Unijny handel ze światem: co zrobić, żeby znów był potęgą? I jak bardzo Polska może na tym skorzystać? Unia Europejska stara się zawrzeć jak najwięcej umów handlowych z innymi obszarami gospodarczymi. Ale umowa z krajami Mercosur – piątym co do wielkości obszarem gospodarczym świata – funkcjonuje jako zagrożenie dla rolników i potencjalne ryzyko dla zdrowia konsumentów. Ile mamy do zyskania, a ile do stracenia otwierając się na inne regiony świata? O tym mówi w rozmowie z „Subiektywnie o Finansach” Jan Hagemejer, prof. Uniwersytetu Warszawskiego i prezes ośrodka analitycznego CASE
Czy Polska może zyskać dzięki układowi handlowemu Unia Europejska–Mercosur, który właśnie wchodzi w życie? A może to szansa, nie tylko dla rolnictwa, ale nawet bardziej dla przemysłu spożywczego zorientowanego europocentrycznie, żeby jednak pomyśleć o ekspansji na rynki pozaeuropejskie? Czy to może być tak jak na przykład w drugiej połowie XIX wieku i na początku wieku XX, kiedy Królestwo Kongresowe rozwijało swoje ośrodki przemysłowe dzięki kontaktom z Rosją, bo ten rynek był ogromny, ale mniej rozwinięty?
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Mercosur to ważny obszar gospodarczy. Grupuje 62% mieszkańców i wypracowuje 67% PKB Ameryki Południowej, a Brazylia odpowiada aż za trzy czwarte PKB wypracowywanego w krajach Mercosuru. Cztery kraje Mercosur łącznie to de facto piąta co do wielkości gospodarka świata, 270 milionów konsumentów (Unia Europejska to druga gospodarka świata, 450 milionów mieszkańców). W 2018 r. Unia Europejska miała 20% udziału w handlu zagranicznym Mercosur, a dziś ma tylko 17%. Straciliśmy głównie na rzecz Chin.
O tym, co możemy ugrać, a gdzie dużo ryzykujemy, mówi w rozmowie z „Subiektywnie o Finansach” Jan Hagemejer, prof. Uniwersytetu Warszawskiego i prezes ośrodka analitycznego CASE. Oto najważniejsze myśli z tej rozmowy.
- Nie ma ryzyka zalewu europejskiego rynku przez tanią południowoamerykańską żywność. „Zaklepujemy” sobie jako UE dobre miejsce na przyszłość w rozwijającym się regionie Ameryki Południowej, co przełoży się na wzrost popytu zewnętrznego na produkty z Unii Europejskiej.
- W Unii Europejskiej są bariery wzrostu popytu wynikającego z demografii, a także z procesów doganiania krajów bogatych przez mniej bogate. Kraje rozwijające się, które rosną szybko gospodarczo, ale również rosną szybko demograficznie, są obiecującymi rynkami.
- Zawieranie tego typu umów łagodzi procesy deglobalizacyjne. Stany Zjednoczone i Chiny nie mają umów handlowych z krajami Mercosur, nie mają umów handlowych także z Europą. To atut dla Europy.
- Polskie rolnictwo powinno iść w kierunku żywności przetworzonej, która będzie miała znacznie większą wartość dodaną niż nieprzetworzony kurczak, nieprzetworzone jajka czy nieprzetworzone mleko. Można eksploatować historyczne produkty, diety regionów albo tworzyć coś nowego, co będzie charakterystyczne dla regionu. Budowanie nisz rynkowych i charakterystycznych produktów zmniejsza konkurencję także dzięki ochronie unijnej produktów regionalnych.
- Żeby zwiększać pozycję handlową Polski i wartość dodaną naszych produktów, które są głównym czynnikiem utrzymania szybkiego wzrostu gospodarczego, musimy koncentrować się na rynkach pozaunijnych, w szczególności na krajach o wysokim potencjale wzrostu popytu na produkty o wysokiej wartości dodanej. Z kolei w kluczowym dla Polski sektorze samochodowym i sektorach powiązanych, istotne jest, aby nasi główni partnerzy – Niemcy, Włochy i Francja, eksportowali jak najwięcej, bo to przekłada się bezpośrednio na wzrost polskiej produkcji.
Polski handel ze światem: co zrobić, żeby znów był potęgą?
Maciej Danielewicz: Umowa z czterema krajami Mercosur, czyli Brazylią, Argentyną, Paragwajem, Urugwajem rusza. Dlaczego Unii Europejskiej tak bardzo zależało, po bardzo długim okresie negocjacji, na tym, żeby właśnie teraz dopiąć tę umowę mimo wielu protestów ze strony rolników i nawet kilku rządów unijnych krajów?
Jan Hagemejer: Powodów jest kilka. Unia Europejska sukcesywnie zwiększa swoją sieć porozumień o wolnym handlu, dlatego, że te porozumienia z jednej strony dają możliwości dla eksporterów dóbr przemysłowych z Unii Europejskiej, ale też dla części dóbr rolnych czy spożywczych. A z drugiej strony zwiększa się import z krajów, w których są niższe ceny, co jest korzystne dla konsumentów, konkurencji, motywacji unijnych przedsiębiorstw do zwiększania produktywności.
Ekonomia mówi bardzo jasno, że cła przynoszą gospodarce straty zarówno tej eksportującej, jak i tej importującej. Ale jest i powód polityczno-ekonomiczny, który staje się obecnie coraz bardziej aktualny. Unia może zyskać na znaczeniu politycznym i ekonomicznym. To, że jako Unia Europejska zawieramy umowę handlową, znaczy, że zaczynamy być partnerami oraz mamy wspólne interesy. Dobra sytuacja gospodarcza u naszego partnera oznacza lepszą sytuację gospodarczą u nas. Można na to spojrzeć przez pryzmat tego, co w ogóle dzieje się z handlem międzynarodowym w tej chwili.
Czy Mercosur ma być remedium na nową politykę handlową USA wobec Europy?
Światowa Organizacja Handlu (WTO) opiera się na jasno określonych zasadach. Jedna z nich, Klauzula Wzajemnego Uznawania, mówi o tym, że jeden członek WTO nie może stosować różnych ceł wobec innych członków WTO. To, co w tej chwili dzieje się w USA, to zupełne zaprzeczenie regułom, które definiują światowy porządek handlowy od zakończenia II wojny światowej. Oczywiście mamy też protekcjonizm Chin i ich antykonkurencyjną politykę, która też jest niezgodna z zasadami WTO.
WTO zezwala na umowy o wolnym handlu tylko wtedy, kiedy handel między sygnatariuszami umowy jest prawie całkowicie wolny od barier celnych.
Unii Europejskiej zależy jednak na tym, żeby budować sieć powiązań opartych na wolnym handlu. Chodzi o to, żeby krajom, z którymi Unia Europejska handluje, opłacało się popierać zasady zbliżone do WTO czy inne zasady, które będą wypracowane wraz z reformą WTO. Te zasady mają polegać na tym, żeby nie dyskryminować żadnych krajów.
Jeszcze 25 lat temu kraje Mercosur handlowały głównie z Europą i ze Stanami Zjednoczonymi, ale w tej chwili ich głównym partnerem są Chiny. Czy uda się Unii Europejskiej odwrócić trend faktycznego kolonizowania krajów tego regionu przez Chiny, który trwał od ćwierćwiecza?
Kokosów ta umowa nie przyniesie. To tylko kamyczek do dużego pudełka z kamyczkami, którymi są umowy z wieloma krajami szeroko pojętej Europy poza Unią Europejską, krajami Euromed, czyli wokół Morza Śródziemnego. Jest też umowa z Kanadą, z Japonią, z Koreą Południową. Żadna z tych umów nie przyniosła kokosów, ale dołożyła się trochę do poszerzenia unijnego handlu.
Chodzi o to, żeby Unia zwiększała swój udział w światowym handlu międzynarodowym albo przynajmniej, żeby on nie malał. Zawieranie tego typu umów łagodzi procesy deglobalizacyjne. Przy czym Stany Zjednoczone i Chiny nie mają umów handlowych z krajami Mercosur, nie mają umów handlowych także z Europą. Każdy z tych obszarów gospodarczych gra na swój sposób. Sposobem unijnym są umowy handlowe.
Ale czy nam ta umowa aż tak się opłaci, żeby ryzykować protesty rolników?
Musimy pamiętać o ważnej sprawie. Kraje rozwijające się będą rosły gospodarczo. Niektóre z nich, choćby na przykład Indie, które mają szybki przyrost naturalny, są gwarancją rosnącego popytu nie tylko z powodów czysto ekonomicznych, ale także z powodów demograficznych, czego w Unii nie ma. W Unii demografia jest słaba, więc są bariery wzrostu popytu wynikającego z demografii. Kraje, które rosną nie tylko szybko gospodarczo, ale również potencjalnie rosną szybko demograficznie, są obiecującymi rynkami.
Podpisywanie z nimi umów jest trochę takim zabezpieczeniem na przyszłość. Zaklepujemy sobie dobrą pozycję na czas, kiedy te kraje będą szybko rosły, co przełoży się na wzrost popytu zewnętrznego na produkty unijne, usługi itd.
Polskie rolnictwo powinno iść w stronę produktów przetworzonych
Czy rzeczywiście polscy producenci rolni powinni się bać? Rolnictwo nie jest może aż tak bardzo ważnym w całej Unii Europejskiej sektorem, ale na przykład w Polsce dostarcza razem z sektorem spożywczym 16% dochodów z eksportu. Polska jest wielkim producentem i eksporterem wołowiny, kurczaków, jaj, kukurydzy i tak samo Brazylia i Argentyna. Czy to potencjalny konflikt interesów?
My o tym wiemy, ale oczywiście wie o tym też Unia Europejska. I to jest w warunkach tej umowy. Są obniżane cła, ale w bardzo różnych oknach czasowych. Nawet powyżej dekady. Są inne środki protekcji, które mają zapobiec destabilizacji konkretnych rynków, np. produkcji żywności. To dotyczy też potencjalnego ryzyka destabilizacji rynków krajowych. Jeśli chodzi o te wszystkie wrażliwe towary wymienione przed momentem, mamy kwoty importowe albo ograniczenia ilościowe. Chodzi głównie o kontyngenty taryfowe.
To oznacza, że preferencje, które będą dla tych towarów wprowadzone, będą dotyczyły w zasadzie tylko tego, co jest i tak już importowane do Unii. Ten import powinien przełożyć się na efekt dla konsumenta w postaci niższych cen. Biorąc pod uwagę, że jest to niewielki ułamek całości konsumpcji tych dóbr w krajach Unii, to nie należy się w ogóle spodziewać, że to będą jakieś gigantyczne efekty.
Czyli właściwie nie powinno być ryzyka, że polska wołowina czy kurczaki, czy jaja, które są sprzedawane np. we Włoszech, we Francji, w Hiszpanii zostaną wypchnięte z tamtych rynków jakoś bardzo mocno, bo tam napłynie nieprawdopodobnie duża ilość tych towarów z Ameryki Południowej. W sumie przecież Europa to jest 450 milionów konsumentów, a Ameryka Południowa, mimo że jest bardzo dużym producentem żywności, jednak nie jest w stanie zalać żywnością tak dużego rynku…
To jest po prostu niemożliwe. Rolnictwo europejskie korzysta z bardzo wielu różnych przywilejów, bezpośrednich płatności, dopłat do produkcji w bardzo dużej skali. Także rolnictwo polskie z tego korzysta. A eksporterzy produktów rolnych z UE są raczej dużymi i efektywnymi producentami. Nie jestem przekonany, czy oni tak bardzo powinni się bać producentów z Ameryki Południowej. To raczej rolnictwo unijne przez lata zalewało rynki światowe swoimi towarami dotowanymi przez wspólną politykę rolną.
Czy rolnictwo nie mogłoby się rozwijać w kierunkach, w których może zdobyć lepszą pozycję konkurencyjną, żeby ostatecznie skorzystać na tej umowie?
Wydaje mi się, że jeśli chodzi o samo rolnictwo, no to oczywiście jego głównym problemem jest to, że szczególnie w Polsce, że ono zajmuje się eksportem towarów, które są nieprzetworzone. Eksportujemy zwierzęta, nabiał, mięso. Natomiast problem z polskim eksportem rolno-żywnościowym polega na tym, że te towary są relatywnie mało specyficzne. To znaczy, są łatwe do zastąpienia. Można łatwo znaleźć substytuty i trudno nam odróżnić, czy mamy na stole kurczaka z Polski czy kurczaka z Brazylii.
To, co w rolnictwie i w ogóle na wsi dzieje się już od bardzo wielu lat we Włoszech czy Francji, to ewolucja w kierunku produktów, które po pierwsze odróżniają się od innych, po drugie mają znacznie większą wartość dodaną niż nieprzetworzony kurczak, nieprzetworzone jajka czy nieprzetworzone mleko. Dzięki temu buduje się marka produktu. Tutaj można oczywiście wykorzystywać również ochronę regionalnych produktów w ramach Unii, jeśli tylko takie produkty są.
Można eksploatować oczywiście wcześniejsze historyczne produkty, diety regionów, w których się znajdujemy i tworzyć na tej podstawie coś, co będzie charakterystyczne dla regionu i co będziemy mogli sprzedawać zarówno w kraju, jak i za granicą. Coś, co będzie wyjątkowe. Dzięki temu konkurencja zagraniczna i jej intensywność znacznie się zmniejszy ze względu na brak oczywistych substytutów dla takiego przetworzonego produktu.
Polski przemysł musi szukać wzrostu poza Unią Europejską
Polska od dawna nie jest już krajem rolniczym. Eksport części samochodowych i samochodów to jest 43% naszego eksportu, to jest rocznie 100–150 miliardów euro. Czy dla tej części gospodarki umowa z Mercosur może być dużym atutem?
Absolutną większość tego, co eksportujemy, sprzedajemy na rynki unijne. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę to, co bezpośrednio eksportujemy poprzez łańcuchy produkcji, robiąc komponenty samochodowe dla Niemiec, to to, co wychodzi poza Unię, to niewielka część tego przetworzonego produktu. My de facto produkujemy głównie części, czasem gotowe samochody, które trafiają na rynek unijny.
Żeby zwiększać pozycję handlową Polski, a także zwiększać wartość dodaną naszych produktów, które są głównym czynnikiem utrzymania szybkiego wzrostu gospodarczego, musimy koncentrować się na rynkach pozaunijnych, czy to pośrednio, czy bezpośrednio, czyli albo sami, albo w kooperacji. W tym sensie dla przemysłu jest kluczowe, żeby znajdować nowe rynki.
Jakie polskie sektory i firmy mogłyby skorzystać na eksporcie za Ocean?
Przemysł Mercosur jest przykładem złego oddziaływania bardzo dużego protekcjonizmu przez wiele lat. To m.in. przykład Argentyny, w której stosowano protekcjonizm po to, żeby przemysł się rozwinął, ale to spowodowało, że on się właśnie nie rozwinął i pozostał w skansenie sprzed lat. Technologicznie ten przemysł jest na poziomie znacznie niższym niż to, co mamy w Unii. W zasadzie każdy sektor przemysłowy z Unii Europejskiej i Polski jest na wygranej pozycji w stosunku do tego, co jest po drugiej stronie oceanu.
Tamte kraje mają przewagę w takich rynkach jak żywność, rolnictwo, tekstylia czy obuwie. W Unii jest dokładnie odwrotnie, to zaawansowana produkcja przemysłowa. W tym sensie struktura handlu jest trochę taka jak północ-południe w XIX wieku, czyli towary rolne za towary przemysłowe. I tu jest rzeczywiście dużo miejsca, gdzie można rozwinąć eksport.
Czyli ten nasz eksport może troszeczkę wyjść poza ramy europejskie? Czy to może trochę być tak jak na przykład w drugiej połowie XIX wieku i na początku wieku XX, kiedy Królestwo Kongresowe rozwijało swoje ośrodki przemysłowe głównie dzięki kontaktom z Rosją, bo ten rynek był ogromny, ale mniej rozwinięty?
Problem z Mercosurem jest taki, że on jest bardzo daleko, a Rosja była blisko. Niestety w ekonomii, czy w ogóle w handlu międzynarodowym, działa coś takiego jak grawitacja – zależność podobna do podstawowego prawa Newtona. Im większe są kraje, tym więcej handlują, ale im dalej są kraje, tym mniej się z nimi handluje. Tutaj Chiny są przykładem kraju, który jest przede wszystkim wielki i stąd wynika jego siła handlowa.
W przypadku Chin akurat znaczenie tej odległości jest mniejsze, ale dla całej reszty handlu światowego jest małe prawdopodobieństwo, że będziemy handlować z krajem, który jest bardzo daleko. I tutaj nie należy się spodziewać jakichś gigantycznych efektów, ale oczywiście można się spodziewać, że to będzie kolejny kamyczek w naszym handlu.
Dziękuję za rozmowę.
———————
CZYTAJ WIĘCEJ O MERCOSUR:
——————————-
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZOBACZ SUBIEKTYWNY KANAŁ W YOUTUBE:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy o Waszych pieniądzach z mądrymi ludźmi, komentarze i wideofelietony oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube.
Źródło zdjęcia: Michoff/Pixabay



