27 grudnia 2019

Za kilka dni wchodzi w życie Uber Lex. Czy to koniec ery tanich przejazdów? Pięć rzeczy, na które po 1 stycznia musicie bardzo uważać

Za kilka dni wchodzi w życie Uber Lex. Czy to koniec ery tanich przejazdów? Pięć rzeczy, na które po 1 stycznia musicie bardzo uważać

Już za kilka dni wchodzi w życie Uber Lex, czyli prawo legalizujące działalność firm takich jak Uber, czy Bolt. Co się zmieni dla pasażerów i kierowców? Czy będzie trudniej zamówić taksówkę? Czy ceny mogą pójść w górę? 

Nie ma dwóch zdań, że Uber „rozwalił system” jeśli chodzi o polski rynek przewozów pasażerskich. Aplikacja łącząca kierowców z pasażerami potrzebującymi transportu zyskała u nas ogromną popularność, jak zresztą w każdym niezbyt zamożnym kraju, w którym wreszcie każdy może sobie pojeździć.

Zobacz również:

Dla dużej części polskich konsumentów liczy się głównie cena, więc usługi świadczone przez niezawodowych kierowców pozwoliły Uberowi osiągnąć kilkanaście procent udziału w rynku. Kilka miesięcy temu widziałem wyliczenia, z których wynika, że co trzeci mieszkaniec Warszawy korzysta przynajmniej czasami z Ubera.

Obejrzyj też: Jak dziś zarobić na taksówce? Czy Uber zniszczył ten zawód?

O tym, jak bardzo Uber przeorał rynek taxi niech świadczą działania FreeNow (poprzednio działającego pod marką MyTaxi). Firma najpierw – w ślad za Uberem – wprowadziła sztywne stawki gwarantowane (klient już przy zamówieniu przejazdu wie, ile zapłaci), a kilka miesięcy temu zaczęła zatrudniać kierowców bez licencji.

Bo największą przewagą Ubera, czy Bolta jest dziś czas dojazdu do klienta. Brak licencji sprawia, że dla tych firm jeździ wielokrotnie więcej kierowców. A klienci chętniej wybiorą tańszy kurs z gwarancją, że kierowca przyjedzie natychmiast, niż droższy od licencjonowanego taksówkarza, który przyjedzie za 20 minut.

Czytaj też: Co uwiera Ubera, a co taksówkarza? Byłem w Wiedniu i chyba już wiem

Dla FreeNow jeździ dziś ponad 8000 kierowców w całej Polsce. Konkurencyjna aplikacja iTaxi ma 10.000 kierowców. Ilu ma Uber i Bolt – nie wiadomo (zwłaszcza, że duża część kierowców jeździ dla obu tych aplikacji jednocześnie). Bolt jakiś czas temu chwalił się, że jeździ dla niego 25.000 kierowców.

Wszystkie firmy deklarują, że mogłyby współpracować ze znacznie większą liczbą kierowców, ale ich brakuje. iTaxi kupuje inne korporacje, FreeNow ma program rekomendacyjny (zarabia się na przyciąganiu kierowców od konkurencji).

Uber Lex, czyli przegrana wojna taksówkarzy

Licencjonowani taksówkarze długo walczyli o zakazanie nieuczciwej konkurencji ze strony „amatorów”, ale nie można powiedzieć, by osiągnęli sukces. Wchodząca w życie 1 stycznia ustawa nie delegalizuje Ubera, nakłada jedynie na nielicencjonowanych kierowców dodatkowe wymogi (ale znacznie mniej uciążliwe, niż dotychczasowa licencja).

Po 1 stycznia powstanie nowy rodzaj działalności na tym rynku: pośrednik przy przewozie osób. Będzie trzeba mieć na to licencję, ale wymogi nie będą surowe. Wystarczy 5000 zł kapitału, wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) i zaświadczenie o niekaralności.

Z punktu widzenia klientów ważniejsze jest to, że kierowca też będzie musiał teraz mieć licencję taksówkową. Do tej pory takie firmy, jak Uber, czy Bolt zatrudniały kierowców według swoich wewnętrznych regulacji. Teraz każdy kierowca, kto będzie nas woził, będzie musiał zdobyć pozwolenie na tego typu działalność. Ludzi bez licencji taksówkowej ani korporacje taksówkowe, ani pośrednicy nie będą mogli zatrudniać (pod groźbą utraty własnej licencji).

Ale – tu ważna zmiana – to będą znacznie bardziej liberalne licencje, niż do tej pory. Do ich uzyskania wystarczy prawo jazdy, zaświadczenie o niekaralności, potwierdzenie przeglądu samochodu (żeby było wiadomo, że auto jest sprawne technicznie) i świadectwo zdrowia oraz spełnienie wymogów dotyczących specjalnego oznaczenia samochodu.

Taksówkarze więc bój o zachowanie „ekskluzywności” swojego zawodu przegrali, ale trzeba przyznać, że przeciwnika mieli z najwyższej półki – w obronę interesów Ubera w Polsce podobno zaangażowała się sama ambasador USA w Polsce Georgetta Mosbacher.

Licencja taxi po nowemu, czyli być taksówkarzem – łatwa rzecz

Nie będzie trzeba kupować taksometru (może go zastąpić aplikacja w smartfonie), ani zapisywać się na kurs ze znajomości miasta i przepisów lokalnych i zdawać egzaminu. Nie znalazłem też w ustawie nic o obowiązku kupowania specjalnego ubezpieczenia chroniącego pasażera w razie wypadku. Dziś licencjonowani taksówkarze często mają specjalne polisy NNW (wymagają tego miektóre porządne korporacje).

Koszty i czas konieczny do zdobycia licencji będą znacznie mniejsze, niż do tej pory. Odpadły też wymogi, które wykluczyłyby możliwość zdobycia licencji przez migrantów z zagranicy (nie jest tajemnicą, że większość kierowców Ubera to Ukraińcy, Pakistańczyczy, Hindusi i przedstawiciele innych, biedniejszych od nas nacji).

„Od 1 stycznia 2020 każdy przewóz osób w mieście będzie de facto usługą taxi. Nowi kierowcy, którzy będą chcieli zostać taksówkarzami (np. dotychczasowi kierowcy Ubera czy Bolta) będą mogli od 1 stycznia wystąpić o licencję taxi na nowych, łatwiejszych zasadach. Liczymy, że te licencje będą wydawane w możliwie krótkim czasie, choć wiemy, że ze względu na opóźnione wydanie właściwych rozporządzeń przez Ministra Infrastruktury samorządy muszą robić wszystko na ostatnią chwilę”

– napisały mi służby prasowe Krzysztofa Urbana, szefa FreeNow w Polsce, w odpowiedzi na pytanie o to, czy za chwilę nie zabraknie kierowców. Kiedy poznamy stan gry na rynku taxi? Pośrednicy mają trzy miesiące, by zdobyć swoje licencje. A kierowcy? Zależy, gdzie uszy przyłożyć. Jedni czytają ustawę tak, że kierowcy też mają trzy miesiące na wyrobienie „papierów”, a inni – że wcale nie.

Rozmawiałem na ten temat z Jarosławem Iglikowskim, szefem Związku Zawodowego „Warszawski Taksówkarz” i on nie ma wątpliwości: o trzymiesięcznym okresie przejściowym można mówić tylko w przypadku pośredników. W przypadku taksówkarzy po prostu zmieniają się zasady licencjonowania i od stycznia można występować o nową licencję. Ale zarówno przed, jak i po wejściu w życie nowych przepisów taksówkarz licencję musi mieć.

Wygląda więc na to, że po 1 stycznia będzie wielkie zamieszanie. Kierowcy „amatorzy” zaczną występować o nowe licencje, a dopóki jej nie otrzymają – będą wciąż „nielegalni”. Trochę biegania z tym zdobywaniem nowej licencji będzie, a biorąc pod uwagę, że samo wydrukowanie i dostarczenie kierowcom licencji może zająć kilka tygodni – trudno powiedzieć kiedy liczba kierowców się ustabilizuje. Może za miesiąc, może za dwa.

Ilu ich będzie gotowych do wożenia ludzi po 1 stycznia? Też trudno powiedzieć, bo nie wiadomo czy ci oczekujący na licencję będą czekali w domu, czy podejmą ryzyko jeżdżenia „taksówką marki Uber”, czy Bolt. Zanosi się na duże zamieszanie, którego ofiarami mogą paść klienci.

Z punktu widzenia nowych kandydatów na taksówkarzy najważniejsze jest to, że nie trzeba będzie zdawać egzaminu ze znajomości miasta prowadzonego po polsku. W Warszawie radni rozważali wprowadzenie takiego wymogu na poziomie lokalnym, ale chyba ostatecznie odpuścili.

Koszt zdobycia nowej licencji nie powinien przekroczyć kilkuset złotych. To niewiele w porównaniu z obecnym progiem wejścia do zawodu, ale mimo wszystko może odstraszyć część kierowców pracujących tylko przez kilka dni w tygodniu (np. od piątku do niedzieli, obstawiających „imprezowe” terminy i lokalizacje). Kierowca, który dotychczas jeździł po mieście jako amator, musi się liczyć też z wyższą składką ubezpieczenia OC (bo to się zwykle wiąże z wbiciem stempla „taxi” w dowodzie rejestracyjnym).

Pięć rzeczy, na które musisz uważać po 1 stycznia, zamawiając przejazd

A teraz czas na pięć rzeczy, na które powinien zwracać uwagę każdy pasażer po 1 stycznia:

1. Twój taksówkarz może być „żywym botem”. Licencjonowany taksówkarz „po nowemu” nie będzie musiał znać ani języka polskiego, ani miasta, po którym się porusza. Może być tak naprawdę „żywym botem”, dodatkiem do aplikacji. Do tej pory takich kierowców-botów można było spotkać tylko w firmach takich jak Uber, czy Bolt. Teraz takie ananasy będą mogły być zatrudniane przez wszystkich pośredników taksówkowych. Kurs z taksówkarzem znającym miasto jak własną kieszeń i potrafiącym ominąć korki sobie tylko znanymi sposobami nie będzie już „gwarantowaną” wartością korzystania z licencjonowanej taksówki. Choć zapewne będą firmy, które jako swoją przewagę konkurencyjną potraktują zatrudnianie tylko wysoko wykwalifikowanych kierowców.

2. Ceny mogą pójść w górę. W dużych miastach trwa istna walka o kierowców między firmami przewozowymi. Prawdopodobnie wygrają ją ci pośrednicy, którzy zaproponują kierowcom lepsze warunki, w tym płacowe. A te trzeba będzie przerzucić na klientów w postaci wyższych stawek. Po wprowadzeniu licencji liczba kierowców może trochę spaść, więc sytuacja jeszcze się skomplikuje. Coś mi mówi, że połączenie niskiej ceny i natychmiastowej dostępności kierowców (podstawowy atut Ubera, który do tej pory mógł zwieźć ze Wschodu i posadzić w samochodach swoich partnerów dowolną liczbę kierowców) będzie rzadziej spotykanym luksusem.

3. Aplikacje zaczną stosować triki cenowe. Stosowania aplikacji zamiast taksometrów oznacza większe możliwości wykorzystywania trików cenowych przez firmy przewozowe działające przez aplikacje. Wyznaczana za pomocą aplikacji trasa nie musi być wcale najtańsza dla klienta, zaś „sztywna” cena nie musi być najbardziej atrakcyjna. Kurs ze sztywną stawką „z aplikacji” może być droższy, niż taki, który byłby „z taksometru” (znają to już klienci Ubera, którzy nacięli się na tzw. mnożnik). Klienci taksówek w ankietach wykazują, że lubią stałe, gwarantowane już przed wejściem do samochodu ceny, ale są przyzwyczajeni do tego, że są one zawsze niższe od „taksometrowych”. A tak nie musi zawsze być.

Przeczytaj też: Czy Uber zaczął wykorzystywać swoją magię przeciwko klientom?

Zerknij również: Uber obniżył ceny w Warszawie. A może… właśnie jest podwyższył?

O tym, że stała cena może być coraz wyższą ceną, donoszą mi ostatnio czytelnicy, którzy namiętnie korzystają z usług firm taksówkowych i parataksówkowych.

„Wiem, że aktywnie śledzi Pan poczynania m.in. FreeNow. Jestem ich stałym klientem od kiedy weszli do Polski, czyli jakieś 6-7 lat. Zauważyłem ostatnio, że w wersji Lite, po początkowym wabieniu niskimi cenami, powoli zaczynają strzyc. W godzinach szczytu koszt na mojej stałej trasie wynosił kilka miesięcy temu 21 zł, a więc tyle, co w Uberze, a teraz już ok. 25-26 zł. Poza godzinami szczytu jest proporcjonalnie taniej, ale wzrost cen z miesiąca na miesiąc też jest widoczny”

To oczywiście tylko jednostkowe spostrzeżenie, ale może być zgodne z faktycznym stanem gry. Wojna cenowa w taksówkach trwa już od kilku lat i – tak samo, jak w samochodowych ubezpieczeniach OC – musi się skończyć efektem jojo. A nowa ustawa może być do tego dobra okazją.

4. Trzeba będzie patrzeć aplikacji „na ręce”. Taksometr – mimo swoich wad – ma też jedną zaletę: jest homologowany i nie można nim manipulować (co najwyżej włączyć „drugą taryfę” tak, żeby klient tego nie zauważył). A to, czy aplikacja wskazująca cenę za kurs, gdy uzależniony jest od liczby kilometrów, dobrze liczy te kilometry, zależy już tylko od tego jak została zaprojektowana i wykonana. Aplikacje będą musiały spełniać jakieś-tam wymogi techniczne (na razie nie bardzo wiadomo jakie), ale mimo wszystko patrzyłbym im „na ręce”. Czyli zawsze porównał wskazywaną liczbę przebytych kilometrów według aplikacji ze swoją geolokalizacją w smartfonie. Moim zdaniem z aplikacjami będą kłopoty.

Czytaj też: Uber i bilokacja, czyli jak płacić jednocześnie za dwa kursy w zupełnie innych miejscach?

5. Nie da się pojechać „nową” taksówką zbyt daleko. Licencje będą wydawane na konkretny rejon, co oznacza, że kierowca z pozwoleniem taksówkowym na Warszawę nie może wozić ludzi po Łodzi.

Koniec ery bardzo tanich przejazdów? „Taksówki stały, a żadna nie chciała wziąć kursu”. Oto dlaczego

Nowe prawo przyniesie nową odsłonę wojny pomiędzy Uberem i Boltem, a FreeNow oraz iTaxi i – z drugiej strony – z tradycyjnymi korporacjami taksówkowymi. Moim zdaniem w znacznie większym stopniu, niż dziś, kierowcy zaczną „przepływać” między poszczególnymi firmami, albo będą współpracowali z wieloma jednocześnie, biorąc tylko najbardziej opłacalne dla nich kursy (a więc na pewno nie te najtańsze z punktu widzenia klienta).

Dziś kierowcy pracujący dla Ubera i Bolta są w zasadzie poza zainteresowaniem FreeNow, czy iTaxi, a z kolei ci z tradycyjnych korporacji raczej nie pracują z Uberem. Teraz będzie jedna licencja dla wszystkich, więc może się zwiększyć ruch w interesie. Kierowcy będą wybierali z coraz większej palety firm i dostępnych kursów.

Nie wierzę, by w tej sytuacji kierowcy nie „wymusili” na firmach podwyżek cen (choćby zakamuflowanych trikami marketingowymi). Zrobiłem kilka tygodni test – ustawiłem się przed kilkoma taksówkami aplikacyjnymi i zacząłem zamawiać kurs ze sztywną, niską stawką. I wiecie co? Żaden kierowca nie zgłosił się po ten kurs. A gdy przełączyłem się na cenę „z taksometru”, to kierowcy zaczęli się o mnie zabijać.

Jeden z taksówkarzy napisał mi niedawno jak z jego strony wygląda opłacalność kursu typu Lite (czyli z gwarantowaną ceną dla pasażera, zbliżoną do „uberowej”).

Jak wiadomo, normalny kurs na taksometrze to opłata początkowa plus opłata za przejechane kilometry plus czasówka, czyli dopłata za stanie na światłach oraz w korku. Cena obejmuje też oczekiwanie na klienta, gdy się ten spóźnia. Klient może w trakcie kursu zaliczyć po drodze kilka punktów pośrednich (czyli np. poprosić o zatrzymanie się na pięć minut przy sklepie).

Z kolei kurs w ofercie typu Lite to opłata początkowa plus przejechane kilometry plus bonus płacony kierowcy przez aplikację. Ale ten ryczałt wyliczany jest dla pierwszej taryfy dziennej (niezależnie od tego o której godzinie klient zamawia samochód) oraz w niedzielę i święta. Ryczałt Lite nie obejmuje oczekiwania na klienta, stania w korku oraz na światłach i powrotu przy wyjeździe za miasto.

To oznacza, że kierowcy kurs opłaca się wtedy, gdy dopłata od aplikacji (niedawno w przypadku kursów tego typu we FreeNow wynosiła od 7 do 14 zł) jest większa, niż „strata” wynikająca z różnicy między tym, co zarobiłby na kursie „z taksometru” a tym, co proponuje aplikacja jako cenę ryczałtową (podobno liczoną mniej więcej na poziomie 2 zł za kilometr).

„Najbardziej opłacalne dla nas są kursy krótkie, do dwóch-trzech kilometrów. Mamy wtedy dopłatę nawet kilkanaście złotych za kurs, a „straty” na różnicy między ryczałtem, a ceną z taksometru nie są duże. Ale jest jeden warunek: nie sprawdza się to w okolicach zakorkowanych przez cały dzień. Gdy stoi się w korku przez kilka zmian świateł, koszt jest wyższy, a ryczałtowa cena dyktowana przez aplikację tego nie obejmuje. Przy przejazdach dłuższych zaczyna się loteria. Czasami bonus pokrywa „stratę”, a czasem nie. Częsty temat to pytanie klienta, czy by się nie dało na chwilę zatrzymać i poczekać na kolegę, albo pojechać inną trasą, bo koleżanka czeka. Jak klient zgodzi się dopłacić do kursu, to nie ma problemu. Często nie chce dopłacić”

Moim zdaniem w sytuacji, gdy wszystkie firmy będą legalne i każda będzie „przynosiła” kierowcy więcej lub mniej kursów, kierowcy będą mieli mniejszą determinację, by brać kursy z najniższą stawką. Wydaje mi się, że to oznacza koniec naprawdę tanich taksówek. Ale może się zdarzyć tak, że powstanie usługa subskrypcji taksówkowej, która pozwoli korporacjom zyskać lojalność klientów.

Czytaj też: Nibytaksówka prawie jak sklep na kółkach? Uber uruchomił aplikację, która pozwala robić duże zakupy w podróży. To zapowiedź nowej ery?

Czytaj też: Ruszył Uber Black! Czy przewóz osób może być premium? Ceny wyższe niż w najdroższych taksówkach. A co dają w zamian?

zdjęcie tytułowe: materiały prasowe FreeNow

 

46
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
32 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
IreneuszwoewadamBlogMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
BdB
Gość
BdB

No ale chyba też będą musieli stosować się do cen regulowanych przez samorząd? Bo samorządy nie uchwalają cen za minutę przejazdu czy kar za niestawienie się w ciągu 2 minut od przyjazdu albo anulowanie zamówienia.

Prawo jazdy i niekaralność… Już to widzę jak polski urzędnik weryfikuje dokumenty z Indii czy Ukrainy. Fałszywki pewnie będą funkcjonować na równi z oryginałami.

Szkoda, że nie zostali wyeliminowani „partnerzy” czyli cwaniacy zatrudniający kierowców. Przywiezie taki imigrantów z Ukrainy lub Azji, wyrobi im licencje i wsadzi za kółko za najniższą stawkę godzinową. Oby tylko już nie pracowali jako wolontariusze.

Jacek
Gość
Jacek

A teraz Ukraińcy nie jeżdżą po polskich ulicach?

BdB
Gość
BdB

@Jacek
Jeżdżą i Ukraińcy, i Hindusi. Lecz zamiast to jakoś uszczelnić i wymagać do licencji np. prawa jazdy wydanego w UE, sankcjonują status quo, czyli niemożliwe do zweryfikowania dokumenty, a więc i fałszywki.

Pablo
Gość
Pablo

Jeżdżą bez prawa jazdy badań, po alkoholu lub narkotykach i jeżdżą bo taniej 5 zł

Jacek
Gość
Jacek

A Polacy to jumiarze…

Szymon
Gość

Niestety ale znalazłem kilka błędów merytorycznych… Pierwszy i najważniejszy to czas na dostosowanie się do wymagań ustawy. Ten dotyczy wyłącznie pośrednika. We wtorek po północy, a więc w zasadzie już w środę, wszyscy kierowcy muszą mieć licencję, taksometr z kasą, oznakowane auto i pieczątkę w dowodzie, i brak stosownych rozporządzeń odnośnie aplikacji mobilnej do rozliczania przejazdu i fasy fiskalnej mającej postać oprogramowania niczego nie zmienia, gdyż są „tradycyjne zamienniki”. Drugą kwestią jest rzekoma łatwość w dostępie do licencji obcokrajowców spoza UE, tutaj dużo zależeć będzie od samorządów, które mogą wymagać zaświadczenia o niekaralności z państwa pochodzenia, a wiadomo że to… Czytaj więcej »

Rafał
Gość
Rafał

Dodatkowo to nie jest tak, że teraz wszyscy taksówkarze w korporacjach są licencjonowani. Po prostu jeden licencjonowany użycza swojej licencji 10 innym, nielicencjonowanym kierowcom. I tego głównie dotyczyły protesty – licencjonodawcy tracili źródło dochodu z pośredniczenia w użyczeniu licencji, bo nielicencjonowani przechodzili do Ubera zamiast zostawać u nich. Teraz tak samo jak wcześniej można było znaleźć taksówkarza, który nie mówił po polsku i jeździ bez ubezpieczenia na nieswoim samochodzie. A zapis o niekaralności przesieje po równo polskich, jak i zagranicznych kierowców. Spora część kierowców to alimenciarze, dłużnicy, hazardziści, ludzie z wyrokami, uzależnieni… Jak mówi moja żona, która ma przyjemność pracować… Czytaj więcej »

Szymon
Gość

Do tej pory taksówkarze też musieli przedstawić zaświadczenie o niekaralności, co prawda wyrok nie z każdego artykułu eliminował kierowcę, (np. odmowa przyjęcia mandatu, i ukaranie wyrokiem po rozpoznaniu sprawy przez sąd) ale weryfikacja była na dużo lepszym poziomie niż w przypadku obcokrajowca, który tydzień temu mógł wyjść z więzienia za gwałt zbiorowy, a dziś z naszego KRK dostał zaświadczenie że „NIE FIGURUJE” w rejestrze…

Jacek
Gość
Jacek

Nie wyjeżdżaj z przestępstwami seksualnymi, bo o ile dobrze sobie przypominam to kiedyś to kierownik przedszkola zatrudnij pedofila mimo, że miał obowiązek sprawdzić listę przestępców seksualnych (tą niejawną).

BdB
Gość
BdB

Odnośnie zagranicznych zaświadczeń o niekaralności. Przecież to będzie fikcja, skoro żaden urzędnik ich nie zweryfikuje, bo przecież nie wyśle zwrotnej korespondencji do Bangalore. Nie będzie więc trzeba czekać miesiącami na takie zaświadczenie, bo masowa ich produkcja odbywać się będzie w czyimś garażu.

Szymon
Gość

Takie zaświadczenia weryfikuje MSZ. Co do wspomnianego przez Ciebie prawa jazdy wydanego w UE chcieliśmy żeby ze względu na bezpieczeństwo pasażera zrezygnować z aktualnie obowiązującej możliwości jazdy przez 180 dni na „swoim” prawku dla kierowców świadczących zarobkowy przewóz osób, z koniecznością wymiany dokumentu na polski, jednak ministerstwo twierdzi że nie ma takiej możliwości… Macieju, jeszcze chciałbym poruszyć kwestię „tanich przejazdów”… Taksowki w Polsce należą do najtańszych w Europie. Ceny samochodów i paliwa mamy zbliżone do zachodnich sąsiadów na których próbujemy się wzorować. Zakładając miesięczny przebieg 5000km, mając od nieco ponad roku, używane, obecnie sześcio letnie auto w dość drogim (niestety)… Czytaj więcej »

BdB
Gość
BdB

Jak je MSZ niby zweryfikuje? Wyobrażasz sobie w ogóle to dla takiej liczby kierowców? I że samorządy wielu miast skierują każde świadczenie do MSZ?

Andrzej
Gość
Andrzej

A no w taki sposób jak tysiące innych dokumentów do tej pory:
https://www.gov.pl/web/dyplomacja/apostille-legalizacja-dokumentow

BdB
Gość
BdB

Poświadczenie odbywa się na wniosek posiadacza. Czyli owego obcokrajowca. Teraz wszystko w rękach samorządów by tego poświadczenia wymagały.

Jacek
Gość
Jacek

(…)bezpieczeństwo pasażera(…)
Wygodny wytrych, aby zamknąć zawód… bo jeśli ktoś nie potrafi bezpiecznie przewozić pasażera, potrafi wogóle bezpiecznie jeżdżić, a co za tym idzie nie ma prawa posiadać uprawnień do prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu mechanicznego?

Piotr
Gość
Piotr

Okres przejściowy 3 miesiace dotyczy tylko pośredników. Każdy przewoźnik od 1 stycznia musi mieć licencję. A z tym będzie problem jeśli będzie liczył na wirtualny taxometr lub kade fiskalną, gdyż nie ma na dzień dzisiejszy przepisów wykonawczych .

Hans Kloss
Gość
Hans Kloss

Freenow to najgorsze g….

Krzysiek
Gość
Krzysiek

A jak będzie z kwestia buspasów?

Kamil
Gość
Kamil

Wiem, że nie na temat, ale nie ma pasującego artykułu wśród kilku ostatnich. Ostatnio z Virgin Mobile wyciekły dane 13% klientów, czy sądzi Pan, że jest możliwość, aby będąc jednym z klientów można było założyć sobie płatną usługę powiadamiania w BIK i następnie zażądać zwrotu od Virign?

Dowód akurat po przeniesieniu z Virign do innego operatora i tak musiałem zastrzec, więc wyciekł stary numer, PESEL mam od kilku miesięcy zastrzeżony w Bezpiecznypesel.pl, ale korci mnie jeszcze ten BIK.

BdB
Gość
BdB

Czy w końcu licencje będą dla kierowców indywidualne czy też zbiorcze dla pośredników? Czytałem jakiś czas temu gdzieś, że pośrednicy będą wyrabiać licencje na siebie i na nich będzie mógł jeździć dowolny ktoś komu dadzą kluczyki. Prawda li to?

Szymon
Gość

Pośrednik to FreeNow, Uber, Eletaxi, itp. Partner, stajnia czy inna „flota” musi mieć licencję taxi, na którą obowiązywać będą wypisy. Licencja na przedsiębiorcę, wypis na samochód z numerem licencji, numerem auta i obszarem. Dotychczasowi taksówkarze mają 3 lata na wymianę obecnych licencji, gdzie też będą mieli „główną” licencje w domu a wypis w samochodzie. Przedsiębiorca będzie mógł na swoje auto zatrudnić kierowcę, jeśli ten będzie miał komplet badań, i dostanie identyfikator (w tej kwestii nic się nie zmieniło)

BdB
Gość
BdB

Czyli partner musi mieć licencję i wykazać się prawem jazdy i niekaralnością. A zatrudniany przez niego kierowca w końcu też czy nie?

Szymon
Gość

Oczywiście że tak 😉

anonymous
Gość
anonymous

Zastanawiający jest ten wymóg zaświadczenia o niekaralności. Nawet w policji zatrudniają kryminalistów. No chyba że chodzi o to że kierowca nie okradł pijanego pasażera albo nie przekręcił taksometru.

Marek
Gość
Marek

Panie Maćku, jeden z najbliżej dotykajacych tematu artykułów jakie ostatnio się ukazały. Kilka nieścisłości pokazał kolega Szymon. Ja pozwolę sobie dodać jeszcze kilka rzeczy. Kierowca stosując aplikacje zamiast homologowanego taksometru będzie zmuszony uruchamiać ja również realizując kurs z tzw. „łapki”, a co za tym idzie odprowadzać prowizję firmie do której ona należy. Dziś w niektórych firmach jest co prawda ryczaltowa baza, ale działa to tak, że im więcej zleceń, tym koszt pojedynczego jest niższy. Tu będzie odwrotnie. Właściciel aplikacji nie wykona żadnej pracy, a pobierze opłatę. Dodatkowo pobierana jest również prowizja od napiwku. Druga sprawa jest brak odpowiedzi na pytanie… Czytaj więcej »

Blog
Gość

Bardzo ciekawie opisany temat, komentarze również wnoszą dodatkowe informacje. Przydałyby się uzupełnienia do treści już po wprowadzeniu tych regulacji- co się sprawdziło, a co niedomaga w tych zmianach. I oczywiście co na to wszystko licencjonowani taksówkarze, którzy zostali zmuszeni kiedyś do kupna kasy fiskalnej, licencji i zdania egzaminu. Możliwe, że zrezygnują z tej pracy.

adam
Gość
adam

a ile z tych udawanych taksówek ma wykupione AC od przewozów zarobkowych?, pewnie nikt

Piotr
Gość
Piotr

Coś kolega bredzi z tym AC. Od kiedy to AC jest obowiązkowe na taxi ? Rozumiem że chyba chodziło o NNW 🙂

BdB
Gość
BdB

Tyle dyskusji, sporów i protestów, a trzeba powiedzieć wprost to czego nikt na głos nie powiedział: to i tak będzie sytuacja przejściowa, bo samochody autonomiczne sprawią, że zawód taksówkarza wymrze.

woew
Gość
woew

Free now znam od strony przejazdów służbowych i nie mam tutaj im nic do zarzucenia. Sprawnie podjeżdzają, kierowcy spoko, zawsze podjeżdżają oznakowanymi taksówkami, nie mam zastrzżeń, pod względem ceny też jest ok.

Ireneusz
Gość
Ireneusz

witam …czy jest mi ktos w stanie wyjasnic czy uber jest legalny czy nie.. wczoraj gadakem z kumolem ktory oracuhe w itd i mowi ze nie jest to legalne i mozna dostac konkretne mandaty podczas kontroli…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu