Czy jeśli nie dostaniesz kredytu, bank będzie musiał cię poinformować o przyczynach odmowy? I czy zostanie ustalona lista danych, w oparciu o które banki mogą badać zdolność kredytową? W Sejmie trwają prace nad zmianą zasad dotyczących tzw. scoringu kredytowego. Wasze historie pokazują, że zmiany są potrzebne
Zapewne słyszeliście o RODO, obowiązujących od maja 2018 r. nowych zasadach ochrony danych osobowych. Choć unijne rozporządzenie weszło w życie, nie oznacza to końca prac nad wdrożeniem unijnych przepisów. W kolejce czeka blisko 170 ustaw, które wymagają nowelizacji. W Sejmie zajmuje się tym nadzwyczajna podkomisja, działająca w ramach Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Jedną z ustaw wymagających modyfikacji jest Prawo bankowe. Największe kontrowersje wzbudzają proponowane przez Ministerstwo Cyfryzacji zmiany dotyczące procesu badania zdolności kredytowej.
Bank pożycza, ale musi wiedzieć komu. Skąd bierze dane?
To zrozumiałe, że bank zanim udzieli pożyczki czy kredytu, musi wiedzieć, czy osoba, której pożycza pieniądze, jest w stanie je oddać. Jeszcze dwie dekady temu bank po prostu prosił o zaświadczenie o zatrudnieniu i dochodach klienta oraz oświadczenie o sytuacji rodzinnej, czyli liczbie osób na utrzymaniu. To z kolei służyło do wyliczenia, ile pieniędzy można pożyczyć danej osobie.
Wszystko odbywało się ręcznie. Bank do każdego wnioskodawcy podchodził indywidualnie. Jeśli analityk bankowy stwierdził, że Kowalski nie ma wystarczającej zdolności kredytowej, mógł mu podpowiedzieć co ten powinien zrobić (np. przyprowadzić żyranta), by wniosek kredytowy mógł być zaakceptowany.
Przeczytaj też: Pani Anna zarabia krocie, ale bank orzekł, że jej zdolność kredytowa wynosi… zero. Błąd w procedurach? Awaria scoringu? Dużo gorzej!
Ale z drugiej strony na decyzję kredytową – nawet w przypadku niewielkiego kredytu konsumenckiego – czekało się tydzień albo i dłużej. Z czasem sposób oceny zdolności kredytowej zrewolucjonizowała informatyczna technologia.
Dzięki temu banki (ale też firmy pożyczkowe) potrafią dziś udzielić kredytu dosłownie w kilka minut. Badając ryzyko „spłaci, nie spłaci” opierają się na informacjach z kilku źródeł. W bazie Biura Informacji Kredytowej mogą sprawdzić, jakie mamy obecnie zobowiązania oraz jak spłacaliśmy kredyty w przeszłości.
Kolejnym źródłem są zaświadczenia (choć coraz częściej oświadczenia) o sytuacji finansowej podawane przez kredytobiorcę we wniosku. Banki badają ją też na podstawie obrotów na rachunku (to dzięki temu stosunkowo łatwo jest dostać kredyt w banku, w którym mamy konto).
Trzecie źródło wiedzy o kredytobiorcy to tzw. modele scoringowe, oparte w dużej mierze na statystyce. Jak to działa? W oparciu o dużą liczbę danych – nasze cechy, sytuację rodzinną, wykonywany zawód itp. – wyliczany jest poziom ryzyka, że nie oddamy pieniędzy. W zależności od tego, do którego profilu klienta pasujemy, kredyt dostaniemy lub nie, albo dostaniemy, tyle że na gorszych warunkach (musimy dopłacić bankowi za wyższe ryzyko).
Przeczytaj też: Kredyt dla małej firmy „z ulicy” w kwadrans i całkiem online. To już się dzieje. Teraz stawką w grze jest… strzyżenie. Technologie pomogą?
Problem w tym, że model oparty na algorytmie może się pomylić, czyli odprawić z kwitkiem nawet kogoś, kto dobrze zarabia. Taki model nie zawsze też działa zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, co pokazuje historia naszego czytelnika.
Nielogiczny system, czyli historia czytelnika i jego scoringu
Pan Maciej ma tylko 25 lat, ale nieźle zarabia (ponad 6000 zł netto) i pracuje w perspektywicznej branży IT. Korzysta z kart kredytowych (w sumie z limitem 20.000 zł), ale wykorzystany kredyt z reguły spłaca w okresie bezodsetkowym. Nie potrzebował kredytu, ale stwierdził, że czas zacząć budować swoją historię kredytową. Złożył w Euro Banku wniosek o 1000 zł pożyczki na 6 miesięcy z RRSO 0%.
„We wniosku kredytowym, oprócz standardowych pytań o dochody i stałe opłaty, bank zadaje bardzo nieprecyzyjne pytanie o miesięczne zobowiązania finansowe. Zdefiniowane jest jako suma miesięcznych zobowiązań w bankach, instytucjach finansowych, zakładzie pracy, alimenty, renty płacone innym osobom itp. Bank w jednym pytaniu łączy zarówno zobowiązania widoczne w BIK, które może łatwo sprawdzić, jak i te których zweryfikować nie jest w stanie. Nie uwzględnia też horyzontu czasowego tych zobowiązań (szczególnie niebankowych) – moim zdaniem to błąd”
Poziom zadłużenia pana Macieja jest bardzo dynamiczny i trudno jest określić miesięczne zobowiązania finansowe jako miarodajną liczbę – tym bardziej, że bardzo szybko mógłby to zadłużenie zarówno wyzerować, jak i mocno powiększyć. Pan Maciej w pierwszym wniosku o kredyt w polu „miesięczne zobowiązania finansowe” wpisał zero.
„Nie mam pozabankowych zobowiązań, a reszta jest w BIK, więc uznałem że i tak sobie sprawdzą i policzą co chcą. Efekt? Wniosek odrzucony. Algorytm pewnie uznał, że skoro mam aktywne kredyty w BIK, to ich okłamuję wpisując 0 zł w polu o miesięcznych zobowiązaniach”
Dwa tygodnie później nasz czytelnik spróbował złożyć wniosek ponownie, wpisując w polu miesięcznych zobowiązań 1000 zł. Dostał wówczas umowę kredytu na 8, nie 6 miesięcy (już nie z RRSO 0%). Postanowił pokombinować dalej. Dopiero za piątym razem, gdy podał 500 zł w polu miesięcznych zobowiązań finansowych udało mi się wstrzelić w klucz. Dostał zgodę na kredyt z RRSO 0% na pół roku. „Gdzie tu logika?” – zastanawia się nasz czytelnik.
Pan Maciej – powołując się na RODO – poprosił Euro Bank o podanie przyczyn pierwotnej odmowy udzielenia pożyczki. Bank odpowiedział, że gdyby odmowa była spowodowana negatywnymi wpisami w zewnętrznych bazach danych (czyli np. w BIK), przekazałby tę informację klientowi. Wynika z tego, że przyczyna była „wewnętrzna”, czyli to system scoringowy banku odrzucił wniosek pana Macieja.
Bank napisał wprost – powołując się na regulamin – że w takiej sytuacji może po prostu nie udzielić pożyczki bez podania przyczyny. I dodał, że będzie uzasadniał przyczyny odmowy, jeśli zmusi go do tego prawo.
Przeczytaj też: Przez 88 zł sprzed lat na włosku zawisł kredyt hipoteczny i kilkadziesiąt tysięcy złotych wpłaconego zadatku. Kosztowny błąd banku i…
Przeczytaj też: Porównują pożyczki, ale… chcą też „uzbroić” klientów. W Bancovo za darmo i bez zobowiązań sprawdzisz swoją ocenę wiarygodności w BIK!
Bank odrzucił wniosek. Niech powie dlaczego
Właśnie tego domaga się Fundacja Panoptykon w ramach konsultowanej właśnie nowelizacji ustawy Prawo bankowe. W projekcie zmian ustawy zaproponowanej przez Ministerstwo Cyfryzacji znalazł się zapis, że instytucje finansowe mają obowiązek informować klientów o przyczynach odmowy, ale tylko wtedy, jeśli proces badania zdolności kredytowej przeprowadzony był w sposób zautomatyzowany. Jeśli w którymś momencie w tym procesie brał udział człowiek, wyjaśnienia się nam nie należą. Fundacja Panoptykon uważa, że to prawo powinno przysługiwać wszystkim odprawionym z kwitkiem.
„Prawo do wyjaśnienia decyzji kredytowych powinno dotyczyć każdego klienta i każdej decyzji, również podjętej przez człowieka (ponieważ w praktyce pracownicy banków coraz mocniej opierają się na podpowiedziach algorytmów i tracą możliwość podważenia automatycznie generowanej oceny). Ważnym argumentem w dyskusji jest to, że obowiązujące prawo już dziś daje taki przywilej każdemu przedsiębiorcy. Dlaczego konsumentom taka informacja się nie należy?”
Fundacja uważa, że takie prawo jest potrzebne, ponieważ systemy scoringowe, na których w coraz większym stopniu opierają się banki, potrafią się mylić. Na dowód przytacza badania, jakie w Niemczech przeprowadziła grupa badaczy z udziałem 20.000 wolontariuszy. Wystąpili oni z wnioskami o udostępnienie swoich danych osobowych – w tym ocen scoringowych – do niemieckiego odpowiednika polskiego BIK-u. Porównując wyniki ocen scoringowych z danymi finansowymi, które wolontariusze dobrowolnie udostępnili, badacze doszli do wniosków, że statystyczne modele stosowane przez banki prowadzą do błędnych i niesprawiedliwych decyzji.
Przykładem mogą być młodzi mężczyźni lub osoby mieszkające w gorszych dzielnicach. Jeśli bank, przeprowadzając analizę statystyczną, dojdzie do wniosku, że te osoby gorzej spłacają kredyty, to automatycznie gorzej wypadną w ocenie scoringowej i z dużym prawdopodobieństwem nie dostaną kredytu na dobrych warunkach.
Przeczytaj też: Klient spłacił kredyt przed terminem, ale bank potraktował to jako nadpłatę i dalej żądał spłaty rat. Kto tu ma rację?
Przeczytaj też: Czy BIK sprawiedliwie ocenia konsumentów? Moja czytelniczka spóźniła się o tydzień z zapłatą 25 zł i… drzwi do kredytu zamknięte?
Zamknięty katalog danych, czyli z czego klient „zdaje egazmin”
Prawo do wyjaśnienia decyzji odmownej to nie jedyna kwestia, która dzieli w sporze o scoring. W projekcie nowelizacji resort cyfryzacji zaproponował zamknięty katalog danych, w oparciu o które banki mogą badać zdolność i wiarygodność kredytową w zautomatyzowany sposób. To m.in. wiek, płeć, stan cywilny, tytuł prawny do zajmowanego mieszkania, miejsce pracy, zawód, wykształcenie, forma zatrudnienia, sytuacja finansowa, w tym dochody i wydatki. W sumie blisko 30 rodzajów danych.
Z reakcji Związku Banków Polskich wynika, że projekt zawęża bankom pole działania. Bankowcy wymieniają np. dane dotyczące stanu zdrowia klienta, których – zgodnie z projektem – nie będą mogły uwzględniać w analizie badania zdolności kredytowej (nie ma ich na liście). Wobec tego osoba, która będzie chciała wziąć kredyt na leczenie, po prostu go nie dostanie. Poza katalogiem znalazły się też dane o wyrokach, przez co – twierdzą bankowcy – trudniej będzie bankom walczyć z wyłudzeniami kredytów.
Kwestia katalogu danych, które można używać do oceny klienta, może być istotna, bo nowe technologie sprawiają, że możliwości banków w tej dziedzinie wydają się niemal nieograniczone. Coraz częściej stosuje się tzw. scoring behawioralny, czyli bazujący na zachowaniach klientów, a nie na twardych danych.
Niektóre instytucje finansowe – głównie firmy pożyczkowe – testują scoringi społecznościowe, w których ocenie podlega aktywność klienta w serwisach typu Facebook, Twitter, czy Instagram. Możesz nie dostać kredytu, bo firmie nie spodobają się twoi znajomi. Banki mogą też wymieniać się danymi o rzetelności klientów z firmami telekomunikacyjnymi, ubezpieczeniowymi, koncernami energetycznymi…
Oczywiście wszystko to za zgodą klientów, ale skąd pewność, że bankowcy będą podejmowali właściwe decyzje? A ich błędy mogą boleśnie rzutować na przyszłość klientów. Ktoś może nie dostać kredytu, nie kupi mieszkania, nie zdobędzie pieniędzy na kosztowne leczenie…
Jeśli często pytasz o kredyt, możesz go nie dostać?
Z kolei przedstawicielom Biura Informacji Kredytowej nie podoba się, że w katalogu danych, na podstawie których można badać zdolność kredytową, zabrakło liczby wniosków kredytowych składanych przez kredytobiorcę. Choć BIK zapewnia, że częstotliwość składania wniosków ma niewielkie znaczenie w ogólnej ocenie klienta, to często podejrzewacie w listach do nas, że właśnie ten element pozbawił Was kredytu.
Z punktu widzenia banków i BIK, zbyt częste składanie wniosków ma odsiać tych, którzy chodzą do kolejnych banków i firm pożyczkowych, bo inne odmówiły im pieniędzy. Taki klient to większe ryzyko niespłacenia kredytu. Ale z drugiej strony takie zachowanie może bardzo dobrze świadczyć o kliencie – składa wnioski w kilku bankach, bo chce złowić najlepszą (najtańszą) ofertę.
Nie wiem jak jest w rzeczywistości, bo systemy scoringowe banków i BIK to silnie strzeżona tajemnica. A może jest na to sposób? Nie rezygnujmy z tego elementu oceny klienta, ale wprowadźmy rozróżnienie. W sytuacji, gdy klient często wnioskuje o kredyt, ale go nie dostaje (również z innych powodów), ten element mógłby obniżyć jego zdolność kredytową. Natomiast gdy banki wydają pozytywną decyzję kredytową, a klient szuka dalej, częstotliwość składania wniosków o kredyt powinna mieć neutralny, jeśli nie pozytywny wpływ na ogólną ocenę klienta. Czy technologicznie da się to zrobić? To pytanie do banków i BIK.
Dyskusja w Sejmie trwa. Jestem ciekaw Waszych opinii. Czy system badania zdolności kredytowej wymaga zmian? Czy wnioskując o kredyt czujecie, że zostaliście niesprawiedliwie potraktowani przez system scoringowy?
Piszcie w komentarzach pod tekstem albo na adres: maciej.bednarek@subiektywnieofinansach.pl

