24 października 2019

Smog rządzi w kraju, my wybraliśmy rządzących na kolejne cztery lata. Czym będziemy oddychać w 2023 r.? Pięć elementów układanki

Ponieważ polskie władze przespały cztery ostatnie lata, jeśli chodzi o rozwój „zielonej” energii i walkę o poprawę jakości powietrza, to na gwałt trzeba gonić stracony czas. Wiadomo, że nic nie stanie się z dnia na dzień, ale czy za cztery lata, gdy będzie kończyła się druga kadencja rządów prawicy, mamy szansę być krajem choć częściowo „zielonym”? Mam cztery pierwiosnki nadziei, że nie będzie źle. I jedną wiadomość zwiastującą, że jednak może być źle, trująco

Ostatnie cztery lata to pod względem inwestycji w Odnawialne Źródła Energii czas niewykorzystanej szansy. W ramach zobowiązań unijnych Polska powinna w 2020 r. już co najmniej 15% energii zużywać z zielonych źródeł. Ale szanse, że dociągniemy do tego – i tak niezbyt ambitnego – celu, są niewielkie, bo w ostatnich latach nie przybywało źródeł zielonej energii.

W listopadzie 2018 r. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, z którego wynikało, że osiągnięcie przez Polskę celu może być zagrożone. W 2017 r. ten odsetek – zamiast. jak dotychczas, rosnąć – nawet spadł (!!!) o 0,32 pkt proc.-  do nędznych 11%.

Niespełnienie celów ma wymiar finansowy, bo brakującą zieloną energię, będziemy musieli dokupić od sąsiadów zza granicy – tak czy siak w 2020 r. będzie to 15%, ale „otrzymane” po dużo wyższych kosztach, bo z importu. 

Czytaj też: Ceny prądu zamrożone, ale nie takie same. Sprawdź czy nie przepłacasz. Oni „przeczesali” wszystkie oferty i pokazali różnice cen

Czytaj też: Polsko-niemiecki pojedynek klimatyczny. Kto bardziej truje atmosferę na Ziemi: my czy oni? I co z tego wynika dla obywateli?

IRENA mówi, że zielone jest tańsze

W maju Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (International Renewable Energy Agency – IRENA) wydała raport o zmianach cen OZE w roku 2018.  Fotowoltaika i produkowanie prądu z wiatru na lądzie staniały o 13%! O ile koszt przygotowania projektu, budowy i przyłączenia od sieci farmy słonecznej o mocy 1 MW w 2016 r. wynosił 3,8 mln zł, to w 2019 – już tylko 2,8 mln zł.

Jaki jest uśredniony koszt produkcji energii z różnych źródeł?

Na koniec dnia liczy się rachunek ekonomiczny, a ten pokazuje jasno, że OZE nie są już najdroższym, ale najtańszym ze źródeł energii. Rządzący chyba to zauważyli, bo gdyby zliczyć ekologiczne inicjatywy polskiego rządu z ostatnich miesięcy i plany na kolejne 4 lata, to widać, że coś się zmienia w polskiej polityce energetycznej.

Oczywiście: wciąż naszym znakiem rozpoznawczym są inwestycje w tradycyjną energetykę węglową. Uruchomiono ostatnio elektrownię Opole – to największa powojenna polska inwestycja (rozpoczęta jeszcze za premiera Tuska). Kolejna elektrownia Ostrołęka jest „w toku”, ale nie ma dopiętego finansowania i nie wiadomo kiedy zostanie ukończona. Ale uroczystość z okazji startu budowy małej elektrowni w Puławach została przesunięta. Rząd zatrzymał też specustawę, która miała ułatwić fedrowanie bez konsultacji z samorządami. 

Czytaj też: Nadchodzą „klimatyczne” zmiany w twojej firmie. Nie chodzi o wizerunek, lecz o pieniądze. Jak zmienią się biura i biurka?

Cztery symptomy, że w walce o czystsze powietrze coś drgnęło

Ostatni 12 miesięcy i zapowiedź na kolejne, to turboprzyspieszenie inwestycji w Odnawialne Źródła Energii i wsparcie finansowe dla ekologicznych rozwiązań. Podsumujmy i zastanówmy się: jak może wyglądać za cztey lata?

Po pierwsze: farmy wiatrowe na Bałtyku. To będzie gigantyczne przedsięwzięcie – taki „wiatraczek” jest wyższy niż Pałac Kultury, a trzeba ich na niespokojnym Bałtyku postawić ponad setkę. Koszt? 12-15 mld zł. Dużo pieniędzy – tyle, ile kosztowałaby „atomówka” – za to ta odmiana energii jest bezpieczniejsza.

Kłopot w tym, że bez ustawy, która zapewni finansowanie inwestorom, wiatrakowa „kręcioła” nie ruszy z miejsca. Czekają na nią PGE, Orlen, ale przede wszystkim prywatna spółka Polenergia, która plany budowy farm na morzu ma od wielu lat. W ciągu czterech lat nie da się zbudować morskiej elektrowni wiatrowej, ale w – powiedzmy – 2025 r. do systemu energetycznego Polski można byłoby już podłączyć pierwsze wiatraki.

Po drugie: walka z trującymi piecami. Ludzie na razie niechętnie biorą dotacje z programu „Czyste Powietrze” (budżet wynosi 10 mld zł na 10 lat) na wymianę kopciuchów. Dotychczas podpisano umowy na wymianę 20.000 piecy.  Ale to zawsze coś. Zakładając, że program się rozpędzi, w ciągu 4 lat uda się wymienić 100-150.000 pieców. W porównaniu z 3 mln wszystkich kopcących w kraju to wciąż niewiele. Bez całkowitego zakazu palenia węglem (na wzór Krakowa) przełom nie nastąpi.

Czytaj więcej: Wkurzany na smog? Zawsze można pozwać państwo. Szansa na 5.000 zł jest duża

Po trzecie: fotowoltaika „mała”. Ruszył program „Mój Prąd”dotacje 5.000 zł do budowy instalacji fotowoltaicznej, czyli dachowej, albo ogrodowej minielektrowni, która produkuje prąd ze słońca. Po pieniądze ustawiają się kolejki chętnych, bo ludzie boją się podwyżek cen prądu. Ale pieniędzy starczy tylko dla  200.000 inwestycji, a w Polsce jest przecież kilka milionów domów samych tylko domów jednorodzinnych.  Dla porównania: dziś liczba takich instalacji wynosi ok. 90.000, z czego tylko w tym roku przybyło aż 40.000. Za cztery lata możemy mieć 300.000 prosumentów. Kilka razy mniej niż Niemcy. 

Czytaj też: Bycie eko to już nie kosztowne hobby dla „zielonych dziwaków”, lecz realny sposób na oszczędzanie pieniędzy. Jak dużych? Liczymy!

Czytaj też: Uber zapewni miastom eko-rewolucję, czyste powietrze i mniejsze korki

Po trzecie i pół: fotowoltaika „korporacyjna”. Duże firmy śmielej inwestują w duże, liczone w hektarach powierzchni farmy fotowoltaiczne. Takie inwestycje planują kojarzone z raczej z węglem grupy Tauron, PGE, Enea, czy nawet ZE PAK. Powód? Mają pieniądze do wydania :-). Dziś łatwo znaleźć tanie finansowanie zielonej energii (z Unii, z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, z banków…), niż kasę na węglowe relikty przeszłości. Wartość planowanych inwestycji to co najmniej 2 mld zł

Według Strategii Energetycznej Polski w 2025 r. mamy mieć 5,2 GW energii z fotowoltaiki. Jeszcze cztery lata temu mieliśmy 0,1 GW, a w 2012 r. – 0,001 GW. Postęp? Milowy krok? Nie za bardzo, jeśli odniesiemy tę liczbę do 47 GW niemieckiej fotowoltaiki,  8 GW francuskiej, czy 13 GW brytyjskiej (dane za electricitymap.org). Ale i w tej dziedzinie coś się wreszcie ruszyło.

Po czwarte: elektromobiliność. Premier zapowiadał w swoim najważniejszym power poincie, że w 2025 r. ma być 1 mln samochodów elektrycznych. Już wiadomo, że nie będzie, ale wolałbym się nie zakładać, że nie będzie ich np. pół miliona. Na razie jest jakieś 7.000 aut elektrycznych na ok. 22 mln wszystkich „osobówek”, ale rewolucja postępuje.

Już teraz ładowarek przybywa szybciej niż samochodów elektrycznych. Polski Instytut Ekonomiczny wyliczył, że jeśli wybierze się taki sam model auta z silnikiem elektrycznym zamiast spalinowym,  to koszt zakupu zwraca się po 10 latach. I konstatuje, że lepiej zamiast oferować dopłaty lepiej mobilizować ludzi do zakupu poprzez „osłodzenie” im życia buspasami, darmowymi parkingami, czy wjazdem do stref miasta dostępnych tylko dla pojazdów niskoemisyjnych.

Czekamy na start zapowiadanych przez rząd dopłat do samochodów elektrycznych, które – choć relatywnie wysokie (37.500 zł) – dotyczą tylko zakupu aut tak tanich, że mało który model produkowany przez koncerny motoryzacyjne się załapie. Efekt może być mizerny. Na razie jednak rząd zrobił ukłon w stronę bardziej dostępnych aut hybrydowych i zmniejszył na nie akcyzę.

Czytaj też: To miały być idealne lokaty oszczędności „pod emeryturę”. Wartość rynkowa gigantów polskiej energetyki w cztery lata spadła o 40%! Ile w tym winy polityków?

Czytaj też: Ceny praw do emisji CO2 biją rekordy! A koszty produkcji prądu nigdy nie były wyższe. Co to może oznaczać dla naszych portfeli? Trzy scenariusze

Drzewo odrasta, więc jest „energią odnawialną”

Czas spuścić trochę powietrza z tego balonu eko-oczekiwań. Ministerstwo Energii opublikowało przed tygodniem projekt rozporządzenia, które określa subsydia na rozwój zielonej energii na następnych 15 lat. Założono, że technologią, która dostanie najwięcej kasy, bo aż 9,8 mld zł jest  spalanie w jednym piecu węgla z innymi, „odnawialnymi” surowcami – mogą być to łupinki po orzechach, trociny, słoma, siano, jednak w praktyce oznacza najczęściej gorszy gatunek drewnaInne źródła dostaną 15 mld zł, ale to tylko nowe projekty. 

Jak opisywałem jeszcze w 2016 r., w porozumieniu z Lasami Państwowymi ustawa o OZE została zmieniona tak, że rozszerzono definicję drewna, którym będzie można palić w piecach – z „drewna niepełnowartościowego” na „drewno energetyczne”.  Cóż to takiego? To gałęzie z sadów, drewno z kornikami, drewno popowodziowe. 

W praktyce spalanie drewna razem z węglem umożliwi transfer ogromnych dotacji przeznaczonych na energetykę odnawialną do koncernów energetycznych, których głównym paliwem jest węgiel. Może to takie ukryte rekompensaty za trzymanie niskich cen prądu? To spekulacja, ale pomysł jest tak irracjonalny, że trudno znaleźć jakieś inne wytłumaczenie.

Dlaczego irracjonalny? Bo kiedyś już tego próbowano i nic dobrego z tego nie wyszło. Polska do 2013 r. spalała na potęgę biomasę z węglem, czego skutkiem był duży import drewna, tym razem z Ukrainy, czy z krajów egzotycznych (łupiny po orzechach kokosowych). W sumie, według różnych szacunków poszło na to prawie 8 mld zł.

Specjaliści mówią, że wiele rozproszonych małych spalarni to nie taki zły kierunek. Ale błędem byłoby ładowanie milionów ton drewna do pieców węglowych. Jest też ryzyko, że ceny drewna wzrosną i drożej zapłacimy za kanapy, łóżka, czy szafki. Za to z pewnością uda się na papierze podnieść ilość zużywanej przez nas „energii z OZE”. 

źródło zdjęcia: PixaBay

8
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
SosnaIreneusz SudakAnkaPppJurek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michał
Gość
Michał

Jest tylko jeden problem. Zmuszanie ludzi zakazami. Jeżeli chcą EKO, to niech dopłacają i ułatwiają. Kolejny temat to drogi. Jak ktoś pisze o smogach to tylko o paleniu węglem i to, że ludzie mają takie auta, a nie inne. Ja smog widzę codziennie przez to, że się stoi w korku. Dlaczego nie zrobią dróg? Ilość aut rośnie oraz patologia w tych korkach. Jak zrobili drogę np. Żołnierska w Warszawie, to ponieważ kościelni nie chcą oddać kawałka drogi, to nie zrobili jej całej, ale tam gdzie jedzie 90% aut zrobili 1 pas, a na te 10% zrobili 3 pasy. Gdzie tu… Czytaj więcej »

Jurek
Gość
Jurek

Jak chcesz mniej smogu, to dróg (a raczej pasów jezdni) powinno być mniej (przynajmniej dla komunikacji innej, niż publiczna), a nie więcej. Więcej za to powinno być ścieżek rowerowych i wydzielonych pasów dla komunikacji zbiorczej, którymi mógłby się również poruszać taksówki i jednoślady.

Ppp
Gość
Ppp

Michał ma rację w tym sensie, że zwraca uwagę na infrastrukturę. Wystarczą dwa pasy ruchu dla tych, co MUSZĄ jechać samochodem, ale przedtem trzeba wybudować sieć sprawnie działającej kolei, by pociągiem było szybciej niż samochodem.
Generalnie „ekologia” nie może być jedyną zaletą usługi – usługa ekologiczna musi być dobra na poziomie praktyki i nie droższa od standardowej konkurencji. Tym czasem często bywa, że produkt reklamowany jako „ekologiczny” jest droższy, choć jego jakość jest zbliżona.
Pozdrawiam.

MIchał
Gość
MIchał

Serdecznie proszę nie nazywajcie PiSu rządami prawicy

Jurek
Gość
Jurek

Dokładnie tak. Gospodarka socjalna z prawicą nie ma nic wspólnego.

Anka
Gość
Anka

Panie Ireneuszu czytam już kolejny artykuł pana autorstwa i chciałbym zwrócić Pańską uwagę na literówki 🙂

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss