To miały być idealne lokaty oszczędności „pod emeryturę”. Wartość rynkowa gigantów polskiej energetyki w cztery lata spadła o 40%! Ile w tym winy polityków?

Wartość rynkowa państwowych koncernów energetycznych spadła od ostatnich wyborów do parlamentu o 18,1 mld zł, czyli o ponad 40%. Ale czy to tylko „zasługa” polityków?  Co musiałoby się stać, by PGE, Enea, Energa i Tauron – wielkie spółki energetyczne, mające za największego udziałowca Skarb Państwa – znów stały się stabilnym dostarczycielem zysków i dywidend, a więc idealną inwestycją dla osób chcących długoterminowego lokować oszczędności z myślą o np. dodatkowej emeryturze?

W środę kurs akcji Polskiej Grupy Energetycznej zanotował historyczne minimum. Po spadku o 4% w jeden dzień, za jedną akcję płacono 8,21 zł. Nigdy wcześniej polski czempion nie był wyceniany tak nisko. A może to już nie jest czempion? Kapitalizacja 15,4 mld zł oznacza, że PGE – firma, która miała budować elektrownię atomową – wyceniana jest taniej, niż Cyfrowy Polsat czy CD Projekt (to już nikogo chyba nie dziwi), goni ją sieć sklepów Dino z kapitalizacją 14 mld zł!

Podobnie wygląda pejzaż całej polskiej „wielkiej energetyki”, czyli kontrolowanych przez Skarb Państwa spółek, które produkują i dostarczają nam prąd. Oprócz PGE jest to Enea, Energa i Tauron. Ponieważ zbliżają się wybory parlamentarne, a na spółki Skarbu Państwa politycy mieli, mają i będą mieli przemożny wpływ, pozwalam sobie podsumować „osiągnięcia” największych polskich spółek energetycznych w ciągu ostatnich czterech lat, czyli w cyklu wyborczym.

Czytaj też: To już pewne: ceny prądu będą „rozmrażane”. Kto zapłaci więcej i o ile? I czy porażka rządu w „zamrażaniu” ma jakieś dobre strony?

Czytaj też: Pięć powodów, które zdecydują o tym, że w Polsce nie będzie elektrowni atomowej. Czy serial HBO „Czarnobyl” stanie się kolejnym?

Energetyka: wymarzona branża do długoterminowego inwestowania? Tak było!

Gdy wymienione wyżej cztery spółki – wyodrębnione w 2006 r. z lokalnych zakładów energetycznych – debiutowały na warszawskiej giełdzie, były w centrum uwagi inwestorów. Enea weszła na giełdę w 2008 r., PGE w 2009 r., Tauron w 2010, a Energa w 2013 r.

Wydawało się wówczas, że energetyka to w miarę bezpieczna branża, wymarzona dla spokojnego, długoterminowego inwestowania dla dywidendy, albo na emeryturę. Wydawało się, że biznes spółek energetycznych będzie stabilny, ich wartość będzie leniwie rosła, zaś zyski pozwolą na wypłacanie z roku na rok dywidendy, która będzie wyższa, niż oprocentowanie bankowego depozytu.

Pamiętam tamten czas: inwestorzy wychodzili z założenia, że energetyka to w dużej mierze rynek regulowany, więc stabilny i przewidywalny. Państwowy urząd narzuca taryfy dla odbiorców indywidualnych, które gwarantują zaspokojenie potrzeb finansowych koncernów, a z drugiej strony – uczciwe ceny dla odbiorców. Zgodnie z prognozami zapotrzebowania na prąd miało rosnąć, więc spodziewano się też wzrostu przychodów koncernów energetycznych.

Oczywiście: postrzeganie energetyki jako prostego, przewidywalnego biznesu to naiwność. Każda z wymienionych firm to konglomerat spółek, które zajmują się sprzedażą, dostarczaniem i produkowaniem prądu. Z tego najbardziej „obciążająca” jest produkcja, bo odbywa się ona prawie w całości z węgla. Ceny węgla są zmienne, w Polsce dodatkowo upolitycznione.

Ale gdyby tylko z nieprzewidywalnymi lub wysokimi cenami węgla musieli się zmierzyć energetycy – pewnie daliby radę. Nikt nie przewidział, że na rynek energii spadnie tyle plag.

Czytaj też: Ceny praw do emisji CO2 biją rekordy! A koszty produkcji prądu nigdy nie były wyższe. Co to może oznaczać dla naszych portfeli? Trzy scenariusze

Czytaj też: Polsko-niemiecki pojedynek klimatyczny. Kto bardziej truje atmosferę na Ziemi: my czy oni? I co z tego wynika dla obywateli?

Energetyczne plagi, czyli co się stało?

Wkrótce okazało się, że to, co miało być zaletą branży energetycznej jako miejsca do lokowania oszczędności, stało się jej przekleństwem. Świat polityki miał stabilizować finanse koncernów energetycznych, a zamiast tego je kompletnie rozstroił.

Po pierwsze – koncerny energetyczne zaczęły „utrzymywać” górnictwo. W pierwszym półroczu 2016 r., gdy było jasne, że przynosząca 1 mld zł strat Kompania Węglowa nie utrzyma się na rynku, rząd przystąpił do bezprecedensowej akcji ratunkowej. Jednego dnia firmy energetyczne ogłosiły, że obejmą udziały nowo powstającej Polskiej Grupy Górniczej. Kontrolny pakiet 51,3 proc. udziałów PGG objęły m.in. Energa, PGE i Enea płacąc po 300-500 mln zł

Ale akcja ratowania nierentownych kopalń zaczęła się jeszcze za poprzedniej ekipy, gdy z pieniędzy firm energetycznych finansowano kopalnię Brzeszcze (wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że to miasto przyszłej premier Polski), a prywatna kopalnia Bogdanka (kontrolowana przez OFE) trafi w wyniku giełdowego wezwania ponownie w państwowe ręce (pośrednio poprzez koncern Enea). Za to wszystko zapłaciliśmy pośrednio w rachunkach za prąd.

W sumie – jak policzyła organizacja Greenpeace i think tank WISE Europa – w latach 1990-2016 pomoc dla górnictwa wyniosła łącznie 230 mld zł. W tej kwocie są dopłaty do górniczych rent i emerytur, koszty restrukturyzacji górnictwa i koszty leczenia chorób spowodowanych spalaniem węgla. W przeliczenia na Polaka-podatnika wychodzi jakieś 1900 zł rocznie. To kasa pochodząca głównie z budżetu, a nie ze spółek.

Druga „polityczna” plaga, która dopadła energetykę to zastój odnawialnych źródeł energii. Firmy energetyczne, zamiast rozwijać OZE i przynajmniej częściowo uniezależniać się od węgla, dopieszczały inwestycje węglowe. Tym, którzy wtedy zarzucali spółkom, że to droga do nikąd, wypominano bujanie w obłokach.

Dziś spółki  energetyczne zieloną energię stawiają na piedestale: PGE chce budować elektrownie morskie, Tauron wydać 1 mld zł na zielone projekty, a Energa zmienia nazwę jednej ze spółek z Wytwarzanie na Energa OZE (bo ma sporo elektrowni wiatrowych i wodnych). Już widać, że bycie eko to – jak pisaliśmy w tym tekście – nie jest fanaberia grupki „zielonych” wariatów, ale inwestycje, które przynoszą realne korzyści.

Ta zmiana podejścia energetyków na bardziej „zielone” – o kilka lat za późno, co słono nas kosztuje –  oczywiście nie przeszkadza w realizacji projektu budowy elektrowni na węgiel w Ostrołęce (nie wiadomo czy i kiedy zostanie ukończona). Dziś bardzo trudno znaleźć konsorcjum z udziałem zagranicznej instytucji finansowej, które chciałoby inwestować w tego typu elektrownie. Już na starcie wiadomo, że taki projekt będzie trwale nierentowny.

Trzecia plaga – politycy „gwałcą” ceny prądu, a koszty emisji CO2 szaleją. Po słynnym zamrożeniu cen prądu przez rząd pod koniec zeszłego roku firmy energetyczne sprzedają gospodarstwom domowym prąd po nierynkowych stawkach i nie wiadomo czy uda im się odzyskać całość należnych rekompensat. Koszty zakupu praw do emisji CO2 obciążają ich budżety (w przypadku PGE to prawie 1 mld zł w pierwszym półroczu), ale politycy zabraniają wliczać te koszty w cenę prądu dla zwykłych ludzi.

Gdy spółki energetyczne debiutowały na giełdzie, nie przejmowano się kosztami CO2. Mimo, że już wtedy były dość wysokie – ponad 10 euro za tonę – przysługiwało nam sporo darmowych uprawnień. Aczkolwiek fraza „CO2″ pojawia się w prospekcie emisyjnym PGE – wypuszczonym przed debiutem firmy na parkiecie – 223 razy. Dla porównania – fraza „węgiel” pojawia się jedynie 89-krotnie. Już powinno dać nam do myślenia.

Indeksowy nokaut, czyli 18 mld zł poszło z dymem

Porównanie indeksu całej gospodarki reprezentowanej na giełdzie, czyli WIG, z indeksem energetycznym WIG-Energia obrazuje skalę nokautu. Trwający marazm na polskiej giełdzie i mierne wyniki WIG, to w zestawieniu z notowaniami WIG-Energia wygląda prawie jak hossa stulecia. Od poprzednich wyborów – 25 października 2015 r. – WIG-Energia stracił 40% wartości. Dla porównania – WIG zyskał 10,7%.

WIG-Energia to nie tylko państwowe koncerny, ale także ZE-PAK kontrolowany przez Zygmunta Solorza, czy czeska spółka CEZ, jednak to państwowa energetyka waży w indeksie najwięcej.

W ciągu prawie czterech lat od poprzwednich wyborów kapitalizacja spółek energetycznych kontrolowanych przez Skarb Państwa zmniejszyła się o

  • PGE – o 9 mld zł, do 15 mld zł
  • Tauron – o 2,8 md zł, d0 2,4 mld zł
  • Enea – o 2,2 mld zł, do 3,6 mld zł
  • Energa – o 4,1 mld zł, do 2,9 mld zł

Żeby oddać dziejową sprawiedliwość, trzeba zaznaczyć, że WIG-Energia tracił już od ok. 2014-2015 r. To wtedy zapadła na szczeblu rządowym decyzja o budowie za 11,5 mld zł nowych bloków elektrowni w Opolu, mimo, że z powodu braku interesu ekonomicznego sprzeciwiał się temu ówczesny prezes PGE Krzysztof Kilian. Twierdził on, że prąd z węgla będzie nieopłacalny. I za swój upór zapłacił stanowiskiem. Historia przyznała mu rację.

W sumie od 26 października 2015 r. wartość czterech wielkich energetycznych spółek Skarbu Państwa, rozumiana jako wycena rynkowa, uszczupliła się o 18 mld,1 zł! To oznacza, że rynkowa wycena koncernów energetycznych spadła o ponad 42%! Wskaźniki ceny do wartości księgowej sugerują znacznie niedowartościowanie spółek. Ale czy to znak, że warto kupować akcje?

Wyniki finansowe spółek są trudne do porównania, bo są one notorycznie zaburzone przez „czynniki jednorazowe”. Przychody są mniej więcej podobne, bo nic fundamentalnie w tym „nudnym” biznesie w ciągu ostatnich czterech lat się nie zmieniło. Firmy ani nie odnotowały exodusu klientów do niezależnych sprzedawców, a ceny prądu spokojnie rosły (pomijając wydarzenia z ostatniego roku).

Zyski netto są natomiast zaburzone, bo spółki robiły sporo zabiegów księgowych, które polegały na odpisach nierentownych części biznesu, zarówno tego węglowego jak i farm wiatrowych – w sumie koszty odpisów wyniosły kilkadziesiąt miliardów złotych. Kondycji branży nie pokazuje nawet wskaźnik EBIDTA, czyli zysk przed podatkami, odsetkami i amortyzacją. Pierwsza liczba to EBITDA za rok 2015 , a druga – za rok 2018.

PGE – 8,2 mld zł—>6,3 mld zł

Tauron – 68 mln zł—>2,4 mld zł

Enea – 628 mln zł—>2,5 mld zł

Energa – 2,19 mld zł —>2,14 mld zł

Ale czy faktycznie nic szczególnego się nie dzieje? Jeśli spojrzy się na krótszy okres, powiedzmy ostatnie 2-3 lata, to widać erozję wyników finansowych. Zwrócił na to uwagę Instytut Jagielloński, który w swoim raporcie napisał tak:

„W zakresie przychodów, wszystkie polskie grupy elektroenergetyczne odnotowały spadek wyniku EBITDA, a także spadek rentowności EBITDA. Zjawisko to można interpretować jako pogorszenie ogólnej efektywności ekonomicznej, w tym zwłaszcza w zdolności do generowania przepływów pieniężnych (EBITDA stanowi ich przybliżone odzwierciedlenie)”

Czytaj też: Ocieplenie klimatu kiedyś zabije ludzkość. Ale najpierw zobaczymy w sklepach… bardzo drogie piwo. Naukowcy: „lepiej napijcie się na zapas”

Kiedy spółki energetyczne znów będą płaciły dywidendy?

Najbardziej bolesne dla inwestorów indywidualnych było zaprzestanie wypłacanie przez energetyczne koncerny dywidend. Energetyka to – obok sektora finansowego – miała być wzorowym i stabilnym dostarczycielem corocznych dywidend. I tak nawet przez pewien czas było. Jednak w ostatnich latach ślad po dywidendach się urywa.

Tauron wypłacił ostatnią dywidendę w 2014 r. (15 groszy na akcje), PGE – w 2016 r., Enea – w 2014 r. Czy jest szansa na zmianę? Odkąd – a stało się to 2-3 lata temu – spółki mają wpisane w statutach paragrafy o realizowaniu polityki energetycznej państwa, zarabianie pieniędzy nie jest już ich jedynym obowiązkiem.

Czytaj też: Ceny prądu zamrożone, ale nie takie same. Sprawdź czy nie przepłacasz. Oni „przeczesali” wszystkie oferty i pokazali różnice cen

W najbliższym czasie raczej nic się nie zmieni i nie spodziewałbym się powrotu do polityki wypłacania dywidend. Energetyczni giganci będą lizać rany po 2019 r., kiedy ceny prądu były częściowo zamrożone. Ba, nie wiadomo, czy scenariusz nie powtórzy się w jakiejś części w roku przyszłym.

Tauron zapowiada dywidendę w wysokości 40% zysku za 2020 r.  ale to palcem na wodzie pisane, bo to spółka, która – ze względu na największą ze wszystkich firm energetycznych liczbę posiadanych starych elektrowni – może mieć największe problemy finansowe w przyszłości. Chyba, że…

Co by się musiało stać, żeby państwowe koncerny energetyczne wstały z kolan? Takim wydarzeniem byłoby wydzielenie nieopłacalnych, węglowych części biznesu i powołanie nowych spółek, które zajmą się tylko energią odnawialną. Najlepiej pod nową nazwą. O tym, że nazwa też ma znaczenie przekonują działania europejskich koncernów. Np. RWE (Rheinisch-Westfälisches Elektrizitätswerk) zmienił nazwę na Innogy, a GDF Suez na Engie.

Ich nowe, „zielone” spółki to pupilki inwestorów. Biznes jest „czysty” i polega na sprzedaży prądu, budowaniu wiatraków i promowania elektromobilności. Stara energetyka raczej nie wróci na szczyty, musi siebie samą zdefiniować na nowo. Żadne półśrodki nie odbudują trwale wartości spółek energetycznych.

źródło zdjęcia: PixaBay

7
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
4 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
mkoDon Q.Maciej SamcikCyceronRobert Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
investor
Gość
investor

1. „inwestorzy wychodzili z założenia, że energetyka to w dużej mierze rynek regulowany, więc stabilny i przewidywalny. Państwowy urząd narzuca taryfy dla odbiorców indywidualnych, które gwarantują zaspokojenie potrzeb finansowych koncernów, a z drugiej strony – uczciwe ceny dla odbiorców. ” Nie rozumiem, jak można wychodzić z założenia, że gospodarka odgórnie planowana jest stabilna i przewidywalna? Czyżby brakowało nam doświadczeń? A co do tych uczciwych cen dla odbiorców… Co rozumiemy przez „uczciwe”? Obecnie płacimy mniej niż powinniśmy. To nie jest uczciwe. Oczywiście biedota krzyknie, że wielkie firmy i tak nas okradają (co akurat jest g**** prawda). Takich regulacji cenowych nie ma… Czytaj więcej »

Don Q.
Gość
Don Q.

„Nie rozumiem, jak można wychodzić z założenia, że gospodarka odgórnie planowana jest stabilna i przewidywalna?” — heh, dobre pytanie.
Może młodzi nie pamiętają, bo nie mają czego, a starzy zdążyli zapomnieć…

mko
Gość
mko

Regulacje cenowe są w wielu branżach. W bankowości mamy np. oprocentowanie maksymalne oraz darmowe konta podstawowe. W branżach monopolistycznych regulacje są najlepszym, co do tej pory wymyślono i co działa. Pod warunkiem, że są to sensowne regulacje

Robert
Gość
Robert

Co przedstawione jest na wykresie na niebiesko ? Na stooqu nie mogę znaleźć żeby WIG wzrósł o 140% w 5 lat.

Cyceron
Gość
Cyceron

Dywersyfikacja i jeszcze raz dywersyfikacja. Pakowanie oszczędności w jedną branżę w jednym kraju nie brzmi rozsądnie.

Maciej Samcik
Admin

Pełna zgoda

Don Q.
Gość
Don Q.

Tak.
Ja teraz jestem już statecznym siwobrodym długoterminowym inwestorem, ale kiedyś częściej bawiłem się spekulowaniem, z Enegrą mi się nawet udało: kupiłem po 17, sprzedałem po 20,45, a w międzyczasie zgarnąłem jeszcze dywidendę. Ale to była czysta spekulacja. No i to było dawno.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss