Jeśli macie wykupione w pracy grupowe ubezpieczenie na życie, to warto sprawdzić jego warunki. Ubezpieczenia grupowe niestety bywają totalną porażką. Im mniej kosztuje taka polisa, tym bardziej prawdopodobne, że nie ma w sobie wiele z prawdziwego ubezpieczenia. To może oznaczać kłopoty w przypadku, gdyby Wasza rodzina chciała skorzystać z ubezpieczenia.

Czytaj też: Czy opłaca się kupić w pracy polisę grupową? Na jakie pułapki trzeba uważać? Case study

Czytaj też: Dlaczego firmy ubezpieczeniowe często wciskają nam tani chłam? Te liczby wszystko mówią

Wiele osób kupuje ubezpieczenie przy okazji zaciągania kredytu, wychodząc z założenia, że w przypadku ciężkiej choroby ubezpieczyciel przejmie spłacanie rat, zaś w przypadku śmierci – uwolni naszych najbliższych od tego obowiązku. Chyba nikt nie lubi pozostawiać po sobie nie spłaconych długów. W przypadku polisy na życie dołączonej do kredytu czujność powinna być podwójna. Tego typu polisy jeszcze częściej, niż zwykłe „grupówki” bywają pułapkami. Boleśnie przekonała się o tym moja czytelniczka.

W kwietniu 2015 r. zmarł mój tata. Był właścicielem mieszkania, w którym obecnie sama wychowuję dwójkę dzieci. Po śmierci okazało się, że tata miał dwie pożyczki w SKOK Stefczyka. Pożyczki były ubezpieczone na okoliczność zawału, udaru mózgu lub nieszczęśliwego wypadku. Tacie na karcie zgonu napisano: „nagłe zatrzymanie krążenia”. SKOK odmówił wypłaty ubezpieczenia. Wszystkie moje siostry, gdy się dowiedziały o pożyczkach, zrzekły się spadku. Czy można zrobić coś z tym ubezpieczeniem, czy jest już za późno? Odmowa wynika z tego, że nagłe zatrzymanie krążenia to podobno nie to samo co zawał albo udar. Czy mają rację? Błagam Pana o pomoc!”

– czytam w liście od pani Pauliny. Sprawa jest dość typowa: ubezpieczenie dołączone do kredytu i odmowa wypłaty z powołaniem się na dowolną okoliczność, dzięki której firma ubezpieczeniowa SKOK Ubezpieczenia może się wywinąć od odpowiedzialności. Tego rodzaju ubezpieczenia bywają upstrzone wyłączeniami, ograniczeniami odpowiedzialności oraz haczykami, by – w zależności od sytuacji – łatwo się było uchylić od płacenia.

Wypowiedz się! Czy obawiasz się choroby? Ile kasy powinieneś mieć, żeby się przed nią obronić?

Lekarz wpisał „zatrzymanie akcji serca”. I dał pretekst

Co stało się w tym przypadku? Cóż, przede wszystkim to nie była „pełna” polisa na życie, tylko wykastrowana. Ojcu pani Pauliny wciśnięto polisę, która „płaci” tylko w przypadku szczególnych okoliczności śmierci klienta. A więc w razie nieszczęśliwego wypadku, zawału lub udaru.

Nieszczęśliwy wypadek to stosunkowo rzadka okoliczność śmierci. Zawał i udar – znacznie popularniejsza. Ale czasem w polisach pojawiają się ograniczenia: zawał musi być „poważny”, a udar – przynieść „nieodwracalne” konsekwencje. Na bazie tych definicji klient lub jego spadkobiercy muszą toczyć intepretacyjną bitwę.

Tutaj jednak nie doszliśmy nawet do tego etapu. Problem pojawił się znacznie wcześniej – na poziomie ustalenia co było przyczyną śmierci. Lekarz, który próbował ratować życie ojca pani Pauliny wpisał „zatrzymanie akcji serca”, a nie „zawał”. Być może wcześniej zawał był, a może nie. W każdym przypadku śmierci można wpisać w kartę zgonu „zatrzymanie akcji serca”. Nawet jeśli ktoś zginie w wypadku samochodowym. Lekarz, jeśli się uprze, jako bezpośrednią przyczynę mógłby wpisać ustanie krążenia.

Owszem, pośrednią przyczyną mógł być w tym przypadku zawał, ale z jakichś przyczyn lekarz wpisał w kartę zgonu coś innego. Dopisek R-96 na dole oznacza „przyczynę nieznaną”. Zaś firma ubezpieczeniowa skwapliwie z tego skorzystała, wytykając pani Paulinie, że „zatrzymania akcji serca” nie ma w katalogu okoliczności uprawniających do wypłaty świadczenia.

