Jakiś czas temu pisałem, że jedyną funkcjonalnością, która może jeszcze uratować w moich oczach Ubera będzie wprowadzenie w Polsce usługi UberPool, czyli przejazdów łączonych. Wszystkie pozostałe cechy aplikacji do zamawiania przejazdów branża taksówkowa już od Ubera skopiowała, a przy niespecjalnie wysokich w Polsce cenach taksówek pole do konkurencji na tym polu też jest już niewielkie. Zresztą Uber coraz częściej zaczął pokazywać pazurki i komunikować, że wcale nie musi być taki tani, na jaki wygląda.

Czytaj: Jak poczuć się w Uberze jak w taxi? Kurs miał kosztować 15 zł, a zapłaciła… 53 zł. Taki mamy klimat

Gdy Uber z usługą przejazdów dla kilku osób podróżujących w tym samym kierunku wciąż się nie może wykokosić, kontratak przyszedł z najmniej oczekiwanej strony – od korporacji taksówkowej. A konkretnie – od MyTaxi. Największa w Europie aplikacja do zamawiania taksówek (należąca od kilku lat do koncernu Daimler) dziś wprowadziła w Warszawie usługę MyTaxi Match, w ramach której mieszkańcy większości dzielnic będą mogli zamawiać taksówki na spółkę.

Czytaj też: Co się bardziej opłaca? Mieć samochód na własność czy… wynająć limuzynę na trzy lata? A potem wymienić ją na… jeszcze nowszą limuzynę? A potem…

MyTaxi Match, czyli składamy się na taksówkę

Jak to działa? Aplikacja skojarzy dwóch, dwie, dwoje (pozdrowienia dla Alior Banku, bo to ich patent) klientów jadących w tą samą stronę, dobierze do nich kierowcę i przewiezie do celu „za grosze”. Każdy zapłaci aplikacją za swoją część kursu, a oszczędność ma wynieść do 40%. W praktyce – co sprawdziłem na kilku przykładowych kursach – rzadko przekracza 30%, ale to i tak dużo. Nową usługę będą realizowali tylko taksówkarze, którzy „w standardzie” jeżdzą po 2 zł za kilometr lub mniej (maksymalna stawka w Warszawie to 2,4 zł za kilometr)

Warszawa jest pierwszym miastem w Europie, w którym jakakolwiek korporacja taksówkowa wprowadza taki model działania. Na razie jest to pilotaż, który potrwa miesiąc, ale po ocenie jego efektów nowa funkcja ma szansę trafić do innych miast. W pierwszej kolejności do Trójmiasta. MyTaxi oczekuje, że w ciągu kilku lat odsetek przejazdów w modelu MyTaxi Match będzie stanowił od 10% do 30% wszystkich.

Jeśli algorytm zadziała perfekcyjnie to najdalej w przyszłym roku Krzysztof Urban, szef MyTaxi na Polskę, odbierze order od Ministerstwa Rodziny za zasługi dla tworzenia nowych podstawowych komórek społecznych. Choć niestety będzie to wymagało wprowadzenia drobnych poprawek w aplikacji, jak np. możliwości wybierania preferowanego współpasażera (np. wysoki blondyn, długowłosa brunetka). To może być lepsze niż couchsurfing. Zastanowiłbym się też nad sojuszem strategicznym z Tinderem 😉

Czytaj też: Uber oszacuje ile jesteś w stanie zapłacić za przejazd. Wyglądasz na zamożnego? Uuups…

Czytaj też: Uber pokazał jak można zdalnie motywować ludzi do cięższej pracy. Przez aplikację!

Jedna czwarta młodych Warszawiaków nie jeździła taksówkami, bo są za drogie. A teraz?

Czy nowa usługa może się spodobać Warszawiakom? MyTaxi zrobiło wśród mieszkańców stolicy badania, które miały pomóc ustalić dlaczego wciąż większość z nas woli stać w korkach, we własnych samochodach, niż wybierać alternatywny transport publiczny lub taksówki. Wyszło, że tylko dla mniej więcej 10% konsumentów w stolicy taksówka jest podstawowym środkiem transportu, choć z 1,5 mln dorosłych Warszawiaków przynajmniej raz na jakiś czas do taksówki wsiada 350.000, czyli co czwarty.

Ponad 60% z tych, którzy do taksówki nie wsiadają mówi, że „woli swoje”, niecałe 30% wsiada do autobusów, tramwajów, pociągów podmiejskich lub metra, zaś co dziesiąty jako przyczynę omijania taksówek podaje cenę. Jednak wśród młodzieży (ludzi do 29 lat) odsetek uważających, że na taksówki ich nie stać, wynosi aż 24%. I to dla nich ma być przeznaczona nowa forma przejazdów łączonych.

A to ciekawe: Indeks cen taksówek w różnych krajach. Jest też Polska!

Żeby korzystać z tanich przejazdów taksówkami po nowemu trzeba zaktualizować do nowej wersji aplikację MyTaxi w sklepie Google Play lub w AppStore. Jeśli znajdujemy się w zasięgu nowej usługi, to już na początku zamawiania taksówki zobaczymy dodatkowy suwak, którym możemy zasygnalizować gotowość skorzystania z przejazdu łączonego. Trzeba jednak wtedy wstukać do aplikacji punkt docelowy (na tej podstawie algorytm dobierze ewentualnego współpasażera).

To, że klient zasygnalizuje chęć przejazdu na spółkę z innym pasażerem nie oznacza, że będzie czekał bez końca aż aplikacja znajdzie mu współtowarzysza. Zamawianie taksówki, owszem, potrwa dłużej – aplikacja rezerwuje sobie do minuty na odpowiedź – ale jeśli w tym czasie nie uda się dopasować innego przejazdu, to zamawiający i tak będzie do przodu – otrzyma automatyczny rabat 25% „za gotowość”. Choć nawet po tym, gdy już wsiądzie do taksówki, algorytm może „doprosić” pasażera, który akurat zamawia kurs na trasie jego przejazdu.

MyTaxi Match w praktyce: o ile dłużej potrwa przejazd? I komu to się opłaci?

Bolesne kompromisy? Oczywiście taka taksówka nie zawiezie nas do celu tak szybko, jak „zwykła”. Algorytm ma działać w taki sposób, żeby „dobieranka” nie wydłużyla czasu dojazdu o więcej, niż 5-7 minut. Nie da się jednak ukryć, że zamiast dwóch punktów (wsiadka i wysiadka) na trasie znajdą się cztery, więc nie będzie to usługa dla osób się spieszących. Poza tym aplikacja sama ustala kolejność odbioru i wysiadania pasażerów. No i maksymalnie można zabrać ze sobą jedną osobę (współpasażer – też jedną).

Co ciekawe, kursy łączone – choć i tak mają być znacznie tańsze, niż zwykłe – nie wyłączają możliwości korzystania przez klientów MyTaxi z promocji. Teraz np. trwa promocja Kolekcjoner, w której za każdy kurs taksówką MyTaxi otrzymuje się 25 zł zniżki na kolejny kurs. To de facto oznacza, że co druga wycieczka taksówką jest gratis. Co prawda sądzę, że wraz z wprowadzeniem MyTaxi Match firma będzie ograniczała dotowanie kursów standardowych, ale na razie jej szefowie w tej sprawie milczą.

Komu szczególnie ma się opłacić korzystanie z przejazdów łączonych? Tym, którzy mają przed sobą dłuższy kurs – im dalej musimy pojechać, tym większy będzie „udział” oszczędności w łącznej cenie przejazdu i tym mniej delegliwe będzie zbaczanie z najkrótszej trasy, by zabrać drugiego pasażera. Oczywiście muszą być spełnione dwa warunki: że klientowi się nie spieszy, że nie jest miłośnikiem luksusu i posiadania szofera na wyłączność i że te kilka, kilkanaście złotych oszczędności ma dla niego znaczenie.

MyTaxi Match ma być lekarstwem dla taksówkarzy na zbyt krótkie kursy (nie ma dwóch zdań, że kurs łączony – choć trochę tańszy jeśli chodzi o cenę za kilometr – jest zawsze dłuższy, niż pojedynczy), ma otworzyć przejazdy taksówkowe dla nowych klientów, którzy dziś uważają, że na taksówki ich nie stać (a pośrednio wykosić Ubera i samochody działające w modelu „przewóz osób”) oraz ma zwiększyć dostępność taksówek w godzinach szczytu (prawdopodobnie łatwiej będzie znależć taksówkę w ramach kursu łączonego, niż na wyłączność).

Czytaj samcikową dyskusję z samym sobą o Uberze: Ta sama trasa, ta sama pora dnia. Taksówkarz wystawia rachunek na 158 zł, Uber na 55 zł. O co tu chodzi? a może Uber wspiera finansowe niewolnictwo i trzeba go bojkotować?

Czy to się może nie udać? Są dwa problemy

Teoretycznie więc zyskają wszyscy, ale nie ma co kryć, że ewentualne dodatkowe wady tego modelu wyjdą w praniu. O ile dla Ubera model przejazdów łączonych jest czymś naturalnym (firma wyrosła na micie „społecznościowości”) o tyle do taksówek pasuje mi średnio (z czego zresztą zwierzałem się polskiemu szefowi MyTaxi podczas jednego ze spotkań). Taksówkę zamawia się po to żeby było szybko i wygodnie, a w MyTaxi Match będzie się trzeba dzielić kanapą (co czasem jest przyjemne, ale nie jest to regułą) i bólem stania w korkach (spóźniając się na pociąg można się wzajemnie pocieszać).

Nowa usługa może „popłynąć” m.in. na kwestii geolokalizacji. Podróżując po Warszawie – czy to taksówkami z aplikacji, czy innymi samochodami do wynajęcia – dość często odbijałem się od problemu, że stoję gdzie indziej, niż miejsce, w którym stoję zdaniem kierowcy. W skrajnym przypadku przy przejeździe łączonym nieporozumienia na tle „geolokalizacyjnym” mogą spowodować spore – dużo większe, niż w przejeździe pojedynczym – komplikacje czasowe, a w taksówce czas to pieniądz.

Generalnie jednak trzymam kciuki za nową usługę MyTaxi, bo oznacza większy wybór dla klientów, możliwość skorzystania z taksówki przez osoby mające skromniejszy budżet i większą dostępność samochodów w szczycie. Jest to celny strzał w samo serce uberowskiej konkurencji. Widać, że MyTaxi – mające już dziś 1500 samochodów w Warszawie, z czego 1000 „oklejonych” na wyłączność – przygotowuje się już na zajęcie fotela lidera tego rynku po ewentualnej delegalizacji Ubera i instytucji „przewozu osób”.

Czytaj też: Carrefour chce być jak Uber! Wchodzisz do sklepu? Odpal apkę i przy okazji zrób za dychę zakupy dla sąsiada

Czytaj też: Dzięki tej aplikacji będą mniejsze kolejki do przychodni? Lekarz jak Uber, na zamówienie 

 

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany