10 maja 2019

Pożar strawił dobytek pani Agaty. Czytelniczka od czterech lat walczy o odszkodowanie za remont. Problem spłuczki i nie tylko

W 2015 r. ogromny pożar spalił ostatnie piętro bloku mieszkalnego na poznańskiej Wildzie. Pani Agata z zazdrością patrzyła jak sąsiedzi kolejno dostają odszkodowania: 150.000 zł, 250.000 zł… Jej udało się „wyszarpać” tylko 56.000 zł. Dlaczego tak mało? Winne są niesprawiedliwe ubezpieczeniowe procedury, czy fatalny zbieg okoliczności?

W nasze ręce trafiła kolejna sprawa związana z tym, że – zdaniem czytelniczki – ubezpieczyciel nie wypłacił odszkodowania w pełnej kwocie.  Dzieje się tak nierzadko i z różnych powodów. W przypadku polis majątkowych na przeszkodzie czasem staje nierozgarnięty likwidator, brak faktur za wykonane naprawy, zbyt ogólnikowe kosztorysy, czy zła (czytaj: za droga) – zdaniem firmy ubezpieczeniowej – zastosowana technologia remontowa.

Czytaj też: „Człowieku, pokaż faktury!” woła ubezpieczyciel do klienta, któremu sąsiad zalał mieszkanie. Faktury są, ale… jest też ta zgrana taśma

Czytaj też: Odszkodowanie wypłacą ci już w godzinę po wypadku. O ile zgodzisz się na flirt z botem i sztuczną inteligencją. To już działa!

Czytaj też: Z palca wyssane odszkodowania po nawałnicach? Dom do rozbiórki, kompletnie zniszczony, a PZU wypłaciło… 8400 zł. Interweniuję!

Mieszkanie w leasingu i problemy gotowe. Ubezpieczyciel czeka na rozwój sytuacji

Sprawa zaczęła się wiosną  2015 r. Wtedy, w dość nowym bloku, bo liczącym zaledwie 10 lat, spłonęło całe ostatnie piętro – w tym lokal naszej czytelniczki (wtedy na szczęście jeszcze nie zasiedlony). Źródłem ognia było, jak wykazało śledztwo, zwarcie instalacji elektrycznej. Pani Agata opowiada o tych wydarzeniach tak:

„Mieszkanie spłonęło doszczętnie, nie było nawet dachu. Wchodząc do środka nad głową miało się niebo, a cały blok został wyłączony z użytkowania na kilka miesięcy. W zasadzie oprócz gołych, osmolonych ścian nic nie zostało. Likwidator z firmy ubezpieczeniowej stwierdził, że czegoś takiego nie widział i bez żadnych wątpliwości jest to szkoda całkowita. Byliśmy ubezpieczeni w firmie Compensa i liczyliśmy, że wyrówna straty”

– relacjonuje czytelniczka. Spokój pani Agaty był tym większy, że widziała jak sprawnie idzie likwidacja szkód u sąsiadów: jedna sąsiadka szybciuteńko, w przeciągu miesiąca dostała pełną sumę ubezpieczenia, czyli 250.000 zł. Jej ubezpieczyciel uznał szkodę za całkowitą i nawet nie poprosił o żadne dokumenty. 

Drugi sąsiad w podobnym czasie otrzymał 150.000 zł – to mniej niż wynosiła suma ubezpieczenia, bo firma wyliczyła wartość szkody jako sumę ubezpieczenia minus to, co zostało czyli mury. Nasza czytelniczka relacjonuje, że w jej przypadku było inaczej.

„Posiadaliśmy to mieszkanie na podstawie umowy leasingu nieruchomości podpisanej z deweloperem, z cesją na polisie ubezpieczeniowej na rzecz dewelopera. Za trzy miesiące mieliśmy je  wykupić na własność i stać się wreszcie właścicielami po 10 latach  płacenia rat. Niestety, po pożarze deweloper stwierdził, że już nie istnieje lokal, który był  przedmiotem umowy. W końcu  udało nam się dojść do porozumienia. W lutym 2016 r. – prawie rok po pożarze – podpisaliśmy akt notarialny zakupu mieszkania”

W tym czasie ubezpieczyciel stał na stanowisku, że nie może wypłacić  ubezpieczenia, ponieważ nie wie komu: deweloperowi, czy najemcom.  Tu akurat mu się nie dziwię, bo mógł się narazić na długą batalię sądową z niezadowoloną stroną – albo panią Agatą, albo deweloperem. Ubezpieczyciel czekał więc cierpliwie na rozwój sytuacji. 

Dopiero wiosną 2016 r. pani Agata zdobyła akt notarialny potwierdzający, że jest właścicielem mieszkania (a raczej zgliszczy). W tamtym momencie piłka była po stronie ubezpieczyciela. Jak ją rozegrał? 

Czytaj też: Czytelnik zalał laptopa. Ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania, bo to był… rosół. Spór idzie o to kiedy ten rosół był gotowany

Czytaj też: Ubezpieczenie mieszkania: kiedy nie dostaniesz odszkodowania?

Likwidator jak doktor Jekyll i pan Hyde. Jak zrobić remont za 36.910 zł?

Pani Agata relacjonuje, że likwidator nie był już tym samym empatycznym i uprzejmym panem co przed rokiem. Ta sama osoba, która  mówiła, że jest to szkoda całkowita, wyliczyła teraz wartość bezsporną na 36.910 zł. Co się takiego stało, że likwidator przeistoczył się z uczynnego doktora Jekylla w złowrogiego pana Hyde’a?

Zaczął się ping-pong czyli wysyłanie upomnień, ponagleń i wniosków. Dzięki tym zabiegom kwota odszkodowania jaką udało się uzyskać naszej czytelniczce, wzrosła do prawie 42.000 zł. Gdy pani Agata napisała wniosek o ponowną kalkulację odszkodowania, usłyszała, że kasa będzie wypłacona na bazie przedstawionych faktur. 

Czyli, że musi sama zatrudnić i opłacić ekipę remontową. I dopiero na koniec prac, po wystawieniu wszystkich faktur Compensa wypłaci odszkodowanie. Pech chciał, że pani Agata musiała też otworzyć drugi front – zdrowotny, przez co formalnościami zajął się jej mąż, który znalazł ekipę remontową.

Fachowcy z marszu wzięli się do pracy. Jaki był efekt ich kilkumiesięcznych prac? Mieszkanie zostało przywrócone do stanu używalności, koszt jednak był ogromny. Pani Agata z mężem na podstawie ofert firm musieliby wyłożyć prawie 116.000 zł, a przypomnijmy, na razie na stole jest jedynie 42.000 zł odszkodowania. Wtedy zaczął się drugi set ping-pongowego meczu, dzięki któremu wynik udało się podwyższyć do 56.000 zł. To jednak i tak ciągle o 60.000 zł za mało w stosunku do tego, ile realnie kosztowałby remont.

„Ostatnie próby jakie podejmowałam w celu odzyskania odszkodowania były w lutym 2018 r. Bezskutecznie. Firma nie przyjmuje żadnych argumentów”

Spłuczka w ścianie to bezpodstawne wzbogacenie się?

Dlaczego firma nie chce przyznać pełnej kwoty ubezpieczenia,  a o każdy tysiąc złotych więcej trzeba toczyć ciężkie boje? Dostaliśmy od pani Agaty kopię odmowy wypłaty wszystkich pieniędzy. Co z niej wynika?

„W toku likwidacji szkody do przedstawionych przez poszkodowanych faktur nie zostały załączone jakiekolwiek kosztorysy powykonawcze, umożliwiające szczegółową weryfikację poniesionych kosztów. Brak kosztorysów uniemożliwiło również zweryfikowanie zakresu wykonanych robót adaptacyjnych. Analiza faktur zakupu materiałów, wskazuje że lokal mieszkalny został wykończony w wyższym standardzie w stosunku do istniejącego przed powstaniem szkody. Nie wymagaliśmy przekazania szczegółowych kosztorysów na wykonanie robót sporządzonych wg KNR (Katalog Nakładów Rzeczowych, czyli poglądowe cenniki usług budowlanych), ale dokumentacji powykonawczej umożliwiającej przeprowadzenie obiektywnej weryfikacji zakresu wykonanych robót remontowych oraz cen jednostkowych”

Firma argumentuje, że klienci mogli się bezpodstawnie wzbogacić instalując sprzęt lepszy niż tego jaki był w chwili pożaru. Pani Agata ze skruchą przyznaje nam, że zainstalowała wbudowaną w ścianę spłuczkę Geberit, zamiast zwykłego rezerwuaru, ale że przecież w tym czasie technologia poszła do przodu. I że dla równowagi szafki w kuchni nie mają już systemu cichego domykania.  

Nie są to jednak – jak mówi czytelniczka – różnice wskazujące, że wypłata powinna być zaniżona o 50.000 zł! Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, że problemem jest spłuczka do toalet. Największy zgrzyt dotyczy tego, że jak sama przyznaje pani Agata – „nie dostarczyliśmy ubezpieczycielowi szczegółowych kosztorysów.

„Zanim m przystąpiliśmy do remontu otrzymaliśmy informację, że nie jest potrzebne wcześniejsze akceptowanie kosztorysu przez ubezpieczyciela, gdyż otrzymamy zwrot kosztów na podstawie przedstawionych faktur za usługi i zakupiony sprzęt. Po zakończeniu remontu okazało się, że faktury to za mało. Potrzebne są kosztorysy. W naszej sytuacji, gdy mieliśmy małą firmę remontową, a ja spędziłam mnóstwo czasu w szpitalu, nie mieliśmy możliwości egzekwować od wykonawców na każdym kroku kosztorysów”

Czy to jest wystarczający powód do odmowy wypłaty odszkodowania? Widać, że branża ubezpieczeniowa nie wypracowała jednolitych standardów likwidacji szkód: raz wystarczy jedna wizyta likwidatora i wszystko idzie gładko, raz trzeba przedstawić faktury, innym razem razem kosztorys, a jeszcze innym i faktury i kosztorys. 

Pokażcie kosztorysy, a wszystko będzie dobrze?

Biuro prasowe Compensy z zapałem zabrało się do wyjaśniania sprawy. Zwykle firmy proszą o przesłanie stosownych upoważnień, które zwalniają firmę z tajemnicy bankowej lub ubezpieczeniowej. Niestety, zapał działu komunikacji ostudzili prawnicy, którzy stwierdzili, że nie mogą nawet takiego pisma rozpatrzyć, bo pośrednio przyznaliby się, że pani Agata jest ich klientką jeszcze zanim tajemnica zostałaby zdjęta. 

Trochę to śmieszne, a trochę straszne, bo sama zainteresowana nie ma najmniejszego problemu dzielić się z nami szczegółami swojej sprawy, zaś firma pozbawia się w ten sposób możliwości rzetelnej odpowiedzi i weryfikacji prawdziwości tego, co przekazuje nam czytelniczka.

Dostaliśmy od ubezpieczyciela odpowiedź natury ogólnej z powołaniem się na art. 824  Kodeksu cywilnego, który mówi, że klient nie może się dzięki odszkodowaniu wzbogacić. Z drugiej strony jest też art. 361 K.c., który mówi, że ubezpieczyciel ma „obowiązek zwrócić koszty celowe i ekonomicznie uzasadnione”. Jednak w przypadku poniesienia wyższych kosztów furtka nie jest zamknięta.

Jeśli klient przedstawi faktury i kosztorysy do weryfikacji roszczenia, umożliwia to ewentualną zmianę stanowiska ubezpieczyciela. I tak jest właśnie w tym przypadku. Wygląda więc na to, że pani Agata – jeśli chce zawalczyć o brakujące 60.000 zł – musi dostarczyć „dokumentację powykonawczą umożliwiają przeprowadzenie obiektywnej „weryfikacji zakresu wykonanych robót remontowych oraz cen jednostkowych”. 

Pani Agata ma  wątpliwości czy poświęcenie kolejnych godzin na kosztorysowanie coś zmieni w tej sprawie. Skoro najpierw firma ubezpieczeniowa nie chciała kosztorysu, a teraz okazuje się on niezbędny, to klientka podejrzewa, że to gra na zwłokę i na wyczerpanie przeciwnika. Że w kolejnym etapie sporu kosztorys zostanie podważony. Skoro firma na początku twierdziła, że kompletnie spalone mieszkanie da się wyremontować za 36.000 zł…

Te wątpliwości wypada częściowo podzielić, ale chyba mimo wszystko pani Agata powinna potraktować żądanie firmy jako krok w stronę uzyskania większej kwoty pieniędzy  i dać jej (oraz sobie) jeszcze jedną szansę.

Mam nadzieję, że czytelniczce uda się sporządzić i dostarczyć kosztorysy. Mam też nadzieję, że po ich dostarczeniu ubezpieczyciel nie wymyśli kolejnego pretekstu, by nie wypłacić brakującej części odszkodowania, która pozwoliłaby na odtworzenie majątku. A jeśli szczęśliwego finału nie będzie, wrócimy do sprawy z nowymi siłami.

źródło zdjęcia:PixaBay

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
DawidDzikiIrysMaciej SamcikMałgorzata Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Roman
Gość
Roman

To ja znowu swoje. A potem jest lament i płacz, że Polacy nie chcą się ubezpieczać…. To firma ubezpieczeniowa powinna poprzez swoich pracowników przypominać o wzięciu faktury lub też pomóc w jej uzyskaniu, nie wspomnę o wypłacie zaliczki na poczet remontu. Zaniżanie kwot odszkodowań, bo klient się jeszcze „wzbogaci” niedajboże to jest standard. A mówimy o ubezpieczeniach mieszkaniowych, które mają relatywnie prostą konstrukcję. Co z ubezpieczeniami zdrowotnymi/medycznymi/finansowymi? Dlatego ja np. nie mam żadnego ubezpieczenia na życie i innych nieobowiązkowych – ryzyko, że i tak nic nie dostsanę (albo będę się latami boksował z ubezpieczycielem) jest zbyt duże w Polsce. I… Czytaj więcej »

oko
Gość
oko

Z tekstu wynika, że inni ubezpieczyciele nie mieli z tym problemu. Compensa tylko tak traktuje swoich klientów. Ja mam bardzo dobre doświadczenia z Wartą. Jak się chce, to można się dogadać, inaczej jak się chce wydoić klienta i tyle.

Irys
Gość
Irys

Ubezpieczenia same w sobie nie są takie złe, ale trzeba po prostu wiedzieć jak walczyć o swoje. Ja np. za każdym razem po otrzymaniu ubezpieczenia zgłaszam się do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, tam robią mi wycenę, odkupują ode mnie szkodę, a walką z ubezpieczycielem zajmują się sami. A ja mam święty spokój.

Anna
Gość
Anna

Osoba,do której mam absolutne zaufanie opowiedziała mi,jak przed laty przeszedłszy na emeryturę otrzymała od firmy pod tytułam jak w artykule „propozycję nie do odrzucenia”,aby zatrudnić się w niej w charakterze likwidatora szkód właśnie.Dlaczego owa propozycja nie została przyjęta?Ponieważ w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej osobie(prawnicze wykształcenie),której całe życie zawodowe upłynęło na walce o interes klienta powiedziano wprost,że proces likwidacyjny ma prowadzić tak,aby odszkodowanie było minimalne a właściwie,to aby nie wypłacić go wcale.Więc jeśli po latach czytam to,co czytam,to jakoś mnie to nie dziwi.

Luke
Gość
Luke

Dobry zwyczaj – ubezpieczycieli unikaj. Compensy na pewno.

Małgorzata
Gość
Małgorzata

Tu jest niezrozumienie dotyczące kwoty bezspornej. Kwota bezsporna to dopiero „zaliczka” na poczet przyszłego odszkodowania. Jest to część odszkodowania, którą ubezpieczyciel ma obowiązek wypłacić w ciągu 30 dni od daty otrzymania zawiadomienia o zdarzeniu, jeśli w tym terminie nie jest możliwe wyjaśnienie wszystkich okoliczności niezbędnych do ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń albo wysokości odszkodowania. Bezsporna część odszkodowania nie może być w żadnym razie porównywalna z jego ostateczną wysokością ustaloną przez Towarzystwo Ubezpieczeń. Całe odszkodowanie można uzyskać poprzez udowadnianie faktów, potwierdzonych dokumentacją medyczną i finansową. Kliencie nie zawsze to rozumieją, a ubezpieczyciel nie ma interesu tego wyjaśniać. Pani Agato, proszę zatem nie… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Fakt, choć wydaje mi się, że interpretacja kwoty bezspornej jest w tym momencie rozciągana przez ubezpieczyciela jak gumka od majtek

Dziki
Gość
Dziki

No i co z tego, że ubezpieczyciel „ma obowiązek wypłacić kwotę bezsporną w ciągu 30 dni od daty otrzymania zawiadomienia o zdarzeniu”. Ubezpieczyciel jest „gigantem”, ma sztab prawników, gigantyczne pieniądze i nie robi sobie z ubezpieczonego NIC! Przykład? Pokazywali ostatnio w telewizji Zakłady Mięsne Mysław w Mysłowicach, których właściciel od 10 lat walczy o uzyskanie odszkodowania. Płacili gigantyczne składki od wszystkich nieszczęść, ale jak wybuchł pożar, to ubezpieczyciel pokazał gest Kozakiewicza. Nie mam pana płaszcza i co mi pan zrobisz? Zainteresujcie się tą sprawą, bo to naprawdę dla małych firm książkowy przykład! Pozdrawiam
https://www.pb.pl/ubezpieczyciel-nie-zaplacil-firmy-zbankrutowaly-951074

Maciej Samcik
Admin

To rzeczywiście dość głośny i bulwersujący przypadek

Dawid
Gość
Dawid

Bo najwoększą głupotą ludzi jest, że nie idą do Sądu.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss