15 grudnia 2025

Miała być rewolucja w pociągach i jakość pendolino w cenie dla każdego. Czeski RegioJet jednak nie dał rady (na razie). Co nam to mówi?

Miała być rewolucja w pociągach i jakość pendolino w cenie dla każdego. Czeski RegioJet jednak nie dał rady (na razie). Co nam to mówi?

Miało być pięknie, miała być wreszcie konkurencja pełną parą na torach. I to na niemal wszystkich najważniejszych trasach dalekobieżnych w Polsce. Miało być więcej pociągów do wyboru, niższe ceny i jakość pendolino dostępna dla każdego. Na razie wyszła jedna wielka katastrofa. Czy to państwowy przewoźnik PKP robił wszystko, by nie wpuścić na tory konkurencji (i ten sabotaż przyniósł ostatecznie sukces), czy to czeski RegioJet przesadził z obietnicami? Niezależnie od tego, który czynnik miał większe znaczenie, efekt jest taki, że państwowy monopolista triumfuje. Ale nie ma się z czego cieszyć

Rewolucję miał przynieść czeski prywatny przewoźnik RegioJet, który 18 września wystartował z pilotażowym kursem na trasie Warszawa–Kraków. To było przetarcie polskich szyn, ale w niedzielę 14 grudnia jego pociągi miały ruszyć na najpopularniejsze polskie trasy dalekobieżne i zacząć robić na popularnych liniach północ-południe realną konkurencję dla państwowego przewoźnika PKP Intercity.

Zobacz również:

Jakość pendolino (albo i wyższa) w cenie dla każdego

Plan RegioJet zawierał sześć pociągów dziennie na trasie Warszawa–Kraków, sześć pociągów dziennie na trasie Warszawa–Poznań, trzy pociągi dziennie na trasie Gdynia–Kraków oraz po jednym pociągu dziennie na trasach Warszawa–Praga i Warszawa–Wiedeń. To już byłaby taka liczba pociągów, która dawałaby klientom faktyczny wybór między polskim PKP Intercity a czeską konkurencją RegioJet. Bo można byłoby z czeską firmą podróżować praktycznie o każdej porze dnia. Kryterium byłyby tylko jakość i cena.

RegioJet zaczął nawet na początku grudnia sprzedawać bilety na te połączenia, ale w piątek poinformował w komunikacie, że większość planowanych połączeń… nie wystartuje. Klienci, którzy kupili bilety, otrzymali (albo za chwilę otrzymają) 100 zł rekompensaty. Czesi tłumaczą drastyczną decyzję tym, że nie zdołali zatrudnić obsługi do odpowiedniej liczby pociągów (w tym maszynistów), nie udało im się uzyskać dostępu do bazy na terenie Polski, z której byłyby wysyłane w trasy i serwisowane pociągi. Nie zdołali wynająć okienek kasowych na dworcach ani uzyskać dostępu do dworcowych systemów reklamowych.

Efekt jest taki, że dziś czeski RegioJet obsługuje na polskich torach zaledwie trzy pary pociągów dziennie na trasie Kraków–Warszawa (i z powrotem), a jeden z tych kursów dociera do Gdyni (czyli jest to pociąg Kraków-Gdynia i z powrotem). Na trasie Warszawa-Kraków ceny biletów zaczynają się od 39 zł (w Intercity w porównywalnym terminie widzę dziś bilety w cenach od ok. 70 zł do 169 zł), a najdroższe bilety — z jakością podróżowania wyższą, niż oferuje PKP Intercity — kosztują 79-99 zł, w zależności od dnia i pociągu (w PKP Intercity z reguły cena podróży pierwszą klasą to 259 zł).

Poza tym z RegioJet można pojechać z Krakowa i z Rzeszowa do Pragi. Taką liczbą pociągów Czesi raczej nie postraszą PKP Intercity, a więc i nie wywołają wojny cenowej, która miała być głównym efektem ich wjazdu na polskie tory. Po tym, jak Czesi ogłosili wjazd na trasę Warszawa-Kraków i zapowiedzieli ekspansję po 14 grudnia, w systemie rezerwacyjnym Intercity „magicznie” przybyło tańszych biletów, nawet na pociągi pendolino. To naprawdę mogło zadziałać i u państwowego przewoźnika był poważny niepokój. Niższe ceny i wyższa jakość, którą oferują Czesi, mogą być problemem dla PKP.

Ale czy będzie? Co prawda czeski RegioJet się odgraża, że ofensywa jest tylko odłożona w czasie. Pełna oferta sześciu par pociągów na trasie Warszawa-Kraków i trzech na trasie Gdynia-Kraków jest zapowiadana na styczeń. W lutym mają ruszyć połączenia na trasie Warszawa-Poznań. Pytanie, czy Polacy to kupią, dosłownie i w przenośni. Zwłaszcza że państwowa konkurencja (zarówno zarządca sieci torów PKP PLK, jak i PKP Intercity) zadbali o to, żeby do wszystkich Polaków dotarły głosy ich oburzenia na traktowanie polskich pasażerów. Rzeczywiście, odwoływanie kursów w ostatniej chwili to najgorsze, co Czesi mogli zrobić.

Dlaczego czeski RegioJet nie dał rady? I dlaczego PKP nie pomagał?

Mam nadzieję, że drugie podejście będzie zrobione z mniejszą pompą i z większym pietyzmem. Sytuacja jest taka, że Czesi są chyba skazani w Polsce na sukces, choćby z tego powodu, że na najważniejszych i najpopularniejszych trasach po prostu popyt jest większy niż liczba połączeń, które jest w stanie zapewnić polski przewoźnik państwowy (brakuje wagonów i lokomotyw). Byłem niedawno w Austrii i tam na trasach pomiędzy największymi miastami są po 24 połączenia na dobę, czyli w ciągu dnia pociągi kursują co godzinę, co pół godziny.

W najbardziej „gęstych” terminach na trasach Warszawa–Poznań, Warszawa–Kraków, Warszawa–Gdynia, Warszawa–Wrocław i Wrocław–Szczecin bez problemu mogłyby kursować pociągi co 20-30 minut, a i tak byłyby w większości wypełnione. Tak niestety nie będzie, bo brakuje szybkich torów i systemu zarządzania ruchem, który pozwoliłby zagęścić pociągi do tego stopnia.

No i oczywiście brakuje „mocy przerobowych” po stronie PKP Intercity. Państwowa firma „robi bokami” ze względu na brak taboru, a rozkłady jazdy — odnoszę takie wrażenie jako bardzo częsty ostatnio klient tej firmy — są sztucznie skonstruowane tak, żeby pociągi miały sporo „luzu”. Można byłoby skrócić czas przejazdu, ale po co, skoro i tak więcej pociągów nie pojedzie?

Tym, czego PKP Intercity potrzebuje niczym tlenu, jest czas na zwiększenie „mocy przerobowych”. Ostatnim, czego potrzebuje, to utrata tej części rynku, której nie jest w stanie dzisiaj „obsłużyć”. A do tego właśnie ma prowadzić czeska konkurencja (i nie tylko, bo do wejścia do gry szykuje się też niemiecki właściciel sieci FlixBus). Czytając żale RegioJet, oczywiście mam świadomość, że to w jakiejś części ma być pretekst, by się wybielić w oczach Polaków po kompromitacji z odwołaniem pociągów. Ale jestem też w stanie uwierzyć, że państwowy polski przewoźnik nie grał czysto.

Właściciel RegioJet Radim Jančura na jednym wydechu wymienia, jak polskie firmy robią mu pod górkę. Jego zdaniem władze PKP Cargo przedłużają finalizację sprzedaży bazy dla pociągów, którą RegioJet kupił za ponad 55 mln zł. Z kolei PKP podobno odmawia udostępnienia powierzchni reklamowych na dworcach, tłumacząc to faktem, że RegioJet jest bezpośrednim konkurentem PKP Intercity (skarga do UOKiK w tej sprawie podobno jest w drodze). PKP Intercity miał też namawiać zarząd PKP PLK, aby rozkład jazdy RegioJet był „sztucznie spowalniany” w porównaniu z pociągami Intercity.

Oczywiście trwa też bój o pracowników, głównie maszynistów. Tutaj zapewne obie strony wykorzystują wszystkie dostępne metody, bo Czesi twierdzą, że mają sygnały o „zniechęcaniu” przez polską spółkę pracowników do współpracy z czeską konkurencją, zaś z PKP Intercity dochodzą do mnie sygnały, iż Czesi próbują grasować na ich poletku i „kupować” pracowników, obiecując im gruszki na wierzbie. W dziedzinie walki o kluczowych pracowników walka jest na noże i to nie dziwi.

Czesi zapowiadają pozwy do Komisji Europejskiej o niezgodne z prawem i sprzeczne z zasadami uczciwej konkurencji postępowanie polskiego przewoźnika, a PKP Intercity i PKP PLK ślą komunikaty, których celem jest podważenie zaufania klientów do konkurencyjnego przewoźnika. Spółka PKP PLK (odpowiadająca za rozkład jazdy) oświadczyła, że wycofanie się z większości planowanych połączeń to działanie „nieodpowiedzialne i antypasażerskie”. A PKP Intercity określa ten ruch za „skrajnie nieodpowiedzialny” i dodaje, że odwołanie 1080 kursów niestety pokazuje też, że „sytuację bezprecedensową na polskim rynku kolejowym”.

Czeski RegioJet się skompromitował, ale co to mówi o nas?

Z całą pewnością RegioJet zrobił rzecz niedopuszczalną. I to niezależnie od tego, czy wynikało to z „sabotażu” polskiej państwowej grupy kolejowej (której determinacji w „spowalnianiu” konkurencji Czesi po prostu nie docenili) czy też po prostu z tego, że nie przyjęli normalnej w biznesie „zakładki” czasowej na różne rzeczy, które bardzo często się opóźniają.

Brak możliwości sprzedaży biletów na dużych dworcach czy reklamowania się na nich to rzeczywiście jest problem, ale jeśli się zaczyna sprzedawać bilety na konkretne połączenia, choćby tylko przez internet, to trzeba mieć absolutną pewność, że da się je wykonać. Tego wymaga rzetelność kupiecka. Nie mamy pewności, nie sprzedajemy usługi.

Ale ta sytuacja pokazuje nie tylko kiepską jakość zarządzania u czeskiego przewoźnika. Niestety pokazuje też, że Polska jest krajem, w którym zasady wolnej konkurencji i rynku generującego najniższe możliwe ceny dla konsumentów po prostu nie działają. Gdyby działały, to rząd witałby konkurentów PKP Intercity z otwartymi rękami i starał się ułatwić im uczciwe konkurowanie z państwowym przewoźnikiem.

Polskim urzędnikom nie zależy jednak na tym, byśmy płacili jak najniższe ceny za bilety (a wielokrotnie czytaliście w „Subiektywnie o Finansach”, że płacimy za przejazdy jedne z najwyższych opłat w Europie w proporcji do naszych zarobków). Zależy mu na tym, żeby polska spółka miała jak najwięcej klientów i generowała jak najwyższe zyski, bo od nich można wziąć do budżetu państwa dywidendę (choć akurat PKP Intercity to trochę inny przypadek, bo do niego dopłacamy).

Nacjonalizm gospodarczy, który zapowiedział jakiś czas temu premier, będzie miał taką właśnie twarz. Jeśli z zagranicy przyjdzie konkurencja, która daną usługę będzie chciała realizować taniej i oferować wyższą jakość, to polscy urzędnicy — w interesie państwowych monopoli — będą to dyskretnie utrudniali lub uniemożliwiali, a co najmniej zachowają lodowaty chłód. A że rachunek za to na koniec zapłaci polski klient, to już nikogo nie obchodzi.

Być może takie czasy nadeszły i nie ma co narzekać. Gdyby polski przewoźnik chciał podbijać Czechy, Niemcy czy Francję, to niewykluczone, że byłoby tak samo. Ale jednak trochę mi smutno, bo wychowałem się w czasach, gdy konkurencja była tym lepsza, im większa. Zawsze z cenową korzyścią dla klienta i przeciwko monopolom. Mimo wszystko mam nadzieję, że czeski RegioJet choć trochę namiesza na polskim rynku.

——————————

CZYTAJ WIĘCEJ O KOLEJACH:

regio jet czyni cuda na torach

spóźniony pociąg Berlin-Warszawa

u konduktora bilet gdy nie ma biletów

aplikacja apcoa flow

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————-

zdjęcie tytułowe: RegioJet

Subscribe
Powiadom o
32 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Ppp
4 miesięcy temu

To jest MARATON – wywrotka na pierwszym kilometrze nie wyklucza jeszcze zwycięstwa, a przynajmniej postraszenia konkurenta.
Z ciekawości sprawdziłem ceny na trasę Kraków – Warszawa, jazda „natychmiast”, czyli 15 Grudnia po południu. Pendolino i EIC po 149-169zł z drugiej klasie, ale jeden wieczorny za 133zł. IC z czasem jazdy 4g – 70zł, ale są trzy poniżej 50zł.
A jeśli RegioJet wygra w sądach czy arbitrażach, to te tryumfalistyczne okrzyki mogą się jeszcze bardzo źle zestarzeć. Chociaż… Czy PKP-IC kiedykolwiek było poważną firmą? Ich kolejne ośmieszenie mojej opinii nie zmieni.
Pozdrawiam.

zalegacz
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

a w ogóle PKP się kiedykolwiek czegoś bał? albo też Poczta, Telewizja itp. Nawet jak będzie kara czy większa strata to i tak dołożą…

Michał
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Trudno, będzie trzeba wystąpić o większą dotację i dalej lecieć w ch… kulki 🙂

Vvv
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Konkurencji jakiej? To że jest zgoda na pociągi ale sabotowane są dostępy do dworców, kas, bazy serwisowej – teoretycznie opowiadają za to inne spółki więc żadne ograniczenie konkurencji przecież .. prawda ? Nieważne że wszystko tej samej grupy lub powiązane z nią.

Stef
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jakbym jak PKP IC w kazdej chwili mógł dostać od Skarbu Państwa ratunek, to też bym stosował dumping cenowy.

Janusz
4 miesięcy temu

Prawdziwa twarz monopolu. Mam nadzieję, że Czechom starczy kasy i zapału by przetrwać

Phx
4 miesięcy temu

Panie Redaktorze, czy już Pan nie pamięta jak było z Pocztą Polską? Brzoska się uparł i doklejał metal do listów by tylko mógł obsługiwać opłacalną część przesyłek. Także proszę się nie bać, z czasem i kolej się zmieni.

A wracając do PP, ostatecznie musiała się dostosować i teraz działa lepiej. Nie, nie lubię jej, ale wiem jak się zmienili i co jak co, ale utrzymują się na rynku. Może teraz kolej na kolej 😉

zalegacz
4 miesięcy temu
Reply to  Phx

PP działa lepiej? Chyba żyjemy w różnych rzeczywistościach. Jak tam muszę iść (a muszę odbierać polecone sądowe), to mi się zawsze rzygać chce. Zawsze koljeki, niemiła i zmęczona obsługa. Brak listów cyfowych. Brak paczkomatów czy listomatów. Brak możliwości płacenia kartą, no i to wciskanie: może jeszcze wstążeczkę? PP od dawna jest na minusie, a utrzymuje się dzieki dotacjom (różnie nazywanym, np. powszechna usługa pocztowa): milardzik tu, jak mało to miliardzik tam. Nie mogę się doczekać bankructwa tego molochu i innych tego typu, np PKP. Niestety do takich zmian musi dorosnąć społeczeństwo, co jak widzę potrfa jeszcze długo. Niektórym taki bałagan… Czytaj więcej »

Phx
4 miesięcy temu
Reply to  zalegacz

Mam podobne zdanie o samych placówkach. Jednak jeżeli chodzi o logistykę, to jest całkiem nieźle. Zmiany się w tej organizacji wprowadza trudniej niż w prywatnym przedsiębiorstwie.

dizzy
4 miesięcy temu
Reply to  zalegacz

z brakiem płatności kartą na PP się nigdzie nie spotkałem ale też unikam ich placówek jak ognia. Natomiast ze wszystkich patologii najbardziej mnie śmieszy ta, że mimo całego wieloletniego już szumu w temacie pracy „placówek pocztowych” w weekendy i święta PP jest bodaj JEDYNĄ, która w weekendy nie pracuje 😀 (może z pojedynczymi wyjątkami)

Hieronim
4 miesięcy temu

Naprawdę ktoś chciał wygrać z naszymi kolejarzami na ich boisku? 🤣

Hipolit
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

I sędziowie też wystawieni przez gospodarza… ⚽

Kkk
4 miesięcy temu

Prywaciarz podkupuje maszynistę państwowej spółki 😂😂😂 Czas szkolenia maszynisty aby mógł wyjechać na trasę? Ic/TLK to połączenia dotowane, dla ludności, więc na jakim polu chciał koniec regiojet? Reszta to bzdura. 1.pkp ich chciało wypuścić konkurencję, będzie lepiej, nie składali wniosku o nadanie równowagi rynkowej 2. Regiojet chciał mieć czerwony dywan ale się przeliczył 3. PKP IC robi dobry PR do Złotej sytuacji, wioski kilka połączeń na dobę, kurier moglo ogarnąć PKP IC, lub Pendolino – gdyby nie puszczano ich po całej Polsce z prędkością 160. P.S. nie lubię gospodarki ręcznie sterowanej, ale UE miała rację, że Pendolino powinno jeździć tylko… Czytaj więcej »

Paweł
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

AI napisał(a), to nie oczekujmy starannej polszczyzny

Adam
4 miesięcy temu

Wolałbym prywatną polską. konkurencję. RegioJet do domu.

zalegacz
4 miesięcy temu
Reply to  Adam

A co to prywatne polskie przedsiębiorstwo? Jak Polak mieszkający na Karaibach ma firmę w Polsce to jest polskie? Jak Polak i Czech mają po połowie, to polskie czy już nie? A może polskie jest to co płaci podatek w Polsce? Bo CIT w Polsce jest dobrowolny, jeżeli ktoś to płaci to Minister wręcza mu co roku nagrodę. Może zamiast wybrzydzać czy polskie czy nie, to po prostu opodatkujmy firmy, tak aby wszystkie płaciły podatki w Polsce.

Paweł
4 miesięcy temu

I jak z takim pokątnym protekcjonizmem Europa ma rywalizować z USA i Chinami?

Wojtek
4 miesięcy temu

Taki długi tekst o czeskiej konkurencji i ani raz nie padł brand Leo Express? 😀 Halo! 😀
O nich nie ma głośno, dotychczas kursy Ostrava-Katowice/Kraków realizowali autobusami a teraz sprawdziłem, że w nowym rozkładzie już są ich pociągi (oczywiście na trasie do Pragi).

Podobno jesteśmy tak bogaci, jak Japończycy, tam między Osaką a Tokyo są pociągi nawet co 3 minuty (co 180 sekund).

hasler
3 miesięcy temu

Biedne narodowe IC.
Zasadzili się na nich Czesi z konkurencją a oni ją tak entuzjastycznie przyjęli.
Prócz ulg ustawowych które rekompensuje SP każdemu przewoźnikowi nasz narodowy jest dotowany na swoją misję 2,3 MLD rocznie.
Poziom jego konkurencyjności jest na tym samym poziomie co węgla wydobywanego w narodowych kopalniach.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu