2 września 2021

Portfel walutowy: kiedy warto go założyć? Oto kilka powodów, dla których warto mieć euro, dolary lub franki pod ręką (zwłaszcza w tych czasach). Nie tylko kredyt

Portfel walutowy: kiedy warto go założyć? Oto kilka powodów, dla których warto mieć euro, dolary lub franki pod ręką (zwłaszcza w tych czasach). Nie tylko kredyt

Chęć posiadania walut obcych (zwłaszcza w warunkach szybkiego spadku realnej wartości złotego), różne zobowiązania walutowe (np. kredyt we frankach lub euro), zbieranie funduszy na wyjazd zagraniczny (wakacje, delegacja, romantyczny weekend z narzeczonym) – to wszystko są dobre powody, by zaprzyjaźnić się z fintechami, które ułatwiają zarządzanie walutami obcymi. Często ich usługi – takie jak np. portfel walutowy – są bardziej wygodne, tańsze i przyjazne w używaniu, niż podobne usługi w bankach. Dziś dwa słowa o tym jak założyć portfel walutowy i… ile pieniędzy można dzięki temu wygrać

Niemal każdy z nas od czasu do czasu potrzebuje waluty obcej. Najczęściej jest to euro, dolar, frank szwajcarski albo funt szterling. A najpopularniejszą „okazją”, która powoduje powstanie tej potrzeby konsumenckiej są wakacje za granicą (albo np. ferie zimowe).

Zobacz również:

Ale są wśród nas osoby, które waluty obce kupują systematycznie. Czasem wiąże się to z transakcjami finansowymi, które zawieramy, czasem z faktem, że mamy rodzinę lub pracę w innej strefie walutowej, a czasem po prostu z tej przyczyny, że chcemy mieć pieniądze nie tylko w rodzimej walucie i budujemy systematycznie nasze oszczędności na całym świecie.

Lepiej nie czekać z zakupem waluty obcej do do ostatniej chwili

Niezależnie od tego, do której grupy się zaliczamy, możliwość łatwego kupowania, sprzedawania i wymieniania walut obcych jest ważna. Nawet jeśli potrzebujemy waluty tylko okazjonalnie, to nie jest dobrym pomysłem, by czekać z jej zakupem do tego momentu, w którym będziemy ją musieli mieć. To może być zły, niekorzystny moment (np. potrzebujemy kilku tysięcy euro, a ta waluta – jak na złość – jest po 4,60-4,65 zł)

Możemy mieć kartę wielowalutową, która pozwala na zakupy w zagranicznych sklepach bez spreadów, ale jeśli kurs waluty w dniu zawierania transakcji jest kiepski, to i tak jesteśmy „ugotowani”. Dlatego rozsądną strategią jest kupowanie waluty obcej – lub kilku walut – systematycznie, żeby uśrednić kurs i nie ryzykować zawierania transakcji w złym momencie.

Jeśli mówimy o osobach, które spłacają kredyty, systematycznie wysyłają pieniądze do rodziny, czy inwestują oszczędności – to cykliczny zakup walut obcych staje się po prostu koniecznością. Kto ma kredyt denominowany we frankach szwajcarskich i spisał z bankiem aneks, dzięki któremu może spłacać raty w tej walucie, jest stałym klientem rynku walutowego. Kto inwestuje pieniądze w fundusze inwestycyjne denominowane w zagranicznych walutach – też kupuje dolary lub euro (w tych walutach często są inwestowane pieniądze) cyklicznie.

Portfel walutowy? Lepiej nie „wisieć” tylko na złotym

Ta ostatnia potrzeba jest zresztą coraz popularniejsza, bo wysoka inflacja w Polsce i niskie stopy procentowe sprawiają, że nie brakuje inwestorów, którzy obawiają się drastycznego spadku wartości nabywczej polskiego złotego. Jeśli inflacja przyspieszy i władze monetarne spóźnią się z interwencją, to może się zdarzyć, że realna wartość oszczędności w złotych dość mocno stopnieje. I będzie to dużo poważniejsze zmniejszenie, niż w przypadku realnej wartości oszczędności trzymanych w walutach obcych.

To poważny argument na to, by część oszczędności mieć albo na depozytach w obcych walutach, albo w aktywach (akcjach, funduszach inwestycyjnych, metalach szlachetnych, nieruchomościach) denominowanych w euro lub dolarach.

Co prawda w ostatnim 20-leciu trzymanie pieniędzy w dolarach było jedną z najgorszych możliwych decyzji inwestycyjnych (chyba, że były to dolary zainwestowane na rynku kapitałowym, a nie trzymane w banku), ale nigdy do tej pory w Polsce nie było tak dużego rozjazdu między inflacją i stopami procentowymi.

Bank czy fintech? Gdzie kupić walutę obcą?

Łatwe wymienianie walut – najlepiej w czasie rzeczywistym, po dobrym kursie, na ekranie smartfona – to dziś ważna sprawa dla dość licznej grupy konsumentów.

Do wyboru są banki, w których można założyć kilka kont walutowych, zaś niektóre z nich mają też usługę wymiany walut sprzężoną z bankowością internetową. Ale są też fintechy, czyli aplikacje na smartfony, które – jeśli zasilimy je złotymi za pomocą karty płatniczej, przelewu tradycyjnego lub płatności BLIK – oferują łatwą wymianę tych złotych na dowolną z popularnych walut.

Dzięki usłudze portfela walutowego można bardzo łatwo, w czasie rzeczywistym i przeważnie przy kursie zbliżonym do rynkowego (z niewielkim tylko spreadem – zarobkiem dla platformy walutowej), wymieniać jedną walutę na drugą.

Niektóre z takich platform oferują też usługi dodatkowe, jak np. możliwość zamówienia specjalnych alertów cenowych. Jeśli – przykładowo – wymyślę sobie, że chciałbym polować na kurs euro poniżej 4,40 zł, bo zbieram pieniądze na zimowy wyjazd w Alpy we Włoszech, to ustawiam alert cenowy na tym poziomie i dostanę powiadomienie push, gdy cena euro zbliży się do mojego wymarzonego poziomu. Dzięki temu mogę skorzystać z okazji i obniżyć koszt mojego wyjazdu o kilka, a może i (przy dobrych wiatrach) o kilkanaście procent.

Alerty cenowe, zlecenia stałe… niezbędnik zapobiegliwego „waluciarza”

To samo zresztą dotyczy osób, które spłacają kredyty walutowe. W ich przypadku też przecież nie ma obowiązku wymieniać waluty tuż przed terminem zapłaty raty. Można ustawić alert cenowy i – gdy kurs spadnie do atrakcyjnego poziomu – kupić po okazyjnej cenie większą porcję waluty, pozwalającą na zachomikowanie pieniędzy na kilka najbliższych rat.

W porządnych aplikacjach mających funkcję portfeli walutowych są też np. zlecenia stałe, czyli możliwość automatyzowania zakupów walut. Jeśli chcę co miesiąc kupić np. 500 euro, to nie muszę zlecać tej transakcji za każdym razem ręcznie, lecz mogę to zrobić raz i waluty będą mi „się kupowały” w wyznaczonych datach. To usługa analogiczna do bankowego zlecenia stałego dotyczącego przelewów.

W tego typu fintechowych portfelach teoretycznie można za darmo przechowywać waluty, co może być niezłym rozwiązaniem biorąc pod uwagę, że pierwsze banki w Polsce wprowadziły już ujemne oprocentowanie albo opłaty dla depozytów w euro (głównie dla firm). W Europie Zachodniej ujemne oprocentowanie staje się już powoli standardem.

Trzeba jednak pamiętać, że takie platformy oferują usługi płatnicze, a nie depozytowe. Są pod nadzorem regulatora, ale nie prowadzą dla klientów personalnych rachunków bankowych, a jedynie płatnicze. Portfel walutowy też jest rachunkiem płatniczym (tutaj dwa słowa o tym czym się różni rachunek płatniczy od bankowego).

Portfel walutowy, ale nie w banku. Pięć minut i gotowe

Podobny pakiet usług można spotkać w niektórych – tylko tych najbardziej rozwiniętych technologicznie – bankach, aczkolwiek bardzo często subkonta walutowe w ramach tego typu usług są płatne (np. 1 euro miesięcznie), co ogranicza opłacalność całego przedsięwzięcia.

Jednym z fintechów, które umożliwiają łatwy zakup walut, mają usługę portfela walutowego oraz oferują narzędzia pozwalające optymalizować terminy transakcji i kursy walutowe, jest Cinkciarz.pl. Wspominam o tej akurat platformie, gdyż jest ona Partnerem blogu „Subiektywnie o finansach” (choć oczywiście są też inne).

Założenie konta w aplikacji Cinkciarz.pl nie jest trudne – mi zajęło mi kilka minut – więc polecam je każdemu. Kupić, nie kupić, założyć konto warto. Podałem adres e-mail (platforma wysłała mi na ten adres kod weryfikacyjny), imię, nazwisko oraz numer telefonu, a potem jeszcze adres zamieszkania i kilka danych z dowodu osobistego (numer, data ważności, data wydania – nie trzeba było wysyłać skanu).

Weryfikacja mojej tożsamości zajęła chyba z pięć minut, więc w zasadzie natychmiast mogłem zasilić mój portfel walutowy pieniędzmi z przypiętej karty płatniczej (dostępne są też wpłaty BLIK-iem, czy np. poprzez Google Play i Apple Pay oraz oczywiście przelew ekspresowy i zwykły oraz kilka innych form zasilenia rachunku).

Zakup euro wymagał w zasadzie tylko wpisania kwoty, którą chcę wymienić i zatwierdzenia transakcji. Wszystko zadziało się w czasie rzeczywistym (kurs był zbliżony do międzybankowego). Do zarządzania portfelem przydać się może karta plastikowa (jednorazowo kosztuje 15 zł) albo wirtualna (darmowa – do transakcji w necie).

Na tę pierwszą z oczywistych przyczyn trzeba kilka dni poczekać, ja jej nie zamawiałem. Przelewanie pieniędzy z portfela walutowego na wskazane konto bankowe (np. to, na które spłacamy kredyt) odbywa się dokładnie tak, jak z banku do banku.

———–

ZAPROSZENIE: nawet 24.000 zł do wygrania za transakcje na Cinkciarz.pl

Gdybyście chcieli przetestować portfel walutowy, alerty i walutowe zlecenia stałe w Cinkciarz.pl, to teraz przy okazji można wygrać kasę, bo 1 września uruchomili… loterię z nagrodami pieniężnymi o łącznej wartości pół miliona złotych. Żeby wziąć udział w losowaniu trzeba zbierać punkty za transakcje (im więcej punktów tym większe szanse), w których jedną z walut jest USD, GBP, CHF lub EUR.

Jako transakcja liczy się nie tylko wymiana walut, ale też przekazy pieniężne, transakcje kartowe i płatności internetowe przez Cinkciarz Pay. Łącznie będzie aż 19 losowań dla użytkowników indywidualnych i 19 dla biznesowych. Losowania będą co miesiąc, co kwartał, co pół roku i na koniec (we wrześniu 2022 r.) będzie losowanie główne dla wszystkich konkursowiczów. Do wzięcia jest 190 nagród pieniężnych (od 5 000 zł do 24 000 zł).

tutaj strona loterii, na której znajdziecie też jej regulamin.

——————————–

Niniejszy artykuł powstał w ramach cyklu edukacyjnego, który „Subiektywnie o finansach” realizuje wspólnie z platformą walutową Cinkciarz.pl. W ramach tego cyklu ukazały się do tej pory następujące artykuły:

Polskie e-sklepy ruszają na podbój świata. Warto się dobrze uzbroić (subiektywnieofinansach.pl)

Jak rozsądnie robić zakupy w walutach obcych? Liczę ile zaoszczędzimy! (subiektywnieofinansach.pl)

Subscribe
Powiadom o
11 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Szymon
1 miesiąc temu

Czy Cinkciarz.pl ma gwarancję BFG?

Lesko
1 miesiąc temu

Waluty papierowe są takie wygodne, że wystarczy potem co miesiąc sprawdzać na stronach banków centralnych kiedy planują wycofanie danej serii banknotów żeby potem szybciutko popędzić do kantoru by za jedyne 10% prowizji wymienić zdelegalizowane serie i dostać nowe. Biznes życia. Zwłaszcza dla ludzi mających franki na początku tego roku.

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Lesko

Ja cię kręcę… kartele mają dodatkowy powód, aby przeskoczyć z USD na BTC!

Kamil
1 miesiąc temu

Cinckiarz jest mocno nieintuicyjny. Mam kartę wielowalutową i jej obsługa w gąszczu aplikacji od tej platformy (chyba z 4 aplikacje) jest po prostu tragicznie nienaturalna. Do wymiany waluty jedna aplikacja, do przelewów druga, do karty trzecia, do czegoś tam jeszcze czwarta. W każdej portfel/karta, przesuwaj pieniądze w te i wewte z karty do portfela, z portfela do karty itd. Jak się tym dłużej pobawiłem to się okazało, że w zasadzie (prawie) wszystko można zrobić w jednej aplikacji, No ale radosna twórczość menadżerów od rozwoju aplikacji już dała swój wyraz. A jeśli chodzi o koszty: strona cinckicarz podaje inne kursy niż… Czytaj więcej »

aaaa
1 miesiąc temu

Artykuł sponsorowany i tyle. Waluty nie są w długim terminie żadną opcją na przechowywanie oszczędności.

xxxxxxx
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

szkoda ze w yuana chinskiego nie mozna za bardzo u nas inwestowac/trzymac.

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  xxxxxxx

Jeśli się nie mylę to yuana nie zakazali… jeśli tak to proponuję przyjrzeć się tematowi sieci blockchain BSN… https://tokeneo.com/pl/chinska-siec-blockchain-bsn-oficjalnie-wystartowala/
Skoro Chiny nie toleruje na tym blockchainie tzw. shitcoinów to może warto tam się zakręcić.

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Tylko, że w tym roku USA ma na prawdę pecha… ostatnio w Wschodnie Wybrzeże uderzyła klęska żywiołowa co spowoduje punktowy boom inwestycyjny związany odbudową zdewastowanej infrastruktury w kraju, nad którym wisi widmo lockdownu. Przy takiej sytuacji kroi się stagflacja i w dalszej perspektywie spadnięcie z rowerka. Ryzyko spadnięcia z rowerko podnosi ponadto potencjalna fala legalizacji kryptowalut w krajach latynosikich i w dalszej perspektywie utworzenia tworu, który roboczo nazywam narcoBTC.

Podsumowując prawpodobnie mamy tzw. czarnego łabędzia i trzeba przemyśleć tezy, że USD to tzw. twarda waluta.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!