29 listopada 2019

Sąd Najwyższy orzekł w poprzek. Gdy TSUE sugeruje unieważnienie umowy zawierającej klauzule abuzywne, to Najwyższy co najwyżej…

Sąd Najwyższy orzekł w poprzek. Gdy TSUE sugeruje unieważnienie umowy zawierającej klauzule abuzywne, to Najwyższy co najwyżej…

Gasną nadzieje bankowców na to, że uda się uniknąć katastrofy w postaci konieczności zrefundowania co najmniej kilkudziesięciu tysiącom frankowiczów strat wynikających z wzrostu kursu tej waluty. Sąd Najwyższy – idąc trochę (?) w poprzek orzeczenia TSUE – stwierdził, że nie ma nic złego w przerobieniu kredytu denominowanego we frankach na… złotowy, ale oprocentowany według stawki LIBOR. Jest jednak i druga strona tego medalu: sposób myślenia Najwyższego bankowi prawnicy mogą próbować wykorzystać jako… wytrych

Po słynnym, październikowym orzeczeniu TSUE, dotyczącym „polskich” kredytów frankowych (a w zasadzie tylko jednego z nich, państwa Dziubak, choć pośrednio „sądzone” były wszystkie) zaleciłem frankowiczom zakup melisy i popcornu. Pierwszego na uspokojenie skołatanych nerwów, a drugiego – dla urozmaicenia czasu spędzonego na „widowni”, zanim wykluje się w sądach jakieś konkretne rozumienie tego orzeczenia.

Zobacz również:

Słusznie podejrzewałem, że pierwsze wyroki sądów po orzeczeniu TSUE będą od Sasa do lasa. I że trochę wody w Wiśle upłynie, zanim będzie można z dużym prawdopodobieństwem ocenić jakie może być ryzyko, a jakie korzyści z pójścia do sądu ze swoim kredytem frankowym.

Czytaj też: Złotowi kredytobiorcy pokrzywdzeni orzeczeniem TSUE? „A jak kolega kupi telewizor w promocji, to co?”

Ważny poradnik. Tylko u nas!: Sześć rzeczy, które teraz – po orzeczeniu TSUE – powinien zrobić każdy frankowicz 

Minęły dwa miesiące i wciąż niewiele wiemy. Frankowicze wygrywają zdecydowaną większość spraw teraz kończonych (niektórzy mówią, że 70-80%, a niektórzy – że nawet 90-95%), ale wciąż trudno powiedzieć, że mamy ustabilizowaną linię orzeczniczą. Tę może przynieść dopiero Sąd Najwyższy, którego mądrość spłynie na sądy okręgowe i rejonowe.

Ten kredyt jest nieważny? To już nieważne

No i właśnie Sąd Najwyższy zaczyna się wypowiadać. Na początku listopada skasował wyroki dwóch wcześniejszych instancji w sprawie kredytobiorców, którzy mieli kredyt indeksowany do franków szwajcarskich i przegrali spór sądowy w kwestii jego odwalutowania.

Najwyższy nakazał rozpatrzenie sprawy ponownie i zaznaczył, że klauzulę walutową trzeba wyrzucić, nic innego w to miejsce nie wstawiając.

Teraz pojawiło się uzasadnienie drugiego wyroku Sądu Najwyższego dotyczącego franków, który zapadł 29 października, a więc również po słynnym orzeczeniu TSUE (IV CSK 309/18).

Tutaj jest jeszcze ciekawiej, bowiem Najwyższy anulował wyroki dwóch wcześniejszych instancji, które zgodnie unieważniły umowę. Najwyższy ogłosił coś zupełnie innego: że umowa może istnieć dalej, jako złotowa, oprocentowana według stawki LIBOR. Taka opinia Sądu Najwyższego nie zgadza się z październikowym orzeczeniem TSUE, który opowiadał się raczej za unieważnianiem umów, nie zaś ich odwalutowaniem.

Sprawa jest podwójnie ciekawa, gdyż dotyczy kredytu denominowanego we frankach, nie zaś indeksowanego do tej waluty (a kredyt denominowany to trudniejsza do podważenia w sądzie postać umowy „frankowej”).

To był mały kredyt, zaciągnięty w BPH, na kwotę 25.000 franków z 2004 r., oprocentowany według stawki LIBOR plus 2,6%. Po czterech latach kredyt przestał być spłacany i bank – po nieudanej windykacji – skierował sprawę do sądu, żądając zwrotu franków, oczywiście po bieżącym, znacznie wyższym kursie.

Sądy dwóch instancji zgodziły się co do tego, że ten kredyt to nie kredyt, bo nie ma w nim określonej konkretnej wartości zadłużenia. To znaczy klient raz jest winien bankowi więcej, a raz mniej, w zależności od kursu franka („brak określenia kwoty oddanej do dyspozycji w walucie, w jakiej kredyt został udostępniony, czyli złotych polskich”)

Sąd Najwyższy spojrzał na sprawę inaczej. Jego zdaniem „jeśli kwota kredytu jest powiązana z kursem waluty obcej, to jest dopuszczalne, żeby wypłata i spłata kredytu następowała w złotych lub w walucie obcej”. Taka przynajmniej byłaby sytuacja, gdy mamy w umowie prawidłową klauzulę indeksacyjną. Ale Najwyższy uznał, że ta klauzula nie była prawidłowa. I w tym miejscu wyrok zaczyna być nieco dziwny.

Sąd Najwyższy: „za wszelką cenę utrzymać tę umowę chcę”

Najwyższy uważa, że choć z umowy wynika kwota kredytu w walucie obcej, zaś wyrzucenie klauzuli przeliczeniowej nie pozwala określić ile te franki są warte w złotych (według poprzednich instancji to zmusza do unieważnienia umowy) – to kwotę kredytu w złotych da się określić, bo klientowi została postawiona do dyspozycji konkretna suma grosza w polskiej walucie.

Czyli de facto sąd ustalił kwotę kredytu nie na podstawie umowy, lecz na podstawie faktycznych przepływów pieniędzy. W umowie coś-tam jest naskrobane, ale skoro bank przelał złote, a klient spłacał złote, to kredyt jest złotowy. Przy takim podejściu Najwyższego może się okazać, że to, co jest wpisane w umowach, w ogóle nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko to, co jest robione.

Najwyższy uważa, że ten kredyt w rzeczywistości jest kredytem złotowym denominowanym we franku, ale bez prawidłowej klauzuli indeksacyjnej. I że nawet podpisanie przez klienta ogólnej formułki o ryzyku walutowym tego faktu nie zmienia. Choć tłumaczenie tego toku myślenia jest co najmniej dziwaczne: że gdyby klient wiedział co podpisuje, to by tego nie podpisał.

Sąd Najwyższy odniósł się też do „polskiego” orzeczenia TSUE. I zauważył, że „nie określa ono kryteriów dotyczących możliwości dalszego obowiązywania umowy bez nieuczciwych warunków, lecz pozostawia ich ustalenie krajowemu sądowi”. Sąd Najwyższy przemilczał ten fragment orzeczenia TSUE, w którym europejski sąd twierdzi, iż nie wydaje mu się możliwe „przerabianie” kredytów na złotowe z oprocentowaniem opartym na stawce LIBOR.

Najwyższy skorzystał natomiast z tej części orzeczenia TSUE, w którym europejski sąd opowiada się za utrzymaniem umowy, o ile to możliwe. A w tym przypadku – według Najwyższego – jest to możliwe, gdyż…

Tutaj: całe orzeczenie z uzasadnieniem

Przyznam szczerze, że nie przekonuje mnie do końca takie spojrzenie. Sąd za wszelką cenę dąży do utrzymania umowy i chwyta się każdego argumentu, by to móc uzasadnić. Na przykład takiego, że w umowie żadnej innej stawki, niż LIBOR nie ma. No, ale dlaczego miałaby być? A juz całkiem zabawne jest stwierdzenie sądu, że nie ma tam stawki WIBOR, bo przecież strony po to umówiły się na LIBOR, że nie lubią WIBOR-u. I na tej podstawie (stwierdzenia, że strony nie lubią WIBOR-u, bo się na niego nie umówiły) sąd ustalił oprocentowanie złotowe na LIBOR-ku. Coś mi tu zgrzyta.

———————-

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

———————-

Wyrok jest dziwny. Czy może wpędzić banki w jeszcze większe tarapaty, niż TSUE?

No, ale wyrok jest, jaki jest. I bardzo może utrudnić bankowcom kontrofensywę przeciwko frankowiczom. Dotychczasowa linia „obrony” bankowców polegała bowiem na tym, że TSUE opowiedział się przeciwko odwalutowaniu (czyli zamianie „abuzywnych” kredytów na złotowe z oprocentowaniem LIBOR plus marża), zaś unieważnienie umowy jest dla klientów zbyt ryzykowne, bo muszą mieć przy sobie dużą kasę na natychmiastowe rozliczenie się z bankiem.

No i przy unieważnieniu umowy bank może wytoczyć proces o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Albo przynajmniej takim procesem pogrozić, co w dużej części przypadków może chłodzić zapędy frankowiczów, którzy woleliby nie mieć dwóch procesów zamiast jednego. I jeszcze w tym drugim ponosić ryzyka, że sąd zasądzi np. koszt korzystania z kapitału tak, jakby to była pożyczka z Providenta ;-).

Z drugiej jednak strony to orzeczenie zawiera w sobie też fragmenty, które mogą być miłe bankowym prawnikom. No bo skoro nie ma znaczenia to, co jest naskrobane w umowie, lecz liczy się to, w jaki sposób wygląda „realne życie” kredytu, to cóż stoi na przeszkodzie, żeby pójść tylko o jeden kroczek dalej w argumentacji Najwyższego i stwierdzić: „skoro ten kredyt tak naprawdę jest złotowy denominowany we franku, a klauzula przeliczeniowa ma wadę, to niechże on będzie spłacany po kursie NBP. Nie ma co prawda nic o tym w umowie, ale co z tego?” ;-)). A dla banków nie ma nic lepszego, niż utrzymanie tych kredytów w mocy, tyle że z kursem NBP, czyli bez spreadu.

Za wcześnie jeszcze, by uznać, że polski Sąd Najwyższy pokazał figę z makiem europejskiemu trybunałowi, ale z całą pewnością rośnie prawdopodobieństwo, iż bankowcy będą mieli jeszcze przez wiele lat męczyli się z kredytami dawniej frankowymi, które – po „restrukturyzacji” są do niczego niepodobne, czyli są złotowe z LIBOR-em.

No, chyba, że to omawiane dziś spojrzenie Sądu Najwyższego – dość ekstrawaganckie, przyznacie – zostanie skorygowane przez jakieś następne, albo – przez swoją „wywrotowość” – wykorzystane przez bankowych prawników jako wytrych. Ale na dziś – niezależnie od tego co myślimy o logice tego toku myślenia, który się w nim pojawia (jak dla mnie: wątpliwej) – to jest jedna z najważniejszych wykładni sytuacji banków i frankowiczów.

Czytaj więcej o tym: Tak bankowi prawnicy czytają orzeczenie TSUE w sprawie „polskich” franków

 

Subscribe
Powiadom o
36 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Frankowicz Jędrek
1 rok temu

Klauzule abuzywne były, więc kredytu nie będę spłacał!
Sąd ma unieważnić moją umowę, żebym miał udostępniony za darmo kapitał na swoje 80 metrów na Wilanowie. Kupiłem za 1/3 obecnej ceny, a jeszcze kredyt dostałem darmowy! Prawie jak w loterii 🙂 Teraz pora na kupno za gotówkę drugiego mieszkania, tym razem na Ochocie, pod wynajem 🙂 Pomyslę, jeszcze o kredycie na domek letniskowy w Rucianym, banki tak łatwo … zrobić 🙂

Jacek
1 rok temu

W komentarzach było kilka razy mówione, że likwidacja tej klauzuli nie wywala umowy… a mimo to Samcik zdziwne, że umowa została utrzymana.

Seb
1 rok temu

wyrok SN zgodny z wcześniejszymi jego wyrokami dotyczącymi kredytów indeksowanych.
Wiadomo że „frankowość” kredytu była fikcyjna, a służyła tylko po to aby zaoferować LIBOR. Więc dla obu stron uczciwe jest PLN + Libor + marża.

wojtek
1 rok temu
Reply to  Seb

A jeśli to stary portfel w mbank i oprocentowanie jest widzimisię zarządu to co przyjąć?

1 rok temu
Reply to  wojtek

Akurat te umowy, jak żadne inne nadają się do unieważnienia.

EDZ
1 rok temu
Reply to  Seb

@Seb No właśnie: „indeksowanych”. Czyli prawie takich jak „denominowanych”. A jak wiadomo „prawie” robi różnice. Np. taka, ze w indeksowanych w umówie jest kwota wyrażona w PLN, a w denominowanych – nie. I co za tym idzie w indeksowanych łatwo jest obstawać przy tym, ze umowa jest nie do ruszenia, a w denominowanych jest to karkołomny zabieg intelektualny.

Przymrozek
1 rok temu
Reply to  EDZ

> w denominowanych jest to karkołomny zabieg intelektualny.

Banalnie prosty – kwota została przeliczona wg kursu. którego zasady wyznaczania nie były określone w umowie. Wada nie do naprawienia.

Jacek
1 rok temu
Reply to  Przymrozek

Skoro lecimy w takie wnioski to bądźmy konsekwentni… umowę trzeba umorzyć na tym co stoi ponieważ ustalenie kto i ile nadplacil jest niemożliwe. Żeby uwidocznocnic o co biega odwołam się do pewnej narracji:
Pożyczono 200 tys., oddano 300 tys. do oddania zostało… suma nieoznaczona (sorry, ale o jest wada nie do naprawienia).

EDZ
1 rok temu
Reply to  Przymrozek

Wada nie do naprawienia – więc banalnie proste jest obalenie umowy? Czyli pozostawienie umowy w mocy jest karkołomnym zabiegiem intelektualnym? Zgadzamy się?

Jacek
1 rok temu
Reply to  EDZ

Pod warunkiem, że ta wada dziala w obie strony… bo skoro nie wiadomo ile klienci pożyczyli, ile oddali to na jakiej zasadzie chcą wyliczać swoje straty?

Jest deal?

Seb
1 rok temu
Reply to  EDZ

W umowach kwota była w CHF, ale czy klient we wniosku nie podawał kwoty w PLN ?

adamus
1 rok temu
Reply to  Seb

nawet jeśli podawał to wypłacona kwota była całkiem inna niż ta ustalona

Bartek
1 rok temu

A jak sprawa wygląda dla kredytów w Euro? Co z kredytami już spłaconymi?

1 rok temu
Reply to  Bartek

Akurat rodzaj kursy CHF czy EUR przyjęty do przeliczeń nie ma znaczenia. Wady prawne tych umów są identyczne. Jeśli kredyt jest spłacony nie zamyka to drogi do dochodzenia roszczeń.

Ilona
1 rok temu

Sąd niczego obcego do umowy nie dodał. Usunął waloryzację, ale nic nie wsadził, zgodnie z wyrokiem TSUE. Suma kredytu w złotych nie jest uzupełnieniem umowy. Ta suma była. Więc oczekiwanie, ze w taki sam sposób mozna wrzucić kurs NBP jest nieuprawnione.

Tomasz
1 rok temu
Reply to  Ilona

Sąd dodał kwotę w PLN bo jej w umowie nie było.

Ilona
1 rok temu
Reply to  Tomasz

można wytłumaczyć to tez inaczej: konsument chce być związany abuzywną klauzulą przeliczenia CHF na PLN wg kursu z tabeli – ma do tego prawo. Nie chce natomiast by wiązała go klauzula przeliczeniowa rat z CHF na PLN wg kursu sprzedaży , więc ta klauzula wypada. Mamy wówczas kredyt przeliczony na PLN (i wypłacony) . Oprocentowanie pozostaje. Pamiętam, że kiedyś ktoś próbował w sądzie tego sposobu, ale przegrał. Klauzula indeksacyjna została podzielona na klauzulę spreadu i ryzyka. Nic nie stoi na przeszkodzie by klauzulę spreadu podzielić (wypłata- spłata).

Jacek
1 rok temu
Reply to  Ilona

O nie! Klauzula abuzywna to klauzula abuzywna, a nie szwedzki stół!!!

Ilona
1 rok temu
Reply to  Jacek

ale jak konsument chce być związany nieuczciwym warunkiem- to może

Jacek
1 rok temu
Reply to  Ilona

Przy takiej logice można stwierdzić, podpis pod umowa jest dowodem chęci bycia związanym nieuczciwymi warunkami. Tezę ta wzmacnia fakt wieloletnie realizowanie tej umowy bez podwazanim tychyba zapisów. Stanowcze nie dla szwedzkiego stołu!!!

Przymrozek
1 rok temu
Reply to  Ilona

> Sąd niczego obcego do umowy nie dodał.

Dodał. Integralną częścią umowy jest harmonogram spłat, którego nie było dla PLN w oryginalnej umowie. Skoro sąd może dodać harmonogram, to czemu nie może wymyślić oprocentowania w losowej wysokości?

Ilona
1 rok temu
Reply to  Przymrozek

Harmonogramu spłat to chyba nikt nie dostał w dniu zawarcia umowy. Harmonogram był przesyłany po wypłacie kredytu . Po złożeniu dyspozycji wypłaty kredytu lub jego transzy bank przelewał złotówki , wówczas mozliwe było okreslenie wartości LIBOR dla danego okresu rozliczeniowego i dzień wypłaty kredytu wyznaczał terminy spłat rat i dalsze daty do wyznaczania LIBOR.

Msrek
1 rok temu

Panie Macieju nie zastanowił się pan, jak jest złotowe, to uwaga nie kursu nbp bez sprzętu, bo nie jest to kredyt waloryzowany do franka 🙂

Kora
1 rok temu

To bardzo słuszna, choć pewnie nie zamierzona uwaga: banki szukają wytrychów, ale to kredytobiorcy mają klucze.

jarek
1 rok temu

panie Marku nie wziął pod pod uwagę pewnego aspektu. ten wyrok jest salomonowy. po pierwsze nie jest wbrew wyrokowi tsue, bylo tam miękkie wydaje się co nie oznacza musi. Po drugie obie strony coś zyskują i tracą. bank zyskuje ochronę wypłaconego kapitału i wynagrodzenie w formie libor, który mógł stracić w związku z przedawnieniem, a konsument ochronę przed dodatkowymi mitycznymi roszczeniami banku. Oczywiście możemy dalej się okopywać i dążyć do pełnej wygranej (z tym ze bank juz przegraly w związku z tabelami kursów). Dla banków to rozwiązanie jest bardzo dobre. umożliwia rozłożenie w czasie kosztów i to mniejszych niz unieważnienie… Czytaj więcej »

EDZ
1 rok temu

Wydaje mi się, ze głównym motywem tego wyroku była chęć zduszenia w zarodku tej szajby z ewentualnym przedawnieniem roszczeń banku o zwrot kapitału po unieważnieniu umowy. Ciekawe czy banki docenia to dobrodziejstwo. Jestem pewna, ze klienci nie docenia – w międzyczasie urosły im apetyty na unieważnienie umów, a może i na kapitał w prezencie. Szkoda, ze przy okazji SN walcem zrównał kredyty denominowane z indeksowwnymi, bo akurat denominowane powinny być unieważniane.

Kora
1 rok temu
Reply to  EDZ

Zdziwienie wyrokiem SN wynika głównie z tego, że nie jest on zbieżny z sugestią TSUE, aby tego typu umowę unieważnić. Co do prawdziwych intencji kredytobiorców, to ich ocena byłaby możliwa dopiero wówczas, gdyby banki zaczęły proponować rozwiązania polubowne. A tak nie jest. Przeciętny kredytobiorca z pewnością zaakceptowałby spotkanie w połowie drogi, ale takie rozwiązania mogą mieć dla banków rację bytu, dopiero wówczas, gdy znacząca liczba klientów wniesie pozwy. Taka postawa musiałaby być także „wymuszona” na bankach szybkim prowadzeniem spraw frankowych przez sądy.

EDZ
1 rok temu
Reply to  Kora

TSUE nie nakazał obalania umów, ani nie stwierdził, ze dalsze ich trwanie jest niemożliwe, wiec nie ma się czemu dziwic. Prawdziwe intencje klientów można ocenić np. Po pozwach jakie składają do sądów. W dużej mierze są to roszczenia dotyczące nieważności umów; są nawet kancelarie, które z zasady nie biorą spraw o odfrankowanie. Zgadzam się, ze do oferowania ugod moze skłonić banki tylko szturm klientów na sady. I oczywiście niekozystna dla banków linia orzecznicza. I nie jestem pewna, czy każdy przeciętny kredytobiorcy przyjąłby ofertę spotkania się w połowie drogi w sprawie o odfrankowanie. Ja bym nie przyjęła.

mko
1 rok temu
Reply to  EDZ

Żądanie unieważnienia wynika często z ostrożności procesowej, bo sąd czasem widzi tylko mozliwosc uznaia umowy za nieważną, ale nie może orzekać pinad roszczenie, więc wnosząc tylko o odfrankowienie, można przegrać. Stad roszczenia wielokierunkowe (o uznanie z nieważną lub o odfrankowienie)

Jacek
1 rok temu
Reply to  mko

Skoro to tylko strategia procesów to po co kręcono ta cała jazdę z STOP bankowemu bezprawiu, Modzelewskim itp?

Kora
1 rok temu
Reply to  Jacek

Ostrożność procesowa wynikająca z tego, że wyroki sądów są rozbieżne, a zarówno nieważność, jak i odfrankowienie są dla klientów do przyjęcia.

Paradoks
1 rok temu

Moim zdaniem najpewniej wyjdzie to tak, że najpierw będą zapadać coraz częściej wyroki korzystne dla klientów i unieważnienia umów, następnie pojawi się interpretacja skarbówki, że taka kolej rzeczy doprowadziła do wzbogacenia się klienta, od czego koniecznie należy odprowadzić podatek, odprowadzony podatek trafi do budżetu i następnie wróci do banków w postaci jakichś ulg czy innych przywilejów. I rzeczywiście wygrani na tej karuzeli będą tylko prawnicy. 😉

Andrzej
1 rok temu

Zapomniał Pan o najważniejszy,że w polskim prawie nie ma przepisu dyspozytywnego, a powoływanie się przez niektórych bankowych prawników na przepis art 358 par.1 kc jest absurdem bowiem nie dość ,że przepis ten dotyczy tylko kredytów i innych zobowiązań w walucie obcej ,a te kredyty nie są kredytami walutowymi to dodatkowo obowiązuje on od 24 stycznia 2009 roku.Skorzystać wiec banki mogły by z tego wytrychu jeżeli udowodniły by ,że faktycznie kredyt był wypłacony w walucie obcej oraz uwzględnić datę zawarcia umowy.Wytrych wiec jest żle wykonany i nie będzie można nim otworzyć zamka

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu