Awantura o złoto w skarbcach banków centralnych. Włochy mają wielkie długi i… trzecie co do wielkości zarejestrowane zasoby złota na świecie, warte 300 mld dolarów i ustępujące tylko „złotym” rezerwom USA i Niemiec. Ostatnio we Włoszech rozpętała się burza, bo politycy rządzącej koalicji zażądali, żeby to złoto… „oddać w ręce narodu”. Czy to możliwe? Czy Polacy też mogliby wykorzystać narodowe złoto? Bo i u nas są podobne pomysły. Rosnąca wycena złotego kruszcu staje się problemem politycznym, bo zdeponowane w skarbcach banku centralnego sztabki zaczęły nie na żarty kusić polityków
Rezerwy złota na świecie gromadzone są głównie przez banki centralne, które chwalą się ich poziomem i wartością, ale nie mówią nam, do czego właściwie złoto przechowywane w skarbcach, głównie Londynu i Nowego Jorku, miałoby służyć. NBP w ostatnich kilku latach skupił na rynkach sporo złota, którego wartość osiągnęła obecnie ok. 250 mld zł, a połowę tych zasobów prezes NBP Adam Glapiński sprowadził ze skarbców w Londynie do Polski. Prezes NBP twierdzi, że dzięki temu Polacy są bezpieczniejsi.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
We wrześniu 1939 roku złoto Banku Polskiego, czyli poprzednika NBP, musiało być wywiezione z Warszawy i przeżyło wiele przygód, zanim bezpiecznie dotarło do Londynu, gdzie stało się zabezpieczeniem wojennych wydatków polskiego rządu. Część tego złota wróciła po wojnie do Polski. Jednak w czasie samej wojny obronnej we wrześniu 1939 roku ten skarb nie był atutem kraju, tylko… ciężarem i wyzwaniem logistycznym, bo trzeba było to złoto ocalić i w całości przewieźć najpierw w stronę granicy z Rumunią, potem statkami z portu rumuńskiego do Anglii.
Są kraje mające tak dużo złota, że procentowo jest to ponad połowa udziału w rezerwach, np. Włochy. Oficjalnie jest to zabezpieczenie na wypadek potężnego kryzysu finansowego. Włosi nie muszą kupować nowego złota, bo przez dekady, a pewnie i stulecia, nazbierali sporo złotych sztabek. Ale czy mogą np. sprzedawać część swoich zasobów? Albo wykorzystać na jakiś ogólnonarodowy cel? To poważniejsza sprawa. Okazało się, że już nie tyle narodowa, ile… ponadnarodowa. W sprawę włączył się bank centralny strefy euro.
Awantura o złoto. Może spłacić nim długi?
Wcześniej we włoskim rządzie inicjatywa opodatkowania zasobów złota, które są w posiadaniu… prywatnych osób. Rząd chce dać wybór – albo zgłaszasz posiadane w szufladach i domowych skrytkach złoto i płacisz od tego „niewielki” podatek legalizacyjny 12,5% (w sumie do budżetu mogłoby w ten sposób trafić nawet 2 mld euro), albo przy ewentualnej sprzedaży za jakiś czas zapłacisz drakoński podatek 26,5%. Ciekawy sposób na załatanie dziury budżetowej. O tym można poczytać tu:
Czy dałoby się spieniężyć część złota w Banku Włoch, żeby pokryć np. część zadłużenia kraju? Banki centralne dotychczas raczej tego nie robiły. Zadłużenie to sprawa rządów i finansów publicznych, a banki centralne w krajach rozwiniętych chlubią się niezależnością od rządu. Jest o czym myśleć, bo Bank Włoch posiada 2452 tony złota warte ok. 300 miliardów dolarów, co stanowi około 13% włoskiego PKB. Powstała więc inicjatywa, żeby złoto „przywrócić narodowi”. Czy dałoby się spłacić złotem zadłużenie publiczne?
Dług publiczny Włoch należy do najwyższych w Unii Europejskiej i w relacji do PKB jest na drugim miejscu, zaraz po Grecji, która m.in. z powodu nadmiernego zadłużenia i wysokich kosztów obsługi długu niemal nie zbankrutowała kilkanaście lat temu. Obecne włoski dług na poziomie ponad 138% PKB to swoisty rekord, podczas gdy polski dług w unijnej klasyfikacji sięga zaledwie 58% PKB. Nominalnie włoski dług to zawrotna kwota prawie 3,1 biliona euro, podczas gdy dług polski to ok. 500 miliardów euro.
Gdyby Włochy chciały zasoby złota wydać na redukcję zadłużenia, to dług spadłby o 10%, ale przy tempie wzrostu zadłużenia, wynikającego z corocznych deficytów, powróciłby do obecnego nominalnego poziomu już za dekadę. Gdyby Polska chciała zmniejszyć zadłużenie, wyprzedając całe złote zasoby, które mają wartość ok. 250 miliardów zł, to mogłaby również zmniejszyć dług publiczny o ok. 10%, przy czym obecne tempo zadłużania jest takie, że po niecałych dwóch latach dług powróciłby do poprzedniego poziomu. Poziom zadłużenia krajów UE w relacji do PKB po II kwartale 2025 roku pokazuje grafika EBC:

Po co złoto w skarbcach banku centralnego?
Ale oczywiście poza prostą spłatą zadłużenia można pomyśleć również o innych celach, na które mogłyby pójść pieniądze ze sprzedaży złota ze skarbców banku centralnego. Włochy wciąż próbują odbudować siły po kryzysie pandemii, bardzo wysokiej inflacji, załamania na rynku paliwowym (Włochy były jednym z krajów uzależnionych od rosyjskiego gazu ziemnego), a wyrośnięciu barier celnych dla włoskiego eksportu samochodów. Kraj musi zmierzyć się też z problemami nielegalnej imigracji.
Włochy nie sąsiadują co prawda z Rosją czy Ukrainą, ale są ważnym krajem NATO, miejscem stacjonowania bardzo dużych sił amerykańskich i zapleczem logistycznym dla armii amerykańskiej w Europie. Muszą więc brać aktywny udział we wszystkich inicjatywach NATO i coraz więcej łożyć na bezpieczeństwo swoje i w ramach całego sojuszu. Czy na te wszystkie potrzeby można uszczknąć co nieco z ogromnych rezerw złota?
Inicjatywa grupki włoskich parlamentarzystów w sprawie złota poruszyła świat finansów i polityki nie tylko we Włoszech. Wieści o śmiałej inicjatywie dotarły też do Frankfurtu nad Menem, gdzie swoją siedzibę ma Europejski Bank Centralny. Wezwał on szybko Włochy do poskromienia pomysłowości. Zdaniem urzędników z EBC, złoto należy do włoskiego banku centralnego, a banki centralne są niezależne od władz politycznych. Przekaz jest jasny. Złoto nie jest dobrem, którym mogą rozporządzać politycy, tylko aktywem banku centralnego.
Nie zgadza się z tym rządząca partia, z której pochodzi szefowa włoskiego rządu Giorgia Meloni. Czy europejski bank centralny ma prawo ingerować we włoskie życie polityczne? Teoretycznie nie ingeruje, broni tylko zasady, że rząd i politycy nie ingerują w zakres polityki prowadzonej przez bank centralny. Projekt przepisu mówiącego, że zasoby złota „należą do narodu” jest – według EBC – niezgodny z podstawową zasadą rozdziału banków centralnych i polityki pieniężnej od rządu i polityki fiskalnej.
Poniższa grafika agencji Reuters pokazuje, ile ton zgromadziły największe banki świata. Wśród 10 liderów Włochy są na trzecim miejscu, a Polska – od kilku lat intensywnie zwiększająca ilość złota – jest już na 10. miejscu, a ponieważ cały czas kupujemy złoto, obecnie mamy już trochę więcej niż pokazuje grafika, czyli 530 ton. Włochy nie dokupują, bo mają już złota bardzo dużo. Skąd się wzięło w skarbcach Banca d’Italia? To efekt zakupów w okresie prosperity w Europie Zachodniej w latach 50. i 60. XX wieku.
Z II wojny światowej Włochy wyszły okradzione ze złota przez Niemcy, ale potem… Okazało się, że okres włoskiego powojennego cudu gospodarczego, który wywindował ten kraj do grona siedmiu najbogatszych na świecie, pozwolił na gromadzenie złota, żeby zneutralizować napływ walut obcych, takich jak dolary amerykańskie. Bank Włoch zamieniał waluty na złoto, co miało być dodatkowym wsparciem dla słabej włoskiej liry. Solidne złote rezerwy miały wzmocnić zaufanie do kraju, do gospodarki i do włoskiego systemu finansowego. Włochy oparły się potem pokusie sprzedaży części złota po roku 2000, co zrobiły np. Wielka Brytania, Francja czy Szwajcaria.

Włoska debata… jak włoski strajk?
We Włoszech debata nad przeznaczeniem państwowego złota trwa od dawna. Politycy rozważali już różne scenariusze. W tym wielokrotnie kwestie sprzedaży złota w celu zmniejszenia długu publicznego, ale też – w celu sfinansowania dodatkowych wydatków czy ulg podatkowych dla obywateli. Takie propozycje nigdy jednak nie spotkały się z akceptacją w UE czy EBC.
Bank centralny strefy euro szczególnie zwraca uwagę na rozdział polityki pieniężnej od polityki fiskalnej. W tym kontekście przepisy o tym, że złotem może dysponować rząd, są dla bankierów centralnych po prostu świętokradztwem. Dodatkowo w całej UE obowiązuje surowy zakaz finansowania długu publicznego przez banki centralne, a wykorzystanie złota do zmniejszenia długu, byłoby właśnie takim działaniem. Rządząca partia nie wycofała się więc zupełnie ze swoich pomysłów, ale postanowiła złagodzić przepisy, usuwając z nich pojęcie przynależności do państwa.
Pierwotna poprawka brzmiała bowiem: „Rezerwy złota, zarządzane i przechowywane przez Bank Włoch, należą do państwa w imieniu narodu włoskiego”. Bank Włoch podaje na swojej stronie internetowej, że złoto mogłoby być wykorzystane jako zabezpieczenie pożyczek (dzięki czemu ten dług mógłby mieć niższe oprocentowanie) lub, w ostateczności, sprzedane w celu zakupu waluty krajowej i utrzymania jej wartości.
Opinia EBC to prawdopodobnie nie tylko wyraz standardowej dbałości o zgodność z prawem, ale też reakcja na to, co za oceanem dzieje się na linii administracja prezydenta Donalda Trumpa – Rezerwa Federalna. Prezydent USA lubi podważać niezależność banku centralnego, więc EBC nie chce dopuścić do podobnego kwestionowania zasad na poletku europejskim. EBC chucha na zimne i reaguje nawet na złagodzone przepisy włoskiego prawa, które mówią, że rezerwy złota należą do narodu włoskiego (słowo „państwo” już w najnowszych projektach nie pada).
W dokumencie opublikowanym na stronie internetowej EBC powtórzył swoje zastrzeżenia do tego pomysłu. Włochy dwukrotnie przeformułowały poprawkę, a najnowszy projekt wyjaśnia, że środek ten nie zastępuje zasad Unii Europejskiej chroniących niezależność banku centralnego. Włoskie rezerwy złota są rejestrowane w bilansie banku centralnego, a prawo mówi, że Bank Włoch zarządza nimi zgodnie z przepisami UE, które zabraniają używania złota do finansowania wydatków rządowych.
Przeciągający się spór zaczął przypominać serial rozpisany na nieskończoną liczbę odcinków albo… włoski strajk. Tymczasem po ok. dwóch tygodniach depesze agencji światowych donoszą: „Włochy rozwiązały spory z Europejskim Bankiem Centralnym w sprawie projektu poprawki do budżetu dotyczącej własności rezerw złota Banku Włoch”. Co się stało i czy faktycznie spór z EBC został zażegnany? Co jednak z prawami Włochów do włoskiego złota? Można z nim zrobić coś innego niż tylko pielęgnować podziw dla magazynów pełnych lśniących sztabek?
Otóż media donoszą, że włoski minister gospodarki Giancarlo Giorgetti i prezeska EBC Christine Lagarde rozwiązali kwestię na marginesie spotkania ministrów finansów strefy euro w Brukseli, podały źródła. Giorgetti zapewnił Lagarde, że Rzym nie planuje przeniesienia złota z bilansu Banku Włoch. Wykluczył wszelkie działania, które mogłyby w efekcie zagrozić zasadzie niezależności banku centralnego i zakazowi finansowania wydatków państwa. Rząd ma teraz dalej pracować nad takim przeformułowaniem zapisów, żeby były zgodne z tym, co lubi EBC.
„Jestem tutaj, aby zapewnić, że przepis ma na celu wyjaśnienie w ustawodawstwie krajowym, że posiadanie i zarządzanie rezerwami złota narodu włoskiego jest obowiązkiem Banku Włoch zgodnie z zasadami traktatów UE” –
– napisał w liście do prezeski EBC włoski minister gospodarki Giorgetti. List cytuje w depeszy agencja Reuters. Czy to już koniec serialu, przekonamy się za jakiś czas. Włosi mają jednak tyle złota, że apetyt na ten kruszec wśród polityków chyba nie osłabnie… Tym bardziej że cena kruszcu na światowym rynku wciąż rośnie, więc potencjalne korzyści byłyby coraz większe.
CZYTAJ TEŻ:
ZOBACZ TEŻ:
Awantura o złoto po polsku? Nasze rezerwy złota można wydać na…
A co z polskim złotem? Teoretycznie jest ono gromadzone, jak podkreśla prezes NBP Adam Glapiński, w podobnym celu do tego, kiedy złoto gromadził Banca d’Italia w latach 50. i 60. XX wieku. Nasze pęczniejące rezerwy dewizowe są wynikiem podobnej polityki: waluty napływające w bardzo dużych ilościach do Polski, głównie w postaci środków europejskich, kredytów i pożyczek rzadko trafiają na rynek walutowy, żeby nie powodować umacniania złotego. Przejmowane są przez bank centralny, który przekazuje następnie krajowym dysponentom pieniądze w naszej walucie.
Przez lata uzbierało się więc sporo walut, a część z nich NBP zamienił na złoto. Teoretycznie w ostatnich kilku latach była to dobra inwestycja, bo cena złota rosła, a więc wartość kupowanego przez NBP złota rosła również. Gorzej będzie, jeśli okaże się, że wysokie obecnie wyceny złota, czyli uncja za ok. 4200 dolarów, to jednak inwestycyjna bańka, która prędzej czy później pęknie. Jeśli cena złota mocno spadnie, również nasze rezerwy dewizowe stopnieją. Ale na razie hossa na złotym rynku trwa w najlepsze, o czym często piszemy na łamach Subiektywnie o Finansach.
Tuż po inwazji Rosji na Ukrainę na początku 2022 roku prezes NBP wspominał kilkakrotnie, że część naszych rezerw, być może właśnie w złocie, mogłaby trafić na finansowanie najważniejszych wydatków. Nie na wydatki budżetowe, bo to byłoby niezgodne z polskim i europejskim prawem, ale na konkretne celowe wydatki o charakterze nadzwyczajnym. Szef NBP mówił w tym kontekście o zakupach uzbrojenia, gdyby to było niezbędne z punktu widzenia strategicznych potrzeb państwa i o finansowaniu programu budowy elektrowni jądrowych jako kluczowego źródła energii.
Były to jednak propozycje, które nie zostały podjęte przez rząd i właściwie umarły śmiercią naturalną, a obecnie wydaje się, że zostały zapomniane. Ciekawe jednak, że od czasu do czasu podobne wątki pojawiają się w debacie publicznej. Oto na jednej z debat na grudniowym XI Kongresie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Poznaniu, której przysłuchiwałem się ostatnio, podobne sugestie padły z ust byłego premiera, ministra finansów i szefa banku centralnego Marka Belki. Ten doświadczony polityk i ekonomista zasugerował takie właśnie rozwiązanie.
„Po co złoto?” – pytał Marek Belka. Przypomniał, że banki centralne kiedyś się umówiły, że nie będą masowo sprzedawać złota, bo to by oznaczało katastrofę na rynku tego kruszcu. „No, ale my już wielokrotnie łamaliśmy takie przepisy, jak ten kucharz Okrasa, w związku z tym ja już się tym specjalnie nie przejmuję” – mówił Belka w Poznaniu.
„Obecnie nie jest źle, bo złoto drożeje. (…) Ale przystępując do strefy euro, musielibyśmy dołożyć do wspólnego kotła, czyli skarbca EBC, pewną ilość rezerw, 7% całego kapitału, około 10 miliardów euro, natomiast cała reszta… Gdybyśmy chcieli wydać to na powiększenie świadczenia 800+, to wtedy byłby problem, natomiast gdybyśmy chcieli te pieniądze przeznaczyć na całkowitą spłatę zadłużenia zagranicznego, to nie widzę żadnych negatywnych konsekwencji dla gospodarki, albo gdybyśmy chcieli kupować samoloty F-35 itd.”.
„Można by teoretyczne część tych rezerw wyodrębnić na coś w rodzaju jakiegoś wealth fund czy funduszu aktywów państwowych na wypadek poważnego zagrożenia narodowego… Chcę tylko powiedzieć, że pakowanie pieniędzy w rezerwy walutowe dalej jest w zasadzie sprawą niepotrzebną. Można teraz śledzić, co się dzieje we Włoszech, ponieważ mają 13% PKB ulokowanych w złocie, które jest własnością Banku Włoch i rząd dyskutuje, co z tym złotem zrobić i – czy można coś zrobić”.
„Ten sam problem pojawił się w Szwajcarii, gdzie było referendum, czy rezerwy w złocie powinny być pod zarządem banku centralnego czy ministra finansów, czyli rządu. Kilka lat temu było referendum i Szwajcarzy opowiedzieli się jednak przeciwko temu, żeby przekazać złoto pod zarząd ministra finansów” – mówił Marek Belka.
Złoto nie musiałoby zasadniczo zmieniać dysponenta. Może to być wciąż bank centralny. Ale – dlaczego właściwie nie mógłby kupić nam dobrych samolotów czy dołożyć się do budowy programu jądrowego? Może to jest myśl, którą powinni podjąć polscy politycy?
CZYTAJ TEŻ:
Źródło zdjęcia: Pixabay






