurat rozwiązanie jest banalnie proste. Autoryzować się musi ten kto dzwoni. Jak się nie autoryzuje, to na drzewo. Zawsze spuszczam po brzytwie wszystkich dzwoniących, którzy chcą żebym to ja się autoryzował. Zawsze. Dopóki się nie autoryzuje to możemy porozmawiać bardziej niezobowiązująco – bez szczegółów, bez podawania jakichkolwiek informacji przeze mnie. Może się podawać za papieża, prezydenta USA itp. 🙂 Ale jeszcze do niedawna tak działały rzeczywiste banki, dzwonili „konsultanci” i żądali autoryzacji. Więc byli spuszczani na drzewo. Z automatu. Niektórzy byli zdziwieni, czyli nie wszyscy tak działają jak ja … Część instytucji zmieniła procedury i teraz banki stosują autoryzację w… Czytaj więcej »

europolitan
15 dni temu

Ja się nie daję je takie coś nabrać. Te instalowanie aplikacji z jakiegoś linku z SMSa to właśnie mnie zniechęca, bo nawet to nie jest ze sklepu Play, tylko z jakiejś szemranej strony.
Co więcej właśnie dla tego, że link przyszedł zwykłym SMSem to już mi nie pasuje, bo nie można zweryfikować czy SMS prawdziwy.

Zbigniew
11 dni temu

Unikam jak ognia płacenia kartą w internecie, ale czasami nie ma innej możliwości, zwłaszcza jeżeli dostawca ma rodowód amerykański. I wtedy muszę podać wszystkie (!) dane karty. I czy ja wiem komu? I tą kartę jeszcze muszę autoryzować w moim koncie w banku (dla bezpieczeństwa dostawcy). I tu kolejny bug, w Pekao takie logowanie nie umożliwia otwarcia klawiatury ekranowej.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu