To żart? KNF prosi banki, żeby lepiej płaciły za depozyty. A banki mają to gdzieś. Dlaczego oprocentowanie depozytów rośnie dużo wolniej niż kredytów? Oto pięć powodów

To żart? KNF prosi banki, żeby lepiej płaciły za depozyty. A banki mają to gdzieś. Dlaczego oprocentowanie depozytów rośnie dużo wolniej niż kredytów? Oto pięć powodów

O tym, że raty kredytów rosną, słyszeli chyba wszyscy. A duża część doświadcza tego na własnej kieszeni. NBP podnosi oficjalne stopy procentowe, WIBOR idzie w górę, a wraz z nim oprocentowanie naszych długów. Jednak nic takiego nie widzimy, gdy patrzymy na oprocentowanie depozytów, które rośnie wolno. Dlaczego tak się dzieje? Winnych jest kilku

Komisja Nadzoru Finansowego wydała z siebie właśnie bardzo intrygujący komunikat. Wyjaśniła wszem i wobec, że prawo nie reguluje „sfery oprocentowania depozytów terminowych lub rachunków oszczędnościowych. Oznacza to, że banki mają swobodę ich kształtowania w oparciu o wewnętrzną politykę oraz przyjęty model biznesowy”. W przeciwieństwie do kredytów, które są normowane na poziomie ustawowym.

Zobacz również:

Co się stało, że KNF postanowiła wyjaśnić, że nie ma nic wspólnego z oprocentowaniem depozytów? Cóż, coraz więcej jest zarzutów, że nadzór nie potrafi skłonić banków do tego, żeby przestały podnosić swoje marże kosztem deponentów. I KNF postanowił zrzucić z siebie odpowiedzialność za to, że oprocentowanie depozytów rośnie wolno. Nie wiem, co Wy na to, ale mnie nie przekonała ta wykładnia.

„Kobiecy przymus” KNF w sprawie oprocentowania lokat. I nie tylko

Jak przepisy regulują kwestie oprocentowania kredytów? Oto art. 76. Prawa bankowego: „Zasady oprocentowania kredytu określa umowa kredytu”. Dalej wymienione są dwa obowiązki banku w przypadku zmiennej stopy oprocentowania: określenie w umowie warunków jej zmiany oraz powiadamianie zainteresowanych stron tymi zmianami. Rzeczywiście, dura lex! Ale KNF powinien respektować nie tylko literę prawa, ale i ducha tego prawa. I z tym jest gorzej.

Czytaj też: Znów zmieniają zasady oprocentowania konta oszczędnościowego. Na czym polega problem? WIBOR jest już tak wysoko, że klienci… mogliby na tym zarobić

Pytania do Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie oprocentowania depozytów wysłali dziennikarze agencji prasowej PAP, chcąc dowiedzieć się, czy nadzorca planuje coś zrobić z tą rosnącą dysproporcją między tym, co banki od klientów pobierają w formie odsetek od kredytów, a tym, co im wypłacają w formie odsetek od depozytów.

I tutaj Komisja odpowiedziała cytatem, który ma szansę stać się memem (choć jest trochę za długi, służby prasowe KNF powinny popracować nad zwięzłością swoich memów): „Urząd KNF zwracał w ostatnim czasie bankom uwagę na zasadność uatrakcyjnienia oferty oprocentowania lokat i depozytów w związku ze wzrostem rynkowych stóp procentowych”.

Przypomina mi się, jak wcześniej Komisja „zwracała uwagę”, żeby banki dodały do oferty kredyty na stałą stopę procentową. Tak skutecznie, że trzeba było na sektor nałożyć obowiązek uruchomienia tego produktu, bo szło im opornie. Jak humor z zeszytów szkolnych: „klasa chodzi po klasie i nie zwraca uwagi na moje uwagi”.

Oprocentowanie depozytów rośnie wolno (wykres od HRE)
Oprocentowanie depozytów rośnie wolno (wykres od HRE)

Równie skuteczne okazywały się kolejne serie przekonywań o konieczności ugodowego rozwiązania kredytów frankowych. Kto pamięta jeszcze „kurs sprawiedliwy”? W 2017 r. ówczesny szef KNF Marek Chrzanowski sugerował, że problem kredytów walutowych powinien się wkrótce rozwiązać. „To będzie taki kobiecy przymus – banki będą mogły odmówić, ale znajdą się wtedy w bardzo trudnej sytuacji” – mówił o przedstawionej sektorowi bankowego propozycji przewalutowań złotousty prezes NBP Adam Glapiński.

Pięć powodów, które sprawiają, że oprocentowanie depozytów rośnie (za) wolno

>>> Po pierwsze: inne są zasady oprocentowania kredytów i depozytów, bo KNF śpi słodko. Oprocentowanie kredytów, przede wszystkim tych hipotecznych, jest oparte na stawce WIBOR. Ta z kolei jest zależna od tego, jaki koszt pieniądza ustali NBP. Czy ta stawka ma odzwierciedlenie w rzeczywistości? WIBOR (i WIBID) ustalany jest przez banki, które codziennie o stałej godzinie deklarują, po jakim oprocentowaniu są gotowe na międzybankowym rynku przyjąć i dać w depozyt pieniądze na różne terminy (od overnight, czyli na noc, do jednego roku).

Ma być to zatem realna, rynkowa cena pieniądza dla banków. I taką realną, rynkową cenę mogą przełożyć na klientów, którym udzieliły kredytu. Czy tak jednak jest? O niuansach i kontrowersjach prawnych związanych ze stawką WIBOR oraz pozwem, który może wstrząsnąć fundamentami polskiego systemu bankowego, pisał niedawno Maciej Bednarek.

Dla równowagi – depozyty również mogłyby być oprocentowane zmiennie, zgodnie z rynkową stawką. Czy prawo na to pozwala? Wracamy do oświadczenia KNF – banki mogą swobodnie kształtować oprocentowanie depozytów. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by sektor bankowy takie produkty oszczędnościowe oferował. I nic nie stoi na przeszkodzie, by nadzór bankowy ich od banków wymagał. Dlaczego banki tego nie zrobią same? Bo przecież dążą do maksymalizacji zysku.

Realne oprocentowanie kredytów hipotecznych (wykres od HRE)
Realne oprocentowanie kredytów hipotecznych (wykres od HRE)

Czytaj też: Czy oprocentowanie depozytów powinno zależeć od wskaźnika WIBOR? Pyta Maciek Bednarek

>>> Po drugie: zbyt mały popyt na bankowy kredyt, bo państwo zrobiło bankom konkurencję. Dlaczego banki nie mają presji, by podnosić oprocentowanie depozytów? Bo nie muszą. A dlaczego nie muszą? Ponieważ mają już zdecydowanie za dużo pieniędzy.

Oczywiście jest mitem, a raczej uproszczeniem, twierdzenie, że banki pożyczają pieniądze deponentów. Nie ma tu przełożenia jeden do jednego. Banki kreują pieniądz udzielając kredytu. Jednak wymogi bezpieczeństwa wymuszają, by każda taka instytucja utrzymywała pewien poziom depozytów. Jednak teraz sektor bankowy jest wyjątkowo nadpłynny.

Jak bardzo? Można to wyrazić np. wskaźnikiem kredytów do depozytów w bankach. Obecnie wynosi on około 78% (wartość kredytów udzielonych przez banki do wartości depozytów złożonych w bankach). Przed pandemią było to ponad 90%, a w latach 2008-2015 nawet ponad 100%, czyli kredytów było więcej niż depozytów.

Co się zmieniło? Wzrost gospodarczy przyspieszył, transfery fiskalne ruszyły na niespotykaną wcześniej skalę (np. program 500+), dochód do dyspozycji ludzi się zwiększał, a w czasie pandemii gospodarka została zalana środkami w ramach tarcz antykryzysowych. I gospodarstwa domowe, i firmy – wszyscy zwiększali swoje depozyty.

Można więc powiedzieć, że nadpłynności banków – sprawiającej, że oprocentowanie depozytów rośnie wolno – współwinnym jest państwo, które „wypycha” banki z rynku. Daje ludziom (w ramach transferów socjalnych) pieniądze, które kiedyś dawały im banki, oraz finansuje inwestycje w kraju, które kiedyś przeprowadzały prywatne firmy finansowane przez banki.

Można oczywiście się spierać, czy to dobrze czy źle. Zwolennicy lewicowej polityki powiedzą, że to super, iż potrzeby ludzi nie muszą być finansowane z kredytów, bo składają się na nie podatnicy. I że to super, iż potrzeby kraju finansuje państwo tanim kredytem z rządowego długu, a nie prywatne firmy kredytem z banku komercyjnego.

Nie zajmuję się tutaj oceną tego argumentu, stwierdzam tylko fakt i jego obiektywną przyczynę: banki śpią dzisiaj na gotówce i są nadpłynne. Nawet gdyby chciały zwiększać akcję kredytową (a nie zwiększą, bo państwo zrobiło za nie robotę), to mają „zapas” depozytów na pokrycie nowych pożyczek.

>>> Po trzecie: bankom się nie opłaca zwiększać sumy bilansowej, bo państwo nałożyło na nie podatek. Wzrost wartości środków na depozytach jest dla banku kosztowny. I nie chodzi tu wcale o oprocentowanie depozytów – bo to jest przecież niskie. O co zatem chodzi? O podatek bankowy, który bank płaci od wartości sumy bilansowej. Zwolnione z niego są kapitały własne i obligacje skarbowe.

Każde nowe pieniądze, które ktoś przynosi do banku, stają się pasywem, a bank musi znaleźć jakieś atrakcyjne aktywo do zainwestowania. Teoretycznie mogłyby to być obligacje skarbowe, które teraz dają kilka procent rocznie, ale ze względu na niepewność co do dalszego cyklu polityki pieniężnej, mogą namieszać w bilansie i w wynikach.

Teoretycznie podatek bankowy mógłby być dobrym narzędziem dla rządu do kierowania akcji kredytowej i depozytowej w odpowiednią stronę. Na przykład jeśli w ramach polityki gospodarczej państwo chciałoby pobudzić kredytowanie firm – mogłoby zwolnić tę część aktywów bankowych z podatku albo obłożyć je niższą składką.

Na dobrą sprawę dałoby radę nawet rozbić to na konkretne branże albo konkretne produkty bankowe. Kredyty hipoteczne ze stałą stopą procentową mogłyby być zwolnione z podatku bankowego, kredyty oprocentowane stawką WIBOR – opodatkowane, kredyty walutowe – opodatkowane podwójnie. Ciekawe, jak szybko banki stałyby się „przyjazne” klientom.

Czytaj też: Banki zmieniają podejście do oferty depozytowej. Kto teraz będzie mógł liczyć na najbardziej atrakcyjne oferty lokowania oszczędności?

>>> Po czwarte: polscy ciułacze nie mają alternatywy dla bankowych depozytów. Udało ci się trochę odłożyć? Co z tymi pieniędzmi zrobisz? Zainwestujesz na naszym rynku finansowym? Nie bardzo jest w co. Gdyby było, to banki musiałyby walczyć o nasze oszczędności.

Na rodzimej giełdzie nie można zarobić kokosów. Zdominowany przez państwowe firmy WIG20 stoi w miejscu właściwie od wielkiego kryzysu finansowego. Inwestor musi za to znosić kolejne pomysły polityków. Począwszy od podatku miedziowego, którym rząd załatwił sobie dywidendę z KGHM bez konieczności dzielenia się z resztą rynku, przez majstrowanie przy OFE po ciągłe harce w spółkach z udziałem Skarbu Państwa.

ETF-ów, które na rozwiniętych rynkach stały się – niebezpodstawnie – hitem inwestycyjnym, ciągle jak na lekarstwo. Raz po raz jakiś produkt zostaje wprowadzony, ale oferta 10 pasywnych funduszy notowanych na GPW – w porównaniu z tysiącami na zachodnich giełdach – wygląda jak nieśmieszna parodia.

Z kolei od funduszy aktywnych odstraszają wysokie opłaty za zarządzanie i wyniki, które wcale nie powalają. Rząd ostatnio obniża maksymalne opłaty za zarządzanie, branża TFI roni łzy nad swoim ciężkim losem, ale sytuacja powoli się cywilizuje. Mimo to co jakiś czas trafia się a to Getback, a to pozorowane fundusze pieniężne, a to ktoś wtopi na rosyjskich aktywach – to nie buduje zaufania do tej formy oszczędzania.

No właśnie, fundusze rynku pieniężnego. Czemu są one takie ważne? Ponieważ na rozwiniętym rynku są realną alternatywą dla lokaty bankowej. Dają oprocentowanie zbliżone do krótkoterminowych, rynkowych stóp procentowych, wysokie bezpieczeństwo zapewniane przez zdywersyfikowany portfel obligacji emitentów o najwyższym ratingu. No i można z nich wyjść w ciągu kilku dni, nie tracąc odsetek.

Dlaczego w Polsce nie ma takich funduszy? Bo nie ma instrumentów, w które mogłyby inwestować. Krótkoterminowe obligacje rządowe są wykupione przez banki, które chcą unikać podatku bankowego, a obligacji korporacyjnych z jakąkolwiek oceną ratingową jest jak na lekarstwo. Bo państwo nie wprowadziło systemu, który preferowałby ten sposób pozyskiwania pieniędzy przez największe firmy.

Nie ma też jak inwestować małych kwot na rynku nieruchomości – inaczej niż przez kupowanie mieszkań bezpośrednio. Na to jednak stać niewiele osób. Prace nad wprowadzeniem na polski rynek instytucji typu REIT (w którejś iteracji projektu ustawy proponowano swojsko brzmiący skrót SRWN – spółki rynku wynajmu nieruchomości), czyli publicznie notowanych podmiotów, które inwestują na rynku nieruchomości, były podejmowane, ale zakończyły się fiaskiem.

Czytaj też: Znów upadnie mit, że „na nieruchomościach nie da się stracić”? Ostatnie dane NBP mogą szokować. Niektórzy inwestorzy już coraz bliżej… zera

Nie dziwne więc, że klienci w Polsce pogodzili się z losem. Coraz rzadziej Polacy zakładali lokaty, a coraz częściej wystarczały im rachunki bieżące. Przy tak niskim oprocentowaniu koszt związany z zamrożeniem pieniędzy na rok, dwa stawał się nieakceptowalny. I koło się, Macieju, zamykało – klienci lokat nie chcieli, więc oprocentowanie depozytów nie rosło, więc klienci chcieli ich jeszcze mniej… Tylko jedna rzecz nie pasuje do całej mojej teorii – że ludzie nie przynieśli tego biliona złotych, który trzymają w bankach, do obligacji Skarbu Państwa. One są realną alternatywą dla depozytów. A mimo wszystko pozostają niszową inwestycją.

>>> Po piąte: państwo nie kwapi się do forsowania korzystnych dla klientów rozwiązań. Zdecydowanie stawia na pierwszym miejscu bezpieczeństwo sektora bankowego. Oprocentowanie depozytów rośnie wolno, bo tak jest „bezpieczniej”. Widać to podejście np. w tonie ostatniego komunikatu Komitetu Stabilności Finansowej.

Co KSF uradził na marcowym posiedzeniu? Przedstawiciele NBP, KNF, MF i BFG chyba nadal nie przyjmują do wiadomości powszechnego już orzecznictwa w sprawie kredytów walutowych. Pokładają nadzieję w Sądzie Najwyższym, że ukróci tę godzącą „w ekonomiczną logikę rozliczeń” praktykę unieważniania kredytów walutowych – tylko dlatego, że były zawierane niezgodnie z prawem.

„Podnoszona przez kredytobiorców abuzywność postanowień umownych nie może być wykorzystywana instrumentalnie dla unikania niekorzystnych skutków zawartej umowy” – grzmi KSF. Tak więc – obywatelu, nie wykorzystuj instrumentalnie swoich praw, żeby uniknąć konsekwencji zawartych umów. To mogą robić tylko banki.

Również rosnący WIBOR dla KSF nie jest problemem. Kredyty mieszkaniowe są dobrze spłacane dzięki „korzystnej sytuacji na rynku pracy oraz systematycznemu wzrostowi wynagrodzeń”, więc nie ma powodu do niepokoju. Co prawda sam NBP przewiduje, że przez wysoką inflację płace w ujęciu realnym będą spadać w tym i w przyszłym roku, ale kto by się tym przejmował.

Oprocentowanie depozytów rośnie wolno? Czas porzucać banki, które nas nie szanują

Co z tego wszystkiego wynika? Nie ma chyba co liczyć, że instytucje nadzorujące sektor bankowy w najbliższym czasie docisną banki, by zaoferowały klientom jakieś atrakcyjne depozyty – na przykład oparte na stawce WIBID. Również same banki nie mają mocnych przesłanek, żeby to robić.

Pozostaje liczyć na to, że pojedyncze banki, które zaczęły oferować wyższe oprocentowanie depozytów, przyciągną na tyle dużo chętnych, że ich konkurenci zaczną się obawiać o odpływ klientów. I może wtedy sektor bankowy znów zacznie się licytować o nasze pieniądze. Krótko pisząc: musimy wziąć sprawy w swoje ręce. I zabierać pieniądze z banków, które nas nie szanują.

Tu nawet nie chodzi o to, żeby bank płacił za depozyt tyle, ile wynosi inflacja. To niemożliwe. Ale powinien płacić tyle, żeby pokazać, że swojego klienta szanuje. Jeśli bank tego nie pokazuje (w ten lub inny sposób, bo przecież szacunek banku może być wyrażony także np. nierynkowo niską marżą kredytu hipotecznego czy firmowego), to trzeba zabrać mu nasze konta, karty, debety, linie kredytowe. I zostawić liścik w systemie transakcyjnym: „odszedłem, drogi banku, dlatego, że mnie nie szanowałeś”.

Źródło obrazka: pefertig/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
33 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Pawceluto
6 miesięcy temu

Po szóste i najważniejsze: w gospodarce opartej na obrocie wewnętrznym tak jak nasza nikomu nie zależy na tym aby ludzie trzymali pieniądze w bankach i na nich „zarabiali” tylko na tym aby były one w obiegu, powodowały wzrost PKB, zwiększały wpływy z VAT-u itd. Nawet w przypadku tych naprawdę większych sum, a takie tez się na rorach zdarzają, lepiej „przymusić” kogoś do kupna kolejnych 6 mieszkań, niż żeby pozakładał sobie na nie lokaty.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Pawceluto

Tak, obawiam się, że to jest masterprzyczyna albo metaprzyczyna…

Ppp
6 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

30 lat temu szła intensywna propaganda, że kredyt to norma i ogólnie OK. Niektórzy dotychczas nie wytrzeźwieli.
A w temacie:
Myślę, że rozwiązaniem byłoby poszerzenie listy obligacji skarbowych. W zeszłym roku miałem 3,5% na czterolatkach, bo nie przeszkadza mi zamrożenie pieniędzy na cztery lata. Wielu ludzi jednak tego nie chce lub nie może – dla nich powinny być obligacje na 3ms, na 6ms i na rok, na stały procent. Teraz takie bywają w promocji, a to powinna być stała oferta.
Pozdrawiam.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Ppp

No może. Ale skoro ludzie nie chcą 10% rocznie na 4-letnich…

mirekk
6 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Rozumiem taką logikę. Ludzie, którzy nie mogą „zamrozić” kasy na 4 lata, mogliby się prędzej skusić na obligacje 3-miesięczne czy półroczne.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  mirekk

3-miesięczne akurat są, ale nie mają oprocentowania indeksowanego inflacją

Kusznier
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie tylko są, ale – jak wiemy – stanowią połowę comiesięcznej sprzedaży.

Zbigniew
6 miesięcy temu

Ja dodałbym jeszcze jeden powód tj. rezerwy banków na kredyty walutowe. Wiele banków już takie założyły lub założyły częściowo co wygenerowało wirtualne straty lub istotny spadek zysku. Teraz chcą tę dziurę zasypać przez windowanie zysków i mamy takie patologie jak ING, gdzie OKO ma 0.05%, a kredyt dwycyfrowe oprocentoaanie.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Zbigniew

Oczywiście, w pewnym stopniu deponenci płacą za odszkodowania dla frankowiczów

Tomasz
6 miesięcy temu

Wolne żarty. Najierw państwo zalewa rynek nadmiarem pieniądza a teraz prosi żeby banki płaciły więcej za depozyty których banki nie potrzebują? Niech państwo płaci lepiej za obligacje detaliczne jeśli chce! A banki niech szanują akcjonariuszy (czyli między innymi mnie) i się martwią zyskiem (i dywidendą).

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Tomasz

Banki powinny szanować wszystkich. To miło, że szanują akcjonariuszy (pośrednio wielu z nas nimi jest), ale warto, by szanowały też deponentów :-).
A co do diagnozy to pełna zgoda – jeśli pieniądza jest dużo (za dużo), to nie jest „cenny” w sensie oprocentowania. Ale kredytu też nie ma zbyt wiele, a jest coraz bardziej cenny. Ciekawe dlaczego? 🙂

Tomek
6 miesięcy temu

Takie zachowanie banków udowadnia, że WIBOR3M/6M nie jest prawdziwym wskaźnikiem kosztu pieniądza. Mam nadzieję, że w takim razie już niedługo zobaczymy ustawę o maksymalnym oprocentowaniu kredytów hipotecznych a w niej zapis, że wysokość raty ma być obliczona wg wskaźnika np.z 31.12.2021 roku.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Tomek

No, ale akurat posiadaczom depozytów to niewiele pomoże

Hieronim
6 miesięcy temu

A ja jestem bardzo ciekawy, jak od lutego zmienia się bilans walut obcych w naszych sejfach i kieszeniach. Żeby NBP, KNF, MF i BFG za chwilę nie obudziły się z płaczem: Polaku, nie porzucaj złotego! Wtedy zobaczymy, czy na pewno banki są tak nadpłynne, jak to się wydaje.

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Hieronim

Oj tak, to będą bardzo ciekawe dane!

Maciej
6 miesięcy temu

Od kwietnia będzie trochę wyższe oprocentowanie obligacji skarbowych.

Ona
6 miesięcy temu

Wpłacam Państwu pieniądze na PPK, mogą nimi operować i rozdawać z nich swoje socjale, płacę pokornie ich nowo wprowadzoną wysoką składkę zdrowotną. Czy nie zasłużyliśmy, żeby przynajmniej zlikwidować tą Belkę z naszych oszczędności?!

Mateusz
6 miesięcy temu

Dlatego w grudniu założyłem ike w bnp pa.., indeksowane wiborem, i tak 33 k pracuje sobie aktualnie na 4,72% z kapitalizacją codzienną bez belki. Ważne, jest to tylko poduszka bezpieczeństwa na wypadek straty pracy lub wypłaty, którą można wybrać w kilka dni w razie w, cała reszta majątku jest w różnego typu aktywach od akcji, obligacji korpo do obligacji indeksowanych (akurat teraz pierwsze serie wchodza na oporcentowanie powyżej 10%)

Admin
6 miesięcy temu
Reply to  Mateusz

I brawo!

Ona
6 miesięcy temu
Reply to  Mateusz

No to będę musiała się zagłębić w temat, chodź ja pamiętam czasy lokat na 9%, dlatego 4, 72 % jakieś IKE to wcale nie wydaje mi się jakieś super. Reszta wymieniona przez Pana to już ryzyko,

grzybek
6 miesięcy temu

KNF powinien pisać skargi do tego jegomościa z długim pinokiowatym nosem i jegomościa od blondynek. Obaj koncertowo wyprodukowali inflację bo jest ona do tej pory skutkiem bezrozumnego drukowania i rozdawania pieniądza tym którym nie był potrzebny. To co oni zrobili powinno skończyć się przed Trybunałem Stanu bo jeden złamał Konstytucję omijając progi zadlużenia przez emitowanie długu gwarantowanego a drugi i konstytucję i ustawę o NBP gdzie jasno stoi napisane do czego zobowiązane są NBP i RPP – do dbania o wartość złotego i stabilnosć cen a w drugim rzędzie o wzrost gospodarczy i wyraxnie napisano tam że RPP nie może… Czytaj więcej »

Kamil
5 miesięcy temu

Trochę taki rozżalony Pan redaktor. Nie bardzo rozumiem to parcie na regulacje cen, zakładałem, ze ten pomysł należy do czasów słusznie minionych. Mamy już ustawowe regulacje Max. Poziomu oprocentowania, Max. Poziomu pozaodsetkowych kosztow kredytu konsumenckiego i teraz postulat wprowadzenia minimalnego poziomu oprocentowania depozytów. To jest oddanie zarządzania bankami państwu. Bank jak każda firma sprzedaje określone produkty, określa ich parametry i dobiera grupę docelowa. Osoby związane z rynkiem finansowym coraz częściej już powtarzają, ze jesli regulacje konsumenckie będą wciąż zaostrzane, to instytucje banków uniwersalnych stracą na opłacalności. Zostaniemy jak w USA z bankami dedykowanymi dla korpo, bankami inwestycyjnymi i uboga oferta… Czytaj więcej »

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Kamil

Ale właśnie o tym jest ten tekst: że państwo stwarza bankom warunki, w których robią tak, jak robią

Kamil
5 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

No ale Pan redaktor postuluje dalsze interwencje państwa w działalność banków. Najpierw były interwencje w ceny kredytów, teraz postulat interwencji w ceny depozytów. A na końcu drogi będzie artykuł, dlaczego jest złe jak miało być dobrze. Bo przecież uzależnienie cen depozytów od stop NBP, to będzie dodatkowy koszt dla banków, po raz kolejny sztuczny, ustawowy. Taka akcja spowoduje kolejna reakcje i za kilka lat pojawiłby się artykuł w którym kolejny redaktor będzie się żalił o to, ze trzeba płacić za dostęp do aplikacji mobilnej, albo za przelewy, albo za inne usługi. A nawiązywanie do emocji poprzez zwroty, ze banki nas… Czytaj więcej »

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Kamil

Panie Kamilu, dwie sprawy. Po pierwsze bankowość to sektor z istoty rzeczy regulowany. Gdybym ze Zdziśkiem mógł założyć bank, to banków byłoby w kraju dużo i byłaby konkurencja (oczywiście byłoby też większe ryzyko, ale to inna sprawa). Skoro jest to sektor regulowany i koncesjonowany, w dużej części zmonopolizowany przez państwo, to opowieści o tym, że powinien rządzić tu wolny rynek są nieco spóźnione. Tak było 10-15 lat temu. Wtedy była konkurencja, były nowe banki, były nowe produkty. Teraz jest prawie że państwowy oligopol. Czyli to de facto od państwa (dwóch państwowych banków) zależy oprocentowanie depozytów i kredytów. Pańskie marzenie o… Czytaj więcej »

Kamil
5 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Macieju, udział Skarbu Państwa w systemie bankowym w pl jest oczywiście wysoki, ale wciąż pozostaje ponizej 50%. Tym samym tezy o oligopolu państwowym są nadużyciem. Niekwestionowanym liderem jest oczywiście PKO Bp, ale drugie i trzecie miejsce idzie łeb w łeb, kolejne miejsca należą do banków prywatnych. Oczywiście sektor bankowy jest regulowany, ale postulaty o wprowadzanie kolejnych cen urzędowych, wydają mi się mokrym snem zagorzałych socjalistów. I oczywiście płacimy za usługi niskim oprocentowaniem depozytów, ale jakoś nie widze sensu w rozwiązywaniu problemu niskiego oprocentowania depozytów poprzez tworzenie po stronie banków kolejnych kosztów na zasadach nierynkowych. Jest to moim zdaniem działanie… Czytaj więcej »

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Kamil

Odpowiedź na problem nisko oprocentowanych depozytów jest bardziej złożona, niż dociskanie banków, tym niemniej uważam, że należy powiązać oprocentowanie kredytów z oprocentowaniem depozytów. Nie nazwałbym tego jakąś katorżniczą regulacją, biorąc pod uwagę jak wystrzeliły zyski odsetkowe banków w styczniu i lutym

Kamil
5 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

A ja nigdy nie twierdziłem, ze jest to sprawa prosta jak budowa cepa, niemniej dokładanie kosztów z cała pewnością nie spowoduje, ze banki będą uatrakcyjniać ofertę. Z pewnością dzisiaj argument o tym, ze banki nie stracą wiele, ponieważ zarobiły na podwyżkach stop jest przekonujący, ale stopy spadną za rok czy dwa, a już nikt na ruch odwrotny się nie zdecyduje. Rozdawać nie swoje każdy lubi, szczególnie politycy i beneficjenci tej łaskawości. Wolny rynek to piękna idea, dopoki działa zgodnie z moim interesem, a jak już działa niezgodnie z tym interesem, to wraca stary dobry pomysł regulacji rynku. Bo czym innym… Czytaj więcej »

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Kamil

„Rozdawać nie swoje” – tu bym się nie zgodził. Banki to tylko handlarze cudzymi pieniędzmi, nie ma ważnego powodu, żeby zarabiały na tym więcej, niż niezbędnie potrzeba, żeby system był stabilny. To naprawdę nie musi być interes za 15 mld zł zysku netto rocznie.
A po drugie: problem polega na tym, że tu nie ma wolnego rynku. Jest tylko zespół złych, asymetrycznych regulacji. Można je a) zlikwidować lub b) zastąpić lepszymi

Kamil
5 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Równie dobrze można powiedzieć, ze Netflix handluje cudzymi produkcjami, a komis samochodowy cudzymi samochodami i nie ma ważnego powodu, by te firmy zarabialy tyle ile zarabiają, wystarczy, by na chleb i smalec im starczało. Tylko kto ma decydować kto ile zarobi? A w odniesieniu do tej dyskusji, kto ma decydować ile ktoś wyda? Państwo? Znów zmierzamy w wiadomym kierunku…inna sprawa, ze wolnego rynku, to już nigdzie nie ma. Wracajac do dochodów, jak przychodzi inwestor i wkłada naście miliardów w zakup lub budowę banku, to oczekuje określonego poziomu zwrotu z kapitału, jak w każdym innym sektorze, a ten wskaźnik w pl… Czytaj więcej »

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Kamil

Nie zgadzam się, że Netflix i PKO BP to to samo. Netflix nie może tworzyć pieniądza :-). Porównywanie tych sektorów jest metodycznie nieuzasadnione. Zgadzam się, że 15 mld zł dziś i 15 mld zł 10 lat temu to inne pieniądze (po pierwsze inflacja, po drugie liczymy od innego poziomu kapitału). I zgadzam się, że w Polsce sektor bankowych jest dobrze doinwestowany (oraz technologicznie rozwinięty) i że jest to wartość, którą trzeba chronić. Ale wciąż kręcimy się w kółko. Pan mówi, że nie można bardziej docisnąć banków regulacyjnie, bo nie wytrzymają, a ka Panu mówię, że nie chciałbym ich dociskać bardziej,… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!