Czytaj: Siedem pytań, które musisz zadać agentowi zanim cię ubezpieczy

Przeczytaj: Ubezpieczenie czyli cena świętego spokoju. Ile warto zapłacić?

Pilnujcie lekarza, czyli o czym mówi karta zgonu

Dla wszystkich, którzy mają kontakt z lekarzami wypełniającymi akta dotyczące chorób lub śmierci jest to ważna wskazówka – naciskajcie na lekarzy, by wpisywali do papierów możliwie jak najbardziej dokładne okoliczności i przyczyny wydarzenia. Bo jeśli lekarz pójdzie na łatwiznę, to da do ręki argument ubezpieczycielowi w sytuacji, gdy polisa nie jest „na życie” tylko „od niektórych przypadków śmierci”.

„Nagłe zatrzymanie krążenia” często jest przyczyną zgonu, ale Eurostat (który przygotował nawet podręcznik w tym zakresie dla placówek medycznych i naukowych) wskazuje, że w karcie zgonu – dla pełnego obrazu – „powinny być wpisywane przyczyny bezpośrednie i pośrednie”.

– napisał mi pracownik firmy ubezpieczeniowej, który często zajmuje się rozkminianiem takich spraw. I podał mi link do internetowej strony zawierającej to opracowanie, polecając uwadze str. 19 oraz 44. Na stronach GUS można z kolei znaleźć krótkie opracowanie na temat tego w jaki sposób informacje wpisywane w aktach zgonu, dotyczące przyczyn śmierci, mogą powodować wywijanie się firm ubezpieczeniowych od odpowiedzialności.

Czytaj też: Ile naprawdę kosztuje chorowanie? I co możesz dziś zrobić, żeby kiedyś nie stracić na chorowaniu?

Czym się różni „prawdziwa” polisa na życie od taniego badziewia? Tym, że jest na życie

Oczywiście: te wszystkie kompikacje by się nie wydarzyły, gdyby tata pani Pauliny miał „prawdziwą” polisę na życie. Czyli taką, która działa w przypadku śmierci klienta bez względu na jej przyczynę. Uczciwa, pełna polisa na życie nie dzieli śmierci na uprawniającą do odszkodowania i nie – każde zejście z tego padołu łez i rozpaczy skutkuje wypłatą odszkodowania. Jeśli kupujemy polisę na życie, to domagajmy się, by była to polisa ubezpieczająca od każdej śmierci – bez ograniczeń. Wiadomo, że będzie trochę drożej, ale… nie wydarzy się to, co spotkało panią Paulinę.

Co jeszcze może zrobić pani Paulina? Przede wszystkim zdobyć dokumentację medyczną i prześwietlić ją pod kątem pośrednich przyczyn śmierci. Bo to, że na końcu każdej choroby jest zatrzymanie akcji serca lub śmierć mózgu – jest oczywiste. Potrzeba dowodu, że lekarz w karcie zgonu wypowiedział się nieprecyzyjnie lub w niepełny sposób. Będę w kontakcie z czytelniczką i jeśli tylko pojawi się w sprawie jakiś dokument pozwalający dobrać się do tyłka sprytnemu ubezpieczycielowi – pomogę zadziałać.

Przeczytaj: Te statystyki nie kłamią. Oszczędzający żyją dłużej! Ile potrzebujesz zaoszczędzić, żeby pożyć ile wlezie?

Oczywiście: nawet jeśli uda się wzruszyć kwestię przyczyny śmierci (można to zrobić nawet teraz, bo odpowiedzialność ubezpieczycieli bardzo długo się nie przedawnia), to pewnie trzeba będzie stoczyć batalię o to jaki zawał spowodował śmierć i czy był wystarczająco rozległy (tu też zdarzają się w polisach pułapki).

Jeśli ta ścieżka zawiedzie, to – gdyby sprawa była w miarę świeża – to na podstawie art. 31 ustawy o działalności leczniczej można zażądać sekcji zwłok celem określenia dokładnej przyczyny zgonu. Szpital nie ma obowiązku się zgodzić. Jeżeli są wątpliwości czy nie popełniono błędu medycznego, który skutkował śmiercią, można poprosić o zlecenie sekcji zwłok prokuraturę.

Więcej o moich patentach na zabezpieczenie się przed różnymi kłopotami: czytaj w sekcji “Bez znieczulenia o ubezpieczeniach”

Prawo autorskie do zdjęcia tytułowego: funlovingvolvo/123RF

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany