Miało być pięknie, miała być wreszcie konkurencja pełną parą na torach. I to na niemal wszystkich najważniejszych trasach dalekobieżnych w Polsce. Miało być więcej pociągów do wyboru, niższe ceny i jakość pendolino dostępna dla każdego. Na razie wyszła jedna wielka katastrofa. Czy to państwowy przewoźnik PKP robił wszystko, by nie wpuścić na tory konkurencji (i ten sabotaż przyniósł ostatecznie sukces), czy to czeski RegioJet przesadził z obietnicami? Niezależnie od tego, który czynnik miał większe znaczenie, efekt jest taki, że państwowy monopolista triumfuje. Ale nie ma się z czego cieszyć
Rewolucję miał przynieść czeski prywatny przewoźnik RegioJet, który 18 września wystartował z pilotażowym kursem na trasie Warszawa–Kraków. To było przetarcie polskich szyn, ale w niedzielę 14 grudnia jego pociągi miały ruszyć na najpopularniejsze polskie trasy dalekobieżne i zacząć robić na popularnych liniach północ-południe realną konkurencję dla państwowego przewoźnika PKP Intercity.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Jakość pendolino (albo i wyższa) w cenie dla każdego
Plan RegioJet zawierał sześć pociągów dziennie na trasie Warszawa–Kraków, sześć pociągów dziennie na trasie Warszawa–Poznań, trzy pociągi dziennie na trasie Gdynia–Kraków oraz po jednym pociągu dziennie na trasach Warszawa–Praga i Warszawa–Wiedeń. To już byłaby taka liczba pociągów, która dawałaby klientom faktyczny wybór między polskim PKP Intercity a czeską konkurencją RegioJet. Bo można byłoby z czeską firmą podróżować praktycznie o każdej porze dnia. Kryterium byłyby tylko jakość i cena.
RegioJet zaczął nawet na początku grudnia sprzedawać bilety na te połączenia, ale w piątek poinformował w komunikacie, że większość planowanych połączeń… nie wystartuje. Klienci, którzy kupili bilety, otrzymali (albo za chwilę otrzymają) 100 zł rekompensaty. Czesi tłumaczą drastyczną decyzję tym, że nie zdołali zatrudnić obsługi do odpowiedniej liczby pociągów (w tym maszynistów), nie udało im się uzyskać dostępu do bazy na terenie Polski, z której byłyby wysyłane w trasy i serwisowane pociągi. Nie zdołali wynająć okienek kasowych na dworcach ani uzyskać dostępu do dworcowych systemów reklamowych.
Efekt jest taki, że dziś czeski RegioJet obsługuje na polskich torach zaledwie trzy pary pociągów dziennie na trasie Kraków–Warszawa (i z powrotem), a jeden z tych kursów dociera do Gdyni (czyli jest to pociąg Kraków-Gdynia i z powrotem). Na trasie Warszawa-Kraków ceny biletów zaczynają się od 39 zł (w Intercity w porównywalnym terminie widzę dziś bilety w cenach od ok. 70 zł do 169 zł), a najdroższe bilety — z jakością podróżowania wyższą, niż oferuje PKP Intercity — kosztują 79-99 zł, w zależności od dnia i pociągu (w PKP Intercity z reguły cena podróży pierwszą klasą to 259 zł).
Poza tym z RegioJet można pojechać z Krakowa i z Rzeszowa do Pragi. Taką liczbą pociągów Czesi raczej nie postraszą PKP Intercity, a więc i nie wywołają wojny cenowej, która miała być głównym efektem ich wjazdu na polskie tory. Po tym, jak Czesi ogłosili wjazd na trasę Warszawa-Kraków i zapowiedzieli ekspansję po 14 grudnia, w systemie rezerwacyjnym Intercity „magicznie” przybyło tańszych biletów, nawet na pociągi pendolino. To naprawdę mogło zadziałać i u państwowego przewoźnika był poważny niepokój. Niższe ceny i wyższa jakość, którą oferują Czesi, mogą być problemem dla PKP.
Ale czy będzie? Co prawda czeski RegioJet się odgraża, że ofensywa jest tylko odłożona w czasie. Pełna oferta sześciu par pociągów na trasie Warszawa-Kraków i trzech na trasie Gdynia-Kraków jest zapowiadana na styczeń. W lutym mają ruszyć połączenia na trasie Warszawa-Poznań. Pytanie, czy Polacy to kupią, dosłownie i w przenośni. Zwłaszcza że państwowa konkurencja (zarówno zarządca sieci torów PKP PLK, jak i PKP Intercity) zadbali o to, żeby do wszystkich Polaków dotarły głosy ich oburzenia na traktowanie polskich pasażerów. Rzeczywiście, odwoływanie kursów w ostatniej chwili to najgorsze, co Czesi mogli zrobić.
Dlaczego czeski RegioJet nie dał rady? I dlaczego PKP nie pomagał?
Mam nadzieję, że drugie podejście będzie zrobione z mniejszą pompą i z większym pietyzmem. Sytuacja jest taka, że Czesi są chyba skazani w Polsce na sukces, choćby z tego powodu, że na najważniejszych i najpopularniejszych trasach po prostu popyt jest większy niż liczba połączeń, które jest w stanie zapewnić polski przewoźnik państwowy (brakuje wagonów i lokomotyw). Byłem niedawno w Austrii i tam na trasach pomiędzy największymi miastami są po 24 połączenia na dobę, czyli w ciągu dnia pociągi kursują co godzinę, co pół godziny.
W najbardziej „gęstych” terminach na trasach Warszawa–Poznań, Warszawa–Kraków, Warszawa–Gdynia, Warszawa–Wrocław i Wrocław–Szczecin bez problemu mogłyby kursować pociągi co 20-30 minut, a i tak byłyby w większości wypełnione. Tak niestety nie będzie, bo brakuje szybkich torów i systemu zarządzania ruchem, który pozwoliłby zagęścić pociągi do tego stopnia.
No i oczywiście brakuje „mocy przerobowych” po stronie PKP Intercity. Państwowa firma „robi bokami” ze względu na brak taboru, a rozkłady jazdy — odnoszę takie wrażenie jako bardzo częsty ostatnio klient tej firmy — są sztucznie skonstruowane tak, żeby pociągi miały sporo „luzu”. Można byłoby skrócić czas przejazdu, ale po co, skoro i tak więcej pociągów nie pojedzie?
Tym, czego PKP Intercity potrzebuje niczym tlenu, jest czas na zwiększenie „mocy przerobowych”. Ostatnim, czego potrzebuje, to utrata tej części rynku, której nie jest w stanie dzisiaj „obsłużyć”. A do tego właśnie ma prowadzić czeska konkurencja (i nie tylko, bo do wejścia do gry szykuje się też niemiecki właściciel sieci FlixBus). Czytając żale RegioJet, oczywiście mam świadomość, że to w jakiejś części ma być pretekst, by się wybielić w oczach Polaków po kompromitacji z odwołaniem pociągów. Ale jestem też w stanie uwierzyć, że państwowy polski przewoźnik nie grał czysto.
Właściciel RegioJet Radim Jančura na jednym wydechu wymienia, jak polskie firmy robią mu pod górkę. Jego zdaniem władze PKP Cargo przedłużają finalizację sprzedaży bazy dla pociągów, którą RegioJet kupił za ponad 55 mln zł. Z kolei PKP podobno odmawia udostępnienia powierzchni reklamowych na dworcach, tłumacząc to faktem, że RegioJet jest bezpośrednim konkurentem PKP Intercity (skarga do UOKiK w tej sprawie podobno jest w drodze). PKP Intercity miał też namawiać zarząd PKP PLK, aby rozkład jazdy RegioJet był „sztucznie spowalniany” w porównaniu z pociągami Intercity.
Oczywiście trwa też bój o pracowników, głównie maszynistów. Tutaj zapewne obie strony wykorzystują wszystkie dostępne metody, bo Czesi twierdzą, że mają sygnały o „zniechęcaniu” przez polską spółkę pracowników do współpracy z czeską konkurencją, zaś z PKP Intercity dochodzą do mnie sygnały, iż Czesi próbują grasować na ich poletku i „kupować” pracowników, obiecując im gruszki na wierzbie. W dziedzinie walki o kluczowych pracowników walka jest na noże i to nie dziwi.
Czesi zapowiadają pozwy do Komisji Europejskiej o niezgodne z prawem i sprzeczne z zasadami uczciwej konkurencji postępowanie polskiego przewoźnika, a PKP Intercity i PKP PLK ślą komunikaty, których celem jest podważenie zaufania klientów do konkurencyjnego przewoźnika. Spółka PKP PLK (odpowiadająca za rozkład jazdy) oświadczyła, że wycofanie się z większości planowanych połączeń to działanie „nieodpowiedzialne i antypasażerskie”. A PKP Intercity określa ten ruch za „skrajnie nieodpowiedzialny” i dodaje, że odwołanie 1080 kursów niestety pokazuje też, że „sytuację bezprecedensową na polskim rynku kolejowym”.
Czeski RegioJet się skompromitował, ale co to mówi o nas?
Z całą pewnością RegioJet zrobił rzecz niedopuszczalną. I to niezależnie od tego, czy wynikało to z „sabotażu” polskiej państwowej grupy kolejowej (której determinacji w „spowalnianiu” konkurencji Czesi po prostu nie docenili) czy też po prostu z tego, że nie przyjęli normalnej w biznesie „zakładki” czasowej na różne rzeczy, które bardzo często się opóźniają.
Brak możliwości sprzedaży biletów na dużych dworcach czy reklamowania się na nich to rzeczywiście jest problem, ale jeśli się zaczyna sprzedawać bilety na konkretne połączenia, choćby tylko przez internet, to trzeba mieć absolutną pewność, że da się je wykonać. Tego wymaga rzetelność kupiecka. Nie mamy pewności, nie sprzedajemy usługi.
Ale ta sytuacja pokazuje nie tylko kiepską jakość zarządzania u czeskiego przewoźnika. Niestety pokazuje też, że Polska jest krajem, w którym zasady wolnej konkurencji i rynku generującego najniższe możliwe ceny dla konsumentów po prostu nie działają. Gdyby działały, to rząd witałby konkurentów PKP Intercity z otwartymi rękami i starał się ułatwić im uczciwe konkurowanie z państwowym przewoźnikiem.
Polskim urzędnikom nie zależy jednak na tym, byśmy płacili jak najniższe ceny za bilety (a wielokrotnie czytaliście w „Subiektywnie o Finansach”, że płacimy za przejazdy jedne z najwyższych opłat w Europie w proporcji do naszych zarobków). Zależy mu na tym, żeby polska spółka miała jak najwięcej klientów i generowała jak najwyższe zyski, bo od nich można wziąć do budżetu państwa dywidendę (choć akurat PKP Intercity to trochę inny przypadek, bo do niego dopłacamy).
Nacjonalizm gospodarczy, który zapowiedział jakiś czas temu premier, będzie miał taką właśnie twarz. Jeśli z zagranicy przyjdzie konkurencja, która daną usługę będzie chciała realizować taniej i oferować wyższą jakość, to polscy urzędnicy — w interesie państwowych monopoli — będą to dyskretnie utrudniali lub uniemożliwiali, a co najmniej zachowają lodowaty chłód. A że rachunek za to na koniec zapłaci polski klient, to już nikogo nie obchodzi.
Być może takie czasy nadeszły i nie ma co narzekać. Gdyby polski przewoźnik chciał podbijać Czechy, Niemcy czy Francję, to niewykluczone, że byłoby tak samo. Ale jednak trochę mi smutno, bo wychowałem się w czasach, gdy konkurencja była tym lepsza, im większa. Zawsze z cenową korzyścią dla klienta i przeciwko monopolom. Mimo wszystko mam nadzieję, że czeski RegioJet choć trochę namiesza na polskim rynku.
——————————
CZYTAJ WIĘCEJ O KOLEJACH:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
zdjęcie tytułowe: RegioJet






