To się zdarza coraz częściej: kradzież metodą „na brokera inwestycyjnego”. Jesteśmy kuszeni na platformach społecznościowych krociowymi zyskami. Jeśli damy się namówić do „handlu” i szybko widzimy „zyski” na swoim koncie. Ale to fikcja. A procedura „wypłaty zysków” kończy się wyczyszczeniem naszego konta bankowego. Chciwość? Być może. Naiwność? Na pewno. Rażące niedbalstwo? A jakże. Ale jedna z kancelarii prawniczych wywalczyła dla klienta w sądzie uwolnienie od długu! Jakim cudem?
Na szczęście coraz trudniej namówić nas przez Facebooka, czy Instagram do kliknięcia jakichś podsuniętych linków „do banku”, za pomocą których złodzieje mogą próbować ukraść nam pieniądze z naszych rachunków. Banki prowadzą szeroką akcję informacyjną, wielu blogerów, mediów, influencerów uczula, żeby nie klikać w żadne linki podesłane na smartfon lub na skrzynkę e-mail (nie wiedzą tego tylko w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, wysyłając ludziom link SMS-em, i to niedziałający).
- Bezpieczne lokowanie pieniędzy: na bankach świat się nie kończy. Jakie są możliwości „parkowania” pieniędzy poza bankami? [POWERED BY UNIQA TFI]
- „Kredytówka” bez kruczków? Jakie cechy powinna mieć karta kredytowa jako źródło awaryjnej płynności? I czy ta karta „dowozi”? [POWERED BY UNICREDIT]
- Jak powinno być ustalane „sprawiedliwe” oprocentowanie pieniędzy, które trzymamy w bankach? I dlaczego to my musimy o to walczyć? [POWERED BY TRADE REPUBLIC]
Wpuścił złodziei na swoje konto, żeby wypłacić „zyski”
Coraz popularniejsze stają się więc bardziej złożone fraudy, polegające na „znieczulenia” klienta poprzez przesunięcie go do ekosystemu, który on uważa za bardziej bezpieczny, niż Facebook, czy Instagram. Jedną z bardziej skutecznych form jest namawianie nas do przetestowania „handlu” na platformie inwestycyjnej z pomocą „doradcy”. Złodzieje podsuwają nawet własne pieniądze, żeby tylko klient dał się namówić. Platforma jest fałszywa, ceny aktywów zmanipulowane w taki sposób, żeby ofiara zawsze „wygrywała”, wykonując wyimaginowane transakcje, podsuwane przez „doradcę”.
Kluczowa część oszustwa zaczyna się wtedy, gdy „inwestor”, opromieniony swoim talentem po przeprowadzeniu serii szybkich, bardzo zyskownych transakcji, chce wypłacić swoje „zyski”. Im lepiej przygotowana jest strona internetowa, im więcej jest na niej różnych branżowych elementów, tym bardziej ofiara wierzy, że rzeczywiście ma jakieś zyski do wypłacenia, więc robi to, co jej się każe.
Złodzieje różnymi sposobami – najczęściej poprzez wysłanie linku do fałszywej strony banku, i „poczęstowanie” pechowej osoby jednocześnie wirusem śledzącym to, co ona wpisuje na klawiaturze – dostają się na konto klienta. Potem zlecają wyprowadzenie pieniędzy i autoryzują transakcję w imieniu ofiary albo ją do tego nakłaniają. Przeważnie przy okazji korzystają z wszelkich możliwych sposobów zmultiplikowania zysków – zaciągają w imieniu klienta kredyt, wyprowadzają pieniądze z karty kredytowej, podwyższają do maksymalnej dozwolonej wysokości debet…
I w takiej właśnie sytuacji znalazł się jeden z pechowców, który został namówiony za pomocą Facebooka do „handlowania” na jakiejś „platformie”, a potem do wypłaty krociowych ponoć zysków. Złodzieje dostali się na konto, a oprócz pieniędzy, które tam były (niestety nie wiem czy duże), doprowadzili do zaciągnięcia przez ofiarę kredytu.
Pieniądze oczywiście zniknęły, a klient został goły i niewesoły. Oczywiście złożył w banku reklamację, która została odrzucona. Bank powołał się na „rażące niedbalstwo” klienta i kazał mu spłacać kredyt zaciągnięty przez złodziei na jego rachunek.
Klient się zmierzwił, ale niewiele mógł zrobić, ograniczył się do oporu biernego, czyli po prostu nie spłacał rat. W związku z brakiem płatności bank przesłał klientowi oświadczenie o wypowiedzeniu umowy pożyczki, a następnie pozwał go do sądu o jej zwrot. Sprawa stanęła na ostrzu noża. Po jednej stronie naiwny, ale jednak okradziony i oszukany konsument, po drugiej – wyposażony w wysoko opłacanych prawników bank.
Sąd: „to było rażące niedbalstwo klienta, ale pieniędzy nie musi zwracać”
Sprawa przegrana? Klient udał się do mec. Wojciecha Kaczmarczyka, który okazał się na tyle skuteczny, że wywalczył w sądzie anulowanie „trefnego” kredytu. Wyrok jest jeszcze świeży (z czerwca tego roku) i prawomocny. Właśnie pojawiło się jego uzasadnienie, które może napawać nadzieją niektóre ofiary tego typu fraudów. Nadzieją, iż nie wszystko jeszcze stracone. Przynajmniej jest precedens.
Jakie były motywy „uwolnienia” klienta od kredytu, choć przecież to on umożliwił złodziejom „wjazd” na jego konto i zaciągnięcie kredytu na jego rachunek? Sąd uznał między innymi, że w tej sytuacji „rażące niedbalstwo” nie ma znaczenia, bo ważniejsze jest to, że „na banku ciąży odpowiedzialność za stworzenie infrastruktury dającej pewność co do prawdziwości oświadczenia woli klienta”.
Sąd dał się przekonać pełnomocnikowi ofiary, że nie doszło w tym miejscu do prawidłowej weryfikacji, że wniosek kredytowy jest składany jako rzeczywiste oświadczenie woli klienta.
„Na banku spoczywał obowiązek prawidłowej weryfikacji tożsamości osoby, z którą zamierzała zawrzeć umowę pożyczki. Oceny tej nie zmienia ustalenie, iż pozwany udostępnił, nieznanym sobie osobom loginy i hasła dostępowe do konta, które to czynności niewątpliwie kwalifikować można jako rażące niedbalstwo”
To ważne: sąd uznał, że w tym przypadku rażące niedbalstwo nie „topi” klienta w sytuacji, w której można łatwo zaciągnąć kredyt za pomocą bankowej aplikacji mobilnej albo serwisu transakcyjnego, czyli w przypadku najłatwiej dostępnych tzw. kredytów na jeden klik. Coś się zmienia w podejściu sędziów do sytuacji, w których klienci wykazują się nieostrożności i naiwnością, ale to bankowe narzędzia pozwalają ukraść pieniądze szybko i bez dodatkowej weryfikacji.
To de facto oznacza, że jeśli ktoś włamie nam się na konto i nie tylko ukradnie nasze pieniądze, lecz również skorzysta z oferowanych przez bank kredytów online, to – mimo naszego rażącego niedbalstwa – bank będzie musiał udowodnić, że to my chcieliśmy zaciągnąć ten kredyt i że my go zaciągnęliśmy. Nie wystarczy, że daliśmy komuś dane do logowania, a on skorzystał z okazji, de facto wyłudzając pieniądze na nasze dane.
„Skoro bank decyduje się na tak znaczne uproszczenie i przyspieszenie procedur udzielania kredytów (bez chociażby telefonicznego potwierdzenia woli zawarcia umowy pożyczki przez klienta) i bez wyrażenia przez klienta woli umożliwienia mu zawierania umowy pożyczki w ten sposób to przede wszystkim bank ponosi odpowiedzialność wynikającą z takiej organizacji systemu bankowości elektronicznej”
– napisał sąd w uzasadnieniu. A dokładniej był to Sąd Okręgowy w Łodzi, sygnatura akt III Ca 1866/25 (wyrok z 18 czerwca). Bank przegrał najpierw w pierwszej instancji, ale się odwołał. Sąd drugiej instancji oddalił apelację banku, potwierdzając nieważność wyłudzonego kredytu i – co chyba najważniejsze tutaj – dał do zrozumienia, że rażące niedbalstwo klienta nie może być dla bankierów „bronią uniwersalną”. A więc bank ponosi też część odpowiedzialności za to, że udostępnia klientom nowoczesne rozwiązania, pozwalające uzyskać finansowanie bez żadnych formalności, całkiem online.
„Umowa pożyczki, na którą powołuje się bank, nie istnieje w obrocie prawnym, nie została zawarta przez pozwanego, a jej „działanie” stanowi przestępstwo popełnione na szkodę banku. Pozwany nie jest zatem związany stosunkiem prawnym, z którego bank wywodzi swoje roszczenie, ani zobowiązany do spłaty jakichkolwiek kwot”
– napisał sąd. A więc bank jest poszkodowany, ale nie może żądać pieniędzy od oszukanego klienta, tylko od złodziei. Z mojego punktu widzenia wniosek jest bardzo ważny: im więcej technologii i możliwości wykonywania transakcji finansowych całkiem online, tym większa musi być odpowiedzialność instytucji finansowych za to, jak te narzędzia działają. Nie powinniśmy sobie pozwalać na rażące niedbalstwo, ale w niektórych sytuacjach ono nie wystarczy, żebyśmy musieli ponosić finansowe konsekwencje kradzieży. Bank też powinien być uważny i mieć oczy dookoła głowy.
CZYTAJ TEŻ:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
———————————
zdjęcie tytułowe: Copilot AI





