5 marca 2018

Zamówił Ubera, ale akurat nie było dostępnych kierowców. Nigdzie nie pojechał, ale jego karta – i owszem

Uber ostatnio wprowadził w Warszawie – a wkrótce zapewne będzie to dostępne w całym kraju – możliwość zamawiania samochodów bez konieczności przypinania do aplikacji karty płatniczej. Płaci się wtedy gotówką. Tak jak za króla Ćwieczka płaciło się w każdej taksówce.

To właśnie możliwość wyjścia z samochodu bez dopełniania żadnych formalności (pieniądze automatycznie ściągane z karty) była zawsze głównym wyznacznikiem wygody usług Ubera, ale… czego się nie robi dla nieubankowionych klientów.

Odnoszę wrażenie, że ostatnio na tych nieubankowionych Uberowi zależy bardziej, niż na nowoczesnych. Na to wskazują ostatnie ruchy Ubera. Po pierwsze wprowadził on coś w rodzaju „sztywnej taryfy” (czyli podaje cenę przejazdu jeszcze przed startem – ze skutecznością tego rozwiązania różnie bywa), a po drugie – zaczął blokować pieniądze na kartach klientów w momencie przyjęcia ich zamówienia.

Czytaj też: W co gra Uber wystawiając sztywną cenę przejazdu? Ta odpowiedź na reklamację klienta zwala z nóg

Nie bardzo rozumiem czym jest spowodowane takie dyskryminowanie klientów z przypiętą do aplikacji kartą. Jeśli ktoś płaci gotówką to przecież kierowca – mimo, iż aplikacja również w takim przypadku podaje kwotę za przejazd – nie musi płacić kierowcy z góry. A w przypadku płatności kartą zakładana jest dziwna blokada. Tak, jakby klient miał nie zapłacić (np. jeszcze w trakcie przejazdu odpiąć kartę od aplikacji).

Czytaj też: Preautoryzacja, czyli pułapka. Gdy zablokują ci na karcie zbyt dużą kwotę i za nic nie chcą oddać

Uber blokuje pieniądze z góry, ale tylko „kartowcom”

Ten nowy zwyczaj sprawił, że do Ubera niespodziewanie bardziej zaczęło się opłacać wsiadać z gotówką z portfelu, a nie z kartą przypiętą do uberowej aplikacji. Nikt nic nie blokuje, nie trzeba płacić z góry.

A może nie ma o co kruszyć kopii? Jakie znaczenie ma to czy Uber zablokuje pieniądze na starcie podróży, a pobierze je po kwadransie, gdy kierowca dowiezie mnie na miejsce? W przypadku udanego przejazdu bez komplikacji rzeczywiście nie ma się co pieklić. Ale co jeśli samochód nie przyjedzie lub do usługi przewozu w ogóle nie dojdzie z przyczyn, które nie leżą po stronie klienta?

„Uber zablokował mi kwotę przejazdu już w momencie wyszukiwania kierowcy, a nie dopiero po jego znalezieniu. Trzy razy zamawiałem przejazd, ale w dwóch przypadkach do niego nie doszło, bo nie było wolnych kierowców. Mam dwie blokady na koncie. Odpowiedź na moje pytanie do infolinii Ubera była taka, że to od banku teraz zależy kiedy blokada będzie zdjęta. Porażka!”

– skarży się jeden z internautów. Sprawa być może nie dotyczy zbyt wielu klientow Ubera – stosunkowo rzadko zdarza się, że w okolicy nie ma żadnego kierowcy Ubera. A jeśli nie ma, to widać to na mapce jeszcze przed zamówieniem. Tym niemniej sytuacja, w której klient pojechał z Uberem raz, a bezskutecznie zamówił usługę jeszcze dwa razy, zaś teraz ma na koncie dwie blokady, nie jest miła.

Czytaj: Czy Uber się uratuje? Zwłaszcza, że w Polsce „podkradli” mu najlepszą usługę?

Oczywiście blokada zostanie prędzej czy później zdjęta, ale z doświadczenia wiem, że to może potrwać tydzień, albo i dłużej. To nie jest wygodna sytuacja dla kogoś, kto na karcie nie ma milionów i czasem takie przyblokowane „drobne” mogą ograniczyć jego zdolność do wydawania pieniędzy. Co na to Uber? Jego reprezentantka, pani Magda Szulc, napisała mi tak:

„Celem preautoryzacji jest sprawdzenie, czy użytkownik posiada odpowiednią kwotę na przejazd – jest więc nakładana w momencie zamówienia przejazdu. W większości banków zwolnienie preautoryzowanej kwoty zajmuje kilka minut. Choć może zająć do kilku dniu – o czym informujemy użytkowników i w przypadku wątpliwości zachęcamy do sprawdzenia z bankiem”

Preautoryzacja w hotelach: blokują „na wszelki wypadek”

Miałem podobną przygodę w jednym z hoteli sieci Accor. Rezerwację robiłem przez ich hotelowy system rezerwacyjny, podając dane karty. Zaraz po zakończeniu procedury rezerwacji mój bank poinformował mnie o ściągnięciu z konta (nie o zablokowaniu) kwoty o kilkaset złotych większej, niż suma rezerwacji.

Nie lubię się awanturować na zapas, więc dopiero w hotelu zapytałem o co chodzi. I tam mnie oświecili, że oni zawsze robią blokady na wyższe kwoty, tak na wszelki wypadek, pod kątem kredytu hotelowego. Zapytałem pracowników hotelu o co tu chodzi, ale beztrosko odpowiedzieli, że tak po prostu jest i żebym się nie zżymał tylko spokojnie czekał, bo zwykle w ciągu tygodnia tę blokadę zdejmują. W ciągu tygodnia!

Podobno taka blokada może wynosić nawet do 30 dni. Blokadę nakłada bank, który wydał mi kartę, na podstawie wniosku od właściciela punktu handlowego, hotelu, wypożyczalni albo Ubera. Ponieważ jako klient podałem tej firmie dane karty, bank zakłada, że zgodziłem się na taką procedurę.

Uberowe zwyczaje bardzo mnie dziwią. Jeszcze trochę tych reform w działalności firmy i osiągniemy stan, w którym bycie nowoczesnym klientem będzie stanem ze wszech miar niepożądanym, zaś firma będzie musiała dokupić sejfów, by zajmować się obsługą gotówki.

 

16
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Maciej SamcikPrzemoCzytelnik regulaminówJurekMaciej Samcik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
JarekJ
Gość
JarekJ

Czemu to ma być „dziwna” praktyka? Card fraud to bardzo rozpowszechnione zjawisko, a funkcjonalność o której Pan piszę to dość popularny sposób mitygacji. Podejrzewam też, że dotyczy raczej nowych, a nie sprawdzonych użytkowników. Poza tym taka firma jak Uber po wprowadzeniu takiej zmiany uważnie mierzy jak to się przekłada na pozyskanie i utrzymanie klientów.

K
Gość
K

Jest jeszcze inny aspekt preautoryzacji w Uberze, który ostatnio boleśnie odczuwam. Mam na koncie limit trzech transakcji internetowych dziennie i w opisanym w artykule przypadku limit zostaje wyczerpany i karta jest dalej odrzucana i nigdzie już nie pojedziemy. Jeśli danego dnia mam dwa kursy uberem, to za pierwszy mam dwa obciążenia (najpierw preautoryzacja, potem właściwa płatność, która z reguły różni się o kilkanaście groszy), potem robi kolejną przy zamówieniu drugiego przejazdu i karta jest już zablokowana na kolejne transakcje internetowe (w tym właściwą zapłatę za drugi przejazd, jeśli będą korki). Mogę zwiększyć limit, ale to odbywa się oczywiście kosztem bezpieczeństwa… Czytaj więcej »

Nerkofil
Gość
Nerkofil

I za to nie lubię booking.com – od prawie miesiąca mam blokadę na kilka ładnych tysięcy za chwilę zapomnienia w Zakopanem czy na innej Malcie ;-( Za chórem zapłaciłem ma miejscu, a blokada na koncie wisi, blokując środki na obrót. Blokada powinna być wręcz sztywno powiązana z wpływem środków na konto usługodawcy i automatycznie zdejmowania podczas księgowania wpłaty!

Inaczej prościej będzie wpłacać hotelarzowi zaliczkę przelewem jak 30 lat temu i nie podpinać karty do Ubera.

Niech się nauczy, że Polak nie lubi, jeśli ktoś dodatkowo przez miesiąc obraca jego pieniędzmi!

gp
Gość
gp

P. Samcik niestety kolejny raz pokazuje niezrozumienie rynku kartowego, jego mechanizmów i historii. Transakcje zdalne i internetowe powstały w czasach kiedy nie było kart debetowych którymi można było płacić zdalnie. Karty debetowe zostały wpasowane w mechanizm dla kart charge/credit – i z racji swojej specyfiki muszą być traktowane „ostrzej” – bo może się potem okazać że jest to karta na której nie ma żadnych środków i nie ma jak ściągać brakujących pieniędzy. Rozwiązanie problemu z artykułu (i komentarzy od „K” i „Nerkofil”) jest proste: używać kart kredytowych lub charge do transakcji internetowych/zdalnych. Tam blokady zajmują tylko dostępny limit. Poza tym… Czytaj więcej »

;-)
Gość
;-)

Normalka, wiele firm blokuje środki…

nakreche
Gość

Jestem z uberem od samego początku działania – i mnie bardzo irytuje to z innego powodu: mam ustawiony limit 3 transakcje internetowe dziennie. Przez lata wystarczało i wydawało się, że tak jest bezpiecznie. Nigdy nie kupiłem przez sieć więcej niż 3 razy dziennie. Nawet gdy jechałem uberem dwa razy (np. na drinka i z powrotem) mogłem jeszcze kupić coś w sieci bez zmiany limitów.
Teraz – kompletnie mi to rozjechało mój system. dwa razy jadę uberem – autoryzacja karty – 4 RAZY!
czy naprawdę przez ubera mam obniżać swoje bezpieczeństwo i podwyższać limity transakcyjne?

Jurek
Gość
Jurek

U mnie jak na razie działa bez zarzutu…

Czytelnik regulaminów
Gość
Czytelnik regulaminów

no cóż… albo zgadzasz się z regulaminem działania jakiejś firmy albo i nie – Twój wybór

Przemo
Gość
Przemo

Nie do końca bym się z tym zgodził..

Przemo
Gość
Przemo

Preautoryzacje to amerykański zwyczaj mający sens w przypadku kart kredytowych z konkretnymi limitami. Jak ktoś (a to większość) ma debetówkę podpiętą do konta, to parę takich akcji i zostaje chwilowym bankrutem.
Panie Maćku, z tym trzeba walczyć, to jest w białych rękawiczkach stawianie ludzi w dramatycznych sytuacjach, na zasadzie „nie mamy pańskiego płaszcza…”
Wielokrotnie wykłócałem się w bankach o takie blokady ale skutek żaden. Infolinia twierdzi, że przecież nie ma żadnego problemu bo środki na koncie są, tylko zablokowane. Ale przecież… w ciągu X dni zostaną odblokowane.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany